Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Misje w Afryce (cz. II)

Z s. Małgorzatą Fudalej rozmawiała Monika Poręba
Edycja legnicka 43/2003

Z s. Małgorzatą Fudalej - misjonarką rozmawia Monika Poręba

Monika Poręba: - Co kraj to obyczaj - mówi stare powiedzenie, wiele zwyczajów i tradycji kultywują mieszkańcy Mali. Jedne - jak mówi Siostra - szokują, inne wręcz zadziwiają.

S. Małgorzata Fudalej: - Po raz pierwszy właśnie w Mali widziałam niezwykły pochówek zmarłych. Pogrzeb bardzo odmienny od polskiego, wręcz mnie zaszokował. Jeżeli umrze osoba starsza, to wszyscy się cieszą, uważają bowiem, że przeżyła szczęśliwe swoje życie, ma dużą rodzinę i wnuki. Rodzina wkłada zwłoki do trumny i wszyscy zaczynają wokół niej tańczyć. Jeżeli nie jest to rodzina muzułmańska, tylko katolicka, to dodatkowo gotują piwo, zrobione na bazie pszenicy. Piją, tańczą, są zadowoleni. Następnie trumnę niosą do kościoła, też w rytmie tanecznym. Po Komunii św. znów tańczą wokół trumny. Później zostaje ona zamknięta i niesiona na cmentarz. Jednak idzie się tam specjalnym krokiem: trzy do przodu, dwa do tyłu, trzy do przodu, dwa do tyłu... I to trwa godzinami. Warto dodać, że pogrzeb, ze względu na upały, organizuje się w dniu śmierci danej osoby. W pierwszą rocznicę śmierci zjeżdża się cała rodzina i znów rozpoczyna się świętowanie. Jedzą, tańczą, bawią się i to trwa nawet cztery dni. W tym czasie jeden z członków rodziny zmarłego ubiera się w jego rzeczy i odgrywa teatr. Jest to coś, co mnie bardzo zaskoczyło. Żeby zawiadomić kogoś o pogrzebie, bierze się miski zrobione z suszonych owoców, wkłada się je do wody i stuka drewnianą łyżką. Jeżeli ktoś usłyszy ten charakterystyczny głos, to wie, że trzeba iść do tego domu, bo ktoś umarł.

- Wspominała Siostra, że Malijczycy są gościnni i bardzo życzliwi.

- Tak. Jeżeli ktoś przyjeżdża do ich kraju, to jest tam serdecznie przyjmowany. Otrzymuje nadane przez nich nowe nazwisko, najczęściej jakiegoś znanego rodu. Ja np. nazywam się KULIBALI. To jest nazwisko dawnego króla Mali. Opuściłam swój dom, kraj i przyjechałam do Mali, teraz tu jest mój dom, dlatego otrzymałam nazwisko. Nosząc je, mam dużo przywilejów. Poszłam kiedyś na zakupy. Ale ceny wydawały mi się zbyt wysokie. Wówczas właściciel zapytał, jak się nazywam - mówię KULIBALI. Ja też jestem KULIBALI, możesz więc kupować po niższej cenie. Nie ma prawa mi jej podwyższyć, ani zrobić krzywdy. Jest to coś nowego, gdzie indziej tego nie spotkałam.

- Jednak ta gościnność może być męcząca. Zanim pójdzie się do rodziny z wizytą, trzeba zapoznać się z ceremonią przyjmowania gości.

- Gdy przychodzi się do danej rodziny, gospodarze od razu proponują herbatę lub wodę. Jeśli poprosi się o wodę, to można posiedzieć krótko u takiej rodziny, a jeśli herbatę, to wizyta trwa 3, 4 godziny. Dlaczego? Bo istnieje cały ceremoniał przygotowywania herbaty. Parzy się ją w małych czajniczkach na węglu drzewnym. Jest on czarna, z miętą i dużą ilością cukru. Trzeba wypić trzy filiżanki takiej herbaty. Pierwsza jest bardzo mocna, druga słabsza i trzecia bardzo słaba. Jak przyszłam pierwszy raz do pewnej rodziny i po wypiciu pierwszej herbaty chciałam już wyjść, wówczas dowiedziałam się, że zwyczaj jest inny. Wytłumaczyłam się, że muszę iść na modlitwę i mnie puścili. Gdybym miała inne zajęcie, nie mogłabym wyjść z ich domu.

- Będąc w Afryce, miała Siostra okazję pracować w ośrodku dla czarownic.

- Tak. Afrykańczycy wierzą w różnych bogów. Jeżeli ktoś umarł, to uważają, że nie była to śmierć naturalna, ale jakaś osoba musiała zjeść duszę. Wtedy mężczyźni biorą trumnę na plecy i idą przez wioskę szukać czarownicy. Nagle mówią, że trumna skręca do domostwa jakiejś kobiety. Walą trumną w drzwi i wyciągają tę kobietę. Palą całe domostwo, zabijają czarownicę albo pozwalają jej uciec, aby umarła w buszu. Przeważnie ofiarą pada kobieta, która nie może mieć dzieci, albo nie chce wyjść powtórnie za mąż, albo kobieta, której dobrze się powodzi, a której się zazdrości. Wówczas taka kobieta, której uda się uciec, trafia do centrum dla czarownic. Obecnie jest ich tam 370. Jednak nie od razu są tam przyjęte. Muszą przejść kwarantannę i poczekać aż jedna z kobiet umrze. Często takie kobiety leżą pod drzewami eukaliptusowymi i czekają. Są pobite, chore, a nawet jednej ucięto rękę. Straszy widok. W tym centrum wygnane kobiety przebywają prawie do końca życia. Jedna z najmłodszych, którą oskarżono o to, że jest czarownicą, miała zalewie 20 lat. Takie praktyki, niestety, są powszechne. Dopóki tamtejsi przywódcy duchowni nie powiedzą, że to jest złe, my nic nie możemy zrobić.

- Zanim wyjadą na misje, przyszli misjonarze uczą się języka, kultury danego państwa oraz ich zwyczajów. Jednak dopiero będąc tam - okazuje się, że są rzeczy, do których nie można się przyzwyczaić.

- Ludzie tam ciągle mają czas na wszystko. Jak spotkają się znajomi na ulicy, to pozdrawiają się nawet 5 minut. A ja nie mam tyle czasu, bo zawsze gdzieś się spieszę. Druga rzecz to pytanie o drogę. Gdy kończę wizytę u jakieś rodziny i nie dadzą mi wskazówek, to muszę siedzieć nawet 2, 3 godziny, a nieraz i całą noc. Nie można wyjść sobie i pójść do domu. Co jeszcze? Ci ludzie nigdy nie powiedzą NIE. Jeżeli pytam się, czy przyjdą do misji, to nigdy nie powiedzą NIE. Zawsze TAK, przyjdziemy, ale już po tonacji głosu wiem, że nie przyjdą. Nie chcą robić mi przykrości.

- Na misji katolickiej rozmawia Siostra w języku francuskim, a w jakim języku porozumiewa się z mieszkańcami Bamako?

Muszę się porozumiewać w ich języku, którego nie rozumiem tak dobrze. Jest to język bambara, bardzo trudny, trzeba mieć dobrze wyrobione ucho, aby zrozumieć dane słowa. Znam podstawowe wyrazy, ale muszę iść do specjalnej szkoły, aby nauczyć się gramatyki.

- Jakie niebezpieczeństwa czyhają na misjonarki w Afryce, czego trzeba się wystrzegać, na co uważać?

- Trzeba obawiać się chorób. Musimy mieć odpowiednie szczepienia. Trzeba uważać, co się je u ludzi, żeby nie przesadzać z ilością pokarmu. Ich jedzenie jest zdecydowanie inne niż nasze. W buszu trzeba uważać na wodę, często jest brudna. Można zapaść na malarię i na wiele innych groźnych chorób.

- Czy Siostra spotkała się z szamanem?

- Spotykałam się z ludźmi, którzy zajmują się różnymi czarami. Malijczycy wierzą, że szamani mają dużo mocy. Swoje moce przekazują z pokolenia na pokolenie. Najczęściej taki czarownik ma wnuka o tym samym imieniu.

- Będąc na misjach, z dala od rodzinnego domu, z pewnością są chwile wesołe, ale nie brakuje też smutnych. Czy jest takie wydarzenie, którego nie zapomni Siostra nigdy?

- Gdy byłam pierwszy raz w Mali, zgubiłam się w Bamako. Nie ma tam nazw ulic, wszystkie dzielnice, domy są takie same, nie ma nic charakterystycznego, po czym można rozpoznać drogę powrotną na misję katolicką. Pewnego dnia zgubiłam się z siostrą Malijką, która nie znała języka bambara. Jeździłyśmy taksówką i szukałyśmy misji. Po trzech godzinach jakiś muzułmanin wsadził nas do innej taksówki, powiedział kierowcy, gdzie ma jechać i znowu szukałyśmy, i nie znalazłyśmy misji. Zrobiło się już ciemno i niebezpiecznie. Gdy tak jeździliśmy, spotkaliśmy tego samego muzułmanina. Wiedział już, że nadal szukamy misji katolickiej. Wówczas poprosił sąsiada, który miał samochód, aby jeździł z nami i szukał naszego domu. I w końcu znalazłyśmy. Ci muzułmanie byli tacy dobrzy i życzliwi, nawet od nas nie wzięli pieniędzy.

- Czy Malijczycy wiedzą, gdzie leży Polska?

- Chyba nie, ale gdy słyszą, że jestem Polką, to kojarzą mnie z Papieżem. Mówią, że jestem z tej samej wioski lub plemienia co Papież. I z tego względu mam dużo przywilejów. Papież jest bardzo uznawany. Druga osoba, z którą jestem kojarzona, to Lech Wałęsa. Jest to bardzo przyjemne.

- „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało”. Czy w Mali brakuje misjonarzy i misjonarek?

- Ogromnie. W seminarium duchownym jest bardzo mało kleryków. Nowy ksiądz z Mali będzie wyświęcony dopiero za 3 lata. Zgromadzenie Ojców Białych nie ma dużo księży, a pracy jest wiele. Z powodu braku kapłanów misje są zamykane i islam zatacza coraz szerze kręgi, ludzie, niestety, wracają do religii tradycyjnej.

- Gdzie Siostra skierowałaby osoby, które czują powołanie i chciałby wyjechać na misje do Afryki?

- Osoby, które chcą głosić dobrą nowinę na Czarnym Lądzie, mogą zgłosić się do naszego Zgromadzenia w Lublinie. Oto adres:
Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Najświętszej Maryi Panny Królowej Afryki, ul. Chotkiewicza 9, 20-813 Lublin, tel. (081) 533-31-57.

- Czego możemy życzyć misjonarce, która po urlopie wraca na Czarny Ląd?

- Przede wszystkim wytrwałości i proszę o modlitwę, bo ona jest bardzo odczuwalna, gdy jesteśmy tak daleko.

- Dziękuję za rozmowę.

Nowi proboszczowie w archidiecezji

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 27/2011

Ośmiu proboszczów od 1 lipca obejmuje urząd w swych nowych parafiach. Wcześniej kapłani złożyli uroczyste wyznanie wiary w obecności kard. Kazimierza Nycza

Obejmując powierzony mi urząd, chcę z całym oddaniem, pod władzą arcybiskupa warszawskiego, troszczyć się o powierzoną mi wspólnotę wiernych i bez oglądania się na względy ludzkie spełniać będę swoje obowiązki. Tak mi dopomóż Bóg” - te słowa wypowiedział każdy z ośmiu nowych proboszczów mianowanych przez kard. Kazimierza Nycza. Oprócz tekstu Credo księża zaświadczyli, że wierzą mocno we wszystko, co jest zawarte w Słowie Bożym pisanym lub przekazywanym, a co przez Kościół jest do wierzenia podawane.
Wcześniej, przed otrzymaniem dekretu, każdy z proboszczów, odbył indywidualną rozmowę z kardynałem i dopiero po wspólnej modlitwie oraz przysiędze, złożył podpisane przez siebie wyznanie wiary i wierności Kościołowi na ręce ordynariusza. - To wielki zaszczyt, ale także odpowiedzialność i zobowiązanie - mówi tuż po uroczystości ks. Jacek Brociek, nowy proboszcz parafii pw. Przemienienia Pańskiego w Czersku. - Na pomysły i inicjatywy duszpasterskie przyjdzie jeszcze czas. Najpierw muszę poznać swoją parafię oraz wiernych. To początek mojej nowej i odpowiedzialnej drogi - dodaje ks. Krzysztof Stosur, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny w Warszawie.
Dla większości z nowo mianowanych proboszczów jest to pierwsza parafia w ich kapłańskim życiu. Od tej pory będą kierować duszpasterstwem, posługą sakramentalną oraz odpowiadać za finanse, budynki i minie parafialne. - Powierzam wam pełną odpowiedzialność za parafię. Jesteście do tego dobrze przygotowani, bo macie za sobą już długie doświadczenie duszpasterskie - podkreślił metropolita warszawski.
Jednym z najbardziej eksponowanych miejsc w archidiecezji warszawskiej jest zapewne parafia pw. Opatrzności Bożej w Wilanowie. Jej nowy proboszcz oprócz zwykłych obowiązków duszpasterskich staje się jednocześnie kustoszem ogólnonarodowego sanktuarium. - Byłem mocno zaskoczony tą decyzją - mówi ks. Paweł Gwiazda, proboszcz Świątyni Opatrzności Bożej. - Osobiście na to bym się nigdy nie odważył, ale ufam, że ksiądz kardynał wie, co robi, a nad tą decyzją czuwa również Opatrzność Boża - mówi ks. Gwiazda. Zdaje on sobie bowiem sprawę, że wilanowska parafia jest wspólnotą, która dopiero się tworzy. Obecnie na jej terenie mieszak ok. 10 tys. osób, a w przyszłości będzie ich ponad 30 tys. - Moim zadaniem będzie więc duszpasterstwo parafialne, ale także troska o opiekę nad pielgrzymami, którzy przyjeżdżają w to miejsce z całej Polski - dodaje proboszcz.
Zmiany personalne na stanowiskach proboszczów podyktowane są względami duszpasterskimi. Często jest to związane z odejściem poprzedniego proboszcza na emeryturę. Kard. Nycz zwracając się do księży, podkreślił, że każda zmiana na urzędzie proboszcza ma służyć zachowaniu ciągłości pracy duszpasterskiej i prowadzeniu ludzi do zbawienia.
Metropolita warszawski zwrócił tez szczególną uwagę na aktywizację laikatu oraz potrzebę powoływania rad parafialnych. - Świeccy na wielu sprawach ekonomicznych i gospodarczych znają się o wiele lepiej niż księża - zauważył kardynał.

Nominacje

Ks. Jacek Brociek, dotychczasowy rezydent parafii św. Tomasza Apostoła w Warszawie w dekanacie ursynowskim i kapelan w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii, mianowany proboszczem parafii Przemienienia Pańskiego w Czersku w dekanacie czerskim
Ks. Włodzimierz Czerwiński, mianowany proboszczem parafii Świętej Trójcy w Warszawie, w dekanacie świętokrzyskim
Ks. Marek Małkiewicz, dotychczasowy wikariusz parafii św. Ignacego Loyoli w Warszawie w dekanacie bielańskim, mianowany proboszczem parafii Wniebowzięcia NMP w Michałowicach-Opaczy w dekanacie raszyńskim
Ks. Tadeusz Polak, dotychczasowy proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny w Warszawie w dekanacie muranowskim, mianowany proboszczem parafii św. Franciszka z Asyżu w Prażmowie w dekanacie tarczyńskim
Ks. Janusz Starosta, dotychczasowy wikariusz parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie w dekanacie ursynowskim, mianowany proboszczem parafii Przemienienia Pańskiego w Grodzisku Mazowieckim w dekanacie grodziskim
Ks. Krzysztof Stosur, dotychczasowy wikariusz parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Warszawie w dekanacie ursuskim, mianowany proboszczem parafii Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny w dekanacie muranowskim
Ks. Mariusz Zapolski, dotychczasowy wikariusz parafii św. Ojca Pio w Warszawie w dekanacie ursynowskim, mianowany proboszczem parafii Narodzenia NMP w Pieczyskach w dekanacie czerskim

Zmiany ogólnodiecezjalne

Ks. Jacek Siekierski, mianowany rektorem kościoła rektorskiego Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w „Res Sacra Miser”, przy zachowaniu urzędu rektora kościoła akademickiego św. Anny
Ks. Pedro José Guzmán Ardila, dotychczasowy wikariusz parafii św. Augustyna w Warszawie w dekanacie muranowskim, mianowany wychowawcą w seminarium Redemptoris Mater
Ks. Dominik Koperski, dotychczasowy duszpasterz w Kościele akademickim św. Anny w Warszawie, mianowany dyrektorem Wydziału Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej Warszawskiej
Ks. Mirosław Kreczmański, mianowany dyrektorem biblioteki seminaryjnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie
Ks. Marek Makowski, mianowany obrońcą węzła małżeńskiego w Sądzie Metropolitalnym Warszawskim
Ks. Dariusz Szyszka, dotychczasowy wikariusz parafii św. Jana Chrzciciela w Warszawie w dekanacie staromiejskim i duszpasterz w kościele akademickim św. Anny w Warszawie w tym dekanacie, mianowany wychowawcą w seminarium Redemptoris Mater
Ks. Paweł Witkowski, mianowany moderatorem diecezjalnym Ruchu Światło-Życie w Archidiecezji Warszawskiej

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Rzym: Franciszek odwiedził ośrodek dla niepełnosprawnych

2018-06-24 21:38

st (KAI) / Rzym

Dziś po południu Ojciec Święty odwiedził ośrodek fundacji „Durante e Dopo di Noi” w Rzymie służący pomocą osobom z ciężkimi upośledzeniami.

Grzegorz Gałązka

Jak podało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej Papież Franciszek zapoznał się z projektem życia i autonomii dla osób z poważnymi upośledzeniami. Jego wizyta trwała około dwóch godzin, a w spotkaniu z Franciszkiem uczestniczyło około 200 osób. Następnie Ojciec Święty powrócił do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem