Reklama

Jasna Góra: Święto Kobiet u najpiękniejszej Niewiast

2016-03-03 12:58

it (KAI) / Częstochowa / KAI

BOŻENA SZTAJNER

Kolejne „Święto Kobiet u najpiękniejszej z Niewiast” odbędzie się na Jasnej Górze już w najbliższy wtorek 8 marca. To okazja nade wszystko do modlitwy w intencji dziewcząt i kobiet, ale także sposobność do ukazania postaci wielkich Polek.

W tym roku mowa będzie o niezłomnej Zofii Kossak-Szczuckiej. O związkach pisarki z Tygodnikiem Katolickim "Niedziela" w 90. rocznicę jego powstania mówić będzie Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna pisma. Z kolei o "świetlanej postaci pani Zofii ", jak ją określił w jednym z listów Jan Paweł II, mówić będzie dr Stanisław Michałowski prezes Towarzystwa Zofii Kossak.

„Święto Kobiet u najpiękniejszej z Niewiast” rozpocznie się we wtorek 8 marca Mszą św. o godz. 17.30 w Kaplicy Matki Bożej pod przewodnictwem bp. Łukasza Buzuna z Kalisza. Po Eucharystii w Kaplicy Różańcowej zainaugurowane zostanie spotkanie poświęcone Zofii Kossak.

Związki pisarki z Jasną Górę są bardzo silne. W kronikach odnotowany jest m.in. fakt jej przybycia do Sanktuarium w lipcu 1938 r. wraz z pielgrzymką ze Śląska Cieszyńskiego. W obszernym reportażu odnotowała wymowne spostrzeżenia: „Pielgrzymka idzie aleją Mariacką, mija inne «kompanie», przybyłe z innych stron. Co kilka godzin nowy pociąg wyrzuca na dworcu nowe tłumy wiernych. Niezależnie od tego, liczne gromady wędrują pieszo, po staroświecku. Ze wszystkich stron zdążają ku klasztorowi, jak wojsko. Wojsko bitne, szumiące sztandarami, śpiewem i zapałem. W jedynym w swoim rodzaju widoku, można u stóp Jasnej Góry ujrzeć zebrany folklor z całej Polski. Nie ten sztuczny, widowiskowy, dobierany z racji obchodów, lecz prawdziwy, istotny, nieporównywalny. Ocierają się o siebie płótnianki wołyńskie i wysokie czepce kurpiowskie. Sukmany kieleckie i jaskrawe wełniaki łowickie. Wszystko to zdąża do stóp Królowej, w nieustannej defiladzie tłoczy się na szerokim placu Lubomirskich".

Reklama

Pisarka widziała Jasną Górę jako miejsce konsolidacji narodu polskiego, w którym nadal trwa proces jednoczenia rodaków, którzy w większości pamiętali jeszcze zabory i przynależność do różnych państw.

Po Powstaniu Warszawskim, w którym brała udział, Zofia Kossak przybyła do Częstochowy. Tu, jak spora grupa ludzi kultury i inteligencji, znalazła schronienie. Przez jakiś czas mieszkała nawet w pokojach królewskich na Jasnej Górze. Kiedy w 1957 r. władza ludowa przyznała jej Nagrodą Państwową I stopnia, która mogła dokonać istotnego zwrotu w jej życiu, zwłaszcza w wymiarze materialnym, odmówiła jej przyjęcia uzasadniając: „w ostatnich dniach apolitycznych, religijnych obchodów milenijnych spokój zakłóciły wypadki znieważenia kultu Matki Bożej, raniąc boleśnie serca wierzących Polaków, w tej liczbie moje. Uświadomiłam sobie wtedy, że rozdźwięk między lekceważeniem przez Władze Państwowe uczuć religijnych ludności, a równoczesnym przyznawaniem przez te same Władze nagrody literackiej pisarce katolickiej jest tak wielkim, że daje się być omyłką, nieporozumieniem. Nie mogę przyjąć nagrody od Władz Państwowych, wprawdzie własnych i prawowitych, lecz odnoszących się wrogo do spraw dla mnie świętych”.

Fakt ten odbił się szerokim echem w kraju, dodawał otuchy, kopie jej odpowiedzi krążyły po parafiach, a jeden egzemplarz znajduje się nadal na Jasnej Górze. Gdy kard. Stefan Wyszyński przeczytał ten list biskupom powitali go gromkimi brawami.

Postać Zofii Kossak-Szczuckiej została uwieczniona na Jasnej Górze na obrazie „Polonia” Antoniego Tańskiego przedstawiający około 200 wybitnych Polaków. Obraz wystawiony jest w Sali Ojca Augustyna Kordeckiego.

Organizatorami „Święta Kobiet u najpiękniejszej Niewiast” są Radio Jasna Góra i Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” w Częstochowie.

Tradycyjnie niespodzianki dla pań przygotowali uczniowie częstochowskiej szkoły im. Małego Powstańca.

Tagi:
kobieta

Matka zwyczajna, matka heroiczna

2018-04-04 10:33

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 14/2018, str. I-VI

Nigdy, przenigdy nie uważała siebie za kogoś wyjątkowego i niezwykłego, choć wiedziała, że obdarowana została właśnie nie inaczej, tylko wyjątkowo, bo czternaściorgiem dzieci. Wychowała ich trzynaścioro (jedno zmarło w wieku 3 miesięcy), od kolebki do wyjścia w świat. 81-letnie życie Janiny Piotrowskiej, którą parafia Kije, rodzina i przyjaciele żegnali 9 marca, wypełnione było pracą, rodziną, a właściwie byciem matką. To był jej zawód, spełnienie, powołanie

Archiwum rodzinne
Janina Piotrowska podczas 80 urodzin, w otoczeniu wszystkich córek

Całe życie Janiny Piotrowskiej od chwili narodzin 1 grudnia 1936 r. do śmierci 6 marca 2018 r. związane było z Wymysłowem w gminie i parafii Kije, z gospodarką, pracą na roli, a nawet krótkim etapem zawodowej pracy w przetwórni w Pińczowie. Mąż Janisław pracował na kolei, ale jego ukochanym zajęciem była ciesielka, którą dorabiał, aby wyżywić rosnącą gromadę dzieci (zdolności ciesielskie odziedziczyli synowie i wnukowie). Gdy Janina miała 45 lat, została wdową, a męża pochowała spodziewając się dziecka, czy raczej dzieci, bliźniąt. – Ojca znamy tylko z opowiadań – mówią dzisiaj bliźniaczki Monika i Marta.

Pierwsza na świat z rodziny Piotrowskich przyszła w 1958 r. Urszula. W 1961 r. urodziła się Grażyna, a potem kolejno: Bogdan (1962), Janusz (1964), Halina (1966), Waldemar (1968), Justyna (1970), Elżbieta (1973), Tomasz (1974), Agnieszka (1975), Patrycja (1979) i wreszcie Marta i Monika (1981). Śp. Witold przeżył zaledwie 3 miesiące.

– To jest piękne, że wszystkie te dzieci przyjęła i nie wahała się ich przyjąć, a przecież lekko im nie było. Jak to trudno sobie dzisiaj wyobrazić, gdy dzieci muszą mieć wszystko. Taka postawa matki to wzór i coś niebywałego w dzisiejszych czasach – uważa ks. Wiesław Kita, proboszcz w Kijach.

Córki wspominają opowiadaną w rodzinie historię, jak to lekarz położnik z Pińczowa, bezdzietny, zaproponował mamie adopcję bliźniaczek. – Nie chciała nas zostawić, to jej się w głowie nie mieściło, aby oddać dzieci, swoje dzieci – opowiadają.

Przy trumnie śp. Janiny stanęły wszystkie, z mężami i żonami, 26 wnuków i 8 prawnuków. Gromada złączona pamięcią matki i babci, wspólną historią i więzami krwi.

Obywało się bez klapsa

Lekko nie było – to fakt, w domu długo brakowało wielu rzeczy uważanych dzisiaj za niezbędne, nawet młodsze z rodzeństwa pamiętają jeszcze klepisko, ale nigdy „nie było głodno, ani brudno”. W takiej gromadzie musisz szybko dorosnąć, aby przejąć opiekę nad młodszymi, musisz szybko odkryć w sobie talent czy umiejętność do gotowania – szycia – sprzątania – gospodarki, aby mamie było lżej, aby wszystkim było lepiej. Kaprysy, dąsy? – Nigdy w życiu. Wszystkie dzieci pokończyły szkoły, część z nich uczelnie wyższe, żadne nie miało konfliktów z prawem, a wszystkie bez wyjątku odnalazły swoją dobrą drogę i wyszły, jak to się mówi, na ludzi.

– Nawet nie wiem, jak mama to robiła, ale nigdy nie krzyczała, choć trzymała nas krótko. No i nigdy nie dostałyśmy klapsa – opowiadają bliźniaczki. Jako 13-latki już uwijały się w polu, w gospodarstwie, a Patrycja urzędowała w kuchni. – Mama nauczyła nas porządku, szacunku do siebie, czystości, lubiła sobie zażartować – wspominają ciepło.

W jej relacjach z dziećmi na pewno nie było nadopiekuńczości, ale i skąd miała na nią znaleźć czas? O swoje dzieci walczyła jak lwica. Monika i Marta wspominają, jak to mama zabrała je do urzędu, gdy chciano im odebrać rentę po tacie. Zza zamkniętych drzwi urzędniczego pokoju słyszały jej donośny głos, pytający retorycznie: „To za co mam je nakarmić”? Renty im nie zabrano.

Rodzina razem

„Lepszego życia”, jak opowiadają dzieci, mama zaznała, gdy ostatnie z nich wyfrunęło z gniazda. Do końca mieszkała z najstarszym z synów, z Bogdanem, który niejako przejął na siebie obowiązki głowy rodziny. Przy nim czuła się bezpieczna; zresztą nie było dnia, aby któreś z dzieci czy wnuków nie wpadało do domu. – Jeszcze jako 80-letnia kobieta chętnie opiekowała się wnukami, zawsze starała się być czynna, miała siły niespożyte – wspomina ks. prob. Wiesław Kita.

I zawsze broniła „drugich połówek”, nie pozwoliła złego słowa powiedzieć na zięciów, na synowe.

Na 80. urodziny najbliżsi zorganizowali jej uroczyste przyjęcie, w lokalu, w niecodziennym otoczeniu, w udziałem całej rodziny. Szczęśliwa i dumna, długo wspominała tamten wieczór, czerpała siłę z przeżywanego wciąż od nowa i od nowa. Całą rodziną spotykali się przeważnie w święta, najczęściej w Wielkanoc, która bywa przy ładnej pogodzie, więc mogli przyszykować świąteczne śniadanie czy obiad na podwórku, aby wszyscy dobrze się widzieli. Podzielono role, każdy coś przynosił, mama obowiązkowo robiła rosół, w tym nigdy nie pozwalała się wyręczyć.

– Widzę mamę, jak czyta, szczególnie lubiła książki o Matce Bożej Fatimskiej, modliła się też na różańcu – opowiada Marta. Ulubione książki o tematyce maryjnej czytała jeszcze w szpitalu, po amputacji nogi. Była to konieczność spowodowana cukrzycą, która dokuczała jej w ostatnich latach. Pomimo poważnej operacji starała się być użyteczna, nie sprawiać sobą kłopotów.

Do końca trzymała posłuch, ale i umiała wprowadzić ład w swoją gromadkę. Jako przykład podają zgodny podział pomiędzy siebie tego, co po rodzicach im zostało. Odeszła w domu, wśród najbliższych, jedząc obiad, zdążyła tylko krzyknąć „oj”.

Proste, zwyczajne macierzyństwo, nie szukające zasług ani nagród. Wielką radością i zaskoczeniem było dla Janiny przyznanie jej w 2006 r. statuetki „Józef 2005” i tytułu „Osobowości Roku Gminy Kije”. Wyróżnienie odnosi się do biblijnego Józefa, cichego i niepozornego, ale bez którego pracy i troski mały Jezus – późniejszy Mesjasz, nie zaznałby szczęśliwego dzieciństwa. Pani Janina do końca nie spodziewała się żadnych wyróżnień, bo i za co, za bycie matką, za wychowanie dzieci? – Trzęsłam się cała ze wzruszenia. Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę o mnie chodzi. Z tej radości aż ucałowałam księdza profesora Józefa Kudasiewicza – opowiadała wówczas.

Pewnie spotkała już swego krajana, śp. Księdza Profesora – wybitnego biblistę i mariologa, który tak pięknie jak nikt, wytłumaczył jej, dlaczego być matką, dlaczego podążać za wzorem Maryi Matki Jezusa, to takie piękne, ważne i mądre.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: kard. Stanisław Ryłko włączony do grona kardynałów-prezbiterów

2018-05-21 18:52

st (KAI) / Watykan

Podczas sobotniego konsystorza Ojciec Święty włączył do grona kardynałów-prezbiterów kard. Stanisława Ryłkę, a także kardynałów Leonardo Sandriego, Giovanniego Lajolo, Paula Josef Cordesa, Angelo Comastriego i Raffaele Farinę – podaje francuski dziennik „La Croix”.

Margita Kotas

Zgodnie z kanonem 350. Kodeksu Prawa Kanonicznego, Kolegium Kardynałów dzieli się na trzy stopnie: kardynałów-biskupów (purpuraci otrzymujący od papieża jako tytularne diecezje podmiejskie oraz patriarchowie wschodni włączeni do Kolegium Kardynałów); kardynałów-prezbiterów (purpuraci zazwyczaj będący biskupami diecezjalnymi) i kardynałów-diakonów (purpuraci pracujący w Kurii Rzymskiej oraz wybitni teolodzy, którzy nie kierowali diecezjami).

Kościół tytularny kardynałów-prezbiterów zwany jest tytułem, zaś kościół tytularny kardynałów-diakonów - diakonią. Przez opcję dokonaną na konsystorzu i zatwierdzoną przez papieża, kardynałowie-prezbiterzy, zachowując pierwszeństwo święceń i promocji, mogą przechodzić na inny tytuł, zaś kardynałowie-diakoni - z jednej diakonii na drugą, a gdy przez pełnych dziesięć lat pozostawali w stopniu diakonów - także do stopnia prezbiterów. Tak właśnie stało się w minioną sobotę w przypadku wymienionych kardynałów.

Obecnie kardynałem-protodiakonem, który w przypadku konklawe ogłasza wybór nowego papieża, jest 85-letni kard. Renato Martino. Drugim pod względem starszeństwa kardynałem-diakonem jest pochodzący z Gwinei prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Robert Sarah. Ponieważ z racji wieku kard. Martino nie ma prawa uczestnictwa w konklawe, to zadanie ogłoszenia wyboru nowego papieża przypadnie kard. Sarahowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Rano procesja, po południu mocne uderzenie

2018-05-22 10:35

Gwiazdy muzyki chrześcijańskiej wystąpią w Mysłowicach w wielkim koncercie w Boże Ciało. Po raz 9. w parku Słupna odbędzie się Ekumeniczny Koncert Rodzinny „Bądź jak Jezus”. Przyjedzie m.in. australijski duet For King & Country.


Koncerty muzyki chrześcijańskiej w Boże Ciało odbywają się w wielu polskich miastach od kilku lat. Nie inaczej będzie w tym roku. W Mysłowicach, które są w tym gronie po raz dziewiąty, będzie to coś więcej niż tylko koncert muzyczny. Organizatorzy zapowiadają niezwykły dzień dla całych rodzin, dla dzieci i młodzieży. Będzie bowiem i bezpłatne miasteczko zabaw dla dzieci, i kiermasze wydawców chrześcijańskich. Ale przede wszystkim zabrzmi doskonałej jakości muzyka. Wszystko rozpocznie się o godz. 15.

O jednej z gwiazd tego wieczoru – stworzonym przez braci Joela i Luka zespole For King & Country – fani mówią, że jest to australijska odpowiedź na niezwykle popularną grupę Coldplay. Inna światowa gwiazda mysłowickiego koncertu to amerykańska wokalistka pop i kompozytorka Britt Nicole, jej album „Gold” był nominowany do nagrody Grammy w kategorii najlepszy album CCM.

Na scenie parku Słupna zabrzmią różne gatunki muzyki współczesnej: funky, soul i pop zapewni trójmiejski zespół 12 kamieni, wystąpi raper Poison, czyli Piotr Plichta, a doskonale znany m.in. z niedawnej płyty „Pieśni naszych ojców” Mate.O poprowadzi wieczór uwielbienia ON 1. Zza bliskiej granicy przyjedzie polsko-czeski muzyk z Zaolzia Adam Bubik. Natomiast dla zespołu Pathlife z Bielska-Białej występ będzie nagrodą za zwycięstwo w tegorocznym konkursie „Non-Stop CCM”.

Muzyka CCM, czyli współczesna muzyka chrześcijańska (CCM to skrót angielskiego Contemporary Christian Music), łączy chrześcijan z różnych Kościołów. Piosenki tworzone i wykonywane przez ewangelików są chętnie słuchane i śpiewane przez katolików i odwrotnie. Taki też jest cel koncertu w Mysłowicach, stąd nazwa „Ekumeniczny Koncert Rodzinny”. Dodatkowo dla katolików będzie to okazja do uczczenia przypadającego tym roku 150-lecia Dekanatu Mysłowice.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem