Reklama

Każda chwila ma być biegiem miłosierdzia

2016-04-04 09:18

Jolanta Kobojek

Jolanta Kobojek

Wszystko zaczęło się 3 lata temu od pomysłu ks. Andrzeja Partiki, proboszcza parafii Miłosierdzia Bożego w Częstochowie. Myśl ta od razu przeszła w etap realizacji. I tak powstała idea Biegów Miłosierdzia. Częstochowski kapłan doszedł do przekonania, że przeżywanie II niedzieli wielkanocnej nie może kończyć się na wzruszeniach, czy pięknych oprawach liturgicznych, ale musi wiązać się z konkretnym działaniem na rzecz drugiego człowieka. I okazuje się, że znaleźć ludzi, którzy myślą podobnie nie jest trudno. W tym roku, 3 kwietnia na starcie Biegu Miłosierdzia odliczyło się bowiem 1400 uczestników. „To cieszy, że tak dużo ludzi przychodzi, bo widzi, że może pomóc i nie chcą być obojętni. To coś więcej niż chwilowy odruch serca, jakieś płytkie wzruszenie - to pragnienie wyryte głęboko w sercu” - próbuje tłumaczyć kolejne liczbowe rekordy ks. Partika.

Zobacz zdjęcia: Bieg miłosierdzia w Częstochowie

Idea tego wydarzenia polega na tym, że różne instytucje/firmy zobowiązały się do przekazania na rzecz parafii środków pieniężnych, które w całości zostaną przeznaczone na zakup szkolnych obiadów dla dzieci z ubogich rodzin. Uczestnicy Biegu zakładali koszulki z logo sponsora, reklamując w ten sposób darczyńców. Po zakończonym Biegu każdy uczestnik otrzymał medal, niemniej największą nagrodą była satysfakcja z udzielonej dzieciom pomocy, wszak obecność każdego uczestnika obliguje organizatorów do wykupu kolejnego obiadu /jeden uczestnik = jeden obiad/. Tegoroczna edycja Biegu współorganizowana była z Fundacją Ufam Tobie, która została powołana do istnienia 8 grudnia 2015 r. i której celem jest koordynowanie działalności charytatywnej podejmowanej w Dolinie Miłosierdzia.

Od samego początku Bieg Miłosierdzia nie ma w założeniach charakteru zawodów. Jest formą happeningu, połączonego z akcją charytatywną. I chociaż wcale niemały procent uczestników pokonuje trasę faktycznie biegnąc, to jednak zdecydowana większość traktuje 5 km odcinek bardziej jako okazję do niedzielnego spaceru. I dzięki temu na trasie można było spotkać zarówno osoby w mocno podeszłym wieku (najstarsza tegoroczna uczestniczka miała 83 lata), jak i całe rodziny, nawet w bardzo małymi dziećmi.

Podobnie, jak przed laty, tak i tym razem Bieg Miłosierdzia odbywał się w ramach przeżywanego w tym dniu w Dolinie Miłosierdzia odpustu parafialnego. Wspólne świętowanie rozpoczęło się od wczesnych godzin rannych. Główne uroczystości odpustowe rozpoczęły się koronką do Bożego Miłosierdzia. Po niej odbyła się Eucharystia, której przewodniczył ks. Adrian Galbas, prowincjał Prowincji Zwiastowania Pańskiego Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego (księży pallotynów). W homilii nawiązał m.in. do planowanego po Mszy św. 3. Biegu Miłosierdzia. „Tu nie chodzi o jakiś event, ale o to, by nasze życie było biegiem miłosierdzia. Te 5 km ma nam to przypomnieć. Każdy dzień, każda chwila, ma być biegiem miłosierdzia ku innym, szczególnie tym, którzy sami czasami nie są nawet w stanie przyczłapać, a co dopiero pobiec” - mówił prowincjał. Pallotyn zauważył także, że to dopiero uczynki miłosierdzia sprawdzają nasze codzienne życie wiarą: „Miłosierdzie wobec bliźnich mnie weryfikuje, uwiarygadnia jako prawdziwego chrześcijanina. Inaczej jestem chrześcijaninem metrykalnym, a nie chrześcijaninem realnym”. swoje rozważania ks. Galbas zakończył słowami: „Życzę wam wszystkim i sobie samemu, byśmy nikomu nie dali się wyprzedzić w biegu miłosierdzia naszego życia”.

Reklama

Pierwszy Bieg Miłosierdzia odbył się w dniu kanonizacji św. Jana Pawła II, a pozyskane wówczas fundusze pozwoliły na wznowienie działalności kuchni na rzecz bezdomnych. Rok później uczestnicy biegli w celu sfinansowania łaźni dla bezdomnych. Oba te miejsca służą do dnia dzisiejszego. Za środki pozyskane w tym roku wykupione zostaną obiady w szkołach dla dzieci z najuboższych rodzin.

Święto Miłosierdzia Bożego obchodzone jest w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, czyli II Niedzielę Wielkanocną, zwaną obecnie Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Pierwsze zabiegi o ustanowienie kultu Miłosierdzia Bożego w Kościele katolickim podjął ks. Michał Sopoćko, spowiednik św. Faustyny. Wpisał je do kalendarza liturgicznego najpierw Franciszek kard. Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985 r.), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Ojciec Święty Jan Paweł II w 1995 r. wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. W dniu kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 r. Papież ogłosił to święto dla całego Kościoła.

Dolina Miłosierdzia usytuowana jest u zachodnich podnóży Jasnej Góry. W 1947 r. księża pallotyni, którzy przejęli opiekę nad tym miejscem, rozpoczęli na miejscu starej cegielni budowę domu i kaplicy, w której głównym ołtarzu umieszczono obraz Jezusa Miłosiernego namalowany według wizji św. Faustyny przez Adolfa Hyłę. Zabudowania te poświęcił w 1949 r. bp Teodor Kubina, pierwszy ordynariusz diecezji częstochowskiej. Od tamtego czasu nieprzerwalnie w tym miejscu, zwanym Dolina Miłosierdzia, trwa kult związany z objawieniami św. Siostry Faustyny. Oficjalnie parafia pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego została ustanowiona w 1960 r. jako jedna z pierwszych w skali świata pod takim wezwaniem. Sięgając do historii parafii należy wspomnieć, że w klasztorze częstochowskim przez wiele lat mieszkał ks. Edmund Boniewicz. Był on nie tylko spowiednikiem kardynała Stefana Wyszyńskiego, ale także znaną postacią częstochowskiego duchowieństwa i pierwszym (w latach 1952 -1958) proboszczem parafii Miłosierdzia Bożego. Do Doliny Miłosierdzia przybywał także ks. Michał Sopoćko, spowiednik św. s. Faustyny Kowalskiej i Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński.

Tagi:
miłosierdzie bieg

Bieg Dobroczynności Veritatis Splendor

2018-08-07 17:23

biegdobroczynnosci.pl

8 września 2018 roku, w Wadowicach odbędzie się 2. Bieg Dobroczynności Veritatis Splendor. Jego trasa poprowadzi wadowickimi ulicami, którymi kiedyś przechadzał się papież Jan Paweł II. Zgłoszenia do udziału przyjmowane są już dziś, a każde zgłoszenie to cegiełka na cele charytatywne.

Początek i meta 5-kilometrowego biegu będą ulokowane przy placu Jana Pawła II w Wadowicach, na ul. Adama Mickiewicza. Oprócz biegu głównego, w którym może wziąć udział każdy kto skończył 16 lat, przygotowano także „Bieg Lolka” dla dzieci w wieku 3-7 lat (dystans 200 metrów).

Każdy uczestnik może liczyć na pakiet startowy, w którym znajdą się: pamiątkowy medal, koszulka i posiłek regeneracyjny. Nie zabraknie również słynnej wadowickiej kremówki.

Organizatorem wydarzenia jest Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie, a realizatorem Stowarzyszenie Pro-Run Wrocław.

To wyjątkowy bieg, który jest częścią Nagrody Województwa Małopolskiego im. Jana Pawła II Veritatis Splendor.

ZAPISY - http://online.datasport.pl/zapisy/portal/zawody.php?zawody=4109

REGULAMIN BIEGU - http://biegdobroczynnosci.pl/regulamin/

TRASA BIEGU - http://biegdobroczynnosci.pl/trasa/

Harmonogram:

12.00 – 13.45 Odbiór pakietów startowych w Biurze Zawodów.

14.00 Start Biegu Głównego.

14.45 Koniec Biegu Głównego.

14.50 Start Biegu Lolka (200 metrów)

15.00 Koniec Biegu Lolka

15.05 Dekoracja Zwycięzców

15.20 Koniec Imprezy

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chopin w ciele kobiety

2018-09-18 12:06

Agata Iwanek

Miała 25 lat, kiedy opuściła Wrocław i wyjechała do Włoch. Dziś coraz częściej wraca do Polski, bo właśnie tutaj chce promować niezwykłą płytę, na której nagrała zapomniane pieśni Chopina. O miłości do Polski i muzyki w rozmowie z Agatą Iwanek opowiada światowej sławy sopranistka Dominika Zamara.


Agata Iwanek i Dominika Zamara we wrocławskiej redakcji Niedzieli

Skąd miłość do muzyki?

Śpiewałam od zawsze. Mój dziadziuś grał na organach i od małego inspirował mnie do sztuki. Inspirował mnie także kościół. Śpiewałam w Kościele Świętego Krzyża, pamiętam pierwsze schole, w których byłam solistką

Jak Dominika Zamara stała się gwiazdą opery?

Byłam dobrą studentką wrocławskiej Akademii Muzycznej na wydziale wokalnym. Od drugiego roku zawsze miałam stypendium naukowe, już wtedy koncertowałam. W końcu moja pani profesor, Barbara Ewa Werner, powiedziała, że jest możliwość wygrania stypendium do Włoch. Zupełnie w to nie wierzyłam, ale wzięłam udział w konkursie. Po miesiącu dostałam telefon, że się udało! To było marzenie mojego życia i faktycznie całkiem je odmieniło. Miałam 25 lat, kiedy wyjechałam. We Włoszech nauczyłam się bel canto – śpiewu wybitnych mistrzów opery, który do dzisiaj jest moją pracą.

Czy polskie realia odbiegały od włoskiej rzeczywistości?

Śpiewu uczył mnie maestro Enrico De Mori, niezwykły dyrygent, pianista Marii Callas. To on odkrył biedną studentkę z Polski. Realia były na początku bardzo ciężkie. Miałam stypendium, ale to były niewielkie pieniądze, a mistrz tak uwierzył we mnie, że udzielał mi lekcji za darmo. Uczył mnie oper i całej techniki śpiewu włoskiego, której używa się w Teatro alla Scala, czyli najważniejszych teatrach na świecie. W ramach odpracowania lekcji koncertowałam z jego orkiestrą. To była moja zapłata, a tak naprawdę wspaniała szkoła i prestiż. Pod mistrzowską batutą mogłam śpiewać w Weronie, czy Mediolanie. Zadebiutowałam w roli Mimi w operze Pucciniego pt. „Cyganeria”. W ten sposób nauczyłam się, jak pracować nad operą profesjonalnie. Wokalnie, interpretacyjnie i z włoską wymową.

Co ze znajomością języka?

Na wrocławskiej Akademii Muzycznej mieliśmy bardzo dobry poziom języka włoskiego. Szkoliła nas pani Tołłoczko, która była bardzo wymagająca. Mimo że ktoś doskonale śpiewał, mógł „wylecieć” z wokalistyki przez włoski! Wiele jej zawdzięczam. Nieustannie przepytywała, krzyczała, ale była świetna. Dzięki niej, gdy wyjeżdżałam z Polski, znałam praktycznie całą włoską gramatykę. Jak ktoś z mojego roku nie zrobił kariery wokalnej, to miał szansę mieć drugi zawód, ponieważ szedł na italianistykę.  

Ulubione miejsce we Wrocławiu?

Ostrów Tumski. To jest takie metafizyczne, duchowe miejsce, które inspiruje. Serce Wrocławia. Mieszkam dwa kroki stąd na ulicy św. Marcina przy siostrach zakonnych i kiedy jestem w Polsce, odbywam tu długie, nocne spacery. Mój ulubiony Kościół, to Kościół Matki Boskiej na Piasku. Za każdym razem, gdy się tam modlę, czuję niesamowitą duchową więź.

 A muzycznie?

Oczywiście Narodowe Forum Muzyki. Pan profesor Kosendiak organizuje tam wiele godnych uwagi wydarzeń. Jest też opera, a koneserom sztuki lżejszej polecam Capitol jako połączenie teatru i śpiewu.

Jeżeli jesteśmy przy łączeniu śpiewu z teatrem – opera to też teatr?

Tak, oczywiście. Właśnie to kocham w operze – to nie jest zwykłe śpiewanie, tylko interpretacja, wejście w postać. Tam jest bardzo dużo teatru. Utożsamiam się z postacią, którą gram. Czasem muszę się nauczyć na pamięć 300 stron, ale to szukanie klucza interpretacji jest niezwykłe. Postaci opery są z reguły bardzo dramatyczne. Moim debiutem była postać Mimi z Cyganerii. Mieszkałam w Veronie tak jak ona, też w mieszkaniu artystycznym. Ona na koniec umiera i właśnie jak wystawiałam tę operę, to czułam, jakby część mnie też umarła na chwilę. To takie mocne utożsamianie się. Powiem szczerze, że wpływa to na psychikę, ale w muzyce lubię bardziej dramatyzm, niż komizm.

Opera to wyjątkowe stroje, makijaż i uczesanie, czy w życiu osobistym także wyraża Pani siebie w ten sposób?

Oczywiście! Na scenie jest to pewna charakteryzacja, ale w życiu codziennym także bardzo lubię się wyróżniać. Nie ukrywam, my artyści lubimy być inni, ale nie celowo, pozersko, to wynika z podświadomości. Lubimy być jacyś, nie lubimy być szarzy. Ja to lubię.

Dlaczego Polacy nie słuchają opery?

Po pierwsze bariera językowa. W Polsce stawia się na tekst. Opery są pisane głównie w języku włoskim, który jest najbardziej śpiewny i teatralny. Mimo że mamy libretto w ręku, bądź tekst jest wyświetlany, to trzeba mieć tę podzielność uwagi, a i tak nie zawsze wszystko się rozumie, ponieważ język opery, to język metafor. Szukanie tego klucza jest bardzo ciekawe, ale trudne. Poza tym media nie promują tak bardzo opery, jest to dla nich sztuka niezrozumiała. U nas w Polsce tylko elita intelektualna uczęszcza do opery. We Włoszech jest to sztuka popularna, nawet takie proste rodziny słuchają arii operowych i znają je całe na pamięć.

Skąd pomysł na nagranie płyty z utworami Chopina?

To mój ukochany polski kompozytor. Mało kto zna twórczość wokalną Chopina, mało kto wie, że kochał operę. Nigdy sam jej nie napisał, ale stworzył piękne pieśni. Postanowiłam je zaśpiewać i wydać na płycie. Pomysł zrodził się głównie z sentymentu i nostalgii za Polską. Chopin też wyemigrował. Też po to, żeby zrobić karierę. Poza tym lubię promować kulturę polską. Często przemycam pieśni Chopina, Moniuszki, Paderewskiego, czy Szymanowskiego na światowe sceny. Płyta cieszy się już dużą popularnością. Jest przetłumaczona na trzy języki: polski, angielski i włoski.

Czy Chopin za życia był w Polsce doceniany?

Na początku nie, wcześnie wyemigrował. Sytuacja była tutaj bardzo ciężka. Po nieudanych próbach zaistnienia w Wiedniu wyjechał na szczęście do Paryża, gdzie spotkał węgierskiego kompozytora Ferenca Liszta, wirtuoza fortepianu. Dzięki niemu został zauważony.

Wyjazd z kraju, kariera międzynarodowa, odkrycie przez mistrza… Wiele analogii. Czy niedocenienie w ojczyźnie też się do nich zalicza?

Dobre pytanie. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć. To stypendium było moim wyborem i przeznaczeniem. Dzięki niemu mogłam rozwinąć karierę międzynarodową, a w Polsce nie miałabym takiej możliwości, jednak z perspektywy czasu bardzo tęsknię za ojczyzną – stąd ten ukłon i wydanie płyty z utworami Chopina. Teraz widzę, że jestem coraz częściej zapraszana do Polski, polskich filharmonii. Jestem tu coraz bardziej doceniana.

Czy możemy dowiedzieć się więcej o współpracy z Watykanem?

Od lat nieoficjalnie współpracowałam z Watykanem. To najważniejszy mecenat kultury we Włoszech. Księża, kardynałowie, sam papież, to wspaniali ludzie wspierający kulturę i kochający ją, szczególnie muzykę sakralną. W tym roku zadzwonił do mnie kardynał Jean Marie Gervais i zaprosił mnie do Watykanu. Tam zaproponował mi stałą współpracę. To ogromne wyróżnienie.

Gdzie rodacy mogą Panią usłyszeć?

Płytę można kupić internetowo, mam też zaplanowane koncerty w Polsce. 21 września będę po sąsiedzku w Czechach, 27 września w jeleniogórskiej Filharmonii, a 5 października w Warszawie. Serdecznie zapraszam.








CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

XVII Dni Długoszowskie

2018-09-21 22:33

Sławomir Błaut

W kościele św. Marcina w Kłobucku 21 września metropolita częstochowski abp Wacław Depo przewodniczył Mszy św. odprawionej w ramach XVII Dni Długoszowskich.

Magda Nowak/Niedziela

Modlitwa zanoszona podczas Dni Długoszowskich, jak przypomniał w homilii abp Wacław Depo jest okazją, aby po raz kolejny wyrazić Panu Bogu wdzięczność za osobę i dzieło arcybiskupa nominata Jana Długosza.

Przypomniał m.in., że najwybitniejszy kronikarz w dziejach polskiego średniowiecza tworzył w krakowskim domu przy ul. Kanoniczej, na którym do dziś wyryta jest łacińska sentencja: „Nil est in homine bona mente melius”, co oznacza „Nic nie ma lepszego w człowieku ponad rozum” lub „Nic nie ma lepszego w człowieku nad dobrą myśl”. Te słowa doskonale podsumowują jego życie i twórczość.


Po zakończeniu Mszy św., w pobliżu świątyni odsłonięto kamienny obelisk, na którym umieszczona jest tablica ozdobiona polskim orłem z wpisanym w niego wizerunkiem Matki Bożej. Obelisk poświęcony przez abp Wacława Depo powstał w celu upamiętnienia 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Inicjatywa ta została objęta niezwykle prestiżowym patronatem Prezydenta RP Andrzeja Dudy.

Obchodzona w naszej Ojczyźnie wyjątkowa rocznica znalazła swoje odbicie również w innych wydarzeniach XVII Dni Długoszowskich, których jednym z patronów medialnych jest Tygodnik Katolicki „Niedziela”. 20 września w siedzibie Miejskiego Ośrodka Kultury w Kłobucku miała miejsce seria bardzo ciekawych wykładów związanych ze 100-leciem odzyskania przez Polskę niepodległości. Prelegentami byli znakomici naukowcy: prof. dr hab. Andrzej Chwalba oraz prof. dr hab. Antoni Jackowski – obaj z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, a także pani rektor Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Długosza w Częstochowie – prof. dr hab. Anna Wypych-Gawrońska.

XVII Dni Długoszowskie, ubogacone programem zarówno o charakterze sportowym, rekreacyjnym, jak i doskonałą strawą dla ducha, zakończą się w niedzielę 23 września.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem