Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

„...aby pozostał nasz ślad”

Dzieje rodu Ledóchowskich

Barbara Arsoba
Edycja szczecińsko-kamieńska 45/2003

Dzieje rodu Ledóchowskich to tak bardzo bogata w treści i niezwykła publikacja, że recenzja z niej mogłaby stanowić osobną książkę. Postaram się zatem nakreślić tylko kilka aspektów i moich refleksji: podać podstawowe informacje o autorze, rodzie i książce oraz przywołać kilkoro przedstawicieli duchowieństwa z rodu Ledóchowskich i osobę Antoniego hr. Ledóchowskiego - ojca hr. Mieczysława - kapitana ż. w. znanego szczecinianom w sposób szczególny.

Przeszłość jest fundamentem,
na którym buduje się przyszłość

O autorze

Mieczysław hr. Ledóchowski, autor prezentowanej książki, urodził się 3 listopada 1920 r. w Tczewie. Jest synem Matyldy z domu baronównej Warnesius i Antoniego Ledóchowskiego, nestora szkolnictwa morskiego.
Lata 20. Mieczysław spędził w Tczewie. W 1930 r. Ledóchowscy przenieśli się do Gdyni, a 3 lata później zamieszkali w Orłowie. Mieczysław był uczniem gimnazjum prowadzonego przez Ojców Jezuitów. W wieku 15 lat stał się kuratorem ekonomicznym Zakładu Narodowego im. Ossolińskich - po śmierci dziadka i wobec rezygnacji ojca z tej funkcji. „Józef Maksymilian hr. Ossoliński, tworząc w drugiej i trzeciej dekadzie XIX w. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, opiekę nad nim powierzył całemu narodowi, ale obowiązki kierowania nim i gospodarowania majątkami ziemskimi, z dochodów, których Zakład miał być utrzymywany, przekazał wielkim rodom polskim, wśród których Ledóchowscy wymienieni zostali na pierwszym miejscu” - pisze we wstępie do omawianej książki dr Adolf Juzwenko, dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.
Lata wojny Ledóchowscy przeżyli w Lipnicy k. Bochni. Po 1945 r., w latach realnego socjalizmu, historia skazała rodzinę Ledóchowskich, podobnie jak przedstawicieli innych rodów, na wegetację. Uważani byli za „wrogów klasowych”. Po 15 latach życia w PRL wyjechał do Wiednia, trzy lata później przyjechała żona Halina. Tu pozwolę sobie na małą dygresję na temat żony Autora. Podczas lektury książki nie sposób nie zauważyć jej roli w życiu męża oraz miłości Mieczysława Ledóchowskiego zarówno do swych przodków, a szczególnie do ukochanej żony Halinki i synów.
Halina Korwin Kossakowska herbu Ślepowron pochodzi ze znanej litewskiej rodziny magnackiej. Urodziła się w 1924 r. w Kościerzynie. Jej matka zmarła w 1938 r., a ojca, więźnia Stutthofu, Niemcy rozstrzelali 11 listopada 1939 r. Osieroconą Halinkę wraz z rodzeństwem Ledóchowscy przyjęli do siebie, do Lipnicy. Ale swoją przyszłą żonę Mieczysław poznał już wcześniej, w Gdyni w 1930 r. Ślub ich odbył się w Lipnicy 3 czerwca 1943 r.
Autor, pisząc o żonie, podkreśla jej wspaniałe zalety charakteru i niezwykłą urodę. Możemy przeczytać o niej m. in.: „Wszystkie moje prace w czasie pobytu w Austrii, a także powodzenie, jakie mi w tych zajęciach towarzyszyło, nie byłoby możliwe, gdybym nie miał domu. A ten dom, w którym zawsze czułem się dobrze, zawdzięczam Halince. (...) Jest również bezspornym faktem, czy ktoś temu da wiarę, czy nie, że po 58 latach (teraz już 60 - przypis red.) naszego wspólnego życia, kiedy to piszę, uczucia, wdzięczność i szacunek ku mojej żonie stale wzrastają”. Chcę również zauważyć, że Ledóchowski jest człowiekiem głęboko religijnym i oddanym katolikiem.
W 1980 r. Mieczysław Ledóchowski podjął pracę w Europejskim Funduszu Pomocy w Wiedniu, instytucji powołanej przez Niemiecką i Austriacką Konferencję Episkopatów w celu niesienia pomocy Kościołom rzymskokatolickim w Europie, a zwłaszcza w tak zwanym bloku wschodnim. Wspomnienia z tej działalności opisuje w swojej książce W służbie Kościołowi w Polsce 1980-1989, z przedmową Prymasa Polski kard. Józefa Glempa.
Cytowany już dr Juzwenko pisze: „Nie wahał się ani chwili, kiedy w roku 1990 zaproponowałem mu członkostwo w Ossolińskiej Radzie Naukowej Biblioteki. (...) W roku 1995, po wejściu w życie ustawy restytuującej fundację, wszedł w skład 13-osobowej Ossolińskiej Rady Kuratorów. Jest jedynym członkiem Rady, któremu członkostwo w Radzie zapewnia decyzja Józefa Maksymiliana Ossolińskiego podjęta w roku 1824”.
Od 1987 r. Mieczysław Ledóchowski jest najstarszym męskim przedstawicielem rodu hrabiowskiego Ledóchowskich z gałęzi potomków Kuźmy.

O rodzie

Początki rodu Ledóchowskich autor sagi przywołuje za książką ks. Sadoka Barącza Pamiętnik Szlachetnego Ledóchowskich Domu, wydaną we Lwowie w 1879 r. Według legendy, ród wywodzi się od rycerza Halki, krewnego księcia kijowskiego Włodzimierza Wielkiego, twórcy potęgi Rusi Kijowskiej.
Książę Włodzimierz w 975 r. wysłał Halkę do Konstantynopola, aby ten rozeznał się, czy religia chrześcijańska może być przydatna w budowaniu potęgi Rusi. Misja rycerza w szerzeniu chrześcijaństwa na Rusi mimo wielu przeciwności powiodła się i książę Włodzimierz Wielki w latach 988-989 przyjął z Bizancjum chrześcijaństwo jako religię państwową (Chrzest Rusi).
Za waleczność i postawę wierną Bogu książę Włodzimierz nadał mu herb z trzema krzyżami w tarczy pod nazwą „Szaława”, jako znamię wyróżniające Halkę spośród pogańskich rycerzy. W herbie, w złotym kole na błękitnym polu, widnieją ułożone w trójkąt trzy złote krzyże; nad tarczą hełm i wzniesiona ręka z mieczem.
Pierwszą wzmianką historyczną o potomkach rycerza Halki jest zapis w Kronice polskiej Marcina Bielskiego z XVI w. Protoplastą rodu Ledóchowskich był Nestor, którego za zasługi wyświadczone ojczyźnie Kazimierz Jagiellończyk obdarzył wsią Ledóchowem (Leduchowem) w okolicy Kamieńca na Wołyniu. Ten przywilej nadany przez króla pozwala umiejscowić początki rodu Ledóchowskich w pierwszej połowie XV stulecia. Autor pisze, że dokument wraz z innymi przywilejami i pamiątkami był pieczołowicie przechowywany w bogatym archiwum rodzinnym jeszcze w czasie jego młodości w Lipnicy. I dalej dodaje: „Niestety wojna i nadejście Sowietów sprawiły, iż trzeba było z godziny na godzinę, dla ratowania życia, opuścić dwór. Jeszcze w czasie okupacji niemieckiej dużą część archiwum ukryto na poddaszu kościoła farnego w Bochni. Ta część zbiorów została kilkanaście lat później, po naradzie w gronie najbliższej rodziny, przekazana Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie w wieczne posiadanie. Było tego trzy wielkie skrzynie”.
Wrócę jeszcze do Nestora. Miał czterech synów: Kuźmę, Waska, Denysa i Haska oraz trzy córki. I od imion synów wzięły początek cztery gałęzie rodu Ledóchowskich. Autor w swojej książce ograniczył się do przedstawienia dziejów potomków Kuźmy, gałęzi jemu najbliższej, ponieważ z niej się wywodzi.

O książce

Dzieje rodu Ledóchowskich autorstwa Mieczysława Ledóchowskiego, zatytułowane...aby pozostał nasz ślad i wydane nakładem Autora przy współudziale Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, to publikacja zupełnie wyjątkowa i znakomita. Najpierw zachwyca szata graficzna - piękna twarda okładka z herbem rodowym, a wewnątrz zreprodukowano wiele wspaniałych fotografii i unikalnych dokumentów. Do książki dołączono drzewo genealogiczne rodu Halka Ledóchowskich herbu Szaława w gałęzi potomków Kuźmy, sięgające XVI w. Avorem respice mores - „bacz na obyczaje przodków” - to sentencja, która jest zawołaniem rodowym rodziny Ledóchowskich. Wierny temu zawołaniu podjął się spisania dziejów rodu. W przedmowie do książki Autor zastrzega, że nie jest literatem, że całe życie działał raczej w obszarze technicznym, a przecież książka jest doskonale opracowana, napisana piękną polszczyzną. „Styl Ledóchowskiego - cytuję za prof. dr. Adamem Zielińskim - wybija się elokwencją, jest wzbogacony przez fascynująco atrakcyjnie prowadzone wywody, pełne poszanowania dla prezentowanych bohaterów, wywody «umilane» humorem, a nawet ironią, ale jeżeli już ironią, to zawsze pełną serdecznego uczucia”.
Mieczysław Ledóchowski ze skromnością wyznaje, że jest to książka o starym rodzie Ledóchowskich, opowieść dla wnuków, aby nie zapomnieli, że ich dzieje zrosły się nieodłącznie z dziejami narodu polskiego, z jego tradycjami i kulturą. Jednak w książce zapisano nie tylko sagę jednego z najwybitniejszych rodów, ale ważny rozdział z dziejów historii Polski i to na przestrzeni około tysiąca lat. Przytoczę tu jeszcze za prof. A. Zielińskim, że „...aby pozostał nasz ślad to nie tylko saga Ledóchowskich, ale też przemyślnie prezentowana historia Polski. Czytelnik, który zapozna się z tą książką, wzbogaci swą wiedzę o przeszłości Kraju nad Wisłą i dowie się o wydarzeniach, których albo nie znał, albo, jeżeli się ich kiedyś wyuczył, dawno zapomniał. Z kartek tej nieprzeciętnej publikacji czytelnik dowie się też, jaki wpływ na losy kraju mają jego wybitni przedstawiciele czy też wybitne rodziny, które na przestrzeni wieków bezpośrednio lub pośrednio, kształtowały polską rzeczywistość”.

Reklama

O przedstawicielach duchowieństwa

Już drzewo genealogiczne pozwala zauważyć, że liczni członkowie rodu Ledóchowskich byli zaangażowani w sprawy publiczne, pełnili zaszczytne i odpowiedzialne funkcje - świeckie, głównie w wojskowości, i duchowne. Z rodu wywodzą się wybitni przedstawiciele duchowieństwa. Wymieńmy kilkoro z nich.
Prymas Polski kard. Mieczysław Halka Ledóchowski (1822-1902). Razem z dwiema zakonnicami, bł. Marią Teresą i św. Julią Urszulą, oraz ich bratem Włodzimierzem, generałem Towarzystwa Jezusowego, okrył rodzinę wyjątkową chwałą.
Urodził się w 1822 r. w Górkach pod Klimontowem w tamtejszym dworze. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił do Seminarium Świętego Krzyża w Warszawie, kierowanego przez Księży Misjonarzy (od dzieciństwa powziął zamiar zostania kapłanem). Następnie został przyjęty do Papieskiej Szkoły Nauk Politycznych, kształcącej dyplomatów kościelnych. Cieszył się wielkim uznaniem papieża Grzegorza XVI, potem Piusa IX.
Dodajmy tylko, że w 1866 r., po ogłoszeniu nominacji w Rzymie, ks. Mieczysław Ledóchowski odbył ingres arcybiskupi w Poznaniu i zapoczątkował swoje 20-letnie rządy metropolią gnieźnieńsko-poznańską. Z Gnieznem związana była także godność prymasa. Jego kariera - jak pisze autor - była bardzo bogata, więc zainteresowanych odsyłamy do jego książki oraz monografii ks. Witolda Klimkiewicza Kardynał Ledóchowski na tle swojej epoki.
Spośród siedmiorga rodzeństwa babci autora, Franciszki, troje wstąpiło do stanu duchownego. Byli to: bł. Maria Teresa Ledóchowska (1863-1922) - założycielka Stowarzyszenia Sióstr Misyjnych, przełożona misyjnego Zgromadzenia Sióstr św. Piotra Klawera (klawerianki), beatyfikowana 19 października 1975 r. przez papieża Pawła VI.
Następnie jej brat - Włodzimierz Ledóchowski (1866-1942), generał jezuitów, oraz powszechnie znana Matka Julia Urszula Ledóchowska (1865-1939) - założycielka Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego (SJK, szare urszulanki).
Przypomnijmy pokrótce sylwetkę Matuchny. Julia w wieku 21 lat rozpoczęła życie zakonne w klasztorze Sióstr Urszulanek w Krakowie. Zajęła się przede wszystkim pracą pedagogiczną. Pracowała w Petersburgu, w krajach skandynawskich (odczyty w kilku językach poświęcone dziejom narodu polskiego i jego prawu do niepodległości).
W 1920 r. m. Urszula z grupą towarzyszących jej zakonnic rozpoczęła działalność w wolnej Polsce, w Pniewach k. Poznania. Wkrótce utworzyła nowe Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Jezusa Konającego. Zmarła 29 maja 1939 r. Świętość m. Urszuli Bóg potwierdził licznymi łaskami i cudami. Beatyfikowana została przez Jana Pawła II w Poznaniu 20 czerwca 1983 r., a następnie kanonizowana 18 maja br. w Rzymie.
O Antonim Ledóchowskim - nestorze Szkolnictwa Morskiego Antoni (1895-1972), ojciec autora recenzowanej książki, to postać wielce zasłużona i znana, nie tylko szczecinianom. Z wiedzą i praktyką wyniesioną ze szkoły i floty austriackiej uczył astronawigacji - najpierw w Tczewie i Gdyni, potem w Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie. Uczniowie wspominają go jako wielkiej klasy dydaktyka i autora fachowych podręczników.
Po wojnie osiadł w Szczecinie, aby pracować w WSM. W czasach stalinowskich zaliczono go do „wrogów klasowych” i zdegradowano profesora nawigacji i astronomii do robotnika portowego. Potem już nigdy nie wrócił do Szkoły Morskiej, ale rozpoczął pływanie na stanowisku kapitana. Zmarł nagle 22 sierpnia 1972 r. Został pochowany w kwaterze zasłużonych na cmentarzu centralnym w Szczecinie. Niestety, podczas pogrzebu nie zezwolono na obecność księdza, choć kapitan Ledóchowski był człowiekiem wierzącym i oddanym katolikiem. Kolejne krzyże umieszczane przez rodzinę na płycie grobu były natychmiast usuwane. Dopiero po zmianach ustrojowych w Polsce sytuacja się odmieniła i obecnie na sąsiadujących z sobą grobach obu kapitanów - Antoniego Ledóchowskiego i Konstantego Maciejewicza (zmarł również w 1972 r.) - znajdują się katolickie krzyże. Na płycie nagrobnej tego pierwszego widnieje napis: „Śp. Antoni Halka Ledóchowski 1895-1972, Nestor Szkolnictwa Morskiego Tczew - Gdynia - Szczecin”.
W 1975 r. zbudowano dla Polskiej Żeglugi Morskiej kilka statków nazwanych imieniem zasłużonych ludzi morza. Jednym z nich był m/s „Kapitan Ledóchowski”.
Mieczysław Ledóchowski jest jedynym synem z pierwszego małżeństwa Kapitana. Ma trzech przyrodnich braci. Jednym z nich jest Wincenty, kapitan żeglugi wielkiej, który mieszka z rodziną w Szczecinie.

* * *

Dzieje rodu Ledóchowskich były związane z chwałą narodu polskiego, ze świetnością, ale i z jego klęskami, których dziejowe burze nie szczędziły tej części Europy. Wiele rodów arystokratycznych po ostatniej wojnie musiało albo opuścić swój kraj, albo zostało zagrożonych w swojej egzystencji. Wiele z nich przetrwało, kultywując wartości i służąc społeczeństwu w nowych historycznych warunkach.
Zrozumiała staje się dla czytelnika duma z przeszłości rodu, jak również postawy przedstawicieli rodziny, czemu autor dał wyraz w zakończeniu książki.

Mieczysław Ledóchowski, „... aby pozostał nasz ślad. Dzieje rodu Ledóchowskich”, Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum, Wrocław 2002 r. - 222 s. Bogaty materiał fotograficzny na papierze kredowym, facsimile dokumentów oraz osobny załącznik - drzewo genealogiczne.
Zamówienia można kierować pod adresem:
Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum, ul. Szewska 37, 50-139 Wrocław
lub pocztą elektroniczną: TPO@oss.wroc.pl

Z Czech przez Polskę do nieba

2018-04-18 11:44

Ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 20-21

Urodził się zaledwie 10 lat przed chrztem Polski. Śmierć męczeńską poniósł już jednak w czasach, kiedy nad Wisłą władcy zdawali sobie sprawę ze znaczenia świętych relikwii. Czy Polska byłaby dziś tym samym krajem, gdyby nie św. Wojciech, jego związki z naszym państwem oraz przyjaźń z cesarzem?

Tadeusz Jastrzębski
Św. Wojciech nauczający z  łodzi, malowidło ścienne. Chojnice, kościół pw. św. Jana Chrzciciela

Św.Wojciech został biskupem Pragi jako 27-letni mężczyzna. Jak podają jego biografowie, do katedry miał wejść boso, co prawdopodobnie symbolizowało ewangeliczną prostotę przyszłego męczennika. Potwierdzeniem tej tezy są inne historyczne źródła, według których wiadomo dziś ponad wszelką wątpliwość, że Wojciech nie dysponował wielkim majątkiem. To, co posiadał, miało służyć sprawowaniu kultu, zaspokajaniu potrzeb miejscowego kleru oraz jego osobistemu utrzymaniu.

Hagiografowie św. Wojciecha są także zgodni co do jego wielkiej wrażliwości na potrzeby biednych. Miał ich osobiście odwiedzać, słuchać ich skarg, wspierać datkami. Ponieważ Praga leżała wówczas na skrzyżowaniu wielkich szlaków handlowych, w mieście tym kwitł gorszący, a nawet niechrześcijański zwyczaj sprzedawania niewolników. Działalnością tą mieli się parać miejscowi Żydzi, którzy sprzedawali nieszczęśników do krajów mahometańskich. Wojciech opowiadał później, że przyśnił mu się sam Chrystus. Od Boskiego Mistrza miał we śnie usłyszeć następujące słowa: „Oto Ja jestem znowu sprzedany, a ty śpisz?”. Scenę tę przedstawia jeden z obrazów Drzwi Gnieźnieńskich, które powstały ok. 1127 r. Nie trzeba w tym miejscu dodawać, że Wojciech bywał często na targach niewolników, by w miarę swoich możliwości wykupywać ich i uwalniać.

Z odciętą głową na żerdzi

Kościół w Czechach w czasach sprawowania biskupiego urzędu przez Wojciecha przeżywał nie lada kryzys. Wiele postulatów należałoby sformułować pod adresem zarówno świeckich, jak i miejscowego duchowieństwa. Ci pierwsi nie godzili się z moralnością chrześcijańską, a możnym najwięcej trudności sprawiały przykazania związane z dochowaniem wierności małżeńskiej. Jawnie wtedy żenili się także duchowni, którzy nie chcieli się podporządkować prawu wymagającemu od nich życia we wspólnocie. Po kilku latach nawoływania do zmiany ich życia Wojciech zdecydował się opuścić stolicę biskupią i wyruszył na długą pielgrzymkę. Odwiedził Rzym, Ziemię Świętą i katolicką Francję. Postanowił, że przez jakiś czas będzie zakonnikiem, ostatecznie jednak – gdy Czesi nie zgodzili się na jego powrót do Pragi – powziął decyzję, że będzie nawracał pogańskie Prusy.

Bolesław Chrobry na początku ucieszył się z przyjazdu duchownego, którego chciał zatrzymać na swoim dworze i polecić mu dyplomatyczne zadania. Zapał ewangelizacyjny kazał jednak Wojciechowi udać się Wisłą do Gdańska, gdzie głosił Chrystusa Pomorzanom, a później udał się do pogańskich Prus. Ponieważ nie chciał, by jego wizyta kojarzyła się z podbojem, najpierw odprawił wojów, których dał mu na służbę i do ochrony polski władca, i rozpoczął swą misję jedynie z krzyżem w ręku. Niestety, spotkał się z nieprzychylnym przyjęciem miejscowych, którzy prawdopodobnie w okolicach dzisiejszego Elbląga zadali mu śmiertelny cios. Zachował się następujący opis tamtych wydarzeń: „Ledwie skończyła się odprawiana przez biskupa Wojciecha Msza św., rzucono się na nich i związano ich. Zaczęto bić Wojciecha, ubranego jeszcze w szaty liturgiczne, i zawleczono go na pobliski pagórek. Tam pogański kapłan zadał mu pierwszy śmiertelny cios. Potem 6 włóczni przebiło mu ciało. Odcięto mu głowę i wbito ją na żerdź. Przy martwym ciele pozostawiono straż. W chwili zgonu Wojciech miał 41 lat”.

Potężny patron

Wielką intuicją charakteryzował się polski władca Bolesław Chrobry. Wykupując relikwie czeskiego męczennika, przyczynił się do zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 r., kiedy to Polan odwiedził cesarz Otton III. Wtedy właśnie – podczas spotkania z Bolesławem Chrobrym – została uroczyście proklamowana metropolia gnieźnieńska z podległymi jej diecezjami w Krakowie, Kołobrzegu i we Wrocławiu.

Z dzisiejszej perspektywy warto zwrócić uwagę na rolę chrześcijaństwa w procesie konstytuowania się polskiej państwowości. Wraz z powołaniem do życia struktur diecezjalnych na naszych ziemiach pojawili się wykształceni duchowni i dyplomaci. Ta okoliczność niewątpliwie przyczyniła się do rozwoju cywilizacyjnego naszej ojczyzny. Św. Wojciech – poza tym, że patronuje Czechom, Węgrom czy Polakom – z powodzeniem może też patronować całej Europie. Jego życiowe drogi pokazują, że w średniowieczu Europa mogła być chrześcijańska albo nie byłoby jej wcale. Doskonale rozumieli to mądrzy władcy, dla których znak krzyża na żołnierskich sztandarach skutecznie przypominał o naszej tożsamości. Tak więc Kościół XXI wieku na ziemiach polskich ma wiele do zawdzięczenia czeskiemu męczennikowi. Bez jego ofiary nie byłby tym samym Kościołem. Krew męczenników po raz kolejny stała się posiewem chrześcijan.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stowarzyszenie Przyjaciół Ludzkiego Życia - 1%

Europejki coraz później rodzą dzieci

2018-04-23 18:04

vaticannews.va / Madryt (KAI)

Włochy i Hiszpania to kraje Unii Europejskiej, gdzie kobiety najpóźniej decydują się na macierzyństwo - wynika z najnowszych danych Eurostatu. Pierwsze dziecko przychodzi na świat, kiedy mają ok. 31 lat. Hiszpania jest też krajem, gdzie najwięcej kobiet po raz pierwszy zostaje matką po 40. roku życia.

mikecogh / Foter.com / CC BY-SA

Hiszpania posiada najniższy przyrost naturalny w Unii Europejskiej (1,34 na kobietę; średnia UE – 1,6). Tuż za nią plasują się Włochy i Portugalia. Polska zajmuje 7. miejsce.

Średnia wieku kobiet w Hiszpanii, która ma pierwsze dziecko wynosi blisko 31 lat (30,08). Niewiele wyższa jest ona we Włoszech (31), które zajmują pierwsze miejsce na liście. Kolejne miejsca przypadają Luksemburgowi (30,5), Grecji (30,3) oraz Irlandii (30,1).

Dane pokazują też, że ponad 7,2 proc. kobiet we Włoszech zostaje matką po raz pierwszy po 40. roku życia. Drugie miejsce przypada Hiszpanii (6,6 proc.), a kolejne Grecji (5,3 proc.) i Luksemburgowi (4,8 proc.). Na końcu listy znajdują się Polska (1 proc.) i Litwa (1 proc.).

Wśród przyczyn opóźniania macierzyństwa eksperci wymieniają brak pomocy ze strony państwa, zmiany zachowań społecznych oraz niewyraźną rolę mężczyzn.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem