Reklama

Zakupy z sercem

„...aby pozostał nasz ślad”

Dzieje rodu Ledóchowskich

Barbara Arsoba
Edycja szczecińsko-kamieńska 45/2003

Dzieje rodu Ledóchowskich to tak bardzo bogata w treści i niezwykła publikacja, że recenzja z niej mogłaby stanowić osobną książkę. Postaram się zatem nakreślić tylko kilka aspektów i moich refleksji: podać podstawowe informacje o autorze, rodzie i książce oraz przywołać kilkoro przedstawicieli duchowieństwa z rodu Ledóchowskich i osobę Antoniego hr. Ledóchowskiego - ojca hr. Mieczysława - kapitana ż. w. znanego szczecinianom w sposób szczególny.

Przeszłość jest fundamentem,
na którym buduje się przyszłość

O autorze

Mieczysław hr. Ledóchowski, autor prezentowanej książki, urodził się 3 listopada 1920 r. w Tczewie. Jest synem Matyldy z domu baronównej Warnesius i Antoniego Ledóchowskiego, nestora szkolnictwa morskiego.
Lata 20. Mieczysław spędził w Tczewie. W 1930 r. Ledóchowscy przenieśli się do Gdyni, a 3 lata później zamieszkali w Orłowie. Mieczysław był uczniem gimnazjum prowadzonego przez Ojców Jezuitów. W wieku 15 lat stał się kuratorem ekonomicznym Zakładu Narodowego im. Ossolińskich - po śmierci dziadka i wobec rezygnacji ojca z tej funkcji. „Józef Maksymilian hr. Ossoliński, tworząc w drugiej i trzeciej dekadzie XIX w. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, opiekę nad nim powierzył całemu narodowi, ale obowiązki kierowania nim i gospodarowania majątkami ziemskimi, z dochodów, których Zakład miał być utrzymywany, przekazał wielkim rodom polskim, wśród których Ledóchowscy wymienieni zostali na pierwszym miejscu” - pisze we wstępie do omawianej książki dr Adolf Juzwenko, dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.
Lata wojny Ledóchowscy przeżyli w Lipnicy k. Bochni. Po 1945 r., w latach realnego socjalizmu, historia skazała rodzinę Ledóchowskich, podobnie jak przedstawicieli innych rodów, na wegetację. Uważani byli za „wrogów klasowych”. Po 15 latach życia w PRL wyjechał do Wiednia, trzy lata później przyjechała żona Halina. Tu pozwolę sobie na małą dygresję na temat żony Autora. Podczas lektury książki nie sposób nie zauważyć jej roli w życiu męża oraz miłości Mieczysława Ledóchowskiego zarówno do swych przodków, a szczególnie do ukochanej żony Halinki i synów.
Halina Korwin Kossakowska herbu Ślepowron pochodzi ze znanej litewskiej rodziny magnackiej. Urodziła się w 1924 r. w Kościerzynie. Jej matka zmarła w 1938 r., a ojca, więźnia Stutthofu, Niemcy rozstrzelali 11 listopada 1939 r. Osieroconą Halinkę wraz z rodzeństwem Ledóchowscy przyjęli do siebie, do Lipnicy. Ale swoją przyszłą żonę Mieczysław poznał już wcześniej, w Gdyni w 1930 r. Ślub ich odbył się w Lipnicy 3 czerwca 1943 r.
Autor, pisząc o żonie, podkreśla jej wspaniałe zalety charakteru i niezwykłą urodę. Możemy przeczytać o niej m. in.: „Wszystkie moje prace w czasie pobytu w Austrii, a także powodzenie, jakie mi w tych zajęciach towarzyszyło, nie byłoby możliwe, gdybym nie miał domu. A ten dom, w którym zawsze czułem się dobrze, zawdzięczam Halince. (...) Jest również bezspornym faktem, czy ktoś temu da wiarę, czy nie, że po 58 latach (teraz już 60 - przypis red.) naszego wspólnego życia, kiedy to piszę, uczucia, wdzięczność i szacunek ku mojej żonie stale wzrastają”. Chcę również zauważyć, że Ledóchowski jest człowiekiem głęboko religijnym i oddanym katolikiem.
W 1980 r. Mieczysław Ledóchowski podjął pracę w Europejskim Funduszu Pomocy w Wiedniu, instytucji powołanej przez Niemiecką i Austriacką Konferencję Episkopatów w celu niesienia pomocy Kościołom rzymskokatolickim w Europie, a zwłaszcza w tak zwanym bloku wschodnim. Wspomnienia z tej działalności opisuje w swojej książce W służbie Kościołowi w Polsce 1980-1989, z przedmową Prymasa Polski kard. Józefa Glempa.
Cytowany już dr Juzwenko pisze: „Nie wahał się ani chwili, kiedy w roku 1990 zaproponowałem mu członkostwo w Ossolińskiej Radzie Naukowej Biblioteki. (...) W roku 1995, po wejściu w życie ustawy restytuującej fundację, wszedł w skład 13-osobowej Ossolińskiej Rady Kuratorów. Jest jedynym członkiem Rady, któremu członkostwo w Radzie zapewnia decyzja Józefa Maksymiliana Ossolińskiego podjęta w roku 1824”.
Od 1987 r. Mieczysław Ledóchowski jest najstarszym męskim przedstawicielem rodu hrabiowskiego Ledóchowskich z gałęzi potomków Kuźmy.

O rodzie

Początki rodu Ledóchowskich autor sagi przywołuje za książką ks. Sadoka Barącza Pamiętnik Szlachetnego Ledóchowskich Domu, wydaną we Lwowie w 1879 r. Według legendy, ród wywodzi się od rycerza Halki, krewnego księcia kijowskiego Włodzimierza Wielkiego, twórcy potęgi Rusi Kijowskiej.
Książę Włodzimierz w 975 r. wysłał Halkę do Konstantynopola, aby ten rozeznał się, czy religia chrześcijańska może być przydatna w budowaniu potęgi Rusi. Misja rycerza w szerzeniu chrześcijaństwa na Rusi mimo wielu przeciwności powiodła się i książę Włodzimierz Wielki w latach 988-989 przyjął z Bizancjum chrześcijaństwo jako religię państwową (Chrzest Rusi).
Za waleczność i postawę wierną Bogu książę Włodzimierz nadał mu herb z trzema krzyżami w tarczy pod nazwą „Szaława”, jako znamię wyróżniające Halkę spośród pogańskich rycerzy. W herbie, w złotym kole na błękitnym polu, widnieją ułożone w trójkąt trzy złote krzyże; nad tarczą hełm i wzniesiona ręka z mieczem.
Pierwszą wzmianką historyczną o potomkach rycerza Halki jest zapis w Kronice polskiej Marcina Bielskiego z XVI w. Protoplastą rodu Ledóchowskich był Nestor, którego za zasługi wyświadczone ojczyźnie Kazimierz Jagiellończyk obdarzył wsią Ledóchowem (Leduchowem) w okolicy Kamieńca na Wołyniu. Ten przywilej nadany przez króla pozwala umiejscowić początki rodu Ledóchowskich w pierwszej połowie XV stulecia. Autor pisze, że dokument wraz z innymi przywilejami i pamiątkami był pieczołowicie przechowywany w bogatym archiwum rodzinnym jeszcze w czasie jego młodości w Lipnicy. I dalej dodaje: „Niestety wojna i nadejście Sowietów sprawiły, iż trzeba było z godziny na godzinę, dla ratowania życia, opuścić dwór. Jeszcze w czasie okupacji niemieckiej dużą część archiwum ukryto na poddaszu kościoła farnego w Bochni. Ta część zbiorów została kilkanaście lat później, po naradzie w gronie najbliższej rodziny, przekazana Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie w wieczne posiadanie. Było tego trzy wielkie skrzynie”.
Wrócę jeszcze do Nestora. Miał czterech synów: Kuźmę, Waska, Denysa i Haska oraz trzy córki. I od imion synów wzięły początek cztery gałęzie rodu Ledóchowskich. Autor w swojej książce ograniczył się do przedstawienia dziejów potomków Kuźmy, gałęzi jemu najbliższej, ponieważ z niej się wywodzi.

O książce

Dzieje rodu Ledóchowskich autorstwa Mieczysława Ledóchowskiego, zatytułowane...aby pozostał nasz ślad i wydane nakładem Autora przy współudziale Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, to publikacja zupełnie wyjątkowa i znakomita. Najpierw zachwyca szata graficzna - piękna twarda okładka z herbem rodowym, a wewnątrz zreprodukowano wiele wspaniałych fotografii i unikalnych dokumentów. Do książki dołączono drzewo genealogiczne rodu Halka Ledóchowskich herbu Szaława w gałęzi potomków Kuźmy, sięgające XVI w. Avorem respice mores - „bacz na obyczaje przodków” - to sentencja, która jest zawołaniem rodowym rodziny Ledóchowskich. Wierny temu zawołaniu podjął się spisania dziejów rodu. W przedmowie do książki Autor zastrzega, że nie jest literatem, że całe życie działał raczej w obszarze technicznym, a przecież książka jest doskonale opracowana, napisana piękną polszczyzną. „Styl Ledóchowskiego - cytuję za prof. dr. Adamem Zielińskim - wybija się elokwencją, jest wzbogacony przez fascynująco atrakcyjnie prowadzone wywody, pełne poszanowania dla prezentowanych bohaterów, wywody «umilane» humorem, a nawet ironią, ale jeżeli już ironią, to zawsze pełną serdecznego uczucia”.
Mieczysław Ledóchowski ze skromnością wyznaje, że jest to książka o starym rodzie Ledóchowskich, opowieść dla wnuków, aby nie zapomnieli, że ich dzieje zrosły się nieodłącznie z dziejami narodu polskiego, z jego tradycjami i kulturą. Jednak w książce zapisano nie tylko sagę jednego z najwybitniejszych rodów, ale ważny rozdział z dziejów historii Polski i to na przestrzeni około tysiąca lat. Przytoczę tu jeszcze za prof. A. Zielińskim, że „...aby pozostał nasz ślad to nie tylko saga Ledóchowskich, ale też przemyślnie prezentowana historia Polski. Czytelnik, który zapozna się z tą książką, wzbogaci swą wiedzę o przeszłości Kraju nad Wisłą i dowie się o wydarzeniach, których albo nie znał, albo, jeżeli się ich kiedyś wyuczył, dawno zapomniał. Z kartek tej nieprzeciętnej publikacji czytelnik dowie się też, jaki wpływ na losy kraju mają jego wybitni przedstawiciele czy też wybitne rodziny, które na przestrzeni wieków bezpośrednio lub pośrednio, kształtowały polską rzeczywistość”.

Reklama

O przedstawicielach duchowieństwa

Już drzewo genealogiczne pozwala zauważyć, że liczni członkowie rodu Ledóchowskich byli zaangażowani w sprawy publiczne, pełnili zaszczytne i odpowiedzialne funkcje - świeckie, głównie w wojskowości, i duchowne. Z rodu wywodzą się wybitni przedstawiciele duchowieństwa. Wymieńmy kilkoro z nich.
Prymas Polski kard. Mieczysław Halka Ledóchowski (1822-1902). Razem z dwiema zakonnicami, bł. Marią Teresą i św. Julią Urszulą, oraz ich bratem Włodzimierzem, generałem Towarzystwa Jezusowego, okrył rodzinę wyjątkową chwałą.
Urodził się w 1822 r. w Górkach pod Klimontowem w tamtejszym dworze. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił do Seminarium Świętego Krzyża w Warszawie, kierowanego przez Księży Misjonarzy (od dzieciństwa powziął zamiar zostania kapłanem). Następnie został przyjęty do Papieskiej Szkoły Nauk Politycznych, kształcącej dyplomatów kościelnych. Cieszył się wielkim uznaniem papieża Grzegorza XVI, potem Piusa IX.
Dodajmy tylko, że w 1866 r., po ogłoszeniu nominacji w Rzymie, ks. Mieczysław Ledóchowski odbył ingres arcybiskupi w Poznaniu i zapoczątkował swoje 20-letnie rządy metropolią gnieźnieńsko-poznańską. Z Gnieznem związana była także godność prymasa. Jego kariera - jak pisze autor - była bardzo bogata, więc zainteresowanych odsyłamy do jego książki oraz monografii ks. Witolda Klimkiewicza Kardynał Ledóchowski na tle swojej epoki.
Spośród siedmiorga rodzeństwa babci autora, Franciszki, troje wstąpiło do stanu duchownego. Byli to: bł. Maria Teresa Ledóchowska (1863-1922) - założycielka Stowarzyszenia Sióstr Misyjnych, przełożona misyjnego Zgromadzenia Sióstr św. Piotra Klawera (klawerianki), beatyfikowana 19 października 1975 r. przez papieża Pawła VI.
Następnie jej brat - Włodzimierz Ledóchowski (1866-1942), generał jezuitów, oraz powszechnie znana Matka Julia Urszula Ledóchowska (1865-1939) - założycielka Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego (SJK, szare urszulanki).
Przypomnijmy pokrótce sylwetkę Matuchny. Julia w wieku 21 lat rozpoczęła życie zakonne w klasztorze Sióstr Urszulanek w Krakowie. Zajęła się przede wszystkim pracą pedagogiczną. Pracowała w Petersburgu, w krajach skandynawskich (odczyty w kilku językach poświęcone dziejom narodu polskiego i jego prawu do niepodległości).
W 1920 r. m. Urszula z grupą towarzyszących jej zakonnic rozpoczęła działalność w wolnej Polsce, w Pniewach k. Poznania. Wkrótce utworzyła nowe Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Jezusa Konającego. Zmarła 29 maja 1939 r. Świętość m. Urszuli Bóg potwierdził licznymi łaskami i cudami. Beatyfikowana została przez Jana Pawła II w Poznaniu 20 czerwca 1983 r., a następnie kanonizowana 18 maja br. w Rzymie.
O Antonim Ledóchowskim - nestorze Szkolnictwa Morskiego Antoni (1895-1972), ojciec autora recenzowanej książki, to postać wielce zasłużona i znana, nie tylko szczecinianom. Z wiedzą i praktyką wyniesioną ze szkoły i floty austriackiej uczył astronawigacji - najpierw w Tczewie i Gdyni, potem w Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie. Uczniowie wspominają go jako wielkiej klasy dydaktyka i autora fachowych podręczników.
Po wojnie osiadł w Szczecinie, aby pracować w WSM. W czasach stalinowskich zaliczono go do „wrogów klasowych” i zdegradowano profesora nawigacji i astronomii do robotnika portowego. Potem już nigdy nie wrócił do Szkoły Morskiej, ale rozpoczął pływanie na stanowisku kapitana. Zmarł nagle 22 sierpnia 1972 r. Został pochowany w kwaterze zasłużonych na cmentarzu centralnym w Szczecinie. Niestety, podczas pogrzebu nie zezwolono na obecność księdza, choć kapitan Ledóchowski był człowiekiem wierzącym i oddanym katolikiem. Kolejne krzyże umieszczane przez rodzinę na płycie grobu były natychmiast usuwane. Dopiero po zmianach ustrojowych w Polsce sytuacja się odmieniła i obecnie na sąsiadujących z sobą grobach obu kapitanów - Antoniego Ledóchowskiego i Konstantego Maciejewicza (zmarł również w 1972 r.) - znajdują się katolickie krzyże. Na płycie nagrobnej tego pierwszego widnieje napis: „Śp. Antoni Halka Ledóchowski 1895-1972, Nestor Szkolnictwa Morskiego Tczew - Gdynia - Szczecin”.
W 1975 r. zbudowano dla Polskiej Żeglugi Morskiej kilka statków nazwanych imieniem zasłużonych ludzi morza. Jednym z nich był m/s „Kapitan Ledóchowski”.
Mieczysław Ledóchowski jest jedynym synem z pierwszego małżeństwa Kapitana. Ma trzech przyrodnich braci. Jednym z nich jest Wincenty, kapitan żeglugi wielkiej, który mieszka z rodziną w Szczecinie.

* * *

Dzieje rodu Ledóchowskich były związane z chwałą narodu polskiego, ze świetnością, ale i z jego klęskami, których dziejowe burze nie szczędziły tej części Europy. Wiele rodów arystokratycznych po ostatniej wojnie musiało albo opuścić swój kraj, albo zostało zagrożonych w swojej egzystencji. Wiele z nich przetrwało, kultywując wartości i służąc społeczeństwu w nowych historycznych warunkach.
Zrozumiała staje się dla czytelnika duma z przeszłości rodu, jak również postawy przedstawicieli rodziny, czemu autor dał wyraz w zakończeniu książki.

Mieczysław Ledóchowski, „... aby pozostał nasz ślad. Dzieje rodu Ledóchowskich”, Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum, Wrocław 2002 r. - 222 s. Bogaty materiał fotograficzny na papierze kredowym, facsimile dokumentów oraz osobny załącznik - drzewo genealogiczne.
Zamówienia można kierować pod adresem:
Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum, ul. Szewska 37, 50-139 Wrocław
lub pocztą elektroniczną: TPO@oss.wroc.pl

Ks. Ślusarczyk: przepraszam i proszę o modlitwę

2018-12-12 17:29

md / Kraków (KAI)

Dziękuję za wyrazy solidarności i przepraszam wszystkich, którzy poczuli się zawiedzeni – napisał ks. Franciszek Ślusarczyk w przekazanym oświadczeniu. Rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia zdecydował o nieprzyjmowaniu święceń biskupich.

diecezja.pl
ks. Franciszek Ślusarczyk

„Bóg jest Miłością! On jest niezawodnym źródłem nadziei, dlatego wyrażam wdzięczność dla Ojca Świętego Franciszka, który przyjął moją pokorną prośbę o zwolnienie mnie z urzędu biskupa pomocniczego Archidiecezji Krakowskiej” – napisał duchowny.

Kustosz łagiewnickiego sanktuarium podziękował także za liczne wyrazy solidarności i życzeń oraz przeprosił wszystkich, którzy poczuli się zawiedzeni jego rezygnacją. „Pragnę na miarę moich sił nadal służyć mojej diecezji i Kościołowi pod opieką Jezusa Miłosiernego, dlatego serdecznie proszę o modlitewne wsparcie. Niech imię Pana będzie błogosławione!” – napisał.

Ks. prałat Franciszek Ślusarczyk został mianowany biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej 3 grudnia br. W środę 12 grudnia abp Marek Jędraszewski ogłosił komunikat, w którym poinformował, że kapłan zdecydował o nieprzyjmowaniu święceń biskupich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Konsultorzy Rady Prawnej KEP: sprawę ks. Jankowskiego można wyjaśniać nie czekając na wpłynięcie zgłoszeń

2018-12-13 17:47

maj / Warszawa (KAI)

Nie jest potrzebne formalne zgłoszenie oskarżenia wobec ks. Jankowskiego do archidiecezji gdańskiej. Wystarczającym powodem rozpoczęcia procedury wyjaśniania tej sprawy przez kurię może być publiczny wymiar formułowanych przeciw księdzu zarzutów – twierdzą konsultorzy Rady Prawnej KEP, ks dr hab. Piotr Majer wykładowca UP JPII w Krakowie i ks. dr Jan Słowiński z UAM w Poznaniu. Eksperci zaznaczają, że obroną dobrego imienia Kościoła w tej sytuacji jest aktywne poszukiwanie prawdy.

Episkopat.pl

Konsultorzy Rady Prawnej Konferencji Episkopatu Polski zgodnie podkreślają, że z uwagi na fakt, iż zarzuty kierowane są przeciwko zmarłemu, nie wydaje się być zasadne prowadzenie dochodzenia kanonicznego w tej sprawie. W świetle 8 pkt. „Wytycznych” sformułowanych przez KEP może być natomiast potrzebne jej wyjaśnienie.

- Kościół powinien zawsze stawać po stronie prawdy. O popełnienie poważnych nadużyć oskarżany jest duchowny, w tym przypadku osoba bardzo znana – mówi ks. Słowiński. Poznanie prawdy pozwoliłoby Kościołowi odpowiednie odniesienie się do stawianych zmarłemu kapłanowi zarzutów - zaznacza prawnik.

Zarówno ks. Majer jak i ks. Słowiński są zdania, że archidiecezja gdańska, której sprawa dotyczy, nie musi czekać na zgłoszenie się do kurii osób wnoszących jakieś oskarżenia. – Nie jest zasadniczo konieczne, by jakieś osoby zgłaszały się z oskarżeniem do biskupa, gdyż w omawianym przypadku nie ma przeciw komu takiego oskarżenia wnosić: osoba wobec której formułowane są zarzuty nie żyje i prawdziwe dochodzenie kanoniczne nie może być prowadzone – wyjaśnia ks. Słowiński.

- Jeśli sprawa jest publicznie znana i niepokoi wiernych, to dla rozpoczęcia postępowania wyjaśniającego nie jest potrzebne formalne zgłoszenie i doniesienie – zaznacza ks. Majer. Eksperci podkreślają, że nie ma znaczenia z jakiego źródła biskup „otrzymał wiadomość, przynajmniej prawdopodobną” (por. pkt. 12 „Wytycznych”) o zarzutach wobec zmarłego kapłana. Przypominają, że w dawnym Kodeksie Prawa Kanonicznego istniało pojęcie „ex rumore et publica fama”, czyli „z pogłosek i publicznego rozgłosu”, które wskazywało na zasadność podjęcia stosownych wyjaśnień.

W jaki sposób to wyjaśnienie miałoby praktycznie przebiegać? – Tu nie ma żadnej regulacji. Moim zdaniem należałoby stosować analogicznie przepisy o dochodzeniu kanonicznym, powierzyć tę sprawę albo jednemu kapłanowi albo komisji i działać zdobywając wiedzę przy użyciu wszystkich zdatnych do tego środków, m.in. docierając do świadków i zbierając ich zeznania, jak to się robi normalnie w dochodzeniu kanonicznym – zaznacza ks. Majer.

Ks. prałat Henryk Jankowski (1936 – 2010) był wieloletnim proboszczem parafii św. Brygidy w Gdańsku, kapelanem „Solidarności”, blisko związanym z opozycją antykomunistyczną w PRL. W 2012 r. w Gdańsku odsłonięty został jego pomnik, wzniesiony z inicjatywy społecznej.

Na początku grudnia br. w „Dużym Formacie”, dodatku do „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł „Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?”. Opisuje on relacje dotyczące rzekomego wykorzystywania seksualnego nieletnich przez ks. Jankowskiego. Przypomina też sprawę postępowania karnego prowadzonego w związku z oskarżeniami na tym tle przeciw ks. Jankowskiemu w 2004 r., które zostało wówczas umorzone.

Sformułowane w tekście oskarżenia głęboko bulwersują społeczeństwo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem