Reklama

100 modlitw za Polskę

Maria Leonia Nastał - Służebnica Boża (1)

Adriana Śmigiel
Edycja przemyska 2/2004

Jaką drogą podążać do świętości? To pytanie zadaje sobie każdy z nas - człowiek XXI w. zagubiony na rozdrożach dróg. Odpowiedzi może nam udzielić służebnica Pańska Maria Nastał, w pozostawionych po sobie dziennikach i listach, w których czytamy:
„Zdaje mi się, że niemowlęctwo duchowe to najkrótsza droga ku niebu, że jest to posunięcie się o jeden szczebel wyżej niż droga dziecięctwa duchowego, a raczej zstąpienie o jeden szczebel niżej (T. II, 7). (...) Czuję się mniej niż dzieckiem, bo niemowlęciem, które samo niezdolne jest do niczego, zdane jest zupełnie na wolę tych, którzy nad nimi czuwają. Tak pragnę każdy akt życia wewnętrznego uzależnić od Boga, od mojej Matki Niepokalanej i od tych, którzy mi na ziemi zastępują Jezusa” (T. I, 43).
Ta niezwykła osoba, bliska ludziom, Bogu, Maryi - Matce Jezusa obchodziła 100-lecie swoich urodzin 8 listopada 2003 r. Życiem swoim udowodniła, że można stać się podobnym do Jezusa.
Siostra Leonia przyszła na świat w Starej Wsi - wiosce położonej na Pogórzu Dynowskim, w pobliżu małego miasteczka Brzozowa na Podkarpaciu. Myślę, że warto nadmienić, iż ta przepiękna i malownicza kraina, na której swoje pierwsze kroki stawiała mała Marysia, chlubi się przepiękną barokową bazyliką Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Należałoby również wspomnieć, że w pięknej i bogatej w architekturę bazylice znajduje się słynący cudami obraz Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny. W rodzimej miejscowości s. Leonii znajdują się dwa klasztory. Pierwszy z nich to klasztor księży Jezuitów, którzy sprawują pieczę nad sanktuarium i prowadzą duszpasterstwo parafialne. Drugim szczególnym miejscem jest dom generalny i formacyjny Sióstr Służebniczek, założony przez bł. Edmunda Bojanowskiego, który poświęcił całe swoje życie służbie opuszczonym dzieciom, chorym, biednym i najbardziej potrzebującym.
Maria Nastałówna uwierzyła miłości odwiecznej już od początku swojej drogi ku świętości, jaką podążała przez swoje życie. Wędrówka ta była ciężka, wymagała dużo wyrzeczeń i trudu. Maria pochodziła z biednej rodziny małorolnych gospodarzy - Franciszka i Katarzyny Nastałów. Miała starszą siostrę Stefanię i młodszego brata Stanisława. Swoje dzieciństwo spędziła w trudnych warunkach materialnych pod zaborem galicyjskim. Doświadczyła biedy i niedostatku, który towarzyszył jej rodzinie. Ojciec małej Marysi, wskutek szerzącej się nędzy i braku podstawowych środków do życia, wyemigrował za chlebem do Ameryki. Przebywał tam 18 lat, chcąc utrzymać przy życiu rodzinę. Dwukrotnie odwiedził rodzimy kraj, ale na krótko. Obowiązek i ciężar wychowywania dzieci spoczywał na matce, która dzielnie radziła sobie z przeciwnościami losu. Dbała o życie religijne swoich dzieci przez rozmowę o Bogu, czytanie Pisma Świętego i wspólny pacierz. Głównym źródłem utrzymania całej rodziny było małe gospodarstwo rolne i pomoc ludziom w pracach domowych. Dobra i kochająca matka wywarła duży wpływ na ukształtowanie się wnętrza duchowego przyszłej Służebniczki, która podkreśliła to w pozostawionych po sobie dziennikach: „Bóg sam był od dzieciństwa moim wychowawcą. Pociągał mnie do siebie, wewnętrznie działał we mnie. Równocześnie jednak dał mi anioła opiekuńczego w mojej matce, która przykładem swoim i modlitwą zwracała mą duszę ku Stwórcy”.
Ogromną rolę w życiu Marysi odegrała również religijna atmosfera parafii starowiejskiej. Stanowiła zdrowy i mocny fundament życia moralnego Nastałówny. Duchowa opieka księży Jezuitów, którzy prowadzili duszpasterstwo na wysokim poziomie, akcje katolickie i charytatywne, praca Służebniczek wśród dzieci w ochronce i szkole, do której uczęszczała, stanowiły solidny filar jej życia moralnego: „W ochronce czułam się dziwnie onieśmielona. W czasie pogadanek nie spuszczałam oczu z Siostry, starając się zapamiętać wszystko i wszystko zrozumieć (...). Toteż po powrocie z ochronki opowiadaniom moim nie było końca” (T. I, 8).
Z usposobienia była żywym i energicznym dzieckiem, które nieraz wybuchało gniewem. Jednocześnie nie zapominała o pracy nad sobą, chcąc upodabniać się do Chrystusa. Rozwijała i poszerzała zdolności, w które wyposażyła ją natura. Była humanistką z uczuciową i wrażliwą duszą, kochającą to, co piękne i dobre, a odrzucającą zło. Muzyka i twórczość literacka była nieodłączną częścią jej życia. W jej wierszach, inscenizacjach i przedstawieniach teatralnych na plan pierwszy wysuwał się motyw Maryi i Chrystusa. To Im powierzała losy narodu polskiego, nawrócenie grzeszników, prace misyjne Kościoła świętego i samą siebie.
Taka mała... a wielka duchem - trzyletnia dziewczynka z nietypowym marzeniem: „Nie miałam jeszcze trzech lat, kiedy sąsiadka zbliżyła się do gromadki bawiących się dzieci i zapytała każde z osobna, czym które będzie w przyszłości. Ja będę panią, ja gospodynią - padają odpowiedzi. - A ja będę zakonnicą - odpowiedziałam twardymi zgłoskami (...) Nigdy w swoim życiu nie zmieniłam tego zdania, mimo prób ogniowych, przez jakie w życiu przejść musiałam” (T. I, 4). Ogromnym przeżyciem wewnętrznym tak wrażliwej osoby, była długoletnia walka z ojcem Franciszkiem, który za wszelką cenę próbował odwieść córkę od życia zakonnego, kategorycznie odmawiając udzielenia zgody na wstąpienie do klasztoru. Wszelkimi sposobami próbował odwrócić zainteresowania córki włączając ją w życie towarzyskie, które dla niej nie miało większej wartości. Skromna i posłuszna, w samotności przeżywała swoje rozterki, dzieląc się nimi jedynie z najbliższą koleżanką, pisząc do niej: „Tatuś nie chce się przychylić do mojego zamiaru. Ile razy wspomnę o tym, to się gniewa, nie tylko na mnie, ale mści się na biednej mamusi. (...) Nie mogę znieść cierpienia mamusi, nie mogę znieść niezgody w domu. Czekam na Pana...” (T. IX, 33-34). Na nieugiętą postawę ojca nie miały nawet wpływu interwencje ze strony sąsiadów. Franciszek nie potrafił pogodzić się z tym, że Bóg powołał Marysię do swojej służby na ziemi. Analogicznym przykładem cierpiącego ojca był renesansowy humanista - Jan Kochanowski. Podobnie jak Nastał, nie umiał pogodzić się z wolą Boga, która odebrała mu malutką córeczkę do służby w niebie. Los pokrzyżował plany życiowe obu ojców i zamiary względem dzieci.
Cierpliwość i całkowite zaufanie Bogu i Jego Matce pozwoliły przetrwać Leonii 8 lat ogromnych cierpień, które targały jej duszą zanim osiągnęła upragniony cel - z dniem 31 grudnia 1925 r. wstąpiła do klasztoru, uzyskując tak długo oczekiwane błogosławieństwo ojca. Nowy 1926 r. otwierał nową epokę w życiu Nastałówny: „Przez cały dzień tonęłam w szczęściu Bożym (...). Jakże szczęśliwą się czułam od tej pierwszej chwili. Przez 14 lat życia zakonnego towarzyszyło mi szczęście i najgłębszy spokój duszy, mimo oschłości, jakimi Bóg mnie nawiedzał całe lata” (T. I, 25).
Początkowy okres w życiu zakonnym to przygotowanie i wdrażanie się do prac apostolskich w tym zgromadzeniu. Służyły temu ćwiczenia duchowe, wykłady ascetyczno-teologiczne oraz szereg różnorodnych zajęć prowadzonych pod kierunkiem sióstr wychowawczyń. Potem nastąpiło przejście do nowicjatu. W swojej posłudze s. Leonia wykazywała się wielką odpowiedzialnością i sumiennością. W jej życiu duchowym zagościł ład, porządek i dokładność, za które była ceniona przez resztę nowicjuszek. Próbowały ją naśladować, lubiły z nią przebywać i rozmawiać.
Kolejnym istotnym etapem w biografii s. Leonii był wyjazd do Poznania, w trakcie którego opiekowała się i pomagała w nauce siostrom zdobywającym kwalifikacje na sześciotygodniowym kursie pedagogicznym. Do zasadniczych jej obowiązków należało administrowanie placówką i troska o życie duchowe powierzonej wspólnoty. Własnym przykładem uczyła otwartości na Boga i ludzi, uprzejmości, pracowitości, pokory i prostoty. Mawiała często: „Kochajmy Jezusa aż do szaleństwa (...) Miłość ku Bogu prowadzi do miłości bliźniego” (T. II, 13). Przypominała podopiecznym o obowiązku ciągłego doskonalenia się w życiu wewnętrznym. Zabiegała o dobrych spowiedników, konferencje ascetyczne i odpowiednią lekturę. Mimo wytężonej pracy umysłowej nie dyspensowała się od prac fizycznych.
Ascetyczne, pełne wiary życie nie uchroniło tak szlachetnej osoby od ciężkiej choroby - gruźlicy, z którą dzielnie walczyła do ostatnich dni swojej ziemskiej posługi. Pragnęła cierpieć z miłości do Jezusa: „Tak się cieszę na myśl o możliwości przejścia wkrótce do Boga, że już nic nie potrafi mnie chyba zmartwić (...) Niedługo już dobiję do przystani błogosławionej, a tam nie pragnę używania rozkoszy, ale miłości Jezusa” (T. III, 183-184).
Zmarła śmiercią świątobliwych 10 stycznia 1940 r. w Starej Wsi, gdzie została pochowana zgodnie ze swoją wolą na tutejszym cmentarzu. W 1979 r. nastąpiła ekshumacja zwłok z grobu i złożenie ich w specjalnie przygotowanej krypcie w domu macierzystym zgromadzenia w Starej Wsi. Obecnie trwa proces beatyfikacyjny „kwiatu polskiej ziemi o kryształowym sercu”.
W życiu potrafiła łączyć kontemplację z czynem w sposób elastyczny i naturalny. Hasłem życiowym s. Leonii było: Uwierzyłam odwiecznej miłości. Była niedoścignionym wzorem wszelkich cnót i wartości, bezgranicznie oddana Bogu i ludziom. Dla współczesnych ludzi jest wzorem do naśladowania, godna podziwu i należytego szacunku, gdyż o wielkości człowieka decyduje nie to, co posiada, ale to, co daje innym.

Tradycje bożonarodzeniowe w Polsce i na świecie

2014-12-22 13:23

oprac. kw (KAI) / Warszawa / KAI

Od wieków chrześcijanie na całym świecie w różnorodny sposób obchodzą święta Bożego Narodzenia. Choinka jest znana niemal wszędzie, choć w Burundi przystraja się bananowca, a w Indiach drzewko mango. Najsłynniejszą kolędę „Cicha noc" przetłumaczono na 175 języków, najpiękniejsze szopki są podobno we Włoszech, a we Francji jada się podczas Wigilii ostrygi.

BOŻENA SZTAJNER

Korzenie tradycji związanych z Bożym Narodzeniem sięgają odległych czasów. Nierzadko zwyczaje te wywodzą się jeszcze z rytuałów pogańskich, na których miejsce wprowadzano później święta chrześcijańskie, nadając im zupełnie nowe znaczenie. Znacząca jest tu data. W wielu kulturach w przeróżny sposób starano się podczas przesilenia zimowego „przywołać” słońce z powrotem na ziemię i sprawić, aby odrodziła się przyroda.

Istotny jest także rys eschatologiczny świąt Bożego Narodzenia. Miejsce zostawiane przy wigilijnym stole przeznaczano dla „przybysza”, czyli dla duchów przodków. W Polsce zwyczaj ten upowszechnił się w XIX wieku. Miał on wówczas wymowę patriotyczną – dodatkowe nakrycie symbolicznie zarezerwowane było dla członka rodziny przebywającego na zesłaniu na Syberii.

Boże Narodzenie było także czasem wróżb. Wyjątkowość tego dnia polegała na tym, że jego przebieg miał znaczący wpływ na cały nadchodzący rok. Jedną z polskich tradycji jest kładzenie siana pod wigilijny obrus. Ciągnięto z niego słomki – im dłuższa, tym więcej pomyślności czekało danego człowieka w następnym roku. Jeszcze dzisiaj dość powszechna jest wiara w to, że w Wigilię zwierzęta mówią ludzkim głosem. Podsłuchujący je ludzie dowiadywali się ponoć najczęściej o zbliżającej się śmierci własnej albo kogoś z rodziny.

Chrześcijaństwo od początku swego istnienia nadało tym zwyczajom nowy sens, wytworzyło też swoje obrzędy. Niestety we współczesnej, zeświecczonej kulturze często zapomina się o chrześcijańskich źródłach tego święta.

ŻŁÓBEK

Żłóbek w dzisiejszej postaci zawdzięczamy św. Franciszkowi. Historia tej tradycji jest jednak znaczenie dłuższa i sięga piątego wieku. Wtedy, jak głosi podanie, żłóbek Jezusa przeniesiono z Betlejem do Rzymu i umieszczono w bazylice Matki Bożej Większej. Także Pasterkę w Rzymie odprawiano początkowo tylko w tym kościele.

To we Włoszech zaczęto w uroczystość Bożego Narodzenia wystawiać żłóbki, w których umieszczano figury Świętej Rodziny, aniołów i pasterzy. Do rozpowszechnienia tego zwyczaju przyczynił się św. Franciszek. Z przekazów pozostawionych przez jego biografa – Tomasza z Celano – wiemy, że w wigilijną noc Biedaczyna z Asyżu zgromadził w grocie w miejscowości Greccio okolicznych mieszkańców i braci, by w prosty sposób pokazać im, co to oznacza, że „Bóg stał się człowiekiem i został położony na sianie ". W centrum jaskini leżał wielki głaz, pełniący rolę ołtarza. Przed nim bracia umieścili zwykły kamienny żłób do karmienia bydła, przyniesiony z najbliższego gospodarstwa. W pobliżu, w prowizorycznej zagródce, stało kilka owieczek, a po drugiej stronie wół i osioł. Jak pisał kronikarz, zwierzęta „zaciekawione, wyciągające szyje w stronę żłobu, pochylając się i jakby składając pokłon złożonej w nim figurce przedstawiającej dziecię Jezus". Postaci do szopki wybrano spośród obecnych braci i wiernych. Zapalonymi pochodniami św. Franciszek rozjaśnił niebo, a w lesie ukryli się pasterze, którzy na dane hasło wznosili gromkie okrzyki. Do dziś szopka w Greccio przyciąga corocznie rzesze turystów.

Obecnie najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Szwajcarii, w Niemczech i w Austrii modne są żłóbki „grające". W Polsce do najbardziej znanych należą szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Powstanie tej tradycji przypisuje się murarzom i cieślom. Nie mając zatrudnienia w zimie, chodzili oni z takimi szopkami-teatrzykami od domu do domu i tak zarabiali na swe utrzymanie. Wzorem architektonicznym był dla nich przede wszystkim kościół Mariacki, ale wykonywano także miniatury Wawelu, Sukiennic i Barbakanu. Od 1937 r. z inicjatywy Jerzego Dobrzyckiego odbywa się konkurs na najpiękniejszą „Szopkę Krakowską”.

Już w średniowieczu wystawiono przy żłóbkach przedstawienia teatralne zwane jasełkami. W Polsce najbardziej znanym utworem tego gatunku jest „Polskie Betlejem" autorstwa Lucjana Rydla.

WIECZERZA WIGILIJNA

Uroczystość Bożego Narodzenia wprowadzono do kalendarza świąt kościelnych w IV wieku. Dwieście lat później ustaliła się tradycja wieczornej kolacji, zwanej wigilią. Wieczerza wigilijna jest niewątpliwie echem starochrześcijańskiej tradycji wspólnego spożywania posiłku, zwanego z grecka agape, będącego symbolem braterstwa i miłości między ludźmi. Gdy w drugiej połowie IV w. Synod w Laodycei zabronił biesiadowania w świątyniach, zwyczaj ten przeniósł się do domów wiernych. W Polsce Wigilię zaczęto obchodzić wkrótce po przyjęciu chrześcijaństwa, choć na dobre przyjęła się dopiero w XVIII w.

Wigilia (łac. czuwanie) – pierwotnie oznaczała straż nocną i oczekiwanie. W słowniku kościelnym nazywa się tak dzień poprzedzający większe święto. Dawniej w każdą wigilię obowiązywał post. Do stołu wigilijnego siadano, gdy zabłysła pierwsza gwiazda. Miała ona przypominać Gwiazdę Betlejemską prowadzącą pasterzy i magów do Betlejem.

Na wschodzie Polski i na Ukrainie pierwszą potrawą jest kutia – pszenica lub jęczmień zaprawiana miodem, migdałami i śliwkami. Po modlitwie i czytaniu Pisma Świętego następuje podzielenie się opłatkiem, który jest symbolem Eucharystii.

W północnej Anglii jeszcze do połowy XX wieku podawano w Wigilię „mugga”, czyli owsiankę z miodem. Zwyczaj ten pochodził jeszcze z czasów Wikingów. W Szkocji tradycyjnie spożywa się „Athol Brose” – owsiankę z whisky.

W Walii tradycją jest Calennig – jabłko, ustawione na trójnogu z patyczków, naszpikowane migdałami, goździkami i innymi przyprawami oraz przybrane zielenią. Chodzące po kolędzie dzieci ofiarowują je w zamian za małe datki.

W Norwegii podczas Wigilii podaje się żeberka świni i gotowane mięso owcze lub specjalne danie przygotowane z solonej i gotowanej ryby, która wcześniej leżała w ługu sodowym przez 2-3 dni. Potrawę tę, podawaną z boczkiem, nazywa się Lutefisk.

W Szwecji tradycyjna uczta wigilijna składa się z rozmoczonej suszonej ryby, galarety, wieprzowej głowizny i chleba. We Włoszech podaje się ravioli z mięsnym farszem i ciasto drożdżowe z korzeniami. W Danii je się słodki ryż z cynamonem i pieczoną gęś z jabłkami.

Peruwiańskim przysmakiem podczas świąt Bożego Narodzenia są świnki morskie. Mięso tych zwierząt ma niewiele tłuszczu i jest tanie, dlatego może być świetną alternatywą dla wieprzowiny. Tradycja jedzenia świnki morskiej jest bardzo silna w andyjskich krajach. Na dowód tego, w katedrze w dawnej stolicy imperium Inków – Cusco, na obrazie przedstawiającym ostatnią wieczerzę, Chrystus i jego uczniowie jedzą właśnie świnkę morską.

Tradycyjnie w całej Ameryce Łacińskiej na Wigilię nie może zabraknąć kakao z mlekiem i babki z rodzynkami, zwanej „panetón" (od słowa „pan”, które oznacza chleb). Jest to zwyczaj pochodzący z Włoch, ale rozpowszechniony w wielu krajach. Ostatnio coraz popularniejszy staje się też szampan, którym jest musująca „sidra", czyli wino z jabłek.

PASTERKA

Pasterka jest pamiątką z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pierwsze Msze św. o północy 24 grudnia sprawowano w Betlejem. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża Grzegorza I Wielkiego, pasterkę odprawiano przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej. Charakter tej liturgii tłumaczą pierwsze słowa invitatorium, wprowadzenia do Mszy: „Chrystus narodził się nam. Oddajmy mu pokłon".

CHOINKA

Zwyczaj ten pochodzi jeszcze z czasów pogańskich, rozpowszechniony był wśród ludów germańskich. Wierzono, że szpilki jodłowe chronią przed złymi duchami, piorunem i chorobami. W czasie przesilenia zimowego zawieszano u sufitu mieszkań jemiołę, jodłę, świerk lub sosenkę jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął. Choinka stawiana była na znak narodzin Jezusa Chrystusa – rajskiego drzewka dla ludzkości.

Starożytni Rzymianie ozdabiali swoje domy wiecznie zielonymi roślinami, np. jemiołą, bluszczem, laurem, kiedy przygotowywali się do obchodów przypadających w dniach 17-24 grudnia święta boga urodzaju, Saturna. Odbywały się wtedy procesje ze światłem i obdarowywano się prezentami.

Najstarsze pisemne świadectwo o ozdobionym na Boże Narodzenie drzewku pochodzi z 1419 r. Wtedy to niemieccy piekarze z Fryburga ustawili choinkę w szpitalu Świętego Ducha, przybierając ją owocami, opłatkami, piernikami, orzechami i papierowymi ozdobami. Od XVI w. zwyczaj ten rozpowszechnił się wśród cechów i stowarzyszeń w miastach, a także w domach starców i szpitalach.

Do Polski zwyczaj stawiania choinek w domach przeniósł się z Niemiec w XVIII w. Jednak już znacznie wcześnie w naszym kraju przybierano dom na wigilię Bożego Narodzenia. W izbie zawieszano podłaźniczkę i sad oraz ustawiano snopy zboża.

Podłaźniczka jest to choinka z uciętym wierzchołkiem, przybrana jabłkami i orzechami i zawieszana nad drzwiami sieni. W domu stawiano ją w kącie centralnego pomieszczania, tzw. czarnej izby. Była symbolem życiodajnej siły słońca, stanowiła ochronę gospodarstwa od złych mocy i uroków.

Zwyczaj choinkowy rozpowszechniony jest niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia umieszcza się choinki w kościołach i domach, na placach i w wystawowych oknach. Najdroższą choinkę wystawiła pewna firma jubilerska w Tokio, w 1975 r. Oceniono ją na blisko trzy miliony dolarów. Najwyższa choinka stanęła przed wiedeńskim ratuszem w tym samym roku, a liczyła 30 metrów.

W Burundi tradycyjną bożonarodzeniową choinkę zastępują bananowce. Znaleźć je można w każdej szopce w tym kraju. Zgodnie z lokalną tradycją symbolizują one szacunek, z jakim witany jest rodzący się Jezus. Banan jest w Burundi symbolem przywitania gościa, dlatego nawet gdy prezydent kraju udaje się z wizytą do jakiegoś miasta, to trasę jego przejazdu dekoruje się młodymi bananami.

W Indiach w roli choinek występują drzewka mango. Tak samo przybiera się je ozdobami i słodkościami.

KOLĘDY

W dorobku kulturalnym i folklorystycznym Polska jest jednym z krajów, które mają najwięcej kolęd. Nasza tradycja zna ich blisko 500.

Najbardziej znaną, choć nieznanego autorstwa, jest „Cicha noc" śpiewana w 175 językach, w najodleglejszych zakątkach świata. Po raz pierwszy kolędę tę wykonano z akompaniamentem gitary podczas pasterki w 1818 r. w kościele św. Mikołaja w Oberndorfie koło Salzburga. W następnych latach śpiewano ją na dworze cesarza Franciszka Józefa. Zarejestrowano już ponad tysiąc wersji tej kolędy.

W Polsce z kolędowaniem łączy się zwyczaj przebierańców. Pierwotnie, już od XVI w. Polsce żacy, dziś chłopcy przebierają się za Heroda, trzech króli, śmierć, pasterzy, turonia. Śpiewają kolędy, niosą szopkę lub gwiazdę. W czasie od Bożego Narodzenia do uroczystości Objawienia Pańskiego obchodzą domy i zbierają dary.

ŻYCZENIA I PODARKI

Łącznie w całym świecie liczba wysyłanych kartek bożonarodzeniowych sięga kilku miliardów. W krajach anglosaskich jest to zwyczaj tak popularny, że na jedną osobę przypada średnio kilkanaście świątecznych kart. Istnieją całe firmy wydawnicze specjalizujące się w tej dziedzinie.

W USA dzieci telefonują do św. Mikołaja, a ten zjeżdża tam na spadochronie, bądź przyjeżdża na saniach. Warto zauważyć, że jego współczesny wizerunek – gromko śmiejącego się brodacza w czerwonym kaftanie wymyśliła Coca-Cola. Koncern ten użył w swojej reklamie postaci św. Mikołaja po raz pierwszy w 1930 r.

W Anglii dzieci stawiają w przedsionku swoich pokoi buty lub pończochy, a św. Mikołaj napełnia je w nocy łakociami. W Holandii przyjeżdża na białym koniu, a dzieci piszą do niego listy. Ma w różnych krajach różne nazwy: Santa Claus, Pan Heilige Christ, Befana, Dziadek Mróz.

Prezenty we Francji przynoszą, w zależności od regionu i rodzinnych tradycji, Aniołek, Dzieciątko Jezus lub, najpopularniejszy i najbardziej podobny do św. Mikołaja, „Pere Noël”. Pozostawia on, niezauważony, podarki w świąteczny poranek 25 grudnia. Wieczorem 24 grudnia należy zostawić pod choinką parę własnych butów, aby Pere Noël wiedział, gdzie położyć nasz prezent.

BOŻE NARODZENIE W EUROPIE ZACHODNIEJ

Święta Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii już dawno zatraciły swój religijny charakter i stały się po prostu dniami wolnymi od pracy, kiedy to można najeść się do syta, odebrać prezenty, odwiedzić rodzinę i znajomych i nacieszyć oko świątecznymi ozdobami.

O godzinie 15.00 cały kraj zamiera przed telewizorami, gdyż o tej porze królowa wygłasza doroczne, dziesięciominutowe przemówienie do swoich poddanych. Słuchają go obowiązkowo wszyscy – nawet antymonarchiści. Pod koniec obiadu pociąga się tzw. crackersy, czyli ładnie opakowane tubki tekturowe, w których znajduje się kapiszon, wybuchający przy rozrywaniu papieru, a także drobne bibeloty i żarty (na ogół kompletnie niezrozumiałe dla cudzoziemców) zapisane na kawałku papieru. Mężczyźni po obiedzie często wymykają się do lokalnego pubu, a żony sprzątają i zmywają stosy naczyń.

Występuje tam zwyczaj całowania się pod jemiołą, praktykuje się go szczególnie na biurowych, przedświątecznych „parties”, odbywających się bądź to w biurach, bądź też w wynajętych salach pubowych. Tradycyjne też bogato dekoruje się ulice, sklepy i domy prywatne.

W Irlandii nadal jeszcze utrzymuje się w Wigilię starodawny zwyczaj stawiania w oknie zapalonej świecy, mającej wskazywać drogę obcemu wędrowcowi i gotowość przyjęcia go pod dach, tak jakby się przyjmowało Świętą Rodzinę. Na wsiach przed świętami myje się domy i budynki gospodarskie oraz bieli je wapnem na cześć nadchodzącego Chrystusa.

We Francji Boże Narodzenie obchodzi się przede wszystkim jako święto rodzinne, które niestety wiele straciło ze swego religijnego charakteru. Można to zrozumieć w kraju, w którym stale praktykuje zaledwie 8 proc. z 70 proc. jego mieszkańców, deklarujących się jako katolicy. W dni ważnych świąt kościelnych notuje się jednak znacznie wyższy, dochodzący do blisko 30 proc., napływ ludzi do kościołów. Drugi dzień świąt jest normalnym dniem roboczym.

We Francji na świateczny stół podaje się ostrygi, kaszankę i pieczonego indyka. W zachodniej Europie coraz częściej, szczególnie w dużych miastach, na świąteczny obiad wychodzi się cała rodziną do dobrej restauracji.

Tradycyjne francuskie desery to „buche de Noël” – bożonarodzeniowe polano i „mendiants” – żebracy. Pierwsza z tych potraw to rolada z kremem lub lodami, imitująca grubą gałąź – polano, które niegdyś wkładano do kominka, by ogrzało dom po powrocie rodziny z pasterki. Ciasto polewa się czekoladą i ozdabia motywami „leśnymi”. Mendiants, znane głównie na południu kraju, to kruche okrągłe ciasteczka, bogato ozdobione bakaliami, które oznaczać mają brązowe kolory habitów zakonów żebraczych.

Niewątpliwie do najważniejszych atrakcji świątecznego stołu należą też czekoladki. W wielu domach robi się jeszcze okrągłe miękkie czekoladki, ale na ogół są one kupowane. Paczuszka eleganckich czekoladek z renomowanej cukierni stanowić może doskonały prezent pod francuską choinkę.

Francuzi zwracają też ogromną uwagę na wina, które towarzyszą świątecznym potrawom, a szampan (w najgorszym wypadku dobre wino musujące) jest nieodłącznym elementem świątecznego posiłku.

W Wielkiej Brytanii w dzień Bożego Narodzenia obowiązkowo na stole pojawia się indyk, z farszem (ale podawanym osobno) z bułki tartej i przypraw oraz brukselka. Na deser pudding na gorąco, czyli gotowana na parze masa z suszonych owoców, bułki tartej i łoju, podawany z gęstymi sosami na bazie brandy lub rumu, podaje się ponadto „mince pies”, czyli ciastka nadziewane suszonymi owocami i czekoladową roladę albo tort z twardym jak kamień lukrem. Wieczorem je się na ogół zimną wędlinę, przede wszystkim szynkę.

Francja nie zna opłatka i zwyczaju dzielenia się nim, a jego rolę w instytucjach spełniają spotkania z okazji tradycji „migdałowego króla”. Organizuje się je od Trzech Króli w praktyce przez cały styczeń wokół okrągłego ciasta drożdżowego bądź francuskiego z migdałowym nadzieniem. Są one okazją do składania życzeń współpracownikom, wyborcom, klientom itp. Podobnie, kartki z życzeniami (raczej noworocznymi niż świątecznymi) wysyłane są z reguły dopiero po Nowym Roku i przychodzą przez cały styczeń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Odnowione archiwa krakowskiej Kurii

2018-12-10 20:55

Joanna Folfasińska | Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik/archidiecezja krakowska

- Zapis działalności Kościoła w XVI i XVII wieku to także zapis dziejów polskiego narodu i polskiej państwowości. – mówił arcybiskup Marek Jędraszewski podczas prezentacji cennych rękopisów ze zbiorów Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie

Metropolita krakowski oraz Archiwum Kurii Metropolitalnej z dyrektorem ks. prof. Jackiem Urbanem zaprezentowali zabytkowe archiwalia, które zostały poddane konserwacji w 2018 roku. Jest to kontynuacja konserwacji podstawowego zasobu Archiwum, czyli kolejnej partii tzw. Akt Officialiów i Episcopaliów Archidiecezji Krakowskiej. Akta te szczegółowo dokumentują funkcjonowanie diecezji i działalność biskupów krakowskich na przestrzeni czterech wieków (XV-XVIII w.)

Ks. prof. Jacek Urban zaznaczył, że konserwacja, obok gromadzenia, opracowania i udostępniania, jest jedną z podstawowych form działalności archiwum. Dodał, że dokumenty należały do zbioru starej Diecezji Krakowskiej, z której w XIX i XX wieku wyrosło 10 nowych diecezji.

– Jeżeli w Polsce mamy 41 diecezji, a nasz zbiór dotyczy 11 z nich, to znaczy, że dotyczy on czwartej części Kościoła w Polsce. Nawet geografia uświadamia nam, jak jest to ważna część historii i dziedzictwa w Polsce.

Arcybiskup podziękował wszystkim, którzy pośrednio i bezpośrednio przyczynili się do tego, że dokumenty sprzed wieków powróciły do dawnego blasku i wskazał na silny związek pomiędzy polską tożsamością narodową a chrześcijaństwem.

– Dokumenty stanowią bardzo ważny zapis działalności Kościoła sprzed kilku wieków i to z czasów świetności Rzeczypospolitej. Zdajemy sobie sprawę, że w tamtych realiach działalność Kościoła była bardzo głęboko związana z całą rzeczywistością państwa i kultury polskiej. Trudno było te rzeczy od siebie oddzielić, mając na uwadze, że dla wszystkich było widoczne przedłużenie tego, co zaczęło się w 966 roku wraz z chrztem Mieszka I – na ziemie polskie wkroczyło chrześcijaństwo. Był to również początek dziejów narodu polskiego i jego państwowości.

Konserwatorów czekają jeszcze trzy lata pracy, która, jak zauważa Ewa Pietrzak, w dalszym ciągu jest fascynująca i inspiruje. Po wykonaniu prac konserwatorskich, dokumenty zostaną zdigitalizowane. To jedna z ostatnich okazji, by je podziwiać, ponieważ w przyszłości nie będą udostępniane czytelnikom w formie fizycznej tylko elektronicznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem