Reklama

Pytam was: jak wyglądają karty księgi każdego z was?

2016-07-30 10:45

(KAI) / Kraków / KAI

Episkopat.news

Kapłan nie zadowala się życiem przeciętnym, płonie pragnieniem świadczenia, lubi ryzyko i wychodzi nie ograniczony drogami już wytyczonymi, lecz jest otwarty i wierny trasom wskazanym przez Ducha Świętego: przeciwny wegetacji, uradowany z ewangelizacji - mówił Franciszek podczas Mszy św. z duchowieństwem, świeckimi konsekrowanymi i seminarzystami w sanktuarium Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. Papież przypomniał, że kapłani i osoby konsekrowane są powołani do konkretnej miłości, czyli służby i dyspozycyjności i przestrzegł przed pokusą strachu lub wygody, zamknięciem w sobie samych i swoich środowiskach.

Publikujemy tekst papieskiej homilii.

Fragment Ewangelii, który wysłuchaliśmy (por. J 29, 19-31), mówi nam o miejscu, o uczniu i o księdze.

Miejscem jest to, gdzie przebywali uczniowie w wieczór Wielkanocny: o nim powiedziane jest jedynie, że drzwi były zamknięte (w. 19). Osiem dni później uczniowie przebywali jeszcze w tym domu, a drzwi nadal były zamknięte (w. 26). Jezus wchodzi do niego, staje pośrodku i przynosi swój pokój, Ducha Świętego i odpuszczenie grzechów: jednym słowem, miłosierdzie Boga. W tym zamkniętym miejscu silnie rozbrzmiewa zachęta, jaką Jezus kieruje do swoich uczniów: „Jak ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (w. 21).

Reklama

Jezus posyła. Od samego początku pragnie On, aby Kościół wychodził, aby szedł do świata. Chce, aby to czynił tak, jak On sam tego dokonał, jak On został przez Ojca posłany na świat: nie jako potężny, ale w postaci sługi (por. Flp 2, 7), nie „aby Mu służono, lecz żeby służyć” (Mk 10, 45) i nieść dobrą nowinę (por. Łk 4, 18); podobnie też ci, którzy do Niego należą, są posłani w każdym czasie. Uderzający kontrast: podczas gdy uczniowie zamykali drzwi ze strachu, Jezus posyła ich na misję; chce, aby otworzyli drzwi i wyszli szerzyć z mocą Ducha Świętego przebaczenie i pokój Boży.

To wezwanie skierowane jest także do nas. Jakże nie usłyszeć tu echa wielkiej zachęty świętego Jana Pawła II: „Otwórzcie drzwi!”? Jednak w naszym życiu kapłanów i osób konsekrowanych często może pojawić się pokusa, by ze strachu lub wygody pozostać trochę zamkniętymi w nas samych i w naszych środowiskach. Jezus jednak wskazuje drogę tylko w jednym kierunku: wyjść z naszych ograniczeń. To podróż bez biletu powrotnego. Chodzi o to, by dokonać wyjścia z naszego „ja”, aby stracić swoje życie dla Niego (por. Mk 8, 35), idąc drogą daru z samego siebie. Z drugiej strony, Jezus nie lubi dróg przemierzanych połowicznie, przymkniętych drzwi, podwójnego życia. Wymaga, by wyruszyć w drogę bez obciążeń, wyjść rezygnując ze swoich zabezpieczeń, mocni jedynie w Nim.

Innymi słowy, życie Jego najbliższych uczniów, do których grona jesteśmy powołani, składa się z konkretnej miłości, czyli służby i dyspozycyjności; jest to życie, gdzie nie ma przestrzeni zamkniętych i własności prywatnych, dla własnej wygody. Ten, kto postanowił upodobnić całe swoje życie do Jezusa, nie wybiera już swoich własnych miejsc, ale idzie tam, gdzie został posłany; gotów odpowiedzieć Temu, Który go wzywa, nie wybiera już nawet czasu dla siebie. Dom, w którym mieszka, nie należy do niego, ponieważ Kościół i świat są otwartymi miejscami jego misji. Jego skarbem jest wprowadzać Pana w środek życia, nie szukając innego skarbu dla siebie. W ten sposób unika sytuacji samozadowolenia, które postawiły by go w centrum, nie staje na chwiejnych postumentach potęg światowych, ani nie opiera się na wygodach, które osłabiają ewangelizację; nie marnuje czasu na planowaniu bezpiecznej i zasobnej przyszłości, aby uniknąć ryzyka stania się odizolowanym i skrytym, zamkniętym w ciasnych murach egoizmu bez nadziei i radości. Zadowolony w Panu, nie zadowala się życiem przeciętnym, ale płonie pragnieniem świadczenia i dotarcia do innych; lubi ryzyko i wychodzi, nie ograniczony drogami już wytyczonymi, lecz otwarty i wierny trasom wskazanym przez Ducha Świętego: przeciwny wegetacji, uradowany z ewangelizacji.

Po drugie w dzisiejszej Ewangelii, pojawia się postać jedynego ucznia nazwanego z imienia – Tomasza. W swoim wątpieniu i pragnieniu zrozumienia uczeń ten, również dość uparty, jest trochę do nas podobny i żywimy do niego sympatię. Nie wiedząc o tym, sprawia nam wielki dar: przybliża nas do Boga, bo Bóg nie ukrywa się wobec tego, kto Go szuka. Jezus ukazuje jemu swoje chwalebne rany, każe mu dotknąć nieskończonej czułości Boga, żywych znaków tego, jak wiele wycierpiał z powodu miłości do ludzi.

Dla nas, uczniów, bardzo ważne jest umieszczenie naszego człowieczeństwa w kontakcie z ciałem Pana, czyli zaniesienie Mu z ufnością i pełną szczerością, aż do końca, tego czym jesteśmy. Jezus, jak powiedział siostrze Faustynie, cieszy się, gdy mówimy Mu o wszystkim, nie nuży się wydarzeniami naszego życia, które już zna, oczekuje, że będziemy się nimi dzielić, a nawet opisem naszych dni (por. Dzienniczek, 6.09.1937). W ten sposób poszukuje się Boga w takiej modlitwie, która byłaby przejrzysta i nie zapominała o wyznaniu i zawierzeniu bied, trudów i przeciwieństw. Serce Jezusa zdobywa się szczerym otwarciem, sercem, które potrafi rozpoznać i opłakiwać swoje słabości, z ufnością, że właśnie tam działać będzie Boże miłosierdzie. Czego Jezus od nas oczekuje? Pragnie On serc naprawdę konsekrowanych, które żyją przebaczeniem otrzymanym od Niego, aby je przelewać ze współczuciem na braci. Jezus poszukuje serc otwartych i delikatnych wobec słabych – w żadnym wypadku surowych; serc uległych i przejrzystych, które nie udają wobec tych, którzy mają w Kościele zadanie wskazywania drogi. Uczeń nie waha się stawiać sobie pytań, ma odwagę przeżywania wątpliwości i zanoszenia ich Panu, formatorom i przełożonym, bez kalkulacji i powściągliwości. Wierny uczeń dokonuje czujnego i nieustannego rozeznania, wiedząc, że serce trzeba wychowywać każdego dnia, począwszy od uczuć, aby uniknąć wszelkiej dwulicowości w postawach i w życiu.

Apostoł Tomasz, pod koniec swego żarliwego poszukiwania nie tylko uwierzył w zmartwychwstanie, ale znalazł w Jezusie cały sens swego życia, odnalazł w Nim swego Pana; powiedział Mu: „Pan mój i Bóg mój” (w. 28). Warto, abyśmy codziennie modlili się tymi wspaniałymi słowami, którymi możemy Mu powiedzieć: Jesteś moim jedynym dobrym, drogą mojego pielgrzymowania, sercem mojego życia, wszystkim.

W ostatnim wersie, który usłyszeliśmy, mowa jest o księdze: chodzi o Ewangelię, w której nie opisano wielu innych znaków dokonanych przez Jezusa (w. 30). Możemy zrozumieć, że po wielkim znaku Jego miłosierdzia, nie trzeba było dodawać już innego. Istnieje jednak pewne wyzwanie, jest miejsce na znaki dokonane przez nas, którzy otrzymaliśmy Ducha miłości i jesteśmy powołani do szerzenia miłosierdzia. Można powiedzieć, że Ewangelia, żywa księga Bożego miłosierdzia, którą trzeba nieustannie czytać i odczytywać na nowo, ma wciąż na końcu białe karty: pozostaje księgą otwartą, do której pisania jesteśmy powołani – tym samym stylem, to znaczy wypełniając dzieła miłosierdzia. Pytam was: jak wyglądają karty księgi każdego z was? Czy są codziennie zapisywane? Czy są trochę zapisywane, a trochę nie? Czy może są puste? Niech nam w tym pomoże Matka Boża: Ona, która w pełni przyjęła Słowo Boże w życiu (por. Łk 8, 20-21), niech da nam łaskę bycia żyjącymi pisarzami Ewangelii; niech nasza Matka Miłosierdzia uczy nas troszczyć się konkretnie o rany Jezusa w naszych potrzebujących braciach i siostrach, zarówno bliskich jak i dalekich, chorego i migranta, ponieważ służąc cierpiącym oddajemy cześć ciału Chrystusa. Niech Maryja Panna pomaga nam poświęcać się aż do końca na rzecz dobra powierzonych nam wiernych i nieść brzemiona jedni drugich, jak prawdziwi bracia i siostry we wspólnocie Kościoła, naszej świętej Matki.

Drodzy bracia i siostry, każdy z nas nosi w głębi serca najbardziej osobistą kartę księgi miłosierdzia Boga: jest to historia naszego powołania, głos miłości, która pociągnęła i zmieniła nasze życie, prowadząc nas do porzucenia wszystkiego na Jego słowo i pójścia za Nim (por. Łk 5, 11). Ożywmy dziś z wdzięcznością pamięć o Jego wezwaniu, silniejszym niż jakikolwiek opór i trud. Kontynuując celebrację eucharystyczną, centrum naszego życia, dziękujmy Panu, bo wszedł w nasze zamknięte drzwi ze swoim miłosierdziem; bo, podobnie jak Tomasza, wezwał nas po imieniu; bo daje nam łaskę dalszego pisania Jego Ewangelii miłości.

Tagi:
ŚDM w Krakowie Franciszek w Polsce 30.07

Reklama

Dziennik podróży do źródeł Miłosierdzia

2016-07-31 15:02

Paweł Zuchniewicz

W "Niedzieli" nr 32 na 7 sierpnia 2016 r będzie można przeczytać "Dziennik podróży do źródeł Miłosierdzia" Pawła Zuchniewicza, czyli pielgrzymka papieska dzień po dniu.

Grzegorz Gałązka

„Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie” – te słowa papieża Franciszka natychmiast zwróciły uwagę i młodych i mediów.

Dzień piąty, 30 lipca, sobota

Drewniaki, kanapa i buty

„Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie” – te słowa papieża Franciszka natychmiast zwróciły uwagę i młodych i mediów. W czasie wieczornego czuwania na Campus Misericordiae Ojciec Święty mówił o niebezpieczeństwie, które grozi współczesnemu człowiekowi, ale mówił też o zadaniu, które staje przed młodym pokoleniem. „Czasy w których żyjemy nie potrzebują młodych kanapowych, ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach wyczynowych” – mówił papież.

Trudno było nie pomyśleć o innych butach i innym młodym człowieku, który w dramatycznych latach okupacji hitlerowskiej przemierzał szlak z Solvayu, przez Łagiewniki na Dębniki w zwykłych drewniakach. Podczas ostatniego swojego pobytu w Krakowie, po konsekracji Bazyliki Miłosierdzia Bożego w 2002 roku powiedział:

„Wiele wspomnień związanych jest z tym miejscem; przychodziłem tutaj w czasie okupacji, gdy pracowałem w pobliskim Solvayu – mówił Jan Paweł II. - Przychodząc na różne zmiany, przychodziłem w drewnianych butach - takie się wtedy nosiło. Jak można sobie wyobrazić było, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego… w krakowskich Łagiewnikach!”

Ten przedostatni dzień wizyty Franciszka w Polsce wiódł – niejako symbolicznie – od łagiewnickiego sanktuarium Miłosierdzia Bożego, przez położone nieopodal sanktuarium św. Jana Pawła II „Nie lękajcie się” do Brzegów, które zgromadziły milionową rzeszę młodych pielgrzymów na wieczornym czuwaniu.

Chyba najbardziej wymownymi znakami, który uczynił Franciszek w pierwszym z tych miejsc były: przejście przez Bramę Miłosierdzia i udzielenie sakramentu spowiedzi grupie młodych ludzi. Potem papież przejechał na tzw. Białe Morza. Nazwa ta bierze się od koloru surowców, z których produkowano sodę. Tam – w zakładach „Solvay” pracował Karol Wojtyły i wtedy właśnie rodziło się jego powołanie kapłańskie. Nic zatem dziwnego, że zgromadzili się tam księża, zakonnicy i zakonnice, aby uczestniczyć we Mszy św., której przewodniczył Ojciec Święty. Odprawiana ona była według formularza z Niedzieli Miłosierdzia Bożego, w czasie której czytana jest ewangelia o Tomaszu, który spotyka Jezusa po zmartwychwstaniu.

„W ostatnim wersie, który usłyszeliśmy, mowa jest o księdze: chodzi o Ewangelię, w której nie opisano wielu innych znaków dokonanych przez Jezusa (w. 30) – mówił papież.- Możemy zrozumieć, że po wielkim znaku Jego miłosierdzia, nie trzeba było dodawać już innego. Istnieje jednak pewne wyzwanie, jest miejsce na znaki dokonane przez nas, którzy otrzymaliśmy Ducha miłości i jesteśmy powołani do szerzenia miłosierdzia. Można powiedzieć, że Ewangelia, żywa księga Bożego miłosierdzia, którą trzeba nieustannie czytać i odczytywać na nowo, ma wciąż na końcu białe karty: pozostaje księgą otwartą, do której pisania jesteśmy powołani – tym samym stylem, to znaczy wypełniając dzieła miłosierdzia.

Pytam was, drodzy Bracia i Siostry, jak wyglądają karty księgi każdego z was? Czy są codziennie zapisywane? Czy są trochę zapisywane, a trochę nie? Czy może są puste? Niech nam w tym pomoże Matka Boża: Ona, która w pełni przyjęła Słowo Boże w życiu (por. Łk 8, 20-21), niech da nam łaskę bycia żyjącymi pisarzami Ewangelii.”

Wieczór na Campus Misericordiae był jakby przedłużeniem tych słów, skierowanych już nie tylko do duchownych, ale do całej tej rzeszy młodych, którzy przybyli do Krakowa w poszukiwaniu. Czego? A raczej Kogo? Pewnie wielu z nich nad tym się nie zastanawiało, wielu powoli do tego pytania dochodziło, tak jak dochodzili – na piechotę – wędrując przez kilka godzin z Krakowa do Brzegów. Tam ten dzisiejszy młody lud wybrany rozłożył się obozem wokół ołtarza z gigantycznym krzyżem, olbrzymim obrazem Jezusa Miłosiernego i mniejszymi, skromnie umieszczonymi z boku wizerunkami św. Faustyny i św. Jana Pawła II.

Franciszek był jak zwykle konkretny:

„Przyjaciele, Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze „poza”. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, tą radością, która rodzi się z miłości Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia. Pójść na ulice naśladując „szaleństwo” naszego Boga, który uczy nas spotykania Go w głodnym, spragnionym, nagim, chorym, w przyjacielu, który źle skończył, w więźniu, w uchodźcy i w imigrancie, w człowieku bliskim, który jest samotny”.

W całkowitej ciszy wystawiono Najświętszy Sakrament. W zapadającym zmroku rozbłysły setki tysięcy świec. Słowo rzucone przez papieża na młodą glebę zaczęło pracować.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak Izrael ochronił zbrodniarza

2018-02-28 10:37

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 9/2018, str. 40

Za jego kadencji w obozie koncentracyjnym w Świętochłowicach-Zgodzie zginęło więcej osób niż podczas niemieckiej okupacji. W latach 90. ubiegłego wieku zbrodniarz wojenny schronił się w Tel Awiwie, a władze Izraela nigdy nie zgodziły się na jego ekstradycję

Instytut Pamięci Narodowej
Salomon Morel

Chodzi o Salomona Morela, polskiego obywatela pochodzenia żydowskiego, który przeżył okres okupacji dzięki Polakowi Józefowi Tkaczykowi. W 1983 r. Tkaczyk został za to nagrodzony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Historia Morela, który w świetle polskiego prawa dopuścił się zbrodni przeciwko ludzkości, nie jest potwierdzeniem tezy, że komuniści Żydzi byli gorsi od nazistów Niemców, ale raczej pokazuje, jak bardzo wybiórczo do prawdy historycznej podchodzą przedstawiciele Izraela. – Nie można się zgodzić z ocenami, według których Salomon Morel był do 1968 r. komunistą, a potem nagle się okazało, że jest jednak Żydem. To jest problem samoidentyfikacji jednostki, ale i odpowiedzialności narodu za jednostki tego narodu – powiedział podczas dyskusji o antysemityzmie prof. Jan Żaryn. – To samo dotyczy Polski. Feliks Dzierżyński jest nasz, choćbyśmy nie wiem jak długo się tłumaczyli, że on został bolszewikiem. Jako naród polski dorobiliśmy się takiego syna i wyeksportowaliśmy go do Rosji. On nie jest Rosjaninem.

Zbrodnia bez kary

Salomon Morel od końca lutego do listopada 1945 r. był komendantem poniemieckiego obozu koncentracyjnego Eintrachthütte. W czasach okupacji obozem kierował najpierw SS-Hauptscharführer Josef Remmele, a później Wilhelm Gerhard Gehring. Obaj niemieccy zbrodniarze zostali skazani na karę śmierci przez amerykański Trybunał Wojskowy w Dachau Morel natomiast do 1968 r. szybko się wspinał po szczeblach komunistycznej kariery i praktycznie do swojej śmierci w 2007 r. dostawał polską emeryturę w wysokości prawie 5 tys. zł.

Może trudno sobie to wyobrazić, ale w komunistycznym obozie pracy „Zgoda” panowały o wiele gorsze warunki niż w czasach niemieckiej okupacji. Również przeciętna śmiertelność w latach 1943-45 była znacznie wyższa, bo wynosiła kilkanaście ofiar tygodniowo. Według IPN, w ciągu niespełna dziewięciu miesięcy władzy komendanta Morela przez obóz przewinęły się 5764 osoby, a co trzecia nie przeżyła pobytu. Tragiczny obraz ukazuje zestawienie dokumentów z likwidacji obozu. Udało się zwolnić 1341 osób, zmarło zaś 1855. Według danych IPN, zabito lub zakatowano ok. 300 osób, a resztę istnień pochłonęły epidemie. – Z tego, jak się zachowywał Morel podczas epidemii, można wywnioskować, że choroby i wysoka śmiertelność pomogły mu w wygodnym, bo „naturalnym”, sposobie eliminacji więźniów – uważa historyk dr Marek Klecel.

W obozie „Zgoda” oprócz Niemców przebywali Górnoślązacy, weterani powstań śląskich oraz członkowie Armii Krajowej. Byli też Polacy z Polski centralnej, dzieci oraz obywatele innych państw.

Zdziwienie Izraela

W latach 90. ubiegłego wieku Morel już od dawna pobierał wysoką emeryturę. Był przekonany, że jego działalność w obozie „Zgoda” pozostanie tajemnicą na zawsze. Zaczęło o nim być głośno, gdy amerykański dziennikarz żydowskiego pochodzenia John Sack opublikował książkę o zbrodniach komunistycznych pt. „Oko za oko”. Salomon Morel nie czekał na proces, wyjechał do Izraela. Gdyby pozostał w Polsce, mógłby odpowiadać za śmierć ponad 1500 więźniów.

Z historii zbrodniarza Salomona Morela płynie ważna lekcja na temat stosunków polsko-izraelskich. Gdy w 1998 r. Komisja Badań Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu zwróciła się do Izraela o ekstradycję zbrodniarza, w odpowiedzi przysłano odmowę, bo zarzucane mu czyny przedawniły się w świetle tamtejszego prawa.

Dzięki wsparciu IPN i przesłuchaniu ponad 100 świadków udało się w 2004 r. postawić Morelowi zarzut, który się nie przedawnia, czyli zbrodni przeciwko ludzkości. Polskie władze wysłały więc kolejny wniosek o ekstradycję zbrodniarza. „Chcielibyśmy przekazać postanowienie Ministra Sprawiedliwości w tej sprawie, mówiące o tym, iż nie ma żadnych podstaw do ekstradycji Morela” – czytamy w odpowiedzi z 2005 r. Co więcej, władze Izraela były zbulwersowane tym, że Polska kolejny raz upomina się o ich obywatela. W piśmie czytamy, że sprawa „wywołuje zdziwienie, iż Polska w ogóle zwróciła się z taką prośbą”. „W świetle faktów uważamy, iż nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełniania poważnych przestępstw, nie mówiąc już o ludobójstwie czy zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu”.

Historia Morela nie jest wcale usprawiedliwieniem dla Polaków, którzy kolaborowali z Niemcami, wydając Żydów. Pokazuje jednak, że na przykładzie pojedynczych osób nie można oskarżać Polaków jako naród o zbrodnię Holokaustu, bo w ten sam sposób naród żydowski byłby winien zbrodni komunizmu. Przede wszystkim jednak obnaża skalę dyplomatycznej hipokryzji państwa Izrael, który jednych zbrodniarzy ściga po całym świecie, a innych ukrywa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stolica Apostolska wobec wykorzystywania małoletnich

2019-02-20 12:03

Paweł Bieliński / Watykan (KAI)

Z okazji rozpoczynającego się jutro spotkania Franciszka z przewodniczącymi Konferencji Episkopatów w sprawie ochrony małoletnich w Kościele, przypominamy analizę, dotyczącą obowiązujących w Kościele powszechnym, a inicjowanych przez poszczególnych papieży norm postępowania wobec przestępstw na tym tle oraz pomoc ofiarom.

Ulrica (@Ullie) / Foter.com / CC BY-SA

Kościół katolicki ma jasno wypracowane normy postępowania wobec duchownych, którzy dopuścili się przestępstwa wykorzystywania seksualnego małoletnich. Nad ich przestrzeganiem czuwa Kongregacja Nauki Wiary. Podobne procedury, uwzględniające prawodawstwo państwowe, powstają na żądanie Stolicy Apostolskiej w Kościołach lokalnych. Obowiązuje zasada „zero tolerancji” dla tych zbrodni.

Od Piusa XI do Benedykta XVI

Na płaszczyźnie zasad, potępienie tego rodzaju przestępstw było zawsze zdecydowane i jednoznaczne, czego dowodem jest pierwsza instrukcja Świętego Oficjum (przekształconego z czasem w Kongregację Nauki Wiary) z 1922 r. „Crimen sollicitationis”, uzupełniona czterdzieści lat później i wydana z klauzulą poufności. Zobowiązywała ona osoby zaangażowane w proces do zachowania go w tajemnicy, której naruszenie pociągało za sobą automatyczne zaciągnięcie ekskomuniki (nie spadała ona jednak na ofiarę ani na zeznających świadków). Chciano w ten sposób chronić dobre imię zarówno samych ofiar, jak i oskarżonych, którzy nie zawsze okazywali się winnymi zarzucanych im czynów. Chodziło o to, by strony i świadkowie mogli składać swoje zeznania bez obaw, że szczegóły delikatnej natury wyciekną na zewnątrz. Instrukcja nie zawierała zakazu donoszenia o przestępstwie władzom cywilnym. W praktyce jednak powoływano się na nią, aby tego nie czynić.

Obowiązywała ona do 2001 r., gdy zastąpił ją list apostolski Jana Pawła II „Sacramentorum sanctitatis tutela”, potwierdzający, że wykorzystywanie seksualne małoletnich należy do katalogu najcięższych przestępstw znanych prawu kościelnemu, których rozpatrywanie, łącznie z nakładaniem sankcji karnych, leży w wyłącznej gestii Kongregacji Nauki Wiary. Kierował nią wówczas kard. Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, który w obliczu coraz liczniej pojawiających się na przełomie 2001/2002 r. oskarżeń pod adresem duchownych intensywnie zabrał się do rozwiązywania nabrzmiewającego problemu. On sam zresztą był inicjatorem decyzji Jana Pawła II.

Jeszcze w 2001 roku Kongregacja wydała normy wykonawcze („De delictis gravioribus”) do listu Jana Pawła II. Rok później Stolica Apostolska zatwierdziła wypracowane przez biskupów Stanów Zjednoczonych „Konieczne normy postępowania diecezji bądź eparchii w sprawie zarzutów seksualnego wykorzystywania małoletnich przez księży i diakonów”. Stanowiły, że „po otrzymaniu informacji o zarzutach wobec księdza lub diakona przeprowadzone zostanie wstępne dochodzenie”, a gdy „zostaną zgromadzone wystarczające dowody, poinformowana zostanie o tym Kongregacja Nauki Wiary”. Biskup „zwolni oskarżonego z posługi lub też z urzędu kościelnego czy też sprawowanej funkcji, wprowadzi zakaz mieszkania w danym miejscu i publicznego udziału w sprawowaniu Eucharystii, aż do czasu ogłoszenia wyniku procesu”. A jeśli potwierdzi się choćby „pojedynczy akt seksualnego wykorzystania przez księdza lub diakona”, osoba ta „zostanie na stałe zwolniona z posługi kościelnej, nie wyłączając wykluczenia ze stanu duchownego”. Jeśli natomiast „kara wykluczenia ze stanu duchownego nie zostanie zastosowana, na przykład z powodu podeszłego wieku lub choroby, sprawca czynu powinien żyć w modlitwie i pokucie. Nie będzie mógł odprawiać publicznie Mszy świętej i udzielać sakramentów. Otrzyma polecenie, by nie nosić stroju duchownego i nie przedstawiać się jako kapłan”. Diecezje zostały zobowiązane do stosowania się „do wszystkich przepisów prawa cywilnego w sprawie informowania władz cywilnych o zarzutach” i pełnej współpracy z nimi podczas dochodzenia.

Podobne normy przyjęły inne konferencje episkopatów: Francji, Niemiec, Szwajcarii, Austrii, Belgii, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Kanady, Brazylii, Afryki Południowej, Australii, Nowej Zelandii, Polski itd.

Po wyborze na papieża Benedykt XVI wielokrotnie w ostrych słowach piętnował pedofilię wśród duchownych. Zwracał uwagę, że należy „ustalić prawdę o tym, co się stało, aby podjąć niezbędne kroki w celu zapobieżenia ich powtórzeniu się, (...) a przede wszystkim niesienia pomocy ofiarom”. Zapowiedział wykluczanie pedofilów z szeregów duchowieństwa i wskazał, że „odpowiedzialni za popełnienie tego zła muszą być postawieni przed sądem”. Podkreślał, że „bycie księdzem jest nie do pogodzenia z nadużyciami seksualnymi”. Na zakończenie Roku Kapłańskiego w czerwcu 2010 r. przeprosił za grzechy nadużyć seksualnych ze strony duchowieństwa i zapewnił, że Kościół uczyni wszystko, co w jego mocy, aby tego rodzaju grzechy i błędy nigdy więcej się nie powtórzyły. Nie ograniczał się jednak do słów. Spotykał się też z ofiarami pedofilii podczas swych wizyt w USA, Australii, na Malcie, w Wielkiej Brytanii.

Z kolei Kongregacja Nauki Wiary podejmowała kolejne kroki mające na celu jak najbardziej przejrzyste wyjaśnianie spraw pedofilii i zapobieganie im w przyszłości. W 2010 r. zmodyfikowano normy, zawarte w „Sacramentorum sanctitatis tutela”. Przyspieszono procedury, aby skuteczniej działać w sytuacjach najpilniejszych i najpoważniejszych. Wydłużono okres, po którym sprawy te w postępowaniu kanonicznym ulegają przedawnieniu z dziesięciu do dwudziestu lat od osiągnięcia przez ofiarę osiemnastego roku życia. Wprowadzono także przestępstwo pornografii dziecięcej. Nadal zachowano normę tajności samego postępowania.

W maju 2011 r. Kongregacja opublikowała „Okólnik do Konferencji Episkopatów w sprawie opracowania «Wytycznych», dotyczących sposobów postępowania w przypadku nadużyć seksualnych, popełnionych przez duchownych wobec osób niepełnoletnich”. Nakazała episkopatom całego świata przygotowanie w ciągu roku wytycznych w sprawie nadużyć seksualnych duchowieństwa wobec małoletnich.

Za pontyfikatu Franciszka

Nowy papież Franciszek poszedł jeszcze o krok dalej. Jego decyzją 1 września 2013 r. weszły w życie zmiany w watykańskim kodeksie karnym. Były one konieczne, gdyż większość zawartych w nim przepisów opiera się na włoskim kodeksie z 1889 r., przyjętym po podpisaniu w 1929 r. przez Stolicę Apostolską i rząd Włoch Paktów Laterańskich, które powołały do życia Państwo Watykańskie. Ówczesny stan prawny nie przewidywał wielu dzisiejszych przestępstw, w tym związanych z pedofilią.

Dlatego do watykańskiego kodeksu papież wprowadził teraz nowe kategorie przestępstw, między innymi wobec osób niepełnoletnich. Od tej pory w Watykanie karane są: prostytucja, werbowanie i przemoc seksualna wobec nich, pornografia dziecięca i posiadanie tego typu materiałów oraz akty seksualne z udziałem małoletnich. Za nadużycia seksualne grozi do 12 lat więzienia.

Ponadto kompetencje watykańskiego sądownictwa zostały rozciągnięte na instytucje Stolicy Apostolskiej. Oznacza to, że nowym przepisom podlegają nie tylko pracownicy Państwa Watykańskiego, ale także na przykład personel dyplomatyczny Stolicy Apostolskiej. Obejmują one również pracowników instytucji związanych ze Stolicą Świętą, niezależnie od tego, czy mają one swe siedziby na terenie Watykanu, czy też nie.

Dzięki nowym przepisom w 2015 r. rozpoczął się bezprecedensowy proces karny przeciwko abp. Józefowi Wesołowskiemu. Były nuncjusz apostolski w Dominikanie został oskarżony o posiadanie pornografii dziecięcej i akty pedofilii. Ponieważ z powodu problemów zdrowotnych nie stawił się przed Trybunałem Państwa Watykańskiego, jego proces został odroczony, a wkrótce pozwany zmarł w wyniku ostrego zawału mięśnia sercowego. Wcześniej Kongregacja Nauki Wiary wykluczyła arcybiskupa ze stanu duchownego, ale ze względu na złożoną apelację wyrok ten nie się nie uprawomocnił.

Już trzy tygodnie po swoim wyborze papież Franciszek polecił, aby Kongregacja Nauki Wiary zdecydowanie działała w przypadkach nadużyć seksualnych popełnianych przez duchownych wobec osób niepełnoletnich. Postanowił, że Kongregacja ma kontynuować linię obraną przez Benedykta XVI, obejmującą: ochronę dzieci i młodzieży, pomoc dla osób, które w przeszłości były ofiarami nadużyć seksualnych, prowadzenie postępowań karnych wobec winnych oraz zaangażowanie konferencji episkopatów w sformułowanie i aktualizację wytycznych niezbędnych w tej dziedzinie, tak ważnej dla świadectwa i wiarygodności Kościoła.

Za słowami papieża idą czyny. W marcu 2014 r. Franciszek ustanowił Papieską Komisję ds. Ochrony Małoletnich, która doradza mu w sprawach dotyczących zaangażowania Stolicy Apostolskiej w ochronę dzieci i młodzieży oraz opieki duszpasterskiej nad ofiarami nadużyć seksualnych, jakich dopuścili się duchowni. Chodzi zwłaszcza o śledzenie na bieżąco programów ochrony dzieciństwa, o formułowanie propozycji nowych inicjatyw we współpracy z biskupami, konferencjami episkopatu i wyższymi przełożonymi zakonnymi oraz o proponowanie odpowiednich osób do systematycznego wcielania w życie tych inicjatyw – świeckich, zakonnych i księży, mających doświadczenie w dziedzinie ochrony małoletnich, kontaktów z ofiarami, zdrowia psychicznego, stosowania prawa itp. Komisji przewodniczy wspominany kardynał Sean O’Malley z USA, a wśród jej członków jest była polska premier Hanna Suchocka. Utworzenie instytucji, mającej troszczyć się o ofiary, dopełniło dotychczasową działalność Kongregacji Nauki Wiary, skupioną głównie na przeprowadzaniu dochodzeń w sprawach oskarżeń o nadużycia seksualne i karaniu ich sprawców w oparciu o prawo kościelne.

W liście z 2 lutego 2015 r. Franciszek wezwał episkopaty i przełożonych zakonnych do współpracy z Komisją. Zalecił w nim wzajemne dzielenie się „najlepszymi praktykami” i programami edukacyjnymi, a także przeprowadzenie szkoleń. „Musimy nadal robić wszystko, co możliwe, aby wykorzenić z Kościoła plagę wykorzystywania seksualnego nieletnich oraz otworzyć drogę pojednania i uleczenia tych, którzy zostali wykorzystani” – napisał papież. Zaapelował do biskupów i przełożonych zakonnych, by byli „gotowi do spotkania z ofiarami i osobami im najbliższymi: są to cenne okazje, by wysłuchać i prosić o przebaczenie tych, którzy wiele wycierpieli”. Sam daje tego przykład: w lipcu 2014 r. spotkał się w Watykanie z grupą sześciu ofiar pedofilii księży z Irlandii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Do podobnych spotkań dochodziło później niejednokrotnie, choć nie zawsze informowano o tym media. Z ofiarami papież rozmawiał również w czasie swoich podróży do Stanów Zjednoczonych, Peru, Chile i Irlandii.

W czerwcu 2016 r. w liście apostolskim „Come una madre amorevole” Franciszek ogłosił, że biskupi reagujący opieszale na poważne przestępstwa duchownych będą usuwani z urzędu. Dotyczy to m.in. przypadków nadużyć seksualnych wobec małoletnich i dorosłych osób niepełnosprawnych. Dzięki temu w prawie kościelnym znalazła się podstawa prawna do ukarania biskupów za tuszowanie przypadków nadużyć seksualnych w swoich diecezjach.

Papież zapowiedział też utworzenie w obrębie Kongregacji Nauki Wiary sekcji sądowej, z własnym personelem, mającą zajmować się osądzaniem biskupów, którzy nie przeszkodzili molestowaniu małoletnich lub je tuszowali. Ostatecznie jednak zrezygnował z tego pomysłu, gdyż za lepsze rozwiązanie uznał powoływanie każdorazowo osobnego trybunału, z innym składem sędziowskim, dla każdego sądzonego biskupa i ujawnił, że w ten sposób osądzono już kilku z nich.

W grudniu 2016 r. Franciszek wysłał list do biskupów w sprawie obrony dzieci. Wezwał hierarchów do zapewnienia, by już nigdy więcej nie dochodziło do podobnych przestępstw. Zaznaczył, że Kościół „opłakuje nie tylko cierpienie zadane jego najmniejszym dzieciom, ale także dlatego, że zna grzech niektórych swoich członków: cierpienie, historie i ból małoletnich, którzy byli wyzyskiwani seksualnie przez księży. Grzech, który nas zawstydza. Ludzie, którzy ponosili odpowiedzialność za opiekę nad tymi dziećmi, zniszczyli ich godność. Wyrażamy głębokie ubolewanie z tego powodu i prosimy o przebaczenie”. Zaapelował o odwagę w obronie niewinności dzieci, złamanej „pod ciężarem nielegalnej i niewolniczej pracy, pod ciężarem prostytucji i wyzysku”, zniszczonej „przez wojny i przymusową emigrację wraz z utratą wszystkiego, co za tym idzie”. „Tysiące naszych dzieci wpadły w ręce bandytów, mafii, handlarzy śmierci, którzy jedynie pożerają i wyzyskują ich potrzeby” - napisał papież.

We wrześniu 2017 r. w improwizowanym przemówieniu do członków Komisji ds. Ochrony Małoletnich Franciszek przyznał, że Kościół zbyt późno zajął się problemem nadużyć seksualnych, dlatego sposoby zaradzenia problemowi były również spóźnione. Dodał, że uświadomienie sobie problemu opóźniała „dawna praktyka przenoszenia” winnych. Zapowiedział też, że nigdy nie skorzystał i nie zamierza korzystać z prawa łaski w stosunku do takich osób.

Chile, USA, Irlandia

W styczniu 2018 r. papież był w Chile, gdzie jeden z biskupów Juan Barros był oskarżany o krycie nadużyć ks. Fernanda Karadimy. Franciszek bronił biskupa, mówiąc, że badał tę sprawę i jest przekonany, że hierarcha jest niewinny. - Czekam na dowody, by zmienić zdanie - stwierdził, dodając, że w przeciwnym wypadku należy domniemywać niewinność biskupa.

Ostatecznie Franciszek postanowił wysłać do Chile swego wysłannika, abp. Charlesa Sciclunę, który przewodniczy Kolegium ds. Rozpatrywania Odwołań ws. najbardziej poważnych przestępstw (w tym seksualnych) w Kongregacji Nauki Wiary, aby zbadał zarzuty wobec bp. Barrosa. W lutym arcybiskup spotkał się zarówno z ofiarami ks. Karadimy, jak też z przedstawicielami osób domagających się odwołania bp. Barrosa. Pomagał mu ks. Jordi Bertomeu z Kongregacji Nauki Wiary. W sumie zebrali oni zeznania 64 świadków. Efektem ich misji stał się raport liczący 2,3 tys. stron, przekazany papieżowi.

Po zapoznaniu się z nim, w kwietniu Franciszek napisał list do biskupów chilijskich. Przyznał w nim, że „wszystkie zebrane w nich świadectwa mówią bez osłonek, bez naginania ani koloryzowania faktów, o wielu ukrzyżowanych żywotach” i że budzi to we nim „ból i wstyd”. Poprosił „pokornie” biskupów o współpracę i pomoc w rozeznaniu środków, jakie w wymiarze krótko-, średnio- i długoterminowym trzeba będzie podjąć, „w celu naprawienia, na ile to możliwe, zgorszenia i przywrócenia sprawiedliwości”. Przyznał też, że popełnił „poważne błędy w ocenie i postrzeganiu sytuacji, zwłaszcza z powodu braku rzetelnej i wyważonej informacji”. Zapewnił, że pragnie przeprosić „tych wszystkich, których uraził” i wyraził życzenie przekazania im tego osobiście, w najbliższych tygodniach, podczas spotkań z przedstawicielami osób, z którymi rozmawiali jego wysłannicy. Tak też się stało i kilka ofiar ks. Karadimy było jego gośćmi w Watykanie.

Franciszek zaprosił też chilijski episkopat do Rzymu, aby porozmawiać o wnioskach płynących z misji specjalnej. Do spotkania doszło w maju, a po jego zakończeniu wszyscy biskupi Chile złożyli rezygnację na ręce papieża. Niektóre z nich, m.in. bp. Barrosa, zostały już przyjęte przez Ojca Świętego.

Z kolei w czerwcu papież zakazał publicznego wykonywania posługi kapłańskiej emerytowanemu arcybiskupowi Waszyngtonu kard. Theodorowi McCarrickowi, wobec którego wysunięto oskarżenie o molestowanie seksualne małoletnich przed 45 laty. Miesiąc później zaś przyjął rezygnację hierarchy z godności kardynalskiej, nałożył na niego całkowity zakaz sprawowania posługi kapłańskiej i nakazał mu prowadzenie życia modlitwy i pokuty w odosobnieniu, aż do zakończenia wytoczonego mu procesu kanonicznego.

W sierpniu w USA ukazał się raport będący wynikiem prawie dwuletniego śledztwa prowadzonego przez Wielką Ławę Przysięgłych stanu Pensylwania. Wynika z niego, że w sześciu, spośród ośmiu tamtejszych diecezji katolickich 301 księży katolickich dopuściło się w ciągu 70 lat nadużyć seksualnych na ponad tysiącu dzieci. Większość ofiar stanowili chłopcy. Nadużycia obejmują szeroki zakres działań: od molestowania po gwałty, ale w każdym z tych przypadków zwierzchnicy kościelni „woleli przede wszystkim chronić sprawców i samą instytucję” – stwierdzili autorzy opracowania. Podkreślili, że przez całe dziesięciolecia wielu zamieszanych w ten proceder hierarchów było chronionych przed pociągnięciem do odpowiedzialności, a wielu z nich w tym czasie nawet awansowało na wyższe stanowiska. „Dopóki to się nie zmieni, uważamy, że będzie za późno, aby zamknąć rozdział skandali seksualnych w Kościele katolickim” – ostrzegli ławnicy stanowi.

Do większości nadużyć opisanych w raporcie doszło przed rokiem 2000. Nie stwierdzono natomiast niemal żadnych przypadków po roku 2002, kiedy episkopat USA uchwalił Kartę Ochrony Dzieci i Młodzieży, zobowiązującą biskupów „do odpowiadania natychmiast i ze zrozumieniem ofiarom, do ujawniania nadużyć, usuwania sprawców i podejmowania nieustannych inicjatyw, aby zapobiegać takich czynom”.

„Ojciec Święty dobrze rozumie, jak bardzo te przestępstwa mogą wstrząsnąć wiarą i duchem ludzi wierzących i ponawia wzywa do podjęcia wszelkich starań, aby stworzyć bezpieczne środowisko dla nieletnich i dorosłych niepełnosprawnych w Kościele i w całym społeczeństwie. Ofiary powinny wiedzieć, że Papież jest po ich stronie. Ci, którzy cierpią, są dla niego priorytetem, a Kościół chce ich słuchać, aby wykorzenić tą tragiczną makabrę, która niszczy życie niewinnych osób” - oświadczył po publikacji raportu z Pensylwanii dyrektor Biura Prasowego Greg Burke. Jednocześnie biskupi Stanów Zjednoczonych poprosili Stolicę Apostolską o przeprowadzenie wizytacji kanonicznej tamtejszego Kościoła.

20 sierpnia papież ogłosił „List do ludu Bożego”, w którym wezwał do modlitwy i pokuty za grzechy ludzi Kościoła. „Konieczne jest, abyśmy jako Kościół mogli rozpoznać i z bólem oraz wstydem wziąć odpowiedzialność za te potworności popełnione przez osoby konsekrowane, duchownych, a także przez tych wszystkich, którzy mieli misję czuwania, oraz grzechy innych osób” – napisał Ojciec Święty. „Patrząc w przeszłość, nigdy nie będzie dość proszenia o przebaczenie i prób naprawienia wyrządzonych szkód. Patrząc w przyszłość, nigdy nie będzie dość tego, co się czyni, aby stworzyć kulturę zdolną do zapobiegania takim sytuacjom, nie tylko, aby się nie powtarzały, lecz także nie znajdowały miejsca na ukrywanie i utrwalanie” - stwierdził Franciszek.

Zauważył, że chociaż większość przypadków dotyczy przeszłości, to jednak „rany nigdy nie ulegają przedawnieniu i zmuszają nas do zdecydowanego potępienia tych potworności, jak również do skoncentrowania wysiłków, aby wykorzenić tę kulturę śmierci”. Zaapelował do ludu Bożego o solidarność z ofiarami tych przestępstw. Każe ona „ujawniać wszystko, co może zagrozić integralności każdej osoby. Jest to solidarność domagająca się zwalczania wszelkich form zepsucia, zwłaszcza duchowego”.

Sprawa nadużyć popełnianych przez duchownych była obecna także podczas IX Światowego Spotkania Rodzin w Dublinie i papieskiej wizyty w Irlandii, w której przed laty ujawniono skandale nadużyć z udziałem duchownych. Podczas spotkania z władzami tego kraju Franciszek przyznał, że „nieskuteczność władz kościelnych – biskupów, przełożonych zakonnych, kapłanów i innych – w odpowiednim zareagowaniu na te odrażające przestępstwa słusznie wzbudziła oburzenie i jest nadal przyczyną cierpienia oraz wstydu dla wspólnoty katolickiej. Podzielam te uczucia” – zapewnił papież. Zarazem wskazał na wysiłki władz kościelnych, aby zaradzić błędom z przeszłości oraz przyjąć rygorystyczne normy, mające na celu zapewnienie, aby się one nie powtórzyły.

Za ofiary nadużyć Ojciec Święty modlił się w dublińskiej prokatedrze, gdzie pali się świeca im poświęcona, a także w sanktuarium maryjnym w Knock, gdzie prosił Maryję, „by wyjednała uzdrowienie osobom, które zaznały nadużyć i umocniła wszystkich członków rodziny chrześcijańskiej w stanowczym postanowieniu, by nigdy nie pozwolić, aby takie sytuacje się zdarzały”. Przez półtorej godziny rozmawiał też z ośmioosobową grupą ofiar. A podczas Mszy kończącej Światowe Spotkanie Rodzin prosił Boga o przebaczenie za nadużycia, do jakich doszło w instytucjach kościelnych w Irlandii i za brak współczucia przełożonych kościelnych dla ofiar.

Z kolei podczas spotkania z biskupami Irlandii pochwalił ich działania mające na celu uznanie i naprawienia błędów związanych z ochroną dzieci, w tym wyznaczenie rygorystycznego zestawu norm mających na celu zagwarantowanie im bezpieczeństwa. Dodał, że „uczciwość i wiarygodność, z jaką Kościół postanawia podjąć ten bolesny rozdział swojej historii, może stanowić wzór i zachętę dla całego społeczeństwa”.

Również zdaniem ojca Hansa Zollnera, kierującego Centrum Ochrony Dzieci przy Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, Kościół katolicki jest „jedyną instytucją”, która „w rozwiązaniach strukturalnych” stawia czoło pedofilii, będącej przecież powszechnym problemem we wszystkich środowiskach i instytucjach wychowawczych. Na ogół doraźnie rozwiązują one problem pedofilii, gdy takie przypadki się pojawią. „Ale żadne z nich nie rozliczyło się z tego przestępczego procederu w sposób całościowy i systemowy, jak czynią to obecnie wspólnoty katolickie” – dodaje jezuita.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem