Reklama

Homilia abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego KEP podczas celebracji Wielkiej Pokuty

2016-10-19 19:59

BP KEP / Jasna Góra / KAI

episkopat.pl

Każdy z nas jest tutaj wezwany, aby przeprosić Boga za grzechy indywidualne i społeczne – powiedział abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w homilii na Jasnej Górze, podczas celebracji Wielkiej Pokuty, 15 października br.

Publikujemy treść homilii:

Żeś jak lód stopił grzechy moje. Wielka Pokuta   W dniu dzisiejszym na Jasnej Górze trwa „Wielka Pokuta”, czyli przebłaganie za wszystkie grzechy popełnione w naszej Ojczyźnie. Każdy z nas jest tutaj wezwany do tego, aby przeprosić Boga za grzechy indywidualne i społeczne. Przez „Wielką Pokutę” pragniemy zmienić bieg historii każdego z nas i naszej Ojczyzny.   „Całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna, między dobrem i złem, między światłem i ciemnością. Co więcej, człowiek odkrywa, że jest niezdolny zwalczać skutecznie o własnych siłach napaści zła... Ale sam Pan przyszedł, aby człowieka uwolnić i umocnić, odnawiając go wewnętrznie” (Gaudium et spes, 13). Tylko w tym kontekście napięć i konfliktów, właściwych upadłej naturze ludzkiej, można podejmować refleksję nad grzechem osobistym i społecznym. Nam pokutą indywidualną i społeczną.    1. POKUTA INDYWIDUALNA   Grzech ma zasadniczo i istotowo charakter osobisty i osobowy. Jest to zawsze określony czyn osobowy, który - jako niezgodny z prawem moralnym - sprzeciwia się woli Boga. Grzech jest więc w najszerszym tego słowa znaczeniu niesprawiedliwością. W ślad za tą niesprawiedliwością idzie zerwanie więzi z Bogiem.   a. nawrócenie

W celu przywrócenia zerwanej więzi z Bogiem potrzebna jest nam pokuta, która - po pierwsze -  zakłada nawrócenie. Zakłada nawrócenie czyli nic innego jak przemianę ducha, która ma skierować nas ku Bogu. Są to zresztą dwa podstawowe elementy nauki płynącej z przypowieści o synu marnotrawnym, zagubionym i odnalezionym. Zakłada ono zastanowienie się nad sobą i decyzję powrotu do Ojca. Pojednanie nie jest możliwe bez przyjęcia tych podstawowych dla nawrócenia postaw.   Kiedy syn marnotrawny otrzymał przypadającą mu część majątku a potem „odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie”, dopiero głód i niedostatek w obcej krainie zmusił go do refleksji.   „Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.   Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.   Lecz ojciec rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić” (Łk 15,17-24).

Reklama

Syn marnotrawny zaczyna się zastanawiać i uświadamia sobie, że pomylił się i że w domu ojca było mu znacznie lepiej. Dziedzictwo, które otrzymał od ojca, było pewnym zasobem dóbr materialnych; jednakże ważniejsza od tych dóbr była godność syna w domu ojca. Utrata owych dóbr, musiała mu uświadomić także tę utraconą godność. Nie myślał o niej w przeszłości, kiedy domagał się od ojca swojej części majątku, ażeby pójść w świat. I zdaje się nie uświadamiać sobie tego nawet i teraz, kiedy mówi do siebie: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę!” Mierzy siebie miarą tych dóbr, które stracił, których „nie ma”, podczas gdy najemnicy w domu jego ojca „mają”. Słowa te świadczą przede wszystkim o jego stosunku do dóbr materialnych, ale pod powierzchnią tych słów kryje się świadomość zmarnowanego synostwa.   I wtedy przychodzi decyzja: „Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem, uczyń mnie choćby jednym z najemników” (Łk 15, 18 n.). Te słowa odsłaniają głębiej sprawę najistotniejszą. W synu marnotrawnym poprzez sytuację „materialną”, w jakiej się znalazł na skutek własnej lekkomyślności, dojrzało poczucie utraconej godności. Kiedy decyduje się pójść z powrotem do domu rodzinnego i prosić ojca o przyjęcie - już nie na prawach syna, ale na prawach najemnika - zdaje się działać ze względu na głód i nędzę, w jaką popadł, jednakże motyw ten jest przeniknięty świadomością głębszej utraty; być najemnikiem w domu własnego ojca, to z pewnością głębokie upokorzenie i wstyd. Uświadamia sobie, że nie ma prawa do niczego więcej, jak do stanu najemnika w domu swojego ojca. W centrum świadomości syna marnotrawnego znalazło się poczucie utraconej godności, tej, która wynikała ze stosunku syna do ojca. I z tak podjętą decyzją wyrusza w drogę.   b. Skrucha   Pierwszy warunek pokuty, jakim jest nawrócenie zakłada drugi a jest nim skrucha. Pokuta oznacza również skruchę. Mówi o tym upomnienie Jezusa: „Jeśli brat twój... żałuje, przebacz mu! I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: «Żałuję tego», przebacz mu!”.   Skrucha jest prawdziwą przemianą duszy ludzkiej. Przepięknym echem tego rodzaju skruchy jest psalm 51 Miserere:   „Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości, w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość! Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego! Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną. Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą, [...]   Odwróć oblicze swe od moich grzechów i wymaż wszystkie moje przewinienia! Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!” (Ps 51,3-6.11-12).   Tego rodzaju prośba - w sposób świadomy lub nieuświadomiony - wznosi się do Boga przed każdą spowiedzią ze skruszonego serca penitenta.   „Rzetelne wyznanie grzechów ponadto zaprawia penitenta do pokory, do uznania własnej słabości, a jednocześnie do uświadamiania sobie konieczności Bożego przebaczenia oraz ufności w to, że łaska Boża może przemienić życie. [...] Nie zapominajmy, że bardzo wiele nawróceń i wiele prawdziwie świętych egzystencji rozpoczęło się w konfesjonale! Pokuta i słowa: «Odpuszczam ci grzechy», stanowią wreszcie prawdziwą lekcję miłości i nadziei, dzięki której wzrasta pełne zaufanie do Boga Miłości, objawionego w Jezusie Chrystusie, odpowiedzialność i zaangażowanie w nieustanne nawracanie się” (Benedykt XVI, W kwestii zła w człowieku i historii ostatnie słowo należy do Boga. Przemówienie do uczestników kursu dla spowiedników zorganizowanego przez Penitencjarię Apostolską – 25.03.2011).   c. Czynienie pokuty   W trzecim wreszcie znaczeniu pokuta jest przejściem od postawy nawrócenia i skruchy w gest ujawniający się na zewnątrz: jest to czynienie pokuty. Czynić pokutę - do czego nakłaniał Jan Chrzciciel - znaczy przede wszystkim przywrócić harmonię zburzoną przez grzech; zmienić kierunek postępowania kosztem ofiary.   Ojcowie Kościoła domagali się odbywaniu ciężkiej pokuty jeszcze przed otrzymaniem rozgrzeszenia. Nie wchodziła przy tym w grę żadna idea „zrównoważenia” zła grzechu. Przebaczenie grzechów jest absolutnie darmowym darem Boga. Pokuta - której istotę stanowił ból odsunięcia od Komunii świętej, wstyd oddzielenia od wspólnoty oraz liczne posty i modlitwy - miała grzesznikowi dopomóc do osiągnięcia autentycznego żalu za grzechy oraz miała leczyć rany, jakie każdy grzech pozostawia po sobie w duszy człowieka. Nawet najcięższa pokuta nie zrównoważy zła grzechu ani nie wysłuży Bożego przebaczenia. Boże przebaczenie całkowicie przekracza zasługi moich czynów (a nawet wyczynów) pokutnych. Nigdy bym nie mógł pojednać się z Bogiem, gdyby On sam - suwerennym aktem swojego miłosierdzia - nie zechciał przygarnąć mnie do siebie (por. O. Jacek Salij, Na czym polega pokuta?, w: Idziemy, 1.04.2007 ).   Święty Tomasz z Akwinu, pisał, że pokuta za grzechy ma dwa cele. Po pierwsze, pomaga mi zrozumieć zło mojego grzechu. My często nie dostrzegamy niczego nagannego w naszych grzechach i dopiero dzięki pokucie możemy oprzytomnieć i całym sercem uznać dezaprobatę, jaką dla mojego grzechu żywi Bóg. Drugim celem pokuty jest zniszczenie w sobie złych nawyków, jakie się we mnie ukształtowały w wyniku grzesznego życia. Inaczej mówiąc, drugim celem pokuty jest leczenie ran, które pozostawił w nas nasz grzech.   Pokuta chrześcijańska jest wtedy autentyczna, gdy wypływa z miłości, a nie jedynie z lęku. Gdy polega na poważnym wysiłku ukrzyżowania „starego człowieka”, aby mógł się narodzić „nowy" za sprawą Chrystusa. Gdy będzie naśladowaniem Chrystusa, który będąc niewinny wybrał drogę ubóstwa, cierpliwości, surowości i drogę życia pokutnego (Adhortacja Reconciliatio et penitentia, 26).   „Żaden czyn cnoty nie może być skuteczny, jeśli z niego nie ma pożytku także dla innych... Więc, pomimo że przechodzisz dzień na czczo, pomimo, że śpisz na twardej ziemi, sypiesz popiół i wciąż wzdychasz; jeśli nie czynisz dobra innym, nie robisz niczego wielkiego” (św. Jan Chryzostom).   2. POKUTA WSPÓLNOTOWA   a. Grzech - w swoim podstawowym znaczeniu - jest zawsze aktem konkretnej osoby, aktem wolności pojedynczego człowieka, nie zaś całej grupy czy wspólnoty. Ale jednocześnie grzech indywidualny dotyka innych ludzi i szkodzi równocześnie życiu społecznemu, wprowadzając i potęgując w nim nieład, osłabiając jego jedność. A zatem grzech indywidualny posiada zawsze wymiar społeczny. Dzieje się tak, dlatego że wola każdego człowieka jest uwarunkowana społecznie, a także dlatego, że grzech wywiera wpływ na same struktury społeczne, które w ten sposób są „jakby naznaczone przez grzech człowieka i stają się przeciwne Ewangelii”. Ten społeczny aspekt grzechu ujawnia, że grzech nie jest jedynie zwykłym złamaniem jakiegoś prawa, ale że staje się on barierą w postępie ludzkości.

Suma grzechów osobistych, popełnionych przez wiele osób, tworzy grzeszne struktury społeczne i sytuacje grzechu. Grzech społeczny jest czymś więcej niż prostą sumą grzechów osobistych, jest jakby nową „ quasi-antywartością”. Podobnie jak dobro wspólne nie jest prostą sumą dóbr indywidualnych, ale nową „ quasi-jakością”.

Nigdy nie wolno przeciwstawiać grzechu społecznego grzechowi osobistemu, mówiąc, że są grzechy osobiste (indywidualne), które popełnia pojedynczy człowiek, i są jednocześnie grzechy społeczne, których podmiotem jest społeczność. Grzech osłabia społeczeństwo w jego podstawach, gdyż wnika w struktury społeczne oraz hamuje i utrudnia rozwój ludzkiej wspólnoty. W ten sposób stosunki społeczne ogarnięte przez grzech stają się okazjami do grzechu i pokusami. Skłaniają one do grzechu, ale nie zmuszają do niego i nie są grzechem same w sobie. Niesprawiedliwe warunki społeczne i sytuacje permisywne mogą być nazywane grzesznymi - grzechami społecznymi, grzechami strukturalnymi - tylko przez analogię. To człowiek grzeszy, a nie struktura.

Pojęcie „grzech społeczny” ma przynajmniej potrójne znaczenie. Po pierwsze, grzech każdego człowieka dotyczy w jakiś sposób innych, ponieważ narusza ludzką solidarność; wpływa mniej lub bardziej wyraźnie na całą rodzinę ludzką. W takim znaczeniu każdemu grzechowi można przypisać charakter społeczny.

Po drugie, niektóre grzechy są skierowane wprost przeciwko bliźniemu. Są one wyraźnym zaprzeczeniem miłości bliźniego w przypadku, kiedy grzesznik bezpośrednio krzywdzi innych przez swoje wykroczenia. Istnieje wiele tego rodzaju wykroczeń. Są to czyny popełnione przeciwko sprawiedliwości bądź to w odniesieniach osoby do osoby, bądź osoby do wspólnot, bądź też wspólnoty do osoby, czyny przeciwko prawom osoby ludzkiej, poczynając od prawa do życia, nie wyłączając prawa nie narodzonych, czyny przeciwko nietykalności fizycznej, czyny przeciwko wolności drugiego człowieka, zwłaszcza przeciwko najwyższej wolności, jaką jest wolność wyznawania wiary w Boga i wielbienia Go. Nadto czyny przeciwko godności i czci bliźniego.

Społeczny może być też grzech popełniony czynem lub zaniedbaniem ze strony przywódców politycznych, ekonomicznych, związkowych, jeśli mając po temu władzę, nie angażują się z roztropnością w dzieło ulepszania czy przemiany społeczeństwa według wymogów i możliwości na danym etapie dziejów, a także ze strony pracowników, którzy nie dopełniają obowiązku obecności i współpracy w budowaniu przedsiębiorstwa dobrobytu dla nich, dla rodzin i dla całego społeczeństwa.

Po trzecie, skutki grzechu społecznego niszczą relacje pomiędzy różnymi wspólnotami ludzkimi. Stosunki te często nie są zgodne z zamysłem Boga, który pragnie, aby na świecie panowała sprawiedliwość, wolność i pokój wśród jednostek, grup i narodów. Przykładem grzechu społecznego - w takim rozumieniu - może być walka klas, która zawsze stanowi zło społeczne, albo uporczywe przeciwstawianie się bloków państw innym blokom, jednego narodu - innemu narodowi, jednych grup - innym grupom w łonie tego samego narodu.   Ten społeczny wymiar grzechu może przybrać również postać sprzężenia zwrotnego. Z jednej strony grzech niszczy struktury społeczne, z drugiej zaś strony stosunki społeczne skażone grzechem stanowią pokusę dla nowego zła. A więc nie tylko jednostka popełniająca zło moralne wpływa destrukcyjnie na społeczność, ale i społeczność żyjąca niezgodnie z zasadami moralnymi emanuje swym złym wpływem na jednostkę. Jednostka przyjmuje chore oceny i kryteria, jakimi kieruje się określona społeczność czy grupa.   Niektóre społeczeństwa posuwają się jeszcze dalej, stwarzając taki system gospodarczy, w którym człowiek pozostaje w stałej i daleko posuniętej zależności od pracodawcy. Stawia się przy tym przed człowiekiem takie zadania, których nie jest on w stanie wykonać, lub stwarza się mu takie warunki życia i konstruuje takie ustawodawstwo, że nie jest on w stanie żyć uczciwie czy wręcz dochodzi do przekonania, że życie uczciwe jest niemożliwe albo co najmniej nie ma sensu.   W takich warunkach człowiek ulega stopniowej, systematycznej i niemal niedostrzegalnej demoralizacji, staje się niezdolny do skutecznego zwalczania o własnych siłach agresji zła. Żyje więc w ciągłym grzechu lub co najmniej w ciągłej świadomości przekraczania prawa i w ciągłym lęku przed odpowiedzialnością. Nie mogąc zachować norm moralnych, a przynajmniej nie posiadając możliwości ich jasnego rozeznania, popada w stan obojętności wobec grzechu, zatraca odpowiedzialność moralną.

A jednocześnie trzeba podkreślić to, że chociaż grzech sięga głębi człowieka i przenika struktury społeczne, a przez to uniemożliwia skuteczne budowanie wspólnoty ludzkiej, nie jest on jednak w historii zbawienia czymś najważniejszym, czymś, co ma zwyciężyć. Na stwierdzeniu faktu grzechu nie kończy się biblijne orędzie o grzechu. Słowo Boże nie tylko uczy, że grzech jest, że człowiek może zgrzeszyć, ale także tego, że Bóg chce i może człowieka wyzwolić z grzechu. Odkupienie jest synonimem miłości potężniejszej niż grzech, niż śmierć. Tej miłości nie może udaremnić żaden grzech ani żadna niewierność jednostek, narodów czy całej ludzkości. Ta miłość odnosi ostateczne zwycięstwo w dziejach ludzkiego grzechu, dlatego też Kościół - głosząc naukę o grzechu - mówi jednocześnie o Bogu przebaczającym i wskazuje drogę powrotu do Niego.   Dlatego też Kościół nawołuje czasami do pokuty społecznej, przypominając nam, że pokuta indywidualna nie wystarcza. Są grzechy zbiorowe, gdy ludzie publicznie grzeszą. A więc potrzebna jest pokuta publiczna za publicznie popełniane grzechy, za które odpowiada społeczeństwo, bo je pochwala, nie protestuje przeciwko nim, nic nie czyni w tym kierunku, aby nie działa się niesprawiedliwość, różne zbrodnie, zupełne lekceważenie Pana Boga. Nikt się na to nie oburza. Na tym polega społeczny grzech. Chociaż ja tego nie czyniłem, nie powiedziałem, jednak potrzeba by wszyscy razem odpowiadali za społeczne zło i publicznie czynili pokutę. Taka pokuta może być denerwująca dla innych. Ale pokutowanie, które byłoby przez nas społecznie czynione, jest właśnie potrzebne, aby ci, którzy się zupełnie nie denerwują i z największym spokojem Pana Boga obrażają, zaczęli się denerwować, i stracili ten „spokój grzechu”. Musimy się modlić, aby ktoś zdobył się na taką pokutę (Ks. Woźny).   b. Pokuta społeczna nie ma nic wspólnego z grzechem pokoleniowym. W niektórych grupach charyzmatycznych i środowiskach związanych z celebrowaniem Mszy świętych z modlitwą o uzdrowienie względnie nabożeństw o uzdrowienie pojawiła się myśl o tzw. „grzechach pokoleniowych” i „uzdrowieniu międzypokoleniowym”.   U podstaw mówienia o grzechu pokoleniowym leży przekonanie, że grzechy przodków wywierają wpływ na życie obecnie żyjących członków ich rodziny. Wpływ ten może mieć wymiar duchowy i cielesny, wyrażać się np. w postaci jakiejś choroby, może też być powodem kłopotów w dziedzinie psychiki i niepowodzeń w życiu małżeńskim czy rodzinnym. Obciążenie grzechem dziedziczonym po przodkach - według zwolenników tej teorii - domaga się uwolnienia człowieka, które dokonuje się w modlitwie o uzdrowienie lub przez egzorcyzm.   W tej materii Kościół od samego początku naucza, że grzech jest zawsze czymś osobistym i wymaga decyzji woli. Podobnie jest z karą za grzech. Każdy osobiście ponosi karę za swój grzech. Wyraźnie pisze o tym św. Paweł w Liście do Rzymian, że „każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu” (Rz 14,12). Człowiek nie ponosi kary za niepopełniony czyn, np. za grzech prapradziadka. Zadośćuczynić i pokutować trzeba za swoje własne grzechy (zob. KKK 1459).   Jedynym grzechem, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie jest grzech pierworodny, co wyraźnie podkreślił Sobór Trydencki w Dekrecie o grzechu pierworodnym. Jednakże grzech pierworodny „w  żadnym potomku nie ma charakteru winy osobistej” (KKK 405).   „Reinkarnacja grzechu” czy też „przechodzenie” grzechu na kolejne pokolenia, o którym nauczają zwolennicy „uzdrowienia międzypokoleniowego”, nie ma żadnego  uzasadnienia ani w Piśmie św., ani w Tradycji i nauczaniu Kościoła. Tego typu bezpodstawne idee są natomiast bardzo niebezpieczne dla życia duchowego wiernych i samej doktryny Kościoła. Propagowanie ich prowadzi do pewnego rodzaju „uspokajania” czy „wyciszania” sumień przez przerzucanie odpowiedzialności za swoje błędy, grzechy, za popełnione przez siebie zło na poprzednie pokolenia. Zwalnia to wierzącego z postawy czujności, co staje się źródłem dalszych jego grzechów. Tymczasem chrześcijanina powinna cechować postawa nieustannego czuwania, o której poucza św. Piotr: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1P 5,8); (por. Grzech pokoleniowy i uzdrowienie międzypokoleniowe. Problemy teologiczne i pastoralne. Opinia teologiczna Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski, Warszawa, 5.10.2015).   ZAKOŃCZENIE   „Kim byłem i jakim byłem? Czy choć jeden mój czyn był dobry, a jeśli nie czyn, to słowo, a jeśli nie słowo, to pragnienie? Ty zaś, Panie, jesteś dobry i miłosierny, a dłoń Twoja przyszła z pomocą pogrążonemu w otchłani śmierci i wygarnęła z dna mego serca bezmiar zepsucia. Rzecz cała polegała na tym, że nie chciałem teraz tego, czego chciałem przedtem, a pragnąłem tego, co było Twoją wolą.   Będę Cię kochał, Panie, i dzięki Ci składał, i wyznawał imię Twoje, ponieważ odpuściłeś mi tyle złych i niegodziwych uczynków moich. Łasce Twojej i miłosierdziu Twojemu przypisuję to, żeś jak lód stopił grzechy moje. Łasce Twojej przypisuję i to, że wielu złych rzeczy nie popełniłem; czegóż bowiem nie byłem zdolny uczynić ja, skoro ukochałem nawet taki występek, który mi żadnej korzyści nie przynosił. I wyznaję, że wszystko zostało mi odpuszczone - i to zło, jakie popełniłem z własnej chęci, i to, czego dzięki Tobie nie popełniłem.

Któż z ludzi świadom swojej własnej słabości śmie własnym siłom przypisywać czystość i niewinność swoją, aby mniej kochał Ciebie, jak gdyby mniej mu było potrzebne miłosierdzie Twoje, przez które darowujesz grzechy nawracającym się ku Tobie?... Niech raczej tym więcej Ciebie miłuje, ponieważ widzi, że kto mnie z tak wielkiej niemocy grzechów moich uwolnił, ten jemu w tak wielką niemoc grzechów nie pozwolił się uwikłać” (św. Augustyn: Wyznania IX, l, 1; II, 7, 15).

Tagi:
Jasna Góra pokuta abp Stanisław Gądecki

Reklama

Pokuta w Kościele pierwszych wieków (2)

2019-04-10 10:28

Ks. Julian Nastałek
Edycja świdnicka 15/2019, str. VIII

Między III a VI wiekiem w Kościele zachodnim wykształcił się pełny i spójny system pokuty sakramentalnej, który otrzymał miano pokuty publicznej lub kanonicznej

Wikimedia Commons
Pojednanie pokutników, rycina z Pontyfikału rzymskiego (1595)

W procesie tworzenia tego systemu należy wskazać najpierw na problem tzw. upadłych chrześcijan. Chodzi o tych, którzy wyparli się wiary w Chrystusa podczas prześladowań wszczynanych przez władzę cesarską, a następnie pragnęli powrócić do Kościoła. Problem ten z całą ostrością nastąpił za panowania Decjusza, podczas prześladowania w latach 250-251. Po jego zakończeniu niektórzy z odstępców pragnęli powrotu do życia w Kościele, ale bez poddania się wymaganej pokucie lub uciekając się do form zastępczych. Taką formą były tzw. listy pokoju, czyli listy polecające wystawiane upadłym przez wyznawców, to znaczy tych, którzy podczas prześladowań wytrwali w wierze. Dochodziło przy tym do różnych nadużyć. Ważną postacią okazał się w tamtym trudnym dla Kościoła czasie św. Cyprian, biskup Kartaginy, późniejszy męczennik. Bronił on zasady, że to biskup otrzymał władzę pojednania grzeszników i nakazał, aby upadli pragnący ponownego przyjęcia do Kościoła odbywali należytą pokutę w zależności od ciężkości przewinienia. Postanowienia te zostały potwierdzone na synodzie kartagińskim w 251 r. oraz przez inne Kościoły, w tym również przez Rzym. Byli również i tacy (w Afryce Północnej i w Rzymie) którzy uważali, że w Kościele świętym nie ma miejsca dla odstępców od wiary i dlatego nie można im udzielić daru przebaczenia grzechów. Takie radykalne postawy wobec pokuty doprowadziły do powstania wspólnot poza Kościołem katolickim, jak chociażby w Rzymie z antypapieżem Nowacjanem na czele.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki Czwartek - nasącz modlitwą...

2019-04-18 01:56

Agnieszka Bugała

Wielki Czwartek ze służebnicą Bożą s. Leonią Nastał

pixabay

Święte Triduum to dni wielkiej Obecności i... Nieobecności Jezusa. Tajemnica Wielkiego Czwartku – z ustanowieniem Eucharystii i kapłaństwa – wciąga nas w przepastną ciszę Ciemnicy. Wielki Piątek, po straszliwej Męce Pana, zostawia nas nagle samych na środku drogi. Zapada cisza, która gęstnieje. Mrok, w którym nie ma Światła. Wielka Sobota – serce nabrzmiewa od strachu, oczekiwanie zadaje ból fizyczny. Wróci? Przyjdzie? Czy dobrze to wszystko zrozumieliśmy? Święte Triduum – dni, których nie można przegapić. Dni, które trzeba nasączyć modlitwą i trwaniem przy Jezusie.

Kiedy w nocy w Wielki Czwartek pojmano Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, Apostołowie przestraszyli się i uciekli. Zostawili Go samego, dlatego Ewangelie nie wspominają nic o torturach Jezusa wycierpianych w nocy. Co wtedy przeżywał? Co się działo w otchłani więzienia? Łaskę poznania i wtajemniczenia w grozę tej nocy otrzymała s. Leonia Nastał, służebniczka Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, dziś służebnica Boża. Oto słowa Jezusa, które zanotowała w dzienniku duchowym „Uwierzyłam Miłości”:

„Noc w lochu więziennym. Co i ile tam cierpiałem, okryte jest również mrokiem tajemnic. Nie miałem tam świadka, który by patrzył na moje bóle, męki i cierpienia. (...) Siepacze wtrącili Mnie, po przesłuchaniu u arcykapłanów żydowskich, do więzienia, ale nie zostawili Mnie tam samego. Rozpoczęli ze Mną straszliwą igraszkę wśród ciemności nocnych. Siepacze ustawili się w kątach lochu i odrzucali Mnie jeden drugiemu z całej mocy, jak się odrzuca piłkę. Kiedy im się uprzykrzył ten rodzaj zabawy, chwycili Mnie za ręce i, ciągnąc w przeciwne strony, próbowali swoich sił moim kosztem. Równocześnie inni siepacze wbijali ostre iglice w moje ciało. Ile omdlewających bólów cierpiałem wówczas. Wreszcie rzucili Mnie na ziemię. Jeden z siepaczy stanął na mojej głowie, inny na piersiach, a jeszcze inny na nogach, i cisnęli Mnie do ziemi całą siłą swojego ciężaru. Przechodzili przeze Mnie (...). Byli i tacy, którzy usiłowali wyłamywać poszczególne palce moich rąk, uderzali głową moją o słup kamienny. Jakaś zaciekłość, iście szatańska, popychała tych nieszczęśników do coraz to nowych okrucieństw i znęcania się nad bezbronną ofiarą. W Sercu moim panowała w czasie tych katuszy niczym niezmącona słodycz, dobroć, litość dla biednych ludzi. Nie wydałem ani jednej skargi, ani jednego wyrzutu niewdzięczności. Usiłowałem wpłynąć swoją łaską na ich dusze, ale serca ich były już zatwardziałe. Nie chcieli sobie odmówić przyjemności, jaką znajdowali w katowaniu Mnie. Milczałem wówczas…”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Droga Krzyżowa w Koloseum: niech nikt nie będzie traktowany jak niewolnik

2019-04-18 12:39

st, kg (KAI) / Watykan

Apel o uznanie godności każdej kobiety i mężczyzny oraz położenie kresu wszelkim formom zniewolenia zawierają rozważania Drogi Krzyżowej, która będzie odbywała się w rzymskim Koloseum w Wielki Piątek, 19 kwietnia 2019 roku. Przygotowała je włoska zakonnica s. Eugenia Bonetti ze zgromadzenia Misjonarek Matki Bożej Pocieszenia. Jest ona przewodniczącą stowarzyszenia „Slaves no more” (Nigdy więcej niewolnicami). Jego celem jest formacja, pomoc i wspieranie kobiet, które padły ofiarą współczesnych form niewolnictwa.

Simon/pixabay.com

We wprowadzeniu autorka rozważań podkreśla, że współczesne niewolnictwo jest spowodowane nieczułością serca, ślepotą i egoizmem, wypaczeniami władzy i prawa, zamknięciem się na dramaty najsłabszych.

W stacji pierwszej - Jezus na śmierć skazany – przypomniano dramat cierpień wielu ludzi z powodu chorób, braku pożywienia, wody, opieki medycznej oraz szans na życie i przyszłość. „Prosimy Ciebie za tych, którzy zajmują odpowiedzialne stanowiska, aby usłyszeli wołanie ubogich, które wznosi się do Ciebie z całego świata, krzyk tych wszystkich młodych istnień, które na różne sposoby są skazywane na śmierć przez obojętność zrodzoną przez wykluczające i egoistyczne działania polityczne. Niech żadnemu z Twoich dzieci nie zabraknie pracy i tego, co niezbędne dla uczciwego i godnego życia” - czytamy w modlitwie stacji pierwszej.

W rozważaniu stacji drugiej - Jezus bierze krzyż – s. Eugenia zwróciła uwagę na współczesne krzyże: bezdomnych, młodzieży pozbawionej nadziei, pracy i perspektyw, imigrantów zmuszonych do życia w slumsach, dyskryminowanych dzieci. „Pomóż nam, byśmy umieli poświęcać swe życie w służbie innym” – zabrzmiały słowa modlitwy.

Rozważając pierwszy upadek Jezusa w stacji trzeciej przypomniano licznych wolontariuszy, którzy spieszą z pomocą osobom wyzyskiwanym i wyszydzanym, często traktowanym niezwykle brutalnie. „Panie, niestety bardzo często nie potrafimy dzisiaj dostrzec osób potrzebujących, zobaczyć poranionych i upokorzonych. Często dochodzimy swoich praw i interesów, ale zapominamy o prawach i interesach ubogich i ostatnich w kolejce. Panie, daj nam łaską, byśmy nie byli niewrażliwi na ich łzy, na ich cierpienia, na ich krzyki bólu, bo poprzez nich możemy się spotkać z Tobą” – zwrócono się w słowach modlitwy.

W rozważaniu stacji czwartej - Jezus spotyka swoją matkę – autorka zwróciła uwagę na odpowiedzialność matek, które zgodziły się, by ich córki wyruszyły do Europy w poszukiwaniu „lepszej przyszłości”, a tymczasem znalazły upokorzenie, pogardę, a niekiedy nawet śmierć. W obliczu ich dramatu proszono: daj im siłę i odwagę.

W stacji piątej - Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi – s. Eugenia zwraca uwagą na współczesnych Cyrenejczyków. Przypomina grupę zakonnic odwiedzających ośrodek dla kobiet-imigrantek pozbawionych dokumentów. Kobiet zawieszonych między wydaleniem a możliwością pozostania. „Ileż napotykamy cierpienia, ale także jakże wiele radości w tych kobietach, gdy spotykają się z zakonnicami pochodzącymi z ich krajów, mówiących ich językami, ocierających ich łzy, które dzielą chwile modlitwy i święta, które sprawiają, że mniej trudne są długie miesiące spędzane między żelaznymi kratami i cementowymi asfaltami” – wyznała autorka. Modlono się za wszystkich Cyrenejczyków, by nie osłabło pragnienie przyjęcia Chrystusa obecnego w najuboższych i najbardziej potrzebujących. „Niech ci Samarytanie będą rzecznikami tych, którzy nie mają głosu” - proszono.

W rozważaniu stacji szóstej - Weronika ociera twarz Jezusowi - przypomniano los wielu wyzyskiwanych dzieci, w tym wyzyskiwanych seksualnie. Wskazano na spustoszenie jakie te akty przemocy powodują w życiu tych młodych. W modlitwie proszono: „Panie Jezu, oczyść nasze oczy, byśmy umieli dostrzec Twoje oblicze w naszych braciach i siostrach, zwłaszcza w tych wszystkich dzieciach, które w wielu częściach świata żyją w nędzy i wyniszczeniu. Dzieci pozbawionych szansy na prawo do szczęśliwego dzieciństwa, edukacji szkolnej, niewinności. Istot używanych jako towar o małej wartości, sprzedawanych i kupowanych kiedy się zechce. Panie, miej litość i współczucie dla tego chorego świata i pomóż nam odkryć piękno godności naszej i innych osób, jako istot ludzkich, stworzonych na Twój obraz i podobieństwo”.

W stacji siódmej - Jezus upada po raz drugi – podkreślono, że prawdziwa sprawiedliwość nigdy nie może opierać się na nienawiści i zemście. Proszono, o zdolność przebaczania i proszenia o przebaczenie.

W rozważaniu stacji ósmej - Jezus spotyka niewiasty – autorka zaapelowała o demaskowanie handlu istotami ludzkimi jako zbrodni przeciw ludzkości. „Człowiek ubogi, cudzoziemiec, inny nie powinien być postrzegany jako wróg, którego należy odrzucić lub zwalczać, ale raczej jako brat lub siostra, którą należy przyjąć i pomóc. Nie są oni problemem, przeciwnie – są cennym zasobem dla naszych opancerzonych twierdz, gdzie dobrobyt i konsumpcja nie przynoszą ulgi rosnącemu zmęczeniu i znużeniu”- czytamy. „Uczyń nas promotorami śmiałych i nowych dróg gościnności dla tego, co odmienne, aby wspólnie tworzyć wspólnotę, rodzinę, parafie i społeczeństwo obywatelskie” – modlono się w stacji ósmej.

W stacji dziewiątej - Jezus upada po raz trzeci – s. Eugenia zwróciła uwagę na los dziewcząt, zmuszonych do bycia na ulicy przez grupy handlarzy niewolników, które nie wytrzymują tego upokorzenia i podeptania swojej godności. „Panie, pomóż nam dzielić cierpienie i upokorzenie wielu osób, traktowanych jak odpad. Zbyt łatwo jest potępiać ludzi i niewygodne sytuacje, które upokarzają naszą fałszywą wstydliwość, ale nie jest równie łatwo podjąć naszą odpowiedzialność jako jednostki, jako rządy, a także jako wspólnoty chrześcijańskie” – czytamy w modlitwie.

W stacji dziesiątej - Jezus z szat obnażony – autorka przypomniała o centralnym miejscu osoby ludzkiej i podziękowała wszystkim ratującym uchodźców szukających bezpieczeństwa i szans, uciekających przed biedą, dyktaturami, korupcją czy niewolnictwem. Modlono się: „Pomóż nam, Panie, odkryć na nowo piękno i bogactwo, jakie każda osoba i każdy naród zawierają w sobie jako Twój jedyny i niepowtarzalny dar, aby wykorzystać go w służbie dla całego społeczeństwa a nie tylko dla osiągnięcia korzyści osobistych. Prosimy Cię, Jezu, aby Twój przykład i Twoja nauka o miłosierdziu i przebaczeniu, o pokorze i cierpliwości uczyniła nas nieco bardziej ludzkimi, a zatem bardziej chrześcijanami”.

W rozważaniu stacji jedenastej - Jezus przybity do krzyża – zwrócono uwagą na dramatyczny los wielu niewolników padających ofiarą handlarzy. „Ich krzyk o pomoc jest wyzwaniem dla nas jako ludzi, rządów, społeczeństwa i Kościoła. Jak to możliwe, że nadal Ciebie krzyżujemy, stając się wspólnikami handlu ludźmi? Daj nam oczy, aby widzieć, i serce, aby czuć cierpienia tak wielu osób, które jeszcze dziś są przybijane do krzyża przez nasze systemy życia i konsumpcji” – czytamy w modlitwie.

W stacji dwunastej - Jezus umiera na krzyżu – s. Eugenia zaapelowała o zaangażowanie w pomoc dla osób konających dzisiaj na współczesnych Kalwariach: w obozach podobnych do łagrów w krajach tranzytowych, na statkach, którym odmówiono zawinięcia do bezpiecznego portu, podczas długich procedur biurokratycznych w celu uzyskania miejsca przeznaczenia, w ośrodkach przetrzymywania, w miejscach zapalnych, w obozach dla pracowników sezonowych. „Naucz nas ocierać ich łzy, pocieszać ich, jak umiały to czynić Maryja i inne kobiety pod Twoim krzyżem” – proszono w modlitwie.

Stacja trzynasta - Jezus zdjęty z krzyża –była okazją do przypomnienia losu 26 młodych Nigeryjek, które zginęły u wybrzeży Włoch, a pochowanych w Salerno. „Wszystkie proszą nas, abyśmy czuli się odpowiedzialni: instytucje, władze i także my – z naszym milczeniem i obojętnością” - podkreślono.

W stacji czternastej - Jezus złożony do grobu – autorka przypomniała, że pustynia i morza stały się dziś nowymi cmentarzami. „Oby śmierć Twego Syna Jezusa obdarzyła przywódców państw i odpowiedzialnych za ustawodawstwo świadomością ich roli w obronie każdej osoby stworzonej na Twój obraz i podobieństwo” – proszono w modlitwie.

Na zakończenie siostra Eugenia przypomniała los małej dziewczynki, osieroconej przez ojca i matkę, która ocalała z katastrofy morskiej. Mówiąc o oczekiwaniu na Zmartwychwstanie Pańskie autorka wyraziła życzenie: „Niech będzie ono latarnią nadziei, radości, nowego życia, braterstwa, gościnności i wspólnoty między narodami, religiami i prawami. Aby każdy syn i córka człowieka byli uznani prawdziwie w swej godności synem i córką Boga i aby nigdy nie byli traktowani jak niewolnicy”.


WIELKI PIĄTEK 2019 KOLOSEUM - Z CHRYSTUSEM I KOBIETAMI NA DRODZE KRZYŻOWEJ

Wprowadzenie

Minęło już czterdzieści dni od chwili, kiedy wraz z posypaniem głów popiołem rozpoczęliśmy pielgrzymowanie wielkopostne. Dziś na nowo przeżywaliśmy ostatnie godziny ziemskiego życia Pana Jezusa aż do chwili, gdy zawieszony na krzyżu, zawołał: „Consummatum est” - „Wykonało się!”. Zgromadzeni na tym świętym miejscu, na którym wiele tysięcy ludzi poniosło w przeszłości męczeństwo za trwanie w wierności Chrystusowi, chcemy teraz przejść tę „drogę krzyżową” razem ze wszystkimi ubogimi, wykluczonymi ze społeczeństwa i nowymi ukrzyżowanymi dzisiejszej historii, ofiarami naszych zamknięć, władzy i prawa, ślepoty i egoizmu, ale przede wszystkim naszego serca znieczulonego obojętnością. Jest ona chorobą, na którą cierpimy również my, chrześcijanie. Oby krzyż Chrystusa, narzędzie śmierci, ale także nowego życia, który jednoczy w objęciach ziemię i niebo, północ i południe, wschód i zachód, oświecał sumienia obywateli, Kościoła, ustawodawców i tych wszystkich, którzy nazywają siebie uczniami Chrystusa, aby do wszystkich dotarła Dobra Nowina odkupienia.

Stacja pierwsza: Jezus na śmierć skazany

„Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”(Mt 7, 21)

Rozważanie:

Panie, któż bardziej niż Maryja, Twoja Matka potrafił być Twoją uczennicą? Przyjęła wolę Ojca nawet w najbardziej mrocznej chwili swojego życia i z załamanym sercem stała przy Tobie. Ta, która Cię zrodziła, nosiła w łonie, brała w ramiona, karmiła z miłością i towarzyszyła podczas całego życia ziemskiego, nie mogła nie przebyć tej samej drogi Kalwarii i dzielić z Tobą najbardziej dramatycznej i bolesnej chwili Twojego i jej życia.

Modlitwa:

Panie, ileż matek także dziś przeżywa doświadczenie Twojej Matki i płacze z powodu losu swoich córek i synów? Ileż z nich, po ich poczęciu i urodzeniu widzi, że cierpią i umierają z powodu chorób, braku pożywienia, wody, opieki medycznej oraz szans na życie i przyszłość? Prosimy Ciebie za tych, którzy zajmują odpowiedzialne stanowiska, aby usłyszeli wołanie ubogich, które wznosi się do Ciebie z całego świata, krzyk tych wszystkich młodych istnień, które na różne sposoby są skazywane na śmierć przez obojętność zrodzoną przez wykluczające i egoistyczne działania polityczne. Niech żadnemu z Twoich dzieci nie zabraknie pracy i tego, co niezbędne dla uczciwego i godnego życia.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, pomóż nam czynić Twoją wolę” - W chwilach trudności i przygnębienia - W chwilach cierpienia fizycznego i moralnego - W chwilach mroku i samotności

Stacja druga: Jezus bierze krzyż „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9, 23)

Rozważanie:

Panie Jezu, łatwo jest nieść krzyż na szyi lub powiesić go jako ornament na ścianach naszych pięknych katedr czy domów, ale nie jest równie łatwo spotkać i rozpoznać nowe krzyże dzisiaj: bezdomnych, młodzieży pozbawionej nadziei, pracy i perspektyw, imigrantów zmuszonych do życia w slumsach na marginesie naszego społeczeństwa, po tym, jak zmierzyli się z niesłychanym cierpieniem. Niestety obozy te, bez zabezpieczenia, są spalane i równane z ziemią wraz z marzeniami i nadziejami tysięcy zmarginalizowanych, wyzyskiwanych, zapomnianych mężczyzn i kobiet. Ileż dzieci jest ponadto dyskryminowanych ze względu na swe pochodzenie, kolor skóry lub status społeczny! Ileż matek doznaje upokorzenia, widząc, jak ich dzieci są wyszydzane i wykluczane z szans ich rówieśników i kolegów szkolnych!

Modlitwa:

Dziękujemy Ci, Panie, ponieważ swoim życiem dałeś nam wzór tego, jak przejawia się prawdziwa i bezinteresowna miłość bliźniego, a zwłaszcza wobec nieprzyjaciół czy po prostu wobec tych, którzy nie są tacy, jak my. Panie Jezu, ileż to razy także my, Twoi uczniowie, otwarcie deklarowaliśmy się jako idący za Tobą w chwilach, kiedy dokonywałeś uzdrowień i cudów, kiedy karmiłeś tłum i przebaczałeś grzechy. Ale nie było równie łatwo Cię zrozumieć, kiedy mówiłeś o służbie i przebaczeniu, wyrzeczeniu i cierpieniu. Pomóż nam, byśmy umieli poświęcać swe życie w służbie innym.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, pomóż nam żywić nadzieję” - Kiedy czujemy się opuszczeni i samotni - Kiedy trudno nam iść za Tobą - Kiedy służba dla innych staje się trudna

Stacja trzecia: Jezus upada po raz pierwszy „On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści” (Iz 53, 4)

Rozważanie:

Panie Jezu, na stromej drodze prowadzącej na Kalwarię, zechciałeś doświadczyć ludzkiej kruchości i słabości. Czym byłby dzisiaj Kościół bez obecności i wielkoduszności wielu wolontariuszy, nowych Samarytan trzeciego tysiąclecia? W zimną styczniową noc, na ulicy na przedmieściach Rzymu, trzy Afrykanki, niemal jeszcze dziewczęta, kucając na ziemi rozgrzewały swoje młode półnagie ciała wokół piecyka. Kilku młodych mężczyzn, przejeżdżając samochodem wrzuciło dla rozrywki do ognia materiał łatwopalny, powodując ich poważne poparzenia. W tej samej chwili przechodził jeden z licznych patroli wolontariuszy, który pospieszył im z pomocą, zabierając je do szpitala, aby następnie ugościć je w domu rodzinnym. Ile było i będzie trzeba czasu, aby te dziewczęta uleczyły się nie tylko z oparzeń ich obolałych kończyn, ale także z bólu i upokorzenia spowodowanego okaleczeniem i oszpeceniem ciała na zawsze?

Modlitwa:

Panie, dziękujemy Ci za obecność tak wielu nowych Samarytan trzeciego tysiąclecia, którzy również dzisiaj przeżywają doświadczenie drogi, pochylając się z miłością i współczuciem nad wieloma ranami fizycznymi i moralnymi tych, którzy co noc przeżywają lęk i przerażenie ciemności, samotności i obojętności. Panie, niestety bardzo często nie potrafimy dzisiaj dostrzec osób potrzebujących, zobaczyć poranionych i upokorzonych. Często dochodzimy swoich praw i interesów, ale zapominamy o prawach i interesach ubogich i ostatnich w kolejce. Panie, daj nam łaską, byśmy nie byli niewrażliwi na ich łzy, na ich cierpienia, na ich krzyki bólu, bo poprzez nich możemy się spotkać z Tobą.

Módlmy się razem mówiąc: „Panie, pomóż nam miłować” - Kiedy niełatwo być Samarytaninem - Kiedy trudno nam o wybaczenie - Kiedy nie chcemy widzieć cierpień innych

Czwarta stacja: Jezus spotyka swoją matkę „Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 35)

Rozważanie:

Maryjo, starzec Symeon, gdy przedstawiłaś małego Jezusa w świątyni, by dokonać obrzędu oczyszczenia, przepowiedział Ci, że Twoje serce przeniknie miecz. Teraz jest godzina ponowienia Twego fiat, Twojej zgody na wolę Ojca, nawet jeśli towarzyszenie Synowi na stracenie, traktowanemu jak złoczyńca, powoduje przejmujący ból. Panie, zmiłuj się nad wieloma, nazbyt wieloma matkami, które pozwoliły, by ich młode córki wyruszyły do Europy w nadziei, że pomogą swoim rodzinom znajdującym się w skrajnym ubóstwie, gdy tymczasem znalazły upokorzenie, pogardę, a czasem nawet śmierć. Jak młoda Tina, barbarzyńsko zabita na drodze w wieku zaledwie dwudziestu lat, pozostawiając kilkumiesięczną dziewczynkę.

Modlitwa:

Maryjo, w tej chwili przeżywałaś ten sam dramat, co wiele matek, które cierpią z powodu swoich dzieci, które wyjechały do innych krajów w nadziei znalezienia szansy na lepszą przyszłość dla siebie i dla swoich rodzin, ale które niestety, znajdują upokorzenie, pogardę, przemoc, obojętność, samotność, a nawet śmierć. Daj im siłę i odwagę.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, spraw, abyśmy potrafili zawsze dawać pomoc i pociechę, i byli obecni, aby oferować pomoc” - By pocieszać matki, które opłakują los swoich dzieci - Tym, którzy stracili w życiu wszelką nadzieję - Tym, którzy każdego dnia doznają przemocy i pogardy

Piąta stacja: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

„Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6, 2)

Rozważanie:

Panie Jezu, w drodze na Kalwarię bardzo odczułeś ciężar i trudność noszenia tego szorstkiego drewnianego krzyża. Na próżno liczyłeś na pomoc przyjaciela, jednego z twoich uczniów, jednej z wielu osób, której cierpienia złagodziłeś. Niestety, tylko nieznany, Szymon z Cyreny, pomógł Ci z obowiązku. Gdzie są dziś nowi Cyrenejczycy w trzecim tysiącleciu? Gdzie ich znajdziemy? Chciałabym przypomnieć doświadczenie grupy zakonnic różnych narodowości, pochodzenia i przynależności, z którymi od ponad siedemnastu lat co sobotę odwiedzamy ośrodek dla kobiet-imigrantek pozbawionych dokumentów. Kobiet, często młodych, oczekujących na poznanie swojego losu, zawieszonych między wydaleniem a możliwością pozostania. Ileż napotykamy cierpienia, ale także jakże wiele radości w tych kobietach, gdy spotykają się z zakonnicami pochodzącymi z ich krajów, mówiących ich językami, ocierających ich łzy, które dzielą chwile modlitwy i święta, które sprawiają, że mniej trudne są długie miesiące spędzane między żelaznymi kratami i cementowymi asfaltami.

Modlitwa:

Za wszystkich Cyrenejczyków naszej historii, żeby nie osłabło ich pragnienie, by Ciebie przyjąć pod postacią ostatnich na ziemi, mających świadomość, że przyjmując ostatnich naszego społeczeństwa, przyjmujemy Ciebie. Niech ci Samarytanie będą rzecznikami tych, którzy nie mają głosu.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, pomóż nam nieść nasz krzyż” - Kiedy jesteśmy utrudzeni i przygnębieni - Kiedy czujemy ciężar naszych słabości - Kiedy nas prosisz o dzielenie cierpień innych osób

Szósta stacja: Weronika ociera twarz Jezusowi

„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40)

Rozważanie:

Pomyślmy o dzieciach w różnych częściach świata, które nie mogą chodzić do szkoły i są wyzyskiwane w kopalniach, na polach, w rybołówstwie, sprzedawane i kupowane przez handlarzy żywym towarem, na przeszczepy narządów, a także wyzyskiwane i wykorzystywane na naszych drogach przez wielu, w tym chrześcijan, którzy zatracili poczucie własnej świętości i świętości innych osób. Jak pewna małoletnia o wątłym ciele, napotkana pewnej nocy w Rzymie, którą ludzie w luksusowych samochodach wykorzystywali po kolei. A mogła być w wieku ich córek... Jakie zaburzenia może wywołać ta przemoc w życiu tak wielu młodych dziewcząt, które doświadczają jedynie przemocy, arogancji i obojętności tych, którzy w noc i w dzień ich szukają, używają, wykorzystują, by je potem z powrotem wyrzucić na drogę, na pastwę kolejnego handlarza ludzkim życiem!

Modlitwa:

Panie Jezu, oczyść nasze oczy, byśmy umieli dostrzec Twoje oblicze w naszych braciach i siostrach, zwłaszcza w tych wszystkich dzieciach, które w wielu częściach świata żyją w nędzy i wyniszczeniu. Dzieci pozbawionych szansy na prawo do szczęśliwego dzieciństwa, edukacji szkolnej, niewinności. Istot używanych jako towar o małej wartości, sprzedawanych i kupowanych kiedy się zechce. Panie, miej litość i współczucie dla tego chorego świata i pomóż nam odkryć piękno godności naszej i innych osób, jako istot ludzkich, stworzonych na Twój obraz i podobieństwo.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, pomóż nam dostrzec” - Twarz niewinnych dzieci proszących o pomoc - Niesprawiedliwości społeczne - Godność, którą każdy człowiek nosi w sobie i która jest znieważana

Siódma stacja: Jezus upada po raz drugi „Gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie” (1 P 2, 23)

Rozważanie:

Ileż zemsty jest w naszych czasach. Współczesne społeczeństwo zatraciło wielką wartość przebaczenia, daru, w najpełniejszym sensie tego słowa, leczącego rany, będącego fundamentem pokoju i ludzkiego współżycia. W społeczeństwie, w którym przebaczenie jest przeżywane jako słabość, Ty, Panie, chcesz, abyśmy nie zatrzymywali się na pozorach. I nie czynisz tego słowami, ale dając przykład. Tym, którzy Cię dręczą, odpowiadasz: „Dlaczego Mnie prześladujesz?”, dobrze wiedząc, że prawdziwa sprawiedliwość nigdy nie może opierać się na nienawiści i zemście. Uczyń nas zdolnymi do proszenia o przebaczenie i obdarzania przebaczaniem.

Modlitwa:

„Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Panie, Ty też odczuwałeś ciężar potępienia, odrzucenia, opuszczenia, cierpienia zadanego przez ludzi, którzy Cię spotkali, przyjęli Cię i poszli za Tobą. Będąc pewnym, że Ojciec Cię nie opuścił, znalazłeś siłę, by zaakceptować Jego wolę, przebaczając, kochając i dając nadzieję tym, którzy, tak jak Ty, idą dzisiaj tą samą drogą drwiny, pogardy, szyderstwa, opuszczenia, zdrady i samotności.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, pomóż nam dawać pocieszenie” - Tym, którzy czują się obrażani i znieważani - Tym, którzy czują się zdradzeni i upokorzeni - Tym, którzy czują się osądzeni i potępieni

Stacja ósma: Jezus spotyka niewiasty

„Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” (Łk 23, 28)

Rozważanie:

Społeczna, ekonomiczna i polityczna sytuacja migrantów i ofiar handlu ludźmi wywołuje w nas pytania i wstrząs. Musimy mieć odwagę, jak podkreśla to z mocą papież Franciszek, demaskować handel istotami ludzkimi jako zbrodnię przeciw ludzkości. My wszyscy, zwłaszcza my, chrześcijanie, musimy wzrastać w świadomości, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za ten problem i wszyscy możemy i powinniśmy uczestniczyć w jego rozwiązaniu. My wszyscy, ale przede wszystkim my, kobiety, musimy zmierzyć się z wyzwaniem odwagi – odwagi umiejętności dostrzegania i działania, pojedynczo i jako wspólnota. Dopiero, gdy złączymy razem nasze ubóstwo, będzie się ono mogło stać wielkim bogactwem, zdolnym do zmiany sposobu myślenia i ulżenia cierpieniom ludzkości. Człowiek ubogi, cudzoziemiec, inny nie powinien być postrzegany jako wróg, którego należy odrzucić lub zwalczać, ale raczej jako brat lub siostra, którą należy przyjąć i pomóc. Nie są oni problemem, przeciwnie – są cennym zasobem dla naszych opancerzonych twierdz, gdzie dobrobyt i konsumpcja nie przynoszą ulgi rosnącemu zmęczeniu i znużeniu.

Modlitwa:

Panie, naucz nas mieć Twoje spojrzenie; to spojrzenie akceptacji i miłosierdzia, z którym widzisz nasze ograniczenia i nasze lęki. Pomóż nam spoglądać w ten sposób na różnice idei, przyzwyczajeń, poglądów. Pomóż nam czuć się częścią tejże ludzkości i uczyń nas promotorami śmiałych i nowych dróg gościnności dla tego, co odmienne, aby wspólnie tworzyć wspólnotę, rodzinę, parafie i społeczeństwo obywatelskie.

Módlmy się razem, mówiąc: „Pomóż nam dzielić cierpienie innych”: - Z tymi, którzy cierpią z powodu śmierci bliskich osób - Z tymi, którym trudniej jest prosić o pomoc i pocieszenie - Z tymi, którzy doświadczyli nadużyć i przemocy

Stacja dziewiąta: Jezus upada po raz trzeci

„Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony” (Iz 53,7)

Rozważanie:

Panie upadłeś po raz trzeci, wycieńczony i upokorzony, pod ciężarem Twego krzyża. Właśnie tak, jak wiele dziewcząt, zmuszonych do bycia na ulicy przez grupy handlarzy niewolników, dziewcząt, które nie wytrzymują utrudzenia i upokorzenia, gdy widzą swe młode ciało zmanipulowane, wykorzystane, zniszczone wraz ze swymi marzeniami. Te młode kobiety czują się jakby rozdwojone: z jednej strony pożądane i wykorzystywane, a z drugiej – odrzucone i potępione przez społeczeństwo, które nie chce widzieć tego rodzaju wykorzystywania, spowodowanego utrwalaniem się kultury użycia i wyrzucenia. Podczas jednej z wielu nocy, spędzonych na ulicach Rzymu, szukałam młodej dziewczyny przybyłej niedawno do Włoch. Nie widząc jej w jej grupie, wołałam do niej uporczywie po imieniu: „Mercy!”. W ciemności podeszłam do niej skulonej i śpiącej na skraju drogi. Na moje wołanie obudziła się i powiedziała mi, że już nie może dłużej tak żyć. „Jestem wykończona” – powtarzała… Pomyślałam o jej matce... Gdyby wiedziała, co się wydarzyło jej córce, płakałaby rzewnymi łzami.

Modlitwa:

Panie, ileż to razy zadawałeś nam to niewygodne pytanie: „Gdzie jest twój brat? Gdzie jest twoja siostra?”. Ile razy przypominałeś nam, że ich przejmujący krzyk dochodził aż do Ciebie? Pomóż nam dzielić cierpienie i upokorzenie wielu osób, traktowanych jak odpad. Zbyt łatwo jest potępiać ludzi i niewygodne sytuacje, które upokarzają naszą fałszywą wstydliwość, ale nie jest równie łatwo podjąć naszą odpowiedzialność jako jednostki, jako rządy, a także jako wspólnoty chrześcijańskie.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, daj nam siłę i odwagę demaskowania” - W obliczu wykorzystywania i upokarzania, przeżywanego przez wielu młodych - W obliczu obojętności i milczenia wielu chrześcijan - W obliczu niesprawiedliwych praw, pozbawionych humanitaryzmu i solidarności

Stacja dziesiąta: Jezus z szat obnażony

„Obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość” (Kol 3, 12).

Rozważanie:

Pieniądz, dobrobyt, władza – oto idole wszystkich czasów. Również, a nawet przede wszystkim, naszych, które szczycą się ogromnymi postępami, gdy chodzi o uznanie praw osoby ludzkiej. Wszystko można nabyć, łącznie z ciałami małoletnich, odartych z ich godności i przyszłości. Zapomnieliśmy o centralnym miejscu istoty ludzkiej, jej godności, piękna, siły. W czasie, gdy w świecie są wznoszone mury i przeszkody, chcemy przypomnieć i podziękować tym, którzy – pełniąc różne role – w tych ostatnich miesiącach, zaryzykowali swoim własnym życiem, zwłaszcza na Morzu Śródziemnym, aby ratować życie wielu rodzin szukających bezpieczeństwa i szans, istnień ludzkich uciekających przed biedą, dyktaturami, korupcją czy niewolnictwem.

Modlitwa:

Pomóż nam, Panie, odkryć na nowo piękno i bogactwo, jakie każda osoba i każdy naród zawierają w sobie jako Twój jedyny i niepowtarzalny dar, aby wykorzystać go w służbie dla całego społeczeństwa a nie tylko dla osiągnięcia korzyści osobistych. Prosimy Cię, Jezu, aby Twój przykład i Twoja nauka o miłosierdziu i przebaczeniu, o pokorze i cierpliwości uczyniła nas nieco bardziej ludzkimi, a zatem bardziej chrześcijanami.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, daj nam serce pełne miłosierdzia” - W obliczu żądzy przyjemności, władzy i pieniądza - W obliczu niesprawiedliwości wyrządzanych ubogim i najsłabszym - W obliczu złudzeń korzyści osobistych

Stacja jedenasta: Jezus przybity do krzyża

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34)

Rozważanie:

Nasze społeczeństwo głosi równość praw i godności wszystkich ludzi, ale praktykuje i toleruje nierówność. Akceptuje nawet jej formy najskrajniejsze. Mężczyźni, kobiety i dzieci są sprzedawani i kupowani jak niewolnicy przez nowych handlarzy ludzi. Ofiary tego handlu są następnie wykorzystywane przez innych osobników. I wreszcie wyrzucone precz jak towar bez wartości. Iluż to wzbogaciło się, pożerając ciało i krew ubogich!

Modlitwa:

Panie, ile osób jeszcze dzisiaj zostało przybitych do krzyża – ofiary nieludzkiego wyzysku, pozbawione godności, wolności, przyszłości. Ich krzyk o pomoc jest wyzwaniem dla nas jako ludzi, rządów, społeczeństwa i Kościoła. Jak to możliwe, że nadal Ciebie krzyżujemy, stając się wspólnikami handlu ludźmi? Daj nam oczy, aby widzieć, i serce, aby czuć cierpienia tak wielu osób, które jeszcze dziś są przybijane do krzyża przez nasze systemy życia i konsumpcji.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, zmiłuj się” - Nad nowymi ukrzyżowanymi dzisiaj na całej ziemi - Nad możnymi i ustawodawcami naszego społeczeństwa - Nad tymi, którzy nie potrafią przebaczyć i nie umieją kochać

Stacja dwunasta: Jezus umiera na krzyżu

„Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34)

Rozważanie:

Również Ty, Panie, odczułeś na krzyżu ciężar wyszydzenia, drwin, obelg, przemocy, opuszczenia, obojętności. Tylko Maryja – Twoja Matka i kilka innych uczennic pozostały tam jako świadkowie Twego cierpienia i Twojej śmierci. Niech ich przykład będzie dla nas inspiracją, by angażować się, żeby nie czuli osamotnienia konający dzisiaj na jakże wielu Kalwariach, rozrzuconych po całym świecie, w tym w obozach podobnych do łagrów w krajach tranzytowych, na statkach, którym odmówiono zawinięcia do bezpiecznego portu, podczas długich procedur biurokratycznych w celu uzyskania miejsca przeznaczenia, w ośrodkach przetrzymywania, w miejscach zapalnych, w obozach dla pracowników sezonowych.

Modlitwa:

Panie, prosimy Cię: pomóż nam stawać się bliźnimi nowych ukrzyżowanych i zrozpaczonych naszych czasów. Naucz nas ocierać ich łzy, pocieszać ich, jak umiały to czynić Maryja i inne kobiety pod Twoim krzyżem.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, pomóż nam poświęcać swoje życie” - Tym, którzy doznali niesprawiedliwości, nienawiści i zemsty - Tym, którzy zostali niesprawiedliwie oczernieni i skazani - Tym, którzy czują się samotni, opuszczeni i upokorzeni

Stacja trzynasta: Jezus zdjęty z krzyża

„Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24)

Rozważanie:

Kto pamięta, w tym czasie ulotnych wiadomości, o tych dwudziestu sześciu młodych Nigeryjkach, pochłoniętych przez fale, których pogrzeb odprawiono w Salerno. Ich kalwaria była okrutna i długa. Najpierw przebyły pustynię Sahary stłoczone w przypadkowym autobusie. Później przymusowy pobyt w zastraszających obozach zbiorczych w Libii. I wreszcie skok do morza, gdzie znalazły śmierć u wrót „ziemi obiecanej”. Dwie z nich nosiły w swych łonach dar nowego życia, dzieci, które już nigdy nie ujrzą światła słonecznego. Ale ich śmierć, podobnie jak Jezusa zdjętego z krzyża, nie była daremna. Wszystkie te żywoty powierzamy miłosierdziu Ojca naszego i wszystkich, przede wszystkim jednak Ojca ubogich, zrozpaczonych i upokorzonych.

Modlitwa:

Panie, w tej godzinie słyszymy jak jeszcze raz rozlega się krzyk, który papież Franciszek przyniósł z Lampedusy – celu jego pierwszej podróży apostolskiej: „Kto płakał?”. A teraz po niezliczonych katastrofach morskich nadal krzyczymy: „Kto płakał?”. Kto płakał – zadajemy sobie pytanie w obliczu tych 26 trumien ustawionych w szeregu, nad którymi górowała biała róża. Tylko pięć z nich zostało zidentyfikowanych. Z imieniem lub bez wszystkie są jednak naszymi córkami i siostrami. Wszystkie zasługują na szacunek i pamięć. Wszystkie proszą nas, abyśmy czuli się odpowiedzialni: instytucje, władze i także my – z naszym milczeniem i obojętnością.

Módlmy się razem, mówiąc: „Panie, pomóż nam dzielić płacz” - W obliczu cierpień innych ludzi - W obliczu wszystkich bezimiennych trumien - W obliczu płaczu wielu matek

Stacja czternasta: Jezus złożony do grobu

Rozważanie:

Pustynia i morza stały się dziś nowymi cmentarzami. W obliczu tylu zgonów nie ma odpowiedzi, jest jednak odpowiedzialność. Bracia, którzy pozwalają, aby inni bracia umierali. Mężczyźni, kobiety, dzieci, których nie mogliśmy lub nie chcieliśmy uratować. Podczas, gdy rządy dyskutują, zamknięte w pałacach władzy, Sahara zapełnia się szkieletami osób, które nie sprostały trudom, głodowi, pragnieniu. Jak wiele bólu kosztują te nowe wyjścia! Ileż okrucieństwa nęka uciekających: rozpaczliwe podróże, szantaże i tortury, morze, które stało się wodnym grobowcem.

Modlitwa:

Panie, spraw, abyśmy zrozumieli, że wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Ojca. Oby śmierć Twego Syna Jezusa obdarzyła przywódców państw i odpowiedzialnych za ustawodawstwo świadomością ich roli w obronie każdej osoby stworzonej na Twój obraz i podobieństwo

„Wykonało się” (J 19,30)

Zakończenie

Chcielibyśmy przypomnieć historię małej, 9-miesięcznej Favour, która opuściła Nigerię wraz ze swymi młodymi rodzicami w poszukiwaniu lepszej przyszłości w Europie. W czasie długiej i niebezpiecznej podróży przez Morze Śródziemne, mama i tata zmarli wraz z kilkuset osobami, które zaufały handlarzom bez skrupułów, byleby móc dotrzeć do ziemi obiecanej. Tylko Favour przeżyła: także ona, jak Mojżesz, została ocalona z wód. Niech jej życie stanie się światłem nadziei na drodze ku ludzkości bardziej braterskiej.

Modlitwa:

Na zakończenie Twej Drogi Krzyżowej prosimy Cię, Panie, abyś nauczył nas czuwać, razem z Twoją Matką i z kobietami, które towarzyszyły Ci na Kalwarii, czekając na Twe zmartwychwstanie. Niech będzie ono latarnią nadziei, radości, nowego życia, braterstwa, gościnności i wspólnoty między narodami, religiami i prawami. Aby każdy syn i córka człowieka byli uznani prawdziwie w swej godności synem i córką Boga i aby nigdy nie byli traktowani jak niewolnicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem