Reklama

Penderecki: współczesny człowiek przeżywa kryzys sensu

2016-11-05 11:12

rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa / KAI

Ks. Mariusz Frukacz

Humanistyka jest w regresie, a największą jej bolączką jest kryzys czytelnictwa – uważa Krzysztof Penderecki. "Znam wybitnych kolegów artystów, którzy mają bardzo mało książek a z czytaniem jest jeszcze gorzej" – mówi KAI wybitny kompozytor. Przyznaje też, że gdyby nie domowa biblioteka i klimat rodzinnego domu nie napisałby tylu dzieł o charakterze sakralnym.

Tomasz Królak (KAI): – Współczesny człowiek przeżywa kryzys sensu, który dotyka go za sprawą nadmiernej technicyzacji, komputeryzacji i materializacji ludzkiego życia – mówił Pan odbierając niedawni doktorat honoris causa KUL. Czeka nas dalszy kulturowy regres?

Krzysztof Penderecki: – Cóż, nie jestem profetą. Na takie pytanie chyba nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Nie wiemy, co będzie za 50 lat, co będzie się działo tutaj, w Europie i jak to się rozwinie.
Humanistyka jest w regresie, bo otacza nas technika, powstaje coraz więcej nowych wynalazków, ludzie są coraz bardziej zaangażowani w technikę i technologię, mniej się czyta książek. Tak, największym mankamentem jest to, że ludzie nie czytają książek. Znam takich moich wybitnych kolegów artystów, którzy mają bardzo mało książek, a z czytaniem jest jeszcze gorzej.
Mój dziadek był humanistą, mój ojciec też. Wychowywałem się w bibliotece, wielkiej bibliotece. Teraz mam 35 tysięcy tomów, kocham książki. Bez nich nie mógłbym napisać tylu i tak różnorodnych utworów. Patrząc po moich znajomych, dochodzę do przekonania, że jestem właściwie jedynym, który poza swoim zawodem jeszcze czymś się interesuje.

– Myśli Pan, że nadchodzi kres tradycyjnej, papierowej książki?

– Już teraz dzięki elektronice można mieć całą bibliotekę w kieszeni.

– Przeraża Pana kryzys czytelnictwa?

– Tak, bo jak człowiek, który nie zna historii, filozofii i nie przeczytał chociaż kilku tysięcy książek, może w ogóle stworzyć coś nowego? Chyba nie potrafi.

– Wobec tego trudno wyobrazić sobie, że za 20 lat objawi się jakiś nowy Penderecki?

– Tego nie wykluczam, bo zawsze są gdzieś tam jakieś indywidualności, którzy będą "pchać" to w dobrym kierunku. Nie sądzę jednak, że za kilkadziesiąt lat ludzie będą czytać normalne książki. Jeżeli, to wszystko będzie w wersji elektronicznej.

– W przemówieniu na KUL, wspominając o artystach w krępowanych niegdyś przez "odgórnie narzuconą doktryną socrealizmu" wtrącił Pan słowa: "nawiasem mówiąc: to troszeczkę wraca teraz". Jak to należy rozumieć?

– Tego nie było w tekście. Ale w tej chwili są przecież próby zawłaszczenia sztuki.

– Tu i teraz?

– Tak.

– A co najbardziej Pana niepokoi?

– To są zakusy, żeby po prostu było tak, jak oni sobie wyobrażają. Ale przecież ważniejsze jest to, co ja sobie wyobrażam. Dla mnie, w każdym razie. I tak powinno być. A oni, to są oni.

– Oni przeminą a sztuka zostanie, i wolność twórcza, która jest najważniejsza?

– Oczywiście. Mam tylko nadzieję, że rychło...

– Powiedział Pan niedawno, że z wiekiem czuje się coraz bardziej katolikiem. Brzmi to dziwnie, z uwagi na religijne zakorzenienie Pańskiej muzyki...

– Miałem na myśli to, że sacrum może jednak uratować jeszcze człowieka przed tą technokracją, która nas otacza. Nie widzę bowiem innej możliwości.

– Im starszy, tym "większy" z Pana katolik?

– To także sprawa sentymentu, powrotu do domu rodzicielskiego. Moja mama musiała być na dwóch mszach dziennie. Trochę przesadzała. Musieliśmy na przykład czekać na nią z obiadem, czekając aż wróci z kościoła. Jako dorastający chłopak śmiałem się z tego, ale teraz to wraca. Sam teraz lubię częściej zaglądać do kościoła. Nie tylko jak jest Msza, tylko żeby posiedzieć sobie samemu...

– Z czego jest Pan najbardziej dumny jeśli chodzi o dotychczasowy dorobek twórczy? Jeśli Pan spogląda w przeszłość to...

– To jednak sacrum, bo to olbrzymia większość moich dzieł. Wszystkie moje utwory wokalne a jest ich około pięćdziesięciu, powstały do tekstów religijnych. Wielkie utwory, wielkie oratoria. Z tym, że to jest też twórczość różnorodna, bo na przykład napisałem dużo utworów w starocerkiewno-słowiańskim. Uważam, że to jest piękna tradycja. Ale jednak twórczość wokalna pisana była zawsze z tekstami sakralnymi. Po prostu są to teksty najlepsze literacko, chociażby więc dlatego.

– Z czego właściwie wynika uwiąd muzyki sakralnej we współczesnej kulturze polskiej?

– To dotyczy nie tylko Polski.

- Dlaczego teksty śpiewane w kościołach sprawiają niekiedy wrażenie pisanych na kolanie, podobnie towarzyszące im melodie? Dlaczego liturgia bywa pozbawiona piękna i jest bezbarwna muzycznie i literacko?

– Trudno powiedzieć. Chciałoby się to jakoś uzdrowić. To sprawa generacji. Człowiek wszystko właściwie wynosi z domu. Widzę to po sobie. W moim życiu były lata, gdzie co prawda do kościoła chodziłem, ale traktowałem to w zupełnie inny sposób. Teraz odczuwam potrzebę. Natomiast na pytanie, które pan postawił, nikt nie odpowie.

– Nawet pan? Nie wierzę.

– Nie, nie jestem w stanie.

– Ale może już Pan na to odpowiedział. Bo jeżeli wszystko wynosi się z domu, to widocznie wynosi się coraz mniej – i to jest przyczyną tego regresu. To znaczy: zarówno potrzeby "odbiorcze" jak i potencjał twórców są coraz mniejsze.

– No tak. Choć ja oczywiście nie neguję tego, że ktoś może nie pisać muzyki sakralnej. Większość kompozytorów jej nie komponuje. Ja jestem wychowany na muzyce Bacha, Monteverdiego, Palestriny. To zostaje. Ale nie każdy jest tak wychowany, po prostu.

– Czasy politycznej opresji sprawiły, że udział Kościoła w kulturze był, głównie za sprawa Tygodni Kultury Chrześcijańskiej, widoczny i ważny. Nadeszła wolność a z nią – stagnacja. Zgadza się Pan z taka oceną?

– Myślę, że potrzeba religii jest wrodzoną dyspozycją człowieka. Oczywiście są ludzie, którzy nigdy nie mieli takiej potrzeby ale sądzę, że to, co wyniesie się z domu – zostaje na całe życie.

– Napisał Pan "Pasję", jako pierwszy kompozytor od czasów Bacha. Czy aż tak wiele wyniósł on z domu, czy też jego geniusz był darem od Boga?

– W domu Bacha, jego dziadka i ojca uprawiało się muzykę, a w tamtych czasach była to niemal wyłącznie muzyka sakralna.

– Wspomniał Pan niekiedy także Mozarta.

– Tak, ale to nie jest kompozytor, który jest dla mnie największy.

– Niemniej, jak Pan niedawno zauważył, potrafił on tworzyć i lekkie serenady i monumentalne Requiem. Dziś nie ma kompozytorów o tak uniwersalnych umiejętnościach...

– Może po prostu nie ma tak zdolnych ludzi. Mozart był genialny już od dziecka, komponował już w wieku kilku lat. Nawiasem mówiąc – ja też. Może nie jakieś wybitne utwory, ale pamiętam, że mając 6 lat napisałem poloneza na skrzypce z fortepianem. Z okazji urodzin mojej babci zagrałem to na skrzypcach, a na fortepianie – mój ojciec. Tak więc ja też w tym wieku komponowałem. Ale nie porównuję się z Mozartem, broń mnie, Boże!

– O czym pan marzy?

– Żebym miał więcej czasu. Tak się złożyło, że spadło na mnie tyle zaproszeń, że nie mogę się "wywinąć" i nie mam czasu na komponowanie. To jest dla mnie okropne, bo najchętniej przebywam w domu. Siadam rano, po śniadaniu i komponuję. I tak właściwie całe życie.
***
Krzysztof Penderecki jest jednym z największych współczesnych kompozytorów i dyrygentów. Urodził się 23 listopada 1933 r. w Dębicy. Wychował się w rodzinie o ormiańskich i niemieckich korzeniach. W latach 1955-1958 studiował kompozycję w Akademii Muzycznej w Krakowie, której to uczelni został po latach rektorem, a do dzisiaj jest jej profesorem.
W swej twórczości artysta sięga do wielkich i uniwersalnych tematów, związanych z religią i historią. Do jego najważniejszych dzieł należą: "Pasja wg św. Łukasza", "Polskie Requiem", "Ofiarom Hiroszimy – tren", za który otrzymał w Paryżu nagrodę UNESCO czy symfonia-oratorium „Siedem bram Jerozolimy”, przygotowana na zamówienie miasta Jerozolimy z okazji jubileuszu 3000 lat Świętego Miasta.
W 2005 r. kompozytor został odznaczony przez prezydenta RP Orderem Orła Białego. 14 października br. odebrał doktorat honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Tagi:
wywiad

Lenka potrzebuje naszej pomocy

2018-06-13 10:08

Alicja Magura
Edycja zamojsko-lubaczowska 24/2018, str. IV

Alicja Magura
Lenka z rodzicami Joanną i Bartłomiejem Medyńskimi

Siedmiomiesięczna Lenka Medyńska z Lubaczowa choruje na Zespół Pradera-Williego. Ta rzadka choroba dotyka 1 na 20 tys. noworodków. Lenka przez całe życie będzie musiała być pod kontrolą wielu specjalistów, m.in.: pediatry, genetyka, fizjoterapeutów, neurologopedy, neurologa, endokrynologa, dietetyka, psychologa, ortopedy, okulisty i wielu innych. Dziewczynka wymaga codziennej rehabilitacji, stałej specjalistycznej opieki oraz dożywotniej terapii hormonalnej. O symptomach tej choroby, skutkach i leczeniu Lenki z rodzicami dziewczynki – Joanną i Bartłomiejem Medyńskimi – rozmawia Alicja Magura.

Alicja Magura: – Lenka choruje na Zespół Pradera-Williego. Myślę, że większość ludzi w ogóle nie ma pojęcia, co to za choroba...

Joanna i Bartłomiej Medyńscy: – To bardzo rzadko spotykana choroba genetyczna. Wynika ona z poważnych zmian w układzie genów znajdujących się na 15 chromosomie. A czym się objawia? Niskorosłością, chorzy nie mają uczucia sytości i mogą jeść bez końca. Występuje spowolniony metabolizm, chorzy mają wysoki próg odczuwania bólu, opóźniony rozwój psycho-ruchowy i mowy. Mają wybuchy złości i agresji, zaburzenia obsesyjne i kompulsywne, są też możliwe depresje, zaburzenia autystyczne, skubanie skóry. W młodszym wieku objawia się to zmniejszonym napięciem mięśniowym, co teraz wiąże się głównie z tym, że musimy Lenkę rehabilitować. Jeździmy trzy razy w tygodniu do Jarosławia – jest to ok. 40 km od Lubaczowa. Kolejne dwa dni przeznaczone są na prywatną rehabilitację prowadzoną w Lubaczowie, czyli razem pięć razy w tygodniu. Zaburza to cały dzień i pracę w domu. Ciężko zorganizować się z tym wszystkim. Obiady w większości jemy na mieście albo kupione gdzieś w restauracji, ponieważ nie mamy czasu ich przygotować.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: dyktatury zaczynają się od oszczerczego przekazu

2018-06-18 12:26

st (KAI) / Watykan

Na zwodniczą siłę skandalu i destruktywną moc oszczerczego przekazu zwrócił uwagę Franciszek podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii Ojciec Święty nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (1 Krl 21, 1b-16), opowiadającego o oszczerstwie, którym posłużył się król Achab, aby zamordować Nabota i przywłaszczyć sobie jego winnicę.

screenshot/TV Vaticana

Papież przypomniał historię winnicy, której Nabot nie chciał sprzedać królowi Achabowi. Wobec tego monarcha przystał na radę swej żony Izebel, i zgodził się, aby Nabot został fałszywie oskarżony i ukamienowany, stając się męczennikiem, gdyż pragnął ocalić swe dziedzictwo. Franciszek dodał, że historia ta powtarza się w Jezusie, a następnie w pierwszym męczenniku Kościoła – św. Szczepanie i wreszcie we wszystkich męczennikach, wobec których stosowano oszczerstwa. Paradygmat ten pojawia się także w działaniach wielu szefów państw. Zaczyna się od kłamstwa, a zniszczywszy daną osobę doprowadza się do jej osądzenia i potępienia.

„Także dziś, w wielu krajach, stosuje się tę metodę: niszczenie wolnej komunikacji” – stwierdził Ojciec Święty. Wskazał na przykład monopolizacji środków przekazu i ich zafałszowania, co prowadzi z kolei do osłabienia demokracji. Następnie sędziowie osądzają i skazują ofiary tego oszczerstwa. W ten sposób rodzi się i narasta dyktatura.

„Wszystkie dyktatury zaczynały w ten sposób, poprzez zafałszowanie przekazu, umieszczanie środków przekazu w rękach ludzi bez skrupułów, czy rządu pozbawionego skrupułów” – powiedział papież. Dodał, że podobne mechanizmy mają miejsce w życiu codziennym, kiedy rodzi się chęć zniszczenia danej osoby - zaczyna się od obmowy, oszczerstwa, rozpowiadania skandali. Franciszek zauważył, że często obserwujemy w mediach pogoń za skandalami, a osoby które padły ofiarą oszczerstwa nie mogą się bronić. Przykładem tego są dyktatury minionego wieku i prześladowanie Żydów, które zaczęło się od oszczerstw i obmowy.

„Oszczerczy przekaz wymierzony w Żydów, a oni byli wykańczani w Auschwitz, bo nie zasługiwali na życie. Och... to horror, ale horror, który dzieje się dzisiaj: w małych społeczeństwach, między ludźmi i w wielu krajach. Pierwszym krokiem jest zawłaszczenie przekazu, a następnie zniszczenie, osądzenie i śmierć” – stwierdził Ojciec Święty.

Papież przypomniał słowa apostoła Jakuba, który w rozdziale 3 swego listu mówi o grzechach języka. Zachęcił też do ponownego przeczytania 21 rozdziału 1 Księgi Królewskiej oraz do pomyślenia o wielu zniszczonych osobach, krajach, o wielu dyktaturach, które zniszczyły państwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Korea Płd.: modlitewna nowenna o pokój i pojednanie

2018-06-18 20:36

vaticannews.va / Seul (KAI)

W Korei Południowej trwa specjalna nowenna modlitewna o pokój i pojednanie na Półwyspie Koreańskim. Zorganizował ją tamtejszy episkopat podkreślając, że trwający dialog polityczny potrzebuje modlitewnego wsparcia.

East News/AP Photo/Ahn Young-joon

Zachodzące zmiany Koreańczycy wciąż przyjmują z pewną nieśmiałością, jakby nie dowierzając, że pojednanie między obu Koreami może stać się faktem. „Ziarno porozumienia i pokoju zostało zasiane, pierwsze mury obalono trzeba mieć nadzieję na wspólną pokojową przyszłość” – podkreśla bp Lazzaro You Heung-sik.

Ordynariusz Daejeon zauważa, że pierwszą oznaką nowej wiosny w relacjach między Północą a Południem był start sportowców zwaśnionych krajów na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, a następnie szczyt w Singapurze i spotkanie prezydenta USA Donalda Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong-unem.

- 25 czerwca 1950 r. w Korei wybuchła wojna. Do ubiegłego roku Półwysep Koreański był najbardziej niebezpiecznym miejscem na świecie. Ostatnie inicjatywy były sianiem ziaren pokoju na tej ziemi i dały początek nowej erze – mówi Radiu Watykańskiemu bp You Heung-sik. – Ufam, że Korea Północna nie wycofa się z dialogu, byłoby to jak zbudowanie mostu, który następnie się rozpadł. Trzeba kontynuować dialog! Przez ponad 65 lat obie Korea żyły w klimacie nienawiści, podziałów, zazdrości. Teraz trzeba naprawdę otworzyć serca, umysły i nasze dusze na przebaczenie i pojednanie. Trzeba wspólnie zatroszczyć się o wzajemne braterstwo, szczerze i pełni ufności iść dalej tą drogą.

21 czerwca w Daegu odbędzie się konferencja poświęcona przyszłości Półwyspu Koreańskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem