Reklama

Papież podpisał list apostolski „Misericordia et misera”

2016-11-20 10:15

st, pb (KAI) / Watykan / KAI

Grzegorz Gałązka

Papież Franciszek podpisał list apostolski „Misericordia et misera” skierowany do całego Kościoła, ogłoszony na zakończenie nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia. Ojciec Święty zrobił to na placu św. Piotra po zakończeniu Mszy św. w Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata.

W imieniu całego ludu Bożego dokument ten z rąk papieża otrzymali: kard. Luis Antonio Tagle, arcybiskup Manili, jednej z największych metropolii na świecie (Filipiny); abp Leo Cushley, arcybiskup Saint Andrews i Edynburga (Szkocja); dwóch księży Misjonarzy Miłosierdzia, pochodzących z Republiki Demokratycznej Konga i Brazylii; diakon stały diecezji rzymskiej wraz ze swoją rodziną; dwie zakonnice, pochodzące z Meksyku i Korei Południowej; rodzina składająca się z rodziców, dzieci i dziadków, pochodząca z USA; para narzeczonych; dwie matki-katechetki z jednej z parafii w Rzymie; osoba niepełnosprawna i osoba chora.

Treść listu apostolskiego „Misericordia et misera” zostanie opublikowana przez Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej jutro w południe.

Tagi:
Franciszek

Franciszek apeluje o podjecie wszelkich działań dla ratowania migrantów

2018-07-22 13:40

st (KAI) / Watykan

Z apelem do społeczności międzynarodowej o podjecie wszelkich działań dla ratowania migrantów zwrócił się Franciszek podczas dzisiejszej modlitwy Anioł Pański w Watykanie. Papież zapewnił o pamięci i modlitwie w intencji osób zaginionych na wodach Morza Śródziemnego oraz ich rodzin.

Grzegorz Gałązka

"W minionych tygodniach dotarły dramatyczne doniesienia o rozbiciu się i zatopieniu łodzi pełnych imigrantów na wodach Morza Śródziemnego. Wyrażam ubolewanie w obliczu tych tragedii i zapewniam o mej pamięci i modlitwie w intencji osób zaginionych oraz ich rodzin. Zwracam się ze stanowczym apelem do społeczności międzynarodowej o podjęcie zdecydowanych i szybkich działań, aby zapobiec powtarzaniu się takich tragedii oraz zapewnić bezpieczeństwo, poszanowania praw i godności wszystkich" - powiedział papież Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Centrum nędzy w środku Europy

2018-07-17 13:10

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 22-25

Z youtuberem Vonskym – twórcą dokumentu pt. „Projekt Lunik” – rozmawia Tomasz Winiarski

Vonsky

TOMASZ WINIARSKI: – Jak reagowali ludzie, którym mówiłeś, że wybierasz się w tak nietypowe miejsce? Nie miałeś obaw, że pakujesz się w kłopoty?

VONSKY: – Od początku traktowałem podróż do Luníka na równi z podróżą do miejsc typu Donieck, Ługańsk, Syria czy fawele w Brazylii. Bałem się straszliwie, a szczególnie o sprzęt. Wiele z moich obaw się nie sprawdziło, ale może to dzięki podwojonej ostrożności? Jakoś daliśmy radę bez strat materialnych, nikt nas nie pobił, niczego nam nie zniszczono. Ale to pewnie dlatego, że też byliśmy „grzeczni” i oprowadzała nas osoba „z wewnątrz”, chociaż obawialiśmy się, że Marian – nasz przewodnik może mieć przez to w lokalnej społeczności problemy, że z nami trzyma. Ale chyba nic takiego, poza kilkoma tekstami w jego stronę, nie miało miejsca.

– Na Twoich zdjęciach owiany złą sławą Luník IX, czyli największe romskie getto w Europie, wygląda niemalże jak strefa działań wojennych...

– I właśnie tak to sobie wyobrażałem przed przyjazdem. Na miejscu emocje pozostały, ale z czasem ochłonąłem i zacząłem się przyzwyczajać do tej rzeczywistości. Oczywiście, z naszej perspektywy, osób wychowanych w dobrobycie, nie da się przyzwyczaić do bezdomności czy ulicznego stylu życia. To nie nasza bajka, ale poznać i odkryć to od środka jest doświadczeniem bardzo otwierającym głowę na wiele życiowych aspektów. Przede wszystkim doceniasz to, co masz. Został jeszcze jeden blok do wyburzenia, który się sypie. W całym bloku żyje może 5 rodzin. Jego stan jest tragiczny, rzekomo przez to, że Romowie wyjmowali zbrojenia budynku, które potem sprzedawali. Wszędzie gruz i śmieci. Reszta bloków wygląda trochę lepiej, ale też są w opłakanym stanie. Przede wszystkim dużo pleśni i wilgoci. Mieszkańcy mówią, że niektóre pokoje na zimę w ogóle barykadują, bo nie da się w nich wysiedzieć przez brak ogrzewania i problemy z pleśnią i wilgocią.

– Jak przyjęli Was miejscowi? Zdobyliście ich zaufanie? Co sprawiło Wam najwięcej trudności?

– Dzieci, z którymi piątego dnia graliśmy na blokowisku w piłkę, pierwszego dnia pokazywały nam noże i środkowe palce. Nie było to łatwe, ponieważ poprzednie grupy filmowe czy telewizyjne nie zostawiły najlepszego wrażenia. Mieszkańcy Luníka czują się jak małpy w zoo. Telewizje obiecywały poprawę po nagraniu swojego materiału. Obiecywano Romom, że państwo się nimi zajmie, że im pomoże. Rozdawano różnym rodzinom pieniądze za to, żeby wystąpiły przed kamerą lub żeby pokazały im swoje mieszkania. Nadal uważam, że należałoby zostać tam jeszcze dłużej, żeby zdobyć jeszcze większe zaufanie oraz więcej materiałów filmowych. Poznać więcej ludzi i ich historie. Generalnie zawarliśmy kilka znajomości i jeśli tam wrócimy, to raczej będziemy mile widziani.

– Gdzie nocowaliście? W dzielnicy Luník panują tragiczne warunki sanitarne – mieszkańcy są odcięci od prądu i wody. Nie jest łatwo tam przetrwać. Powszechne są też różnego typu choroby, np. wszawica i zapalenie wątroby.

– Zamieszkaliśmy w ośrodku Salezjanów, gdzie warunki są porównywalne do typowych hosteli. Ok. 50 m od najbliższego bloku, w którym prawie w ogóle nie ma wody, prądu i ogrzewania. Pokój z widokiem na Luník – wtedy najbardziej doceniasz nawet najmniejsze udogodnienia. Mieszkańcy Luníka nie mają łatwo i rzeczywiście borykają się z bardzo wieloma problemami. Wszawica, szczególnie wśród dzieci, jest widoczna i powszechna. My na szczęście nic nie złapaliśmy, chociaż księża pracujący na Luníku sami wspominali, że raz na jakiś czas coś się zdarzy. Jeden z bloków, w którym byliśmy, był odłączony od wody. Woda działa tylko przez parę godzin po dwa razy dziennie w piwnicy. Nie wszyscy się też szczepią.

– Osiedle Luník powstało w latach 70. ubiegłego wieku i z założenia miało być zamieszkałe głównie przez rodziny policjantów i wojskowych. Jak to się stało, że dzisiaj wegetują tutaj wyłącznie bezrobotni Romowie, a dzielnica stała się symbolem skrajnej patologii społecznej?

– Luník IX był jednym z bardziej prestiżowych osiedli swego czasu. Jak widać, Romowie nie wpisywali się we wzór idealnych sąsiadów i wystarczyło zaledwie jedno pokolenie, aby sprawić, by reszta lokatorów innych narodowości wyprowadziła się z osiedla. Romowie mają w swoim zwyczaju posiadanie rodzin wielodzietnych, a więc szybko stali się na Luníku zdecydowaną większością. Okazuje się, że przymusowa integracja i cały projekt komunis-
tycznych władz Czechosłowacji nie wypaliły. Chyba nie jest ciężko zgadnąć dlaczego.

– No właśnie, czyli to wina nieudanego projektu komunistycznych władz, który polegał na przymusowej integracji społeczności romskiej?

– Myślę, że wszyscy się zgodzimy z tezą, iż jest to nieudany eksperyment przymusowej integracji i ingerencji systemowej w prywatne życie ludzi. Ale jako reporterowi ciężko mi postawić dokładną diagnozę.

– Bezrobocie w dzielnicy Luník IX wynosi niemalże 100 proc. Nędza, brak pracy i perspektyw – to idealny przepis na wzrost przestępczości. Wy natomiast przyjechaliście tam z drogim sprzętem fotograficznym... Naprawdę udało się wrócić bez strat?

– Oficjalne statystyki mówią o niemalże zerowej przestępczości. Nieoficjalnie – wiadomo. Jest tak, ponieważ bycie kapusiem nie jest czymś mile widzianym na Luníku IX. O sprzęt bałem się bardzo, ale obyło się bez żadnych strat. Uprzedzono nas, że na dwa dni przed naszym przyjazdem przyszły dla mieszkańców Luníka pieniądze z socjalu. A oni te pieniądze trwonią w pierwszym tygodniu na imprezy i alkohol. No i właśnie chodziło o to, żeby uważać na ludzi pod wpływem. Czy to alkoholu, czy innych używek, ponieważ mogą być agresywni.

– Czy władze Słowacji podejmują w ogóle jakieś kroki mające na celu np. aktywizację zawodową tych ludzi? Podobno system zasiłków socjalnych oraz widmo windykacji zniechęcają Romów do podjęcia pracy zawodowej. Jak to wygląda?

– Temat Luníka IX jest tematem każdej samorządowej kampanii wyborczej Koszyc, a temat Romów sam w sobie jest tematem kampanii parlamentarnej. Pomysłów było wiele – m.in. nagrody dla romskich kobiet, które poddadzą się sterylizacji. A dzień przed wyborami politycy przyjeżdżają na Luník z kiełbasą wyborczą w formie darmowych worków z ziemniakami. Pokojowa Nagroda Nobla dla osoby, która rozwiąże ten problem społeczny.

– Kierowcom autobusów miejskich, którzy kursują na trasie zahaczającej o getto, władze płacą specjalne premie finansowe za pracę w warunkach podwyższonego ryzyka. Czy faktycznie jest tam aż tak niebezpiecznie?

– Nie powiedziałbym, żeby Romowie chcieli zagrozić kierowcom – są bardziej nieprzychylni wobec gapiów, którzy przyjeżdżają zrobić kilka zdjęć, lub wobec ekip telewizyjnych. Telewizje z zagranicy dużo naobiecywały, że ich materiały wideo pomogą tej społeczności itp. Generalnie Romowie z Luníka nie chcą się czuć jak fotografowane małpy w cyrku. W Internecie są zdjęcia, jak autobus linii 11 wygląda od środka, i rzeczywiście jest w opłakanym stanie.

– Jest w opłakanym stanie, bo władze nie chcą inwestować w tę społeczność, czy ze względu na to, że niszczą go romscy pasażerowie?

– Akurat tego nie wiem, może na tej linii kursują starsze autobusy, a może zdewastowali je Romowie?

– Czy dla słowackiej policji ta część Koszyc również stanowi strefę „no-go”, do której wolą się nie zapuszczać?

– Słowacka policja raczej nie traktuje zgłoszeń na Luník IX poważnie, aczkolwiek my sami byliśmy świadkami interwencji. Ale może wytłumaczę dla jasności: jedna karetka była eskortowana przez dwa radiowozy. Na samym osiedlu znajduje się komisariat policji. Raczej nie nazwałbym tego miejsca mianem strefy „no-go” dla policji, choć faktem jest, że raczej niechętnie przyjmują zgłoszenia.

– Czy zaryzykowałbyś stwierdzenie, że na Luníku panuje bezprawie? Samosądy?

– Raczej nie.

– Na miejscu działa katolicki zakon ojców salezjanów. Na czym polega pomoc, która za ich sprawą dociera do romskiej społeczności w Koszycach?

– Ich pomoc opiera się na kilku filarach. Przede wszystkim jest to ewangelizacja i zjednoczenie z Bogiem – 80 proc. mieszkańców Luníka IX uważa się za katolików. Życie w wierze to z założenia życie uczciwe, dobre i pracowite, więc są to dobre podstawy wychowawcze zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Kolejne takie filary to wychowanie młodzieży, pomoc w znalezieniu pracy, praca z takimi rodzinami. Za darmo lub za małą opłatą można w ośrodku uprać także swoje ubrania. Salezjanie robią naprawdę bardzo dobrą robotę.

– Czy obok organizacji katolickich na miejscu pomaga ktoś jeszcze?

– Są wolontariusze z miasta, ale nie chcieli z nami rozmawiać i ciężko mi zdefiniować, na czym polega ich pomoc. Mają na Luníku swoje biuro.

– Wspominałeś, że władze wyburzają kolejne budynki, których stan grozi zawaleniem. Zmniejsza się też liczba mieszkańców Luníka. Jaka jest zatem przyszłość tego miejsca?

– Z tego, co mówił starosta Luníka IX, wynikało, że planuje wybudowanie czterdziestu nowych mieszkań dla rodzin, które bardziej się starają i wychodzą na prostą. Mimo tego liczba mieszkańców rzeczywiście spada. Bardzo możliwe, że za kilka lat to miejsce będzie zupełnie inne niż teraz. Już się zmieniło, od kiedy byliśmy tam po raz pierwszy w lutym, a kolejny raz w maju.

– Co jest tak naprawdę przyczyną katastrofy, która kryje się pod nazwą „Luník IX”? Zawinił system czy może chodzi o kulturowe uwarunkowania społeczności cygańskiej?

– Romowie obecnie żyjący na Luníku IX mają mało wspólnego z kulturą cygańską, którą znamy. To jest kwestia pokoleniowa i tego, że całe to miejsce jest skupiskiem patologii, która jest dziedziczona. Tym ludziom po prostu brakuje przykładu, motywacji. W większości to nie jest tak, że oni deklarują: „Nie chcemy być jak reszta białych Słowaków”. Oni nie mają nic przeciwko, ale po prostu z jakiegoś powodu im się nie chce. Brakuje perspektyw.

– Myślisz zatem, że istnieje recepta na jakąkolwiek poprawę sytuacji tych ludzi? Dostrzegasz światełko w tunelu tej beznadziei?

– O to samo zapytaliśmy ks. Pavla, ale nie dostaliśmy jasnej odpowiedzi. Ciężko jest przewidzieć losy Luníka IX, gdyż jest to także temat debaty politycznej. Subiektywnie patrząc, duża część tych ludzi nie jest z natury zła. Po prostu mieli brak szczęścia urodzić się w takim miejscu. Największa nadzieja jest w młodych, ponieważ starych drzew się nie przesadza, a to dorośli powinni zadbać o to, aby kolejne pokolenia nie dziedziczyły ich niedoli.



Zapraszamy do odwiedzenia kanału "Vonsky Channel" na YouTube, gdzie znajduje się więcej ciekawych materiałów, nie tylko o Luniku IX

Obejrzyj film: Vonsky Channel
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

31. Franciszkańskie Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej

2018-07-23 07:17

Monika Jaracz | Archidiecezja Krakowska

- To, co jest zapisane w Słowie, nieustannie wydarza się w naszym życiu - także tych wszystkich, którzy znaleźli się tutaj, na Kalwarii. Jezus zaprasza nas na to miejsce pustynne, gdzie znajduje się około tysiąca osób. To miejsce pustynne, w którym możesz odpocząć, w którym może odpocząć w tobie to wszystko, co cię przerasta - mówił w homilii o. Marcin Drąg OFMConv podczas Mszy św. w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej, która rozpoczęła w niedzielę 31. Franciszkańskie Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej.

Monika Jaracz | Archidiecezja Krakowska

W niedzielę 22 lipca 2018 r. już po raz 31. rozpoczęło się w Kalwarii Pacławskiej najstarsze ogólnopolskie spotkanie dla młodzieży o charakterze religijnym - Franciszkańskie Spotkanie Młodych - organizowane przez ojców franciszkanów z Krakowskiej Prowincji św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię oraz Biuro Franciszkańskich Spotkań Młodych.

Zobacz zdjęcia: 31. Franciszkańskie Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej

Wydarzenie, które w tym roku odbywa się pod hasłem "Tchnienie", rozpoczęła Msza święta w Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej, której przewodniczył dyrektor Franciszkańskiego Spotkania Młodych, o. Marcin Drąg OFMConv.

W swojej homilii odniósł się najpierw do słów z Ewangelii według Świętego Marka, gdzie Pan Jezus mówi do uczniów, by udali się na pustkowie i tam wypoczęli. Porównał sytuację apostołów do uczestników spotkania, którzy przybyli do Kalwarii Pacławskiej.

- To, co jest zapisane w Słowie, nieustannie wydarza się w naszym życiu - także tych wszystkich, którzy znaleźli się tutaj, na Kalwarii. Jezus zaprasza nas na to miejsce pustynne, gdzie znajduje się około tysiąca osób, na jednej górze. To miejsce pustynne, w którym możesz odpocząć, w którym może odpocząć w tobie to wszystko, co cię przerasta.

Kapłan wskazał tym samym na aktualność i ponadczasowość Ewangelii oraz słów Chrystusa, które wypowiedział kiedyś nie tylko do swoich uczniów, ale kieruje je nieustannie także do nas - tu i teraz. Zakonnik podkreślił, że człowiek nadal doświadcza tego, co Bóg wypowiedział w przeszłości, choć sytuacje te przybierają dzisiaj inną formę. - To, co Bóg kiedyś powiedział, teraz się wydarza, ale już inaczej.

Następnie, kapłan odwołał się do fragmentu Ewangelii, w którym mowa jest o tym, iż Jezus po wyjściu z łodzi ujrzał wielki tłum i zlitował się nad nim, bo był jak owce, nie mające pasterza.

- Jezus zobaczył masę ludzi i współodczuwał z nimi. (...) Słowa są ważne, ale czy w sytuacji, gdy ktoś przeżywa jakiś dramat życiowy i wypowiadamy słowa „współczuję ci", tak naprawdę współodczuwamy to, co ten człowiek przeżywa?

Wskazał tym samym, o jakim współodczuwaniu mówi Jezus w Ewangelii i czym ono jest.

- Współodczuwanie Jezusa to nie jest jakieś emocjonalne wyrażenie, którego używamy. Dzisiaj możemy sobie pomyśleć, co porusza Jezusa, kiedy nas widzi tutaj, przed tym ołtarzem, co dostrzega w każdym z nas. Jezus widzi cały przekrój twojego życia i tego, co ty przeżywasz. On widzi głębiej. Współodczuwa, czyli czuwa, jest obecny. Współodczuwam, czyli jestem przy tobie i wiem, co przeżywasz, co jest w twoim sercu. Ja wiem, czego ci brakuje, jakie masz deficyty.

- Bóg jest w stanie wchodzić we wszystkie miejsca mojego życia. Jemu nie jest obojętna żadna sekunda mojego życia, On dotyka tego wszystkiego. Jezus chce wchodzić w twoje życie, w twoją historię, chce razem z tobą współtworzyć świat - dodał.

Zakonnik zauważył również, że Bóg przez to, iż jest z nami nieustannie i pragnie nam towarzyszyć w codzienności, podnosi nas z upadkó oraz zaprasza do współdziałania z Nim, do życia w miłości w życiu codziennym. - Wyrywa nas z osamotnienia i będzie uczył nas jak żyć w Jego obecności - podkreślił.

Na zakończenie homilii przypomniał o tym, jak ważne jest, by żyć Słowem Boga, które także dzisiaj potrafi zmienić życie każdego człowieka. - Słowo to nie jest przeszłość, to jest teraźniejszość. To Słowo wyprowadza nas z osamotnienia, z wszelkich deficytów i braków. Życzę, aby to spotkanie było czasem nasycania się Jego Słowem, Eucharystią, spotkaniami i rozmowami z tymi, którzy tutaj są.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem