Reklama

W trosce o powołania

2016-12-13 12:36

Beata Pieczykura

Beata Pieczykura

Wszystkie parafie archidiecezji częstochowskiej odwiedzi św. Dominik Savio, jeden z patronów liturgicznej służby ołtarza, w znaku relikwii. 12 grudnia bowiem rozpocznie się peregrynacja relikwii tego świętego po naszych parafiach adresowana do liturgicznej służby ołtarza oraz wiernych, zorganizowana przez księży opiekunów Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej i pobłogosławiona przez metropolitę częstochowskiego abp. Wacława Depo.

Młodzi i rodziny

Pomysł tej inicjatywy duszpasterskiej zrodził się wśród księży odpowiedzialnych za formację liturgicznej służby ołtarza po tym, jak 13 grudnia 2015 r. podczas kursu lektorskiego

abp Wacław Depo przekazał relikwie św. Dominika Savio młodym. To zamierzenie uzyskało aprobację Arcybiskupa Wacława zatroskanego o powołania kapłańskie do naszego seminarium. W tym dziele istotne znaczenie ma formacja młodych i rodzin. Rodziny bowiem można nazwać pierwszym seminarium, one są przecież pierwszą i ważną przestrzenią w budzeniu się powołań do kapłaństwa. Tę prawdę podkreślał już bł. Jan XXIII, gdy mówił do świeckich: „Dajcie mi święte rodziny, a ja wam dam świętych kapłanów”. Stąd wspólna żarliwa modlitwa wszystkich wiernych – rodziców, dzieci, dziadków, starszych oraz ministrantów i lektorów – popłynie do nieba. Będzie to wołanie do Chrystusa Dobrego Pasterza przez wstawiennictwo św. Dominika Savio w intencji powołań i młodych, którzy usłyszeli we własnym sercu głos Boga: Pójdź za Mną, aby mieli odwagę odpowiedzieć na to zaproszenie, wsparci przykładem i świadectwem wiary, miłości i zaufania swoich rodziców, a także duszpasterzy.

Peregrynacja

Peregrynacja rozpocznie się w regionie częstochowskim. 11 grudnia podczas promocji lektorskiej w parafii pw. Wojciecha w Częstochowie abp Wacław Depo poświęci obraz i wraz z relikwiami przekaże do parafii pw. św. Antoniego. Tam nawiedzenie potrwa 24 godziny, tak jak we wszystkich parafiach archidiecezji. Rozpocznie się 12 grudnia wieczorną Mszą św. (godz. 18). Po niej przy wystawionym Najświętszym Sakramencie odbędą się adoracja i Różaniec w intencji powołań kapłańskich do Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej oraz uczczenie relikwii przez ucałowanie. Następnego dnia Koronka do Miłosierdzia Bożego o godz. 15 zakończy nawiedzenie w tej wspólnocie. Proboszcz ks. Sylwester Kubik wraz z duszpasterzami przekaże relikwie wraz z obrazem kolejnej parafii, czyli pw. św. Jadwigi Śląskiej w Częstochowie.

Reklama

W ten sam sposób będzie wyglądał program peregrynacji we wszystkich parafiach archidiecezji częstochowskiej odbywający się w dniach od 12 grudnia 2016 r. do 31 stycznia 2018 r. 8 grudnia 2016 r. relikwie zagoszczą w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej. Po nawiedzeniu regionu częstochowskiego św. Dominik Savio w znaku relikwii odwiedzi region radomszczański – początek 4 maja 2017 r. w parafii pw. św. Lamberta w Radomsku, region wieluński – rozpoczęcie 7 października 2017 r. w parafii pw. św. Józefa w Wieluniu oraz region zawierciański – 16 grudnia 2017 r. w parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Myszkowie. Przerwy w peregrynacji nastąpią w czasie świąt Bożego Narodzenia, ferii zimowych, Triduum Paschalnego (w tym okresie św. Dominik będzie gościł w DOMu Ruchu Światło-Życie przy ul. Dobrzyńskiej w Częstochowie), Mistrzostw Polski Liturgicznej Służby Ołtarza, 6. Pielgrzymki LSO i wakacji.

Marzenie Boga

O radości i pięknie powołania, o przyjaźni z Chrystusem i o tym, że spełnione marzenie Boga daje szczęście mówi ks. Sebastian Ciastek – duszpasterz liturgicznej służby ołtarza archidiecezji częstochowskiej i zachęca ministrantów, lektorów, czyli tych, którzy są najbliżej ołtarza, tych, którzy przez swoją posługę pragną służyć Chrystusowi oraz konkretnej wspólnocie, aby zastanowili się nad swoim życiowym powołaniem, by pytali Chrystusa, jaki jest Jego pomysł, by nie wahali się powiedzieć „tak” i poszli za Nim, czasem nawet w ciemno, bo warto... Celem tej peregrynacji – jak wyjaśnia – jest codzienna modlitwa w intencji licznych powołań kapłańskich do naszego seminarium w Częstochowie. Na pierwszym miejscu jest ona skierowana do liturgicznej służby ołtarza, ale także ludu wiernego, aby wszyscy razem zgromadzeni wokół relikwii uwielbiali Boga. Dlatego ks. Sebastian zaprasza do wspólnej modlitwy wszystkich – dzieci, młodzież, rodziców, dziadków również tych, którzy mają problemy z dziećmi, wnukami, które może straciły wiarę, może nie chodzą do kościoła, może nie korzystają z sakramentów. Modlitwa bowiem jest źródłem mocy i zmiany życia, podkreśla zatem: – Niech św. Dominik, tak bardzo mocno zjednoczony z Bogiem, Jezusem i Matką Bożą, wyprasza potrzebne łaski. Niech Różaniec, sprawowanie świętej Liturgii przemienia nasze serca Bożymi łaskami. W oczekiwaniu na rozpoczęcie peregrynacji warto więc więcej czasu spędzić w blasku Bożej obecności, prosząc o błogosławione owoce zarówno w życiu osobistym każdego z uczestników, jak i Kościoła częstochowskiego.

Więcej informacji oraz kalendarium peregrynacji relikwii św. Dominika Savio na stronach: www.lso.czestochowa.pl

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja relikwii św. Dominika Savio

Dominik Savio

Urodził się w 1842 r. w Piemoncie jako syn rzemieślnika i krawcowej. Wzrastał w atmosferze głębokiego poszanowaniu religii. Już jako 5-letni chłopiec służył do Mszy św., co było dużym wyzwaniem, bo wówczas Eucharystię sprawowano tylko rano. Jak podają źródła, nie miał zegarka, i wiele razy przychodził do kościoła za wcześnie i modlił się przed zamkniętymi drzwiami. Po Mszy uczył się w szkole prowadzonej przez proboszcza. Po tym etapie edukacji przeniósł się do kolejnej szkoły, do której musiał codziennie przemierzać pieszo 8 km. Wtedy mawiał, że w drodze towarzyszą mu Jezus, Maryja i Anioł Stróż. 8 kwietnia 1849 r., w Wielkanoc, przyjął I Komunię św. Był to akt wielkiej odwagi ze strony proboszcza, gdyż wówczas panowało przekonanie, że do sakramentów należy dopuszczać w wieku znacznie późniejszym. Jako dwunastolatek spotkał św. Jana Bosko, który przyjął go do swego oratorium w Turynie. Swoją postawą był wzorem dla rówieśników, podejmował wiele inicjatyw, aby pomagać innym zarówno w nauce, jak i rozwoju duchowym.

Późną jesienią 1856 r. zapadł na chorobę płuc. Zmarł 9 marca 1857 r., w wieku zaledwie 15 lat. W chwili śmierci miał powiedzieć do ojca, że widzi piękne rzeczy. Jego relikwie znajdują się w bazylice pw. Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w Turynie. Beatyfikowany w 1950 r., kanonizowany w 1954 r. Jest najmłodszym świętym ogłoszonym przez Kościół, patronem ministrantów i młodzieży.

„Bądź zawsze wesoły, spełniaj dobrze swoje obowiązki i pomagaj kolegom” – taką receptę od św. ks. Jana Bosko otrzymał Dominik Savio, gdy prosił o wskazówkę: „Czuję potrzebę i pragnienie, aby zostać świętym. Nie myślałem nigdy, że jest to takie łatwe. Muszę zostać świętym. Niech mi ksiądz w tym dopomoże”.

Tagi:
Częstochowa Peregrynacja relikwii św. Dominika Savio

Reklama

Spełnić marzenie Pana

2019-01-31 11:46

Beata Pieczykura

Dziś, 31 stycznia, we wspomnienie św. Jana Bosko, przypada 1. rocznica zakończenia peregrynacji relikwii św. Dominika Savio oraz obrazu tego świętego, jednego z patronów liturgicznej służby ołtarza, w intencji nowych powołań kapłańskich. Miało to miejsce w parafii pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Żarkach.

Beata Pieczykura/Niedziela

Peregrynacja trwała od 11 grudnia 2016 r. do 31 stycznia 2018 r. Była adresowana do liturgicznej służby ołtarza oraz wiernych, zorganizowana przez księży opiekunów Liturgicznej Służby Ołtarza Archidiecezji Częstochowskiej i pobłogosławiona przez metropolitę częstochowskiego abp. Wacława Depo. Św. Dominik odwiedził wszystkie parafie archidiecezji częstochowskiej oraz Wyższe Seminarium Duchowne Archidiecezji Częstochowskiej. Obecnie relikwie św. Dominika Savio wraz obrazem znalazły swój dom w parafii pw. św. Jana Berchmansa w Gorzkowie–Trzebniowie, gdzie w każdą 2. niedzielę miesiąca wierni modlą się przez wstawiennictwo św. Dominika.

Niech św. Dominik, który do końca zawierzył swoje życie Bogu i pragnął świętości, stanie się wzorem dla ministrantów i młodych, aby ci, którzy usłyszeli we własnym sercu głos Boga: Pójdź za Mną, mieli odwagę spełnić marzenie Pana: powiedzieć Mu „tak” i pójdź za Nim, wsparci przykładem i świadectwem wiary, miłości i zaufania swoich rodziców oraz duszpasterzy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Loreto: Domek Matki Bożej – największe sanktuarium maryjne Włoch

2019-03-25 09:34

kg (KAI) / Loreto

Niewielkie miasteczko i gmina w środkowych Włoszech w regionie Marche nad Adriatykiem – Loreto, do którego dzisiaj przybył z jednodniową wizytą Franciszek, zajmuje szczególne miejsce na religijnej i pielgrzymkowej mapie tego kraju. Jest największym i najważniejszym włoskim sanktuarium maryjnym, odwiedzanym rocznie przez ok. 4 mln osób z całego świata. Główną jego relikwią jest Święty Dom, zwany też Domkiem Matki Bożej, gdyż – według prastarej tradycji – pod koniec XIII wieku aniołowie przenieśli go z Nazaretu do tego miejsca

Monika Książek

Jest to kamienny budynek o wymiarach 8,5 m x 3,8 m x 4,1 m, z drzwiami po stronie północnej i parą drzwi od strony południowej oraz oknem po zachodniej. Na zewnątrz ściany pokrywają marmurowe płaskorzeźby, przedstawiające sceny z życia Maryi, nawiązujące nie tylko do Ewangelii, ale także do apokryfów oraz wizerunki proroków starotestamentalnych. Wewnątrz budynku znajduje się właściwy Domek i rzeźba przedstawiającą tzw. Madonnę z Loreto.

Piękna, średniowieczna tradycja głosi, że jest to część domu z Nazaretu, w którym Maryja urodziła się a następnie poczęła i wychowała Pana Jezusa. Po jego Wniebowstąpieniu dom stał się kościołem. Gdy w VIII wieku ziemie te zajęli muzułmanie, początkowo obiekt był niezagrożony. Sytuacja pogorszyła się w XII i XIII w., po wyprawach krzyżowych, a zwłaszcza po ostatecznym wyparciu chrześcijan z tych obszarów. Powstało wówczas duże i realne niebezpieczeństwo zniszczenia bądź co najmniej zbezczeszczenia tego miejsca przez panujących tam wówczas Mameluków egipskich, toteż aby do tego nie dopuścić, na początku maja 1291 aniołowie w sposób cudowny przenieśli Domek Maryi do Italii.

Pierwsze „lądowanie” nastąpiło 10 maja tegoż roku w Trsacie (dzisiejsza Chorwacja, dzielnica Rijeki; po włosku Tersatto). Ale tamtejsi mieszkańcy, wśród których było wielu złodziejów i rzezimieszków, nie docenili wagi i znaczenia Domku, toteż aniołowie po 3 latach i 7 miesiącach jeszcze raz podjęli się zadania transportu, przenosząc go na drugi brzeg Adriatyku i umieszczając bezcenną relikwię w okolicach dzisiejszej Ankony. Dziś wznosi się tam kościół Matki Bożej Wyzwolicielki z Posatory. Stamtąd po dalszych 9 miesiącach wysłannicy nieba przenieśli dawne mieszkanie Maryi w pobliże Porto Recanati, gdzie znajdował się lasek, należący do miejscowej szlachcianki o imieniu Loreta. Później pątnicy mówili, że idą do „Madonny Lorety” i od tego ma się wywodzić dzisiejsza nazwa tego miejsca.

Późniejsze podanie głosiło jeszcze, że w zagajniku pani Lorety dwaj pasterze ujrzeli jaskrawe światło z nieba, za którym pojawił się Domek Maryi.

W rzeczywistości całą operację transportową sfinansowała i przeprowadziła włoska kupiecka rodzina de Angeli, prawdopodobnie przy udziale templariuszy, drogą morską przez Bałkany i 10 grudnia 1294 cenna relikwia dotarła na swoje dzisiejsze miejsce. W 1468 na polecenie ówczesnego biskupa Recanati – Nicolò dall'Aste, rozpoczęto budowę wielkiej świątyni, w której wnętrzu znalazłby schronienie Święty Domek Maryi i aby móc przyjmować coraz większe tłumy pielgrzymów, przybywających do tego miejsca. Ponieważ biskup zmarł już w rok później, jego dzieło nakazał kontynuować papież Paweł II (1464-71), który w 1464, gdy jeszcze jako kardynał nawiedził Domek, został cudownie uzdrowiony za sprawą Maryi.

W 1587, wraz z wykończeniem fasady, budowa ostatecznie dobiegła końca, ale różne prace wykończeniowe trwały jeszcze prawie pół wieku. W latach 1750-54 wzniesiono bogato zdobioną dzwonnicę. W świątyni są liczne piękne malowidła, mozaiki, freski i rzeźby. Wielkie straty sanktuarium poniosło po wkroczeniu w lutym 1797 do Loreto wojsk napoleońskich, które zniszczyły i rozkradły część cennych zabytków.

Doceniając znaczenie tej niezwykłej relikwii papieże od początku otaczali ją szczególną uwagą. W 1507 sanktuarium zostało podporządkowane bezpośrednio Stolicy Apostolskiej i do 1698 miało ono swego kardynała-protektora (opiekuna). W tymże roku jego zadania przejęła specjalnie utworzona w tym celu Kongregacja Loretańska, kierowana przez kardynała sekretarza stanu, którego na miejscu reprezentował prałat-gubernator. Wszystkie te szczególne przywileje sanktuarium w Loreto potwierdzali późniejsi rządcy Włoch w XIX w., a nawet okupacyjnej wojska francuskie (1797-98).

Po zjednoczeniu Włoch w 1870 Święty Domek cieszył się nadal specjalną opieką prawną. Po podpisaniu konkordatu między Rzymem a Stolicą Apostolską w 1929 powołano specjalną komisję mieszaną w celu praktycznego wykonania art. 27 tego dokumentu, poświęconego właśnie sanktuarium w Loreto. Powstała wówczas Administratura Papieskiej Bazyliki Świętego Domu, której przewodniczył administrator mianowany bezpośrednio przez Ojca Świętego, reprezentowany na miejscu przez wikariusza w randze biskupa. 24 marca 1920 Benedykt XV ogłosił Madonnę z Loreto patronką lotników. Zapoczątkowało to wizyty czołowych polityków włoskich do tego miejsca, m.in. 28 czerwca 1922 sanktuarium odwiedził książę Hubert (Umberto), a 24 października 1936 – dyktator Benito Mussolini.

Św. Paweł VI ogłosił 24 czerwca 1965 konstytucję apostolską “Lauretanae Almae Domus”, znoszącą Administraturę i powołującą na jej miejsce Papieską Delegaturę ds. Sanktuarium Świętego Domu w Loreto. Papież utworzył ponadto Prałaturę Świętego Domu, obejmującą kanonicznie cały obszar gminy Loreto oraz nadał bazylice loretańskiej rangę katedry, którą zarządza delegat papieski. Współpracują z nim dwaj wikariusze – jeden dla delegatury i drugi dla prałatury.

W przeszłości delegatami papieskimi w Loreto byli sekretarze dwóch kolejnych papieży: Jana XXIII – kard. Loris Capovilla i Pawła VI – abp Pasquale Macchi.

Warto jeszcze dodać, że zarówno samo Loreto, jak i Święty Domek mają pewne akcenty polskie. W kaplicy Najświętszego Serca w bazylice znajduje się przedstawienie Bitwy Warszawskiej namalowane przez Arturo Gattiego. A 18 lipca 1944 r. 2. Korpus Polski, dowodzony przez gen. Władysława Andersa, wyzwolił Ankonę, jeden z kluczowych portów położonych na wybrzeżu Adriatyku i sąsiednie Loreto. Była to, nawiasem mówiąc, jedyna operacja przeprowadzona samodzielnie przez żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych u boku aliantów zachodnich podczas kampanii włoskiej. 2. Korpus Polski walczył w latach 1944-45 na froncie włoskim przez 367 dni. Zginęło 2197 naszych żołnierzy, a 8376 zostało rannych.

Loreto, a przede wszystkim znajdujący się tam Święty Domek, dały początek podobnym sanktuariom w różnych krajach i miastach, m.in. w Pradze, Santa Fe (Nowy Meksyk, USA), także w Polsce, gdzie nazywa się je domkami loretańskimi (np. Loretto nad Bugiem).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Dziewiecki: aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów

2019-03-25 15:47

rm / Radom (KAI)

Aktywiści LGBT+ odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych - uważa pedagog, psycholog i autor wielu książek o dojrzałości ks. Marek Dziewiecki. Jego zdaniem, w ostatnich tygodniach w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary.

Monika Jaworska

Ks. Dziewiecki w swoim felietonie opublikowanym na stronie radioplus.com.pl napisał, że w reakcji na podpisanie przez prezydenta Warszawy deklaracji LGBT+, wielu rodziców, księży, psychologów i pedagogów, prawników, a także polityków i przedstawicieli mediów, wypowiedziało swoje poważne obawy i swój sprzeciw.

Dodał, że reakcją ze strony aktywistów LGBT+ oraz ich politycznych i medialnych sponsorów "jest skrajnie agresywny atak na tych, którzy odważyli się skorzystać z wolności słowa oraz z prawa do demaskowania demoralizatorów, którzy pod pozorem uczenia „tolerancji” chcą seksualizować polskie dzieci i wikłać je w uzależnienie od popędu".

Według ks. Dziewieckiego w celu realizacji obyczajowej rewolucji aktywiści LGBT+ posługują się hasłem „tolerowania” i „respektowania” mniejszości seksualnych. Dodaje, że wobec każdego, kto odważa się pokazywać, o jakie konkretnie mniejszości chodzi i jakie są ostateczne cele ich działania, środowiska LGBT+ stosują wszelkie formy agresji, zastraszania i terroru.

- Przekonała się o tym na przykład pani kurator z Małopolski czy polska mistrzyni świata w windsurfingu. O osobach, które precyzyjnie analizują deklarację LGBT+ oraz pokazują jej praktyczne konsekwencje, aktywiści gejowscy wyrażają się w sposób wulgarny i z pogardą. Usiłują takie osoby odczłowieczyć i odebrać im prawa obywatelskie, w tym wolność słowa i sumienia. Odmawiają nam nawet prawa do przytaczania faktów i cytowania wyników badań naukowych, pokazujących na przykład to, że wśród czynnych homoseksualistów jest zdecydowanie wyższy niż u heteroseksualistów odsetek chorób wenerycznych, pedofilii, uzależnień, agresji czy samobójstw - pisze ks. Dziewiecki.

Autor wielu książek o dojrzałości stwierdził też, że według aktywistów LGBT+ nie wolno nam mówić nawet o tak oczywistym fakcie, jak to, że osoby homoseksualne tworzą związki chore, bo niepłodne, a niepłodność jest przecież na liście chorób WHO. - Usiłują nam zakazać nawet samo już wyliczanie, o jakie konkretnie mniejszości seksualne chodzi. Agresywnie i wulgarnie atakują tych, którzy mają odwagę wyliczać mniejszości ukryte pod symbolem „Plus”. Wśród takich mniejszości są między innymi pedofile, zoofile czy nekrofile - pisze psycholog.

- Aktywiści LGBT+ nie mówią, że istnieją takie mniejszości seksualne, które ze względów etycznych czy z troski o dobro społeczeństwa, powinno się wyłączyć z owego „Plus”. Mimo to z furią atakują tych, którzy mają odwagę wymieniać po imieniu mniejszości, od których aktywiści LGBT+ się nie odcinają i których przecież nie potępiają (z wyjątkiem księży-pedofilów) - czytamy w felietonie.

Według ks. Dziewieckiego środowiska LGBT+ nie chronią wszystkich mniejszości, a jedynie niektóre. - Zupełnie nie przejmują się na przykład losem tych nastolatków - mimo, że są mniejszością - którzy w szkole, wśród rówieśników czy na stronach społecznościowych publicznie stwierdzają, że żyją w czystości, że postępują zgodnie z Dekalogiem, bo to daje im trwałą radość, że dumni są z tego, iż kierują się miłością i odpowiedzialnością, że panują nad swymi popędami. Pod adresem tych nastolatków kierowane są diabelskie wręcz wulgaryzmy i wyzwiska. Wylewa się na nich fala hejtu i skrajnej agresji. „Tolerancjoniści” spod znaku LGBT+ nie mówią nawet słowa w obronie bestialsko atakowanej i wyśmiewanej młodzieży, która dumna jest ze swej rozumności, wolności i zdolności, by wiernie kochać - pisze kapłan.

Ks. Dziewiecki zauważył, że w ostatnich tygodniach aktywiści LGBT+ w coraz bardziej otwarty sposób odsłaniają swoje zamiary. Z jednej strony chcą, by ich związki były uznane za „małżeństwa” i by mieli prawo do adoptowania dzieci. Z drugiej strony chcą doprowadzić do dyktatury seksualnych mniejszości po to, by większość społeczeństwa dała się zastraszyć i by poczuła się bezradna.

- W tym celu grożą większości społeczeństwa dręczeniem, a nawet więzieniem, gdy tylko dojdą do władzy. Z punktu widzenia aktywistów LGBT+ i ich politycznych oraz medialnych sponsorów to jedyna szansa na realizację przyjętych planów. Wiedzą bowiem, że w dyskusji na argumenty nie mają żadnych szans. Ci, którzy okazują się skrajnie wulgarni i agresywni, chcą wchodzić do przedszkoli i szkół pod pozorem uczenia tolerancji i szacunku. Ci, którzy publicznie chwalą się tym, że ich bogiem jest seks i szukanie przyjemności za każdą cenę, chcą być edukatorami seksualnymi dzieci. Ci, którzy walczą z własną płcią i okaleczają własne ciało, chcą uczyć polskie dzieci „określania” swojej tożsamości płciowej. Ci którzy tworzą pary niepłodne, chcą mówić o zdrowiu i płodności - pisze ks. Marek Dziewiecki.

- Środowiska LGBT+ wiedzą, że będą w stanie zrealizować swoje cele tylko wtedy, gdy zdobędą władzę dyktatorską i gdy skutecznie zastraszą większość naszego społeczeństwa. Wydaje się to nierealne, by garstka szaleńców seksualnych to osiągnęła. Historia kilku ostatnich dziesięcioleci dowodzi jednak, że jest to jednak całkiem realne zagrożenie. Wystarczy, żeby większość społeczeństwa - jak to miało miejsce w niektórych państwach Europy Zachodniej - pozostawała bierna i by zlekceważyła śmiertelne zagrożenie dla małżeństwa, rodziny, wychowania i cywilizacji życia - czytamy dalej w felietonie ks. Dziewieckiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem