Reklama

Sejmowi pustelnicy w pustej sali

2016-12-22 07:38

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak
Protest przed Trybunałem

O ile nie zgadzam się z zaproponowanymi przez kancelarię sejmu zmianami pracy dziennikarzy, to uważam, że przeniesienie obrad do sali kolumnowej było najlepszym rozwiązaniem. Gdyby marszałek Marek Kuchciński użył zgodnie z prawem straży marszałkowskiej, to dziś mielibyśmy męczenników opozycji, a tak mamy tylko sejmowych "pustelników".

Na wstępie chciałbym przypomnieć wydarzenie sprzed kilkunastu lat, które pokazuje, że marszałek Kuchciński wybrał lepsze rozwiązanie. W 2002 roku mównicę sejmową blokuje poseł Gabriel Janowski wraz z grupką posłów LPR i Samoobrony, aby bronić Polski przed prywatyzacją. Nad ranem ok. 20 strażników wbiega do sali plenarnej pomieszczenia. Posłowie stłoczyli się przy mównicy, trzymając się jej krawędzi, tak aby nie dać się wyprowadzić. W czasie tej akcji doszło do szarpaniny. Czterech strażników wyniosło Janowskiego z Sejmu przez główne wejście gmachu - trzymając go za ręce i nogi. Z kolei jeden z posłów w krawacie Samoobrony, uciekając przed strażnikami, wskoczył na stół prezydialny sali obrad.

Artur Stelmasiak
Wjazd do Sejmu

W wyniku starć ze strażą marszałkowską troje posłów LPR (Halina Murias, Antoni Stryjewski i Jerzy Czerwiński) trafiło do szpitala na obdukcję. Lider LPR Roman Giertych twierdzi, że zostali pobici przez strażników, gdy próbowali nie dopuścić do wyprowadzenia posła Janowskiego.

Przypomnę tylko, że w 2002 roku straż marszałkowska działała zgodnie z prawem. Pod sejmem nie było żadnych strać, a pokrzywdzonymi posłami prawie żaden dziennikarz się nie przejmował. Protestujący posłowie nie mogli liczyć na medialne wsparcie, a główne informacje ukazywały protestujących, jako ciekawostkę i parlamentarną fanaberię.

Reklama

Obecnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Spora część mediów pokazuje okupację mównicy, jako czyn bohaterski i godny pochwały. Gdyby marszałek Kuchciński poszedł śladami ówczesnego marszałka Marka Borowskiego, to dziś sytuacja byłaby o wiele bardziej napięta. Wyobrażam sobie kolejne prowokacje pod sejmem, interwencje Komisji Europejskiej i czołówki światowych gazet pokazujące, jak przewodniczący Donald Tusk ze łzami w oczach odwiedza swoich partyjnych kolegów w szpitalu.

Ustawa budżetowa jest na tyle ważna, że trzeba ją było uchwalić z myślą o przyszłości naszego państwa. Bojkotowanie i blokowanie jej było działaniem na szkodę Polaków. Bardzo ważna jest też uchwalona ustawa dezubekizacyjna, która jest wyrazem dziejowej sprawiedliwości, ale również częściowo tłumaczy dziwne wydarzenia pod Sejmem. Należy się jednak spodziewać, że takich prowokacji i dziwnie wyreżyserowanych zajść będziemy jeszcze świadkami wielokrotnie, bo opozycji skończyło się paliwo w postaci obrony Trybunału Konstytucyjnego. Ludzie na ulicy muszą mieć przecież jakiś powód do protestów, a z tym jest coraz trudniej, gospodarka się rozwija, bezrobocie jest rekordowo niskie, a do tego poprawiły się nawet wskaźniki demograficzne.

Oczywiście zabarykadowany i otoczony szczelnym kordonem policji Sejm nie wygląda najlepiej, ale obecnie liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo zarówno rządzących, jak i protestujących. Byłem świadkiem kilku interwencji. Muszę przyznać, że były wzorowe wobec tego, co widziałem po 2010 roku przed pałacem Prezydenckim. Sam widziałem, jak Straż Miejska biła dziennikarzy, protestujący musieli trzymać namiot kilka centymetrów nad ziemią, a wobec starszych ludzi po 70. użyto gazu łzawiącego. Ciekawe, gdzie wówczas był naczelny obrońca wszystkiego przed PiS-em, czyli Mateusz Kijowski.

W tłumie protestujących przed Sejmem jest wielu zwykłych ludzi, ale zapewne są też rozłoszczeni ubecy, którzy wiedzą jak wykonywać prowokacje. Nocni zadymiarze to w dużej mierze członkowie skrajnie lewicowej bojówki tzw. Antify. Swoją obecnością i relacjami Antifa chwali się zresztą na facebooku. Przypomnę, że właśnie to środowisko 11 listopada 2011 roku zaprosiło swoich kolegów z Berlina, aby wspólnie z nimi bić Polaków z biało-czerwonymi chorągiewkami podczas Święta Niepodległości.

Na zakończenie dodam, że jestem przeciwnikiem obostrzeń dla dziennikarzy w Sejmie. Osobiście byłem zdziwiony, gdy w 2007 roku marszałek Bronisław Komorowski pozamykał sejmowe kuluary i obostrzył proces wydawania dziennikarskich akredytacji. Teraz PiS chciało pójść tą samą drogą, a przecież problem tłumu dziennikarzy można rozwiązać wprowadzając np. limity akredytacji dla jednej redakcji, a nie wyrzucać z Sejmu wszystkich jak leci.

Feralnego 16 grudnia marszałka Kuchcińskiego poniosły emocje, bo zbyt nerwowo zareagował wyłączając z obrad posła Szczerbę. Jednak w żaden sposób nie usprawiedliwia to zamieszek pod Sejmem i dalszej okupacji sali obrad, z której złośliwie nikt ich siłą nie zamierzał usunąć. Zamiast męczenników, mamy więc sejmowych "pustelników", którzy sami już nie wiedzą po co siedzą w pustej sali.

Tagi:
komentarz

Co się dzieje w Trybunale Konstytucyjnym?

2018-07-16 14:40

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Trybunał Konstytucyjny proceduje nad aborcją eugeniczną od końca października 2017 roku, a prezes Julia Przyłębska nie wyznaczyła nawet terminu rozprawy. W 1997 prezes Andrzej Zoll był w o wiele trudniejszej sytuacji, a kwestię ochrony życia trybunał rozwiązał dokładnie w 162 dni. Obecnie wniosek ponad 100 posłów o stwierdzenie niekonstytucyjności aborcji eugenicznej, leży już w trybunale od 265 dni. A przecież przez ten czas statystycznie, co osiem godzin zabijane jest dziecko, czyli życie straciło ok. 800 dzieci.

Przypomnę, że skład orzekający pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla miał o wiele trudniejsze zadanie. Miał przeciwników życia nienarodzonych w rządzie SLD i w Sejmie, którzy bombardowali trybunał proaborcyjnymi opiniami oraz stanowiskiem ówczesnego prokuratora generalnego. Mimo tak wielkiego sprzeciwu sędziowie w 1997 roku orzekli, że aborcja ze względów społecznych jest sprzeczna z ustawą zasadniczą, a życie ludzkie ma prawną ochronę od poczęcia.

Wyrok z 1997 roku jest przełomowy dla całego późniejszego orzecznictwa. Sędziowie dali też jednoznaczną wskazówkę, że również aborcja eugeniczna jest niekonstytucyjna. To bardzo logiczne. Skoro według konstytucji życie ludzkie jest prawem chronione od poczęcia, to tak jak nie zabijamy dorosłych niepełnosprawnych i chorych, tak samo nie można zabijać ich przed urodzeniem. Nie ma więc wątpliwości, że nienarodzone dzieci ze stygmatem prawdopodobieństwa choroby i niepełnosprawności, zasługują na taką samą ochronę, jak ich rówieśnicy bez tego wyroku.

Obecnie na biurkach sędziów trybunału konstytucyjnego leży wniosek doktora prawa i jednocześnie posła PiS Bartłomieja Wróblewskiego, stanowisko marszałka sejmu oraz prokuratora generalnego. Wszystkie te dokumenty jednoznacznie dowodzą, że aborcja eugeniczna jest sprzeczna z konstytucją oraz dotychczasowym orzecznictwem trybunału. Politycy PiS, którzy są słusznie naciskani przez środowiska prolife, a także katolicką opinię, tłumaczą się wnioskiem w trybunale.

Sędziowie mają dziś stosunkowo łatwe zadanie. Przyznanie konstytucyjnej ochrony prawnej dzieciom ze stygmatem prawdopodobieństwa choroby lub niepełnosprawności, jest jedynie postawieniem przysłowiowej kropki nad "i" do orzeczenia sprzed 21 laty. Dlatego trzeba zadać pytanie: Co dzieje się z trybunałem i dlaczego nadal na wokandzie nie ma wyznaczonego terminu rozprawy nad stwierdzeniem niekonstytucyjności aborcji eugenicznej? Czy prawdą jest, że wniosek w trybunale ma być tylko alibi dla partii rządzącej, aby politycy PiS mogli w nieskończoność tłumaczyć się dlaczego blokują obywatelski projekt #ZatrzymajAborcję?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

MIVA Polska od 18 lat pomaga misjonarzom

2018-07-18 12:39

nak / Warszawa (KAI)

Ponad 500 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów – to tylko część pojazdów przekazanych na misje za pośrednictwem stowarzyszenia MIVA Polska. Działa ono od 2000 roku zajmując się zdobywaniem środków na zakup środków transportu dla misjonarzy: samochodów, rowerów ale tez łodzi czy koni.

Archiwum MIVA Polska

Założycielem stowarzyszenia jest ks. Marian Midura, który po powrocie z misji w Afryce, założył w Polsce stowarzyszenie pomagające misjonarzom w wypełnianiu ich posługi.

- Po powrocie z Afryki w 1999 r. zobaczyłem, że w Polsce mamy już coraz lepsze samochody, dużo więcej kierowców , a polscy misjonarze w tym czasie jeździli naprawdę słabymi pojazdami – wspomina ks. Midura. – Widziałem wiele przypadków, kiedy misjonarz był ranny po wypadku czy nawet ginął, tylko dlatego, że samochód był w bardzo złym stanie technicznym - dodaje.

Stowarzyszenie MIVA Polska pomaga misjonarzom w zdobywaniu i zakupie misyjnych środków transportu przez corocznie organizowaną „Akcję św. Krzysztof”. W parafiach zbierane będą ofiary do puszek na zakup pojazdów dla misjonarzy. Ideą jest przekazanie na środki transportu dla misjonarzy tyle groszy, ile w ciągu roku przejechało się kilometrów - 1 grosz za 1 szczęśliwie przejechany kilometr.

W zeszłym roku w ramach „Akcji św. Krzysztof” udało się zebrać prawie 2 mln 800 tys. złotych. Za te pieniądze zakupiono 48 samochodów terenowych i osobowych, 2 busy, ambulans, traktor, 39 motocykli i motorowerów, 470 rowerów dla katechistów, 2 silniki do łodzi i 2 łodzie motorowe, motolotnię oraz 30 wózków dla niepełnosprawnych, które trafiły do misjonarzy w prawie 30 krajach, głównie w Afryce i Ameryce Południowej.

W ciągu 18 lat działalności MIVA Polska zakupiła dzięki ofiarności darczyńców m.in.: 529 samochodów, 148 motocykli, 1485 rowerów, 14 łodzi, 2 konie, 13 ambulansów.

„Dzięki temu polscy misjonarze mogą bezpiecznie głosić dobrą nowinę w różnych częściach świata” - powiedział KAI Krajowy Duszpasterz Kierowców, Ks. Marian Midura.

MIVA Polska zaczęła działać w 2000 roku decyzją KEP przy Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Wrocławskie małżeństwa z Equipes Notre-Dame już w Fatimie!

2018-07-18 17:52

Małgorzata Trawka

Wrocławskie małżeństwa z Equipes Notre-Dame już w Fatimie! Uczestniczą w Zgromadzeniu Światowym Ruchu END, które odbywa się raz na sześć lat i jest największym zgromadzeniem małżeństw na świecie.

Dariusz Pachucy

To niezwykłe spotkanie rozpoczęło się w poniedziałkowy wieczór piękną ceremonią otwarcia, podczas której dokonano prezentacji ekip z różnych części świata. We wtorek małżonkowie mieli możliwość wziąć udział w wielu konferencjach, zajęciach w grupach, uczestniczyć w Eucharystii i wspólnych modlitwach. Zgromadzeniu towarzyszy szereg dodatkowych wydarzeń kulturalnych, jak chociażby musicale. Małżeństwa z Wrocławia współtworzyły polskie stoisko, m. in. budując Wawel w 3D.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem