korespondencja z Cypru

Kościół na zielonej linii

Katolicki kościół Świętego Krzyża w Nikozji jest dobrze znany na Cyprze. Znajduje się w nim relikwiarz zawierający cząstkę Krzyża Świętego

Zobacz

Bliski Wschód

W centrum wielkiej gry

Czy Libanowi grozi następna wojna?

Zobacz
Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij
Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Wielki nieobecny nadal z nami

2016-12-29 20:04

Alicja Dołowska

W niedzielę 29 grudnia 2013 roku zmarł wielki polski kompozytor Wojciech Kilar. Trzecia rocznica śmierci artysty zachęca do wspomnień i przypomnienia jego wielobarwnej biografii.

Polub nas na Facebooku!

Wojciech Kilar 17 lipca 2012 r. kończy 80 lat, ale jubileusz zaczęto fetować już w maju na Jasnej Górze. Trwa ciąg wielkich muzycznych wydarzeń, m.in. urodzinowa „Noc Kilara”. Tak jak rok 2010 z racji rocznicy urodzin Chopina był Rokiem Chopinowskim, tak ten należy do Kilara. To wcale nie nadużycie. Po prostu - inna epoka

Można pisać o nim „na kolanach”, ja zapytałam o opinię innych ludzi. - Wielki - mówi kompozytor Michał Lorenc. - Piękny człowiek - podkreśla przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia „Solidarności” Maria Ochman. Deszcz nagród, jaki spadł na kompozytora, przyznanie mu doktoratów honoris causa i Orła Białego, przysłania dziś to, że był on w 1989 r. laureatem Nagrody Artystycznej Komitetu Kultury Niezależnej NSZZ „Solidarność”. To nie jest przypadek, że właśnie te dwie wspomniane cechy skupia w opinii o Kilarze dyrektor naczelny i artystyczny Filharmonii Narodowej w Warszawie Antoni Wit. Zna Kilara jak mało kto. Przez 17 lat kierował Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach i dokonał wielu prawykonań jego utworów. Uważa, że nazwisko Kilara zapisało się w historii muzyki na zawsze. Podkreśla, że jest człowiekiem niezwykłej skromności. Dodaje też, że jest bardzo religijny i sprawy wiary traktuje niezmiernie poważnie. - Bardzo uczciwy, prawy człowiek. Piękna cecha - zauważa Wit.
Ludzie, słuchając skomponowanej przez Kilara cudownej wokalizy z filmu „Dziewiąte wrota”, ze wzruszenia... płaczą. Jan Paweł II po wysłuchaniu „Missa pro pace” był tak poruszony, że potem napisał do Kilara list z gratulacjami i podziękowaniem.
Coś jeszcze dodać? Wystarczy.

„Przyszedłem, spróbowałem. I jest słodki”

Czy na tworzenie muzyki związanej ze sferą wiary miał wpływ jakiś przełom w jego życiu? Dotąd mówił o motywie narodowym.
- Pierwszym utworem religijnym była „Bogurodzica”, która wiąże się zarówno z Maryją, jak i z naszą historią. To się zaczęło w 1975 r. Nigdy nie miałem problemów z wiarą, różnie natomiast bywało z surowym praktykowaniem. Lubiłem chodzić do pustego kościoła. Regularne uczęszczanie związane jest z moją obecnością na Jasnej Górze, dokąd trafiłem dzięki mojemu koledze Jerzemu Dudzie-Graczowi. Zadziałał też przykład mojej żony, która do kościoła chodziła systematycznie i nigdy mnie na siłę nie „zapędzała”. Dawała za to przykład. Była osobą bardzo wierzącą. I bardzo dobrze, bo dzięki temu mój prawdziwy powrót do Kościoła był rzeczywiście trwały - podkreśla Kilar.
Co mu dał ten powrót jako człowiekowi?
- Wszystko. Bóg jest wszystkim. Psalm mówi „Przyjdźcie, spróbujcie, jak słodki jest Pan” (por. 34, 9). Przyszedłem, spróbowałem. I jest słodki. Na to odpowiedź dał psalmista. Kompozytor pracuje od dłuższego czasu nad Psalmem 136. Marzy mu się półgodzinny utwór o rozmiarach symfonii. - Ten psalm jest dla mnie fascynujący przez repetycyjność - przyznaje Kilar. Uważa, że repetycyjność jest cechą muzyki drugiej poł. XX wieku. - I jeśli to półwiecze wniosło coś do muzyki, to głównie właśnie repetycyjność - podkreśla. Jego zdaniem, dokonało się to pod wpływem religii i takich form, jak Różaniec, litania, psalmy, opowieści biblijne, np.„Śpiew młodzianków w piecu ognistym”, gdzie też są wielokrotnie powtarzane te same słowa. - Fascynuje mnie połączenie wiary ze sprawami czysto muzycznymi - dodaje kompozytor.
Rzadko mu się zdarzało napisać coś „od ręki”. Któryś z kolegów, zafascynowany żywiołowością „Krzesanego”, powiedział, że pewnie „machnął go od ręki”, bo gdy się słucha tego utworu, można odnieść wrażenie, że sam się skomponował. A on pracował nad „Krzesanym” przez 8 miesięcy! Wszystko najpierw zaczyna się w głowie. Nawet gdy leniuchuje i zamyka oczy, pod powiekami pojawiają się czarne punkciki nut. Potem, brzdąkając na fortepianie, zamienia pomysły na dźwięki. I w końcu komponuje - niezmiennie na papierze nutowym, za pomocą ołówka i korzystając z pozostającej w pogotowiu gumki „myszki”. Elektronika jest dla niego za zimna, nie ma duszy.
- Problemem jest, jak skomponować utwór, żeby prowadził do dobra, miłości i piękna. A to wymaga ogromnego skupienia, często samotności - podkreśla. Komponowanie muzyki filmowej traktował jako zajęcie dodatkowe. Tworzył ją, żeby „nie zdziczeć” od pustelnictwa, bo pisanie do filmu wymusza kontakt z reżyserem i wyjście do ludzi.
W muzyce największą wagę przywiązuje do formy. Wydaje mu się, że w jego utworach właśnie forma jest najważniejsza, mimo że często przesłania ją wiele detali, np. szczegóły instrumentacyjne.

Reklama

„Nigdy od Ciebie, miasto, nie mogłem odjechać”

Właściwie mógłby się pod tymi słowami z wiersza Miłosza o Wilnie podpisać. Ale dotyczyłyby Lwowa, gdzie się w 1932 r. urodził i spędził pierwsze kilkanaście lat życia. A gdy jego rodzinne miasto znalazło się poza granicami Polski, w 1945 r. repatriował się wraz z rodziną najpierw do Rzeszowa, potem do Katowic. We wspomnieniach zachował krajobraz przepięknego polskiego miasta i ból, że nie należy ono już do Polski.
Byłam zaskoczona lwowskim pochodzeniem Kilara, który głównie eksponował swoje przywiązanie do Śląska. Tak jakby chciał wyprzeć chłopięce wspomnienia. I to beztroskie bieganie z procą, i chwile tak bardzo bolesne, że pozostają otwartą raną na całe życie. Jak widok otwartych przez Niemców „do zwiedzania” więzień przy ul. Łąckiego i u „brygidek”, gdzie Rosjanie przez dwa lata okupacji miasta dokonywali egzekucji polskiej ludności. Tych zbryzganych krwią ścian nie sposób zapomnieć…
- Od wyjazdu z Lwowa tam nie byłem, choć koncerty mojej muzyki we Lwowie się odbywają. Boję się zbyt przykrych wzruszeń i konfrontacji wspomnień z rzeczywistością. Pamiętam, jaki Lwów był kiedyś. Nie ma tego Lwowa, nie ma tych ludzi, tej atmosfery duchowej i kulturowej. Miałem nawet kiedyś sen, że chodzę po Lwowie i cały czas płaczę.
Lwów Kilara można pozbierać z okruchów wspomnień. Z obrazków takich jak ten, gdy babcia prowadzi go za rękę do kościoła. Lekcji fortepianu w szkole panien Reiss. Wieczornych rozmów rodziców o teatrze, bo choć ojciec był lekarzem, rzadko nawiązywał do swojej pracy. Ojciec i matka - aktorka dramatyczna Neonilla Kilar - kierowali rozmowy na temat sztuki. Toteż wyniósł z domu przekonanie, że sztuka w życiu jest najważniejsza. Uważa, że piękno stanowi dla człowieka pocieszenie.
Zastanawiam się, czy „Polonez” skomponowany do filmu Andrzeja Wajdy „Pan Tadeusz”, który od wielu lat wygrywa na studniówkach z polonezem Ogińskiego „Pożegnanie Ojczyzny”, nie powinien w przypadku Kilara mieć podobnego tytułu. To sielskie-anielskie wspomnienie polskich Kresów jest pożegnaniem świata, który się skończył i pozostał tylko we wspomnieniach nie tylko Mickiewicza, ale i Kilara. A „Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie Święty i czysty, jak pierwsze kochanie” - jak pisał Mickiewicz gdzieś „na paryskim bruku”.

Wdzięczny Śląskowi

Odbierając w czerwcu tego roku doktorat honoris causa Uniwersytetu Śląskiego, odebrał też honorowe członkostwo Światowego Związku Kresowiaków. Powiedział wówczas, że bardzo ceni to wyróżnienie, i że spotyka go ono w mieście, w którym spędził ponad trzy czwarte swojego życia. - Jestem urodzony we Lwowie i mam jakby podwójne obywatelstwo - lwowskie i katowickie. I szczególnie cenne jest dla mnie to, że zostałem tutaj, na Śląsku, zaakceptowany - podkreślił.
Ale w czasach Peerelu jako kraj urodzenia w jego dowodzie widniał Lwów - ZSRR. Przez jakiś czas mieszkając w Katowicach, mieszkał w Stalinogrodzie. Duch Stalina dopadł go i tu. W sytuacji lwowiaka, który, gdy Polska go po Jałcie opuściła, a on podążył za nią w głąb kraju, zakrawało to na chichot historii. O Śląsku zawsze mówi z ogromnym szacunkiem i wdzięcznością jako o swojej małej ojczyźnie: - Śląsk mnie wchłonął. Tu się rozegrały najważniejsze chwile mego życia - podkreśla. Z potrzeby serca „ilustrował” wszystkie filmy Kutza należące do tzw. tryptyku śląskiego.
A w filmie „Śmierć jak kromka chleba” - o wypadkach w kopalni „Wujek” po wprowadzeniu stanu wojennego - to właśnie muzyka Kilara, ogarniająca tę tragedię spojrzeniem jakby „z drugiej strony istnienia”, spaja elementy elegijnego smutku i śląskich motywów z chorałem, nadając męczeństwu strajkujących - heroizm. Końcówka to w istocie requiem dla poległych, które sprawia, że filmowy materiał przypomina widowisko pasyjne.
Pod wrażeniem śląskiej kultury przez lata pisał utwory oparte na motywach ludowych, np. suitę „Pieśni i tańce górali Beskidu Żywieckiego” i liczne utwory dla Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.
Napisany w 1974 r. - po awangardowych utworach lat 60. - „Krzesany”, oparty na motywach ludowych Podhala, był rewolucją. W Paryżu okrzyknięto go manifestem wolności. W Polsce jedni widzieli w nim kicz, inni arcydzieło. „Krzesany”,„Orawa” czy „Kościelec 1909” powstały pod wpływem fascynacji górami. Powiedział kiedyś, że są tylko trzy miejsca, w których odczuwa szczęście absolutne - kościół w czasie Mszy św., góry i dom.
„Kościelec 1909” poświęcił Mieczysławowi Karłowiczowi, kompozytorowi impresjoniście, który zginął w 1909 r. pod lawiną pod Małym Kościelcem w pobliżu Czarnego Stawu Gąsienicowego. Kilar przez całe życie pozostawał pod wpływem impresjonizmu. Ze starych mistrzów fascynował go zwłaszcza Mozart, choć Bach i Beethoven w oczywisty, jego zdaniem, sposób wchodzą w kanon największej muzycznej „trójki”. Muzyczne gusta i fascynację muzyką Debussy’ego zaszczepił w nim nauczyciel kompozycji Bolesław Woytowicz. Ale wciąż otwierał się na innych. Olśniony „Bolerem” Ravela, „Tańcem ognia” de Falli, muzyką Szymanowskiego niedawno odkrył w sobie zachwyt dla Schuberta, Schumana, Mahlera i Szostakowicza. Jednak tak naprawdę - jego zdaniem - muzyka skończyła się w IX-X wieku, gdy przestano pisać chorał. Uważa bowiem, że „namacalne dotknięcie Absolutu miało miejsce w chórze gregoriańskim”.

Jasna Góra - miejsce szczególne

Okres muzyki religijnej rozpoczęła, jak wspomniał, „Bogurodzica”. Potem przyszły inne utwory. „Angelus” powstał pod „wewnętrznym przymusem” w czasie stanu wojennego, który bardzo przeżył. Nie byłoby tego utworu, gdyby nie Różaniec i nie Jasna Góra. Właśnie tu odczuł szczególną moc różańcowej modlitwy. Ma wrażenie, że dzieją się w tym miejscu rzeczy niezwykłe. Wyczuwa to w atmosferze wywołanej bliską obecnością Pani Jasnogórskiej i w warstwie dźwiękowej odmawianego we wspólnocie jasnogórskiego Różańca.
- Tu cała Polska przynosi swoje najważniejsze, najboleśniejsze prośby. To jest dla mnie prawdziwy Różaniec Narodu - mówi Kilar.
Podkreśla, że każdy jego pobyt na Jasnej Górze stanowi inspirację do kompozycji, które by się nie narodziły, gdyby nie znalazł się w sanktuarium. Pisząc „Angelusa” pragnął pokazać ludziom, jak potężną i nowoczesną bronią współczesnego człowieka może być Różaniec, uważany przez wielu za „klepanie Zdrowasiek”.
Tworzenie utworów o charakterze religijnym jest - według niego - zadaniem niezwykle odpowiedzialnym, bo Boga poprzez sztukę należy chwalić dobrze. A to ogromne zobowiązanie.
Na 100. rocznicę powstania Filharmonii Narodowej, przypadającą w 2001 r., zachęcony przez jej ówczesnego dyrektora Kazimierza Korda, podjął się napisania mszy. Wcześniej w marzeniach nawet nie dopuszczał myśli, że mógłby ją kiedykolwiek skomponować. Myślał raczej o operze, gdyby znalazło się dobre libretto. Koniecznie o miłości! Pracował nad mszą 2 lata, pisał ją przez 9 miesięcy. Powstała „Missa pro pace”, taka, jaką sobie wymarzył. Nie koronacyjna, efekciarska, pełna fanfar i glorii, ale ascetyczna, kontemplacyjna, refleksyjna. Skoncentrowana na pozbawionym muzyki „Credo”. Określono ją mianem „modlitewna”, co Kilar uznał za najwyższą pochwałę.
Z inspiracji religijnej powstało w 2006 r. wielkie dzieło „Magnificat”, wykonane po raz pierwszy w Częstochowie. Dedykował je swojej żonie Barbarze, która odeszła w 2007 r. Po śmierci żony pogrążony w żałobie Wojciech Kilar napisał „Te Deum” i zadedykował jej pamięci.
- Czy patrząc z perspektywy lat, coś Pana w życiu ważnego ominęło? - pytam Mistrza. - Nie. Wszystko jest darem. Czasem to trudno zrozumieć. Uważam też, że wielkim darem jest cierpienie. Człowiek musi poznać i miłość, i cierpienie. Miłość to największy dar, a gdy się kocha, to się również cierpi. Te przeżycia czynią z nas ludzi. Wszystko, co kiedyś było dla mnie dramatyczne, przykre, bolesne, okazało się zgodne z prawem Bożym i mnie ukształtowało. Dzięki temu stałem się człowiekiem.

Działy: Kultura

Tagi: wspomnienia

Reklama

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Polityk, który pozostał człowiekiem EDYTORIAL

Gdyby wszyscy umieli tak jak Matka Boża odkryć Boże łaski i dzielić się nimi z innymi to nasz świat byłby zupełnie inny. »
Abp Wacław Depo

Reklama


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas