Reklama

Papież o swoich podróżach

2017-01-08 15:55

pb (KAI/lastampa.it) / Watykan / KAI

Grzegorz Gałązka

Wolę jeździć do krajów, którym mogę trochę pomóc, które przeżywają lub przeżywały poważne kłopoty - powiedział papież Franciszek w wywiadzie udzielonym watykaniście włoskiego dziennika „La Stampa” Andrei Torniellemu. Otwiera on książkę tego znanego dziennikarza o papieskich podróżach „In viaggio”, która ukaże się 10 stycznia.

Pytany, czy lubi podróżować, Franciszek odpowiada szczerze, że nie. Kiedy był biskupem w Buenos Aires, jeździł do Rzymu tylko wtedy, kiedy musiał, a kiedy mógł nie jechać, to nie przyjeżdżał. - Zawsze ciążyło mi przebywanie poza moją diecezją, która dla nas biskupów jest naszą „oblubienicą”. A poza tym jestem raczej rutyniarzem i aby mieć wakacje, wystarczy mi trochę więcej czasu na modlitwę i lekturę. Aby odpocząć, nie potrzebuję zmieniać klimatu czy środowiska - stwierdził papież.

Wyznał, że na początku pontyfikatu nie spodziewał się, że będzie tak wiele podróżował. Wszystko zaczęło się od włoskiej Lampedusy, dokąd - jak mówi - czuł, że powinien pojechać, gdyż poruszały go wiadomości o migrantach umierających w morzu. Podróż ta nie była planowana, nie otrzymał oficjalnych zaproszeń, lecz jego współpracownicy zorganizowali tę błyskawiczną wizytę. Potem Franciszek pojechał do Rio de Janeiro na Światowe Dni Młodzieży - tym razem była to podróż od dawna ustalona, gdyż papież zawsze jeździ na ŚDM.

Po Rio zaczęły nadchodzić zaproszenia, na które po prostu odpowiadał „tak”. - A teraz czuję, że powinienem odbywać podróże, odwiedzać Kościoły, by wspierać ziarna nadziei, jakie się tam znajdują - zauważył papież.

Reklama

Przyznał, że podróże zagraniczne są uciążliwe, ale póki co daje radę. Są one dla niego trudne bardziej z punktu widzenia psychicznego niż fizycznego, gdyż wymagają dużo czasu, by się do nich przygotować, zazwyczaj w okresie, gdy ma się także zwykłe obowiązki. - Gdy wracam do domu, do Watykanu, zazwyczaj pierwszy dzień po podróży jest dosyć męczący i potrzebuję odzyskać siły. Ale noszę w sobie twarze, świadectwa, obrazy, doświadczenia - niewyobrażalne bogactwo, które zawsze mi mówi: warto było - przyznał Franciszek.

Pytany, czy zmienił coś w przebiegu papieskich podróży, Ojciec Święty ujawnił, że zlikwidował oficjalne posiłki z władzami państwowymi czy biskupami, gdyż w przypadku, gdy program jest pełen spotkań, woli zjeść szybko i prosto.

Odnosząc się do entuzjastycznego przyjęcia, z jakim spotyka się ze strony ludzi, którzy godzinami czekają, żeby zobaczyć, jak przejeżdża, Franciszek przywołał Ewangelię, w której po okrzykach: „Hosanna!”, nastąpiły okrzyki: „Ukrzyżuj Go!”. Przypomniał następnie słowa kard. Albino Lucianiego (przyszłego papieża Jana Pawła I), że osiołek, na którym Jezus wjeżdżał do Jerozolimy mógł pomyśleć, że aplauz był dla niego. - Papież musi mieć świadomość, że „niesie” Jezusa, świadczy o Jezusie i Jego bliskości i czułości wobec wszelkiego stworzenia, a szczególnie wobec cierpiących. Dlatego kilkakrotnie prosiłem wołających: „Niech żyje papież!”, by zamiast tego krzyczeli: „Niech żyje Jezus!” - powiedział Ojciec Święty.

Zacytował też słowa Pawła VI, wypowiedziane po podróży do Indii, że najbardziej godną pozazdroszczenia godnością papieża jest jego ojcostwo. Uczucie to nie męczy, lecz daje wytchnienie od zmęczenia. Dlatego nigdy nie czuł zmęczenia, gdy wznosił ręce do błogosławieństwa. - Uważam, że te słowa wyjaśniają, dlaczego papieże w czasach współczesnych postanowili podróżować - wskazał Franciszek.

Pytany o niezapomniane wspomnienia ze swych podróży, papież wymienił entuzjazm młodych ludzi w Rio de Janeiro, rzeszę zgromadzoną w sanktuarium w Madhu w Sri Lance, dokąd przybyli nie tylko chrześcijanie, ale także muzułmanie i hinduiści jako jedna rodzina, a także przyjęcie, jakie zgotowano mu w deszczu na Filipinach, gdzie ludzie wyciągali ku niemu swe dzieci, by je błogosławił. Na Filipinach odwiedził poszkodowanych w tajfunie Haiyan, a jednak na ich twarzach gościła radość, pomimo bólu i cierpienia z powodu utraty domu czy bliskich. Franciszek wyznał, że po powrocie do domu niesie tych ludzi w swoim sercu, modli się za nich i za ich bolesne sytuacje, a także o to, by zmniejszyły się nierówności, których był świadkiem.

Pytany dlaczego tak rzadko odwiedza kraje Unii Europejskiej, papież wskazał, że woli jeździć do krajów takich jak Albania czy Bośnia i Hercegowina, którym może trochę pomóc, dodać otuchy tym, którzy pomimo trudności i konfliktów pracują na rzecz pokoju i jedności, do krajów, które przeżywają lub przeżywały poważne kłopoty. - Nie oznacza to braku zainteresowania Europą, którą zachęcam jak mogę, by ponownie odkryła i wcieliła w życie swe najbardziej autentyczne korzenie i swe wartości. Jestem przekonany, że to nie biurokracja ani instrumenty finansowe wybawią nas z obecnego kryzysu i rozwiążą problem imigracji, który dla krajów Europy jest największym kryzysem od końca II wojny światowej - zauważył Ojciec Święty.

Odnosząc się do środków bezpieczeństwa, z jakimi związane są papieskie podróże, podziękował żandarmom watykańskim i gwardzistom szwajcarskim, że dostosowali się do jego stylu. - Nie mogę jeździć opancerzonymi samochodami lub w papamobile z zamkniętymi szybami kuloodpornymi. Świetnie rozumiem wymogi bezpieczeństwa i jestem wdzięczny tym, którzy z oddaniem i naprawdę wielkim trudem są przy mnie i czuwają podczas podróży. Ale biskup jest pasterzem, ojcem i nie może być zbyt wiele barier między nim i ludźmi. Z tego powodu od samego początku mówiłem, że będę podróżował tylko wtedy, gdy będę mógł mieć kontakt z ludźmi. Były co do tego obawy podczas pierwszej podróży [zagranicznej] do Rio de Janeiro, ale tyle razy przejechałem nabrzeże Copacabany w otwartym papamobile, pozdrawiając młodych, zatrzymując się przy nich, ściskając ich. Nie doszło w tych dniach do ani jednego incydentu w całym Rio de Janeiro. Trzeba ufać - oświadczył Franciszek.

Przyznał, że jest świadomy ryzyka, które podejmuje, lecz nie lęka się o siebie, troszczy się natomiast o bezpieczeństwo tych, którzy z nim podróżują, a przede wszystkim ludzi, których spotyka. Tym, co go niepokoi są konkretne zagrożenia dla uczestników liturgii czy spotkania ze strony „jakiegoś szaleńca”. Ale nad tym czuwa Pan - stwierdził papież.

Tagi:
Franciszek

Franciszek u św. Marty: bez miłości Kościół nie wzrasta, staje się instytucją pustą

2018-04-26 12:20

st (KAI) / Watykan

Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus uczy nas miłości, obmywając stopy – służby i przypomina, że sługa nie jest większy od swego pana – stwierdził papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do czytanej dziś Ewangelii (J 13,16-20) Ojciec Święty zaznaczył, że są to podstawy Kościoła.

Grzegorz Gałązka

Franciszek przypomniał, że Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, żegnając się z uczniami, nie tylko wygłosił długą i piękną mowę, ale dokonał także dwóch gestów, „które są instytucjami", podstawami Jego nauczania. Jezus daje swoje ciało na pokarm i swoją krew jako napój – ustanawia Eucharystię. Ponadto obmywa stopy. Z tych gestów rodzą się dwa przykazania, które jeśli będziemy wierni, spowodują rozwój Kościoła.

Pierwszym z nich jest przykazanie miłości. Jezus każe nie tylko „kochać bliźniego jak siebie samego”, ale uczynić jeszcze jeden krok: „kochać bliźniego tak, jak Ja was umiłowałem”. Jest to miłość bez ograniczeń, bez której Kościół nie posuwa się naprzód, nie oddycha – zauważył papież. „Bez miłości Kościół nie wzrasta, staje się instytucją pustą, pozorów, bezowocnych gestów. Trzeba iść do Jego ciała: Jezus mówi, jak powinniśmy kochać, aż do końca” – podkreślił Ojciec Święty. „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem” (por. J 13, 34) – przypomniał Franciszek.

Następnie papież wskazał na nowe przykazanie, które rodzi się z obmycia stóp: „służcie sobie nawzajem”. Obmywajcie sobie nawzajem nogi, tak jak umyłem wasze stopy. Dwa nowe przykazania i ostrzeżenie: „możecie służyć, ale posłani przeze Mnie”, bo nie jesteście więksi ode mnie, „sługa nie jest większy od swego pana” – przypomniał Ojciec Święty. Jednocześnie podkreślił, że chodzi tutaj o prawdziwą pokorę, a nie udawaną i dodał, że idzie tutaj o podstawy Kościoła. Tą drogą poszli męczennicy i wielu świętych, będąc świadomymi, że są jedynie sługami.

Franciszek nawiązał także do słów Pana Jezusa zapowiadających zdradę Judasza: „Ja wiem, których wybrałem; lecz potrzeba, aby się wypełniło Pismo: «Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę»”. Dlatego papież zachęcił do chwili milczenia, aby spojrzał na nas Pan.

„Pozwólmy, aby do mego wnętrza wkroczyło spojrzenie Jezusa. Wiele odczujemy: miłość, a być może nic nie odczujemy ... będziemy zablokowani, będziemy się wstydzić. Ale zawsze pozwólmy, aby przyszło spojrzenie Jezusa” – zachęcił Ojciec Święty.

Na zakończenie swojej homilii Franciszek nawiązał do słów Piotra w Tyberiadzie: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21, 17). Miłość aż do końca, służba i użyjmy słowa trochę wojskowego, ale potrzebnego: podporządkowanie, to znaczy On jest największy, ja jestem sługą – podsumował swoją homilię papież.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niemcy: kontrowersje wokół krzyża w gmachach państwowych Bawarii

2018-04-26 09:25

ts (KAI) / Monachium

Ożywioną dyskusję wywołała decyzja rządu krajowego w Monachium, że od 1 czerwca br. we wszystkich gmachach państwowych Bawarii mają w widocznych miejscach zawisnąć krzyże. Krzyż będzie wisiał u wejścia jako „widoczne przyznanie się do podstawowych wartości ładu prawnego i społecznego w Bawarii i w Niemczech” - poinformowała kancelaria rządu Bawarii 24 kwietnia. "Krzyż jest fundamentalnym symbolem „naszej bawarskiej tożsamości i sposobu życia” - powiedział premier Markus Söder (CSU).

HannahJoe7/pixabay.com

Choć decyzja ta nie wszystkim się podoba, z zadowoleniem przyjął ją arcybiskup Bambergu Ludwig Schick. „Uważam że to dobre, aby zawiesić krzyż tłumacząc, że jest to znak jedności, pojednania, pokoju, braterstwa, solidarności” - powiedział abp Schick w wywiadzie dla Bayerische Rundfunk. W innej rozmowie dla „domradio” w Kolonii zwrócił uwagę, że „krzyż nie jest znakiem tożsamości jakiegokolwiek kraju czy państwa”.

Również kierownik Biura Katolickiego Bawarii, Lorenz Wolf, cieszy się z takiej decyzji, kiedy to „ugruntowane w chrześcijaństwie podstawowe wartości naszej społeczności, zwłaszcza godność człowieka, miłość bliźniego, tolerancja i solidarność znowu silniej docierają do świadomości społecznej”.

Pozytywnie do faktu, że „krzyże będą widoczne w miejscach publicznych” odniósł się też ewangelicki biskup Bawarii oraz przewodniczący Rady Kościołów Ewangelickich w Niemczech (EKD) Heinrich Bedford-Strohm. Podkreślił, że w ten sposób religia nie pozwala się „wypędzić” do sfery prywatnej, lecz staje się częścią życia publicznego. Ewangelicki biskup nie widzi w tej decyzji marginalizacji innych religii, a humanitaryzm, którego symbolem jest krzyż, oznacza także wolność wyznania. Jednocześnie ostrzegł przed wykorzystywaniem krzyża do polityki partyjnej oraz polemik. Przesłanie, jakie płynie z krzyża, to godność człowieka, miłość bliźniego i humanitaryzm. „To są wartości, do których musi się stosować każdy z nas, muszą się stosować także działania polityczne” - przypomniał Bedford-Strohm.

Krytyk nie szczędzi lewicowa SPD twierdząc, że jest to taktyczny manewr wyborczy CSU. Natomiast studenci w Ratyzbonie już zapowiedzieli, że nie zgodzą się na zawieszenie krzyży na tamtejszym uniwersytecie. Uniwersytety mogą, ale nie musza zawieszać krzyży. Dotychczas decyzją rządu Bawarii krzyże muszą wisieć tylko w klasach szkolnych oraz salach sądowych.

Katolicki specjalista prawa kanonicznego na uniwersytecie w Münster, Thomas Schüller uważa, że decyzja rządu Bawarii jest „na granicy” prawa konstytucyjnego. W rozmowie z „Deutsche Welle” powiedział, że „jeśli ktoś w ten sposób politycznie instrumentalizuje krzyż, nie pojmuje teologicznego znaczenia „głupoty słowa Krzyża” z pierwszego listu św. Pawła do Koryntian, która jest ością w gardle władców i znakiem nadziei dla słabych i pozbawionych praw”. Skrytykował, że uzasadnianie zawieszania krzyży „historycznymi i kulturalnymi tradycjami” Bawarii powoduje, że krzyż staje się „zwykłym symbolem folkloru”.

O umiar w ocenach zaapelował Centralny Komitet Katolików Niemieckich (ZdK). „Krzyż jest tematem poważnym i nie może być przedmiotem drwin i wszelkiego rodzaju żartów”, powiedział przewodniczący ZdK, Thomas Sternberg w rozmowie z niemieckimi mediami. Dodał, że krzyż podkreśla wartość religii i nie oznacza żadnego wykluczania.

Krytycznie do decyzji rządu Bawarii odniosła się Centralna Rada Muzułmanów. „Krzyż w oficjalnych budynkach państwowych jest sprzeczny z zasadą neutralności państwa”, stwierdził w rozmowie z dziennikiem „Die Welt” Mohamed Abu El-Qomsan, przewodniczący tego gremium w Bawarii i podkreślił, że krzyż jest „oczywiście symbolem religijnym”. Zażądał jednocześnie równego traktowania innych religii. „Jeśli Bawaria dopuszcza symbole religijne w budynkach państwowych, to konsekwentnie powinna także zezwolić na noszenie muzułmańskich chust w miejscach publicznych” - powiedział.

Pozytywnie natomiast wypowiedziała się Izraelska Wspólnota Wyznaniowa Monachium i Górnej Bawarii. Zwłaszcza w obliczu „mamuciego zadania, jakim jest integracja”, wspólnota żydowska uważa za „ważne i właściwe” zdefiniowanie norm i wartości oraz żądanie ich uznania, co jest niezbędne dla dobrego współżycia, stwierdziła przewodnicząca Izraelskiej Wspólnoty Wyznaniowej Charlotte Knobloch.

Rząd federalny nie chciał skomentować decyzji władz Bawarii. Rzecznik rządu Steffen Seibert powiedział jedynie, że „nic mu nie wiadomo, aby podobne plany zamierzał wprowadzić rząd federalny”. Według rzecznika ministerstwa spraw wewnętrznych, decyzję o zawieszeniu krzyża w pomieszczeniach urzędowych regulują przepisy organizacyjne poszczególnych urzędów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Siła różańca

2018-04-27 09:02

Weź do ręki, noś go przy sobie, odmawiaj go a nie zginiesz, co więcej, uratujesz innych ludzi.


Czy rzeczywiście żyjemy w epoce Maryi? Czy ludzie, którzy gromadzą się wokół Niej, z najlepszą bronią – różańcem, są zdolni przemieniać teraźniejszość i walczyć o lepszą przyszłość pod znakiem Niepokalanej?

W drugiej części „Siły Różańca” odsłaniamy kolejne Boże komunikaty, zawarte w tej pięknej i prostej modlitwie.



- Ta modlitwa gwarantuje nam wysłuchanie każdej modlitwy. Ale to Pan Bóg wybiera czas – przypomina br. Grzegorz Filipiek OFMCap.

Być może, jak zauważa Grzegorz Kasjaniuk, dla niektórych jest to zbyt bajkowe. Biorę koraliki, paciorki i prowadzę innych do zbawienia? - Tak, bo moje serce jest wypełnione wtedy modlitwą. Nie modlę się ustami, ale sercem. Bo różaniec to modlitwa serca – przekonuje znany dziennikarz muzyczny.

Jest jednak ktoś, komu, jak wskazuje Wincenty Łaszewski, ten różaniec straszliwie nie pasuje i zrobi wszystko, abyśmy go nie odmawiali. W jednym z egzorcyzmów diabeł krzyknął: „gdyby ludzie wiedzieli, jaką różaniec ma moc, byłoby po mnie”. A czy ty już wiesz, jaką różaniec ma moc?

Zapraszamy do obejrzenia drugiego odcinka „Siły Różańca”, produkcji zrealizowanej przez Fundację Holy Mary Team.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem