Reklama

Miłosierdzie Boże jedyną nadzieją

Maria
Niedziela w Chicago 16/2004


„Nie ma dla człowieka innego źródła nadziei jak Miłosierdzie Boga”.
(Jan Paweł II)

Tymi słowami Ojca Świętego pragnę złożyć podziękowanie za uzdrowienie za wstawiennictwem św. s. Faustyny Kowalskiej, które miało miejsce 15 lat temu. Bóg w swoim niezgłębionym Miłosierdziu przychodzi nam zawsze z pomocą, a szczególnie w najtrudniejszych momentach życia. Taką najtrudniejszą chwilą w moim życiu była śmierć ojca. Przyszła tak nagle - po tygodniowym pobycie w szpitalu. Zmarł zaraz po wysłuchaniu niedzielnej Mszy św. Nie byłam na to przygotowana i nie umiałam pogodzić się z jego śmiercią. Wtedy podczas pogrzebu ktoś zaczął odmawiać słowa Koronki do Miłosierdzia Bożego: „Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Ogarnął mnie pokój i pewność, że tymi słowami pełnymi miłosierdzia wyproszę spokój dla duszy mojego zmarłego ojca. Ta żarliwa modlitwa, którą wtedy po raz pierwszy w życiu słyszałam, stała się naszą wspólną modlitwą rodzinną. Polecaliśmy w niej Bogu wszystkie nasze sprawy, a przed świętem Bożego Miłosierdzia odprawialiśmy Nowennę - począwszy od Wielkiego Piątku - za wstawiennictwem s. Faustyny. Tak też było 15 lat temu... Jednak zaraz w Poniedziałek Wielkanocny znalazłam się w szpitalu i niezwłocznie przygotowano mnie do operacji. Wcześniej sama myśl o pobycie w szpitalu napawała mnie lękiem, jednak wtedy, w Tygodniu Bożego Miłosierdzia, odczuwałam dziwny pokój, który udzielał się innym chorym. Wszyscy razem na sali modliliśmy się Koronką za oczekujących na operację, a ponieważ stan mojego zdrowia zagrażał życiu - pierwsza zostałam jej poddana. Kilka dni później z powodu powikłań była kolejna i kiedy znowu znalazłam się na sali operacyjnej, zauważyłam skupioną twarz lekarza - on się modlił. Później dowiedziałam się również, z relacji rodziny, że lekarz ten po wyjściu z sali operacyjnej bezradnie rozłożył ręce w stronę oczekującego męża i niepełnoletnich dzieci i powiedział: „Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, a reszta należy do Boga”.
Zaraz po operacji przewieziono mnie na salę intensywnej terapii, gdyż stan był bardzo ciężki. Niedługo potem poczułam na czole i rękach znak krzyża, to kapłan udzielał mi sakramentu chorych. Byłam w pełni świadoma, odczuwałam wielką radość wewnętrzną, ale nie byłam w stanie dać jakiegokolwiek znaku zewnętrznego. Trzeciego dnia odwiedził mnie lekarz, który mnie operował, aby przygotować mnie na najgorsze. Mówiłam mu wtedy, że w Tygodniu Bożego Miłosierdzia nie obawiałam się śmierci, ale teraz się boję. Uspokajał mnie, mówiąc, że wtedy zwykle traci się przytomność. Po tej rozmowie nie mogłam zasnąć. Myślałam, w jaki sposób mam przygotować męża i dzieci na moje odejście. Ale rano, kiedy kapłan przyszedł z Komunią św., nie bałam się już niczego - poddałam się całkowicie woli Bożej.
Na sali intensywnej terapii nie myślałam o sobie, ale o tych, którzy żegnali się z tym światem, i polecałam ich Bogu w Koronce. Wiedziałam, że jest to najskuteczniejsza modlitwa za konających.
Cały ten dwumiesięczny pobyt w szpitalu to najwspanialsze rekolekcje o Bożym Miłosierdziu. Tak bardzo mocno doświadczyłam wtedy, jak ogromną łaską jest cierpienie. Siłę czerpałam z modlitwy mojej najbliższej rodziny i bliskich znajomych, którzy polecali mnie Bogu przez wstawiennictwo s. Faustyny. W kilka lat później mogłam osobiście być w Rzymie i cieszyć się Jej beatyfikacją, a później kanonizacją w Krakowie.
Podczas ostatniego spotkania z Ojcem Świętym w sanktuarium Bożego Miłosierdzia mocno poruszyły mnie Jego słowa. Powiedział, że konsekrując tę świątynię, czyni to z gorącym pragnieniem, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało serca nadzieją. To zadanie powierzył Kościołowi w Krakowie i w Polsce oraz wszystkim czcicielom Bożego Miłosierdzia, którzy tu będą przybywać z Polski i z całego świata. Zakończył słowami: „Bądźcie świadkami Miłosierdzia”.
Cieszyłam się bardzo, gdy po tygodniu od spotkania z Ojcem Świętym dostałam wizę do USA. Pragnęłam zawieźć wiele pamiątek z miejsca, gdzie żyła św. Faustyna, do kraju, w którym było tyle bólu i cierpienia po zamachu terrorystycznym. Pragnęłam, aby każdy dowiedział się o wielkiej Miłości Boga do każdego z nas, o Jego ogromie Miłosierdzia, aby wszyscy zakosztowali nadziei płynącej z orędzia tej skromnej siostry zakonnej, orędzia, które okazało się Bożym promieniem rozświetlającym ziemię.
Pragnę nieustannie dziękować Bogu, który jest bogaty w Miłosierdzie, za wszystkie łaski, którymi obdarza mnie i moją rodzinę, a szczególnie za dar mojego uzdrowienia.

Skautki Europy zakończyły rok formacyjny

2018-06-23 17:03

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Wrocławskie Skautki spotkały się w kościele p.w. Najświętszego Serca Jezusowego przy pl. Grunwaldzkim. Rozesłanie poprzedziła Msza św., którą sprawowało trzech kapłanów: ks. Grzegorz Dłużniak SDB, ks. Grzegorz Tabaka i ks. Jan Adamarczuk. Ks. Dłużniak zachęcał w homilii, aby chodzić w świetle i czuwać, by ciemność nie zawładnęła sercem i umysłem. Podpowiadał w jaki sposób zadbać o to, by wakacje nie stały się urlopem od Pana Boga.

Kościół salezjanów wypełniły błękity (od koszul harcerek) i granaty (od beretów). Trzy sztandary asystowały w czasie sprawowania Eucharystii. Tradycyjnie w uroczystym zakończeniu roku wzięli udział rodzice, zwłaszcza wilczków, najmłodszych w formacji skautowej dziewcząt.

Po Mszy św. żeński Hufiec spotkał się na placu przed budynkiem Politechniki. Hufcowa, Dorota Wieliczko, w nawiązaniu do homilii ks. Grzegorza, zachęciła dziewczęta, by w czasie letnich obozów skautowych były nie tylko dobrymi harcerkami, ale prawdziwymi świadkami Ewangelii, by treści, którym, ślubują, składając przysięgę na sztandar, były obecne w każdym obozowisku. Symbolem rozesłania były świece, które otrzymały drużynowe i akele z rąk ks. Tabaki.

W lipcu Skautki Europy wyjadą na obozy letnie, które każdego roku odbywają się w innych miejscach, nie tylko Dolnego Śląska, ale też Polski. Harcerki spędzają czas obozu w lesie (a nie w SPA). Tam w spartańskich warunkach kształtują swoje charaktery. Dzielnym dziewczętom życzymy radosnego odpoczynku i dobrej pogody.

Zobacz zdjęcia: Zakończenie roku we wrocławskim Hufcu żeńskim Skautów Europy


więcej o Skautach Europy pisaliśmy tutaj:

http://www.niedziela.pl/artykul/137308/nd/Elita-w-mundurach







CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gniezno: wyruszyła ekumeniczna pielgrzymka Niemców i Polaków

2018-06-24 19:43

bgk / Gniezno (KAI)

Nabożeństwo w kaplicy bł. Radzyma Gaudentego w podziemiach katedry gnieźnieńskiej rozpoczęło szesnastą ekumeniczną pielgrzymkę Niemców i Polaków szlakiem Ottona III. Pątnikom towarzyszą słowa Izajasza „Pan mnie namaścił” oraz refleksja nt. wolności.

PL.WIKIPEDIA.ORG

Wspólnie z uczestnikami pielgrzymki w nabożeństwie uczestniczyli: abp senior Henryk Muszyński, który od początku wspierał i patronował ekumenicznej inicjatywie oraz Prymas Polski abp Wojciech Polak dla którego jest ona znakiem, iż dziedzictwo św. Wojciecha, patrona niepodzielonego Kościoła, jest wciąż żywe.

„To wspólne wędrowanie, wspólna modlitwa i świadectwo pokazują, że Niemcy i Polacy, katolicy i ewangelicy pragną razem głosić i nieść Chrystusa w świat jak czynił to św. Wojciech. Słowo «razem» jest tu kluczowe. Razem pielgrzymują i razem stają jako świadkowie Ewangelii” – przyznał abp Wojciech Polak.

Nabożeństwo poprowadzili dwaj kapelani zaangażowani w organizację pielgrzymki od samego początku. Po stronie polskiej jest to ks. Jan Kwiatkowski, obecnie proboszcz w Długiej Goślinie, po stronie niemieckiej ewangelicki pastor Justus Werdin, który pielgrzymkę nazywa „ekumeniczną akademią na pieszo”.

„Jest modlitwa i wspólnota, jest odkrywanie tego, co najważniejsze, jest rozmowa i milczenie, jest uczenie się, jak być dla siebie nawzajem miłosiernymi. Bo tego też trzeba się nauczyć” – podkreślił pastor Werdin dodając, że w tym roku jest to także refleksja i zaduma nad wolnością i naszą za nią odpowiedzialnością .

„Będziemy się dzielić także tym, jak wiele dobrej woli potrzeba, by dar wolności został dostrzeżony i właściwie wykorzystany” – dodał ewangelicki duchowny.

Na temat wolności i niepodległości wskazał także ks. Jan Kwiatkowski przypominając o obchodzonej w tym roku rocznicy i przyznając, że jest bardzo ciekawy tego polsko-niemieckiego dialogu na ten temat.

„Mamy na trasie Gniezno, mamy Poznań, mamy Zbąszynek, gdzie kiedyś była granica, mamy więc miejsca, które dyskusję mogą zainicjować. Ciekaw jestem pytań i refleksji, zwłaszcza ze strony niemieckich pielgrzymów, szczególnie, że to oni zasugerowali, byśmy nad tym tematem się pochylili” – przyznał ks. Kwiatkowski.

Na ekumeniczny pątniczy szlak wyruszyło ponad trzydzieści osób. Liczba nie jest ostateczna, bo w drodze niektórzy jeszcze dołączą. Trasa wiedzie tradycyjnie przez Ostrów Lednicki, gdzie pielgrzymi będą jutro, Zbąszynek, Słubice, do Poczdamu i dalej pod stronie niemieckiej do Magdeburga, gdzie pątnicy dotrą 30 czerwca i gdzie ich wędrówkę zakończy nabożeństwo w miejscowej katedrze.

Pielgrzymka Ekumeniczna jest oddolną inicjatywą zrodzoną z potrzeby wspólnej modlitwy i spotkania. Jej pomysłodawcą jest ewangelik Helmut Kruger, niegdyś niechętny i uprzedzony do Polaków. Pragnąc zrewidować swoją postawę zaczął szukać pozytywnych epizodów w historii relacjach polsko-niemieckich. Uznał, że wydarzeniem takim był Zjazd Gnieźnieński w roku 1000, kiedy to u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie spotkali się cesarz niemiecki Otton III i przyszły król Bolesław Chrobry. Kruger wraz z grupą przyjaciół zaczął pielgrzymować do Gniezna. Dzięki kontaktom z pastorem Justusem Werdinem, wielkim przyjacielem Polski, poznał chrześcijan w Polsce. Tak narodziła się idea wspólnego pielgrzymowania.   Inicjatywę gorąco poparł ówczesny metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński, który zaproponował zajęcie się stroną organizacyjną ks. Janowi Kwiatkowskiemu, wcześniej zaangażowanemu w organizację pielgrzymek z Gniezna na Jasną Górę. Duchowny zaangażował się we współpracę z ewangelikami i z czasem ukończył studia doktoranckie z ekumenizmu na UKSW.

Na przestrzeni lat utarła się formuła pielgrzymki. Wyrusza ona na przemian – raz z Gniezna, raz z Magdeburga. Symboliczna jest zarówno trasa jak i termin. W Magdeburgu nauki pobierał św. Wojciech. Tam również swój początek miała historyczna pielgrzymka cesarza Ottona III do Gniezna w roku tysięcznym.

Równie symboliczny jest czas trwania pielgrzymki – od uroczystości św. Jana Chrzciciela do uroczystości apostołów Piotra i Pawła. Ma on głęboki teologiczny sens zarówno dla katolików, jak i protestantów, zwraca bowiem uwagę na proroka, który zapowiadał Chrystusa oraz na apostołów, którzy dyskutowali i pracowali nad kształtem Kościoła.

W tym roku oprócz wspólnej modlitwy pielgrzymi przed wyruszeniem w drogę wysłuchali także koncertu w katedrze gnieźnieńskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem