Reklama

Abp Marek Jędraszewski mianował swojego kapelana

2017-03-06 11:27

http://misericors.org
ks. Rafał Wilkołek

Abp Marek Jędraszewski mianował na swojego kapelana ks. Rafała Wilkołka, pochodzącego z parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Jaworniku kapłana archidiecezji krakowskiej.

Ks. Wilkołek urodził się w 1982 r. w Myślenicach. W 2003 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie, które ukończył w 2009 r. przyjmując święcenia kapłańskie z rąk metropolity krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza. Następnie przez dwa lata pracował jako wikariusz w parafii świętych Szymona i Judy Tadeusza w Skawinie. W latach 2011-2015 studiował w Instytucie Katolickim w Paryżu.

Po powrocie do Polski, pracował duszpastersko w parafiach w Skawinie, Mogilanach i Krakowie oraz kontynuował pisanie pracy doktorskiej na Papieskim Uniwersytecie Jana Pawła II. W rozprawie naukowej zajmuje się wiarygodnością teologii Mikołaja z Kuzy wobec współczesnej fenomenologii francuskiej.

Reklama

Jest współzałożycielem Fundacji „Misericors – codzienna aplikacja miłosierdzia”. W czasie Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 pełnił funkcję komentatora liturgicznego.

Tagi:
kapelan abp Marek Jędraszewski

A może odpocząć od cudu

2018-07-25 11:42

Agnieszka Sroczyńska
Edycja zielonogórsko-gorzowska 30/2018, str. 6,7

Kapelani szpitalni. Co o nich wiemy? Czy postrzegamy ich jedynie przez stereotypy – niezdartych duchownych od pocieszania, wyprawiających w ostatnią drogę duszę, której nie udało się żadnym cudem zatrzymać dłużej w ciele? Jeśli tak, to tym bardziej powinniśmy pozwolić jednemu z nich – ks. Jerzemu Hajdudze – zabrać siebie do świata jego „poezji szpitalnej” zamkniętej w tomie pt. „Odpocząć od cudu” (Warszawa 2015)

Poprowadzi nas przez szpitalne korytarze do sal pacjentów, a nawet na cmentarz. Po czym nieoczekiwanie uchyli drzwi do jeszcze bardziej zamkniętego, nieznanego nam świeckim świata klasztoru – do swojego pokoju-celi, w którym „dwa krzesła o jedno za dużo” („Dodatkowy talerz”, s. 40), albo zaprosi nas do „rozpalonego” ogrodu, w którym szuka „siebie nie siebie” („Nikogo tutaj”, s. 21).

Przełamać zamknięcie

Pierwszym kapelanem-poetą, który przed 11 laty otworzył mi oczy na trud swojej pracy, był ks. Lucjan Szczepaniak SCJ, do dzisiaj pełniący funkcję kapelana-lekarza w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. Swoją poezją zaprowadził mnie „tam,/Gdzie inni nie chcą chodzić./Gdzie boją się/I ogarnia ich wstręt” (Lucjan Szczepaniak SCJ, Bo byłem chory... (Mt 25, 36) Poezje szpitalne”, Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON, Kraków 2005). Jak napisała we wstępie tej książki Alina Aleksandrowicz, „To świat artes moriendi, niepowtarzalny, odrębny, inny od tego, w którym żyją «tamci» – zdrowi, zadowoleni, nierzadko bogaci. Jak przekroczyć ową zamkniętą przestrzeń, pokonać ją, przełamać zamknięcie?”.

Jerzy Hajduga tomem „Odpocząć od cudu” również pomaga nam przełamywać owo mentalne zamknięcie. Wielu z nas ma doświadczenie pobytu w szpitalu jako pacjentów lub czuwających przy chorych bliskich. Jednak doświadczenie pracy w tym miejscu jest czymś jeszcze innym. I tym doświadczeniem podzielił się z nami szczodrze ks. Jerzy. Napisałam „szczodrze”, bo mimo że zamieszczone w tomie 40 wierszy jest bardzo ascetycznych pod względem liczby użytych słów, to ich głębia, intymny charakter są poruszające. I, co bardzo ważne, autor znalazł balans w ukazaniu tej intymności. Pisanie wierszy o cierpieniu, śmierci jest bardzo trudne. Bo z jednej strony można popaść w „językowe łkanie”, nie trzymając emocji na wodzy, a z drugiej – można spłycić temat, za bardzo dystansując się do niego. Tadeusz Różewicz powiedział w jednym z wywiadów, że „nie pisze się cierpieniem (...) cierpienia nie napisały za mnie książek. One były, one tam tkwią”, ale „poddawanie się emocjom podczas pisania? – mogłoby się zmienić w sentymentalne gadulstwo”. Ks. Jerzy grzechu „sentymentalnego gadulstwa” na pewno nie popełnia jako poeta.

Tytuł – początek/puenta

Tom otwiera wiersz zatytułowany „Żadną łzą”. I właśnie ten tytuł jak przytoczony dalej w wierszu pyłek, co utkwił w oku, od pierwszego przeczytania wciąż nie daje mi spokoju. Czy poeta już na początku zastrzega, że nie będzie żadnych łez w tym tomie? A może tylko jego łez nie będzie? Bo kapelan szpitalny nie płacze publicznie? A kapelan-poeta tym bardziej nie powinien? A może chce już na wstępie nam powiedzieć, że żadną łzą nie opowie się tego cierpienia, samotności, które widział u innych i których doświadczył sam? Jedno jest pewne – Hajduga przywiązuje dużą wagę do wyboru tytułów. Są albo bezpośrednim wprowadzeniem do wiersza, jak tytuł „Gdy” („padasz przy mnie/na cztery łapy...”, s. 19), albo jego kwintesencją, jak w przypadku „Sacrum gestów” („mury klasztorne kruszą się/spacerujemy po ogrodzie//im bliżej nam im dalej/już nie wiem jak//położyć dłoń na ramieniu”, s. 12).

Bywają cytatem, głosem bohatera wiersza – „To dziecko jest moim mężem” (s. 39) albo puentą – „Samotność nie zadaje pytań” (s. 46-47) czy „Dobrze jest czekać” (s. 63).

Biel i cisza

Wspomniany już wcześniej ascetyzm wierszy, polegający na oszczędnym, by nie powiedzieć wręcz „aptekarskim odmierzaniu” słów, nie zubaża ich przekazu, ale przeciwnie – wzmacnia go. Biel i cisza są dla mnie dwoma głównymi emblematami szpitala. Jednym i drugim przesiąknięty jest ten tom. Królująca w nim biel, przywołująca na myśl sterylność i kolor szpitalnych ścian, łóżek, ubrań personelu, jest zasługą głównie Marii Kuczary. Opracowała graficznie książkę, wstawiając do niej biało-czarne grafiki przedstawiające zarysy rekwizytów oraz miejsc szpitalnego i klasztornego świata. Ilustracje nie dominują. Przeciwnie, sprawiają wrażenie, jakby chowały się po kątach tego tomu. I to również ma swoją ważną wymowę. Może nawet głębszą, gdyby krzyczały do nas makabryczne obrazy z sal operacyjnych i prosektorium. Umieszczenie grafiki prostego krzesła centralnie na przedniej okładce uważam za genialne w swojej prostocie. Każdy, kto doświadczył długich godzin czuwania przy kimś chorym w szpitalu, wie, że bez tego krzesła czuwanie byłoby jeszcze bardziej męczące, jeśli w ogóle możliwe. Chociaż sam motyw krzesła pojawia się tylko w jednym wierszu „Dodatkowy talerz”, to jednak krzesło jest ważną metaforą całego tomu, metaforą odpoczynku, o który tak ciężko głównemu bohaterowi w jego szpitalno-klasztornym świecie.

Odpocząć od cudu

W jednej z zamieszczonej na koniec tomu notatce „z przychodni wierszy” wyznaje: „Odpocząć od cudu. Ale jak? Jeszcze słyszę krzyk chorego. W moją stronę, w stronę krzyża. Szybko zamknąłem za sobą drzwi na plebanii, rzuciłem się na łóżko, okryłem kocem. Jeszcze tej nocy telefon, to on. Zdążył się wyspowiadać” (s. 66). Ks. Jan Twardowski o tym krzyku w stronę krzyża, niespełnionych prośbach o cud, z którymi musi mierzyć się kapłan, tak pisał w wierszu „Zbawia przez...”: „Chrystus przez wierzących jeszcze nie poznany –/zbawia znów/ (...)/przez nowenny nie wysłuchane/ (...)/przez chorób niewyleczenie/choć tyle włożyłeś trudu/przez niespełnienie cudu/choć jak Matka prosiłeś w Kanie/ (...)/przez twoje własne cierpienie/ (...)/przedłuża się ramię krzyża”.

A jednak w innym wierszu Twardowski prosi Boga, żeby nie musiał tłumaczyć „stale cierpienia – niech zostanie jak skała ciszy”. I tę ciszę słyszymy bardzo wyraźnie w tomie Jerzego Hajdugi. „Panuje cisza, jakby przed chwilą umilkł dzwon pozgonny albo ktoś z chorych przestał pytać: ciekawe, kiedy ja” (s. 66).

Próżno w nim szukać „złotych myśli”, jak poradzić sobie z cierpieniem własnym i czyimś. Nie znajdziemy też w nim żadnych słów pocieszenia, z którymi najczęściej kojarzymy osobę kapelana szpitalnego. Główny bohater nie jest miłosiernym herosem. Jest zmęczonym (prośbami o cud? swoją bezradnością?) zwykłym człowiekiem, którego też nie ominęła choroba. I paradoksalnie proponuje: „a może choć na chwilę/odpocznij od cudu” („Wstań”, s. 38). Jego samotność jest równa tej, do których przychodzi, a może jeszcze większa? Skoro jedyną osobą, na której „przytulenie” może liczyć, jest zmarła matka: „mamo już/późno//a ty/z dłonią//na mojej/poduszce//przytul się/przytul” („Zawsze”, s. 56).

Dwa wiersze zatytułowane „Samotność nie zadaje pytań” nie pozostawiają złudzeń, że te dwa światy – szpitalny i klasztorny – łączy bardzo wiele, na czele z poczuciem osamotnienia, które uczy między innymi milczenia. Jeśli wierzyć ks. Janowi Twardowskiemu, że „wiary uczy milczenie” („Uczy”), to ks. Jerzy jest wzorowym uczniem w tych dwóch trudnych „szkołach wiary”.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu: poecipolscy.pl .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedzielna Msza święta w sobotę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 10/2004

Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

Bożena Sztajner/Niedziela

Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. - w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny - zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe - to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, - zauważmy - że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam - na większą chawałę Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Depo w Wigilię Paschalną: wpatrujmy się w Chrystusa, który jest życiem i zmartwychwstaniem naszym

2019-04-21 07:30

Ks. Mariusz Frukacz

M.B. Sztajner
Zapalenie Paschału

„Największą pokusą dzisiaj jest sprowadzenie chrześcijaństwa do mądrości tylko czysto ludzkiej, jakby do wiedzy o tym, jak dobrze żyć, jak się urządzić w świecie” - mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 20 kwietnia przewodniczył liturgii Wigilii Paschalnej w archikatedrze Świętej Rodziny w Częstochowie.

Zobacz zdjęcia: Wigilia Paschalna w częstochowskiej katedrze

W homilii abp Depo przypomniał słowa św. Bazylego Wielkiego, który nauczał: „Przyjście Chrystusa w ciele, Jego ewangeliczne formy obcowania z ludźmi, utrapienia, krzyż, grób i zmartwychwstanie, wszystkie te wydarzenia miały dlatego miejsce, by człowiek, który dostępuje zbawienia przez naśladowanie Chrystusa, otrzymał z powrotem od Boga ów starodawny dar usynowienia”.

- Zostaliśmy przyobleczeni Jego łaską najpierw radosnej nowiny, że ukrzyżowany żyje, zmartwychwstał, uwolnił nas od grzechu i śmierci i dał nam dalekowzroczność wiary – mówił abp Depo i dodał: „Kolejnym darem łaski jest wspólnota w Chrystusie. Wszyscy ochrzczeni jesteśmy w Chrystusie kimś jedynym, jakby niepowtarzalnością w Bogu”.

Metropolita częstochowski zaznaczył, że „świat współczesny skłonny jest nas sprowadzić jedynie do wymiaru horyzontu, ale czym byłby człowiek bez otwarcia na Boga i bez wiary w życie wieczne?” - Odpowiedź na pytanie, czym bylibyśmy bez Boga leży w doświadczeniach wpisanych w dzieje ludzkości i powiedzmy szczerze, krwią rozlaną w imię ideologii i reżimów politycznych, które chciałyby budować nową ludzkość bez Boga – podkreślił arcybiskup.

- Z poszanowaniem dla wszelkich przekonań i wszelkiej wrażliwości winniśmy przede wszystkim potwierdzać naszą wiarę w Chrystusa jako Jedynego Zbawiciela człowieka, że każdy kto w Niego uwierzy nie zginie, ale będzie miał życie wieczne – kontynuował abp Depo.

Arcybiskup zauważył, że „największą pokusą jest sprowadzenie dzisiaj chrześcijaństwa do mądrości tylko czysto ludzkiej, jakby do wiedzy o tym, jak dobrze żyć, jak się urządzić w świecie. W tym naszym silnie zsekularyzowanym świecie nastąpiło również zeświecczenie zbawienia. Owszem walczy się o człowieka, ale sprowadzonego jedynie do wymiaru ziemi”.

- Na pytanie, kim jestem dzisiaj, odpowiedzmy sobie wyższą tajemnicą, podprowadzając pod krzyż i Zmartwychwstałego – zaapelował do wiernych metropolita częstochowski i dodał: „W Chrystusie jestem kimś żyjącym na wieki. Naszym zadaniem, które dzisiaj dopełniamy jest nie tylko skierować wzrok ku Chrystusowi, ale przylgnąć do Niego bardzo osobiście”.

- Bóg proponuje nam samego siebie aż do granic ludzkiej wytrzymałości i zrozumienia – mówił arcybiskup i pytał za św. Janem Pawłem II: „Czy człowiek może odpowiedzieć Bogu „nie”, czy człowiek może odpowiedzieć Chrystusowi „nie”? Tak. Człowiek jest dramatycznie wolny, ale musi sobie postawić pytanie: w imię czego? Jak jest racja umysłu i jaka jest nasza wola, żeby doprowadzić siebie aż do negacji Boga i do sprzeciwu posuniętego aż do ateizmu”.

- Trzeba nam dzisiaj na nowo wpatrzeć się w Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela, który jest życiem i zmartwychwstaniem naszym – zakończył metropolita częstochowski.

Wigilię Paschalną zakończyła uroczysta procesja rezurekcyjna.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem