Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

Odezwa abp Mokrzyckiego z powodu profanacji pomników

2017-03-19 13:57

kcz (KAI Lwów) / Lwów / KAI

Grupa Varta1 /Facebook

Przewodniczący łacińskiej Konferencji Episkopatu Ukrainy arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki wystosował 18 marca odezwę z powodu dewastacji pomników, do których doszło od początku br. Jak na razie nie znaleziono sprawców. Ostatni akt wandalizmu miał miejsce w nocy z piątku na sobotę 18 marca. W Kijowie został oblany czerwoną farbą pomnik św. Włodzimierza Wielkiego, księcia kijowskiego i chrzciciela Rusi Kijowskiej.

„W ostatnim czasie na Ukrainie dochodzi do niszczenia grobowców, pomników, krzyży, które upamiętniają osoby i wydarzenia, które wpisały się w historię tego kraju. Te materialne znaki pamięci dotyczą ludzi, którzy przyczynili się do rozwoju Kościoła, do krzewienia kultury czy w ogóle dobra. Każdy krzyż, każdy grób jest wyrazem pamięci o tych osobach, ale także wdzięczności i szacunku wobec ciała ludzkiego. Podczas pogrzebu my wypowiadamy słowa: „Twoje ciało było świątynią Ducha Świętego”. Dopóki nie zrozumiemy, że łączy nas najpełniej chrześcijańska godność, jesteśmy z ducha poganami. Bez względu na to, do jakiej nacji chcielibyśmy się zaliczać” – napisał metropolita lwowski. Przypomniał, że według przykazań kościelnych mamy obowiązek grzebania zmarłych.

Abp Mokrzycki zaznaczył, że każdemu człowiekowi dobrej woli musi być przykro, że dokonano profanacji pomnika upamiętniającego profesorów lwowskich. „Byli to ludzie, którzy przyczynili się do wychowania wielu szlachetnych obywateli, do rozwoju kultury duchowej i materialnej ludzi mieszkających na tej ziemi. Oddali oni życie za to, że służyli dobru, że nieśli kaganek oświaty tam, gdzie był potrzebny” - podkreślił.

Hierarcha przypomniał, że pomniki służą także za przestrogę, aby takie tragedie, które je upamiętniają, nigdy się nie powtórzyły. "One mają służyć budowaniu w nas wdzięczności wobec poprzednich pokoleń, wobec przodków, a także by szanować każdego człowieka niezależnie od kultury, narodowości czy posiadanej pozycji" - czytamy w odezwie.

Reklama

Abp Mokrzycki wezwał do modlitwy w intencji tych wszystkich, którym usiłuje się odebrać szacunek i cześć także po śmierci. "Może jednak naszej modlitwy potrzebują bardziej ci, którzy dokonali tego czynu. Będziemy prosić Pana Boga, by Jego łaska dotknęła ich, by opamiętali się i zrozumieli, że takie akty nie służą dobru. To nie są gesty, które są w stanie cokolwiek budować, zwłaszcza przyszłość kraju, wolność, niezależność. One nie zmienią historii, ale same wpiszą się w nią jako coś hańbiącego. Nie są też znakiem upomnienia się o swoje prawa. To raczej przejaw postawy zaślepienia, a to prowadzi do tego, że samemu sobie przynosi się szkodę. Bo przecież zło i grzech nie zjednują Bożego błogosławieństwa” – zaznaczył w odezwie abp Mokrzycki.

Akty wandalizmu do jakich doszło w ostatnim czasie rozpoczęły się od zniszczenia krzyża i profanacji tablic na memoriale w Hucie Pieniackiej, polskiej wsi spalonej w 1944 r. przez 4. pułk policji SS złożony z ukraińskich ochotników, wchodzący w skład dywizji SS Galizien. Odnowiony tam krzyż został sprofanowany ponownie.

Obiektami profanacji stały się też pomniki Polaków zabitych w klasztorze dominikańskim między 12 a 16 marca 1944 r. oraz memoriał zamordowanych polskich profesorów we Lwowie. Nieznani sprawcy pomazali także czerwoną farbą groby na cmentarzu ofiar totalitaryzmu w Bykowni pod Kijowem i położony tam polski cmentarz wojenny, gdzie w zbiorowych mogiłach spoczywają szczątki ponad 3 tys. polskich obywateli z ukraińskiej listy katyńskiej zamordowanych w 1940 r. przez funkcjonariuszy NKWD.

Tagi:
abp Mokrzycki Ukraina Ukraina

Abp Szewczuk: świat przemilcza tragedię na wschodniej Ukrainie

2018-06-12 11:50

Krzysztof Tomasik (KAI) / Lublin

"Na wschodniej Ukrainie cały czas trwa tragedia, którą świat przemilcza. Mamy nie tylko do czynienia z czystką etniczną, ale i katastrofą cywilizacyjną" - powiedział arcybiskup większy kijowsko-halicki (Patriarcha) Światosław Szewczuk. Zachęca on Polaków i Ukraińców, aby nie byli "zakładnikami tragicznej przeszłości, ale propagatorami tego, co buduje a nie niszczy". W rozmowie z KAI zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK) mówi m.in. o przygotowaniach do Synodu Biskupów na temat młodzieży, dążeniach do autokefalii Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego, sytuacji społecznej przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w Ukrainie.

Artur Stelmasiak
Abp Światosław Szewczuk

Krzysztof Tomasik (KAI): W dniach 1-5 czerwca przewodniczył Ksiądz Arcybiskup obradom Rady Stałej Synodu Biskupów UKGK we Wrocławiu. Co było głównym przedmiotem obrad?

Abp Światosław Szewczuk: Obrady poświęciliśmy przede wszystkim przygotowaniom do zebrania plenarnego Synodu Biskupów, które odbędzie się w dniach 2-13 września br. we Lwowie. W jego trakcie odwiedzimy Przemyśl z okazji obchodów w archieparchii przemysko-warszawskiej rocznicy 325-lecia odnowienia komunii ze Stolicą Apostolską. Dla nas jest bardzo ważne, aby w kontekście wszelkich działań ekumenicznych jeszcze bardziej docenić wartość naszej więzi ze Stolicą Apostolską, wyakcentować, jak bardzo we współczesnym świecie potrzebna jest jedność wszystkich katolickich Kościołów Wschodnich z papieżem. Przypomnijmy, że zgodnie z wolą Jezusa Chrystusa i fundamentalnymi podstawami chrześcijaństwa tylko osoba papieża, następcy św. Piotra, ma charyzmat bycia fundamentem i służyć jedności Kościoła powszechnego. Widzimy jak podzielony jest wewnętrznie świat prawosławny, jak się zmaga, by stworzyć jedność na poziomie uniwersalnym, a nie tylko na poziomie Kościoła lokalnego. Jako spadkobiercy chrztu św. Włodzimierza, którego 1030-lecie obchodzimy w tym roku, musimy robić wszystko, aby doszło do jedności. Tegoroczne obchody w Przemyślu są dla nas też okazją, aby wystosować orędzie nie tylko do naszych wiernych w Ukrainie, Polsce i na świecie, ale do wszystkich braci prawosławnych o tym, jak powinny wyglądać dialog i jedność Kościoła, które nie mają nic wspólnego z uniatyzmem. Jeśli ktoś oskarża Kościół katolicki, że w ramach dialogu ekumenicznego uprawia uniatyzm, to nie rozumie na czym polega dialog.

- Dialog, który leczy rany...

- Rozumiemy dialog jako dzielenie się skarbem wiary, z którego nie wynikają konfrontacje i podziały, ale jest to rozmowa, która pomoże nam, jak być autentycznie razem, braćmi i siostrami w Chrystusie w świecie współczesnym.

- Wspomnieliśmy o 1030. rocznicy Chrztu Rusi Kijowskiej. Jakie znaczenie ma ta rocznica dla Kościoła grekokatolickiego?

- Przede wszystkim chodzi o przypomnienie źródeł i korzeni naszej wiary, tożsamości Kościoła, który zrodził się w wodach Dniepru. W tych wodach chrztu zrodziła się cywilizacja chrześcijańska na wschodzie Europy, która niestety później została podzielona przez różne nacje, które chciały zapanować, a nawet zniszczyć życie chrześcijańskie w tej części Europy. Przypomnijmy choćby najazdy Tatarów czy Turków. Mimo wielu dramatów w historii chrześcijaństwo przetrwało i pokazuje dzisiaj, że dzięki chrztowi więcej jest tego, co nas łączy, niż tego, co nas dzieli. Spadkobiercami chrztu jesteśmy wszyscy: prawosławni wierni Patriarchatu Moskiewskiego, Patriarchatu Kijowskiego, Kościoła Autokefalicznego i my Kościoła grekokatolickiego. Sam chrzest w wodach Dniepru pokazuje nam, który patriarchat jest dla nas patriarchatem macierzystym. Dlatego też obchody 1030-lecia naszego chrztu pokażą także, jak ważnym jest dla nas dialog z patriarchatem Konstantynopola, dzięki któremu staliśmy się narodem chrześcijańskim.

- Jak będą wyglądały obchody?

- Rocznicę będziemy obchodzić we wszystkich diecezjach. Od czasów mojego poprzednika, kard. Lubomyra Huzara, mamy zwyczaj corocznego odnawiania przyrzeczeń chrzcielnych. Świętować to znaczy odnawiać się i odradzać, tak aby łaska Ducha Świętego otrzymana 1030 lat temu na nowo w nas odżyła. Musimy uświadomić sobie, że nie jest ona zamknięta w przeszłości, ale jest stale obecna w codziennej rzeczywistości. Chrzest jest tożsamością każdego z nas i całego narodu ukraińskiego. Ponadto z tej okazji 29 lipca odbędzie się pielgrzymka młodzieży do naszej kijowskiej katedry patriarszej, która znajduje się w bardzo symbolicznym miejscu, nad samym brzegiem Dniepru, gdzie przed 1030 laty otrzymaliśmy chrzest. Hasłem pielgrzymki będą słowa "Młodzież ukraińska dla Chrystusa". Będzie to również wspaniała okazja do odnowienia przez młodych ludzi chrzcielnych przyrzeczeń.

- Będzie to też etap przygotowania do Synodu Biskupów na temat młodzieży, który odbędzie się w październiku w Rzymie? Z jakimi problemami i intencjami biskupi jadą do Wiecznego Miasta?

- Przede wszystkim pragnę zaznaczyć, że jesteśmy młodym Kościołem. Średnia wieku naszych księży i sióstr zakonnych to ok. 30 lat. Tym samym możemy powiedzieć, że młodzież ewangelizuje i służy młodzieży. Papież Franciszek zalecił, aby w ramach przygotowań do Synodu przede wszystkim słuchać młodych ludzi i dlatego wspaniałą okazją do tego będzie rocznica chrztu i odnowienia komunii ze Stolicą Apostolską obchodzona w Przemyślu. Głównym tematem rzymskiego spotkania są słowa: "Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania", a zatem trzeba zadać sobie pytanie: czym jest powołanie chrześcijańskie młodzieży w dniu dzisiejszym? Co ciekawe, słowo "powołanie" w języku ukraińskim nie jest znane. Mówi się czasem o "profesji", kiedy indziej o "misji", czy "wyzwaniach". Natomiast słowo "powołanie" ma wydźwięk bardzo chrześcijański, oznacza ono, że moje życie to nie tylko moja prywatna sprawa, ale jest "Ktoś", kto jest dawcą życia. Od kogoś pochodzę i nie jestem zamkniętą w sobie monadą, indywiduum oddzielonym od innych, "bogiem" tworzącym samego siebie i nadającym sens swojemu życiu. Jeśli mówimy o powołaniu, to mówimy o Bogu Stwórcy. Uznajemy tym samym, że nasz Stwórca nie jest nam obojętny, ale to On do nas mówi i nas przywołuje. Jest to dialog pomiędzy mną a Bogiem, Stworzycielem i Zbawicielem. Tylko w kontekście tego dialogu jesteśmy zdolni zrozumieć, kim jesteśmy, jaką misję musimy spełnić w życiu. Dzięki temu uświadamiamy sobie, że moje życie ma sens niezależnie od stosunku do mojej osoby innych ludzi. Sens istnieje dzięki Stwórcy. W ramach przygotowań do Synodu staramy się otworzyć przede wszystkim na tajemnicę młodego osobowego "ja" w kontekście Boga Stwórcy. Nie będąc już młodzieniaszkiem, każdego dnia otwierając ze snu oczy, pytam samego siebie: jakie jest moje powołanie w tym konkretnym czasie, jaka jest Twoja wola Boże, którą mam wypełnić? Jeśli odpowiem Bogu na Jego zaproszenie do dialogu, zrealizuję moje osobiste powołanie i tylko wtedy będę szczęśliwy.

- Sytuacja większości młodych Ukraińców jest dramatyczna: wojna na wschodzie kraju, migracja, brak perspektyw na przyszłość i wiele innych problemów...

- Podczas pielgrzymki do Zarwanicy w 2014 r. młodzi ludzie w sposób dramatyczny zapytali mnie: czy mamy umrzeć czy żyć dla Ukrainy? To niezwykle wymagające dla pytającego i odpowiadającego pytanie o wymiarze patriotycznym i chrześcijańskim wtedy mnie przeraziło. Odpowiedziałem: "Żyjcie dla Ukrainy gdziekolwiek jesteście i co robicie, nawet gdy życie rzuciło was za granicę, czy gdy stajecie przed dylematem, czy zostać czy wyjechać". Przypomniałem, że żyje się przede wszystkim dla drugiego człowieka, w imię miłości do Boga i bliźniego oraz także do tego kraju gdzie się urodziliśmy i tego, w którym obecnie żyjemy. Nawet, gdy w imię tej miłości będziemy musieli oddać życie, to i tak będziemy żyć w myśl bardzo popularnego obecnie na Ukrainie hasła: "Bohaterowie nie umierają". Jeśli ktoś oddaje swoje życie za swój naród i daje świadectwo chrześcijańskiej wiary, to nigdy nie umiera, gdyż miłość jest nieśmiertelna.

- Podczas spotkania z młodzieżą we Wrocławiu zachęcał Ksiądz Arcybiskup, aby młodzi Ukraińcy wracali do ojczyzny, ale zastrzegł też, że jeśli muszą jednak pozostać, to niech zachowują swoją tożsamość narodową i religijną.

- Spotkanie z młodzieżą we Wrocławiu było bardzo ważne. Zauważyłem, że w naszym Kościele mamy trzy grupy młodych ludzi. Pierwsza grupa to młodzież urodzona w Polsce i polscy obywatele. Niektórzy z nich też stoją przed dylematem, czy pozostać czy wyjechać za granicę. Zachęcałem ich, aby jednak pozostali w kraju, w którym się urodzili i służyli mu i Kościołowi. Druga grupa to młodzi ludzie, którzy przyjechali z Ukrainy i chcą pozostać w Polsce. To znaczy, że identyfikują się z państwem, które udzieliło im gościny i ich przyjęło. Wielu z nich zdobyło w Polsce wykształcenie, założyli rodziny i pracują. Do nich kierujemy przesłanie, żeby pracowali dla dobra polskiego państwa, brali udział w życiu społeczeństwa, z nim się integrowali, ale się nie asymilowali, gdyż wtedy utracą bogactwo kulturowe i religijne, które wynieśli z Ukrainy. Asymilacja spowoduje też, że Polska stanie się krajem uboższym kulturowo i religijnie. Dla tej grupy proponujemy hasło: "Integracja, ale nie asymilacja". Zachęcamy do pracy na rzecz dobra wspólnego w państwie, w którym żyją, aby przez ich tożsamość i pracę stawało się bogatsze. Trzecią grupę stanowią młodzi ludzie, którzy się jeszcze nie zdecydowali, czy pozostać w Polsce, czy jechać dalej na Zachód, a może wrócić na Ukrainę. Do nich skierowaliśmy apel, aby wracali na Ukrainę i zdobyte w Polsce umiejętności inwestowali w kraj ojczysty.

- Migracja to także wielkie wyzwanie duszpasterskie. Jak Kościół daje sobie radę z tym problemem? Jak na tym polu układa się współpraca z Kościołem rzymskokatolickim w Polsce?

- Przypomnę, że ostatni raz Rada Stała Synodu obradowała we Wrocławiu sześć lat temu. Od tamtego czasu dostrzegam wiele dynamicznych zmian i mogę teraz powiedzieć z całym przekonaniem, że diecezja wrocławsko-gdańska stała się diecezją misyjną. Dlaczego? W ciągu ostatnich 3 lat utworzono na jej terenie 30 parafii i punktów duszpasterskich. Przez ostatni rok z Ukrainy przyjechało do pracy 10 księży, aby szukać i objąć opieką ukraińskich migrantów. Diecezja stała się przykładem Kościoła, który papież Franciszek nazywa "Chiesa in uscita", "Kościołem, który wychodzi na ulicę", poza swoje getto i szuka ludzi. Należy też podkreślić, że wielu z ukraińskich migrantów nie identyfikuje się z żadnym Kościołem. Na przykład podczas wrocławskiego spotkania z młodzieżą kobieta z Ługańska podzieliła się z nami świadectwem swojego życia. Gdy żyła w rodzinnym mieście, nie wiedziała, kim właściwie ona jest. Dopiero kiedy z synem zobaczyła na ulicach żołnierzy rosyjskich, to uświadomiła sobie, że nie są Rosjanami. Wtedy też oboje przypomnieli sobie słowa ukraińskiego hymnu i kolory narodowej flagi. Później byli zmuszeni wyjechać, a jedyną wspólnotą, która ich przyjęła była parafią greckokatolicką. Nic nie zabrali ze swojego domu i od tej wspólnoty otrzymali wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Po pewnym czasie, mając polskie korzenie, przyjechali do Polski i znowu we Wrocławiu trafili do grekokatolickiej wspólnoty, która im we wszystkim pomogła. Kobieta odkryła Boga i Kościół poprzez swój dramat uchodźcy. Takich przykładów mamy dużo. Wszyscy migranci pragną, aby ktoś się nimi zajął, spytał, jak żyją i co im najbardziej doskwiera. Potrzebują, aby wspólnota kościelna i ukraińska na nich się otworzyła i ich zintegrowała.

- I nimi zajmują się ukraińscy księża.

- Tak. Księża poszukują, znajdują Ukraińców żyjących i pracujących w różnych miejscach na terenie diecezji wrocławsko-gdańskiej. Bardzo często nic tam nie mamy, ani gdzie odprawić liturgii, ani gdzie się spotkać. Wtedy najczęściej przychodzą nam z pomocą księża rzymskokatoliccy. Za otwartość i gościnność chciałbym z całego serca podziękować Kościołowi rzymskokatolickiemu w Polsce. Biskupi i księża są niezwykle życzliwi. Często sami informują nas o obecności Ukraińców. Wspomagają nas także lokalne władze, za co jesteśmy niezwykle wdzięczni.

- Jesteście otwarci na wszystkich migrantów bez względu na narodowość i wiarę?

- We wrocławskiej katedrze gromadzą się nie tylko Ukraińcy, ale i Łemkowie, Rosjanie, rodziny polsko-ukraińskie. Są niekiedy bardzo różni, ale jest jedno co ich łączy: wiara i nasz Kościół greckokatolicki.

- Od czterech lat trwa wojna na wschodniej Ukrainie. Czy świat jeszcze o niej pamięta?

- Wiele razy już mówiliśmy, że świat zapomniał o naszej tragedii. Medialny marketing i PR nie dostrzega konfliktu w Ukrainie, ponieważ nie jest to żadna sensacja, gdyż od czterech lat nic się tam z punktu widzenia mediów nie dzieje. A tam cały czas trwa tragedia, którą się przemilcza. Każdego dnia giną ludzie, a informacje z frontu są niezwykle niepokojące. W ostatnich miesiącach widzimy coraz większe zaognienie walk na linii frontu. W zeszłym miesiącu zginęło ponad 100 cywilów. Trwają systematyczne bombardowania przede wszystkim w nocy, kiedy ludzie śpią. W swoich domach giną całe rodziny. Zabijani są ludzie, którzy jakoś przystosowali się do tych nieludzkich warunków a mimo tego padają ofiarami diabelskiej agresji.
Innym wielkim niebezpieczeństwem jest skażenie środowiska naturalnego. Przykładem tego jest miejscowość Gorłówka w obwodzie donieckim, w której doszło w zatopionej kopalni do skażenia radioaktywnego. Zagrożone są wody gruntowe w całej okolicy i w najbliższych dniach mieszkańcy tych terenów stracą dostęp do wody pitnej. Jak nie zabiją ich bomby, to zabije ich skażenie radioaktywne. Mamy zatem już do czynienia nie tylko z czystką etniczną ale katastrofą cywilizacyjną. Ludzie nie znaleźli jeszcze odpowiedniego terminu dla humanitarnej tragedii, jaka ma miejsce na wschodniej Ukrainie. Jest czymś ogromnie bolesnym, że prawie nikt nie chce o tym mówić.

- Jak "działają" tzw. formaty miński i normandzki, które mają doprowadzić do trwałego pokoju na Ukrainie?

- Jak na razie żaden z nich nie doprowadził do powstrzymania walk i agresji. Wojna trwa i nie widać jej końca.

- Za rok wybory prezydenckie i parlamentarne w Ukrainie. Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup atmosferę społeczną przed nimi?

- Wybory to zawsze czas społecznych napięć. Na początku roku 2019 odbędą się wybory prezydenckie, a w drugiej połowie parlamentarne. Walka polityczna już trwa. Niestety już teraz widzimy wynikające z niej duże zagrożenia dla istnienia ukraińskiego państwa. Trzeba pamiętać, że różnica pomiędzy opozycją wobec władz państwowych a kontestowaniem samego państwa jest płynna i delikatna. Dlatego jako Kościół wystosowaliśmy orędzie wzywające do rocznej modlitwy, w każdą niedzielę i święta, o wolne i sprawiedliwe wybory. W liście przestrzegamy przed zagrożeniami populizmem, pustymi obietnicami, których nie można spełnić a nawet nie ma woli ich realizacji. Wyborcy są traktowani instrumentalnie jako materiał do politycznej manipulacji. Cały czas trwa manipulacja opinią społeczną, używa się fake newsów, posługuje pseudoprawdami, co niszczy zaufanie do polityków i struktur państwowych. Skoro dzisiaj stopień zaufania do ukraińskiego parlamentu leży między 7 a 8 proc., a do prezydenta mniej więcej jest na tym samym poziomie, to powstaje pytanie, kto pójdzie głosować. Jeśli Ukraińcy nie wezmą udziału w wyborach to dojdzie do załamania systemu władzy. Z jednej strony przestrzegamy polityków przed manipulacją a z drugiej zachęcamy ludzi by nie lekceważyli wyborów. Kiedy patrzymy na ostatnie wybory np. w Rosji to widzimy, że są one jedynie wielkim show, co absolutnie dyskredytuje demokrację w oczach obywateli.
Kolejnym zagrożeniem jest radykalizacja społeczeństwa. Używa się haseł podsycających nienawiść, co stanowi również wielkie zagrożenie dla systemu demokratycznego. Widać, że Kościół jest jedyną instytucją, która broni demokracji i patriotyzmu, ale także przestrzega przed manipulacją uczuciami patriotycznymi. Staramy się uczyć ludzi, że tylko system demokratyczny może uratować kraj i tylko demokratycznymi metodami uda się zbudować praworządne państwo, które uratuje Ukrainę. Obecnie Ukraina walczy o wolność, niepodległość, autentyczną demokrację i przeciwko temu wszystkiemu, co przychodzi do nas z Rosji. Jeśli będziemy używać infantylnych haseł, że zmienimy wszystko i od razu, i do tego przemocą, to niszczymy ideę demokratycznej Ukrainy. Takie działania są tylko na rękę naszemu wrogowi, który nie będzie musiał używać agresji, gdyż zniszczymy Ukrainę własnymi rękami.

- Jak wygląda walka z korupcją największą chorobą społeczną Ukrainy?

- W naszym orędziu prosimy i zachęcamy, aby powstał w końcu sąd antykorupcyjny. Jeśli tego nie zrobi parlament i wszyscy odpowiedzialni za jego powstanie, to w oczach obywateli staną się tymi, którzy wspierają korupcję. Ukraina nie tylko utraci kredyt zaufania wśród obywateli, ale także na arenie międzynarodowej.

- Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup postęp w reformowaniu kraju?

- Niektóre reformy, takie jak decentralizacja, postępują dynamicznie. Powoli wdrażana jest reforma służby zdrowia i ubezpieczeń społecznych. Przypomnijmy, że w ciągu kilku ostatnich lat przeprowadzono więcej reform niż od początku istnienia niepodległej Ukrainy. Jednak dla przeciętnego człowieka reforma oznacza lepsze życie i dlatego ludzie patrzą przede wszystkim przez ten pryzmat na modernizację kraju. W tym kontekście większość powie, że nie jest lepiej, gdyż rzeczywiście jakość życia przeciętnego obywatela nie uległa poprawie. Reformy są popierane przez wszystkie Kościoły i wspólnoty religijne. Większość z nich jest z punktu politycznego niewygodna, a nawet bolesna, ale rząd mimo tego je przeprowadza. W tym go wspieramy, tym bardziej, że Kościoły cieszą się największym zaufaniem spośród wszystkich instytucji życia społecznego i dlatego, jak dobra matka, tłumaczymy ludziom, że musimy poddać się szokującej niekiedy terapii, aby uleczyć chorobę, uratować naszą gospodarkę i społeczeństwo.

- Gorący temat, a nawet jak piszą ukraińskie media, najważniejsza kwestia roku 2018 w Ukrainie: jakie są szanse na zjednoczenie i autokefalię Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego? Jakie stanowisko wobec tych dążeń zajmuje Ukraiński Kościół Greckokatolicki?

- Przede wszystkim nie jest to sprawa Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Jest to problem wewnętrzny wspólnoty prawosławnej w Ukrainie. Przypomnijmy, że od 25 lat jest ona podzielona na trzy Kościoły: Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego, Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego oraz Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny, które wzajemnie się nie uznają. Z tego wynika gorzka prawda, chodzi o zbawienie 20 mln prawosławnych Ukraińców. Stan ten pogłębia się z powodu agresji Rosji wobec Ukrainy. Dlatego każdy sposób, aby uzdrowić tę sytuację, wydaje się pozytywny i dobry. Nigdy też nie wtrącaliśmy się w ten bolesny podział, gdyż nie leży w naszych kompetencjach uznawanie czy nie uznawanie jakiegokolwiek Kościoła. Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że łączą nas braterskie relacje z Kościołami prawosławnymi i nie są nam obojętne rany podziałów jakie ich dotykają. Na tle dyskusji nad przyznaniem autokefalii dochodzi do coraz większej konfrontacji między Patriarchatem Konstantynopola a Patriarchatem Moskiewskim. Czasami mam wrażenie, że w ten konflikt chce się wciągnąć Kościół katolicki. Świadczą o tym niedawne wizyty delegacji Patriarchatu Moskiewskiego w Watykanie, które miały na celu przekonanie papieża o swoich racjach. Także niedawne spotkanie patriarchy Konstantynopola Bartłomieja I z papieżem Franciszkiem jasno pokazuje, że dla strony prawosławnej stanowisko Kościoła katolickiego w sprawie autokefalii nie jest obojętne.

- W kwestii autokefalii powstaje pytanie, czy władze państwowe mogą ingerować w ten proces?

- Jako katolicy mówimy oczywiście, że nie. Musimy jednak podkreślić, że o zaangażowanie ukraińskich władz państwowych w sprawę autokefalii poprosił sam patriarcha Bartłomiej. Kiedy prezydent Petro Poroszenko odwiedził go w kwietniu w Stambule, patriarcha poprosił ukraińskie władze, aby włączyły się w proces pojednania Kościołów prawosławnych. Czasami nie rozumiemy do końca deklaracji przedstawicieli władz, którzy mówią, że w końcu, po ponad 300 latach, będziemy mieli jeden ukraiński Kościół. Wierni Kościoła greckokatolickiego traktują to jako obrazę, gdyż w tym czasie istniał Kościół reprezentujący interesy narodu, a nawet więcej, nie było państwa, a był Kościół, który pełnił w tym czasie pewne funkcje w imieniu państwa. Dlatego przypominamy, że ani prezydent, ani państwo nie mogą tworzyć Kościoła, ale powinni w imię konstytucji i prawa do wolności religijnej zapewnić warunki do istnienia i działania dla wszystkich wspólnot religijnych w Ukrainie.

- Jednak ze strony Patriarchatu Moskiewskiego stale płyną zarzuty, że to Kościół greckokatolicki jest głównym promotorem autokefalii.

- Odpowiem na to przysłowiem: "Strach ma wielkie oczy" (śmiech). Poważnym zagrożeniem są natomiast próby zdyskredytowania patriarchy Bartłomieja. Stąd lekceważenie jego osoby i częste wizyty delegacji Patriarchatu Moskiewskiego w Rzymie. Raz jeszcze podkreślę, że nigdy nie uczestniczyliśmy w żadnych rozmowach na temat autokefalii. Są to fałszywe oskarżenia o jakieś zakulisowe działania. Takie twierdzenia są absurdalne tym bardziej, że chodzi o suwerenną decyzję patriarchy Konstantynopola.

- Możemy zatem oczekiwać, że w niedługim czasie zostanie wydany przez patriarchę tomos, specjalny dekret nadający autokefalię Kościołowi prawosławnemu w Ukrainie.

- Nadal nie wiemy, jak będzie wyglądało jego nadanie. Wydaje się, że najpierw powinno dojść do zjednoczenia Kościołów prawosławnych w Ukrainie. Ale nie wiemy. Może też być odwrotnie: najpierw będzie wydanie tomosu, a później proces zjednoczeniowy w ramach soboru wszechprawosławnego Ukrainy. Musimy czekać, jakie kroki podejmą Kościoły prawosławne, a jakie patriarcha Bartłomiej.

- Podczas niedawnego spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim papież rozmawiał na temat sytuacji w Ukrainie. Jak wygląda pomoc dla Ukrainy, przede wszystkim ze strony Kościoła i samego papieża Franciszka, który zainicjował akcję "Papież dla Ukrainy"?

- Papież Franciszek niezwykle troszczy się o ukraiński naród. Nie porusza w swoich wystąpieniach tematów politycznych, ale przejmuje się cierpieniem prostych ludzi. Fakt, że giną niewinni ludzie, miliony Ukraińców stało się uchodźcami, miliony mieszkańców opuszcza swoje państwo, a ekonomia kraju nie pozwala zapewnić podstawowych potrzeb, jest przedmiotem troski Ojca Świętego. Kościół nie może wobec takiej sytuacji milczeć. Niektórzy zarzucają nam, np. Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego, że jeśli mówimy o kwestiach społecznych, to wtrącamy się w życie polityczne. Przypomnijmy dobitnie, że Kościół katolicki musi być proroczym głosem zwłaszcza w sprawach socjalnych, gdyż jest on matką i nauczycielką narodu. To, że Ukraina była m.in. przedmiotem rozmowy premiera RP z papieżem świadczy, jak bardzo Ojcu Świętemu leżą na sercu sprawy naszego kraju. W tym kontekście powtórzmy ważną dla obu narodów sentencję, że bez wolnej Ukrainy zagrożona jest też wolna Polska. Papież nie tylko troszczy się o Ukrainę, ale i o Polskę. Polska i Ukraina są nie tylko ściśle powiązane historycznie, ale w sposób szczególny ma to miejsce dzisiaj.

- Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup polsko-ukraińskie relacje? Czy i na ile dokonaliśmy postępu na drodze pojednania między naszymi narodami?

- Miałem bardzo szczere i serdeczne spotkania z polskimi intelektualistami we Wrocławiu. Niektórzy z wielkimi obawami mówili o tym, jak dalej potoczą się relacje polsko-ukraińskie w tym roku, tym bardziej, że mamy ważne rocznice: 75. rocznicę rzezi wołyńskiej, 100-lecie odrodzenia i niepodległości Polski oraz Ukrainy. To niestety doprowadziło do wojny polsko-ukraińskiej w XX w. Wziąłem udział w uroczystości wręczenia Nagrody im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, którą w tym roku otrzymał znany polityk izraelski Szewach Weiss. Wiele mówiono o relacjach polsko-żydowskich i tak przy tym nasunęła mi się refleksja, jak wiele podobieństw mają polsko-ukraińskie stosunki. Zauważył, że pojednanie jest procesem, w którym przeżywamy lepsze i gorsze okresy. Szewach Weiss powiedział m.in., że gdy narody tyle wieków żyły obok siebie, to musiało dochodzić do konfliktów zwłaszcza w czasach wojen. Z kolei, gdy mamy czas pokoju, powinniśmy robić wszystko, aby nie doprowadzać do konfliktów, ale leczyć zadane wcześniej rany, nie zniechęcać się i nie stać z opuszczonymi rękami. Weiss zauważył, że rocznice wymyślili politycy, ale zazwyczaj tylko po to, by instrumentalizować opinią społeczną i napuszczać jeden na drugiego. Jest to nie do zaakceptowania.
Chciałbym, aby zbliżające się rocznice wykorzystać dla dialogu i pojednania a nie jako okazje do ukazywania pamięci negatywnej. Trzeba przede wszystkim prezentować pamięć pozytywną. Dlaczego na przykład nie świętujemy razem rocznicy "Cudu nad Wisłą" z 1920 r., wspaniałej solidarności Polaków i Ukraińców podczas rewolucji pomarańczowej, albo 40. rocznicy wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową, papieża, który tak wiele zrobił dla naszych relacji. Zapraszam zatem polityków do wspólnego świętowania jubileuszy związanych z pamięcią pozytywną, tak aby nas one jednoczyły, pomagały goić rany i budować lepszą przyszłość. Nie bądźmy zakładnikami tragicznej przeszłości ale bądźmy propagatorami tego, co buduje a nie niszczy. Lekarz, gdy bada chorego, ma plan leczenia. Zastosujmy zatem wobec siebie szeroko pojętą terapię rehabilitacyjną.
Ponadto dialog zawsze leczy rany i dokonuje się w konkretnych krokach, przede wszystkich natchnionych Ewangelią, czyli modlitwą, która nie oskarża nikogo, ale obejmuje ofiary jednej i drugiej strony. Leczenie ran odbywa się w małych sprawach, jak choćby w codziennej pomocy ukraińskiemu migrantowi, o czym już mówiliśmy. Inicjujmy spotkania młodzieży polskiej i ukraińskiej, tak jak to miało miejsce podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 r., albo porządkujmy nasze zaniedbane w wielu miejscach cmentarze, tak po stronie polskiej, jak i ukraińskiej. Jeśli porządkowane są polskie cmentarze w Ukrainie, proszę zapraszać młodzież ukraińską z danej miejscowości. Oni na pewno przyjdą. Zachęcajmy do tego organizacje młodzieżowe, aby robić to wspólnie. Wiemy, że są takie inicjatywy, ale mają one zazwyczaj charakter jednostronny i niekiedy dochodzi do nieporozumień. Jeśli będziemy je realizowali wspólnie, to do oskarżeń nie będzie dochodziło. Niestety, pamięć o ofiarach jest instrumentalizowana. Mimo wszystko, żyjmy nadzieją na lepsze jutro.
Rozmawiał Krzysztof Tomasik

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Gramy z Senegalem!

2018-06-19 07:18

Grzegorz Sowa

Mecz z Senegalem dla polskiej reprezentacji to jedna wielka niewiadoma. Reprezentacja Senegalu prezentuje bardzo wysoki poziom, lecz my również niczym jej nie ustępujemy. Obie drużyny mają piłkarzy na najwyższym, światowym poziomie. Gospodarczo jednak prześcigamy ten piękny kraj o świetlne lata. Senegal to była kolonia francuska, niestety nie jest wciąż zbyt wydolną gospodarką. I choć w ostatnich latach się poprawia, to do naszych osiągnięć mu bardzo daleko. Pomimo faktu, iż Senegal jest najbardziej uprzemysłowionym państwem z krajów byłej Francuskiej Afryki Zachodniej, w miastach wciąż panuje wysokie bezrobocie i bieda.

Lightboxx/fotolia.com

Nigdy nie zapomnę sytuacji, gdy podczas mojej podróży do Senegalu na granicy gambijsko- senegalskiej otoczyła nas grupa dzieci- większość z nich nie prosiła jednak o pieniądze, lecz o kupno piłki futbolowej. Dla wielu młodych chłopaków w Senegalu gra w piłkę na zawodowym poziomie to wielkie marzenie. Marzą głównie o wyjeździe i grze w piłkę w Europie. Europa dla Senegalczyków to "ziemia obiecana" a miejsce na łodzi przemycającej ludzi, płynącej z Afryki lub krajów arabskich do Europy, kosztuje podobno od 2 do 4 tysięcy dolarów. Uzbieranie 2 tysięcy dolarów wydaje się wręcz nierealne. Afrykańskie rodziny są bardzo solidarne. Trzeba pamiętać, że sporo Afrykańczyków pracuje w różnych częściach świata, zwłaszcza w krajach francuskojęzycznych, gdzie mają dużo lepszy start ze względu na język. Więzy rodzinne są bardzo mocne. Senegalczycy bardzo sobie pomagają. Zdarza się, że czasem cała wioska zbiera się na opłacenie przejazdu jednego swojego mieszańca.

Bieda w Senegalu wędruje z północy na południe wraz z piaskiem Sahary, która coraz bardziej wdziera się w głąb kraju. Sieć wodociągowa jest tu rzadkością. Mało kto ma kran w domu. Chociaż zdarzają się wyjątki. Znajdziemy niejeden piękny dom pośród okrągłych domków krytych słomą lub blachą. Co ciekawe sieć telefonii komórkowej jest tu dobrze rozwinięta. Komórkę znaleźć można nawet w buszu. Piękno natury w Senegalu jest okazałe- piękne wybrzeże, niezwykłe baobaby i wonne eukaliptusy oraz kwitnące wszędzie wielobarwne kwiaty robią wrażenie , lecz niestety nigdy nie zrekompensuje panującej tam biedy. Nic dziwnego, że większość Senegalczyków marzy o wyjeździe do upragnionej Europy. Powszechnie panujące przeświadczenie u młodych chłopców o wielkich pieniądzach za grę w piłkę nożną Europie stanowi dla nich niezwykle mobilizujący czynnik do uprawiania tego sportu od maleńkości. Nielicznym udaje się dostać do tego wielkiego futbolowego świata. Jednym z nich jest wielka gwiazda senegalskiej piłki - Sadio Mane, który zrobił niebywałą karierę piłkarską.

Senegalczycy są głodni sukcesów - w tym pięknym państwie wszyscy wciąż pamiętają znakomity turnie w Korei Japonii z 2002 roku, kiedy "Lwy Terangi" dotarły aż do ćwierćfinału turnieju.

Nasz pierwszy grupowy przeciwnik dysponuje wyrównanym składem, a jego największymi gwiazdami są skrzydłowi - wspomniany już Sadio Mane (FC Liverpool) oraz Keita Balde (AS Monaco). Trenerem zespołu jest Aliou Cisse, były zawodnik m.in. francuskiego Paris Saint-Germain a także uczestnik pamiętnego mundialu w Azji.

Choć Senegalczycy mają kilku niezłych napastników, Cisse rzadko decyduje się grać dwójką snajperów. Jego ekipa zazwyczaj gra w formacji 4-5-1, bez klasycznej "dziesiątki" na boisku. Wszyscy trzej środkowi pomocnicy mają raczej za zadanie skutecznie przenosić akcje na skrzydła, by maksymalnie wykorzystać szybkość bocznych pomocników.

Senegal dysponuje młodym składem i tak właśnie jest w formacji obrony. Niewykluczone, że w w meczu z Polakami w bramce stanie 24-letni Andre Gomis, grający we włoskim SPAL. To na niego w ostatnim meczu eliminacji z RPA postawił Cisse, choć we wcześniejszych meczach eliminacji bronili bardziej doświadczeni Abdoulaye Diallo ze Stade Rennes.

Fromacja obronna Senegalu jest mocno obsadzona. Pod koniec eliminacji na prawą flankę wskoczył ledwie 19-letni Moussa Wogue, na co dzień grający w belgijskim KAS Eupen. Jego dobra forma zwiększyła pole manewru selekcjonera, jeśli chodzi o obsadę lewej strony. Może na niej zagrać bowiem grający do tej pory na prawej flance doświadczony Lamine Gassama, były gracz Olympique Lyon, a obecnie tureckiego Alanyasporu.

Nasz rywal z Afryki nie ma także problemu z obsadzeniem środka obrony. Liderem formacji defensywnej jest dobry znajomy Arka Milika i Piotrka Zieilńskiego - Kalidou Koulibaly, który ma pewne miejsce we włoskim SSC Napoli. Jego partnerem jest klubowy kolega Łukasza Teodorczyka z Anderlechtu - rosły Kara. W klubie gra wszystko, o ile tylko jest zdrowy, lecz nawet w przypadku urazu dla trenera Cisse nie będzie to zmartwienie. Do jego dyspozycji pozostaje bowiem Salif Sane z Hannoveru 96 - piłkarz mogący równie dobrze zagrać jako boczny obrońca lub defensywny pomocnik.

Środek pola obsadzony jest zawodnikami grającymi w Premier League. Niekwestionowanym pewniakiem do gry jest Idrissa Gueye, który jest filarem drużyny Evertonu. Mimo zmiany trenera klubowego jego pozycja jest niepodważalna i Gueye gra niemal w każdym meczu. Jego partnerem najprawdopodobniej będzie kapitan reprezentacji Cheikhou Kouyate. Środkowy pomocnik West Hamu United cieszy się zaufaniem Davida Moyesa, a para Gueye-Kouyate w kadrze gra bardzo dobrze od początku pracy Cisse.

Pozostaje pytanie, kto dołączy do nich, jako trzeci środkowy pomocnik. Mocnym kandydatem pozostaje wspomniany wcześniej Salif Sane, z tym, że wówczas na boisku byłoby trzech typowo defensywnych pomocników. Jeżeli Cisse chciałby postawić na atak - wówczas do dyspozycji ma Henriego Saiveta z Newcastle United oraz Badou Ndiaye z Galatasaray.

Największą mocną stroną Senegalczyków są skrzydła i to w atakach bocznymi sektorami boiska z pewnością upatrywać będą swoich szans. Grają tam bowiem najlepsi senegalscy piłkarze - wspomniany wcześniej Sadio Mane, za którego latem zeszłego roku Liverpool FC zapłacił ponad 40 mln euro oraz Keita Balde, kupiony w sierpniu przez AS Monaco za 30 mln euro. Zarówno Mane, jak i Balde są ważnymi zawodnikami swoich klubów. Na topie jest ostatnio zwłaszcza ten pierwszy, zaliczający siedem trafień i pięć asyst w piętnastu spotkaniach tego sezonu.

Największa konkurencja występuje właśnie na pozycji ataku. O miejsce na pozycji napastnika rywalizują Mame Diouf (Stoke City), Diafra Sakho (West Ham United) oraz Moussa Konate (SC Amiens). Do kadry puka też rewelacyjny 19-latek ze Stade Rennes Ismaila Sarr, a w grze o wyjazd na mundial pozostaje znany z francuskich boisk Moussa Sow. Choć 31-letni snajper od jakiegoś czasu gra w słabszej aczkolwiek bogatej lidze ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, to na razie nie odbijało się to na jego skuteczności w drużynie narodowej.

Senegalczycy nie mają w swoich szeregach piłkarza pokroju Roberta Lewandowskiego, lecz nie sposób nie zauważyć, że dysponują bardzo wyrównanym składem, złożonym z piłkarzy z bardzo dobrych europejskich klubów.

Na nasze nieszczęście Senegalczycy zwykli dobrze rozpoczynać wielkie turnieje, dlatego niezwykle ważne będzie, by "Biało-Czerwoni" dobrze zagrali od samego początku. Jeżeli już w fazie początkowej meczu uda się złamać przeciwnika i wprowadzić w jego grę chaos, nasze szanse na zwycięstwo będą rosły. Powszechne jest przeświadczenie, że psychika ma ogromne znaczenie w przypadku afrykańskich drużyn, dlatego tak ważne będzie, by już na początku meczu wyprowadzić naszych rywali z rytmu.

Spotkanie, które zainauguruje mundial zarówno dla Polaków, jak i Senegalczyków odbędzie się 19 czerwca o godzinie 17 na Otkrytie Arenie w Moskwie.

Przypuszczalny skład na mecz z Senegalem:

Szczęsny – Piszczek, Bednarek, Pazdan, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Góralski, Grosicki - Zieliński - Lewandowski

albo

Szczęsny – Piszczek, Bednarek, Pazdan, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Grosicki – Milik - Lewandowski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Nitkiewicz do neoprezbiterów: nie usiłujcie być wszechmocni

2018-06-19 18:15

apis / Sandomierz (KAI)

Nie usiłujcie być wszechmocni, poszerzając strefę swoich znajomości i wpływów – przestrzegał bp Krzysztof Nitkiewicz kapłanów (neoprezbiterów), podczas święceń kapłańskich, które odbyły się 19 czerwca w sandomierskiej katedrze.

Bożena Sztajner/Niedziela

Podczas uroczystej Mszy św. siedmiu diakonów otrzymało święcenia kapłańskie z rąk biskupa sandomierskiego Krzysztofa Nitkiewicza. Eucharystię koncelebrowali: biskup senior Edward Frankowski, księża wychowawcy i profesorowie seminarium, kapłani urzędów kurialnych oraz duszpasterze, którzy przybyli z wielu parafii na terenie diecezji i spoza jej granic. We wspólnej modlitwie uczestniczyli alumni, siostry zakonne, rodziny oraz bliscy kandydatów do kapłaństwa.

Bp Krzysztof Nitkiewicz w swej homilii ostrzegał kapłanów przed perfekcjonizmem według standardów świata. Wspomniał o ideologicznym nurcie transhumanizmu, który opierając się na rozwoju technologii cyfrowych zakłada, że jesteśmy dopiero na jakimś przejściowym etapie w drodze do bycia super istotami ludzkimi. Zdaniem biskupa, punktem odniesienia dla chrześcijanina ma być zawsze Bóg, a nie świat i jego standardy i należy liczyć się z tym, że może pojawić się pokusa, żeby zająć miejsce Stwórcy.

- Starajcie się podążać tokiem myślenia św. Pawła apostoła, który mówi, że kiedy jesteśmy słabi, kiedy niedomagamy, tylekroć jesteśmy mocni, gdyż pokładamy nadzieję w Bogu, który zawieść nie może. Powtarzajcie więc często, nie tylko podczas celebrowania Mszy św.: „Przyjmij nas Panie, stojących przed Tobą w duchu pokory i z sercem skruszonym” – mówił biskup.

Hierarcha apelował, by księża nie dążyli również do tego by być wszechwiedzący, nawigując godzinami w internecie i nasłuchując plotek oraz by nie udawali, że na wszystkim się znają, gdyż takie osoby nie cieszą się autorytetem i wzbudzają śmieszność.

- Wy natomiast słuchajcie bardziej Boga, niż swojego rozumu. Dobrze jest pogłębiać wiedzę, orientować się w teologii i w prawie kanonicznym. To okazuje się zdecydowanie bardziej przydatne w duszpasterstwie niż np. znajomość rynku samochodów. Kiedy jednak pojawi się myśl, że jak zdobędę tytuł naukowy, to dopiero będę kimś, idźcie zaraz przed Najświętszy Sakrament zapytać się Pana Jezusa, co o tym sądzi. Kościół nie potrzebuje "naukowców", którzy trwają w permanentnej adoracji własnej twórczości, ale pracowników w Winnicy Pańskiej złączonych z prezbiterium i z Ludem Bożym – podkreślał ordynariusz.

Biskup przestrzegał kapłanów przed konsekwencjami zapewnienia sobie wygodnego życia, zajmowania się sobą oraz światem osób i rzeczy, który stworzyli na własny użytek.

- Wreszcie wszechobecność. Bóg jest wszędzie, a niektórzy kapłani byli już niemal wszędzie, tyle, że brakuje ich tam, gdzie powinni być. Są za bardzo zajęci sobą oraz światem osób i rzeczy, który stworzyli na własny użytek. O konsekwencjach takiej postawy lepiej nawet nie wspominać, szeroko opisują je środki masowego przekazu. Nie po to dzisiaj przyjmujecie święcenia, żeby zapewnić sobie wygodne życie. Ojciec Święty Franciszek mówi, że zostaliśmy wezwani do misyjnego wyjścia zgodnie ze scenariuszem jaki objawia nam Bóg – wskazywał hierarcha.

Ordynariusz zwracał uwagę na to, że jest przestrzeń, w której duchowny może dążyć do doskonałości na wzór Boga w sposób nieograniczony i „ad libitum”, wczytując się w sens słów Jezusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”.

- Powinniśmy tak postrzegać świat i ludzi. Kapłan ma żyć dla wszystkich, kochać każdego. Jakże to czasami trudne, nieraz wydaje się wręcz niemożliwe, kiedy jesteśmy pomawiani i wyśmiewani. Ile osób ma na ustach piękne słowa, w ręku kwiaty, a za plecami spiskują przeciwko tobie. Szukajmy wówczas schronienia w sercu Pana Jezusa, przytulmy się do Maryi – Matki Kapłanów. Uczyńmy to nie dlatego, żeby uratować nasze dobre imię, czy nawet życie, ale żeby nie przestać kochać – wskazywał bp Krzysztof Nitkiewicz.

Po obrzędzie święceń, który odbył się po homilii nowi kapłani Kościoła sandomierskiego po raz pierwszy koncelebrowali Mszę świętą. Przed błogosławieństwem wyrazili swoją wdzięczność za dar otrzymanych święceń.

Neoprezbiterzy otrzymali z rąk bp. Krzysztofa Nitkiewicza dekrety na mocy, których zostali skierowani, jako wikariusze do pracy duszpasterskiej do wspólnot parafialnych. Ks. Damian Blacha został mianowany wikariuszem w parafii Gorzyce, ks. Konrad Durma - w parafii św. Jana Chrzciciela w Janowie Lubelskim, ks. Łukasz Chmiel - w parafii św. Bartłomieja w Staszowie, ks. Mateusz Machniak - w parafii św. Barbary w Tarnobrzegu, ks. Patryk Gładkowski – w parafii w Jeżowem, ks. Piotr Sołdyga – w parafii św. Michała Archanioła w Ostrowcu Świętokrzyskim, ks. Grzegorz Wasąg - w parafii w Ożarowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem