Reklama

Kraków: „Nie rozmawiamy o seksie i śmierci” - trwa konferencja o edukacji seksualnej w szkole

2017-04-08 14:46

kana / Kraków

Fotolia.com

„W domu nie rozmawiamy o seksie i śmierci” - mówił Robert Lubowiecki podczas konferencji „Edukacja seksualna w szkole”. Spotkanie zostało zorganizowane przez Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie. W czasie konferencji wykłady wygłosiły także s. Anna Bałchan oraz Teresa Król.

Robert Lubowiecki, który jest edukatorem seksualnym, trenerem i terapeutą pedagogicznym, przedstawił wykład „Ach, ta młodzież”. W czasie swojego wystąpienia podkreślił, że ważne jest naturalne podejście do tematu seksu.

Wyjaśnił, że dzisiaj młodzi ludzie mają różne źródła edukacji seksualnej, takie jak: książki, internet, szkoła, media, rówieśnicy. Podkreślił, że bardzo rzadko to dom rodzinny wprowadza w temat seksualności.

- W domu nie rozmawiamy o seksie i śmierci. Jeśli my milczymy, kiedy młodzi pytają nas o seks, uczymy ich, że to temat tabu - mówił. - Młodzi potrzebują dobrych dorosłych. Takich, z którymi będą mogli porozmawiać na każdy temat, którym będą mogli zaufać. Takich, którzy będą inspirować do myślenia i działania - dodał.

Reklama

Lubowiecki mówił także o masturbacji i pornografii. - Dla młodych ludzi film pornograficzny jest instruktażem stosunku seksualnego. Niestety, one w to wierzą. Trzeba mówić, że prawdziwy kontakt seksualny tak nie wygląda - zwrócił się do zebranych. Zaapelował również do zebranych, by nie bać się tematu seksualności, nie uciekając od niego. - Możecie sprawić, że decyzje młodych będą bardziej przemyślane i odpowiedzialne - stwierdził.

Siostra Anna Bałchan ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, działaczka społeczna i założycielka stowarzyszenia Po MOC, przygotowała wystąpienie pt. „Seksualność jako dar”.

Jak mówiła prelegentka, seksualność to nie jest to samo, co erotyzm. - Młodym trzeba dać możliwość, aby energia seksualna zamieniła się w energię twórczą - mówiła. Jak dodała, ten element twórczy może uchronić młodych przed różnego rodzaju dewiacjami i zagrożeniami.

- Ci ludzie chcą miłości, zainteresowania. Dzieci zrobią wszystko, aby to zainteresowanie ze strony innych zdobyć - dodała. Jak mówiła, dla wielu osób akt seksualny jest jedyną możliwą formą bliskości, dlatego do niego dążą. - Tak naprawdę te dzieci nie chcą seksu. Oni proszą o miłość, więź i akceptację - mówiła do zebranych.

Siostra podzieliła się także swoim doświadczeniem pracy z kobietami, które stały się ofiarami przemocy seksualnej. - Dla nich akt seksualny jest dominacją i upokorzeniem. One były gwałcone w przeróżny sposób. Nic dziwnego, że nawet wtedy, kiedy skończyły z prostytucją i wyrwały się z tego środowiska, boją się zostać matkami - mówiła.

- Na nic nasze wykształcenie, jeśli ofiary przemocy seksualnej nie doświadczą terapii i łaski uzdrowienia. Nie boję się tego powiedzieć: potrzebna jest łaska uzdrowienia - dodała.

Teresa Król, współautorka podręczników i materiałów pomocniczych z zakresu przygotowania do życia w rodzinie, przygotowała wykład „Zbyt wcześnie - zawezwani”. Wyjaśniając temat swojego wystąpienia, mówiła, że świat „wzywa” młodych do tego, aby coraz szybciej rozpoczynali inicjację seksualną.

- Świat wzywa do ciężarów, które dla dorosłych mogą być trudne. Czy młody człowiek jest w stanie sobie z tym poradzić? Czy da radę udźwignąć konsekwencje inicjacji seksualnej? - pytała zebranych.

Jak mówiła, niemal nikt z młodych ludzi nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji współżycia. - Powiedzcie młodym dziewczynom, że samo karmienie dziecka to około 8 godzin dziennie. Zobaczycie ich zdziwienie - zwróciła się do zebranych.

Prelegentka także wyjaśniła zebranym, na czym polegają typy edukacji seksualnej, które są obecne w Europie. Jak dodała, w Polsce wiodącą jest edukacja typu A, która jest wychowaniem do czystości i wstrzemięźliwości, bez promowania antykoncepcji. - Czystość to nie jest tylko 2 cm błony dziewiczej. To chęć przynależenia do jednej osoby, kochania jej i tylko jej - mówiła w czasie wystąpienia.

Król mówiła także o psychicznych konsekwencjach wczesnej inicjacji. Wymieniła wśród nich: depresję, niepokój, lęki, poczucie winy, izolację społeczną, obniżenie poczucia własnej wartości oraz kłopoty w tworzeniu relacji. - Seksualność nie jest przeznaczona do zabawy. Prawidłowa postawa to „szanuję cię, ponieważ cię kocham”. Trzeba dać miłości czas, aby mogła się rozwinąć - zakończyła.

Konferencja „Edukacja seksualna w szkole” odbyła się w sobotę, 8 kwietnia w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie i zgromadziła około dwudziestu nauczycieli i pedagogów. W czasie jej trwania prelegenci i uczestnicy zastanawiali się, w jaki sposób nauczać dzieci i młodzież na temat sfery seksualnej. Dyskutowano na temat narzędzi, metod i sposobów efektywnej edukacji seksualnej. W dalszej części spotkania przewidziano warsztaty prowadzone przez Karolinę Hołownię oraz Magdalenę Siemion. Spotkanie zostało zorganizowane przez Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie.

Tagi:
konferencja seksedukacja

Edukacja seksualna czy wychowanie?

2017-11-22 12:43

Z ks. Markiem Dziewieckim – psychologiem i rekolekcjonistą – rozmawia Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 48/2017, str. 44-45

Według edukatorów seksualnych, ciąża to choroba, antykoncepcja to „lek”, kobieta ma prawo do aborcji na życzenie, a seksualność jest wyłącznie po to, by doświadczać przyjemności. Na takich założeniach oparta jest demoralizacja seksualna, oficjalnie zwana „edukacją”.

je@n / Foter / CC BY

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Właśnie ruszyła kampania Sexed.pl, która odwołuje się do mile brzmiącego postulatu, że trzeba dać dzieciom i młodzieży solidną wiedzę w zakresie seksualności...

KS. MAREK DZIEWIECKI: – To kolejna inicjatywa osób związanych ze środowiskami, które negują potrzebę podstawowych norm moralnych. Tym razem w roli głównej występują celebryci, którzy samych siebie uznają za autorytety w każdej dziedzinie. Ich kampania medialna ma na celu wprowadzanie w błąd społeczeństwa. Chodzi tu zwłaszcza o wprowadzanie w błąd rodziców, nauczycieli i nastolatków.

– Dlaczego Ksiądz tak uważa?

– Pierwszym „autorytetem” kampanii był znany gejowski aktywista, który promował zasadę: „gej jest ok”. Oczywiście, nie wspomniał on o tak elementarnym fakcie, jak to, że geje tworzą pary niepłodne, czyli chore, bo niepłodność jest na liście chorób Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Sexed.pl powtarza wszystkie slogany i błędy liberalnych „edukatorów”, którzy twierdzą, że w sferze seksualnej niepotrzebne jest wychowanie, wystarczy edukacja. Wbrew faktom znanym każdemu wychowawcy zakładają, że informacje są jedynym czynnikiem, który wpływa na zachowanie człowieka. Gdyby tak było naprawdę, to wystarczyłoby przekazać dzieciom i młodzieży wiedzę o szkodliwości alkoholu, narkotyków czy dopalaczy, by nikt już nie sięgał po te toksyczne substancje. Można mówić np. o edukacji matematycznej. W tej dziedzinie rzeczywiście wystarczy przekazywanie wiedzy. W tych sferach natomiast, które wiążą się z ciałem, uczuciami i relacjami międzyludzkimi, edukacja nie wystarczy. Nastolatek nie jest komputerem. Nie kieruje się jedynie wiedzą. Na jego zachowanie mają wpływ: instynkty, popędy, hormony, emocje, przyzwyczajenia, naciski środowiska, moda, obyczaje, media. To właśnie dlatego w odniesieniu do seksualności człowieka nawet solidna edukacja to za mało. Konieczne jest także wychowanie, czyli motywowanie do dyscypliny, promowanie dojrzałej hierarchii wartości, mądry przykład ze strony dorosłych.

– „Edukatorzy” seksualni ukazują seksualność w taki sposób, jakby człowiek miał jedynie ciało i popędy, a nie miał duchowości, moralności, wolności czy aspiracji, nie tworzył więzi...

– To właśnie jest ich największą słabością. Traktują seksualność jako coś, co nie ma związku z czymkolwiek innym w człowieku, a już zwłaszcza z miłością, odpowiedzialnością, małżeństwem czy dojrzałym rodzicielstwem. „Edukatorzy” seksualni deklarują, że ich celem jest dostarczanie dzieciom i młodzieży „naukowej”, wolnej od ideologii wiedzy na temat seksualności. W rzeczywistości czynią coś zupełnie przeciwnego – ukrywają przed wychowankami tę wiedzę, która jest najbardziej potrzebna po to, by w sferze seksualnej ustrzec się zachowań ryzykownych czy wręcz kryminalnych. Dla przykładu, „edukatorzy” seksualni nie wspominają o tym, że w odniesieniu do zachowań seksualnych jedynym stuprocentowo pewnym sposobem ochrony przed AIDS czy innymi chorobami wenerycznymi jest wstrzemięźliwość przedmałżeńska i wzajemna wierność małżeńska.

– „Edukatorzy” seksualni mają jeszcze inne tematy tabu, np. w ogóle nie przekazują nastolatkom wiedzy na temat cyklu płodności pary ludzkiej...

– To kolejny dowód ich przewrotności. Czynią wszystko, by przed młodzieżą ukryć fakt, że kobieta jest płodna niecałą dobę w cyklu, a para ludzka płodna jest kilka dni w cyklu, gdyż tyle plemniki mogą przeżyć w narządach rodnych kobiety w oczekiwaniu na dojrzałą komórkę jajową. „Edukatorzy” ukrywają tę wiedzę po to, by wmówić młodzieży, że jedynym sposobem kierowania płodnością jest antykoncepcja. Od „edukatorów” seksualnych uczniowie nie dowiedzą się o tym, że biologicznym sensem współżycia jest przekazywanie życia. Przeciwnie, otrzymają dawkę ideologicznych sloganów o tym, jakim to złem i nieszczęściem jest ciąża i jak starannie należy się przed nią „zabezpieczać” – także w dorosłym życiu.

– Kolejny temat tabu to wiedza na temat rozwoju dziecka w okresie prenatalnym czy na temat najlepszych warunków wychowania dzieci przez mamę i tatę w trwałej rodzinie...

– W ten sposób „edukatorzy” przyczyniają się do rozpadu rodzin i niewyobrażalnego wręcz cierpienia dzieci. Nie wspomną też o tym, że żadna antykoncepcja nie chroni człowieka przed popadnięciem w erotomanię, przed przestępstwami seksualnymi, przed byciem wykorzystanym i porzuconym czy przed zdradami małżeńskimi. „Edukatorzy” dążą do tego, by już od wczesnego dzieciństwa skupić wychowanków na instynktach i popędach, kosztem pozostałych sfer człowieczeństwa. Całość „wiedzy” przekazywanej nieletnim jest tak dobrana, by „wychowywać” niepłodnych erotomanów.

– Ale po co?

– Po to, by uformować takie społeczeństwo, w którym już nikt nie będzie planował małżeństwa i już nikt nie będzie chciał mieć dzieci, a za to wszyscy będę korzystać z antykoncepcji i „usług” aborcyjnych.

– Nadal nie rozumiem, dlaczego to robią...

– Po części wynika to z ich własnych historii. Ten, kto w nieszczęsny i niegodny człowieka sposób kieruje własną seksualnością, chce, by inni nie byli lepsi ani szczęśliwsi. Ktoś nieczysty czy zniewolony popędem nie będzie promował czystości i mądrości. Drugim powodem jest chęć zrobienia łatwej kariery. Żyjemy w chorej cywilizacji, w której łatwiej jest stać się celebrytą z powodu wyuzdania niż będąc kochającym, wiernym małżonkiem i odpowiedzialnym rodzicem. Trzecim powodem są pieniądze. Nikt nie zapłaci za promowanie czystości i panowania nad sobą w sferze seksualnej, natomiast hojną zapłatę za promowanie rozwiązłości otrzymają ci, którzy stają się dealerami antykoncepcji czy przysparzają klientów klinikom aborcyjnym oraz terapeutom uzależnień.

– Mam wrażenie, że „edukatorom” seksualnym zależy na tym, by rodzice i nauczyciele nie mieli pojęcia o tym, jaką „wiedzę” przekazują wychowankom. Pod pozorem tworzenia klimatu otwartości żądają, by w czasie ich „wykładów” dla uczniów nie był obecny żaden dorosły. Zawsze wydawało mi się to podejrzane...

– Nie dziwi lęk „edukatorów” przed upublicznieniem tego, co mówią do młodzieży, gdyż w praktyce zachęcają nieletnich do aktywności seksualnej i do okłamywania rodziców. Na stronach „Pontonu” (grupy edukatorów seksualnych – przyp. red.) mamy próbkę tego typu przewrotności. „Edukatorzy” seksualni namawiają tam dziewczęta poniżej 16. roku życia, by zdobywały tabletki antykoncepcyjne, posługując się kłamstwem. Podpowiadają, że skuteczną metodą oszukiwania lekarzy jest deklarowanie, iż dana dziewczyna ma ustną zgodę rodziców na stosowanie antykoncepcji hormonalnej. Oto instrukcja ze strony internetowej „Pontonu”: „Żadne przepisy nie określają formy takiej zgody rodziców. Należy stąd wnioskować, że na równi ze zgodą wyrażoną przez rodziców ustnie podczas wizyty u lekarza czy zawartej w formie pisemnej należy traktować deklarację młodego pacjenta o tym, że rodzicie wyrazili zgodę na jego wizytę i leczenie. Dlatego podczas wizyty u lekarza możesz powołać się na ten argument”. Oprócz kpiny z rodziców mamy tu też kpinę z nieletnich dziewcząt, którym „Ponton” wmawia, że zażywanie zbędnych dla organizmu hormonów to... leczenie. Po mojej interwencji w czasie sympozjum na UKSW powyższy wpis został usunięty ze strony „Pontonu”.

– Co, Księdza zdaniem, dyskwalifikuje „edukatorów” seksualnych?

– Oni nie są wychowawcami, którzy pomagają wychowankom unikać zachowań ryzykownych. Przeciwnie, są oni dobrze wyszkolonymi manipulatorami, którzy za pięknymi sloganami ukrywają toksyczne programy.

– To nie przypadek, że „edukatorzy” seksualni są powiązani ze środowiskiem ateistycznej i liberalnej lewicy...

– To również nie przypadek, że najbardziej aktywna w tym względzie grupa edukatorów „Ponton” działa przy skrajnie lewicowej Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, kierowanej przez feministkę znaną z tego, że jest sponsorowana przez lobby antykoncepcyjne, co zostało potwierdzone prawomocnym wyrokiem sądowym. Dla środowisk liberalnych „wiedza” o seksualności to w rzeczywistości tworzenie fikcyjnego obrazu seksu jako łatwej rozrywki, bez konsekwencji i bez odpowiedzialności. W rzeczywistości jest to zachęta do wyuzdania seksualnego i do demoralizacji.

– To także nieoficjalna promocja antykoncepcji i aborcji, a także sposób na podtrzymywanie choćby takiego mitu, że prezerwatywa daje „bezpieczny” seks...

– Tymczasem prezerwatywa nie chroni nawet przed skutkami fizycznymi nieodpowiedzialnego współżycia. Tym bardziej nie chroni przed skutkami psychicznymi, moralnymi czy duchowymi, jak poczucie żalu do samego siebie czy do drugiej osoby, poczucie winy i grzechu, utraty więzi z Bogiem i z bliskimi. Taka „edukacja” to zachęcanie dzieci i młodzieży do chorej filozofii życia, w której przyjemność staje się ważniejsza od osoby i od jej godności.

– Do czego to prowadzi?

– Przede wszystkim do wulgaryzacji więzi, a także do dramatów życiowych, gdyż w żadnej dziedzinie krzywdy nie są aż tak bolesne i aż tak trwałe jak właśnie w sferze seksualnej. „Edukatorzy” seksualni ukrywają fakt, że w Anglii i w krajach skandynawskich, gdzie już od kilku dziesięcioleci stosuje się permisywną edukację seksualną zamiast wychowania do małżeństwa i rodzicielstwa, jest najwięcej w Europie nastolatków zarażonych chorobami wenerycznymi. Największy jest tam też odsetek dziewcząt, które zachodzą w ciążę poniżej 15. roku życia.

– Jaka jest rola wychowawców w przekazywaniu wiedzy dotyczącej seksualności?

– Wychowawcy wiedzą o tym, że seksualność to nie sfera łatwej rozrywki czy miłej zabawy i że jest ona błogosławieństwem jedynie wtedy, gdy staje się jednym ze sposobów potwierdzania miłości małżeńskiej i odpowiedzialnego przekazywania życia. Jest natomiast przekleństwem wtedy, gdy okazuje się sposobem wyrażania przemocy (z gwałtami włącznie) czy gdy prowadzi do śmierci (np. przez zarażanie siebie czy innych chorobami wenerycznymi czy decydowanie się na zabijanie dzieci w fazie rozwoju prenatalnego). Realistyczne – a nie ideologiczne! – wychowanie w sferze seksualnej to przejaw troski o dobrą przyszłość wychowanków i o rodziny, które oni założą.

– Na czym polega to realistyczne wychowanie w sferze seksualnej?

– Polega ono na przekazywaniu wychowankom całościowej i realistycznej wiedzy o człowieku i jego seksualności, a także o skutkach niemądrych i niemoralnych zachowań w tej sferze. Warunkami takiego wychowania są fascynowanie uczniów miłością i odpowiedzialnością, szczęśliwą i trwałą rodziną, uczenie wychowanków panowania nad sobą, a zwłaszcza nad ciałem, popędem i pożądaniem, a także budzenie świadomości, że los poszczególnych ludzi, a także całej ludzkości zależy najbardziej od tego, czy mężczyźni i kobiety potrafią odnosić się do siebie z miłością i szacunkiem.

Ks. dr Marek Dziewiecki, duszpasterz rodzin i popularny rekolekcjonista, psycholog, terapeuta uzależnień
Agnieszka Porzezińska, dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bratanek Montiniego: Paweł VI prywatnie był "niezwykle przystępny i serdeczny"

2018-02-21 15:52

tom (KAI) / Watykan

W naszej rodzinie zawsze byliśmy świadomi wielkości mojego wuja - zaznaczył Fausto Montini, syn Ludovica, brata Pawła VI. W rozmowie z Radiem Watykańskim powiedział: "Teraz, gdy zostanie przedstawiony całemu światu katolickiemu jako święty, potwierdza to, ale jest to także bardzo ekscytujące".

GRZEGORZ GAŁĄZKA
Paweł VI

Urodzony 28 września 1897 koło Brescii w północnych Włoszech Giovanni Battista Montini, przyszły papież, był jednym z trzech synów miejscowej rodziny mieszczańskiej.

"Przyjaciele i rodzina leżeli mu głęboko na sercu. Równocześnie, w pewnym sensie, miał w sobie coś z brytyjskiego ducha: samokontrolę i żywotność" - powiedział Fausto Montini. Przypomniał, że dwoma najlepszymi przyjaciółmi Pawła VI byli kardynałowie: Sergio Pignedoli - pierwszy przewodniczący Sekretariatu dla Niechrześcijan i Giulio Pietro Bevilacqua - wcześniej proboszcz parafii św. Antoniego w Brescii. "To były pogodne duchy, ironiczne i radosne a papież został wyrzeźbiony z tego samego drewna" - zaznaczył rozmówca rozgłośni watykańskiej.

"Pamiętam zdanie z listu, który jako młody ksiądz w Rzymie napisał do rodziny w 1922 roku, gdy umierał Benedykt XV: «Wracam właśnie z Bazyliki św. Piotra, bowiem w Bazylice św. Piotra chodzi również o to, aby się modlić!». To była jego ironia" - wspominał bratanek papieża Montiniego.

Zauważył, że Paweł VI nigdy nie był popularny. "Cienkim ostrzem reformował na wielką i małą skalę, z Soborem i Kurią Rzymską, czasem w sposób widoczny a czasem bez wielkiego rozgłosu, odłożył papieską tiarę, skrytykował Indeks Ksiąg Zakazanych. Niektórzy mieli mu za złe to, że w czasach szybkiego rozwoju społecznego nie opierał się mocniej na katolickich tradycjach XIX wieku" - zaznaczył Fausto Montini.

Jego zdaniem Paweł VI był papieżem, który kochał powierzony mu lud. "Ze swej strony całkowicie oddał się ludowi Bożemu i wzajemnie - jestem przekonany, że równie całkowita była miłość okazywana mu przez większość tegoż ludu" - powiedział bratanek. Według niego krytyka Pawła VI była czasem przesadzona. "Powiedziałem mu kiedyś, że widzę tyle złośliwości wokół niego a on przerwał mi i powiedział: «Nie, nie, sądzę, że widzisz to ze swojego punktu widzenia, ale ja dostrzegam tu wiele dobrego" - dodał F. Montini.

Wyraził przekonanie, że publiczną cześć, jaką otaczano Pawła VI, pokazał najlepiej jego powrót z pielgrzymki do Ziemi Świętej. Przypomniał, że to G. B. Montini był pierwszym papieżem, który zaczął podróżować po świecie, a pierwsza z tych pielgrzymek apostolskich zaprowadziła go do miejsc posługi Jezusa w Izraelu i Palestynie. Było to w dniach 4-6 stycznia 1964, gdy trwał jeszcze II Sobór Watykański.

"Tamta pierwsza podróż wstrząsnęła całym chrześcijańskim światem i nie tylko. Papież wyruszył z Watykanu, udając się prosto do Ziemi Świętej, i to w czasie, gdy pojawiły się tam ogromne problemy o charakterze politycznym. Pamiętam relacje telewizyjne, gdy był w Jerozolimie, otoczony tłumami, wyglądało to, jakby składali mu hołd, a my, członkowie rodziny, baliśmy się o jego zdrowie. Gdy powrócił do Rzymu, była już noc i pamiętam zdjęcia z telewizji, samolot wylądował na lotnisku Ciampino, a stamtąd papież udał się do Watykanu. Na ulicach, którymi przejeżdżał, znajdowały się nieprzebrane rzesze ludzi" - wspominał Fausto Montini i dodał: "Podobnie było, gdy zmarł w sierpniu 1978 r. a jego ciało wieziono później z Castel Gandolfo do Watykanu“.

W miniony czwartek 15 lutego, na zakończenie zamkniętej sesji pytań i odpowiedzi z duchowieństwem Rzymu Franciszek powiedział, że będzie to „święty rok” dla Pawła VI. Przypomniał, że stosunkowo niedawno świętymi zostali dwaj Biskupi Rzymu: Jan XXIII i Jan Paweł II. „Paweł VI zostanie ogłoszony świętym w tym roku, a Benedykt i ja jesteśmy na liście oczekujących, módlcie się za nas” – powiedział papież Bergoglio żartem podczas spotkania w bazylice św. Jana na Lateranie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Ks. Dolindo w Częstochowie

2018-02-21 22:11

Marian Florek

W dniu 21 lutego 2018 r. w częstochowskim Duszpasterstwie „Emaus” odbyło się spotkanie z Joanną Batkiewicz-Brożek, autorką niezwykłej książki o niezwykłym włoskim księdzu Dolindo Ruotolo.

Marian Florek

Świadkowie życia kapłana – jak mówiła autorka – byli pod wielkim wrażeniem jego świętości i pokory. A i sama pani Joanna, mówiąc o swoich osobistych przeżyciach związanych z dziennikarską pracą nad książką poświęconą ks. Dolindo, nie potrafiła ukryć ogromnych emocji. Udzielały się one i słuchaczom. Wszyscy mieli wrażenie jakby ks. Dolindo był wśród zgromadzonych.

Ks. Dolindo Ruotolo urodził się 6 października 1882 w Neapolu, a zmarł 19 listopada 1970. Doświadczany: z powodu oskarżeń nieprzychylnych mu osób, oskarżany o herezję, z wieloletnim zakazem odprawiania Mszy Świętej i głoszenia homilii. Błogosławiący spadający z nieba deszcz, aby nawrócił Neapolitańczyków. Mówił: „Życie wieczne to nie żart”, mówił : „Jezu ty się tym zajmij!”. Duszpasterstwu Akademickiemu „Emaus” gratulujemy spotkania z autorką ksiązki o Bożym Kapłanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem