Reklama

Franciszek: fundamentem nadziei jest miłość Boga do człowieka

2017-04-26 10:35

st (KAI) / Watykan / KAI

Grzegorz Gałązka

Wierna miłość Boga do człowieka stanowi podstawę chrześcijańskiej nadziei – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Kontynuując cykl katechez o nadziei chrześcijańskiej papież wskazał na stałą obecność Boga w życiu ludzi i społeczeństw, także w okresie najtrudniejszych doświadczeń. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dziś około 20 tys. wiernych.

Franciszek wychodząc od ostatnich słów Ewangelii św. Mateusza (Mt 28,20) podkreślił, że Pan Bóg zapewnia nas o swej stałej obecności. „Na wąskiej grani, oddzielającej niedowierzanie od wiary decydujące znaczenie ma odkrycie, że jesteśmy kochani i wspierani przez naszego Ojca, który nigdy nie pozostawia nas samymi” – powiedział Ojciec Święty.

Papież wskazał, że koniecznym warunkiem naszego dojrzewania jest wyruszenie w drogę, dostrzeżenie atrakcyjności horyzontów. Ale w swym pielgrzymowaniu na świecie człowiek nigdy nie jest sam, ponieważ Jezus towarzyszy nam w każdym z naszych dni. Ta Boża opieka trwać będzie aż do końca świata. Franciszek przypomniał, że symbolem chrześcijańskiej nadziei jest kotwica, ukazująca, że nasza nadzieja nie jest ogólnikowa i opiera się na pewności tego, co obiecał nam Bóg i czego dokonał w Jezusie Chrystusie. Z tą obietnicą chrześcijanie mogą iść wszędzie. Nawet przemierzając zranione części świata, gdzie sprawy wyglądają źle, jesteśmy wśród tych, którzy nadal żywią tam nadzieję. Podczas drogi obietnica Jezusa: „Ja jestem z wami” sprawia, że trwamy z nadzieją, ufając, że dobry Bóg już działa, aby dokonać tego, co po ludzku wydaje się niemożliwe.

„Święty wierny lud Boży to ludzie trwający i podążający w nadziei. I gdziekolwiek idą wiedzą, że poprzedza ich miłość Boga: nie ma części świata, która wymknęła by się ze zwycięstwa Chrystusa Zmartwychwstałego, będącego zwycięstwem miłości” – powiedział na zakończenie swojej katechezy Ojciec Święty.

Reklama

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

„Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). Ostatnie słowa Ewangelii św. Mateusza przypominają proroczą zapowiedź, którą znajdujemy na jej początku: „Któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: «Bóg z nami»” (Mt 1,23; por. Iz 7,14). Bóg będzie z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Jezus będzie podążał wraz z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Cała Ewangelia ujęta jest w tych dwóch cytatach, słowach przekazujących tajemnicę Boga, którego imię, którego tożsamość to bycie-z, a zwłaszcza bycie z nami, czyli z człowiekiem. Nasz Bóg nie jest Bogiem nieobecnym, porwanym przez odległe niebo. Przeciwnie jest Bogiem „rozmiłowanym” w człowieku, który jest kochany tak czule, że Bóg nie potrafi się od niego oddzielić. My, ludzie jesteśmy zdolni do zrywania więzi i mostów. On natomiast nie. Jeśli nasze serca stygną, to Jego pozostaje rozpalone. Nasz Bóg jest zawsze z nami, nawet jeśli niestety my o Nim byśmy zapomieli. Na wąskiej grani, oddzielającej niedowierzanie od wiary decydujące znaczenie ma odkrycie, że jesteśmy kochani i wspierani przez naszego Ojca, który nigdy nie pozostawia nas samymi.

Nasze życie jest pielgrzymką, podróżą. Nawet ci, którzy pobudzani są nadzieją czysto ludzką dostrzegają urok horyzontów, zachęcający ich do odkrywania światów, których jeszcze nie znają. Nasz duch jest duchem wędrującym. Biblia pełna jest dziejów pielgrzymów i podróżników. Powołanie Abrahama zaczyna się od następującego polecenia: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej” (Rdz 12,1). I patriarcha pozostawia ten kawałek świata, który dobrze znał, a który był jedną z kolebek cywilizacji jego czasów. Wszystko sprzysięgło się przeciwko sensowności tej podróży. Jednak Abraham wyruszył. Nie stajemy się dojrzałymi ludźmi, jeśli nie postrzegamy atrakcyjności horyzontów: tej granicy między niebem a ziemią, która żąda, aby osiągnął ją lud wędrowców.

W swym pielgrzymowaniu na świecie człowiek nigdy nie jest sam. Zwłaszcza chrześcijanin nigdy nie czuje się opuszczony, ponieważ Jezus zapewnia nas, że nie oczekuje nas jedynie pod koniec naszej długiej podróży, ale że nam towarzyszy w każdym z naszych dni.

Jak długo będzie trwać opieka Boga nad człowiekiem? Jak długo Pan Jezus podążający wraz z nami będzie si o nas troszczył? Odpowiedź Ewangelii nie pozostawia miejsca na wątpliwości: aż do końca świata! Nieba przeminą, ziemia przeminie, ludzkie nadzieje ulegną zniweczeniu, ale Słowo Boże jest większe od wszystkiego i nie przeminie. A On będzie Bogiem z nami, Jezus podążający wraz z nami. Nie będzie żadnego dnia w naszym życiu, kiedy nie bylibyśmy przedmiotem zainteresowania serca Bożego. Ale ktoś może mi powiedzieć, o czym mówisz Ojcze Święty? Mówię: Nie będzie takiego dnia w naszym życiu, kiedy przestalibyśmy być przedmiotem zainteresowania dla serca Bożego. On o nas się troszczy i podąża wraz z nami. A dlaczego to czyni? Jedynie dlatego, że nas miłuje. Czy to jest zrozumiałe? Kocha nas! A Bóg na pewno zatroszczy się o wszystkie nasze potrzeby, nie opuści nas w chwilach prób i ciemności. Ta pewność domaga się zakorzenienia w naszych sercach, aby nigdy nie zagasła. Niektórzy nazywają ją „Opatrznością”, to znaczy, że miłość Boga, bliskość Boga, Jego podążanie wraz z nami nazywa się także Bożą Opatrznością. On zaspokaja nasze życie.

Nie przypadkiem wśród chrześcijańskich symboli nadziei znajduje się jeden, który bardzo mi się podoba, to znaczy kotwica. Wyraża ona, że nasza nadzieja nie jest ogólnikowa. Nie należy jej mylić ze zmieniającymi się uczuciami tych, którzy chcą udoskonalić sprawy tego świata w sposób nierealistyczny, opierając się jedynie na sile swojej woli. W istocie nadzieja chrześcijańska odnajduje swoje korzenie nie w atrakcyjności przyszłości, ale w pewności tego, co obiecał nam Bóg i czego dokonał w Jezusie Chrystusie. Jeśli zapewnił nas, że nas nigdy nie opuści, jeśli u początków każdego powołania znajdują się słowa: „Pójdź za Mną”, poprzez które zapewnia On nas, że zawsze będzie nas uprzedzał, to dlaczego mielibyśmy się obawiać? Z tą obietnicą chrześcijanie mogą iść wszędzie. Nawet przemierzając zranione części świata, gdzie sprawy wyglądają źle, jesteśmy wśród tych, którzy nadal żywią tam nadzieję. Mówi psalm: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Ps 23,4). Właśnie tam, gdzie rozprzestrzenia się ciemność, trzeba trzymać zapalone światło.

Powróćmy do kotwicy. Jest ona tym narzędziem, które marynarze rzucają w dno, aby następnie statek czy łódź mogła być bliżej brzegu. Nasza wiara jest zakotwiczona w niebie. Nasze życie jest zakotwiczone w niebie. Co musimy uczynić? Wspiąć się po linie, i zawsze dążyć ku górze. Idziemy wtedy naprzód, będąc pewnymi, że nasze życie jest jakby zakotwiczone w niebie, w tym brzegu, do którego dotrzemy.

Oczywiście, gdybyśmy mieli polegać wyłącznie na własnych siłach, to mielibyśmy rację, czując się zawiedzionymi i pokonanymi, ponieważ świat często okazuje się oporny na prawa miłości, wiele razy preferuje prawo egoizmu. Ale jeśli trwa w nas pewność, że Bóg nas nie opuszcza, że Bóg czule kocha nas i ten świat, to natychmiast zmienia się perspektywa. „Homo Viator, spe erectus”, mówili starożytni. Podczas drogi obietnica Jezusa: „Ja jestem z wami” sprawia, że trwamy wyprostowani z nadzieją, ufając, że dobry Bóg już działa, aby dokonać tego, co po ludzku wydaje się niemożliwe, ponieważ kotwica zarzucona jest w niebie.

Święty wierny lud Boży to ludzie trwający i podążający w nadziei, Homo Viator idzie naprzód wyprostowany i podąża w nadziei. I gdziekolwiek idą wiedzą, że poprzedza ich miłość Boga: nie ma części świata, która wymknęła by się ze zwycięstwa Chrystusa Zmartwychwstałego, będącego zwycięstwem miłości. Dziękuję.

Tagi:
Franciszek

Franciszek u św. Marty: nie istnieje ewangelizacja z fotela

2018-04-19 12:19

st (KAI) / Watykan

Na konieczność wyjścia, zbliżenia się do osoby oraz nawiązania do konkretnej sytuacji w dziele głoszenia Ewangelii wskazał papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Dodał, że tym, który pobudza chrześcijan do ewangelizacji jest Duch Święty.

Grzegorz Gałązka

Ojciec Święty zaznaczył na wstępie, że wszyscy chrześcijanie mają obowiązek i misję niesienia Ewangelii. Muszą prosić o łaskę bycia słuchaczami Ducha Świętego, dar bycia ludźmi wychodzącymi, okazującymi bliskość innym i rozpoczynającymi nie od teorii, ale od konkretnych sytuacji. Franciszek nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (Dz 8,26-40), w którym mowa o nawróceniu i udzieleniu chrztu dworzaninowi królowej etiopskiej przez Filipa.

Papież zauważył, że scena ta rozpoczyna się od inicjatywy anioła Pańskiego, który powiedział do Filipa: „Wstań i idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta”. Przypomniał, że po męczeństwie Szczepana nastąpiło wielkie prześladowanie chrześcijan, którzy rozproszyli się na wszystkie strony. Zauważył, że wiatr prześladowań popchnął uczniów, by wyszli poza swoją ojczyznę, czy znane sobie sytuacje.

„Podobnie jak czyni wiatr z nasionami roślin, niosąc je daleko i zasiewa, tak też się stało w tym wypadku: poszli poza to, co było im znane z ziarnem Słowa i siali je. Możemy więc powiedzieć, nieco żartując, że w ten sposób zrodziła się „propaganda fide” [Kongregacja ds. Ewangelizacji Narodów – przyp. KAI]. Wychodząc z prześladowania, od wiatru uczniowie nieśli ewangelizację. I ten fragment, który dzisiaj czytaliśmy, z Dziejów Apostolskich, jest wielkiej urody ... Ale jest to prawdziwy traktat o ewangelizacji” – stwierdził Ojciec Święty.

Następnie Franciszek wskazał, iż ewangelizacja to nie dobrze przygotowany plan prozelityzmu. Ale to Duch Święty mówi nam, jak powinniśmy iść, począwszy od: „wstań i idź”.

„Nie istnieje ewangelizacja z fotela. Wstań i idź. Zawsze trzeba wychodzić. Idź, rusz się. Idź w miejsce, gdzie powinieneś głosić Słowo Boże” – podkreślił papież. Przypomniał wielu misjonarzy, którzy musieli opuścić swą ojczyznę i bliskich, aby głosić Słowo Boże, często nie przygotowanych fizycznie, młodo umierających, czy też ponoszących śmierć ze względu na nienawiść do wiary – męczenników ewangelizacji.

Ojciec Święty wyraził przekonanie, że konieczny jest nie tyle jakiś podręcznik ewangelizacji ile bliskość oraz wyjście od konkretnej sytuacji, a nie od teorii. „Nie można ewangelizować w teorii. Ewangelizacja jest po trosze spotkaniem twarzą w twarz, osoby z osobą. Zaczyna się od sytuacji, a nie od teorii. I głosi Jezusa Chrystusa, zaś męstwo będące darem Ducha Świętego pobudza Filipa, by ochrzcił dworzanina królowej etiopskiej” – zauważył Franciszek.

Papież raz jeszcze przypomniał słowa kluczowe w dziele ewangelizacji: wyjdź, zbliż się do osoby oraz wyjdź z konkretnej sytuacji. Zaznaczył, że jest to metoda prosta, ale jest to metoda Jezusa.

„Jezus ewangelizował w ten sposób. Zawsze w drodze, zawsze blisko ludzi i zawsze zaczynał od konkretnych sytuacji. Ewangelizacja jest możliwa tylko z tymi trzema postawami, ale także pod wpływem mocy Ducha Świętego. Bez Ducha, nawet te trzy postawy na nic się nie przydadzą. To Duch pobudza nas, byśmy wstali, podeszli bliżej i wychodzili od konkretnych sytuacji” – przypomniał na zakończenie swej homilii Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła Różańca

2018-04-18 07:57

Prosta modlitwa, która może tak wiele. A właściwie – wszystko. Poruszyć serce konkretnego człowieka i zmieniać świat. Różaniec.


Dlaczego właśnie ta modlitwa jest tak bardzo ważna dla nas katolików? Dlaczego właśnie poprzez tą modlitwę Matka Boża może przemieniać nasze życie?

W pierwszym odcinku nowej produkcji „Siła Różańca” przygotowanej przez Fundację Holy Mary Team, sens i cel modlitwy różańcowej pomogą nam odkrywać Wincenty Łaszewski, o. Stanisław Przepierski OP, br. Grzegorz Filipiuk OFMCap oraz Grzegorz Kasjaniuk – znawcy tematyki różańcowej i świadkowie mocy tej modlitwy.

O. Stanisław Przepierski OP przypomina, jak bardzo Matce Bożej zależy, abyśmy realizowali wezwanie Chrystusa do nieustannej modlitwy. Różaniec to modlitwa, która daje przestrzeń Bogu, by cały mógł działać w naszym życiu, by według swojej woli zmieniał ludzkie serca i świat – wskazuje Wincenty Łaszewski. To modlitwa prowadząca do trwania w nieustannej obecności Boga. Chcesz lepiej zrozumieć, dlaczego i po co właśnie jest Różaniec? Obejrzyj pierwszy odcinek nowej produkcji i poznaj „Siłę Różańca”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

W tym roku zginęło już 10 kapłanów w 8 krajach

2018-04-19 16:48

kg (KAI/ilsismografo) / Warszawa

W ciągu 108 dni bieżącego roku (do 18 kwietnia włącznie) w 8 krajach Afryki, Ameryki Łacińskiej, Azji i Europy zginęło już 10 kapłanów, czyli statystycznie średnio 1 duchowny na niecałych 11 dni. Gdyby ta smutna tendencja utrzymała się do końca br., oznaczałoby to, że zginie ok. 35 kapłanów. W ostatnich latach na szczęście liczba księży – ofiar przemocy, choć nadal duża, nie przekracza 30: w 2017 było ich 23, w 2016 – 28, w 2015 – 22 i w 2014 – 26.

дзроман / Foter.com / CC BY

Od wielu lat niechlubny prymat w tej smutnej statystyce dzierży najbardziej katolicki kontynent, czyli Ameryka Łacińska, a na jej terenie zwłaszcza dwa kraje: Meksyk i Kolumbia. W tym roku zginęła tam połowa zamordowanych kapłanów – 5, z czego aż trzech przypada na Meksyk. Tam też doszło do ostatniego, jak na razie, zabójstwa: 18 kwietnia w mieście Cuautitlán Izcalli koło stolicy zginął 50-letni ks. Rubén Alcántara Vásquez Jiménez.

W Afryce śmierć ponieśli trzej kapłani – po jednym w Malawi, Republice Środkowoafrykańskiej i Demokratycznej Republice Konga oraz – również po jednym – w Azji (w Indiach) i w Europie (Niemcy).

Przyczyny mordowania duchownych są różne, choć najczęściej mają podłoże rabunkowe, ale zdarza się, że księża giną z powodu swego zaangażowania społecznego, np. występując w obronie biednych, których bogaci właściciele ziemscy usiłują pozbawić ich własności.

Oto wykaz tegorocznych ofiar przemocy wymierzonej w duchowieństwo katolickie:

Afryka – 3 osoby

Ks. Tony Mukomba (Malawi; zginął 18 stycznia) Ks. Joseph Désiré Angbabata (Republika Środkowoafrykańska; 22 marca) Ks. Etienne Nsengiunva (Demokratyczna Republika Konga; 8 kwietnia)

Ameryka – 5 osób

Ks. Germain Muñiz García (5 lutego) Ks Iván Añorve Jaimes (5 lutrego) Ks. Rubén Alcántara Díaz (18 kwietnia) – wszyscy z Meksyku Ks. Dagoberto Noguera (Kolumbia; 10 marca Ks. Walter Osmir Vásquez Jiménez (Salwador; 29 marca)

Azja – 1 kapłan

Ks. Xavier Thelakkat (Indie; 1 marca)

Europa – 1 duchowny

Ks. Alain-Florent Gandoulou (Niemcy; 22 lutego)

Ponadto w Republice Środkowoafrykańskiej znaleziono 2 marca zwłoki ks. Florenta Mbulanthie Tulantshiedi (znanego też jako Florent Tula), a chociaż na jego ciele stwierdzono oczywiste ślady tortur, nie uznano go za ofiarę zabójstwa.

Trzeba również pamiętać, że 20 marca utonął w Oceanie Indyjskim u wybrzeży Tanzanii polski misjonarz, niespełna 35-letni o. Adam Bartkowicz ze Zgromadzenia Misji Afrykańskich. Jego śmierć, choć także gwałtowna, nie była jednak spowodowana zabójstwem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem