Reklama

Arche Hotel

Fatima: papież odmówił z wiernymi Różaniec

2017-05-13 07:13

kg (KAI) / Fatima / KAI

Graziako

W dziesięciu językach, m.in. po polsku, prowadzono modlitwę różańcową z udziałem Franciszka w piątek 12 maja wieczorem w Fatimie. Na ogromnym placu przed bazyliką Matki Bożej Różańcowej razem z papieżem modliło się kilkaset tysięcy pielgrzymów z całego świata.

Spotkanie modlitewne rozpoczęło się od wjazdu Ojca Świętego przed Kaplicę Objawień, gdzie przez długą chwilę modlił się on w milczeniu, stojąc, przed figurą Matki Bożej Fatimskiej. Towarzyszył temu śpiew chóru, który wykonał po łacinie pieśń na rozpoczęcie. Następnie pobłogosławił on świece, które - zapalone - trzymali w rękach zebrani wierni, po czym wygłosił przemówienie po portugalsku, w którym przypomniał rolę i miejsce Maryi w Kościele oraz podkreślił znaczenie miłosierdzia Bożego, które - jak zaznaczył - jest większe od grzechu i kary za niego.

Potem rozpoczęła się modlitwa różańcowa, podczas której odmawiano i rozważano tajemnice radosne: Zwiastowanie Matce Bożej, nawiedzenie przez nią św. Elżbiety, narodziny Pana Jezusa w Betlejem, ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni i znalezienie Go tam. Modlitwy: Ojcze nasz i Zdrowaś Mario odmawiano łącznie w 10 językach, kolejno po portugalsku, arabsku, hiszpańsku, ukraińsku, włosku, koreańsku, angielsku, francusku, niemiecku i polsku. Wprowadzeniem do każdej tajemnicy było odczytanie przez portugalskiego kapłana fragmentu Ewangelii, odnoszącego się do tytułu poszczególnych tajemnic, a na zakończenie chór śpiewał stosowny hymn.

Reklama

Po zakończeniu różańca Ojciec Święty wsiadł do papamobilu, obok kierowcy, i wolno opuścił główny plac, na którym zaraz po jego odjeździe rozpoczęła się procesja ze świecami z figurą Matki Bożej Fatimskiej. Na jej czele szli kardynałowie i biskupi - portugalscy i zagraniczni - towarzyszący papieżowi w tej wizycie.

Tagi:
Franciszek w Fatimie

Fatima daje nadzieję

2017-05-17 09:43

Ks. Paweł Rozpiątkowski
Niedziela Ogólnopolska 21/2017, str. 4-5

Pielgrzymka do Fatimy była najbardziej wyjątkowa spośród niemal wszystkich wcześniejszych podróży apostolskich papieża Franciszka. Może podobna do niej była tylko ubiegłoroczna pielgrzymka do Polski, a szczególnie wizyta w duchowej stolicy naszego kraju, u Matki Bożej w Częstochowie

Grzegorz Gałązka
Papież Franciszek nazwał siebie pielgrzymem pokoju i błagał Matkę Bożą z Fatimy o zgodę między narodami

Fatimska pielgrzymka tym się różniła od większości pozostałych, że nie była zdominowana kontekstem politycznym, że nikt nie bawił się w niej w dyplomację. Za kontekst społeczny i polityczny można uznać jedynie tło sytuacji światowej. Podobnie jak 13 maja 1917 r. trwała I wojna światowa, tak 13 maja 2017 r., jak wielokrotnie podkreśla papież Franciszek, trwa III wojna światowa, tyle że w kawałkach. Dokładnie w ponad 50 kawałkach, bo tyle konfliktów zbrojnych, mniejszych i większych, toczy się obecnie na świecie.

„Świeżość” orędzia z Fatimy

Podczas tej krótkiej wizyty Papieża w tym wyjątkowym, wybranym przez Bożą Opatrzność miejscu jeszcze większego znaczenia nabrały słowa jego poprzednika Benedykta XVI – że orędzie fatimskie to nie zamknięta przeszłość. Emerytowany Papież mówił o tym przed kilku laty, kiedy jeszcze trudniej było dostrzec, że „prorocka misja Fatimy się nie skończyła”. Dziś widać wyraźnie, że Benedykt XVI miał rację. To dlatego obchody 100-lecia objawień nie mają zwykłego rocznicowego wymiaru. To fakt niepodważalny, że orędzie Matki Bożej jest dziś bardzo świeże, a biskupem w białej szacie był nie tylko Pius XI w czasie I wojny światowej, nie tylko św. Jan Paweł II w czasie zimnej wojny, ale także Franciszek, do czego zresztą sam Ojciec Święty nawiązał najpierw w specjalnej modlitwie w Kaplicy Objawień sanktuarium fatimskiego, tuż po przylocie do Fatimy: – Jako biskup ubrany na biało – modlił się – pamiętam o tych wszystkich, którzy odziani w biel chrzcielną chcą żyć w Bogu i rozważają tajemnice Chrystusa, aby osiągnąć pokój. Podczas powrotnego lotu Ojciec Święty zastrzegł, że sam nie napisał tej modlitwy. Za to wydaje się, że Papież z Argentyny już sam dostrzegł siebie w słowach kanonizowanej podczas pielgrzymki małej Hiacynty, które zanotowała s. Łucja w swoich wspomnieniach: „Czy nie widzisz dróg, ścieżek i pól, pełnych ludzi, którzy płaczą z głodu, bo nie mają nic do jedzenia, a Ojciec Święty modli się w kościele przed Niepokalanym Sercem Maryi i razem z nim modli się bardzo dużo ludzi?”.

Akcent na Miłosierdzie

Tuż przed pielgrzymką i w jej trakcie – czego należało się zresztą spodziewać – odżyły spekulacje, że w kwestii Fatimy jeszcze nie wszystko zostało ujawnione, że Watykan coś ukrywa. Przedstawiciele Kościoła z kard. Pietro Parolinem, sekretarzem stanu, stanowczo dementowali te doniesienia poszukiwaczy sensacji i zwolenników apokaliptycznych wizji, nie chcąc, żeby zdominowały one prawdziwe przesłanie Matki Bożej. Spekulantom pośrednio odpowiedział sam Franciszek podczas modlitwy różańcowej poprzedzającej procesję ze świecami 13 maja: – Dopuszczamy się wielkiej niesprawiedliwości wobec Boga i Jego łaski, gdy twierdzimy ponad wszystko, że grzechy są karane przez Jego sąd, nie uznając – jak ukazuje Ewangelia – że są one odpuszczane przez Jego miłosierdzie! Musimy przedkładać miłosierdzie ponad sąd, a przecież sąd Boga zawsze będzie dokonywał się w świetle Jego miłosierdzia. Oczywiście, miłosierdzie Boże nie zaprzecza sprawiedliwości, ponieważ Jezus wziął na siebie skutki naszego grzechu wraz z należną karą. On nie zaprzeczył grzechowi, ale zapłacił za nas na krzyżu. Fatima nie straszy. Fatima daje nadzieję.

Chrześcijanin musi być maryjny

Kluczem do dogłębnego zrozumienia Fatimy jest prostota małych pastuszków – Hiacynty, Franciszka i Łucji, z których dwoje pierwszych Franciszek kanonizował 13 maja br. Wracając do Rzymu, w samolocie Ojciec Święty zwierzył się, że jeszcze niedawno wydawało mu się to niemożliwe, bo proces nie był skończony. Nagle, ku jego radości, wszystko przyspieszyło. Udało się. Oczyma wiary możemy dostrzec w tym interwencję Pani Fatimskiej. W homilii podczas Mszy św. kanonizacyjnej Ojciec Święty stawiał Hiacyntę i Franciszka – pierwsze w historii Kościoła święte dzieci, które nie były męczennikami za wiarę – jako wzór dla każdego chrześcijanina. Ich świętość, jak powiedział, brała się z tego, że „Boża obecność stała się stałym elementem ich życia”. Dokonało się to dzięki Maryi, bo to „Dziewica Maryja wprowadziła (dzieci) w ogromne morze światła Boga i doprowadziła je do wielbienia Go”. Maryja jest więc najlepszą, a nawet niezbędną przewodniczką wiary, co stwierdził Franciszek w czasie modlitwy różańcowej w pierwszym dniu pielgrzymki, powtarzając za Pawłem VI, że „jeśli chcemy być chrześcijanami, musimy być maryjni, czyli musimy uznać zasadniczą, istotną i opatrznościową relację łączącą Matkę Bożą z Jezusem, która otwiera nam drogę prowadzącą nas do Niego”.

Od Maryi przyjdą nadzieja i pokój

Kolejnym kluczowym tematem tej wizyty były nadzieja i pokój. Zresztą warto zauważyć, że nadzieja to obecny temat papieskich katechez podczas środowych audiencji generalnych. Pokój zaś jest na świecie dobrem coraz bardziej deficytowym, mimo że wielu żyje w złudnym przekonaniu, iż jest dany raz na zawsze. Ojciec Święty nazwał siebie pielgrzymem pokoju i prosił, błagał Matkę Bożą z Fatimy o zgodę między narodami; podczas Mszy św. 13 maja wyraził głęboką wiarę, że „z Jej ramion przyjdzie nadzieja i pokój”.

Bóg zdoła przyjść nam z pomocą, jeżeli Mu na to pozwolimy. Jeżeli znajdzie wiarę i wytrwałość w modlitwie za wstawiennictwem Matki Jego Syna, o czym przypomniał z kolei kard. Parolin, mówiąc, że Fatima wymaga od nas „wytrwałości w poświęceniu się Niepokalanemu Sercu Maryi, przeżywanej codziennie przez odmawianie Różańca”.

Wracając do zacytowanego na początku Listu św. Pawła do Rzymian – te słowa w kontekście dzisiejszych światowych turbulencji, widocznej „świeżości” orędzia fatimskiego i wypełnionej nadzieją pielgrzymki Papieża wydają się najlepszym podsumowaniem tych 24 godzin papieża Franciszka w Fatimie.

* * *

„Dostąpiwszy więc usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy, i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. Ale nie tylko to, lecz chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”
(Rz 5, 1-5).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Po co idę – piesza pielgrzymka na Jasną Górę oczami pątników

2018-08-14 10:57

mir / Częstochowa (KAI)

Piesze pielgrzymowanie na Jasną Górę nazywane jest fenomenem. Na pątniczy szlak wyruszają wszystkie pokolenia oraz grupy społeczne i zawodowe. Modlą się w sprawach Kościoła, Ojca Świętego i Ojczyzny, a także swoich rodzin, wypraszają łaskę narodzin dziecka i dziękują za uzdrowienie duszy czy z choroby ciała. Niektórzy tu czują się czują się "u siebie"- rozumiani i akceptowani. Na Jasnej Górze spotyka się „wiele ludzkich historii”.

Krzysztof Świertok

Idzie Chrystus…

Biskup zielonogórsko – gorzowski Tadeusz Lityński zwrócił uwagę na wielką odwagę i determinację tegorocznych pielgrzymów, którzy nie przestraszyli się ekstremalnych temperatur i podjęli trud wędrówki do Częstochowy - Oni niosą Chrystusa, to dla mnie jest uroczystość Bożego Ciała, chciałem ich uszanować, Jezusa w ich duszach i sercach – powiedział bp Lityński, który klękał przed każdą z grup.

Przewodnicy pielgrzymek podkreślają, że wzrasta świadomość pielgrzymów. Trud podejmują ci, którzy chcą rzeczywiście przeżyć rekolekcje w drodze. Choć pielgrzymki na Jasną Górę na ogół kojarzy się z grupami młodych rozśpiewanych i roztańczonych ludzi, to niezmiennie od lat utrzymuje się zainteresowanie tzw. grupami pokutnymi czy ciszy.

S. Laura elżbietanka, która przyszła w grupie pokutnej pielgrzymki wrocławskiej podkreśliła, ze grupa pokutna ma wiele intencji, ludzie też powierzają im wiele próśb. Cały dzień pielgrzymkowy staramy się wypełniać modlitwą, w tym roku szczególnie za Ojczyznę w stu lecie niepodległości, medytacją Słowa Bożego, modlimy się całą Liturgią Godzin – wyjaśniła zakonnica. Kolejnym specyficznym akcentem pielgrzymowania w „jedynce” są nawiedzenia Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie w każdym mijanym kościele. Jak dodaje s. Laura, „inni myślą, że to pokuta, a dla nas to radość”. Duchowi pokutnemu służy także dzień ciszy czy piątkowy post o chlebie i wodzie.

- Mega przeżycie – nocna adoracja Jezusa – wyznaje Robert z pielgrzymki Młodzieży i Rodzin Różnych Dróg. Dla niego motywem decydującym podjęcia wędrówki jest „po prostu gdzieś w głębi chęć szukania Pana Boga, od którego się oddalam, trafienie na siebie. Jan Paweł II mówił kiedyś, że człowiek nie może zrozumieć siebie w pełni bez Chrystusa, może coś w tym jest”. Mirek po raz pierwszy wyruszył z pielgrzymką hipisowską w 1981 r. i jak mówi z mocą, to uratowało mu życie, wrócił do Kościoła i sakramentów. Pytani o motywację pielgrzymi ze „szpakowiska” odpowiadają, ze po prostu tu czują się "u siebie"- rozumiani i akceptowani. Wierzą, ze ich opiekun zmarły w ubiegłym roku inicjator pielgrzymki hipisowskiej ks. Andrzej Szpak błogosławi im z nieba. Pamiętają, że uczył ich, ze rozmowa jest jak sakrament i że każdy ma szansę być świętym.

- Dzięki modlitwie, dzięki pracy nad sobą niemożliwe staje się możliwe, można wyjść z narkomanii, poprawić relacje w rodzinie, odszukać siebie nawzajem - powiedziała Dorota Szczęsna, która modliła się za syna i innych uzależnionych w grupie Karan, czyli Katolickiego Ruchu Antynarkotykowego w pielgrzymce krakowskiej.

Bp Jacek Jezierski zauważył, że pielgrzymowanie to szczególny czas, kiedy „moc w słabości się doskonali”, poprzez trud, fizyczne zmęczenie, dolegliwości, oparzenia, otarcia nóg, skręceniu kostek, pątnicy w swoich słabościach oni się doskonalą, stają się silniejszymi.

Słowa biskupa potwierdza Piotr Modliński z grupy elbląskiej: „Super wakacje, jak w Turcji, słońce świeci, gorąco, all inclusive, jedzenie, naprawdę warto i wszystkich gorąco zapraszam” śmiał się pątnik, a na poważnie wyjaśniał, że pielgrzymka to wspaniały czas, niesamowity reset od rzeczywistości, pędu. Siłę trzeba czerpać od Pana Boga i z siebie. Podkreślił, ze to nie ból fizyczny, jest największym problemem, ale ten psychiczny „kiedy człowiek zaczyna się zastanawiać nad tym co robi, co dzieje się w jego życiu”.

Wielu, szczególnie młodych, czas pielgrzymki wykorzystuje na przemyślenie życia i znalezienie odpowiedzi – co dalej. Rozeznają powołanie do małżeństwa, kapłaństwa czy życia zakonnego. Paweł dwa lata temu modlił się o rozpoznanie życiowej drogi. W tym roku oświadczył się Kindze przed Cudownym Obrazem Matki Bożej. Oboje przyszli w 40. Pieszej Pielgrzymce Diecezji Toruńskiej.

Ci, którzy chcą pielgrzymować do Matki i Królowej w Częstochowie nie znają przeszkód, nie są nimi ani podeszły wiek, ani niepełnosprawność.

W drogę na Jasną Górę wyruszyło „wiele ludzkich historii”. O wielości doświadczeń i sposobów przeżywania pielgrzymki mówił do „pielgrzymów od dominikanów” o. Rafał Szymko, neoprezbiter. Wskazał na drogę do Częstochowy jako czas dla jednych kryzysu, dla innych rozwiązywania problemów, czas światłości albo czas ciemności. Wszystkie te historie wchodzą w „kościół drogowy, którym byliśmy” – zauważył zakonnik i podkreślił, ze na pielgrzymce nie ma „lepszej lub gorszej historii”, bo wszystkie znalazły swoje zakończenie przed Maryją.

Znany ewangelizator i raper ks. Jakub Bartczak zwraca uwagę, że idzie się po to, aby przeżyć piękne rekolekcje w drodze. – Jestem dłużnikiem Pana Boga, bo na pielgrzymce wymodliłem sobie powołanie i dlatego trzymam się zawsze pieszej pielgrzymki - opowiadał. Dla ks. Bartczaka najważniejszą rolą na pielgrzymce jako kapłana jest rola spowiednika i duszpasterza – Przyznam się, ze tak co roku sobie podsumowuję, ile było tych spowiedzi, jakie, na ile udało mi się wypełnić właśnie tę rolę. Myślę, że pierwszorzędna rola, to właśnie ta sakramentalna – podsumował duchowny.

Daj Boże kapłanów i siostry zakonne…

- Jesteśmy wstrząśnięci brakiem powołań – powiedział ks. Romuald Brudnowski, przewodnik świdnicki. - Bardzo przejęci jesteśmy powołaniami. Nie możemy się jakoś otrząsnąć z wrażenia, że w tym roku pojawiły się dwa seminaria, do których na razie nie zgłosił się ani jeden kandydat, ale my ich omadlamy – powiedział kapłan. Podkreślił, że „może trzeba taki wstrząs przejść, by ludziom nie zabrakło kapłanów”.

Od początku istnienia pielgrzymki intencja o powołania kapłańskie jest szczególna dla pątników z archidiecezji szczecińsko – kamieńskiej.

Z różańcami w dłoniach wyplecionymi w drodze przybyli wierni z Warmii. Pątnicy wołali o nowe powołania kapłańskie i zakonne. - Siostry wstańcie z kanapy i wyruszcie, bardzo was potrzeba na pielgrzymce, która jest także dziełem powołaniowym – apelował ks. Jarosław Dobrzeniecki, kierownik. W tym roku na pielgrzymce nie było ani jednej siostry zakonnej.

Salezjanin ks. Andrzej Policht z grupy oświęcimskiej, który po raz 30-ty poszedł na pielgrzymkę, na brak powołań nie narzeka, w drogę wyruszyło 17 kandydatów do zgromadzenia. Salezjanin ubolewał, że zdarzają się grupy, w których jest tylko jeden kapłan i księża nie doceniają tych rekolekcji w drodze, a jako księża musimy docenić to duszpasterstwo podkreślał. „Tu mamy być, tu, gdzie są ludzie” – akcentował kapłan i apelował, by klerycy byli wysyłani do posługi w drodze do Częstochowy. Tak zresztą w wielu diecezjach i zgromadzeniach się dzieje, można było spotkać np. kleryków z świdnickiego czy krakowskiego seminarium.

Jest moc – mówił także o. Kamil z grupy franciszkańskiej, w której jedną piątą uczestników stanowiły osoby konsekrowane.

Ks. Karol Waga z Elbląga opowiada, że pielgrzymka to wiele spowiedzi, wiele rozmów, czasami wiele łez – Chce się być księdzem, gdy widzi się taki Kościół właśnie wyznał duchowny.

Pielgrzymki w smartfonowym świecie

Choć dzięki podążającym na Jasną Górę pielgrzymki mają swoje drugie życie m.in. na Instagramie, Facebooku, Snapchacie czy Twitterze, to wielu młodych, podejmując trud rekolekcji w drodze, pragnie "wylogować" się ze współczesnego świata.

- Krzyż to wyrzeczenie polegające na odcięciu się od świata, by zjednoczyć się z Bogiem - mówił Filip z Grupy Salvator-Redemptor. Na czas pielgrzymki nastolatek zdecydował się nie używać internetu. – I to jest fajne, że mogę się tak odciąć i przeżyć to tylko i wyłącznie z Bogiem i Maryją.

Wielu nie sięga po smartfona z powodu… braku czasu. Bartosz Kurkowski z grupy chojnickiej jest porządkowym od kilku lat i tak opowiada o swoich współbraciach: „To są po prostu wariaci – posumował Bartosz swoich współbraci z grupy. – Na każdym postoju nie siedzimy, nie odpoczywamy, tylko gramy w piłkę, tańczymy, śpiewamy i po prostu super się bawimy, a idziemy na pielgrzymkę, bo tu jest samo sedno – Jasna Góra, tu zostawiamy swoje modlitwy, swoje prośby”.

Pielgrzymi z fascynacją opowiadają o wspólnocie, która wytwarza się w drodze do Częstochowy. W dobie promowania indywidualizmu i życia w tzw. świecie „mediów społecznościowych”, dla wielu młodych ludzi to wręcz oczyszczające uczucie. - Postawa wdzięczności wyzwala w nas tyle dobra i tyle pokory, że uczymy się wzajemnego zrozumienia i szacunku. Wdzięczność sprawia również, że ludzie czują się sobie nawzajem bardziej potrzebni.

Pielgrzymka umożliwia spojrzenie z dystansu na rzeczywistość, jest czasem na słuchanie Boga, na modlitwę, która składa się nie tylko z mówienia do Boga, ale i słuchania Go. Jest wypełnianiem swojego powołania i pomocą innym w realizacji ich powołania.

Ks. Grzegorz Polak, główny koordynator kompanii sandomierskiej zauważył, że pierwsze doświadczenie tych, którzy po raz pierwszy pielgrzymują do Tronu Jasnogórskiego jest takie, że odkrywają, czym jest wspólnota, ta wspólnota, utworzona przez kilka dni wędrówki, a potem przenoszona w codzienne życie tworząc wspólnotę domową, rodzinną, parafialną i te szersze lokalne społeczności – stwierdził kapłan. Dodał, że „ci, którzy idą po raz kolejny, idą właśnie dlatego, że za każdym razem coś nowego w tej wspólnocie znajdują, coś, co ich ubogaca wewnętrznie, przemienia, odradza wtedy, kiedy skrzydła naszej wiary osłabły”.

Do Matki Bożej z Synkiem

Na pielgrzymce do Częstochowy pątnicy wypraszają wiele łask dla swoich rodzin. Niektórzy mówią o cudach jak Magdalena Leśniowska-Pabian z Nowego Targu, która na Jasną Górę pielgrzymowała z całą rodziną i było to dziękczynienie za zdrowie Emanuela. To trzecie dziecko państwa Pabian, które w 10. dobie życia miało wylew krwi do mózgu. Jak twierdzi mama chłopczyka, „jest cudownie uzdrowiony, nawet wydarzył się taki cud, że wczoraj zaczął chodzić, mając 13 miesięcy. Lekarze się wypowiadają, że jest to niesamowite, że jakiś święty orędował za naszym dzieckiem, i że ma najwspanialszego Anioła Stróża. Za to dziękujemy w tym roku Matce Bożej”.

Prawdziwym fenomenem można nazwać liczny udział rodzin z dziećmi w pielgrzymce góralskiej. Niektórzy mali pątnicy mogą się pochwalić stażem dłuższym niż ich wiek, bo wiele góralek wyrusza na pielgrzymkę w stanie błogosławionym.

Coraz częściej w pielgrzymkach powstają specjalne grupy rodzinne, a zainteresowanie nimi pielgrzymów coraz większe. Odpowiadając na potrzeby np. w pielgrzymce dominikańskiej powstała kolejna grupa rodzinna – Dzieci to prawdziwa iskierka grupy rodzinnej. Tyle dobra otrzymaliśmy od innych, pomagali nam przy dzieciach, a dzieci były dzielne. To jest idealne świadectwo; dużo ludzi na noclegach, jak widzieli nas z dziećmi, to po prostu płakali, byli wzruszeni, ze są takie młode rodziny, że chodzą z dziećmi” – opowiadała pątniczka Kasia, która przyszła z dwoma synami, młodszy Wiktor miał półtora roku.

W pielgrzymkach nie brakuje obcokrajowców, którzy chcą zasmakować polskiej wiary i miłości do Matki Najświętszej. Np. w kompani wrocławskiej szli m.in. kapłani z Meksyku i Nikaragui. O pokój w sercach rządzących i wszystkich obywateli Nikaragui prosił o. Rodolfo, który na co dzień studiuje w hiszpańskiej Pampelunie. Nikaraguańczyk i Meksykanin podkreślali, że łączy ich z Polakami wielka miłość do Matki Bożej.

S. Synthia pochodzi z Nigerii po raz pierwszy poszła w pielgrzymce krakowskiej – Dla mnie to jest cud. Jesteśmy bardzo wdzięczne i szczęśliwe, że Matka Boża jest dla nas największym skarbem dla Polaków i dla wszystkich ludzi na świecie. Jesteśmy tutaj, aby dziękować Matce Bożej za wszystko mówiła klawerianka.

Bp Jacek Kiciński z Wrocławia nazwał tegoroczne rekolekcje w drodze „pielgrzymką dobroci” i podkreślił, że „może te upały wywoływały zmęczenie, ale wydobywały dobroć z ludzkich serc”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Błękitno-Biała dotarła na Jasną Górę

2018-08-14 19:56

Ks. Mariusz Frukacz

„Patrzę na naszą pielgrzymkę częstochowską, jako na potwierdzenie sobą tych korzeni pielgrzymowania, które zostały kiedyś wprowadzone w pielgrzymkę warszawską. Ta oryginalność nasza niech trwa i przynosi owoce pewnego świadectwa, ze my ze stolicą naszego kraju jako duchowa stolica Polski jesteśmy razem złączeni. I te wyrazy jedności są nam dzisiaj bardzo potrzebne” - powiedział „Niedzieli” abp Wacław Depo.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Błękitno-Biała dotarła na Jasną Górę

W wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 14 sierpnia, na Jasną Górę dotarła 307. Warszawska Piesza Pielgrzymka, a w niej częstochowska grupa Błękitno-Biała "17". - Wracacie do źródła, z którego wyszliście – powiedział abp Depo, który powitał częstochowską grupę w Alejach Najświętszej Maryi Panny.

Następnie w rozmowie z „Niedzielą” Metropolita Częstochowski wspominając własne pielgrzymowanie na Jasną Górę powiedział: „Kiedy myślę o moim pielgrzymowaniu, to musze powiedzieć o tym pierwszym z moją babcią, kiedy przybyłem pierwszy raz na Jasna Górę po Pierwszej Komunii Świętej. Później również przybywałem tutaj jako ministrant. A potem jako kleryk i kapłan pielgrzymowałem, żeby potwierdzać ten charyzmat, który jest związany z miejscem maryjnej obecności”.

W tym roku częstochowska grupa liczyła ok. 100 pątników, chociaż z Warszawy wyszło 50 pielgrzymów. Przewodnikiem „Błękitno-Białej” był ks. Marek Olejniczak proboszcz częstochowskiej parafii pw. św. Melchiora Grodzickiego. W duchowej opiece nad pielgrzymami wspierał go ks. Tomasz Dyjan, proboszcz parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Witkowicach.

- Mieliśmy ze sobą setki intencji, które były wypowiadane podczas Mszy św., Różańca. Były to rekolekcje w drodze. Pogłębialiśmy świadomość obecności Ducha Świętego w naszym życiu – podkreślił ks. Marek Olejniczak w rozmowie z „Niedzielą” .

Częstochowska grupa powstała w 1979 r. Założył ją ks. Ireneusz Skubiś, wtedy jeszcze duszpasterz akademicki. Później przewodnikami tej grupy byli: ks. Stanisław Gancarek, ojciec Rafał – franciszkanin z Kalwarii Zebrzydowskiej, ks. Stefan Jachimczak, ks. Marian Duda, od 1991 r. przewodnikiem grupy jest ks. Marek Olejniczak.

Błękitno-Biała "17" to grupa, która pielgrzymuje w ramach Pieszej Pielgrzymki Warszawskiej. Podczas marszu głoszone były nauki rekolekcyjne, w tym roku zgodnie z duchem słów "Duch prowadzi nas jak Maryję" - hasła tegorocznej pielgrzymki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem