Reklama

Manchester United w finale Ligi Europy

2017-05-13 12:10

Korespondencja z Anglii Grzegorz Sowa

Paolo Camera / Foter.com / CC BY

Manchester United zremisował po dramatycznym meczu 1/2 finału Ligi Europy na Old Trafford z Celtą Vigo 1:1 (1:0) i awansował do finału (pierwszy mecz wygrał 1:0). "Podopiecznym Jose Mourinho udało się przeżyć w batalii o finał w Sztokholmie" - napisał popularny angielski dziennik "The Times". Finałowym rywalem Czerwonych Diabłów będzie Ajax Amsterdam.

Do rewanżowego meczu Manchester United przystępował z jednobramkową zaliczką z wyjazdowego spotkania. W Galicji niezwykle ważną bramką z rzutu wolnego popisał się Marcus Rashford. Wobec przeciętnej postawy w lidze (6. miejsce i cztery punkty straty do czwartego Manchesteru City) to właśnie Liga Europy jest dla Czerwonych Diabłów jedyną możliwą ścieżką do kolejnej edycji Ligi Mistrzów.

Pierwsza bramka padła w 17stej minucie. Kapitalnym dośrodkowaniem w pole karne rywali popisał się Rashford, a głową piłkę do bramki skierował Marouane Fellaini. Ekipa z Hiszpanii nie zrezygnowała z odrabiania strat, o czym najlepiej świadczy 57-procentowe posiadanie piłki w pierwszej połowie.

Reklama

Najlepszej okazji do wyrównania nie wykorzystał w 42. minucie John Guidetti, który z sześciu metrów nie oddał celnego strzału głową po znakomitym dośrodkowaniu Sisto. Napastnik reprezentacji Szwecji w 58. minucie zmarnował kolejną dobrą sytuację, tym razem nie trafiając w bramkę Romero strzałem z siedmiu metrów. W 86. minucie w pole karne dośrodkował Theo Bongonda, a tam argentyński obrońca Facundo Roncaglia precyzyjnym strzałem głową nie dał szans swojemu rodakowi.

Gol na wagę remisu sprawił, że awans obu zespołów wisiał na włosku. W 89. minucie doszło do przepychanki na środku boiska, po której czerwone kartki zobaczyli Eric Bailly (United) i Roncaglia (Celta).

Ostatnie sekundy doliczonego czasu gry mogły przyprawić kibiców o zawał serca. Najpierw Fellaini trafił do siatki po raz drugi, ale sędziowie nie uznali bramki, pokazując spalonego, a w ostatniej akcji meczu Guidetti mógł dać Celcie upragnionego gola na wagę awansu. Wzdłuż pola bramkowego dośrodkował po ziemi Claudio Beauvue, a Szwed nieczysto trafił w piłkę z sześciu metrów, uderzając w swoją dłoń zamiast w bramkę United.

Po ostatnim gwizdku 70 tys. kibiców zgromadzonych na Old Trafford mogło odetchnąć z ulgą. Manchester awansował do finału i zachował szanse na grę w następnej edycji Ligi Mistrzów. W zaplanowanym na 24 maja spotkaniu na Friends Arena w Sztokholmie przeciwnikiem Czerwonych Diabłów będzie Ajax Amsterdam.

Tagi:
sport piłka nożna

Po mistrzostwach pozostaną złe wspomnienia

2018-06-25 15:00

Ślepy los albo inaczej mówiąc przypadek sprawił, że w ostatnim czasie tematem naszych - Polaków - rozmów stał się Senegal, Kolumbia i Japonia. Owszem o Japonii mówiliśmy pewnie wcześniej od czasu do czasu. Tęskniliśmy choćby za ich poziomem rozwoju, szczególnie technologicznego.

Robert Lewandowski/Facebook

Byli nawet tacy politycy, którzy obiecywali nam, że staniemy się drugą Japonią, ale niewielu w to wierzyło, a na pewno możemy powiedzieć, że nic z tego nie wyszło.

Kolumbię i Kolumbijczyków przeciętny Polak utożsamiał i prawdopodobnie nadal utożsamia z kolumbijskimi kartelami narkotykowymi, a najbardziej znanym Kolumbijczykiem pozostaje Pablo Escobar, bo premiowany w 1982 r. Noblem z literatury Gabriel José de la Concordia García Márquez ma na bank mniejszą rozpoznawalność nad Wisłą.

Senegal z kolei – chyba się nie mylę - nie interesował nas absolutnie nigdy. Przeciętny Polak, w tym ja, nie miał żadnego powodu aby o Senegalu myśleć i mówić, chyba, że przy okazji skojarzeń z rajdem Paryż - Dakar. Mówiąc nieco brutalnie. Do tej pory Senegal był dla większości z nas zupełną egzotyką. Teraz mamy okazję i powód aby o Senegalu, Kolumbii i Japonii mówić częściej, bo drużyny z tych państw były – Japonia jeszcze będzie - rywalami naszej reprezentacji w grupie na piłkarskich mistrzostwa świata w Rosji. Połączyła nas piłka. Zrealizowało się hasło pod którym od jakiegoś czasu występuje Polski Związek Piłki Nożnej.

Zacząłem pisać ten tekst jeszcze przed meczem z Kolumbią. Dla wszystkich było już jasne, że Senegal nie zapisze się w pamięci Polaków tak samo jak równie egzotyczne w swoim czasie Haiti z którymi na Mundialu w NRF w 1974 r. wygraliśmy 7:0 czy choćby Peru, które nasza reprezentacji pokonała osiem lat później także wysoko. Z Senegalem po 2018 r. związane będą złe wspomnienia, bo przegraliśmy i to z jedną ze słabszych drużyn turnieju. Przegraliśmy także z Kolumbią. Na pewno jest to drużyna lepsza od pierwszego przeciwnika, ale na to, że zdobędzie mistrzostwo świata bałbym się postawić nawet małe pieniądze. Po laniu, które spuścili nam Rodriguez, Falcao, Cuadrado i spółka dla wielu kibiców sama myśl o Kolumbii na długo będzie się wiązała z bolesnymi wspomnieniami. Został jeszcze mecz z Japonią, ale nie spodziewałbym się, że w spadku po nim zostanie w naszych głowach przekonanie, że może Japończycy mają wspaniała technologię, ale w piłkę potrafią kopać lepiej nasi nad Wisłą.

Chcę docenić, że po meczu z Kolumbią i trener i zawodnicy mówili szczerze. Nawet nie to, że Kolumbia była lepsza – bo była, ale że my nie tyle, że nie trafiliśmy z formą, ale, że po prostu piłkarsko jesteśmy o wiele, wiele słabsi. Tego się nie dało ukryć. To po prostu było widać, słuchać i czuć. Mam tylko jedną pretensję i to wielką. Po co było tak bardzo podgrzewać atmosferę, pompować balon nadziei, roztaczać wizję sukcesu, prężyć muskuły skoro kto jak kto, ale oni na pewno wiedzieli o tym wcześniej? Czy nie uczciwiej byłoby od czasu do czasu studzić co bardziej rozpalone głowy. Może byłyby straty w audience, ale i rozczarowanie mniejsze. Naród byłby zdrowszy. Rozumiem też, że większe zainteresowanie ludu było atutem przy podpisywaniu kontraktu reklamowego. Szkopuł w tym, że w istocie jego płatnikami tych kontraktów były miliony Kowalskich i Nowaków, którzy przez długie miesiące dali się robić, bo świadomie byli robieni w konia. „Wydaliśmy” tę kasę, bo mieliśmy nadzieję. Mieliśmy nadzieję, bo siłą nam wmówiono, że powinniśmy ją mieć. Krótko: Orżnięto nas na grube miliony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tyniec: Kard. Stanisław Ryłko pobłogosławił nową sukienkę Matki Bożej Śnieżnej

2018-06-24 19:34

Małgorzata Czekaj

W czasie Mszy św. w uroczystość odpustową śś. Apostołów Piotra i Pawła w Opactwie Tynieckim archiprezbiter Bazyliki MB Większej w Rzymie, ks. kard. Stanisław Ryłko, pobłogosławił nową suknię Matki Bożej Śnieżnej, czczonej tam od XVII w. W homilii Hierarcha mówił m.in. o kwestiach dotyczących świadectwa wiary, jakie dają nam święci, i jak cennym jest skarbem jest wiara w obliczu dawnych i współczesnych prześladowań Kościoła oraz obecnego głębokiego kryzysu, zagubienia sensu i laicyzacji życia.

Małgorzata Czekaj

Obraz Tynieckiej Pani został uznany za zaginiony w XX w.; odnaleziony, odnowiony i ponownie poświęcony przez Metropolitę Krakowskiego w 2017 r. Od tamtej pory Maryja znów czeka na pielgrzymów udających się po łaski do tynieckiego kościoła pw. śś. Apostołów Piotra i Pawła.

Pełna relacja z wydarzenia ukaże się w "Niedzieli" małopolskiej na 8 lipca 2018 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Po mistrzostwach pozostaną złe wspomnienia

2018-06-25 15:00

Ślepy los albo inaczej mówiąc przypadek sprawił, że w ostatnim czasie tematem naszych - Polaków - rozmów stał się Senegal, Kolumbia i Japonia. Owszem o Japonii mówiliśmy pewnie wcześniej od czasu do czasu. Tęskniliśmy choćby za ich poziomem rozwoju, szczególnie technologicznego.

Robert Lewandowski/Facebook

Byli nawet tacy politycy, którzy obiecywali nam, że staniemy się drugą Japonią, ale niewielu w to wierzyło, a na pewno możemy powiedzieć, że nic z tego nie wyszło.

Kolumbię i Kolumbijczyków przeciętny Polak utożsamiał i prawdopodobnie nadal utożsamia z kolumbijskimi kartelami narkotykowymi, a najbardziej znanym Kolumbijczykiem pozostaje Pablo Escobar, bo premiowany w 1982 r. Noblem z literatury Gabriel José de la Concordia García Márquez ma na bank mniejszą rozpoznawalność nad Wisłą.

Senegal z kolei – chyba się nie mylę - nie interesował nas absolutnie nigdy. Przeciętny Polak, w tym ja, nie miał żadnego powodu aby o Senegalu myśleć i mówić, chyba, że przy okazji skojarzeń z rajdem Paryż - Dakar. Mówiąc nieco brutalnie. Do tej pory Senegal był dla większości z nas zupełną egzotyką. Teraz mamy okazję i powód aby o Senegalu, Kolumbii i Japonii mówić częściej, bo drużyny z tych państw były – Japonia jeszcze będzie - rywalami naszej reprezentacji w grupie na piłkarskich mistrzostwa świata w Rosji. Połączyła nas piłka. Zrealizowało się hasło pod którym od jakiegoś czasu występuje Polski Związek Piłki Nożnej.

Zacząłem pisać ten tekst jeszcze przed meczem z Kolumbią. Dla wszystkich było już jasne, że Senegal nie zapisze się w pamięci Polaków tak samo jak równie egzotyczne w swoim czasie Haiti z którymi na Mundialu w NRF w 1974 r. wygraliśmy 7:0 czy choćby Peru, które nasza reprezentacji pokonała osiem lat później także wysoko. Z Senegalem po 2018 r. związane będą złe wspomnienia, bo przegraliśmy i to z jedną ze słabszych drużyn turnieju. Przegraliśmy także z Kolumbią. Na pewno jest to drużyna lepsza od pierwszego przeciwnika, ale na to, że zdobędzie mistrzostwo świata bałbym się postawić nawet małe pieniądze. Po laniu, które spuścili nam Rodriguez, Falcao, Cuadrado i spółka dla wielu kibiców sama myśl o Kolumbii na długo będzie się wiązała z bolesnymi wspomnieniami. Został jeszcze mecz z Japonią, ale nie spodziewałbym się, że w spadku po nim zostanie w naszych głowach przekonanie, że może Japończycy mają wspaniała technologię, ale w piłkę potrafią kopać lepiej nasi nad Wisłą.

Chcę docenić, że po meczu z Kolumbią i trener i zawodnicy mówili szczerze. Nawet nie to, że Kolumbia była lepsza – bo była, ale że my nie tyle, że nie trafiliśmy z formą, ale, że po prostu piłkarsko jesteśmy o wiele, wiele słabsi. Tego się nie dało ukryć. To po prostu było widać, słuchać i czuć. Mam tylko jedną pretensję i to wielką. Po co było tak bardzo podgrzewać atmosferę, pompować balon nadziei, roztaczać wizję sukcesu, prężyć muskuły skoro kto jak kto, ale oni na pewno wiedzieli o tym wcześniej? Czy nie uczciwiej byłoby od czasu do czasu studzić co bardziej rozpalone głowy. Może byłyby straty w audience, ale i rozczarowanie mniejsze. Naród byłby zdrowszy. Rozumiem też, że większe zainteresowanie ludu było atutem przy podpisywaniu kontraktu reklamowego. Szkopuł w tym, że w istocie jego płatnikami tych kontraktów były miliony Kowalskich i Nowaków, którzy przez długie miesiące dali się robić, bo świadomie byli robieni w konia. „Wydaliśmy” tę kasę, bo mieliśmy nadzieję. Mieliśmy nadzieję, bo siłą nam wmówiono, że powinniśmy ją mieć. Krótko: Orżnięto nas na grube miliony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem