Reklama

Kard. Montenegro: główną troską Kościoła nie są struktury i programy, ale Miłość wobec cierpiących

2017-06-04 13:35

lk / Warszawa / KAI

Artur Stelmasiak

Główną troską Kościoła nie mogą być struktury, organizacja lub programy, ale Miłość pisana wielką literą. Miłość Boga, którą mamy wnieść w życie cierpiących, samotnych, pogrążonych w rozpaczy, chorych lub opuszczonych. To nasza główna działalność, w której musimy być coraz bardziej skuteczni – podkreślił kard. Francesco Montenegro z sycylijskiej archidiecezji Agrigento, który wygłosił w niedzielę homilię podczas Mszy św. sprawowanej w X Święto Dziękczynienia. Po raz pierwszy odbywa się ono także wewnątrz Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.

Swoją homilię kard. Francesco Montenegro rozpoczął w języku włoskim. Następnie cały jej tekst po polsku odczytał bp Piotr Jarecki, biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej.

Na początku homilii kard. Montenegro pozdrowił wszystkich uczestniczących w Święcie Dziękczynienia i liturgii – w tym biskupów, kapłanów, osoby zakonne, przedstawicieli władz państwowych oraz rodziny z dziećmi.

Szczególne słowa pozdrowienia skierował do osób chorych i do tych, którzy z różnych powodów doświadczają cierpienia. Przypomniał, że jest m.in. przewodniczącym włoskiej Caritas, organizacji, która zajmuje się „uwrażliwianiem wspólnot kościelnych na różne formy ubóstwa i na zmieniające się potrzeby osób ubogich”.

Reklama

Kardynał poinformował też, że wierni diecezji Agrigento, której jest biskupem, są jednym z pierwszych, którzy stawiają czoła napływowi tysięcy emigrantów przybywających z wybrzeży Afryki. Wyspa Lampedusa, której terytorium należy do diecezji Agrigento, jest bowiem położona niedaleko wybrzeża libijskiego.

- Bliskość ta sprawia, że migranci z kontynentu afrykańskiego wybierają ją jako przystań, aby wydostać się z terytoriów wojny, prześladowania czy klęsk żywiołowych. Ta przeprawa często dla wielu z nich kończy się śmiercią - mówił kard. Montenegro.

Jak stwierdził, Morze Śródziemne stało się obecnie cmentarzem. - Papież Franciszek, kiedy przybył nas odwiedzić po tragedii 2013 roku, z mocą protestował przeciwko „globalizacji obojętności” – powiedział hierarcha z Sycylii.

„Pozwalam sobie prosić Was, abyście w trakcie dzisiejszej celebracji byli w jedności z naszymi braćmi emigrantami - z tymi, którzy walczą o bardziej godne życie. Prośmy, aby Pan osuszył każdą łzę na ich obliczach. Bądźmy w jedności również z tymi, którzy są już w Niebie” – zaapelował kard. Montenegro.

Purpurat nawiązał do tego, że tegoroczne Święto Dziękczynienia zbiega się w czasie z uroczystością Zesłania Ducha Świętego, a towarzyszy mu także wspomnienie o setnej rocznicy śmierci św. Brata Alberta. - Te okazje, jak również „modlitwa za ubogich, emigrantów i tych, którzy cierpią, skłaniają nas do złożenia tych spraw na ołtarzu i poddaniu ich światłu Słowa” – mówił kaznodzieja.

W homilii nawiązał do dzisiejszych czytań z Dziejów Apostolskich, w których przedstawiono obrazy ognia i wiatru. Apostołowie, pełni niepokoju i obwiniania się za swoje zachowanie w dniach męki Chrystusa, doznali tchnienia Ducha Świętego, powiewu wiatru, który – mówił kardynał - popchnął ich „na drogi świata i prowadził, aby żyli misją” oraz „sprawił, że stali się odważni w głoszeniu i mocni w prześladowaniu”.

Podobnego tchnienia Ducha Świętego doznał św. Brat Albert. Ów powiew odsłonił przed nim „piękno odbijające się od oblicza ubogich i chorych”, którym poświęcił całe swoje życie – „w podeptanej godności tylu nieszczęśników swojego czasu odkrył znieważone Oblicze Chrystusa oraz zechciał Je w nich odnawiać” – tłumaczył kardynał.

Jego zdaniem, ten obraz wiatru zmusza do odpowiedzi także nas. - Czasami również i Kościół może się wydawać wspólnotą zmęczoną, wypaloną, niezdolną do podjęcia wielu wyzwań współczesnego świata. Dlatego tak ważne jest doświadczenie tego Powiewu Ducha, jeżeli chcemy wkroczyć na drogi współczesnego człowieka i być rzeczywiście Kościołem, który wychodzi, Kościołem poruszanym Mocą Boga – stwierdził kard. Montenegro.

Z kolei obraz ognia – płonącego, ale nie spalającego się – zarówno u Apostołów, jak i w obrazie krzaku gorejącego, który zobaczył Mojżesz, to znak nieskończonej miłości Boga. - Ogień jest nam dawany, aby nasze działanie mogło od niego "zapłonąć". Chrześcijanin żyje miłością, ponieważ ma w sobie płomień Boży – wyjaśnił hierarcha.

Kardynał nawiązał też do słów św. Brata Alberta, że „mamy być dobrzy jak chleb, z którego każdy może wziąć, aby zaspokoić swój głód”. - Chleb, który nie tylko powinniśmy dawać innym, lecz którym także my sami mamy stać się dla innych – powiedział kard. Montenegro. Dodał, że chodzi o „chleb przyjaźni, gościnności, chleb życzliwości i szacunku”.

I o to właśnie chodziło Chrystusowi podczas jednego z cudów rozmnożenia chleba, gdy powiedział do uczniów „Wy sami dajcie im jeść” (Mk 6,37). - Wskazał w ten sposób, że cud wydarza się nie wtedy, gdy coś zjawia się niespodziewanie z góry, lecz gdy każdy osobiście zgadza się, aby samemu stać się chlebem, by podzielić się tym, co ma, i tym, kim jest – wyjaśnił kardynał.

Dodał, że nie będzie to możliwe bez Miłości Boga. - Główną troską Kościoła nie mogą być struktury, organizacja lub programy, ale Miłość pisana wielką literą; Miłość Boga, którą mamy wnieść w życie cierpiących, samotnych, pogrążonych w rozpaczy, chorych lub opuszczonych. Kochać to nasza specjalność i nasza główna działalność, w której musimy być coraz bardziej skuteczni i od której nigdy nie możemy dać się odciągnąć – podkreślił.

„Brat Albert potrafił kochać. Nawet w sytuacji, gdy znalazł się na wózku inwalidzkim z powodu amputacji nogi, nigdy się nie zatrzymał, nigdy nie przestał kochać” – mówił kaznodzieja. - Kochał wszystkich, ale szczególnie kochał ubogich.

„Potrzebujemy, tak jak On, Ognia Ducha Świętego, aby wygrać z wszelką obojętnością i hipokryzją, aby pokonać rezygnację, gdy widzimy ludzkie życie deptane przez potęgi gospodarcze i finansowe” – nawoływał kard. Montenegro.

Podkreślił, że „potrzeba Ognia Ducha Świętego, aby ustrzec się przed wszelką formą zamknięcia, która prowadziłaby do uznania za święte tylko tego, co wewnątrz kościołów, i za nieświęte tego, co pozostaje na zewnątrz”.

- Syn Boży wcielił się w człowieka, dlatego każde ludzkie ciało jest święte, każda osoba zasługuje na miłość i przed każdym ubogim mamy obowiązek założyć szatę sługi, aby umywać mu nogi. Jest to najlepszy przykład, jaki dał nam brat Albert – zaznaczył purpurat.

Po homilii kard. Kazimierz Nycz odmówił Akt Zawierzenia i Dziękczynienia. W Świątyni Opatrzności Bożej obecne były także relikwie św. Brata Alberta, które wcześniej wierni nieśli w uroczystej procesji z Placu Piłsudskiego na Pola Wilanowskie.

Eucharystia jest centralnym punktem X Święta Dziękczynienia, które po raz pierwszy odbywa się także wewnątrz Świątyni Opatrzności Bożej. Jak podała Archidiecezja Warszawska, w liturgii uczestniczy około 3 tys. wiernych, dla pozostałych przygotowano na zewnątrz telebimy.

Tagi:
Święto Dziękczynienia

Podziękowaliśmy za niepodległość: Ojczyzny i osobistą

2018-06-06 12:21

Łukasz Krzysztofka
Edycja warszawska 23/2018, str. I

Kościół dziękuje Bogu za niepodległą Polskę i za każdego człowieka, który w niej jest niepodległy – powiedział abp Grzegorz Ryś podczas Mszy św. w Świątyni Opatrzności Bożej

Łukasz Krzyztofka

Eucharystia sprawowana w wilanowskiej Świątyni była głównym punktem obchodów XI Święta Dziękczynienia. Koncelebrowanej Liturgii przewodniczył abp Wojciech Polak. Razem z Prymasem Polski Mszę św. sprawowało blisko 100 biskupów z kraju i zagranicy. Homilię – do licznie zgromadzony wiernych, wśród których byli przedstawiciele władz państwa na czele z prezydentem RP Andrzejem Dudą – wygłosił abp Grzegorz Ryś. Kaznodzieja podkreślił, że jako Kościół zawdzięczamy bardzo wiele niepodległej Polsce i mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek dziękować Bogu za jej niepodległość. Jednym z owoców wolnej Polski była bulla papieża Piusa XI, dzięki której można było, w kraju – jak zaznaczył papież – wreszcie wolnym, zjednoczonym, rozpocząć normalną pracę duszpasterską. – Kościół dziękuje Bogu za niepodległą Polskę i za każdego człowieka, który w niej jest niepodległy, bo każdy człowiek, który w tym kraju przeżywa swoją wolność, jest nie tylko obywatelem Polski, ale też obywatelem Królestwa Bożego. Wolność jest miejscem spotkania wszystkiego, co najpiękniej ludzkie z Ewangelią Jezusa Chrystusa – powiedział abp Ryś. Odwołał się do słów ks. prof. Józefa Tischnera, który już w wolnej Polsce pisał o różnych przejawach ucieczki od wolności. – Ucieczka od wolności to także ucieczka od tego, co jest najgłębszym przekonaniem chrześcijaństwa: że człowiek jest większy niż warunki, w których żyje. Wiara w wolność to wiara w człowieka, który jest większy niż wszystkie warunki – podkreślił Metropolita Łódzki.

W czasie Mszy św. odnowiono Akt Dziękczynienia i Zawierzenia Bożej Opatrzności, a po liturgii przed Świątynią odsłonięto i poświęcono tablice z nazwami diecezji wspomagających budowę Świątyni.

Prezydent Andrzej Duda zwracając uwagę na wielkie zasługi polskiego Kościoła i jego pasterzy w tym, że odzyskaliśmy i mamy niepodległą oraz wolną Polskę, podkreślił, że możemy być dumni z tego, że Świątynia Opatrzności jest, że stanęła z wielkim trudem, wysiłkiem wszystkich polskich diecezji. – Jako naród składamy podziękowania całemu polskiemu Kościołowi – za to, że zawsze, przez 1052 lata, jesteście z nami. Jesteście dla Boga, ale też dla ojczyzny i wiernych. Bóg wam za to zapłać – powiedział Prezydent.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Żeby życie stało się modlitwą

2019-02-17 08:31

Katarzyna Krawcewicz

Jak to jest z tą modlitwą? Z jednej strony mówi się, że jest oddechem, bez którego życie duchowe umiera, z drugiej – tylu ludzi powtarza, że jest czymś bardzo trudnym. Marta Robin powiedziała, że jej życie warte jest tyle, ile jej modlitwa. Czy zatem modlitwy można się nauczyć? Wspólnota Pustynia w Mieście jest zdania, że jak najbardziej i dlatego właśnie zorganizowała w Zielonej Górze Szkołę Modlitwy. Pierwsza lekcja odbyła się 16 lutego w Kawiarni pod Aniołami w parafii św. Józefa, a poprowadziła ją s. Faustyna ze Wspólnoty Błogosławieństw.

Maciej Krawcewicz
Chodzi o to, żeby nasze życie stało się modlitwą – mówi s. Faustyna

- Myślę, że modlitwy każdy z nas będzie się uczyć do końca życia. Ja sama modlę się ponad 50 lat, a wciąż jeszcze wiele przede mną. Przez całe życie musimy się modlić i szukać Boga. On pragnie przychodzić, mówić do nas, ale my nie potrafimy Go spotkać – tłumaczy s. Faustyna. - Modlitwa to spotkanie z Kimś, kogo nie widzimy, a więc zakłada pewien akt wiary. Chodzi o to, żeby nasze życie stało się modlitwą, żebyśmy nie modlili się tylko wtedy, kiedy jesteśmy w kościele. Modlitwa jest spotkaniem z Kimś, kogo bardzo kocham, a przecież ukochane osoby chcemy spotykać jak najczęściej.

Więcej w papierowym wydaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Czy widziałeś, jak On na Ciebie patrzy?

2019-02-18 02:07

Agnieszka Bugała

Arch. Niedzieli
Kaplica w Niepokalanowie

Dla kogoś, kto nie wierzy w Boga, adorowanie Jezusa w Najświętszym Sakramencie może wydawać się bez sensu. Cisza, bezruch, nic się nie dzieje. Ludzie z pochylonymi głowami, schowani, smutni, skuleni w sobie. Tkwią przed pozłoconą monstrancją z kawałkiem białego chleba w środku. O co tu chodzi?

Adoracja nie jest wymysłem proboszcza

Adoracja Chrystusa eucharystycznego praktykowana jest w Kościele już od wielu wieków. Jej korzenie sięgają wczesnochrześcijańskiej praktyki przechowywania Ciała Chrystusa z myślą o chorych. Kolejnym etapem było przedłużone wznoszenie hostii podczas sprawowania Mszy św., skąd już niedaleka droga do pojawienia się monstrancji. Do szczególnego rozwoju kultu eucharystycznego przyczynił się Sobór Trydencki, który w dokumencie z 1551 r. zalecił adorację publiczną, z wyjściem poza mury kościoła.

Ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie

Św. Jan Paweł II mówił, że całe zło na świecie mogłoby zostać przezwyciężone poprzez ogromną moc nieustającej adoracji eucharystycznej. Jedną z jego pierwszych inicjatyw po zamachu w 1981 r. było ustanowienie codziennej adoracji w Bazylice św. Piotra.

O. Raniero Cantalamessa, wieloletni kaznodzieja domu papieskiego, pisząc o kontemplacji eucharystycznej przywołuje wielu mistrzów duchowych i ich próby zdefiniowania, czym kontemplacja Eucharystii jest. I tak Hugo od św. Wiktora mówi, że to „Spojrzenie wolne, przenikające i nieruchome”. Św. Bonawentura nazywa kontemplację „uczuciowym spojrzeniem na Boga”. Św. Jan Maria Vianney opowiada o kontemplacji wieśniaka z Ars, który całe godziny spędzał nieruchomy w kościele ze wzrokiem utkwionym w tabernakulum, a pytany przez Świętego Proboszcza, co robi przez cały dzień, odpowiedział: „Nic, ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie”.

Stracone chwile

O 15.00 w kościele św. Maksymiliana na wrocławskim Gądowie ławki w kaplicy adoracji są już zajęte. Czasem trudno znaleźć kawałek miejsca. Codziennie grupa ludzi przychodzi tutaj, przed Najświętszy Sakrament i w Godzinie Miłosierdzia patrzą na Niego, a On patrzy na nich. O innych porach dnia zawsze ktoś jest. Wiem, że panie i panowie czuwają, aby Jezus nie zostawał sam. Wychodzą dopiero wtedy, gdy w kaplicy pojawi się ktoś inny.

Wiele osób praktykuje systematyczną adorację eucharystyczną. Przechodząc przez pl. Dominikański we Wrocławiu, obok kościoła Paulinów na św. Antoniego, przez ul. Sudecką, Kruczą wstępują do kaplicy adoracji, siadają w ławce i nic nie robią. Patrząc na nich z boku, można pomyśleć, że tracą czas. Mogliby wrócić wcześniej do domu. Mogliby wyjść później do pracy. Mogliby przez kwadrans przeczytać kilka stron pobożnej lektury, a jednak wybierają spotkanie z ukrytym i niewidzialnym Bogiem w Eucharystii. Czy to coś daje? Hans Urs von Balthasar, jeden z największych teologów naszych czasów i zarazem człowiek kontemplacji tłumaczy, że „sekret adoracji należy do Boga, a nie do nas”.

- Jak często przychodzi pani do tej kaplicy? - pytam ubraną w granatowy płaszcz starszą panią pod gądowskim kościołem. - Codziennie - mówi. - Ale dlaczego? – pytam. - Bo mam Mu tyle do powiedzenia...

Dlaczego warto?

Wielu kapłanów zaświadcza, że od kiedy tylko ustanowili w swych parafiach nieustanną adorację, to wszystko zaczęło się zmieniać. Szatan wyrzucany jest z każdego miejsca, gdzie adoruje się nieustannie Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Trzeba wreszcie uwierzyć w to, że Jezus w hostii jest Panem, który wyrzuca demony i działa z mocą oraz skutecznością nieskończenie większą niż wszystkie siły bezpieczeństwa na ziemi.

Słodkie owoce krótkich spotkań

Pierwszym owocem adoracji jest najpierw wzrost nadprzyrodzonej wiary. Aby adorować, trzeba czynić akty wiary. Nie czujemy Jego obecności, nie widzimy Go. Aby adorować biały, okrągły kawałek chleba, trzeba naprawdę oprzeć się na słowie Chrystusa, które jest prawdą i nie oszukuje nas mówiąc: To jest Ciało Moje. Potem dzieją się cuda, słodkie owoce tych cichych spotkań. Matka Teresa wielokrotnie świadczyła o przedziwnej mocy adoracji: „Jeśli pragniecie mieć nowe powołania do waszych wspólnot - mówiła - to ustanówcie codzienną adorację. Od kiedy uczyniły to Misjonarki Miłości, ilość powołań podwoiła się”. Ale nie zawsze jest na to zgoda i chęci. Tłumaczymy się trudnościami lokalowymi: kościół zbyt mały, brak dodatkowych zabezpieczeń dla Najświętszego Sakramentu, ludzi to nie interesuje, nie mają potrzeby, itd.

Chrystus, choć zostawił się nam w chlebie, jest tak bardzo od nas zależny, że nie może sam wyjść w Eucharystii do ludzi, jeśli Go nie wyniesie kapłan. Mówimy o trudnościach duszpasterskich, narzekamy na rozwody, rozbite rodziny, brak powołań, kłopoty z młodzieżą, na brak zaangażowania parafian. A może ratunek jest w zasięgu ręki? Może częstsza, stała adoracja Najświętszego Sakramentu w parafiach to sposób na panoszące się jak u siebie zło i słabość ducha?

On nie ma telefonu

Te spotkania adoracyjne mogą nam się wydawać zupełnie bez sensu. Jednak dzwonimy do przyjaciół, daleko mieszkających rodziców. Opowiadamy im o naszej pracy, problemach ze zdrowiem, o sukcesach, dzieciach, złym szefie i nowych meblach. Wykupujemy specjalne pakiety, aby taniej, więcej, dłużej mówić. O czym opowiadamy Bogu? Czy w czasie jednej niedzielnej Mszy, rozproszeni i czasem znudzeni, jesteśmy w stanie o czymś Mu powiedzieć? Omówić z Nim ważne sprawy? Bóg nie ma telefonu, a Jego tęsknota za nami jest większa niż każdego z ludzkich przyjaciół. Czy adoracja, to krótkie zatrzymanie przed Nim, oczekującym, nie jest dobrym i przystępnym sposobem, aby Go naprawdę spotkać?

Na czym to polega, skoro On milczy?

- Kontemplować, to intuicyjnie skupiać się na rzeczywistości Bożej - mówi o. Cantalamessa - i radować się jej obecnością. Są tutaj zawsze dwa spojrzenia, które się spotykają: nasze spojrzenie na Boga i Boże spojrzenie na nas. Jeśli czasem nasze spojrzenie obniża się i słabnie, to jednak nigdy nie słabnie Boże spojrzenie. Kontemplacja eucharystyczna sprowadza się niekiedy po prostu do towarzyszenia Jezusowi, do pozostawania w zasięgu Jego spojrzenia, dając także Jemu radość kontemplowania nas, bo chociaż stworzenia nic nie znaczące i grzeszne, to jednak jesteśmy owocem Jego Męki, tymi, za których On oddał życie - tłumaczy.

Jest w adoracji tajemnica spotkania z Bogiem. I dla każdego człowieka to spotkanie jest inne. W każdym sercu Bóg objawia się inaczej.

Oczy zakochanych

Zakochani siedzą na sofie, na podłodze w kącie pokoju, na ławce w parku i często nic nie robią, tylko patrzą w swoje oczy. Znamy zresztą takie powiedzenie: Czy widziałeś, jak on na nią patrzy? I wiemy, że to znaczy, że pokochał.

Adoracja jest takim patrzeniem dwojga zakochanych. Jednego - do szaleństwa, aż po krzyż. I drugiego, który nawet jeśli jeszcze nie umie kochać, to przynajmniej pozwala na siebie patrzeć.

Adoracja jest nie tylko wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Ona jest też wystawieniem całego człowieka na spojrzenie Boga. Czy spojrzenie Kogoś, kto tak kocha, nie koi wszystkich bolączek? Nie leczy wszystkich zranień?

Szczere rozmowy

Mały chłopiec, ciągnąc za rękaw próbującą modlić się kobietę, pytał: Mamusiu, a czy temu Panu Bogu to nie jest zimno w tym złotym domku?

A czy temu Panu Bogu, który tak kocha, że dał się za nas zabić, to nie jest smutno czekać na człowieka w pustych kościołach, w tylu tabernakulach świata? - moglibyśmy spytać.

Jeśli jeszcze nigdy nie próbowałeś spotykać się z Panem Bogiem w adoracji, jeśli monstrancja i hostia kojarzą ci się tylko z procesjami Bożego Ciała, to ta propozycja jest dla ciebie: Przyjdź, niekoniecznie od razu codziennie, niekoniecznie na godzinę, niekoniecznie z dobrym humorem. Przyjdź taki, jakim jesteś. Jutro po pracy. Albo rano, zatrzymując się przed mijanym po drodze kościołem. Wejdź do środka. Uklęknij przed tabernakulum i patrząc we własne serce powiedz: On patrzy na mnie teraz… A ja znów pokłóciłem się z żoną, brakło mi pieniędzy, aby zapłacić rachunki, nie dam rady z terminami w pracy, dzieci mnie złoszczą, nie mam dla nich cierpliwości, wypiłem z kumplami kilka piw za dużo… Źle mi, trudno, ale On patrzy na mnie. I takiego mnie chce. Teraz.


Miejsca Adoracji Najświętszego Sakramentu we Wrocławiu:

- Kościół Opatrzności Bożej

ul. Nowodworska 64

Dni powszednie: 7.30 - 1800

Niedziele: 14.00 – 18.00

- Kościół św. Antoniego (oo. Paulini)

ul. św. Antoniego 30

Dni powszednie: 9.00 – 12.00 i 15.00 – 18.00 (podczas wakacji tylko 15.00 – 18.00)

- Kościół św. Wojciecha (oo. Dominikanie)

Plac Dominikański 2

Dni powszednie: 7.00 – 19.00 w kaplicy św. Józefa

- Kościół św. Maksymiliana Marii Kolbego

ul. Horbaczewskiego

Dni powszednie: 7.00 – 18.00

Niedziele: 13.30 – 16.00

- Kościół Ducha Świętego

ul. Bardzka

Dni powszednie (pn-pt): 8.00 – 18.00

Adoracja całonocna: w każdą I sobotę miesiąca

Adoracja w I-niedzielę miesiąca: po każdej Mszy Św. i od godz. 15.00 (po Mszy Św.) do godz. 17.00

- Kościół św. Augustyna (oo. kapucyni)

ul. Sudecka

Dni powszednie: 6.00 – 21.30 w kaplicy Adoracji

- Kościół św. Karola Boromeusza (oo. franciszkanie)

ul. Krucza

Dni powszednie (poniedziałek - piątek) 7.30 – 17.50 w Kaplicy Matki Bożej Łaskawej

- Katedra św. Jana Chrzciciela

Pl. Katedralny

Dni powszednie (poniedziałek-sobota) 8.30-13.00 i 15.00-18.00 w kaplicy Chirurgów

- Kościół św. Ignacego Loyoli (oo. Jezuici)

ul. W. Stysia

Czwartki: 18.30 – 21.00

- Kościół św. Elżbiety

ul. Grabiszyńska

Piątki: 17.00 – 18.30

- Kościół Opieki św. Józefa

ul. Ołbińska

Piątki: 15.00 – 18.00

- Kościół MB Bolesnej

ul. Tatarakowa

Środy: 9.30 – 21.30

Piątki: 18.30 – 20.00

- Kościół św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego

ul. Biegła

codziennie 1. etap - 7.30 - 9.00, 2. etap - 15.00 - 17.30

Adoracja dla mam z małymi dziećmi:

Fundacja Evangelium Vitae

ul. Rydygiera

Kaplica – bud B, p. I

W piątki po Mszy św. o godz. 9.00 do godz. 10.15

Jeśli chcesz uzupełnić lub poprawić listę, prosimy o kontakt.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem