Reklama

W Białowieży trwa spór szamanów z lekarzami

2017-06-30 14:05

Artur Stelmasiak

nationalpark-bayerischer-wald.de
Park Narodowy Las Bawarski

Spór o Puszczę Białowieską jest absurdalny. Oto pięknie wypielęgnowany przez człowieka las umiera, bo tego chcą "ekolodzy".

Pierwszy raz byłem w Białowieży w 2003 roku. Jadąc szosą z Hajnówki do Białowieży wrażenie zrobiły na mnie ogromne świerki. To był piękny widok, bo nigdy wcześniej takich drzew nie widziałem. Pomyślałem sobie, że kiedyś to piękne miejsce pokażę swoim dzieciom. Starszy syn widział ale już chore drzewa, a młodszy nie zdążył ich zobaczyć. Piękne świerki w rezerwacie krajobrazowym im. prof. Władysława Szafera dziś są już tylko wspomnieniem.

Obecnie w tym miejscu regularnie pikietują aktywiści z Greenpeace i stowarzyszenia „Pracownia na rzecz Wszystkich Istot”. Szczególnie ta druga organizacja ma duży dorobek w obronie kornika, który uśmiercił już prawie milion świerków w Puszczy Białowieskiej. Wiele z tych drzew było przecież pomnikami przyrody, którym należała się szczególna ochrona.

Na początku 2008 roku stowarzyszenie zaczęło bronić przed leśnikami 30 zakażonych drzew. Gdyby udało się wówczas usunąć ognisko epidemii kornika pomniki przyrody mógłbym swoim synom pokazać, ale niestety doświadczonych lekarzy (leśników) nie wpuszczono wówczas do lasu. Z tych 30 chorych drzew kornik drukarz zainfekował już prawie milion innych, a ekoaktywiści nadal bronią kornika.

Reklama

To prawda, że kornik drukarz wszystkich drzew nie zje, bo np. nie jada liściastych. Ale prawdą jest również, że świerk stanowi prawie 30 proc. wszystkich drzew w Puszczy Białowieskiej i nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien dopuścić do tego, aby umarła jedna trzecia najpiękniejszego lasu w Polsce.

Aktywiści twierdzą, że las odrośnie. I pewnie jest w tym trochę prawdy. Można się posłużyć przykładem niemieckiego Parku Narodowego Las Bawarski, gdzie kornik uśmiercił prawie cały obszar wyżynnego rezerwatu. Ekologiczna katastrofa doprowadziła do śmierci wielu dzikich zwierząt, a zamiast krystalicznych potoków z gór spływała brunatna breja z gnijących drzew. Po kilkunastu latach las zaczyna się zazieleniać, bo pomiędzy martwymi drzewami pojawiają się małe świerki. Jednak na taki Las Bawarski, który można było podziwiać jeszcze na przełomie lat 80. i 90. będziemy czekać co najmniej 200 lat. Naukowcy mówią, że naturalny mieszany las podobny do tego, który jeszcze można zobaczyć w niektórych rejonach Puszczy Białowieskiej natura potrzebuje ok. 600-800 lat. Zadam więc pytanie: Czy mamy tyle czasu? Czy nie powinniśmy dbać o lasy, by ich bioróżnorodność mogła pochłaniać jak najwięcej dwutlenku węgla i tym samym spowalniać zmiany klimatyczne?

Na szczęście jest jeszcze jedno miejsce w Polsce, gdzie podziwiać można majestatyczne świerki. To Puszcza Augustowska i Wigierski Park Narodowy. Tam również w latach 90. doszło do silnej gradacji kornika, ale wówczas leśnikom pozwolono działać. Wyłączano zainfekowane partie lasu ze ścisłej ochrony, aby człowiek mógł wejść i rozprawić się z kornikiem. Dzięki temu 100-letnie świerki zostały ocalone, a ja mogę pokazać je swoim dzieciom.

Spór o puszcze przypomina mi spór pomiędzy szamanami, a lekarzami. Ekologiczni szamani mają za sobą spore lobby, podobnie jak w medycynie szamański lobbing wywalczyli sobie homeopaci. To nic, że homeopatia nie ma nic wspólnego z nauka akademicką, ale na medycynie jest wykładana. Farmaceuci uczą się jak trzeba trzy razy tupnąć, cztery razy zakręcić wokół osi, by napełnić energią coś, co z medycznego punktu widzenia nie ma prawa działać. Bo homeopatia opiera się na efekcie psychologicznym placebo, a nie na prawdziwym leczeniu. Tematu nie będę dalej zgłębiał, ale doskonale wiem, że ekoaktywiści są zachwyceni, gdy przychodzą do nich "słynne" puszczańskie szeptuchy. A tu już wchodzimy na bardzo niebezpieczne pole nauk nie medycznych i mocno pozaempirycznych.

Nie twierdzę, że każdy ekolog nic nie wie o lesie i na niczym się nie zna. Przeciwko walce z kornikiem wypowiada się wielu wybitnych biologów. Problem w tym, że do dyskusji wkraczają pieniądze, polityka i przede wszystkim ideologia. Brakuje zdrowego rozsądku i poważnej rozmowy obu stron.

Prawda jest taka, że to, czego dziś bronią ekoaktywiści jest efektem pracy i doświadczenia leśników. To oni i lokalna ludność od setek lat ten las sadziła i pielęgnowała. Efekt był tak piękny, że owoce pracy leśników zostały im zabrane. Oni wiedzą jak ten las leczyć i na pewno porozumieliby się z biologami na gruncie nauki, gdyby ekologii nie oponowała dziwna ideologia. Gdy czytam na stronach słynnej "Pracowni na rzecz Wszystkich Istot" założenia tzw. "Głębokiej Ekologii" to dochodzę do wniosku, że nie ma już o czym rozmawiać, bo to już nie jest nauka, ale panteistyczna religia, która chce zabijać człowieka (to się nazywa ograniczać populację), by zrobić miejsce dla większej "całości sieci życia", by " osiągnąć głębokie związki z planetą". Nie mam złudzeń, że z punku widzenia nauki Kościoła jest to chora "filozofia" ocierająca się o niebezpieczną neopogańską religię, którą trzeba leczyć nie homeopatycznie.

Tagi:
komentarz ekologia

Powinniśmy wyciągnąć wnioski z przegranego referendum

2018-07-20 14:15

Antoni Szymański / Gdańsk (KAI)

Czy w Polsce możliwy jest podobny scenariusz działań środowisk proaborcyjnych, które już zapowiadają, iż są gotowe skorzystać z doświadczeń Irlandii? Wyniki majowego referendum, uchylającego konstytucyjny zakaz aborcji w Irlandii, nie były przecież zaskakujące dla obserwatorów życia społecznego i religijnego w tym kraju.


W 1983 roku obywatele Irlandii zdecydowali o wprowadzeniu ósmej poprawki do konstytucji, w wyniku której życie poczętych dzieci stało się wartością chronioną przez ustawę zasadniczą. Irlandia należała do państw (obok Polski, Malty czy Irlandii Północnej) najsilniej broniących życie przy pomocy instrumentów prawnych. Od tego czasu upłynęło zaledwie 35 lat. W tym czasie środowiska mniejszości proaborcyjnej pracowały intensywnie nad reorientacją mentalności obywateli, wykorzystując do tego celu nagłaśniane medialnie przypadki młodych, często nieletnich matek, które musiały zmagać się z meandrami „okrutnego” krajowego prawa. W konsekwencji decydowały się usunąć ciążę za granicą. Następowała też erozja autorytetu kościoła katolickiego przy jednostronnej kampanii proaborcyjnej „celebrytów” w mediach, a także blokada mediów społecznościowych (uzasadniana tym, aby „nie wpływać na wyniki referendum”), które przyczyniły się do porażki środowisk broniących życia od chwili poczęcia.

W rezultacie tych procesów, w 2013 roku częściowo uchylono zakaz aborcji w przypadku, kiedy zagrożone było życie matki. Dalszy bieg wydarzeń był w zasadzie przesądzony. Premier Varadkar wyniki referendum nazwał „kulminacją cichej rewolucji, która odbywała się w Irlandii przez ostatnie 10-20 lat". W wyniku owej „cichej rewolucji” w referendum z 25 maja 2018 r. za cofnięciem 8 poprawki wypowiedziało się aż 66,4 % uczestników. Za proponowanymi przez rząd zmianami głosowano prawie we wszystkich 40 okręgach wyborczych (poza jednym). Była to niemal odwrotna proporcja w stosunku do referendum z 1983 roku.

Analizując wyniki referendum chciałbym zwrócić uwagę na kilka faktów. Pierwszym jest wysoka frekwencja - w głosowaniu wzięło udział ponad 64% uprawnionych. Drugim był rozkład głosów w poszczególnych grupach wiekowych - młodzi ludzie gremialnie głosowali za liberalizacją prawa. Publicysta Grzegorz Górny nader trafnie komentuje ten fakt: Nie ma wątpliwości: Kościół w Irlandii przegrał wojnę o duszę, zwłaszcza młodzieży, której nie widać w świątyniach. W ciągu jednego – dwóch pokoleń stracił zaufanie i autorytet, które budował całymi wiekami. Przykład Zielonej Wyspy to przestroga dla katolików w innych krajach, gdzie Kościół wydaje się mocny, że nic nie jest dane raz na zawsze i że w każdej generacji trzeba toczyć duchową walkę. “Skarb nosimy bowiem w naczyniach glinianych”. (portal: Wpolityce.pl 26-05-2018).

Prawdopodobnie nowe prawo w Irlandii będzie dopuszczać pozbawienie życia dziecka do 12 tygodnia od poczęcia bez podania powodu, po konsultacji z lekarzem. Natomiast w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia kobiety, będzie przysługiwać do 24 tygodnia. Z kolei nieograniczone czasowo prawo do przerwania ciąży będzie miało miejsce w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia kobiety lub poważnego uszkodzenia płodu. Widać gołym okiem, że zmiany są ekstremalne i prowadzą do tego, że Irlandia dołączy do krajów zezwalających na aborcję „na życzenie”. To dramat i przestroga dla Polski. Jakie wnioski należy wysnuć z tej sytuacji?

Powtórzę za Grzegorzem Górnym: nic nie jest dane raz na zawsze! Ci, którzy uważają, że obecny klimat społeczny w Polsce jest dość życzliwy dla ochrony życia, będzie trwał wiecznie, mogą się gorzko mylić. Polskie środowiska „obrońców wolności kobiet” są gotowe na konfrontację, a ich lekceważenie byłoby co najmniej nierozwagą. Chroniąc dzieci poczęte poprzez rozwiązania prawne, powinniśmy myśleć więcej o dobrej kampanii edukacyjnej i wyraźnym opowiedzeniu się za katalogiem pomocowym dla dzieci niepełnosprawnych. Rzeczą mądrego rządzenia jest wyciąganie wniosków z dyskutowanej tak silnie w ostatnim czasie sytuacji osób niepełnosprawnych. Niedobre byłoby ignorowanie sytuacji lękowej u matek, a także innych grożących rodzinie przyczyn stawienia czoła niepełnosprawności dzieci.

Jesteśmy przed nową falą ofensywy mentalności proaborcyjnej. Trzeba być gotowym na odparcie coraz bardziej radykalizujących się grup opozycji liberalno-kulturowej. Jak mawiał wybitny obrońca życia prof. Włodzimierz Fijałkowski przede wszystkim życzliwie i cierpliwie pozyskujmy dla ochrony życia, przybliżajmy wiedzę o etosie człowieczym, bądźmy empatyczni, unikajmy zaś ekstremalnych rozwiązań i działań, które większość odrzuca lub też prowadzi ją do zobojętnienia.

Oddziałujmy na wielu frontach: poprzez rodzinę, szkołę, parafię, organizacje pozarządowe, inicjatywy socjalne itd. To wielkie wyzwanie jak uniezależnić kwestię ochrony życia ludzkiego od bieżących trendów politycznych, kulturowych czy cywilizacyjnych? Umieśćmy ją w najgłębszych pokładach humanitaryzmu i tożsamości etycznej cywilizowanego człowieka, uczyńmy sprawą moralnie jednoznaczną bez względu na wyznawany światopogląd. Wreszcie konieczne jest zbudowanie wiarygodnego instrumentarium prawnego i ekonomicznego dla rodzin, którym los stwarza wyzwania egzystencjalne i moralne. Mam nadzieję, że tak czyniąc unikniemy radykalnej zmiany, która dotknęła kraju mającego tak wiele kulturowych podobieństw (katolicyzm, opresja zaborców, silna rodzina) jak Polska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja przyznaje rację Benedyktowi XVI

2018-07-19 17:06

vaticannews.va / Paryż (KAI)

Francja przyznaje rację Benedyktowi XVI: używanie prezerwatywy nie chroni przed zakażeniem wirusem HIV. W 2009 r. podczas konferencji prasowej w samolocie Benedykt XVI stwierdził, że sposobem na epidemię AIDS nie może być rozdawanie prezerwatyw, które zamiast chronić tylko potęgują problem. Słowa ówczesnego papieża zostały powszechnie napiętnowane. Francuski rząd wyraził wówczas żywe zaniepokojenie, a parlament Belgii oficjalnie potępił Benedykta XVI.

Mazur/episkopat.pl

Jak podaje tygodnik „Famille Chrétienne”, dziś po 9 latach Francuski Inspektorat Generalny Spraw Socjalnych oficjalnie ostrzega przed nieskutecznością prezerwatyw w walce z epidemią AIDS. „Wbrew powszechnie rozpowszechnionemu przekonaniu o 100-procentowej skuteczności ochrony, prezerwatywa zapewnia ochronę na poziomie 80 proc. w relacjach heteroseksualnych i 70 proc. w relacjach jednopłciowych” – czytamy w raporcie francuskiego urzędu. Celem raportu nie jest oczywiście rehabilitacja Benedykta XVI, lecz wprowadzenie skuteczniejszych środków ochrony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Papież do Filipińczyków: bądźcie misjonarzami Azji

2018-07-20 21:56

kg (KAI/vaticannews/FIDES) / Manila

Do odważnego głoszenia Ewangelii nie tylko swym rodakom, ale całej Azji, wezwał Franciszek filipińską młodzież uczestniczącą w Manili w V Konferencji Fiipińskiej nt. Nowej Ewangelizacji (PCNE 5). Ojciec Święty przypomniał im, że pierwszym krokiem na tej drodze jest osobiste zakorzenienie w Jezusie. Do stolicy Filipin przyjechało ponad 5 tys. młodych z całego kraju, a także księży i sióstr zakonnych.

Grzegorz Gałązka
Papież Franciszek podczas cotygodniowej modlitwy „Anioł Pański”

Papież zachęcił Filipińczyków, by stali się misjonarzami na ogromnym kontynencie azjatyckim. W specjalnym przesłaniu przekonywał swych słuchaczy do wychodzenia z Ewangelią do każdego napotkanego człowieka i wszystkich miejsc, w którym młodym przychodzi żyć. Wskazał, że „bardzo ważne jest dziś, by Kościół wychodził głosić Ewangelię z zapałem i odwagą. Radość Ewangelii jest dla każdego, nikt nie jest z niej wyłączony”.

Uczestnicy pięciodniowego spotkania pogłębiają własną wiarę i zastanawiają, jak innym nieść Chrystusa i jak stale odnawiać misyjne posłanie Kościoła, które winno wypływać wyłącznie z umiłowania Chrystusa.

Do tych wyzwań nawiązał, otwierając 18 lipca obrady, arcybiskup Manili kard. Luis Antonio Tagle. Przewodniczył on sesji plenarnej poświęconej "życiu duchowemu kapłanów przez spotkanie z Chrystusem" w ramach tematu "Dzielenie się jednym kapłaństwem Chrystusowym".

Mówca podkreślił, że nie może być mowy o żadnej ewangelizacji bez coraz głębszego zakorzenienia w Osobie dobrej nowiny, czyli Jezusie. „On sam jest Ewangelią” – powiedział purpurat. Przyznał, że "PCNE jest bogata w obrzędy a niektóre z nich stały się już swego rodzaju tożsamością tych spotkań", należy jednak pamiętać - dodał - że spotkanie to "nie jest tylko obrzędem ani tylko konferencją, ale jest sprawą żyą, jest zakorzenione w życiu i winno przemieniać rzeczywistość, wartości i przeżywanie wiary chrześcijańskiej".

Filipińskie spotkanie ewangelizacyjne zakończy się 22 lipca. W czasie spotkań panelowych młodzi poruszają m.in. takie tematy jak życie parafii, oświata, miejsce pracy, stosunki z władzą, przyszłość i kształt rodziny, media cyfrowe i społecznościowe, katechizacja, misje, nowe zjawiska w Kościele.

Konferencje nt. nowej ewangelizacji odbywają się w Manili rokrocznie od 2013 roku. Pierwsze tego rodzaju spotkanie, zwołane z inicjatywy kard. Tagle'a, miało być lokalną, filipińską odpowiedzią na papieskie wezwanie do ewangelizacji i odnowy doświadczenia wiary w kontekście krajowym i azjatyckim.

Filipiny liczą ponad 110 milionów mieszkańców, z których przeszło 80 proc. stanowią katolicy skupieni w 86 diecezjach i wikariatach apostolskich. Jest to najbardziej katolicki kraj Azji.

(SD/AP) (19/7/2018 Agenzia Fides)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem