Reklama

Ukraina: kard. Zenon Grocholewski poprowadzi główne uroczystości w Berdyczowie

2017-07-15 07:33

kcz (KAI Lwów) / Lwów / KAI

Magdalena i Marek Osip-Pokrywka
Klasztor Karmelitów w Berdyczowie

Od 14 lipca przebywa we Lwowie były prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego kard. Zenon Grocholewski, który 16 bm. w narodowym sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w Berdyczowie będzie przewodniczył głównym uroczystościom dziękczynnym z okazji Roku Jubileuszowego 100. rocznicy objawień fatimskich. Tuż po przybyciu do miasta spotkał się we lwowskiej kurii metropolitalnej z metropolitą abp. Mieczysławem Mokrzyckim, przewodniczącym Konferencji Episkopatu Ukrainy.

„Dotychczas nie byłem w tym sanktuarium, choć trochę czytałem na jego temat” – powiedział kardynał dziennikarzom. Przyznał, że zawsze z wielką sympatią odwiedza sanktuaria, gdyż „są to ośrodki duchowej odnowy kraju”. Wyjaśnił, że przybywa tam dużo ludzi, z których wielu się spowiada i przystępuje do komunii św. Wyraził uznanie dla roli tych miejsc na całym świecie, bo „we wszystkich krajach jest dużo sanktuariów i są one bardzo uczęszczane”.

„Myślę, że tutaj, na Ukrainie, potrzebna jest przede wszystkim taka modlitwa, do której zmusza sumienie każdego człowieka, o pokój, aby ludzie nie cierpieli, aby Ukraina była samodzielna i mogła sama stanowić o sobie, a nie żeby ktoś z zewnątrz decydował o jej losach” – mówił dalej gość z Watykanu. Wyraził przekonanie, że zapewne o to właśnie będą się tam modlić także pielgrzymi. Zapewnił, że on sam będzie się w Berdyczowie modlił o „zakończenie tej tortury wojennej i cierpień ludzi”.

Jutro, 15 lipca kard. Zenon Grocholewski będzie przewodniczył Mszy św. w katedrze łacińskiej, która rozpocznie się o godz. 10 czasu kijowskiego, po czym razem z abp. Mieczysławem Mokrzyckim uda się do Berdyczowa. Będą tam obecni także wszyscy biskupi łacińscy z Ukrainy.

Reklama

Tymczasem 19 lipca kapucyni poprowadzą XXVI Pieszą Pielgrzymkę Podolską z Chmielnickiego (dawnego Płoskirowa) pod hasłem „Serce Marii – droga do Boga”. Przybędą też pątnicy z obwodów winnickiego, kijowskiego, żytomierskiego i innych. Organizatorzy oczekują przybycia do 5 tys. wiernych z Ukrainy, Polski, Białorusi i Rosji.

Historia berdyczowskiego sanktuarium sięga 1630 r., kiedy to wojewoda kijowski Janusz Tyszkiewicz, jako wotum dziękczynne za uwolnienie z niewoli tatarskiej, ufundował w Berdyczowie kościół i sprowadził tu ojców karmelitów. Im też oddał w opiekę od dawna czczony w jego rodzinie obraz Matki Bożej, będący wierną kopią obrazu Matki Bożej Śnieżnej z Rzymu.

Wizerunek ten szybko zasłynął cudami i do Berdyczowa zaczęły napływać liczne pielgrzymki. W związku z tym stany Rzeczypospolitej, zebrane na sejmie walnym w Grodnie w 1752, poprosiły papieża o pozwolenie na koronację obrazu. Benedykt XIV wyraził zgodę i sam ofiarował dwie szczerozłote korony. Nałożył je na obraz 16 lipca 1756 r. na polu za miastem biskup kijowski Kajetan Ignacy Sołtyk. Ponieważ w pierwszej połowie XIX w. skradziono je, przeto 6 czerwca 1856 nowe korony, ofiarowane przez Piusa IX, nałożył biskup łucki Kasper Borowski.

Mimo rozbiorów, prześladowań Kościoła i kasacji przez władze carskie zakonu karmelitów, kult Matki Bożej Berdyczowskiej zataczał coraz szersze kręgi aż do 1926 r., kiedy to klasztor wraz z kościołem zagarnęły władze sowieckie. W górnym kościele urządzono muzeum, a w dolnym salę kinową. Cudowny obraz przedstawiano jako zabytek sztuki oraz dowód ciemnoty i katolickiego zacofania. W 1941 wybuchł pożar, który strawił górny kościół, pozostawiając jedynie mury, dolny natomiast zachował się w dobrym stanie. W tym samym roku zaginął również cudowny wizerunek Matki Bożej. Nie wiadomo do końca, czy spłonął w pożarze, czy może wywieziono go do Polski i słuch o nim zaginął. Ale mógł też podzielić los tylu innych obrazów zrabowanych z kościołów i przechowywanych do tej pory w muzealnych magazynach.

Ojcowie karmelici po powrocie do Berdyczowa w 1991 r. przystąpili do odbudowy zdewastowanych wnętrz obu kościołów i upowszechnienia kultu Matki Bożej Berdyczowskiej, który mimo iż sanktuarium było zrujnowane, przetrwał w sercach wiernych. O tym, że praca i poświęcenie kustoszów sanktuarium wydaje konkretne owoce, świadczą tysiące pątników, którzy corocznie przybywają do "ukraińskiej Częstochowy".

Intronizacji nowego obrazu, namalowanego przez malarkę z Krakowa Bożenę Muchę-Sowińską, który 9 czerwca 1997 r. pobłogosławił Jan Paweł II w kościele św. Jadwigi w Krakowie, dokonał 20 lipca 1997 r. pierwszy ordynariusz odnowionej diecezji kijowsko-żytomierskiej bp Jan Purwiński.

W 2012 w Berdyczowie rekonsekrowano górną część kościoła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Dziewicy Maryi a rok wcześniej episkopat Ukrainy nadał temu miejscu rangę ogólnokrajowego sanktuarium narodowego.

Tagi:
uroczystość

Bóg, Honor, Ojczyzna

2017-10-31 14:00

Wanda Moskwa
Edycja przemyska 45/2017, str. 1

Archiwum Szkoły
Występ uczniów dostarczył wiele wzruszeń

W Grochowcach obyła się uroczystość nadania imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego Szkole Podstawowej. Rozpoczęto ją Mszą św. koncelebrowaną w kościele pw. Nawiedzenia NMP, której przewodniczył i Słowo Boże wygłosił bp Stanisław Jamrozek. Podczas Eucharystii poświęcony został sztandar, na którego rewersie widnieje orzeł biały i słowa: „Bóg – Honor – Ojczyzna”, zaś awers stanowi portret nowego patrona – Rotmistrza Witolda Pileckiego.

Następnie odbył się przemarsz uczestników uroczystości do budynku szkoły w asyście pocztów sztandarowych: Zespołu Szkół z Nehrybki, Zespołu Szkół z Krównik i Zespołu Szkół z Ostrowa, Szkoły Podstawowej z Hermanowic i Szkoły Podstawowej z Łętowni, V Batalionu Strzelców Podhalańskich z Przemyśla, Ochotniczej Straży Pożarnej z Grochowiec i Ochotniczej Straży Pożarnej z Pikulic. Specjalnie na tę uroczystość powstał hymn szkoły, skomponowany przez Jakuba Malinowskiego we współpracy z Pawłem Józefowiczem – absolwentem szkoły, do tekstu poetki Teresy Paryny. Na sztandar uczniowie szkoły złożyli ślubowanie.

W uroczystości wziął udział bp Stanisław Jamrozek i dziekan ks. Zbigniew Kołodziej, przybyli przedstawiciele Sejmu z posłem Markiem Rząsą, wicewojewoda Piotr Pilch, profesor KUL Rafał Sura, Jacek Magoń – przedstawiciel IPN w Rzeszowie, przedstawiciele Straży Granicznej z Hermanowic, Andrzej Huk – wójt Gminy Przemyśl oraz pracownicy Gminy i radni z przewodniczącym Ryszardem Miśniakiem, Jan Janusz – sekretarz Gminy Orły, dyrektorzy szkół z Gminy i harcerze.

Wielu wzruszeń i przeżyć dostarczył występ artystyczny uczniów przygotowany pod opieką polonistek Bożeny Stępień i Jagody Dzięgielowskiej. Młodzi aktorzy bardzo zaangażowali się w odgrywane role i oddali całą prawdę, którą poznali wcześniej przez organizowane konkursy, prace, rysunki i lekturę. Rotmistrz Witold Pilecki to postać charyzmatyczna i barwna, zarazem niezwykła, nie tylko ze względu na losy żołnierza, cechowała go skromność, głęboki patriotyzm, honor, niezłomność i przede wszystkim wielkie człowieczeństwo.

Ważnym momentem było odsłonięcie i poświęcenie popiersia Rotmistrza Witolda Pileckiego na holu głównym. Fundatorem i wykonawcą popiersia jest absolwent szkoły i mieszkaniec Grochowiec Jakub Górski. Dekorację wykonała nauczycielka Maria Górska. Do przygotowania uroczystości włączyli się nauczyciele i Rada Rodziców. Na zakończenie dyrektor szkoły Urszula Broszko podziękowała wszystkim za zaangażowanie i pomoc w przygotowaniu tej pięknej i ważnej uroczystości.

Pokój i wolność zbudowana na takiej ofierze jest wartością wzywającą nas do odpowiedzialności za siebie, swój kraj i Kościół, by słowa rotmistrza Pileckiego „Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć niż lękać” – były naszymi słowami.

***

Kochajcie ojczystą ziemię, Kochajcie swoją świętą wiarę i tradycję własnego Narodu. Wyrośnijcie na ludzi honoru zawsze wierni najwyższym wartościom, którym trzeba służyć całym swoim życiem. Rotmistrz Witold Pileck

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dietetyk na Wielki Post: nie bójmy się pościć! To nas uzdrowi!

2018-02-14 18:15

Wydawnictwo Esprit, pgo / Warszawa (KAI)

Post to droga do wewnętrznej wolności, harmonii oraz Bożej dyscypliny, a ponieważ Bóg kocha post, poszcząc stajemy się prawdziwym przyjacielem samego Boga! A w codziennym życiu zyskamy cnotę umiarkowania - mówi Marek Zaremba, autor bestsellerów o jaglanej diecie i nowej książki o sile postu „Boży skalpel”, której patronatem medialnym jest Katolicka Agencja Informacyjna.

Agnieszka Konik-Korn

Co to znaczy pościć?

Wydawałoby się, że post to wyłącznie dobrowolna decyzja o tym aby się głodzić. Jednak istnieje pewien paradoks. Otóż post nie jest wcale związany z omijaniem jedzenia lecz poszukiwaniem bliższej relacji z Bogiem. Głód jest wyłącznie miejscem spotkania dwóch zakochanych - po trzykroć świętego Boga i grzesznego człowieka. Bóg nie potrzebuje postu, my tak! Prawdziwie pościć oznacza zatem przede wszystkim poszukiwać Boga.

Post, to również wyjście na naszą osobistą górę kuszenia, gdzie spotykamy się z naszymi wadami, pokusami i grzechem. To światło, które doskonale rozświetla i uświadamia ukryte w nas słabości i pożądliwość, za którymi stoi nasz odwieczny duchowy nieprzyjaciel. Post jest tarczą na wszelką pokusę nadmiernej konsumpcji zarówno materialnej i duchowej. Praktyka postu uświadamia nam z jednej strony naszą kruchość, z drugiej wskazuje na wewnętrzną pychę, która stale nas oddziela od relacji z Bogiem i drugim człowiekiem. Post uczy, że tylko Jezus może realnie pokonać grzech oraz nasze słabości.

Poszcząc wzrastamy w pokorze, która uzdrawia nas ze współczesnej hipokryzji oraz skupiania uwagi wyłącznie na sobie. Podczas postu połączonego z modlitwą kierujemy nasze zmysły do wewnątrz, aby dostrzec że prawdziwe lekarstwo oraz wsparcie jest wyłącznie na zewnątrz - w Bogu i ludziach w pełni z Nim zjednoczonych. Poszcząc zatem naśladujemy Chrystusa, który całkowicie zaufał Ojcu. Oddając naszemu Panu podczas postu ciało i duszę, ufamy że będzie On kształtować nas do niesienia światu Jego pokoju i miłości, których poszcząc, doświadczymy w pełni! Nieść Chrystusa może bowiem tylko ten kto Nim prawdziwie żyje i odczuwa Jego miłość. Poprzez post otwieramy serce, aby nasz Pan mógł dokonać operacji, uzdalniając nas do bycia miłosiernym. Post, to Boży skalpel, którym operuje nas Stwórca! To droga do wewnętrznej wolności, harmonii oraz bożej dyscypliny, a ponieważ Bóg kocha post, poszcząc stajemy się prawdziwym przyjacielem samego Boga!

W Polsce panuje powszechny mit obżarstwa naszych przodków, suto zastawionych stołów podczas licznych biesiad. Czy jest on prawdziwy? Czy w życiu naszych przodków były obecne postne tradycje?

Popularne wyobrażenia o nieposkromionym obżarstwie naszych przodków to pewne stereotypy. W rzeczywistości czas ucztowania i „staropolskiego” obżarstwa, szczególnie w okresie przed rozbiorami Polski, był przeplatany długimi okresami niezwykle surowego postu! Co ciekawe, prekursorem polskiej linii postnych potraw był Damian Zaremba, kuchmistrz rodziny Lubomirskich z Kruszyna! Surowy zakaz powstrzymywania się w określonym przez religię okresie nie tylko od jedzenia mięsa, ale także od spożywania mleka, masła, serów i jaj sprawiał, że ówczesny post był czymś zupełnie innym niż ten, niemal symboliczny post, który obowiązuje wierzących współcześnie.

Skrupulatnie przestrzegano także ograniczeń ilościowych, co sprawiało, że w tym czasie nawet zamożni ludzie po prostu głodowali. Gdy do tego wszystkiego przypomnimy fakt, iż dni postnych było wówczas sto kilkadziesiąt w roku, to łatwiej nam będzie zrozumieć przyczynę niewątpliwej żarłoczności naszych przodków oraz księży w dniach, w których post nie obowiązywał. Popularny obraz kuchni staropolskiej jako nieposkromionego, ociekającego tłuszczem mięsnego rozpasania jest w istocie daleki od prawdy. Jej główną cechą było raczej ciągłe przeplatanie się postu i obżarstwa, powściągliwości i łakomstwa, wyrzeczenia i świętowania. Przybywający do naszego kraju podróżnicy, w tym także katolicy, byli zszokowani siłą i powszechnością praktyk postnych. Gorliwy katolik w siedemnastowiecznej Polsce pościł przez niemal pół roku! Dziś katolicy z ledwością są w stanie odmówić sobie słodyczy czy lampki wina w czasie Wielkiego Postu lub mięsa w piątek.

Czy post ma moc uzdrawiającą? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Przezwyciężać w sobie to, co cielesne, by zwyciężało to, co duchowe, to w obecnych czasach niezwykle zacięta walka wewnętrzna. Współczesnemu człowiekowi coraz trudniej bowiem przychodzi uznanie osobistych błędów i podjęcie decyzji o zawróceniu z niewłaściwej drogi. Już nie potrzebujemy wznosić posągów czy złotych cielców, jak czyniono to kiedyś, sami bowiem uczyniliśmy z siebie „przedmioty” pożądania, oczekując w wirtualnej sferze podziwu i nadania nam przez innych najczęściej „zafałszowanej” wartości.

W ten sposób został wręcz całkowicie zaburzony i utracony skarb, który nosimy w swoim sercu – unikalny i niepowtarzalny duch, ukochany i nadany nam przez Stwórcę, przeznaczony do życia w świętości. Kiedy w wyglądzie i tym, co posiadamy czy osiągamy, upatrujemy wyłącznie naszej wartości czy poczucia spełnienia, ostatecznie tracimy poczucie wolności. Zamiast w każdym człowieku dostrzegać piękno Bożego stworzenia zaczynamy się wzajemnie oceniać, szufladkować i krytykować, nie zdając sobie sprawy z tego, że tak naprawdę demaskujemy ukryte w nas wady. Zamykamy nasze życie w więzieniu uzależnień cielesnych, a nawet duchowych.

Post jest doskonałym źródłem i drogą do uzdrowienia wewnętrznego. To dobrowolna postawa chrześcijanina, który poprzez jednoczenie się z Jezusem pragnie ofiarności, dobra i miłości. To szkoła pokochania również siebie jako dziecka bożego, droga do dbałość o zdrowie w świetle umiarkowania lecz bez zbytniej obsesji. Post jako źródło uzdrawiania, uczy nas, że podejmując go w intencji konkretnej osoby załóżmy o jej nawrócenie, czy daj Boże świętość, nie mamy prawa jej w żaden sposób oceniać! Bóg dokonuje bowiem podczas postu przemiany w nas i osobach, sytuacjach czy przekonaniach według Jego woli. To bardzo ważne w postnym stylu życia, aby wzrastała nasza wiara i współpraca z otrzymaną łaską.

Post jest zatem praktyką, której potrzebuje każdy człowiek?

Każdy z nas potrzebuje nieustannego uzdrawiania miłości, ponieważ nasze zwątpienie w bezwarunkową miłość Boga wywołuje znaczące konsekwencje w relacjach z innymi ludźmi. Kiedy miłość się kończy, najczęściej obwiniamy drugą stronę, rodzą się pretensje i oskarżenia. Taki obraz towarzyszy rozstaniom od początku ludzkości, a przyczyną tego jest nasz brak wiary w bezwarunkową, pełną i nieskończoną miłość Bożą, której przykład dał Jezus oraz wielu świętych. Post, w którym pragniemy poprzez współpracę z Bożą łaską wykorzenić nasze wady, jest sprawdzoną drogą do odkrywania i uzdrawiania miłości!

Jak Pan, jako dietetyk, patrzy w kontekście postu na popularność różnego rodzaju diet?

Współczesne obsesje dietetyczne rujnują życie czasem całych rodzin. Jako dietetyk mogę to potwierdzić z ręką na sercu. Człowiek, aby cokolwiek zjeść, coraz częściej potrzebuje badań naukowych! Szukając wyłącznie raju na ziemi, miotamy się pomiędzy tym, co jeść, a czego nie jeść, ponieważ nieustannie wszystko analizujemy i badamy. Post odrywa nas od przesadnego lęku o zdrowie. Uczy, że celem życia jest relacja z Bogiem i wzmacnia nasza czujność na pokusy nadmiernego dogadzania podniebieniu. Owocem postu połączonego z modlitwą są zatem rozwijające się w nas cnoty. Pokora, cichość, umiarkowanie, cierpliwość, miłość i pokój, które wzmacniają naszą wiarę i nadzieję. Post prowadzi do wyjątkowej bliskości z Bogiem i najbliższymi. Moje dzieci mówią, że odkąd poszczę i modlę się na różańcu jestem najlepszym tatą na świecie!

Jaka jest największa trudność w poszczeniu?

Współczesna kultura Zachodu dobrowolną słabość i post już dawno wpisała na czarną listę zarówno pokutnych, jak i dietetycznych herezji. Jednak dobrowolna słabość jest zupełnie czymś innym niż nam się często wydaje. Jest konieczna dla tych, którzy chcą być duchowo umocnieni i dokonywać wielkich Bożych dzieł. Święty Paweł w liście do Koryntian nauczał, że „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć” (1 Kor 1, 25). Bóg ukazuje się nam bardzo często wtedy, gdy jesteśmy najsłabsi. Uciszając nasze ciało, nasz wewnętrzny hałas jest coraz głośniejszy, niż nam się wydawało. Nic jednak nie ujawni lepiej, jak hałaśliwe są nasze pragnienia, dopóki nie będziemy ich próbowali skonfrontować z ciszą i postem.

Żyjąc w zachodniej kulturze, chcemy nasze pragnienia zaspokajać niemal natychmiast. Nawet te duchowe. Ilu z nas krąży od rekolekcji do rekolekcji i ciągle poszukuje „duchowych” wrażeń? Jednak dobre samopoczucie i rozpieszczanie naszego ciała czy ducha stałym komfortem nie jest celem ludzi, którzy zmierzają do Królestwa Bożego. Post jest zupełną przeciwnością dobrego samopoczucia, powoduje nagłe zdanie sobie sprawy z tego, jak bardzo czasem polegamy na fałszywym poczuciu komfortu, który wcale nie gwarantuje nam wewnętrznej równowagi. Najczęściej bowiem kurczowo trzymamy się fałszywych przyjemności i poczucia bezpieczeństwa. Mamy niewielką możliwość usłyszenia w tym wszystkim Boga, co widać po kondycji współczesnego Kościoła i stale narzekających wiernych.

Post, zupełnie praktycznie, pozwala nam więc na milczenie i słuchanie Boga?

Post oddziela nas od całego tego hałasu w tle, który ukrywa prawdę o nas samych. W tej nowej ciszy zmuszeni jesteśmy skonfrontować się z naszymi uzależnieniami i duchowym otępieniem, z którego często nie zdajemy sobie nawet sprawy. Poszcząc regularnie, z czasem umiarkowanie w naszym życiu zaczyna nabierać kolorów tęczy i zaczynamy dostrzegać Tego, Który jest jej źródłem. Wstrzemięźliwość już nas nie odstrasza, ponieważ post powoli odrywa z nas etykiety społecznej aprobaty, sukcesu i samouwielbienia. Znika krytykanctwo, ocenianie, wszelkie domysły i fałszywe projekcje naszego umysłu. Doświadczamy duchowej sytości, której wcześniej się nie spodziewaliśmy. To nie jest uczucie krótkie i impulsywne, jak po skosztowaniu szklanki gorącej czekolady, to czasem wręcz niezwykle długi finisz głębokiego smaku wewnętrznej harmonii, który paradoksalnie wzrasta na naszych słabościach.

Na końcu może się jednak pojawić strach przed oceną innych…

W opozycji do postu zawsze znajdą się osoby, które zadadzą te pytania: czy głodzenie się nam nie zaszkodzi? Czy dzień bez jedzenia nie spowoduje poważnej choroby? Co gorsza, są również chrześcijanie, którzy boją się podjąć post, bo cóż pomyślą sobie o nich ich domownicy czy znajomi? Podczas biznesowych spotkań, czy rodzinnego pizza party dostaniemy przecież rumieńców i dyskomfortu, zamiast z radością oznajmić, że post jest dla nas drogą do głębszej jedności z samym Bogiem!

Każdy człowiek przy zdrowych zmysłach z reguły dobrze wie, co jest dla niego dobre. Organizm wysyła nam czytelne sygnały, które nieomylnie pokazują, co zdrowiu służy, a co może zaszkodzić. Mam tutaj na myśli nie tyle rodzaj, co ilość pokarmu, ta bowiem jest obecnie przytłaczająca. Tak wielkiej nadwagi, jaką dźwiga współczesny człowiek, nie było od początku ludzkości! Kto ignoruje takie sygnały, poczuje się wkrótce bardzo źle, będzie niedomagający i schorowany. Człowiek jest wspaniałym dziełem samego Boga, wyposażonym w intuicję i rozsądek, i powinien w duszy stale wygrywać dźwięki umiarkowania, miłe samemu Stwórcy, zwłaszcza zaś dźwięki mądrości. Nasze struny wstrzemięźliwości powinny być poruszane z wielką delikatnością, aby nasze przesadne czasem łakomstwo poprzez swoją naiwność myślenia o żołądku bez dna, nie doprowadziły nas do ruiny. Lęk przed głodem o czym warto pamiętać, jest większy od uczucia głodu!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Kraków: Muzyczna Droga Krzyżowa

2018-02-18 21:03

luk / Kraków (KAI)

Po raz kolejny krakowscy wierni będą mieli okazję wziąć udział w Muzycznej Drodze Krzyżowej. 11 marca w kościele Redemptor Hominis w Krakowie tradycyjne podczas nabożeństwa rozważania zastąpią utwory muzyki klasycznej.

Graziako

Pomysł koncertu o charakterze pasyjnym wywodzi się z Łodzi. Na grunt krakowski przeniosła go Kinga Mastalerz. W Łodzi muzyka podczas nabożeństwa była puszczana z płyt. - Pomyślałam sobie, że o wiele większe wrażenie i duchowe przeżycia przyniosłoby wykonywanie utworów na żywo – wspomina.

W organizację muzycznego nabożeństwa odprawianego w kościele pw. Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Krakowie włącza się od 5 lat ponad 100 muzyków i wokalistów. Kolejnym stacjom Męki Pańskiej towarzyszą przede wszystkim klasyczne utwory muzyczne.

Pojawiają się również nowoczesne akcenty, na przykład w postaci wokalizy z filmu "Dziewiąte wrota" i pieśni góralskich. - To unikalna możliwość, aby wejść w siebie i na podstawie wyjątkowego tła muzycznego budować własne rozważania o cierpieniu Chrystusa – opisuje Mastalerz.

W tym roku o oprawę muzyczną zadbają trzy krakowskie chóry, orkiestra, zespoły instrumentalne i soliści, w tym Karin Wiktor-Kałucka czy Tomasz Jarosz. – Całość dopełni bogata aranżacja świetlna, która sprawi, że będzie to nie tylko wspaniałe widowisko, ale także zachęta do tego, by zadumać się nad sensem trudnych momentów w swoim życiu – podkreśla Mastalerz.

Muzyczna Droga Krzyżowa rozpocznie się 11 marca o godz. 20:00 w kościele Redemptor Hominis w Krakowie (ul. Stelmachów 137). Co istotne świątynia ta charakteryzuje się wyśmienitą akustyką, gdyż została zaprojektowana przez Tomasza Koniora, który jest autorem projektu m.in. siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem