Reklama

Szydłowiec: Msza św. za śp. ks. Romana Kotlarza

2017-07-26 20:55

Komitet Organizacyjny

Komitet Organizacyjny

Komitet organizacyjny upamiętniający postać księdza Romana Kotlarza i jego pierwszą posługę kapłańską w parafii św. Zygmunta w Szydłowcu w latach 1954-1956, zaprosił nowego proboszcza Parafii w Koniemłotach ks. dr Michała Łukasika do Szydłowca – pierwszej parafii ks. Romana Kotlarza, aby w kościele farnym św. Zygmunta Króla w Szydłowcu w niedzielę 23 lipca 2017 r. o godz. 1200. odprawił coroczną uroczystą Mszę św. za śp. ks. Romana Kotlarza i w intencji jego beatyfikacji.

Na początku kazania ks, dr Michał Łukasik opierając się na opisie ewangelicznym nawiązał do przypowieści o pszenicy i chwaście. Pszenica przynosi plon, może być dziesięciokrotny, trzydziestokrotny, czy stokrotny. Chwast nie przyda się do niczego, przeznaczony jest na spalenie

i wyrzucenie. W dzisiejszych czasach często zaciera się różnica między pszenicą a chwastem, czyli między ludźmi żyjącymi według nauki Bożej, a ludźmi odrzucającymi orędzie zbawcze. Przecież

w imię tolerancji i dialogu wszyscy są braćmi i przyjaciółmi. Ale czy jest to właściwa postawa? Czy chcielibyśmy mieć obok siebie człowieka opowiadającego się za życiem, broniącego życia

Reklama

w każdym momencie od poczęcia, czy niszczyciela życia, czy człowieka kierującego się prawdą czy fałszem, czy uczciwego, czy złodzieja? Przykładów można podać wiele.

Takim kłosem pszenicznym, przynoszącym dobre owoce, także w naszych czasach jest

ks. Roman Kotlarz. Urodził się 17 października 1928 r. w Koniemłotach, święcenia kapłańskie przyjął z rąk biskupa Jana Kantego Lorka w katedrze sandomierskiej 30.05.1954 r.

7 lipca 1954 r. otrzymał nominację do pracy kapłańskiej w Szydłowcu, właśnie tutaj do waszej parafii. Przybył tu 16 lipca. Od początku głosił kazania, których treść nie podobała się ówczesnym władzom. Kładł w nich nacisk na znaczenie wiary w życiu człowieka, uczył prawdziwej historii

i patriotyzmu, służył radą i dobrym słowem. Wskutek nacisku władzy po dwóch latach musiał zmienić parafię. Zachowały się liczne świadectwa o pracy księdza Kotlarza w Szydłowcu i o jego odejściu. Pozwolę sobie kilka przytoczyć:

„ Był człowiekiem szlachetnym, bezinteresownym, dającym wszystko ludziom. Był skromny, nie przywiązywał wagi do rzeczy materialnych. Cały Szydłowiec był za księdzem. Szczególnie przyciągały ludzi do wiary kazania księdza. Ksiądz Kotlarz był wielkim patriotą,

pamiętam jego kazania w Szydłowcu”. „Był to dobry ksiądz, ludzie go szanowali. Pamiętam jak odjeżdżał z Szydłowca to ludzie Go z płaczem żegnali i prosili żeby został…Był uwielbiany przez wszystkich parafian, jego wyjazd wszyscy odczuli jako wielką i niepowetowaną stratę dla naszej parafii”.(por S. Kowalik, J. Sakowicz, Ks. Roman Kotlarz. Życie i działalność 1928 – 1976, Radom 2000)

Tak było w każdej parafii do której był kierowany przez biskupa. Płomienne patriotyczne kazania zapadały w serce, troska o człowieka i jego godność była priorytetem. A tych parafii było wiele. W ciągu 7 lat ks. Kotlarz pracował we wspomnianym Szydłowcu, Żarnowie, Koprzywnicy, Mircu, Kunowie. 26 sierpnia 1961 r. rozpoczął swoją posługę duszpasterską w Pelagowie. Żył bardzo skromnie. Jego kazania były nagrywane i analizowane przez władzę.

25 czerwca 1976 r. w Radomiu w czasie zrywu robotniczego ks. Roman ze schodów kościoła Ojców Jezuitów w Radomiu pobłogosławił idących w pochodzie protestujących robotników słowami „ Matko Najświętsza, któraś pod krzyżem stała, pobłogosław tym dzieciom, które pragną chleba powszedniego” i dołączył do protestu. Usłyszał: „ Niech żyje ksiądz, niech żyje kościół

w Polsce”. 29 czerwca w uroczystość św. Apostołów Piotra i Pawła wygłosił kazanie o męczeńskiej śmierci apostołów i ofierze krwi walczących robotników. Organizował modlitwy w intencji walczących o szacunek, sprawiedliwość, wolność, sprawiedliwe wynagrodzenie, prawdę. Tego było za wiele dla władz, często musiał się tłumaczyć ze swoich słów, a w nocy „nieznani sprawcy” przyjeżdżali na plebanię, bijąc kapłana do nieprzytomności. Nadszedł dzień 15 sierpnia, ks. Roman podczas mszy świętej zasłabł i stracił przytomność. Trzy dni później zmarł w szpitalu

w Krychnowicach, oddając życie za wolną Polskę. Żył 48 lat, w tym 22 w kapłaństwie.

Dziś wspominamy Jego postać, prosząc o zbawienie i rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. Dobrze, że trwa pamięć, że zgromadziliśmy się tak licznie wraz

z przedstawicielami władz samorządowych, z pocztami sztandarowymi. Jesteśmy to winni

ks. Romanowi i wszystkim walczącym o wolną ojczyznę, w której będą szanowane wiara, prawda

i sprawiedliwość. Jednocześnie zapraszam na uroczystości poświęcone ks. Kotlarzowi, które odbędą się w rodzinnej parafii w Koniemłotach 20 sierpnia o godz. 11.00. Niech ci, którzy walczyli o Polskę, oddając w tej walce życie, będą naszym wzorem wiary i patriotyzmu. Amen

We Mszy św. uczestniczyły;

poczty sztandarowe:

- Powstańczego Sztandaru Narodowego z 1863 r.

- Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Koło Szydłowiec,

- Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Ziemia Radomska Oddziału Terenowego w Szydłowcu

- NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych Ziemia Radomska,

przedstawiciele władz miasta i powiatu, organizacje działające w parafii: Rodziny Radia Maryja, Akcji Katolickiej, Krucjaty Różańcowej oraz bardzo licznie zgromadzeni parafianie, w tym

z parafii, w których pełnił posługę kapłańską ks. Roman Kotlarz.

Po Mszy św. poczty sztandarowe, kapłani, ministranci i wierni udali się do kruchty zachodniej, gdzie wmurowana jest tablica poświęcona ks. Romanowi Kotlarzowi. Delegacje złożyły pod tablicą wiązanki kwiatów i odmówiono modlitwę za duszę śp. ks. Romana.

Przewodnicząca Komitetu Organizacyjnego Pani Teresa Romaszewska podziękowała wszystkim

za udział w tej uroczystej Mszy św. i modlitwę. Podkreśliła też, iż ks. Roman Kotlarz jest dla nas wzorem kapłana, wzorem człowieka dla którego wartości duchowe oparte o dekalog chrześcijański były najważniejsze i były realizowane w codziennym Jego życiu. Ks. Roman Kotlarz jest wzorem Polaka patrioty, dla którego Ojczyzna zawsze była związana z Bogiem. W czasach komunizmu i okresie największej walki z Kościołem katolickim ks. Roman Kotlarz głosił hasło „My chcemy Boga”, które wciąż jest aktualne.

Msze św. w intencji śp. ks. Romana Kotlarza odprawiane są co roku w miesiącu lipcu, gdyż

to właśnie 16 lipca 1954 r. w święto Najświętszej Marii Panny z Góry Karmel rozpoczął swoją pierwszą posługę duszpasterską w parafii pw. Świętego Zygmunta Króla w Szydłowcu.

W 2006 r. 23 lipca na uroczystej Mszy św. została poświęcona tablica upamiętniająca posługę kapłańską śp. ks. Romana Kotlarza w Szydłowcu. Odsłonięcia tablicy dokonała siostra

ks. Romana Kotlarza Pani Michalina Kawalec, a tablicę poświęcił ks. bp Zygmunt Zimowski i współuczestniczył proboszcz parafii ks. dziekan Adam Radzimirski.

Mszę św. koncelebrował ks. bp Zygmunt Zimowski, proboszcz parafii ks. dziekan Adam Radzimirski, ks. Paweł Cygan proboszcz parafii w Koniemłotach i kapłani z parafii, w których posługę duszpasterską pełnił śp. ks. Roman Kotlarz.

W kolejnym 2007 r. w Mszy św. przewodniczył ks. dr Waldemar Gałązka – oficjał Sądu Biskupiego w Sandomierzu, przy udziale ks. proboszcza Adama Radzimirskiego, ks. Pawła Cygana proboszcza parafii w Koniemłotach, ks. Zenona Ociesy proboszcza parafii w Sadku i ks. dr Alberta Warso.

W kościele była eksponowana wystawa „..ksiądz musi zaprzestać. Życie i działalność księdza Romana Kotlarza” przygotowaną przez IPN w Lublinie Delegaturę w Radomiu.

Reportaż z wystawy i przeprowadzone wywiady z parafianami z Szydłowca wyemitowała Telewizja TRWAM.

W roku 2008 ks. Stanisław Kula odprawił Mszę św. w rycie trydenckim. W tym rycie odprawiał Msze św. ks. Roman Kotlarz i postanowiliśmy przywrócić tę tradycję i przeżyć tą piękną liturgię.

W roku 2011 Mszę św. celebrował ks. dr Albert Warso z Kongregacji Nauki i Wiary

w Watykanie. Po Mszy św. odbyła się prezentacja filmów Konrada Gałki z muzyką Roberta Grudnia „Ks. Roman Kotlarza. Buntownik w sutannie” i „Ksiądz Roman Kotlarz - Tęcza wśród ludzi”.

W roku 2012 Mszę św. odprawił i homilię wygłosił ks. infułat Józef Wójcik proboszcz parafii w Suchedniowie, który znał osobiście śp. ks. Romana Kotlarza.

Kolejną Mszy św. w niedzielę 21 lipca 2013 r. celebrował ks. Stanisław Małkowski

z Warszawy, którego komuniści z PRL chcieli uśmiercić za działalność w opozycji solidarnościowej.

W 2015 r. Mszę św. odprawił i homilię wygłosił ks. infułat Czesław Wala, który zbudował Sanktuarium Matki Bożej Królowej Polski w Kałkowie-Godowie. Znajduje się tam grota poświęcona ks. Romanowi Kotlarzowi i wydarzeniom z Czerwca '76.

W 2016 r. Mszę św. odprawił i homilię wygłosił ks. kanonik Bogusław Mleczkowski wspólnie z kapłanami z parafii św Zygmunta w Szydłowcu.

Członkowie Komitetu Organizacyjnego upamiętniającego postać księdza Romana Kotlarza

i jego pierwszą posługę kapłańską w parafii pw. Świętego Zygmunta Króla w Szydłowcu w latach 1954-1956, corocznie uczestniczą w obchodach rocznicowych ks. Romana Kotlarza organizowanych przez parafie, w których pełnił posługę kapłańską.

Centrum nędzy w środku Europy

2018-07-17 13:10

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 22-25

Z youtuberem Vonskym – twórcą dokumentu pt. „Projekt Lunik” – rozmawia Tomasz Winiarski

Vonsky

TOMASZ WINIARSKI: – Jak reagowali ludzie, którym mówiłeś, że wybierasz się w tak nietypowe miejsce? Nie miałeś obaw, że pakujesz się w kłopoty?

VONSKY: – Od początku traktowałem podróż do Luníka na równi z podróżą do miejsc typu Donieck, Ługańsk, Syria czy fawele w Brazylii. Bałem się straszliwie, a szczególnie o sprzęt. Wiele z moich obaw się nie sprawdziło, ale może to dzięki podwojonej ostrożności? Jakoś daliśmy radę bez strat materialnych, nikt nas nie pobił, niczego nam nie zniszczono. Ale to pewnie dlatego, że też byliśmy „grzeczni” i oprowadzała nas osoba „z wewnątrz”, chociaż obawialiśmy się, że Marian – nasz przewodnik może mieć przez to w lokalnej społeczności problemy, że z nami trzyma. Ale chyba nic takiego, poza kilkoma tekstami w jego stronę, nie miało miejsca.

– Na Twoich zdjęciach owiany złą sławą Luník IX, czyli największe romskie getto w Europie, wygląda niemalże jak strefa działań wojennych...

– I właśnie tak to sobie wyobrażałem przed przyjazdem. Na miejscu emocje pozostały, ale z czasem ochłonąłem i zacząłem się przyzwyczajać do tej rzeczywistości. Oczywiście, z naszej perspektywy, osób wychowanych w dobrobycie, nie da się przyzwyczaić do bezdomności czy ulicznego stylu życia. To nie nasza bajka, ale poznać i odkryć to od środka jest doświadczeniem bardzo otwierającym głowę na wiele życiowych aspektów. Przede wszystkim doceniasz to, co masz. Został jeszcze jeden blok do wyburzenia, który się sypie. W całym bloku żyje może 5 rodzin. Jego stan jest tragiczny, rzekomo przez to, że Romowie wyjmowali zbrojenia budynku, które potem sprzedawali. Wszędzie gruz i śmieci. Reszta bloków wygląda trochę lepiej, ale też są w opłakanym stanie. Przede wszystkim dużo pleśni i wilgoci. Mieszkańcy mówią, że niektóre pokoje na zimę w ogóle barykadują, bo nie da się w nich wysiedzieć przez brak ogrzewania i problemy z pleśnią i wilgocią.

– Jak przyjęli Was miejscowi? Zdobyliście ich zaufanie? Co sprawiło Wam najwięcej trudności?

– Dzieci, z którymi piątego dnia graliśmy na blokowisku w piłkę, pierwszego dnia pokazywały nam noże i środkowe palce. Nie było to łatwe, ponieważ poprzednie grupy filmowe czy telewizyjne nie zostawiły najlepszego wrażenia. Mieszkańcy Luníka czują się jak małpy w zoo. Telewizje obiecywały poprawę po nagraniu swojego materiału. Obiecywano Romom, że państwo się nimi zajmie, że im pomoże. Rozdawano różnym rodzinom pieniądze za to, żeby wystąpiły przed kamerą lub żeby pokazały im swoje mieszkania. Nadal uważam, że należałoby zostać tam jeszcze dłużej, żeby zdobyć jeszcze większe zaufanie oraz więcej materiałów filmowych. Poznać więcej ludzi i ich historie. Generalnie zawarliśmy kilka znajomości i jeśli tam wrócimy, to raczej będziemy mile widziani.

– Gdzie nocowaliście? W dzielnicy Luník panują tragiczne warunki sanitarne – mieszkańcy są odcięci od prądu i wody. Nie jest łatwo tam przetrwać. Powszechne są też różnego typu choroby, np. wszawica i zapalenie wątroby.

– Zamieszkaliśmy w ośrodku Salezjanów, gdzie warunki są porównywalne do typowych hosteli. Ok. 50 m od najbliższego bloku, w którym prawie w ogóle nie ma wody, prądu i ogrzewania. Pokój z widokiem na Luník – wtedy najbardziej doceniasz nawet najmniejsze udogodnienia. Mieszkańcy Luníka nie mają łatwo i rzeczywiście borykają się z bardzo wieloma problemami. Wszawica, szczególnie wśród dzieci, jest widoczna i powszechna. My na szczęście nic nie złapaliśmy, chociaż księża pracujący na Luníku sami wspominali, że raz na jakiś czas coś się zdarzy. Jeden z bloków, w którym byliśmy, był odłączony od wody. Woda działa tylko przez parę godzin po dwa razy dziennie w piwnicy. Nie wszyscy się też szczepią.

– Osiedle Luník powstało w latach 70. ubiegłego wieku i z założenia miało być zamieszkałe głównie przez rodziny policjantów i wojskowych. Jak to się stało, że dzisiaj wegetują tutaj wyłącznie bezrobotni Romowie, a dzielnica stała się symbolem skrajnej patologii społecznej?

– Luník IX był jednym z bardziej prestiżowych osiedli swego czasu. Jak widać, Romowie nie wpisywali się we wzór idealnych sąsiadów i wystarczyło zaledwie jedno pokolenie, aby sprawić, by reszta lokatorów innych narodowości wyprowadziła się z osiedla. Romowie mają w swoim zwyczaju posiadanie rodzin wielodzietnych, a więc szybko stali się na Luníku zdecydowaną większością. Okazuje się, że przymusowa integracja i cały projekt komunis-
tycznych władz Czechosłowacji nie wypaliły. Chyba nie jest ciężko zgadnąć dlaczego.

– No właśnie, czyli to wina nieudanego projektu komunistycznych władz, który polegał na przymusowej integracji społeczności romskiej?

– Myślę, że wszyscy się zgodzimy z tezą, iż jest to nieudany eksperyment przymusowej integracji i ingerencji systemowej w prywatne życie ludzi. Ale jako reporterowi ciężko mi postawić dokładną diagnozę.

– Bezrobocie w dzielnicy Luník IX wynosi niemalże 100 proc. Nędza, brak pracy i perspektyw – to idealny przepis na wzrost przestępczości. Wy natomiast przyjechaliście tam z drogim sprzętem fotograficznym... Naprawdę udało się wrócić bez strat?

– Oficjalne statystyki mówią o niemalże zerowej przestępczości. Nieoficjalnie – wiadomo. Jest tak, ponieważ bycie kapusiem nie jest czymś mile widzianym na Luníku IX. O sprzęt bałem się bardzo, ale obyło się bez żadnych strat. Uprzedzono nas, że na dwa dni przed naszym przyjazdem przyszły dla mieszkańców Luníka pieniądze z socjalu. A oni te pieniądze trwonią w pierwszym tygodniu na imprezy i alkohol. No i właśnie chodziło o to, żeby uważać na ludzi pod wpływem. Czy to alkoholu, czy innych używek, ponieważ mogą być agresywni.

– Czy władze Słowacji podejmują w ogóle jakieś kroki mające na celu np. aktywizację zawodową tych ludzi? Podobno system zasiłków socjalnych oraz widmo windykacji zniechęcają Romów do podjęcia pracy zawodowej. Jak to wygląda?

– Temat Luníka IX jest tematem każdej samorządowej kampanii wyborczej Koszyc, a temat Romów sam w sobie jest tematem kampanii parlamentarnej. Pomysłów było wiele – m.in. nagrody dla romskich kobiet, które poddadzą się sterylizacji. A dzień przed wyborami politycy przyjeżdżają na Luník z kiełbasą wyborczą w formie darmowych worków z ziemniakami. Pokojowa Nagroda Nobla dla osoby, która rozwiąże ten problem społeczny.

– Kierowcom autobusów miejskich, którzy kursują na trasie zahaczającej o getto, władze płacą specjalne premie finansowe za pracę w warunkach podwyższonego ryzyka. Czy faktycznie jest tam aż tak niebezpiecznie?

– Nie powiedziałbym, żeby Romowie chcieli zagrozić kierowcom – są bardziej nieprzychylni wobec gapiów, którzy przyjeżdżają zrobić kilka zdjęć, lub wobec ekip telewizyjnych. Telewizje z zagranicy dużo naobiecywały, że ich materiały wideo pomogą tej społeczności itp. Generalnie Romowie z Luníka nie chcą się czuć jak fotografowane małpy w cyrku. W Internecie są zdjęcia, jak autobus linii 11 wygląda od środka, i rzeczywiście jest w opłakanym stanie.

– Jest w opłakanym stanie, bo władze nie chcą inwestować w tę społeczność, czy ze względu na to, że niszczą go romscy pasażerowie?

– Akurat tego nie wiem, może na tej linii kursują starsze autobusy, a może zdewastowali je Romowie?

– Czy dla słowackiej policji ta część Koszyc również stanowi strefę „no-go”, do której wolą się nie zapuszczać?

– Słowacka policja raczej nie traktuje zgłoszeń na Luník IX poważnie, aczkolwiek my sami byliśmy świadkami interwencji. Ale może wytłumaczę dla jasności: jedna karetka była eskortowana przez dwa radiowozy. Na samym osiedlu znajduje się komisariat policji. Raczej nie nazwałbym tego miejsca mianem strefy „no-go” dla policji, choć faktem jest, że raczej niechętnie przyjmują zgłoszenia.

– Czy zaryzykowałbyś stwierdzenie, że na Luníku panuje bezprawie? Samosądy?

– Raczej nie.

– Na miejscu działa katolicki zakon ojców salezjanów. Na czym polega pomoc, która za ich sprawą dociera do romskiej społeczności w Koszycach?

– Ich pomoc opiera się na kilku filarach. Przede wszystkim jest to ewangelizacja i zjednoczenie z Bogiem – 80 proc. mieszkańców Luníka IX uważa się za katolików. Życie w wierze to z założenia życie uczciwe, dobre i pracowite, więc są to dobre podstawy wychowawcze zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Kolejne takie filary to wychowanie młodzieży, pomoc w znalezieniu pracy, praca z takimi rodzinami. Za darmo lub za małą opłatą można w ośrodku uprać także swoje ubrania. Salezjanie robią naprawdę bardzo dobrą robotę.

– Czy obok organizacji katolickich na miejscu pomaga ktoś jeszcze?

– Są wolontariusze z miasta, ale nie chcieli z nami rozmawiać i ciężko mi zdefiniować, na czym polega ich pomoc. Mają na Luníku swoje biuro.

– Wspominałeś, że władze wyburzają kolejne budynki, których stan grozi zawaleniem. Zmniejsza się też liczba mieszkańców Luníka. Jaka jest zatem przyszłość tego miejsca?

– Z tego, co mówił starosta Luníka IX, wynikało, że planuje wybudowanie czterdziestu nowych mieszkań dla rodzin, które bardziej się starają i wychodzą na prostą. Mimo tego liczba mieszkańców rzeczywiście spada. Bardzo możliwe, że za kilka lat to miejsce będzie zupełnie inne niż teraz. Już się zmieniło, od kiedy byliśmy tam po raz pierwszy w lutym, a kolejny raz w maju.

– Co jest tak naprawdę przyczyną katastrofy, która kryje się pod nazwą „Luník IX”? Zawinił system czy może chodzi o kulturowe uwarunkowania społeczności cygańskiej?

– Romowie obecnie żyjący na Luníku IX mają mało wspólnego z kulturą cygańską, którą znamy. To jest kwestia pokoleniowa i tego, że całe to miejsce jest skupiskiem patologii, która jest dziedziczona. Tym ludziom po prostu brakuje przykładu, motywacji. W większości to nie jest tak, że oni deklarują: „Nie chcemy być jak reszta białych Słowaków”. Oni nie mają nic przeciwko, ale po prostu z jakiegoś powodu im się nie chce. Brakuje perspektyw.

– Myślisz zatem, że istnieje recepta na jakąkolwiek poprawę sytuacji tych ludzi? Dostrzegasz światełko w tunelu tej beznadziei?

– O to samo zapytaliśmy ks. Pavla, ale nie dostaliśmy jasnej odpowiedzi. Ciężko jest przewidzieć losy Luníka IX, gdyż jest to także temat debaty politycznej. Subiektywnie patrząc, duża część tych ludzi nie jest z natury zła. Po prostu mieli brak szczęścia urodzić się w takim miejscu. Największa nadzieja jest w młodych, ponieważ starych drzew się nie przesadza, a to dorośli powinni zadbać o to, aby kolejne pokolenia nie dziedziczyły ich niedoli.



Zapraszamy do odwiedzenia kanału "Vonsky Channel" na YouTube, gdzie znajduje się więcej ciekawych materiałów, nie tylko o Luniku IX

Obejrzyj film: Vonsky Channel
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie tchórz, nie lizus – normalny człowiek!

2018-07-19 13:19

Agata Iwanek

Mijają lata, a pamięć trwa nadal. Dzięki niej osoby, które odeszły, są wiecznie żywe – żyją we wspomnieniach innych.

Agata Iwanek

W środę 18 lipca w kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku została odprawiona Eucharystia w 30. rocznicę śmierci ks. prof. Juliana Michalca – proboszcza parafii na Piasku w latach 1969-1983. Na koncelebrowanej Mszy św. pojawili się księża profesorowie, którzy znali osobiście księdza Michalca. Swoją obecnością chcieli wyrazić wdzięczność za dar spotkania z nim. Kapłan został zapamiętany jako wybitny filozof, duszpasterz, ale przede wszystkim mężczyzna z ogromnym darem słowa: „Podeszło się do Michalca z jakimś problemem, a odpowiedź wracała natychmiast, jak piłka ping-pongowa! Jego słowa były jak pociski. Celnie wymierzone i trafione tam, gdzie trzeba” - wspominał w trakcie homilii ksiądz Jerzy Klichta. Według księdza Jerzego profesor Michalec oznaczał się niezwykłą dyscypliną słowa, wiedzą i odwagą. - To była perła Wrocławia lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nie tchórz, nie lizus – normalny człowiek! A w tym wszystkim autentyczny, co chyba jest najtrudniejsze – dodał na koniec kaznodzieja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem