Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kard. Dziwisz: ŚDM to propozycja dla świata bez podziałów, w imię szukania dobra i solidarności

2017-07-27 10:19

Rozmawiała Magdalena Dobrzyniak / Kraków / KAI

Mazur/episkopat.pl

Światowe Dni Młodzieży to wielka propozycja dla świata bez podziałów, w imię szukania dobra, solidarności i pokoju – mówi w rozmowie z KAI kard. Stanisław Dziwisz. Metropolita senior wyznał, że ŚDM w Krakowie stały się uwieńczeniem jego posługi pasterskiej. „Wciąż dziękuję za to Panu Bogu”- podkreślił.

Magdalena Dobrzyniak, KAI: Rozmawiamy w miejscu, które dziś jest mieszkaniem Eminencji, ale wcześniej był tu Instytut Jana Pawła II, a jeszcze niedawno – siedziba Komitetu Organizacyjnego ŚDM. Jakie wspomnienia się budzą?

Kard. Stanisław Dziwisz: Często myślę o tym, że w tym pokoju kiedyś odbywały się spotkania Komitetu, różne konferencje, że ten dom odwiedził kiedyś Jan Paweł II. Ma on dla mnie znaczenie symboliczne, bo moje życie związało się z papieżem, a dzięki niemu - również z wielką sprawą Światowych Dni Młodzieży. Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, choć nigdy tego nie planowałem, stały się uwieńczeniem mojej posługi pasterskiej. Wciąż dziękuję Panu Bogu za to, że Opatrzność przygotowała mi tak wielkie wydarzenie, które stało się ogromnym błogosławieństwem dla Kościoła w Krakowie i Polsce. To jak klamra spinająca moje życie, byłem przecież od samego początku u źródeł tej idei. Światowe Dni Młodzieży powstawały na moich oczach: w Rzymie i poza Rzymem. Zawsze wspominam ŚDM we Francji, gdzie myślano, że młodzi nie przyjdą na spotkanie z papieżem. Przyszło ich wielu, bardzo wielu. Ojciec Święty zobaczył, że ta młodzież potrzebuje i szuka pasterza. On stał się dla nich pasterzem. A dla mnie osobiście bardzo ważna była Jasna Góra, bo tam te Dni przybrały inny niż wcześniej charakter: wspólnotowy i modlitewny. Przybyła do nas młodzież ze Wschodu i Zachodu, po raz pierwszy razem. Tam zrozumieliśmy, że młodzież potrzebuje innego doświadczenia ŚDM – bardziej religijnego, bardziej ewangelicznego, skupienia wokół Chrystusa. Mniej rozrywki, którą proponowano wcześniej. Okazało się, że młodzież wie, po co przychodzi. Nie dla rozrywki, ale aby się modlić i przeżyć spotkanie z Chrystusem, nawrócenie i uporządkowanie życia. Aby odnaleźć drogę dla siebie i swoje miejsce w Kościele i społeczeństwie.

- Czy spotkanie młodych w Krakowie spełniło marzenia Księdza Kardynała? Czy tak sobie Eminencja wyobrażał te Dni, gdy zaangażował się w starania, by odbyły się one u nas?

- Ja tylko zrozumiałem intencje młodzieży, bo młodych trzeba słuchać. Trzeba poznawać, co myślą, jakie mają dążenia, jakie marzenia. Młodzież, zrozumiałem to w Madrycie, zapragnęła przyjść do ojczyzny Jana Pawła II, by pogłębić znajomość tego człowieka, a także narodu, który zrodził tak wielkiego papieża i przyjaciela młodzieży. Młodzi przyjechali do nas, bo byli zainteresowani krajem, z którego wyszedł papież, który zmienił historię świata i życie Kościoła. Chcieli poznać źródło, z którego zrodziła się piękna propozycja spotkań młodych świata, wielkiego zgromadzenia wokół wartości, wokół Jezusa Chrystusa. Jan Paweł II nie gromadził młodych wokół siebie. On był pasterzem, który prowadził tę młodzież do Chrystusa. I nadal prowadzi, co stało się widoczne w Krakowie. Poprzez Światowe Dni Młodzieży Jan Paweł II wciąż prowadzi młodych do Jezusa. Bardzo wyczuwałem jego obecność w Krakowie. Te Dni stały się dniami wielkiej radości, przeżycia wspólnoty, przeżycia bliskości Jezusa. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że był to czas, który zapoczątkował coś ważnego w życiu Kościoła i społeczeństwa. Te Dni to wielka propozycja dla świata.

- Na czym polega wielkość i unikalność tej propozycji?

- W takim wydarzeniu ważne jest przede wszystkim przygotowanie, od którego zależy ostateczny efekt. W Polsce te przygotowania zjednoczyły ludzi, wiele środowisk, które się różnią, a wtedy skupiły się wokół sprawy ŚDM. Nastroje były różne, były obawy, czy jesteśmy zdolni do przyjęcia tak licznej młodzieży z całego świata i czy to nie skomplikuje życia codziennego mieszkańców. Jednak przeważało pozytywne odniesienie. A trudności odnośnie miejsca, czasu, organizacji – to wszystko stało się drugorzędne. Najważniejsza okazała się współpraca różnych środowisk: i kościelnych, i władz państwowych, i samorządowych, która dała pozytywne efekty. Krakowskiemu Komitetowi, na czele z bp. Damianem Muskusem, jestem ogromnie wdzięczny, bo ci ludzie wzięli na siebie cały ciężar przygotowania, logistykę, pod każdym względem. To, że te Dni tak przebiegły, jest efektem działania Opatrzności i ich wytężonej pracy. Zgromadziliśmy wielu wolontariuszy. Powstały grupy zaangażowanej młodzieży. Z takim bogactwem weszliśmy w przeżywanie Dni. To był ważny fundament tych wielkich spotkań. Widzieliśmy, że młodzież potrzebuje nowego spojrzenia. Młodzi są zmęczeni ideologią bez Boga, pozbawianiem się wartości moralnych. Ta młodzież jest otwarta i szuka. W Światowych Dniach młodzi zobaczyli nową nadzieję na swoje życie osobiste i społeczne.

- W historii naszego kraju i Kościoła w Polsce to był chyba pierwszy raz, kiedy młodzi doszli do głosu na tak wielką skalę?

- Niewątpliwie to był czas młodych, ale oni poderwali wszystkich. Przez swoją obecność, sposób przeżywania, wpłynęli mocno na życie całego społeczeństwa. Ludzie stali się sobie bliscy, bardziej przyjaźni. Nawiązały się relacje, które trwają do dziś. Słyszę od wielu księży, że młodzi dali nam o wiele więcej niż my ofiarowaliśmy im. Gospodarze domów, w których nocowali pielgrzymi, narzekali, że tej młodzieży prawie nie było. A oni byli w kościele. Na klęczkach szukali innych, trwałych wartości. Po zakończeniu ŚDM odwoziłem Ojca Świętego na lotnisko. Przyszła burza, straszny deszcz, a mimo to ludzie stali na trasie jego przejazdu. On na nich patrzył, zdumiony trochę. A ja mu mówię: Są, bo kochają papieża. To jest wyraz ich miłości. Z tym obrazem papież Franciszek odjechał. Do tej atmosfery radości, życzliwości i dobroci tęsknimy cały czas.

- Jak tę tęsknotę przekuć w codzienność, by ŚDM w Krakowie nie stały się tylko wspomnieniem?

- To nie jest i nie powinno być wspomnienie. ŚDM z jednej strony przeszły do historii, ale te Dni ciągle trwają. Trzeba podtrzymać i pogłębiać to, co wydarzyło się w nas, gdy byliśmy gospodarzami Światowych Dni Młodzieży, które zgromadziły młodych z całego świata. Wydarzyło się coś, co pokazało wartości, za którymi warto iść. Kiedy byliśmy w Rzymie przy okazji Niedzieli Palmowej i spotykaliśmy się z przedstawicielami wielu krajów z całego świata, mogliśmy się przekonać, z jaką miłością oni mówią o naszym kraju i o doświadczeniach, które stały się ich udziałem. Wspomnienia o dobrych, życzliwych, pięknych i uczynnych ludziach pozostaną w tych młodych sercach na zawsze, podobnie jak atmosfera wolności, którą podkreślali zwłaszcza Francuzi. Oni doceniali przede wszystkim to, że u nas mogą się modlić, śpiewać i cieszyć się Jezusem na ulicach, co w ich ojczyźnie byłoby dziś niemożliwe. Polska młodzież zrozumiała, że przynależymy do kultury światowej, do cywilizacji, na którą mamy wpływ – uczestniczymy w niej, nie tylko biorąc, ale wiele dobrego w nią wnosimy. W całej Polsce i w Krakowie Dni ukazały wielkie możliwości współtworzenia cywilizacji miłości. Młodzież polska, która uczestniczyła w Dniach, to ludzie, którzy mają wizję przyszłości.

- Pokolenie ŚDM. Co według Księdza Kardynała oznacza ten termin?

- Po którychś Światowych Dniach Młodzieży mówiło się: młodzież Jana Pawła II. To określenie było wynikiem zaangażowania się młodzieży niemieckiej w ŚDM i powstało właśnie tam. Dziś jesteśmy o krok dalej. Tworzy się pokolenie Światowych Dni Młodzieży. I to jest propozycja dla świata bez podziałów, w imię szukania dobra, solidarności i pokoju. Zwłaszcza dziś, gdy świat ulega pogorszeniu, podziałom związanym z konfliktami zbrojnymi, terroryzmem, problemem uchodźców. Pokolenie ŚDM to nowe spojrzenie i nowa propozycja. Trzeba ją umocnić i tworzyć inny świat – bardziej zjednoczony, bardziej solidarny, daleki od tego wszystkiego, co dzieli i przeszkadza, co prowadzi do śmierci. Trzeba też uważnie spojrzeć na wolontariat. To jest wielkie odkrycie Światowych Dni Młodzieży. W Polsce są zaangażowane grupy w parafiach i innych środowiskach, ale wolontariat istnieje przecież na całym świecie. Jedność tych wszystkich ludzi dobrej woli, bezinteresownych, może doprowadzić do nowego spojrzenia na świat i budowania nowego – cywilizacji miłości.

- Jak pomagać młodym?

- Przede wszystkim nie przeszkadzać. I dać im możliwości działania. Otworzyć się na nich i wspierać ich. Te siły są, nie wolno ich lekceważyć. Zwłaszcza parafie powinny się zatroszczyć, by grupy, które powstały po ŚDM, pracowały dalej i włączały innych. Niech będą otwarci na to dobro, które sami przeżyli. Niech się nim dzielą, przekazują je dalej i na nim budują przyszłość. Najważniejsze jest to, by zrozumieć, że Światowe Dni Młodzieży to był zaczyn, który trzeba ochraniać, aby się rozwijał i służył nam i następnym pokoleniom. To jest ogromnie ważne zadanie duszpasterskie dla Kościoła w Polsce. Te Dni ukazały kierunek młodym. Radość przeżywania Ewangelii, wspólna modlitwa, obecność młodzieży z całego świata – to jest program. Nie trzeba szukać innych. To jest ten program, który trzeba utrzymać. Papież obudził w młodych to, co najlepsze. Posłał ich, by budowali lepszy świat. To jest przesłanie, które zachęciło młodzież i dało dużo do myślenia wszystkim.

- Eminencjo, co dziś, rok po spotkaniu młodych, chciałby Ksiądz Kardynał powiedzieć polskiej młodzieży?

- Młodzieży, która przeżywa właśnie rocznicę światowego spotkania w Krakowie, przede wszystkim chcę bardzo serdecznie podziękować, że zrozumieli ważność tych Dni, że się zaangażowali, by ten czas spełnił marzenia i oczekiwania nas wszystkich. Bogu dziękujemy, że tak się stało. Młodym życzę, by nie zapomnieli o tych dniach, by wracali do tych przeżyć, pogłębiali myśli, zdarzenia, doświadczenia i wartości, które się uzewnętrzniły w ciągu tych Dni i nimi żyli. Życzę, by młodzi patrzyli w przyszłość z nadzieją i budowali lepszą przyszłość w narodzie polskim, jedność, życzliwość i wspólne dochodzenie do prawdy, aby to, co najważniejsze, nas nie dzieliło, ale łączyło. Młodzież jest wolna od różnych uwarunkowań. Niech stara się zjednoczyć i ukazać całemu społeczeństwu, że można inaczej żyć i budować piękną przyszłość naszej Ojczyzny. To, co było piękne, trzeba dalej rozwijać na chwałę Bożą i równocześnie dla dobra Kościoła i narodu polskiego.

Tagi:
wywiad kardynał rozmowa

To moja służba Polsce

2018-07-04 11:07

Rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 28-29

W roku świętowania stulecia odzyskania niepodległości naszej ojczyzny do Kapituły Orderu Orła Białego został powołany Adam Bujak – polski artysta fotografik, laureat wielu prestiżowych wyróżnień, w tym m.in.: Orderu Wielkiego św. Zygmunta, nagrody Totus, medalu „Per Artem ad Deum” (Przez sztukę do Boga), Feniksa Maltańskiego i Orderu Orła Białego. Artysta uwiecznił w kadrze życie aktywność duszpasterską Karola Wojtyły – biskupa i kardynała oraz papieża Jana Pawła II. Jest także znanym i uznanym dokumentalistą polskiej historii, tradycji, zwyczajów i architektury oraz autorem albumów upamiętniających obrzędy i rytuały religijne chrześcijan nie tylko w Polsce.

Jakub Szymczuk/KPRP
Prezydent RP Andrzej Duda wręcza Adamowi Bujakowi nominację na członka Kapituły Orderu Orła Białego

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Panie Adamie, gratuluję nowej roli! Proszę powiedzieć, czy spodziewał się Pan takiego wyróżnienia?

ADAM BUJAK: – W życiu bym sobie nie pomyślał, że będę współdecydował o tym, komu przyznać najważniejsze odznaczenie naszej Rzeczypospolitej, że będę, obok Prezydenta RP, w pięcioosobowej kapitule, która opiniuje kandydatury do Orderu Orła Białego.

– W jaki sposób dotarła do Pana ta informacja?

– To było w czasie uroczystości beatyfikacyjnych Hanny Chrzanowskiej w krakowskich Łagiewnikach. Min. Krzysztof Szczerski podszedł do mnie i powiedział, że jest taka propozycja. Byłem tą informacją mocno zaskoczony. Równocześnie przypomniałem sobie sytuację z poprzedniego roku, kiedy także min. Szczerski zadzwonił, aby mnie poinformować, że Prezydent RP przyznał mi odznaczenie Orła Białego. Pamiętam, że wtedy w zdenerwowaniu pomyślałem, iż ktoś się podszywa pod ministra i kpiny sobie urządza, że jakaś gadzinówka do mnie wydzwania (śmiech). A przecież to najważniejsze polskie odznaczenie. Dopiero po chwili, gdy ochłonąłem i stwierdziłem, że to naprawdę min. Szczerski, przyznałem, iż to wspaniała wiadomość, której się nie spodziewałem. Teraz, już na spokojnie, bo jestem po wręczeniu nominacji, mogę przyznać, że prezydent Andrzej Duda zrobił mi niesamowitą niespodziankę, zapraszając mnie do tak elitarnej grupy osób.

– Gdy oglądałam fotorelację z uroczystości, zastanawiałam się, co Pan w tej szczególnej chwili myślał.

– Pojawiła się refleksja, że mój ojciec, który otrzymał order Virtuti Militari V klasy za udział w wojnie bolszewickiej, byłby ze mnie dumny, że bohater bitwy pod Radzyminem, jeśli teraz patrzy na mnie z nieba, cieszy się tam, iż syn nie traci czasu i w swym życiu też robi coś pożytecznego dla ojczyzny. A potem jeszcze sobie uświadomiłem, że to bodaj pierwszy taki przypadek wyróżnienia w ten sposób autora fotografii. Myślę, że to dokumentacja działalności, służby Jana Pawła II, realizowana przez 43 lata, miała wpływ na tę nominację. Pomyślałem więc, że w niebie także św. Jan Paweł II się cieszy, iż zostałem w taki sposób wyróżniony. Zresztą laudacja prezydenta Dudy, który podkreślił moją aktywność, wydane przez Białego Kruka książki z moimi fotografiami i albumy, które sprawią, że te zdjęcie przetrwają dla pokoleń, utwierdziła mnie w tych domysłach.

– Przed laty Pańska praca nie wszystkim się podobała...

– Przez wiele lat byłem na marginesie. Nie tylko w czasach PRL-u. Za rządów Tuska czy za prezydentury Komorowskiego było podobnie. Pewnym mediom nie wolno było o kimś takim jak Bujak pisać czy publikować jego zdjęć. A i dziś się to zdarza – są pojedyncze osoby, które wciąż mają do mnie zastrzeżenia. Tu czy tam Bujak nadal nie jest mile widziany...

– Jak to tłumaczą?

– Różnie. Ktoś np. stwierdził, że jestem w... partyjnej gazecie, że służę partii.

– Co Pan na takie zarzuty?

– Podchodzę do nich ze spokojem. Wiem, że służę konkretnej idei, konkretnym ludziom, dla których ważne jest dobro ojczyzny. Utożsamiam się z nimi. Nie ma dla mnie większego znaczenia, że ktoś mówi, iż publikuję zdjęcia w partyjnej gazecie. W takich sytuacjach myślę, że ktoś się boi „WPiS-u” i stąd taka reakcja.

– Ale są też ludzie, którzy bardzo Pana cenią. Sama widziałam kolejki po autograf Adama Bujaka.

– Reakcje są różne. Młode pokolenie już właściwie mnie nie zna. Natomiast starsi ludzie mnie rozpoznają. Czasem jestem za niedźwiedzia, który pozuje do pamiątkowych fotografii (śmiech). No, bo trzeba mieć zdjęcie z Bujakiem. Nie ukrywam, że to jest przyjemne. Gorzej, jak ktoś mnie chce pocałować w rękę... bo to nie do zaakceptowania. Przecież nie jestem żadną relikwią. Ja tylko fotografowałem kolejne etapy życia Karola Wojtyły i Jana Pawła II.

– Wróćmy do Pańskiej nowej roli. Proszę powiedzieć, do czego zobowiązuje obecność w Kapitule Orderu Orła Białego?

– Mamy popatrzyć na cały życiorys kandydata. Mamy go sprawdzić, prześwietlić jego przeszłość i teraźniejszość, jeśli jest to osoba żyjąca – bo odznaczani są także wybitni Polacy, którzy już zmarli.

– Kapituła zgłasza kandydatów?

– Mamy do tego prawo. Dana kandydatura, bez względu na to, kto ją zgłosił, powinna zostać przyjęta przez wszystkich członków – innymi słowy, należy przekonać kapitułę do konkretnego człowieka.

– Myślę, że zasiadanie w kapitule to także zobowiązanie. Jak ma Pan zamiar się z niego wywiązać?

– To jest moja służba Polsce. Uważam, że kapituła powinna się wnikliwie wpatrywać w życiorysy kandydatów zgłoszonych do wyróżnienia. Nie wolno przeoczyć jakiegoś wydarzenia z życia danego człowieka.

– Przeglądałam listę żyjących osób odznaczonych Orderem Orła Białego. Są tam bardzo różni ludzie, dziś niekoniecznie służący dobru Polski.

– To prawda. Niektóre nazwiska mogą nas dzisiaj przerażać, a przynajmniej skłaniać do refleksji. Myślę o takich ludziach, jak Michnik, Balcerowicz i im podobni. Ale niestety, mieliśmy władze, które takich ludzi popierały i takie, a nie inne zachowania doceniały.

– Ma Pan pomysł, jak w przyszłości uniknąć takich sytuacji? Bo przecież wiemy, że cwaniaków, którzy potrafią się urządzić, spotkamy wszędzie. Również przy obecnym rządzie.

– To prawda. Po naszej stronie oni także są. Ale co jest cenne, są zdecydowane reakcje szefa PiS-u, które sprawiają, że taki polityczny hochsztapler zostaje wyeliminowany. Oczywiście, trzeba na to czasu. Od razu zaznaczę, że nie jestem członkiem PiS-u, ale jego fanem. A wracając do roli członka kapituły, to myślę, że trzeba „przeżyć” życiorys konkretnego kandydata do odznaczenia orderem. Oczywiście, musimy mieć też informacje z IPN-u.

– Jak unikać sytuacji, kiedy ktoś ostentacyjnie odmawia przyjęcia Orderu Orła Białego albo go zwraca?

– Myślę, że nie ma na to jednej recepty. Jeśli ktoś będzie chciał wzbudzić ogólne zainteresowanie, to każda sytuacja stanie się dla niego stosowna. Tu może zadziałać asekuracyjne myślenie. Taki człowiek dojdzie do wniosku, że przyjęcie orderu od obecnej władzy może się dla niego okazać niekorzystne, bo liczy na powrót do rządzenia partii neoliberalnych i lewackich. Taka odmowa może mu się wydawać sposobem na zaistnienie w tych środowiskach.

– Czy powinno się odbierać laureatom wcześniej przyznane ordery Orła Białego?

– Sam się zastanawiam, czy powinno się odebrać order np. Adamowi Michnikowi. Przecież jego życiorys z czasów transformacji zawiera wiele przykładów, dowodów na zaangażowanie w sprawę odzyskania niepodległości Polski. Poza tym myśmy byli wpatrzeni w niego i w „Gazetę Wyborczą”. Wierzyliśmy, że idą nowe, lepsze czasy. I proszę zobaczyć, jak komuna po cichu, dyskretnie, ale skutecznie wróciła. Jakoś szybko się okazało, że ci, którzy Michnika gnębili, są jego przyjaciółmi. A my wielokrotnie usłyszeliśmy, że Jaruzelski czy Kiszczak to ludzie honoru. Myślę, że odebranie orderu nie rozwiąże sprawy. Poza tym nasza religia uczy, że trzeba wybaczać i stwarzać możliwość naprawienia błędów. Mamy dać szansę naprawienia zła. Proszę zobaczyć, apostoł Paweł był zbrodniarzem, prześladował i mordował wyznawców Chrystusa. A przecież tyle dobra uczynił dla Kościoła, gdy się nawrócił. Na tym polega chrześcijaństwo, żeby nikogo nie przekreślać.

– A na czym w dzisiejszych czasach polega patriotyzm?

– Dla mnie idea patriotyzmu zawiera się w słowach: „Bóg. Honor. Ojczyzna”. Jeżeli do wartości przekazywanych w tym ponadczasowym przesłaniu Polaków jesteśmy prawdziwie przywiązani, jeżeli je wprowadzamy w czyn na miarę swoich możliwości i tam, gdzie żyjemy, to właśnie jesteśmy patriotami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Sejm ustanowi nowe święto państwowe

2018-07-18 12:37

lk / Warszawa (KAI)

Komisja kultury i środków przekazu zatwierdziła w środę projekt ustawy ustanawiającej w dniu 14 kwietnia nowe święto państwowe - Święto Chrztu Polskiego. Ma ono upamiętniać faktyczny początek polskiej państwowości, nie będzie jednak dniem wolnym od pracy. Wkrótce projektem zajmie się Sejm.

Artur Stelmasiak

Projekt zainicjowany przez niezrzeszonego posła Jana Klawitera wpłynął do Sejmu w marcu ub. roku. Podpisało się pod nim 34 posłów różnych ugrupowań, od PiS i Kukiz`15 po PSL oraz parlamentarzyści nieprzynależący do żadnego z klubów lub kół.

Na środowym posiedzeniu komisji kultury i środków przekazu posłowie debatowali nad preambułą projektu (jest w niej mowa o doniosłości decyzji Mieszka I) i dokonali jego uproszczenia do trzech artykułów.

W projekcie ustawy można przeczytać, że Chrzest Polski, dokonany 14 kwietnia 966 roku, był kluczowym wydarzeniem w dziejach naszego narodu i państwa, dlatego zasługuje na upamiętnienie ustanowieniem w tym dniu święta państwowego.

"Poza wymiarem religijnym miał również wymiar strategiczny i polityczny. Dzięki niemu nasza Ojczyzna dołączyła do rodziny narodów europejskich, do kręgu cywilizacji Zachodniej Europy. Bez tego wydarzenia trudno sobie wyobrazić naszą kulturę i tożsamość" - czytamy w uzasadnieniu złożenia projektu.

Wnioskodawcy projektu ubolewają jednak, że Chrzest Polski jest "praktycznie nieobecny w powszechnej świadomości naszego społeczeństwa".

"Dlatego dzisiaj, w dobie kruszenia podstaw, na których zbudowany jest nasz byt narodowy i państwowy, w dobie niepewności i obawy o naszą przyszłość, o jutro naszych dzieci, powinniśmy pamiętać o rocznicy Chrztu Polski" - stwierdzono w uzasadnieniu projektu.

Autorzy projektu wyrażają też nadzieję, że dzień 14 kwietnia stanie się okazją do zadumy i refleksji nad odpowiedzialności za naszą przyszłość. "Niech odwaga i dalekowzroczność Mieszka I będzie inspiracją dla naszych polityków" - brzmi uzasadnienie.

Jakkolwiek 14 kwietnia byłby dniem święta państwowego, to nie stałby się w zamyśle autorów projektu dniem wolnym od pracy. Jego ustanowienie nie skutkowałoby zatem zwiększeniem kosztów finansowych - obciążeniem budżetu państwa lub budżetów samorządów.

"Zachęca jedynie obywateli polski do refleksji i wywieszenia w tym dniu flag biało-czerwonych" - napisano w uzasadnieniu projektu.

Sprawozdawcą projektu na sali plenarnej będzie poseł Dariusz Piontkowski (PiS).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. L. Sako: coraz bliżej ku wspólnej dacie Wielkanocy

2018-07-20 20:20

(KAI/vaticannews.va) / Watykan

Na niedawnym spotkaniu modlitewnym Franciszka z prawosławnym i innymi wschodniochrześcijańskimi hierarchami z Bliskiego Wschodu podniesiono m.in. temat wyznaczenia daty wspólnych obchodów Wielkanocy jako widocznego znaku jedności chrześcijan. Ujawnił to chaldejski patriarcha Babilonii kard. Luis Raphael Sako, który był jednym z uczestników tamtego wydarzenia na południu Włoch.

Bożena Sztajner/Niedziela
Patriarcha Louis Raphaël I Sako

W czasie rozmów, toczonych za zamkniętymi drzwiami, nie podejmowano spraw doktrynalnych – przyznał kardynał w rozmowie z Radiem Watykańskim. Wyjaśnił, że uczestnicy spotkania mieli świadomość, że do jedności kroczy się razem, na wspólnej modlitwie i podejmując te same problemy, wiedząc, że można zaczerpnąć ze wspólnego źródła.

Zwierzchnik katolickiego Kościoła chaldejskiego zaznaczył jednoczenie, że nie mówiono wyłącznie o prześladowaniu chrześcijan. „Dla wszystkich było jasne, że przyszłość wyznawców Chrystusa jest złączona z muzułmanami, żydami i innymi wspólnotami, które żyją na Bliskim Wschodzie” – podkreślił kard. Sako.

Przyznał, że słowa, które wypowiedziano i wspólna modlitwa położyły dobry fundament pod wspólne działania, toteż jest przekonany, że spotkanie w Bari nie było ostatnim takim wydarzeniem. Wyraził także nadzieję, że kiedyś będzie możliwe poszerzenie gremium osób, które będą brały w nim udział o przedstawicieli muzułmanów i żydów. „Sami bowiem nie zdołamy stawić czoła i rozwiązać tak wielu problemów” – powiedział iracki hierarcha.

Dodał, że rzeczy dojrzewają, kiedy przyjdzie na to czas. „Pięćdziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia takie spotkanie jak to, które odbyło się w Bari – podkreślił kard. Sako. – Dlatego to wspólne spotkanie przedstawicieli tak wielu różnych Kościołów i wspólnot może być postrzegane jako przykład także dla innych”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem