Reklama

Zapomniane męczeństwo polskich jezuitów - cz. 2

Na drogach wierności Bogu i Ojczyźnie

2017-07-28 09:11

Grzegorz Jacek Pelica

Archiwum

Pomimo niezwykłego terroru, szykanowania i poniżania przez okupanta sowieckiego i niemieckiego, prób przekupstwa i szantażu, polscy księża wykazali postawę nieugiętą i nierzadko heroiczną. Spośród wielu grup duchowieństwa, warto spojrzeć uważniej na drogi poświęcenia i wierności polskich jezuitów.

Jezuici organizowali akcję pomocy żywnościowej dla osadzonych w obozach koncentracyjnych. Z tej działalności zasłynęli klerycy: Czesław Białek ps. Kordecki, Mieczysław Fikawski, Józef Zając. Przy okazji wynieśli i dostarczyli oddziałom AK amunicję, przechowywaną przez hitlerowców w magazynach mieszczących się w domu jezuickim w Starej Wsi.

Szefem akcji pomocowej dla kapłanów-łagierników w Rzeszy był o. Aleksander Preisner TJ, wspomagany przez alumnów: Stanisława Mardułę, Cz. Białka, Ignacego Karpińskiego i J. Zająca. Wsparciem służyli też księża: Ignacy Turek i Celestyn Sawan. We wspomnianym domu w Starej Wsi, pod bokiem Niemców, ale w ścisłej konspiracji, działało podczas okupacji seminarium (ściślej: nowicjat) i Wydział Teologiczny Bobolanum. Natomiast w Warszawie działało tajne seminarium duchowne dla żołnierzy podziemia. Jego pracą kierował przeważnie o. Paweł, czyli ks. Józef Warszawski. Wykładowcami byli m.in.: o. superior Edmund Kosibowicz, o. Jan Rostworowski, o. Korab (Jan Wojciechowski), o. Tomasz Rostworowski, o. Rejowicz. Siedziba w Świdrze była w pewnym momencie (r. 1942) zagrożona „wsypą”, a przed rozstrzelaniem uratował ojców i studentów oddział partyzancki AK.

Powstańcza Golgota

Reklama

Kolejny rozdział bohaterskiej posługi księży jezuitów stanowiło Powstanie Warszawskie. Wśród pierwszoplanowych postaci można wymienić: o. Pawła, o. Korabia (kapelana zgrupowania „Krybar”), o. prowincjała Emila Życzkowskiego ze staromiejskiego domu zakonnego przy ul. Świętojańskiej, o. Karola Sawickiego. W pierwszych dniach powstania zginął o. Franciszek Szymaniak. Od 2 sierpnia 1944 trwały nieustające Msze św. w kościele na Starym Mieście. Przede wszystkim dla podtrzymania ducha walczących, ale także dlatego, że - jak wspominał po latach o. J. Warszawski - „powstanie był to jeden wielki pogrzeb. Był straszny ból, straszny zawód, ale Warszawa się modliła”. Poprzez sprawowane Msze św. i posługę na barykadach, kapłani walczyli duchowo. Żołnierz powstania był wtedy pewien, że „kapelan duchowo idzie za nim”. Przed moralnym upadkiem, utratą ducha i demoralizacją chroniła modlitwa, Eucharystia i myśl: „Panie Boże, jak chcesz to przyjmij i moją ofiarę. Ona nie jest nadaremna” (z radiowych wspomnień o. Pawła).

Golgotę duchowieństwa polskiego podczas powstania podkreśla bestialskie zamordowanie 35 osób, w większości braci i ojców jezuitów, w kaplicy ogólnej i domowej oraz w mieszkaniu woźnicy klasztornego: wielu ginie od strzału w tył głowy (np. o. Kosibowicz). Zginął wówczas o. Paweł Pawelski, redaktor „Przeglądu Powszechnego”, o. Herman Lubiński, o. Henryk Wilczyński i o. Mieczysław Wróblewski.

Pod ciałami rozstrzelanych i rozszarpanych granatami zdołali się uratować: o. Jan Rosiak, o. Stanisław Jędrusik, o. Hugon Kwas, o. Aleksander Pieńkosz, o. Leon Mońko. Wieczorem, po masakrze, Niemcy polali ciała benzyną i podpalili je, a spiżarnię i stołówkę obrabowali. W dniu mordu odeszli do Pana także ojcowie: Jan Madaliński, Franciszek Szymaniak, Władysław Więcek i bracia: Felik Bujak, Antoni Biegański, Klemens Bobritzki, Józef Fus, Adam Gaudan, Stanisław Orzechowski, Czesław Święcicki, Stanisław Tomaszewski oraz brat (mansjonariusz?) Bajdal i kilkoro świeckich uciekinierów. Warto zaznaczyć, że ulice obok kościoła jezuickiego, jak i sąsiednie zaułki Starówki, były pod ciągłym obstrzałem.

Pod kierunkiem o. superiora Waleriana Holaka ratowano najcenniejsze skarby ze świątyni NMP Łaskawej Patronki Stolicy. Wobec wyraźnego zagrożenia zajęto się także ratowaniem relikwii św. Andrzeja Boboli. Z pomocą lotników uczynili to ojcowie: E. Życzkowski, Edmund Etler, Jan Roth, Władysław Dzikowski, Antoni Kozłowski oraz Stefan Śliwiński (ps. A. Bobola), który przeszedł następnie kanałami na Żoliborz, a potem do Puszczy Kampinoskiej, aby zostać kapelanem oddziałów leśnych. Samo uratowanie relikwii było nie lada wyczynem, zwłaszcza, że wieżę kościoła zaczął trawić pożar od bomby lotniczej. Ogień gasili bracia: Bronisław Boćko, Henryk Grzelak, Władysław Mielnik, Wacław Sosnowski; w akcji tej zginął o. Henryk Mroczka.

Wiele zgrupowań powstańczej Warszawy miało za kapelanów ojców od św. Ignacego Loyoli.

Na Starym Mieście o. Paweł (Rostworowski), kapelan Konfederacji Narodu i zgrupowania „Radosława” płk. Jana Mazurkiewicza, brygady dywersyjne „Broda 43”; przemierzał szlak: Wola, Stare Miasto, Śródmieście, Czerniaków. O. Leonard (Hrynaszkiewicz) był kapelanem szpitala w klasztorze SS. Sakramentek na Nowym Mieście. Pod gruzami kościoła ginie tam o. Leonard wraz z czterema kapłanami i 35 siostrami. Ta ofiara z własnego życia b. kapelana oddziałów AK z Rybaków, jego współtowarzyszy i sióstr-męczennic, miała miejsce 31 sierpnia 1944 r. W tym samym czasie pod gruzami kościoła ss. Elżbietanek zginął o. Aleksander Pieńkosz, kapelan z Mokotowa.

Po upadku

Po upadku powstania wychodzą wraz z ludnością cywilną ojcowie E. Życzkowski i E. Elter, bo ich posługa będzie właśnie teraz szczególnie niezbędna. Natomiast pozostał na miejscu dziekan Obwodu Śródmieście o. Korab, niosąc materialną i duchową pomoc także konfratrom. Po zakończeniu powstania został awansowany do stopnia podpułkownika i odznaczony Krzyżem Walecznych.

Ojciec J. Warszawski znalazł się na jenieckim szlaku wraz z innymi oficerami AK, trafiając do obozu Sandbostel. Wspominał potem: „Woziłem zaś stale ze sobą, od dni jeszcze Powstania, w zwykłym ziemniaczanym worku niezbędne kapelanowi paramenta kościelne. Usiłowałem konsekwentnie, zaraz po przybyciu do obozu, zorganizować życie religijne”. Wobec tego, że na zapowiedzianą Mszę św. na blisko tysiąc żołnierzy zebrało się ok. 50, o. Paweł przebiegał w stroju liturgicznym wzdłuż i wszerz teren obozu, zbierając grających w karty, skręcających „cybuchy” i wylegujących się, krzycząc: „Albo wojsko, albo tałatajstwo! Gdzie tu honor oficerski?! Gdzie żołnierska karność!” Akcja odniosła skutek: „Następnej niedzieli - wspomina kapelan - poszczególne baraki czwórkami, równym krokiem, a z podniesionym czołem, pomaszerowały przed ołtarz”.

Pomimo płycizn kosmopolityzmu

Reasumując swoje przeżycia wojenne i powstańcze, analizując duchową spuściznę powstań narodowych, o. Paweł pisał: „Do powstania mieczem trzeba powstania siłą myśli (C.K. Norwid). Powstać myślą. Powiedzieć sobie, kim się właściwie jest w stawaniu się dziejów. Każdego dnia o jeden choćby okruch prawdy więcej. Każdego dnia choćby o jeden ułamek syntezy dojrzalej. Kim tedy jestem najwłaściwiej i sam w sobie? Ustalić swoje stanowisko w ludzkości, ogarnąć ją całą, a nie zejść do płycizn kosmopolityzmu. Przenieść miłość własnego narodu ponad życie swoje, a odciąć się dojrzale od szowinizmu. Kim jestem, mogę stać się? Może świętym? Może apostołem, może kielichem, z którego społeczeństwo będzie mogło czerpać moc i ostoję na godzinę wielkich prób i doświadczeń dziejowych? Może postacią, o która oprze się słaby i pogardzany, szary człowiek?”.

Te aktualne dzisiaj słowa i pytania niechaj będą zarówno nagrobną inskrypcją na wszystkich miejscach śmierci polskich jezuitów - męczenników II wojny. Miejscach ludziom znanych i nieznanych, także na Golgocie Wschodu. Niech to będzie również inspiracją do osobistej refleksji wszystkich, którzy z posługi duchowych synów św. Ignacego z Loyoli korzystają.

Tagi:
wspomnienia

Wspomina ostatni szkolny kolega Karola Wojtyły

2018-06-06 10:32

Eugeniusz Mróz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 20-22

Po raz ostatni zasiedli w ławkach wadowickiego gimnazjum w pogodny dzień przed osiemdziesięcioma laty, 17 kwietnia 1938 r., gdy przygotowywali się do matury. Nie przypuszczali, że już wkrótce przyjdzie im złożyć najtrudniejszy egzamin – z patriotyzmu

Graziako/Niedziela
Eugeniusz Mróz

Gdy przekraczaliśmy progi neoklasycznego Państwowego Gimnazjum im. Marcina Wadowity, przy ul. Adama Mickiewicza w Wadowicach, witała nas wmurowana w 1889 r. – trzy lata po założeniu wadowickiego gimnazjum – tablica-inskrypcja napisana heksametrem daktylicznym Albiusa Tibullusa, żyjącego w I wieku przed Chrystusem przyjaciela rzymskich poetów Horacego i Owidiusza.

„Casta placent superis,
pura cum veste venite
et manibus puris
sumite fontis aquam”.

„Najwyższemu podobają się dusze czyste,
przybywajcie w szatach czystych
i czystymi rękoma
czerpcie wodę ze źródła”.

Ta sentencja rzymskiego pisarza, poety, filozofa była dla nas, uczniów ośmioklasowego gimnazjum w Wadowicach, wademekum w zdobywaniu wiedzy w prawdzie, przekazywanej nam przez naszych profesorów, wychowawców, starszych przyjaciół, umacniała nas w koleżeńskiej solidarności, przyjaźni... Słowa rzymskiego filozofa krzepiły nas w latach nauki, krzepiły w okresie niemieckiej i sowieckiej okupacji.

Na naszych koleżeńskich zjazdach absolwentów rocznika 1938 wadowickiego gimnazjum, z udziałem Karola Wojtyły – „Lolka”, ze wzruszeniem i radością cytowaliśmy strofy Albiusa Tibullusa: „Casta placent superis...” oraz w języku greckim pierwsze wersety „Iliady” Homera: „Menin aeide, thea”...

Po raz ostatni zasiedliśmy w ławkach wadowickiego gimnazjum w pogodny dzień przed osiemdziesięcioma laty, 17 kwietnia 1938 r., gdy przygotowywaliśmy się do matury – egzaminu naszej dojrzałości. Warunkiem dopuszczenia do maturalnych egzaminów było uzyskanie pozytywnych wyników ze wszystkich przedmiotów na trzeci kwalifikacyjny okres. Do egzaminu pisemnego można było wybrać język polski lub historię oraz dwa języki obce – łacinę, grekę, język niemiecki, a do egzaminu ustnego jako czwarty przedmiot – trzeci język obcy lub matematykę. Języka łacińskiego uczyliśmy się od klasy czwartej, greckiego – od piątej, niemieckiego – już w szkole powszechnej. Kto z nas egzamin pisemny z danego przedmiotu napisał z wynikiem dobrym, nie zdawał go ustnie.

Karol Wojtyła – „Lolek” – najzdolniejszy, najpilniejszy z nas, który przez lata nauki w wadowickim gimnazjum miał najwyższe noty, egzamin pisemny zdawał z języka polskiego, z łaciny i greki, wszystkie z wynikiem bardzo dobrym. Mimo tego musiał obowiązkowo ustnie zdawać jeden przedmiot – wybrał język niemiecki.

Zdali wszyscy – czterdziestu dwóch, w tym dwóch eksternistów – Zygmunt Kręcioch i Tadek Bryzek.

Żegnając nas, już jako absolwentów gimnazjum, dyrektor Jan Królikiewicz powiedział m.in.: „Dziękuję wam za przykładną i wzorową pracę na terenie szkoły. Życzę wam, byście godnie zamknęli łańcuch ośmioletniego gimnazjum...”.

W naszym imieniu, już absolwentów, Karol Wojtyła w serdecznych słowach podziękował gronu profesorskiemu za pracę nad naszymi młodymi umysłami i zapewnił, że udzielonymi nam wskazaniami zawsze będziemy się kierować.

Pożegnanie ze szkołą miało miejsce 27 maja. Wspaniała biesiada – komers, obecnie studniówka – w restauracji Wysogląda wraz z naszymi maturalnymi rówieśniczkami z prywatnego Gimnazjum im. Michaliny Mościckiej – to miły akord kończący naszą ośmioletnią edukację.

Gdy się rozstawaliśmy, nie przypuszczaliśmy, że już wkrótce przyjdzie nam złożyć najtrudniejszy egzamin – z patriotyzmu. Nie sądziliśmy, że nasze koleżeńskie spotkanie odbędzie się dopiero za kilka lat, a wielu z nas nie będzie już w nim uczestniczyć.

Rozpierzchliśmy się w różne strony. Część kolegów podjęła różne prace, studia na uniwersytetach w Krakowie, Warszawie, we Lwowie, w Poznaniu, Gdańsku. Większość jednak otrzymała wezwanie do odbycia służby wojskowej, najpierw w Junackich Hufcach Pracy.

Wybuch wojny, w piątek 1 września 1939 r., zastał nas w różnych sytuacjach, w różnych miejscach. Już w pierwszych dniach września 1939 r. padł w okolicy Dębicy Zbyszek Gałuszka, miał 18 lat. Urodził się z Toruniu, wraz z rodziną zamieszkał w Śleszowicach. Mieszkał na stancji w Wadowicach. Po maturze został powołany do Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, a kampanię wrześniową odbywał w 3. Pułku Ułanów w Tarnowskich Górach. Zginął wraz z dwoma ułanami jako dowódca zwiadu.

Na stokach kopca Kościuszki w Krakowie, w dzień Wigilii Bożego Narodzenia, w pierwszym roku wojny, został rozstrzelany Józek Wąsik z Zawadki. Wraz z nim członkowie ruchu oporu – Stefan Boryczka, Jan Dudoń, Mojżesz Melman, Stefan Węgrzyn.

Tę konspiracyjną grupę zorganizował i nią dowodził artysta malarz i rzeźbiarz Wicek Bałys. Zginął w wieku 33 lat.

W Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie walczyli: Władek Balon, Zdzisiek Bernaś, Tadek Czupryński, Tolek Galwin, Staszek Jura, Jurek Kluger, Mietek Nowobilski, Tomek Romański, Staszek Bartosik, Rudek Kogler.

W walkach o Monte Cassino wsławiło się pięciu naszych kolegów – Tomek Romański, Rudek Kogler, Tadek Czupryński, Jurek Kluger, Zdzisiek Bernaś.

Szczególnie wielką odwagę i poświęcenie wykazał Tomek Romański, urodzony w Nowym Wiśniczu. Po maturze rozpoczął służbę w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie, brał udział w wojnie obronnej. Dotarł do Tarnopola, skąd przedostał się na Węgry i tam był internowany wraz ze Staszkiem Jurą, Zdziśkiem Bernasiem, Rudkiem Koglerem. Na wiosnę 1940 r. przez Jugosławię dotarł do Turcji, a stamtąd – do Bejrutu. W maju 1940 r. jako żołnierz Brygady Strzelców Karpackich walczył przy boku armii francuskiej do czasu jej haniebnej kapitulacji.

Dalsze wojenne losy Tomka to tereny Palestyny, Egiptu, Tobruku, Iraku.

W maju 1944 r. był jednym ze zdobywców Monte Cassino, którzy pierwsi zatknęli polską flagę na murach klasztoru Monte Cassino. Wiele stronic poświęcił bohaterskiemu Tomkowi Romańskiemu w swym reportażu wojennym Melchior Wańkowicz. Tomek po zakończeniu wojny wrócił wraz ze Staszkiem Jurą, lotnikiem RAF-u, i Staszkiem Bartosikiem do rodzinnego Wiśnicza. Zamiast pochwał i wyróżnień spotkały go ze strony władz reżimu komunistycznego prześladowania, inwigilacja. Przez dłuższy okres nie mógł znaleźć pracy ani zyskać mieszkania. W grudniu 1994 r. zakończył życie.

W niemieckich obozach koncentracyjnych zginęło naszych trzech kolegów:

Jasiu Banaś, urodzony w Rabie Wyżnej, powołany do Szkoły Podchorążych Broni Pancernych. Walczył w wojnie obronnej 1939 r. Zbiegł z niewoli niemieckiej do Hiszpanii. Ciężko pracował w kopalniach, był prześladowany, żył w nędzy. Zmarł w 1942 r. w obozie Miranda de Ebro.

Wiktor Kęsek, urodzony w Wadowicach. Po maturze rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W czasie okupacji niemieckiej mocno zaangażowany wraz z Antkiem Bohdanowiczem w Narodowej Organizacji Wojskowej. Na skutek zdrady niemieckiego konfidenta, leśnika z Suchej, został aresztowany; mimo okrutnych tortur m.in. w więzieniu w Mysłowicach nie zdradził swej organizacji. Przewieziony do Auschwitz i Mauthausen, gdzie został rozstrzelany 8 lipca 1943 r.

Trzeci nasz kolega, zamordowany w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, to Zbyszek Nowobilski, starszy brat Mietka, również naszego gimnazjalnego kolegi. Urodził się w Palczy. Po rozbiciu jego pułku wrócił w okolice Wadowic, do Gorzenia Dolnego, w mundurze, w pełnym rynsztunku. W pobliżu miejsca, gdzie mieszkała rodzina Nowobilskich, która zachowywała tradycje narodowe, była wielka góra, zwana „Dzwonkiem”. Dzwon z tej niewielkiej kapliczki rozpędzał nad Gorzeniem i okolicą chmury deszczowe. „Na Dzwonku” znajdowała się dobrze zakonspirowana polna jamka – miejsce konspiracyjnej organizacji. Przewodził jej senior, nauczyciel Jan Nowobilski wraz ze swym sąsiadem Walentym Tomalikiem. Zbyszek podjął pracę w składnicy opału w Sporyszu k. Żywca i równocześnie pełnił funkcję konspiracyjnego łącznika między powiatami: bielskim, żywieckim i wadowickim. Często przez góry odwiedzał Gorzeń – „Dzwonek”, by przekazać konspiracyjne materiały. Zdekonspirowany, aresztowany przez gestapo w 1941 r. na ulicy w Bielsku, przeszedł ogromne tortury w więzieniu w Mysłowicach, ale nie ujawnił swej konspiracyjnej działalności. W stanie agonalnym został przewieziony do Auschwitz, w 1942 r. zakończył swe życie.

W wojennych bojach wsławiło się trzech naszych kolegów:

Władek Balon dojeżdżał pociągiem z Przeciszowa k. Zatora. Ukończył Szkołę Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Do zakończenia wojny obronnej dotarł do Wielkiej Brytanii i tam walczył w 316. Dywizjonie Myśliwskim „Warszawskim”. Jako pilot w stopniu porucznika zginął w sierpniu 1942 r. w nurtach kanału La Manche.

Tadek Czupryński z Zatora. Po maturze wraz ze Zbyszkiem Siłkowskim ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Wywieziony do Związku Sowieckiego wraz z matką ciężko pracował w sowchozie w Pawłodarze. Mieszkali w lepiance, często przymierali głodem, żywili się „zupą” z traw łąkowych. Uciekł z sowchozu i po licznych bolesnych perypetiach przedarł się do tworzącej się w ówczesnej Persji armii gen. Władysława Andersa. Brał udział w kampanii włoskiej. W marszu armii polskiej, by wyzwolić Ankonę, Bolonię, jako dowódca zwiadu padł w lipcu 1944 r. pod Scapezzano, 30 km od Ankony. Tadek spoczął w Loreto, na jednym z czterech polskich cmentarzy wojennych na ziemi włoskiej.

Nasz Wielki Kolega – Jan Paweł II w czasie jednej z wizyt we włoskich diecezjach oddał hołd swemu bohaterskiemu koledze z wadowickiego gimnazjum. W skupieniu i zadumie uniósł do niebios modlitwę.

Również my, koledzy Tadka, we wrześniu 1994 r. – w czasie jednego z koleżeńskich spotkań w Italii wspólną modlitwą uczciliśmy jego poświęcenie dla wolności Polski.

Niezwykłe dzieje wojenne przeszedł młodszy brat Zbyszka – Mietek Nowobilski, urodzony w Palczy. Po maturze – w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie, następnie w Szkole Podchorążych Piechoty. Uciekł z niewoli niemieckiej, a w styczniu 1940 r. przez Węgry i Jugosławię dotarł do Francji; w tym czasie nadal prowadził walkę z Niemcami. Mietek znów dostał się do niewoli niemieckiej i znów udało mu się zbiec. Wrócił do Gorzenia Dolnego. Po krótkim pobycie „Na Dzwonku” przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Turcję, obdarzony wielką odwagą i wolą walki przeciwko zbrodniczej armii niemieckiej, dotarł do Palestyny. Zgłosił się do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Początkowo przyjęty nieufnie, pozytywnie zweryfikowany dzielnie walczył jako dowódca samochodów pancernych z otwartą górą, często zwanych „carrierami”. W grudniu 1941 r., po bohaterskich walkach, trafiony zdradziecko pociskiem artylerii włoskiej pod Ghazalą zginął w płomieniach swego pancernego pojazdu.

Wadowiczanie: Poldek Zweig i Zygmunt Selinger, po internowaniu aż na Syberię, barką po rzece Ob zamierzali dotrzeć do armii gen. Andersa. Sowieccy żołnierze odcięli linę barki od lądu. Utonęli wszyscy syberyjscy uchodźcy – czterystu, a wraz z nimi nasi koledzy Poldek i Zygmunt.

Profesorowie wadowickiego gimnazjum nie ugięli się przed niemieckim okupantem. Z narażeniem życia prowadzili zajęcia na konspiracyjnych kampusach, dzięki czemu przeszło 70 uczniów mogło ukończyć szkołę średnią.

Nasz katecheta – ks. dr Edward Zacher przez ponad 5 lat konspiracyjnie kształcił młodzież.

Po zakończeniu II wojny światowej część kolegów podjęło prace w różnych zawodach. Wyższe studia wydały 3 lekarzy medycyny, 2 lekarzy weterynarii, 6 ekonomistów, 2 księgowych, 3 inżynierów, 2 księży: oprócz Karola Wojtyły – Karol Kurek, który jako wikariusz jednej z parafii ziemi krakowskiej na skutek słabego zdrowia wcześnie zmarł.

Gdy nasz wspaniały kolega z ławy szkolnej Karol Wojtyła zasiadał na Watykanie jako Jan Paweł II – namiestnik Chrystusa, nie zapomniał o swych kolegach z wadowickiego gimnazjum. Słał do nas serdeczne listy, kilkakrotnie spotkał się z nami w rodzinnym mieście Wadowicach, w Rzymie, w Watykanie, w letniej rezydencji papieży w urokliwym Castel Gandolfo, nad jeziorem w Górach Albańskich.

Zawsze serdeczny, otwarty, bez dystansu, z gorącym sercem dla swych wadowickich kolegów.

Pierwsze nasze spotkanie absolwentów wadowickiego gimnazjum 1938 r. odbyło się w licznej jeszcze grupie naszych profesorów, koleżanek rówieśniczek, w lipcu 1948 r. w Wadowicach – w 10. rocznicę matury; również w Wadowicach świętowaliśmy 20. rocznicę we wrześniu 1958 r. Rok 1966 to setna rocznica założenia naszego gimnazjum.

Czerwiec 1979 r. na zawsze radośnie pozostanie w naszych sercach. Pierwsze spotkanie z Karolem jako papieżem. Następnie w czerwcu 1983 r. w Mistrzejowicach i w Krakowie.

W pierwszych dniach czerwca 1997 r. zjechaliśmy do stolicy Tatr – Zakopanego. Niepowtarzalne piękno gór z panującym nad Zakopanem wysokim krzyżem na Giewoncie, liczne kapele i chóry, stroje góralek i górali, blask czerwcowego słońca – wszystko to tworzyło wspaniały, radosny nastrój. Dzieci z zakopiańskich szkół na powitanie Wielkiego Gazdy Gór śpiewały: „Witojcież, Ojcze Świenty, witojcież, ostomiły, pod Giewontu turniami”.

W uroczej scenerii gór i jeziora Albano w sierpniu 1998 r. gościliśmy w Castel Gandolfo, letniej papieskiej rezydencji. To była 60. rocznica matury.

Po raz ostatni spotkaliśmy się z Janem Pawłem II 21 sierpnia 2002 r. w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich w Krakowie, już w znacznie skromniejszym gronie. Papież na wózku wrócił ze spotkania na krakowskich Błoniach z licznymi pielgrzymami przybyłymi nie tylko z Polski, ale i z okolicznych krajów. Nie śpiewaliśmy jak na poprzednich spotkaniach ulubionych piosenek harcerskich, młodzieżowych, ja nie przygrywałem na harmonijce. Ze smutkiem zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz Wielki Kolega, Przyjaciel „Lolek” – Jan Paweł II, Papież Nadziei, odchodzi do wieczności.

Wspomniałem: „Ojcze Święty, byłoby nam wszystkim, Twoim kolegom i koleżankom, radośnie i krzepiąco na dalsze lata, kończące ziemską wędrówkę, spotkać się w Wadowicach, Krakowie lub u Ciebie w Watykanie w 65. rocznicę wadowickiej matury”. Jan Paweł II na chwilę się zadumał i po chwili rzekł: „Jak Bóg da, zobaczymy”.

W sobotę 26 maja 2018 r. w bazylice Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach koncelebrowana była uroczysta Msza św. poświęcona pamięci absolwentów wadowickiego gimnazjum rocznika 1938.
Homilię wygłosił ks. prof. Edward Staniek, absolwent 1959 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Antymasońska komórka Episkopatu Polski 1946–1952” – spotkanie w redakcji „Niedzieli”

2018-06-20 20:07

Ks. Mariusz Frukacz

Antymasońska aktywność środowisk katolickich po drugiej wojnie światowej, działalność tajnej komórki antymasońskiej Episkopatu Polski popieranej, a nawet częściowo finansowanej przez prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego, to tematyka spotkania, które 20 czerwca odbyło się w redakcji tygodnika katolickiego „Niedziela”.

Marian Florek/TV Niedziela

Spotkanie połączone było z promocją książki Tomasza Kroka, pt. „Antymasońska komórka Episkopatu Polski 1946–1952”.

W wydarzeniu wzięli udział m. in. Tomasz Krok, autor książki, Bartosz Kapuściak z katowickiego IPN, Lidia Dudkiewicz redaktor naczelna „Niedzieli”, ks. inf. Ireneusz Skubiś – honorowy redaktor naczelny „Niedzieli”, przedstawiciele Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej z prezesem dr. Arturem Dąbrowskim, przedstawiciele Klubu Inteligencji Katolickiej, pracownicy „Niedzieli” oraz duchowni i osoby życia konsekrowanego.

Spotkanie poprowadził Marian Florek, który podkreślił, książka jest „owocem żmudnych badań” – Ten sensacyjny materiał na temat masonerii został zebrany w trakcie starannej kwerendy prowadzonej w archiwach IPN – mówił Marian Florek i dodał: „Być może książka autorstwa Tomasza Kroka oświetli nieco ciemne zakamarki działalności masonerii w Polsce po II wojnie światowej”.

- Cieszymy się, że „Niedziela” jest miejscem spotkań cyklicznych, podczas których są prezentowane najnowsze publikacje dotyczące Kościoła katolickiego w Polsce. Miejscem odkrywania prawdy – podkreśliła Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”.

Następnie rozmowę z autorem książki Tomaszem Krokiem poprowadził Bartosz Kapuściak, który zaznaczył, że „temat podjęty przez autora jest nietypowy i mało zbadany.”

Autor zapytany o szersze tło działalności masonerii w okresie PRL wskazał najpierw na tę działalność w okresie międzywojennym w Polsce – Masoneria miała pewne wpływy polityczne na odzyskanie niepodległości przez Polskę. Józef Piłsudski w tamtym czasie traktował masonerię w sposób instrumentalny, chociaż sam nie był masonem – mówił Tomasz Krok.

Autor zapytany o istnienie tajnej komórki antymasońskiej Episkopatu Polski zaznaczył, że „o tej komórce na pewno wiedział bp Klepacz z Łodzi i kard. Wyszyński” – Taka komórka oficjalnie nie istniała. Warto zauważyć, że kard. Wyszyński zarówno masonów, jak i komunistów traktował za wrogów i jako czynnik antykościelny – mówił Tomasz Krok.

- Kard. Wyszyński bardzo wiele ryzykował. Sama działalność takiej komórki mogła posłużyć komunistom i funkcjonariuszom UB do poróżnienia prymasa z biskupami – kontynuował Tomasz Krok.

M. in. o to, czy infiltrowani byli członkowie „Odrodzenia” zapytał ks. inf. Ireneusz Skubiś – Już w okresie międzywojennym „Odrodzenie” było infiltrowane przez II Oddział Wojskowy, a wielu oficerów sanacyjnych było w masonerii – odpowiedział autor książki.

Podczas dyskusji autor książki przypomniał również, że ludzie działający w antymasońskiej komórce Episkopatu Polski okazało się potem, że byli współpracownikami UB, jak Jerzy Krasnowolski – Dlatego przebadanie tego tematu jest skomplikowane i trudne – dodał Tomasz Krok.

Autor w swojej książce podejmuje problematykę właściwie szerzej nigdzie nie opisaną, czyli antymasońską aktywność środowisk katolickich po drugiej wojnie światowej. Równolegle do działań antymasońskiej komórki Episkopatu Polski rozpracowanie środowisk wolnomularskich prowadzili funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa.

Czytelnik książki Tomasza Kroka odkryje istnienie dwóch wrogo do siebie nastawione opcje, Kościoła katolickiego oraz Urzędu Bezpieczeństwa, w walce ze środowiskiem masońskim. Autor opisuje nieznane dotąd fakty z historii Kościoła Katolickiego w Polsce, nieznane działania i postanowienia hierarchów.

Tomasz Krok (ur. 1991 r.) – historyk, absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skołodowskiej w Lublinie oraz Uniwersytetu Warszawskiego. W swoich badaniach zajmuje się działalnością komunistycznego aparatu bezpieczeństwa w pierwszych latach po wojnie. Pracownik Wojskowego Biura Historycznego im. gen. broni. Kazimierza Sosnkowskiego.

Pierwsze spotkanie na temat najnowszych publikacji dotyczących Kościoła katolickiego w Polsce zorganizowane przez tygodnik katolicki „Niedziela” oraz Instytut pamięci Narodowej Oddział w Katowicach odbyło się w redakcji „Niedzieli” 29 maja br. W ramach spotkania nt. jak SB planowało prześladować Kościół odbyła promocja książki pt. „Instrukcje, wytyczne, pisma Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z lat 1962-1989. Wybór dokumentów”, autorstwa profesorów: Adama Dziuroka i Filipa Musiała.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kraków: gala finałowa Akademii Przyszłości

2018-06-21 11:03

Stowarzyszenie WIOSNA

Ponad 2500 dzieci z całej Polski wzięło udział w tegorocznej, jubileuszowej edycji Akademii Przyszłości. To siostrzany projekt Szlachetnej Paczki, który pomaga dzieciom z trudnościami w szkole i pozwala im uwierzyć w siebie. Jego ambasadorami są m.in. Anna i Robert Lewandowscy. 16 czerwca w Krakowie odbyła się uroczysta Gala Sukcesów podsumowująca mijający rok szkolny.

Stowarzyszenie WIOSNA

Wielki sukces 15-lecia

Akademia Przyszłości to nowatorski projekt edukacyjny skierowany do dzieci ze szkół podstawowych. Dzięki cotygodniowym zajęciom z osobistym tutorem i realizacji programu Systemu Motywatorów Zmiany dziecko przestaje musieć się uczyć, a zaczyna chcieć. Podopieczni Akademii to „mali ludzie z długą historią”, niekiedy trudną i niepozbawioną rozczarowań. Udział w projekcie to dla nich szansa, by uwierzyli w siebie i zmienili sposób myślenia. Piętnaście lat od jej założenia Akademia Przyszłości z projektu o charakterze lokalnym rozrosła się do skali ogólnopolskiej i jest dziś obecna w ponad 200 szkołach w 59 miastach w całym kraju. W roku szkolnym 2017/18 z jej wsparcia korzystało 2529 dzieci, których od porażki w szkole do sukcesów w życiu prowadziło 2278 tutorów-wolontariuszy.

Z Planety Trudności na Planetę Sukcesu

Motywem przewodnim jubileuszowej edycji projektu była podróż. To właśnie od niej, a konkretnie od symbolicznego lotu balonem, dzieci rozpoczęły swoją przygodę z Akademią podczas uroczystej inauguracji w październiku 2017 roku. – Bo udział w Akademii to taki lot balonem – mówi Ola, wolontariuszka projektu. – To okazja do spojrzenia na świat z innej perspektywy, poznania niezwykłych osób, odkrywania nowych miejsc, zrzucenia balastu oraz mierzenia się z różnymi warunkami atmosferycznymi.

Gala była ostatnim przystankiem tegorocznej podróży z Planety Trudności na Planetę Sukcesu. Prowadzący wydarzenie wcielili się w rolę podróżników i ekspertów od map. Opowiedzieli kartograficzne ciekawostki, odkryli, ile lat ma najstarsza mapa na świecie, zdradzili, czym są „papierowe miasta” i zaprosili dzieci do odszukania na mapach miejsc, które podopieczni Akademii wspólnie ze swoimi tutorami odwiedzali w ciągu całego roku. Zwieńczeniem Małopolskiej Gali Sukcesów było wręczenie dyplomów dla dzieci oraz podziękowania dla szkół uczestniczących w projekcie i wspierających go partnerów.

Akademia gwiazd

Wartości i nowatorski charakter jakie niesie ze sobą Akademia zostały w tym roku dostrzeżone przez wiele znanych postaci życia publicznego: polityków, sportowców i artystów. Swoimi działaniami – jako ambasadorzy projektu lub darczyńcy – wsparli Akademię Przyszłości m.in. Prezydent RP Andrzej Duda wraz z małżonką, siostry Agnieszka i Urszula Radwańskie czy Anna i Robert Lewandowscy.

– Gorąco namawiamy do wspierania dzieci z Akademii Przyszłości – mówi kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski. – W ten sposób naprawdę można im pomóc w tym, żeby uwierzyły w siebie, żeby były pewne siebie, żeby nie bały się marzyć. Te dzieciaki tego potrzebują.

Jak to działa

- Gdy kupiłam indeks, chodziłam jak nakręcona – wspomina Monika, ubiegłoroczna fundatorka. – Znajomym mówiłam: „Słuchajcie, jest taka akcja! Mam dzieciaka! Takiego swojego! Kacper, lat 12”. Ważny był sam pomysł, że dedykujemy to komuś konkretnemu, że to nie jest enigmatyczna fundacja, na którą wpłacamy pieniądze i nie wiadomo, co się z nimi dzieje. To jest konkretne dziecko i konkretna pomoc. Akademia Przyszłości jest finansowana z wpłat darczyńców. To dzięki nim przez 15 lat działalności udało się pomóc już prawie 14 tys. dzieci z całej Polski. Darczyńcą może zostać każdy. Wystarczy przed startem kolejnej edycji wejść na stronę www.akademiaprzyszlosci.org.pl i wybrać dziecko, któremu ufundujemy Indeks Sukcesów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem