Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

S. Kamińska: Największym cierpieniem kobiety po aborcji, to brak przebaczenia sobie

2017-08-08 16:26

Rozmawiała Ewa Biedroń / Tarnów / KAI

Grażyna Kołek

„Największym cierpieniem dla kobiety, która dokonała aborcji, jest brak przebaczenia sobie. Codziennie spotykam się z ogromnym cierpieniem ludzkim, które jest konsekwencją po dokonanej aborcji. Moim marzeniem jest, aby w każdej polskiej diecezji odbywały się rekolekcje uzdrowienie po aborcji” – mówi KAI siostra Maksymiliana Kamińska ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej. W Chicago siostra prowadzi poradnię „Rachel” dla osób, które cierpią po aborcji, gdzie pomaga nie tylko kobietom, ale także mężczyznom.

Ewa Biedroń, KAI: W diecezji tarnowskiej właśnie zakończyły się rekolekcje „Winnica Racheli” dla kobiet z syndromem poaborcyjnym. Jak bardzo potrzebne są takie rekolekcje w Polsce?

S. Maksymiliana: Potrzeba rekolekcji jest ogromna, tylko świadomość możliwości jest mała. Po pierwsze, same zainteresowane nie wiedzą, że mają prawo sobie pomóc i że mogą otrzymać takie wsparcie. W rekolekcjach uczestniczyło sześć kobiet w wieku od ok. 20 do 80 lat. Pokazuje to, że syndrom poabocyjny dotyczyć może młodych i starszych, ale najczęściej występuje u kobiet w czasie klimakterium. Kiedyś kobiety decydowały się na "zabiegi" np. ze względu na trudne warunki życiowe. Dziś to starsze panie, które przez całe życie tłumiły żal i ból po stracie dziecka. Każda na swój sposób cierpi i indywidualne próbuje sobie z tym poradzić. KAI: Jak duży jest to problem w USA, gdzie siostra pracuje od kilku lat? - Aborcja to ogromny problem w Stanach Zjednoczonych, tam z powodu aborcji codziennie ginie 4 tysiące dzieci, a o pomoc do poradni zwraca się nadal niewiele kobiet. Wstydzą się i boją. W ciągu czterech lat z pomocy poradni „Rachel” w Chicago skorzystało ok. 145 osób, które mają polskie korzenie. Do poradni przychodzą najczęściej osoby, u których to napięcie "pęka" po latach, kiedy cierpienie jest nie do zniesienia. Czasami może to być po 30, 40 latach. Myślałam o rekolekcjach dla Polaków, bo stwierdziłam, że porady psychologiczne to za mało. Dowiedziałam się, że w USA od ponad 30 lat są prowadzone rekolekcje „Winnica Racheli” dla osób w takiej sytuacji, które pod natchnieniem Ducha Świętego napisała Teresa Burke. Zgłosiłam się, przeszłam szkolenie, nabyłam doświadczenia i wraz z grupą Bożych szaleńców rozpoczęliśmy służyć ofiarom aborcji, czyli osobom, które cierpią na zespół poaborcyjny. Maksymalnie w rekolekcjach może uczestniczyć 10 osób. KAI: Jak kobiety, które zgłaszają się do siostry, najczęściej określają swój problem? - Mówią o żalu, strasznym wstydzie, pustce, dołujących wyrzutach sumienia, nocnych koszmarach. Nie radzą sobie. Pamiętają o rocznicy aborcji, liczą, ile lat dziś miałyby ich dzieci. Kobiety bardzo cierpią psychicznie i duchowo, ale najbardziej doskwiera im nieprzebaczenie sobie. KAI: Spowiedź nie wystarcza? - Nie zawsze kobiety przychodzą po spowiedzi, bardzo często dopiero przygotowuję je do spowiedzi. A te, które były wcześniej, najczęściej jednak spowiadają się wielokrotnie, bo nie ufają do końca, że Jezus im wybaczył. Dostają rozgrzeszenie, czują chwilową ulgę, jednak dalej nie mogą sobie wybaczyć. Aborcja jest jak wbicie noża w twoje serce, Jezus wyciąga go rękami kapłana, jednak uraz psychiczny zostaje, bowiem aborcja jest największą traumą, której doświadcza kobieta. Ten ból duchowy może trwać całe życie, nie działają nawet leki na depresję. Starsi z syndromem poaborcyjnym podkreślają, że boją się śmierci. Jedna z moich pacjentek, która dokonała kilku aborcji, ciągle stawiała sobie także pytania, gdzie są jej dzieci, czy ona będzie potępiona, mimo że dostała rozgrzeszenie. KAI: Czy podobne doświadczenia mają mężczyźni? - Tak, zdarza się. Poproszono mnie kiedyś o modlitwę i spotkanie z umierającym mężczyzną, który konał dwa dni. Wiedziałam, że jego żona dokonała aborcji za jego przyzwoleniem, dlatego wyprosiłam rodzinę z sali. Powiedział mi, że się z tego spowiadał i dostał rozgrzeszenie. Uspokoiłam go, że jego dziecko jest w niebie szczęśliwe i czeka na niego. Podkreśliłam, że ono nie ma do niego żalu, że mu wybaczyło. Później poprosiłam rodzinę, by znów weszła do sali i odmawialiśmy wspólnie Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Po tej modlitwie mężczyzna zmarł. KAI: Kto najczęściej zgłasza się do poradni? - Najwięcej jest kobiet, ale przychodzą także mężczyźni i tzw. ocaleńcy, czyli rodzeństwo dzieci, którym nie było dane się narodzić. Aborcja bowiem jest jak zatrute powietrze, które snuje się pomiędzy wszystkimi członkami rodziny i wolno ją zatruwa. Mężczyźni mają wyrzuty, że zmuszali do aborcji, dali pieniądze na zabieg, czy milczeniem przyzwolili na takie rozwiązanie. Są także młodzi mężczyźni, którym kobiety nawet nie mówią o swojej decyzji, bo wiedzą, że nie mogą na nich liczyć i że oni nie podołaliby obowiązkom bycia ojcem. Przychodzą też mężczyźni, bo boją się rozwodu. Dane wskazują, że 65 procent związków rozpada się po dokonanej aborcji. Kobiety nie przychodzą na terapię razem z mężczyznami. Często później przyprowadzają swoich mężów i zachęcają ich do udziału w rekolekcjach. Za każdą aborcją stoi mężczyzna, który nie przyjął życia i nie wziął odpowiedzialności za dziecko i kobietę. Natomiast mało mam w poradni przypadków dokonania aborcji po gwałcie. Kobiety wiedzą, że mogą oddać dziecko do okna życia czy skorzystać ze wsparcia domów samotnej matki. KAI: Czy podobne skutki duchowe może mieć dla kobiet tzw. aborcja chemiczna? - Sądzę, że nawet gorsze. Kobiety biorąc pigułki poronne robią to w zaciszu domowej kuchni, pokoju czy łazienki. Kiedy pojawia się syndrom poaborcyjny, ich cierpienie jest większe, bo wiedzą, że dokonały aborcji własnymi rękami. KAI: W danej chwili kobiety nie przewidują aż takich następstw. Czy dla niektórych, aborcja to może być rozwiązanie problemu, ulga? - Znam przypadki zgonów kobiet podczas aborcji, lub na wskutek powikłań. Pamiętam kobietę, która obudziła się podczas aborcji, bo narkoza była za słaba i widziała porozrywane części ciała swojego dziecka. Kobiety zazwyczaj przeżywają stres przed aborcją, ponieważ boją się samego jej przebiegu, boja się bólu. Mówi się, że jest ulga po aborcji, ponieważ jest już po wszystkim. Jednak nikt już później nie pyta kobiet, jak się czują po tygodniu, miesiącu po aborcji. Jedną z moich pacjentek była kobieta, którą jako nastolatkę matka zaprowadziła na zabieg aborcyjny. Dziewczyna nie miała do końca świadomości tego, co się stało, ale cieszyła się, że jest już po „problemie”. Po kilku latach pobytu w USA leczono ją na nerwicę serca. Sama doszła do tego, że aborcja miała na to wpływ, bo męczyły ją wyrzuty sumienia. Zdecydowała się nawet na wolontariat w Domu Samotnej Matki. Tam „pękła”, przeszła terapię, rekolekcje i teraz nam pomaga. Ale są też przypadki, że tzw. zespół rozpaczy pojawia się tuż po wybudzeniu z zabiegu lub do pół roku. Jeśli kobieta nie ma właściwej pomocy, to może to się przerodzić w depresję i myśli samobójcze. KAI: Jak pomagacie osobom mającym syndrom poaborcyjny? - Aborcja rzutuje na całe życie. Najważniejsze jest, aby kobieta pozwoliła sobie na wyrażenie żalu po stracie dziecka, żeby nie bała się zmierzyć z tym bólem. Musi poczuć się zaakceptowana, bez osądzania jej. Powinna zobaczyć, że za jej decyzją stoi wiele osób i okoliczności. Powinna stać się dla siebie adwokatem a nie sędzią. Powinna uczłowieczyć dziecko i nawiązać z nim macierzyńską relację. To wszystko doprowadza później do wybaczenia samej sobie, a to jest najtrudniejsze. Kobiety usprawiedliwiają swoich partnerów, lekarzy, rodzinę a całą winę biorą na siebie. Nasze rekolekcje są oparte na modlitwie, rozmowach ze specjalistami i m.in. medytacji tekstów biblijnych. Podczas rekolekcji kobiety przechodzą ze śmierci do życia, z grzechu do łaski, a nawet z choroby do zdrowia. KAI: Jakie wnioski płyną z rekolekcji w diecezji tarnowskiej?

- Bardzo się cieszę, że mogłam zorganizować i przeprowadzić rekolekcje w diecezji, z której się wywodzę. Pochodzę z Tarnowa, tutaj spędzam urlop. Patronat nad rekolekcjami objął Wydział ds. Nowej Ewangelizacji Kurii Diecezjalnej w Tarnowie, a jego dyrektor, ks. Artur Ważny, był jednym z prowadzących. Moim marzeniem jest, aby takie rekolekcje odbyły się we wszystkich polskich diecezjach i z Bożą pomocą jestem gotowa pomóc w ich zorganizowaniu. To będzie dla mnie wielka łaska od Boga i radość, by czynić uczynki miłosierdzia. Korzystamy z amerykańskich doświadczeń rekolekcji „Winnica Racheli”. W Polsce jest na razie niewiele osób, które prowadzą takie spotkania. Są w tym gronie ludzie z Warszawy i z okolic Poznania. W Polsce takie rekolekcje są obecne dopiero od pięciu lat. W przyszłym roku planujemy je zorganizować także dla Polonii w Londynie. Na świecie jest dużo kobiet, które cierpią po aborcji. Przyczyną – korzeniem wielu trudnych sytuacji, takich jak np. depresja, nerwica jest właśnie aborcja, choć wiele osób tego na początku nie łączy.

- Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej www.aborcjabolterapia.com Z siostrą można się kontaktować pisząc na adres e- mail: maksymiliana62@poczta.fm

Tagi:
aborcja

Nie jesteście OK!

2018-02-19 13:09

Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Proaborcyjna retoryka środowisk feministycznych właśnie osiągnęła dno. Inicjatorki billboardowej akcji „Nie jesteś sama” dowodzą mianowicie, że – tu cytat – „aborcja jest OK”.

Artur Stelmasiak

To nie koniec: za akcją stoi grupa o nazwie Aborcyjny Dream Team. O czym marzą bojowniczki pro-choice? O tym, by „zmienić negatywne przekonania o aborcji” i by kobiety, które jej dokonały, nie bały się o tym mówić, bowiem aborcja jest czymś powszechnym. Przekonują: „1 z 3 twoich znajomych miała aborcję. Nie jesteś sama”. Dodając kobietom otuchy, wmawiają im, że aborcja jest autonomiczną decyzją kobiety oraz że stanowi jedną z banalnych czynności życiowych. Feministki nie zawracają sobie głowy etycznym wymiarem takiego „wyboru”. I trudno się dziwić: skoro aborcja należy do życiowej rutyny, to trudno poddawać ją etycznej ocenie. Ostatecznie nikt nie ocenia moralnie farbowania włosów czy seansu w solarium. Logiczne.

„Aborcyjna drużyna marzeń” tłumaczy, że ich kampania to odpowiedź na „kontrowersyjne billboardy przeciwników aborcji”. Owszem, można mieć różne opinie na temat eksponowanych na ulicach ogromnych zdjęć rozczłonkowanych ciał abortowanych dzieci, ale tłumaczenia „marzycielek” są absolutnie nie do obrony. Zdaje się, że dostrzegli to już nawet niektórzy liberalni komentatorzy. I to jest chyba jedyne światełko w tej ponurej sprawie.

screen/Wysokie Obcasy
Okładka "Wysokich Obcasów" budzi sprzeciw

Pomimo ogromnej temperatury sporów wokół aborcji, jakie co jakiś czas elektryzują opinię publiczną, nie przypuszczałem, że feministki (pewnie nie wszystkie, ale marna to pociecha) uciekną się do chwytów tak żenujących i cynicznych. W dodatku zapewne nie są świadome, że biorą na siebie odpowiedzialność nie tylko za obniżenie poziomu dyskusji o ludzkim życiu, ale też za ewentualne proaborcyjne decyzje tych kobiet, które zdołają omamić kłamliwym i żałosnym hasłem „aborcja jest OK”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Prezydent Duda: To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

2018-02-22 20:20

wpolityce.pl

Grzegorz Jakubowski/KPRP
Spotkanie Pary Prezydenckiej z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej

To dla mnie wielka radość, że w Polsce istnieje harcerstwo; to harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

- powiedział w czwartek w Wiśle prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej.

Prezydent podkreślił, że tegoroczne spotkanie z harcerzami jest szczególne, ponieważ przypada w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, a także w Roku Harcerstwa.

To rok, który jest dla całego naszego narodu, dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, dla całego naszego społeczeństwa, rokiem niezwykle ważnym, w którym upamiętniamy i wspominamy, i jeszcze raz dziękujemy, składamy hołd wszystkim tym, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, także polskim harcerzom - zaznaczył.

Andrzej Duda podkreślił, że to harcerze są spadkobiercami wielkiej idei, o której mówił twórca polskiego harcerstwa, Andrzej Małkowski.

Andrzej Małkowski, pytany o to, jaka jest różnica pomiędzy harcerstwem a skautingiem (…), uśmiechnął się i powiedział, że harcerstwo, to skauting plus niepodległość. I to właśnie dlatego ten rok (…) jest także rokiem polskiego harcerstwa” - tłumaczył prezydent.

Prezydent mówił, że Polska jest wdzięczna harcerzom za walkę o niepodległość.

Zawsze byli, zawsze stawali na wezwanie, nigdy nie zawiedli swojej ojczyzny i za to także, jako prezydent Rzeczypospolitej, dzisiaj, w tym właśnie roku 100-lecia odzyskania niepodległości chciałem wam wszystkim gorąco podziękować - mówił.

Jest dla mnie wielką radością, że w Polsce istnieje harcerstwo - powiedział prezydent. Tłumaczył, że sam był harcerzem - jak podkreślił - w bardzo ważnych latach swojego życia, podczas których dojrzewał i dorastał do tego, żeby stać się pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej.

To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem, obok tego, czego nauczyłem się w domu - przyznał.

Nie ma żadnej wątpliwości, że harcerstwo jest tym niezwykle ważnym miejscem wychowania młodzieży do dorosłości, współpracy, solidarności, współdziałania i wszystkiego tego, co buduje, kreuje, tworzy wspólnotę. Jednocześnie jest miejscem, w którym młodzież otrzymuje niezwykłą dawkę wartości patriotycznych, bo takie jest właśnie polskie harcerstwo. Nieważne, jak która z organizacji harcerskich się nazywa - oświadczył Andrzej Duda.

Dzień Myśli Braterskiej ma przypominać założycieli skautingu Roberta Baden-Powella i jego żonę Olave - 22 lutego przypadają ich urodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Syria: bez pomocy z zewnątrz, bylibyśmy skończeni

2018-02-23 18:48

RV / Aleppo (KAI)

Patrzymy w przyszłość z silną wiarą i niegasnącą nadzieją – tak o kondycji duchowej mieszkańców Syrii mówi proboszcz łacińskiej parafii w Aleppo. O. Ibrahim Alsabagh zwraca uwagę na szkody, jakie wyrządziła w tym kraju wojna. Są to nie tylko zniszczenia i śmierć niewinnych, ale także wzrost zachorowań na nowotwory czy zranienia natury psychicznej.

Archiwum Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie
Krajem, w którym rozgrywa się największy dramat humanitarny ostatnich lat, jest Syria

W wywiadzie dla Radia Watykańskiego syryjski duchowny podkreślił, że bardzo często Syryjczycy są zupełnie uzależnieni od pomocy, jaką otrzymują z zewnątrz.

„Wystarczy krótko wspomnieć to, co mi powiedział kiedyś młody ojciec rodziny z malutkim dzieckiem. Mówił: «bez paczki żywnościowej, którą dostajemy od was, bylibyśmy skończeni, umarlibyśmy z głodu». Udzielamy też pomocy medycznej, zwłaszcza tam gdzie nie funkcjonuje służba zdrowia. Pokrywamy wszystkie potrzeby związane z wizytami diagnostycznymi, ale także także operacjami chirurgicznymi, które są bardzo drogie. Zakres udzielanego przez nas wsparcia jest bardzo szeroki. Dla przykładu, pomagamy w organizacji pogrzebu. Ludzie nie mają pieniędzy na kupienie trumny. Brak środków odczuwa się również w edukacji. Ani w naszych, ani w prawosławnych szkołach rodziców nie stać na opłaty, więc płaci Kościół. Edukacja jest w tym momencie bardzo ważna dla Syrii, również dla przyszłości kraju” – powiedział Radiu Watykańskiemu o. Ibrahim Alsabagh, proboszcz z Aleppo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem