Reklama

Studia Ignatianum

„Zatrzymaj aborcję”, to milowy krok ku pełnej ochronie życia – wywiad z Magdaleną Korzekwą-Kaliszuk

2017-08-17 14:20

mp / Warszawa / KAI

Artur Stelmasiak

- 96% aborcji w Polsce dokonywana jest ze względu na podejrzenie choroby lub niepełnosprawności u dziecka - mówi KAI Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, zastępca pełnomocnika komitetu inicjatywy ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", dyrektor CitizenGO Polska. Dziś jej przedstawiciele złożyli na ręce Marszałka Sejmu projekt ustawy, która eliminuje taką możliwość. „Wybraliśmy rozwiązanie, które jest w stanie ocalić życie zdecydowanej większości tych dzieci, które zabijane są przed narodzeniem” – wyjaśnia.

Marcin Przeciszewski, KAI: Dziś na ręce Marszałka Sejmu został złożony projekt inicjatywy ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", zakładający likwidację przesłanki eugenicznej z ustawy aborcyjnej. Jak konkretnie projekt ten wygląda?

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk: Projekt jest bardzo krotki, bo dotyka tylko jednego, poważnego problemu, mianowicie aborcji ze względu na podejrzenie choroby lub niepełnosprawności. Wycofanie z ustawy aborcyjnej tego zapisu może w Polsce uratować około tysiąca dzieci rocznie i stać się milowym krokiem ku pełnej ochronie życia.
Projekt składają obywatele. Inicjatywę wspierają w pierwszej kolejności wolontariusze Fundacji "Życie i rodzina", jak i subskrybenci CitizenGO Polska, którzy od kilku lat masowo angażują się w działania online w obronie życia.

- Dlaczego Państwo koncentrujecie się na wycofaniu wyłącznie tzw. przesłanki eugenicznej, pozostawiając możliwość dokonywania aborcji w przypadku czynu zabronionego oraz zagrożenia życia bądź zdrowia kobiety?

- To wyraz realizmu. Jeśli istniałaby wola polityczna, aby wprowadzić pełną ochronę życia, nie ma przeszkód, by posłowie wprowadzili poprawkę do tego projektu. Tym bardziej, że Prawo i Sprawiedliwość dysponuje odpowiednią większością. Jednak w ubiegłym roku odrzucony został projekt, który przewidywał pełną ochronę życia, włącznie z możliwością karania matek za przestępstwo umyślnego spowodowania śmierci dziecka poczętego. W Sejmie ciągle jest drugi projekt złożony w formie petycji przez Polską Federację Ruchów Obrony Życia, który zakłada także pełna ochronę dziecka poczętego, ale bez karalności matek winnych spowodowania śmierci swojego dziecka. Mimo, że od wielu miesięcy jest on w Sejmie, to nie widać woli, aby kontynuować jego procedowanie.
W związku z tym wybraliśmy rozwiązanie, jest w stanie ocalić życie zdecydowanej większości dzieci, które obecnie poddawane są aborcji. Projekt jest także zgodny z deklaracjami liderów PiS, wyrażających się krytycznie o zabijaniu dzieci nienarodzonych z powodu podejrzenia choroby lub niepełnosprawności. Przypomnę, że projekt inicjatywy ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję”, jest to projekt zbieżny z tym, który obywatele przynieśli do Sejmu w 2013 r., a wtedy PiS jednogłośnie go poparło. Niedawne deklaracje liderów PiS, a także pana prezydenta Andrzeja Dudy, pokazują, że istnieje silne przekonanie, aby takiej formy aborcji zakazać. Jeśli jej zakażemy, to uratujemy największą liczbę dzieci, spośród tych, które są poddawane aborcji. Ponadto aborcja z przyczyn eugenicznych jest to ten rodzaj aborcji, któremu Polacy od lat sprzeciwiają się najbardziej spośród wszystkich aborcyjnych przesłanek.

- Jaki procent dzieci nienarodzonych zabijanych jest z tego właśnie powodu?

- Na podstawie danych z 2015 r., 1000 aborcji spośród 1044 wykonanych w Polsce, czyli 96%, zostało przeprowadzonych ze względu na podejrzenie choroby bądź niepełnosprawności. Podobne liczby występowały we wcześniejszych latach. W 2013 – 718 dzieci poddanych zostało aborcji z powodu choroby lub niepełnosprawności, w 2014 r. - 921. Te dane pokazują też niepokojącą tendencję, że aborcji wykonuje się coraz więcej.

- A co konkretnie kwalifikuje do dokonania aborcji z przyczyn eugenicznych, czyli – jak stwierdza ustawa - z powodu „ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby”? Jakie przypadki podpadają pod tę kategorię?

- Bardzo często Polacy wyobrażają sobie, że te dzieci, które są poddawane aborcji eugenicznej, są to dzieci, które w większości umarłyby zaraz po urodzeniu - gdyż mają niewykształcony mózg czy inne ważne organy. Tym też należy się prawo do życia, a w dobie zaawansowanej medycyny i metod łagodzenia bólu istnieją sposoby, aby cierpienie tych dzieci niemal całkowicie wyeliminować. Co jednak najważniejsze, ogromną grupę dzieci zabijanych w wyniku aborcji eugenicznej, stanowią dzieci z zespołem Downa bądź z zespołem Turnera. Są to wady genetyczne, które wcale nie oznaczają śmierci tuż po urodzeniu. Nie uniemożliwiają także wartościowego i szczęśliwego życia danej osoby i jej bliskich oraz możliwości wypełniania różnych ról w społeczeństwie. Np. osoby z Zespołem Turnera, który dotyka głównie dziewczynek, mogą normalnie funkcjonować, nie są dotknięte niepełnosprawnością intelektualną. Mogą cierpieć na problemy z płodnością oraz charakteryzuje je niski wzrost. Przykładem takiej osoby jest jedna z lekarek pracujących w Warszawie, która jest osobą z Zespołem Turnera. Bez trudności skończyła studia medyczne a teraz specjalizuje się i pracuje w szpitalu.
Z kolei osoby z zespołem Downa są co prawda dotknięte pewną niepełnosprawnością intelektualną, ale za to cechują je rozwinięte zdolności społeczne, są pełne ekspresji i pozytywnych uczuć. W przyjaznym środowisku świetnie sobie radzą. Tymczasem – a potwierdził to dyrektor jednego ze szpitali warszawskich - większość kobiet, u których dzieci podejrzewa się choroby genetyczne, w tym zespół Downa, poddawanych jest aborcji. Biorąc pod uwagę, że dzieci z zespołem Downa rodzi się średnio kilkaset rocznie (1:600-1:1000 urodzeń), oznacza to, że co najmniej tyle jest też rocznie uśmiercanych.
Znamy też świadectwa osób, którym lekarze sugerowali aborcję na podstawie podejrzenia wad genetycznych u dziecka. Wiemy, że często dzieci te rodziły się zdrowe. A to dlatego, że w badaniach prenatalnych nie można stwierdzić Zespołu Downa czy innej choroby, lecz można ją tylko podejrzewać. Lekarze radzą wówczas dokonać aborcji mówiąc: "z tego dziecka nic nie będzie", a dziecko rodzi się albo zdrowe albo w dużo lepszym stanie niż przewidywano. Daje to nam bardzo mocny argument, że nie jest to diagnoza stwierdzająca istnienie choroby, lecz tylko jej podejrzenie.

- To bardzo ważna konstatacja!

- Tak. Faktem jest, że w czasie badań prenatalnych analizuje się obecnie głównie DNA dziecka występujące u matki. Diagnostyka nieinwazyjna oparta na ocenie kwasów nukleinowych dziecka poczętego pozwala głównie na ocenę funkcji łożyska, które jest głównym źródłem wolnych kwasów nukleinowych. Ostatecznie genotyp łożyska nie musi być w pełni zgodny z genotypem dziecka w fazie rozwoju prenatalnego. Ponadto komórki ciała dziecka z nieprawidłowym kariotypem mogą być częściowo wyeliminowane w okresie rozwoju prenatalnego. To rodzi naturalną możliwość błędu diagnostycznego.

- Do jakiego momentu ciąży dziecko, u którego podejrzewa się chorobę lub niepełnosprawność, może zostać zabite drogą aborcji?

- Aby zdiagnozować możliwość choroby, dziecko musi być już odpowiednio wykształcone, czyli duże. Ustawa mówi, że można dokonać aborcji na dziecku podejrzewanym o niepełnosprawność lub chorobę do momentu uzyskania zdolności samodzielnego życia poza organizmem matki. Przyjmuje się, że jest to 24 tydzień życia, czyli 6 miesiąc ciąży. Gdyby Polacy uświadomili sobie jak duże dzieci są zabijane drogą aborcji, z pewnością by się temu sprzeciwili.

- Dzieci w tym wieku odczuwają już ból?

- Naukowcy w Harvard Medical School już w 1987 r. zakwestionowali popularne wówczas przekonanie, jakoby ani noworodek, ani dziecko w łonie matki, nie odczuwało bólu. Pierwsze receptory bólu wykształcają się już w 7 tygodniu, a w całym ciele są już w 20 tygodniu. Istnieją również badania brytyjskie dotyczące możliwości odczuwania bólu już przez bardzo małe dziecko w łonie matki. Nawet w rekomendacjach dotyczących aborcji przewrotnie zaleca się podawanie znieczulenia. Aborcje w Polsce są makabryczne nie tylko ze względu, że zabija się człowieka, ale także dlatego, że zabija się na tyle duże dzieci, które odczuwają ból i umierają w męczarniach.

- Zwolennicy aborcji powiedzą jednak, że w przypadku takich dzieci trzeba jej dokonać, gdyż od matki nie możemy wymagać heroizmu związanego z zajmowaniem się dzieckiem obciążonym chorobą bądź upośledzeniem. Co Pani na to?

- Gdyby pójść tym tokiem myślenia, to nie można by również wymagać heroizmu od tych rodziców, których dzieci po urodzeniu doznały poważnych urazów i są niepełnosprawne. Gdyby pójść tą drogą, to powinniśmy dać prawo zabijania dzieci już urodzonych, tym rodzicom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. A na to nie ma przyzwolenia i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.

- A czy aborcja dzieci chorych bądź niepełnosprawnych nie jest rodzajem współczesnej Sparty?

- Odwołania do historii są trafne, bo znamy czasy, w których dokonywano eliminacji ludzi słabszych i chorych. Bliższy współczesności jest przykład nazizmu, postulującego eugenikę. Wiemy, jakim okrucieństwem kończy się taka filozofia. Teraz nadszedł czas, aby to powstrzymać. Tak też widzę rolę Polski.
Dowodem tego jest, że od bardzo wielu osób z zagranicy otrzymujemy wyrazy ogromnego wsparcia, głównie od środowisk, które działają w różnych krajach na rzecz obrony życia, a wśród nich od Europejskiej Federacji dla Życia i Godności Człowieka „One of Us”, która zrzesza organizacje z niemal 20 krajów. „Zakaz eugenicznej aborcji w Polsce byłby wielkim zwycięstwem w obronie życia i człowieka w Europie. Ta inicjatywa może wyznaczyć standard dla nowej cywilizacji, która oparta jest na szacunku dla ludzkiego życia i może stanowić przykład dla innych krajów, które za tym pójdą” – napisał prezes Federacji, Jaime Mayor Oreja.

- Dziś został złożony projekt inicjatywy ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję". Jakie będą dalsze kroki?

- Zostało złożone zawiadomienie o utworzeniu komitetu inicjatywy ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", zawierające też projekt ustawy, pod którym podpisało się ponad tysiąc osób. Wśród nich jest grupa ok. 100 osób niepełnosprawnych. Sami niepełnosprawni zadeklarowali chęć zaangażowania i pomocy. I te ich podpisy złożyliśmy jako symboliczny wkład osób, których ten problem dotyka w szczególności. Przecież można by je legalnie zabić, gdyby zdiagnozowano niepełnosprawność zanim się urodziły.
Zgodnie z prawem marszałek Sejmu w ciągu 14 dni podejmuje decyzję o przyjęciu zawiadomienia komitetu inicjatywy ustawodawczej. W ciągu dwóch tygodni, na przełomie sierpnia i września, powinniśmy otrzymać zgodę na rozpoczęcie zbiórki podpisów - właściwej zbiorki, a nie tego pierwszego tysiąca koniecznego do rejestracji. Następnie, zgodnie z ustawą, przez 3 miesiące będziemy mieć czas na zebranie minimum 100 tys. podpisów. Liczymy, że uda się zebrać wielokrotnie więcej. Przed upływem tych 3 miesięcy, czyli do końca listopada, złożymy wszystkie podpisy u marszałka Sejmu. Następnie marszałek będzie miał 3 miesiące, aby zarządzić pierwsze czytanie projektu ustawy w Sejmie. Nastąpi to najprawdopodobniej w styczniu bądź w lutym.

- Jak będzie zorganizowana zbiórka podpisów?

- Poruszenie społeczne jest już na tyle duże, że nie mam wątpliwości, że uda się zdobyć o wiele więcej podpisów niż ustawowe 100 tys. Otrzymaliśmy już prawie 9 tys. zgłoszeń od wolontariuszy, chętnych do tej pracy. Warto dodać, że większość chętnych zgłosiła się przez platformę CitizenGO. Wolontariusze chcą poświęcać swój wolny czas. Będą organizować zbiórki na ulicach, w różnych środowiskach, parafiach i wśród znajomych. Nigdy nie zgłosiło się aż tyle osób, co bardzo dobrze prognozuje. Jest to z pewnością dowód na wzmocnienie ruchów obrony życia.

- Mówimy o środowiskach pro life. W zeszłym roku dał się zauważyć wśród nich silny podział wokół projektu „Stop aborcji”. Czy teraz środowiska te są gotowe mówić wspólnym głosem?

- Niezależnie od istniejącego pluralizmu wśród obrońców życia, który jest naturalny, bo to bardzo liczne środowiska i pracujące różnymi metodami, żadne ze środowisk nie zgłosiło zastrzeżeń do tej akcji. Bardzo cieszymy się z życzliwości płynącej z wielu środowisk, którym leży na sercu los życia dzieci.

- Wielu, nawet całkiem uczciwych ludzi, jest zdania, że nie należy naruszać istniejącego w Polsce „kompromisu aborcyjnego”. Ich zdaniem może to później rodzić tzw. efekt wahadła, czyli dążenia do gwałtownej liberalizacji ustawy po objęciu rządów przez inną opcję polityczną? Czy nie ma w tym pewnej logiki? Jaką macie na to odpowiedź?

- Po pierwsze, „kompromis aborcyjny” z 1993 r. już od dawna nie obowiązuje. A kto go złamał: lewica. Obecnie nie obowiązujące prawo z 1993 r., kiedy została przyjęta przez Sejm ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Zmieniona została ona głęboko przez SLD w 1996 r. W znowelizowanej wtedy ustawie nie ma już mowy o ochronie dziecka poczętego, a zaczęto mówić o ochronie płodu ludzkiego. Wprowadzono też zapis pozwalający na aborcję z przyczyn społecznych, a w praktyce na żądanie. Na szczęście zapis ten został skreślony, kiedy Trybunał Konstytucyjny uznał go za niekonstytucyjny. Ale inne zmiany pozostały. Próba złamania kompromisu aborcyjnego nastąpiła zresztą już w 1994 r., kiedy SLD wprowadził podobne zmiany, ale zawetował je Lech Wałęsa jako prezydent. A nawet ostatnio lewica, wysunęła projekt zmiany ustawy, wprowadzając możliwość zabijania dzieci na życzenie. Dowodem tego jest kolejna, tegoroczna inicjatywa lewicy postulująca aborcję na życzenie.

- A czy wykreślenia z ustawy zapisu o aborcji eugenicznej nie można załatwić za pomocą Trybunału Konstytucyjnego, o czym zresztą mówili niektórzy politycy PiS? Byłoby to o wiele prostsze niż batalia o kolejną ustawę.

- Ubolewam, że do tej pory żaden z podmiotów uprawnionych przez konstytucję do tego, aby składać wnioski do Trybunału Konstytucyjnego, nie poprosił go o zbadanie niekonstytucyjności wszystkich przesłanek aborcyjnych. Wiemy, że w ostatnich miesiącach został przygotowany wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności eugenicznej przesłanki aborcyjnej. Jego autorem jest poseł Bartłomiej Wróblewski z PiS, a podpisało się pod nim 100 innych posłów, co stanowi dobrą prognozę, gdyż wymagana liczba podpisów to 50. Niemniej, nie został on do tej pory złożony do Trybunału. Ponadto, nawet jeśli wniosek zostanie złożony do Trybunału Konstytucyjnego, to Trybunał nie ma żadnego terminu, który obligowałby go do zajęcia się sprawą.
Z tego powodu, dopóki nie dochodzi do zmiany prawa, czyli wykreślenia z ustawy możliwości zabijania dzieci z powodu choroby bądź niepełnosprawności - kontynuujemy inicjatywę obywatelską.

- Dziękuję za rozmowę.

- Rozmawiał Marcin Przeciszewski

Tagi:
aborcja rozmowa pro‑life

Nie mówimy już „panie władzo”

2018-03-21 09:41

Z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 12/2018, str. 36-37

O trudnej pracy policji i jej relacji ze społeczeństwem z mł. insp. dr. Mariuszem Ciarką – rzecznikiem prasowym Komendy Głównej Policji – rozmawia Wiesława Lewandowska

Krzysztof Świertok

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Mimo upływu ponad ćwierćwiecza wydaje się, że na stosunku polskiego społeczeństwa do policji wciąż ciąży niechlubna scheda po Milicji Obywatelskiej; raczej boimy się policjanta, niż widzimy w nim stróża naszego bezpieczeństwa. Czy dla codziennej służby policyjnej to wciąż duży problem, Panie Inspektorze?

MŁ. INSP. DR MARIUSZ CIARKA: – Coraz mniejszy. Dlatego m.in., że cały czas wzrasta liczba policjantów z powołania, z prawdziwą pasją. Coraz więcej mamy dziś policjantów, którzy już w szkole średniej wybierali klasę o profilu policyjnym (takich klas jest dziś w Polsce kilkadziesiąt). Osoby, które decydują się na bardzo trudną rekrutację do policji – chyba jedną z najtrudniejszych spośród wszystkich innych zawodów – z góry godzą się na konieczne w tej służbie wyrzeczenia. Wiedzą, że mają chronić ludzi i nieść im pomoc, nawet z narażeniem własnego życia.

– Można dziś, Pańskim zdaniem, mówić, że w służbie policyjnej zaszła już taka jakościowo-osobowościowa dobra zmiana, iż obywatele zaczynają ją doceniać i szanować?

– Jak najbardziej. Widać to na co dzień i w odniesieniu do konkretnych policjantów, mimo że zdarza się, iż niektóre media nie są policji przychylne. To, że 89 proc. Polaków uważa dziś, iż Polska jest krajem bezpiecznym, a aż 95 proc. oświadcza, że czuje się bezpiecznie w miejscu swojego zamieszkania, o tej dobrej zmianie świadczy. Z badania opinii społecznej wynika też, że policja cieszy się ponad 72-procentowym zaufaniem, co sytuuje ją na drugiej pozycji wśród badanych instytucji, tuż po samorządach. To wynik przede wszystkim dużego zaangażowania policjantów, których na co dzień spotykamy, a którzy pełnią tę odpowiedzialną służbę.

– Kiedy zaczęło się odczuwalnie zmieniać postrzeganie policji przez polskie społeczeństwo? Kiedy przestano ją już wiązać z nielubianą MO?

– Ta przemiana nastawienia społecznego następowała powoli. Jest ona efektem ciężkiej pracy policjantów i kierownictwa policji od początku jej istnienia, czyli od zmiany nazwy w 1990 r. Na początku, oczywiście, brak było zaplanowanego, profesjonalnego podejścia do zmiany niektórych starych nawyków, konieczna tu była wręcz przemiana mentalności – nie tylko samych policjantów, ale i całego społeczeństwa. Mówi się, że na to potrzeba co najmniej dwóch pokoleń... W policji widać już wyraźnie zmianę pokoleniową, mamy coraz więcej młodych policjantów, zupełnie inaczej podchodzących do życia.

– I naprawdę cieszą się oni już należnym tej instytucji respektem?

– Tak zwykle jest, choć to podejście bywa różne. Nikt dziś do młodego policjanta nie mówi: „panie władzo”, bo i nie o to tu przecież chodzi, lecz o to, by policjant był doceniany i szanowany – jako ten, kto potrafi zapewnić każdemu potrzebną mu ochronę, potrafi pomóc niemal dosłownie w każdej sprawie związanej z bezpieczeństwem, a czasem także w innych. Policja to pomoc i ochrona – POMAGAMY I CHRONIMY. Na takie właśnie ukształtowanie służby policyjnej szczególny nacisk kładzie obecne kierownictwo MSWiA i policji. Zdajemy sobie sprawę, że dobry wizerunek i zaufanie ludzi są ważnymi elementami dobrej i skutecznej pracy policjanta. Policjant nie tylko niesie pomoc ludziom, ale też sam jej potrzebuje – potrzebuje współpracy z ludźmi.

– Współpraca z policją – czy w potocznym odczuciu nie brzmi to wciąż nagannie?

– Sądzę, że także w tej sprawie zaszła już duża zmiana. Ludzie zdecydowanie chętniej z nami współpracują, informują nas o tym, co ich niepokoi, i nie jest to traktowane jako donosicielstwo, jak to wcześniej bywało. Wyraźnie zwiększa się w naszym społeczeństwie poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. A wynika to przede wszystkim ze zmiany postawy samych policjantów, którzy wiele czasu poświęcają na spotkania i rozmowy z ludźmi, niekoniecznie przy okazji interwencji czy w związku z przestępstwem. Znakomitym narzędziem ułatwiającym współdziałanie obywateli z policją jest funkcjonująca już od półtora roku internetowa Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, dzięki której każdy z nas ma wpływ na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa przez wskazywanie swoich spostrzeżeń policji. Mapa ta powstała po szerokich konsultacjach prowadzonych przez policjantów w całej Polsce. Dopytywaliśmy, co powinno się na niej znaleźć, jakie kategorie zagrożeń powinniśmy wyszczególnić. Do dziś mapa ma już ponad 3 mln odsłon.

– Rolą Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi miejscami w celu ich unikania?

– To by było o wiele za mało! Tę mapę, zamieszczoną na stronach internetowych policji, tworzą ci, którzy chcą nas poinformować o rozmaitych zagrożeniach lub uciążliwościach w miejscu swojego zamieszkania. Nie trzeba mieć wielkiej wiedzy o komputerach, wystarczy się zalogować na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa – także za pomocą odpowiedniej aplikacji w telefonie – wybrać swoją miejscowość, ulicę, konkretne miejsce i zaznaczyć wybrany problem albo go opisać. W zgłoszeniu można poruszyć najrozmaitsze kwestie – od związanych z miejscami gromadzenia się narkomanów, osób spożywających alkohol, wagarowiczów, po złe oznakowanie dróg, kłusownictwo itp. Jesteśmy zobowiązani do sprawdzenia, czy te konkretne problemy rzeczywiście w danym miejscu istnieją, a następnie staramy się je rozwiązać. Nie ignorujemy nawet najdrobniejszej informacji i weryfikujemy ją w możliwie najkrótszym czasie. Chodzi tu, oczywiście, o te zdarzenia i wykroczenia, które najbardziej nurtują społeczeństwo – nie o przestępstwa, bo w ich przypadku tryb składania zawiadomień reguluje Kodeks postępowania karnego. Za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa nie możemy zgłaszać również tych zdarzeń, które wymagają natychmiastowej interwencji – tu, oczywiście, mamy do dyspozycji numery alarmowe: 997 lub 112.

– Zarówno przy wielkim, jak i małym zagrożeniu liczy się przede wszystkim szybkość interwencji policyjnej, a więc fizyczna bliskość policji. A z tym chyba wciąż nie jest najlepiej, zwłaszcza poza miastami?

– Aby poprawić ten stan rzeczy, po 2015 r. minister spraw wewnętrznych i administracji podjął decyzję o przywracaniu zlikwidowanych przez poprzednie rządy posterunków policyjnych w małych miejscowościach, wszędzie tam, gdzie to możliwe i zasadne – co wnikliwie badamy – i gdzie lokalne społeczności oraz samorządy wyrażają taką wolę. Do dziś odtworzono już blisko 80 posterunków i w miarę możliwości będzie ich jeszcze przybywać. Zmierzamy więc ku temu, aby policjanci byli jak najbliżej ludzi, także w tych najmniejszych miejscowościach. I chociaż nie powstają tam wielkie komisariaty z dużą liczbą funkcjonariuszy, to już kilku policjantów buduje poczucie bezpieczeństwa oraz swoistą dumę lokalną. Chcielibyśmy, aby dobrze wyposażony posterunek policji nie tylko dawał większe poczucie bezpieczeństwa, ale też by był szanowaną instytucją lokalną, by stanowił o prestiżu danej miejscowości.

– Przez całe lata III RP policjanci narzekali na zbyt wielkie obciążenie pracą papierkową, byli zresztą kojarzeni raczej z przewlekłą, mało efektywną pracą urzędniczą niż ze skutecznym zapewnianiem bezpieczeństwa...

– Zmieniamy to. W 2017 r. wdrożyliśmy nową formułę funkcjonowania dzielnicowego; dzielnicowi zostali odciążeni od spraw papierkowych, nie prowadzą już dochodzeń, za to jak najczęściej muszą być obecni w terenie, aby mieszkańcy rzeczywiście znali swojego dzielnicowego – jako tę pierwszą pomocną osobę, do której można się zgłosić niemal z każdym problemem. Ponadto wspólnie z MSWiA uruchomiliśmy specjalną aplikację „Moja Komenda”, którą każdy może ściągnąć na telefon, a za pośrednictwem której możemy znaleźć wszystkie dane kontaktowe swojego dzielnicowego. Chodzi o to, żeby ludzie znali swoich policjantów i mogli się z nimi łatwo kontaktować. Nie tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przede wszystkim po to, by takiego zagrożenia uniknąć. Tak jak w służbie zdrowia ważna jest profilaktyka, tak w Policji liczy się prewencja.

– Jak duże są udział i waga działań prewencyjnych w codziennej pracy policji?

– Każdy policjant dobrze wie i docenia to, że w jego pracy najważniejsza jest prewencja, której jednak nie da się ani zmierzyć, ani wycenić. Nikt nie jest w stanie zmierzyć tego, ilu ludzi dzięki ciężkiej pracy policjantów prewencji – czyli tych, którzy chodzą na pogadanki do szkół, przedszkoli, na rozmaite spotkania, prelekcje, którzy organizują festyny poświęcone popularyzacji bezpieczeństwa, szkolenia itp. – nie stało się ofiarami przestępstwa, ilu ludzi zrozumiało, jak należy dbać o własne bezpieczeństwo. Z naszych obserwacji wynika, że nieustanna praca prewencyjna ma ogromne znaczenie, że jest ciągle niezbędna.

– Dlatego, że ludzie mają małą świadomość coraz to nowych zagrożeń?

– Niestety tak, choć niektóre z nich właśnie dzięki działaniom prewencyjnym udało się ograniczyć lub wyeliminować, np. będące do niedawna wielką plagą oszustwa „na wnuczka”. Dzięki szeroko zakrojonej akcji uświadamiająco-edukacyjnej, prowadzonej także w mediach, starsi ludzie już coraz rzadziej ulegają oszustom. Oczywiście, pojawiają się nowi oszuści i nowe sposoby ich działania. Dziś mamy już do czynienia z oszustwami „na policjanta”, „na prokuratora”, oszuści, posługując się telefonem lub Internetem, podszywają się pod wszystkie możliwe osoby i instytucje zaufania publicznego.

– Dawni pospolici kieszonkowcy i włamywacze po prostu przenoszą się do Internetu?

– Ci zwykli kieszonkowcy i włamywacze nadal istnieją, żadnej policji na świecie nie udało się ich wyeliminować, lecz dzięki policyjnym akcjom prewencyjnym już lepiej wiemy, jak się przed nimi ochronić. W ostatnim czasie np. w Krakowie jest prowadzona akcja prewencyjna, w której policja wspólnie z urzędem miasta uświadamia użytkowników komunikacji miejskiej, jak się zachować, aby uniknąć kradzieży, jak nie kusić złodzieja. Wobec przestępców internetowych natomiast rzeczywiście wielu ludzi nie wie, jak się zachować, co dalej robić. A w sieci dochodzi do takich samych przestępstw jak w tzw. realu – do kradzieży, włamań, handlu bronią, żywym towarem, narkotykami, pedofilii – a także do wielu nowych, bo np. łatwiejsza staje się kradzież danych osobowych.

– Co policja na to?

– Prowadzimy, oczywiście, specjalne akcje prewencyjne, ale też bardzo konkretne działania. Ponad rok temu utworzono w policji wyspecjalizowane Biuro do Walki z Cyberprzestępczością, co, moim zdaniem, w przyszłości okaże się tak przełomową decyzją, jaką w przeszłości było utworzenie polskiego FBI, czyli Centralnego Biura Śledczego. Efekty działania tego ostatniego już są imponujące; jeden tylko wydział tego biura w 2017 r. pracował nad ok. 4 tys. spraw.

– Można więc mieć pewność, że przestępcy w sieci są tak samo tropieni przez policjantów jak ci w realu?

– Tak, a może nawet bardziej, bo tu wychwytywane są najdrobniejsze nawet sygnały o mogącym mieć miejsce zdarzeniu. Dla zilustrowania możliwości policyjnego działania, nie zdradzając tajemnic żadnego śledztwa, podam przykład konkretnej sprawy: mężczyzna obwieścił na szwedzkim portalu społecznościowym, że za chwilę popełni samobójstwo; szybko ustalono jego lokalizację w Myślenicach. Dzięki policyjnej interwencji do samobójstwa nie doszło... Przy tej okazji powiem, że wiele jest takich działań, którymi byśmy chcieli się pochwalić, zwłaszcza wtedy, kiedy jesteśmy niesłusznie krytykowani, ale z uwagi na dobro prowadzonych spraw i na dobro konkretnych osób musimy zachować milczenie.

Mł. insp. Mariusz Ciarka, doktor prawa, oficer policji, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji

***

Jak zadbać o własne bezpieczeństwo?

• chroń swoje dane osobowe: dowód osobisty trzymaj w bezpiecznym miejscu; bez oczywistej potrzeby nigdzie i nikomu nie podawaj swojego numeru PESEL i innych informacji;

• jeśli posługujesz się Internetem, pamiętaj, że w sieci nic nie ginie; nie rozpisuj się więc na portalach społecznościowych o swoich prywatnych sprawach (np. o zdrowiu, wyjazdach), które mogą zostać przez kogoś wykorzystane, m.in. przez przestępców;

• nie załatwiaj spraw przez telefon, nawet jeśli dzwoniący podaje się za przedstawiciela jakiejś znanej ci firmy lub instytucji (np. policji) i proponuje ci korzystne transakcje lub rozwiązania twoich problemów; nie rozmawiaj z takimi osobami, nie podawaj i nie potwierdzaj swoich danych osobowych;

• zbierających pieniądze na szczytne cele zawsze proś o wylegitymowanie się dowodem osobistym (i o możliwość spisania danych z tego dokumentu); kolorowy, profesjonalnie wyglądający identyfikator nie wystarczy, gdyż dziś z łatwością można go sobie wydrukować;

• pamiętaj, że policjant to twój przyjaciel, nie wróg; zlokalizuj swoją komendę policji (ściągnij na telefon aplikację „Moja Komenda”), poznaj swojego dzielnicowego; korzystaj z Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Sanktuaria św. Wojciecha w Polsce

2018-04-24 12:30

Andrzej Datko / Warszawa (KAI)

W sobotę i niedzielę odbędą się w Gnieźnie doroczne uroczystości odpustowe ku czci św. Wojciecha - głównego patrona Polski i archidiecezji gnieźnieńskiej. W tym roku będą one połączone z zakończeniem jubileuszu 600-lecia prymasostwa w Polsce. Publikujemy wykaz sanktuariów św. Wojciecha w Polsce.

pl.wikipedia.org

Sanktuarium (miejsce święte, ośrodek pielgrzymkowy), to miejsce szczególnej czci religijnej, gdzie obiektem kultu są relikwie świętych, wizerunki (obrazy, figury) Pana Jezusa, Matki Boskiej i świętych. Sanktuaria powstawały spontanicznie na mocy doświadczenia religijnego wiernych, uznawane przez władzę duchowną na podstawie starożytności kultu oraz doznawanych tam łask i cudów. Zgodnie z normami Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 r. biskupi ordynariusze mogą wydawać dekrety erygujące kanonicznie sanktuaria powołując do istnienia nowe, lub potwierdzając już istniejący trwały kult.

Oto wykaz sanktuariów św. Wojciecha w Polsce:

Gniezno, ul. Prymasa Jana Łaskiego 9 (Wzgórze Lecha), bazylika archikatedralna pw. Wniebowzięcia NMP i św. Wojciecha (pierwszy świątynia – rotunda przedromańska powstała przed 992 r., budowa obecnego kościoła gotyckiego od 1342 do pocz. XVI w., parafia zał. w 1960 r. Świątynia jest narodowym sanktuarium kultu św. Wojciecha.

Kalendarium najważniejszych wydarzeń związanych z relikwiami św. Wojciecha w Gnieźnie:

997 r. - ciało św. Wojciecha wykupione przez Bolesława Chrobrego z rąk Prusów zostaje złożone w kościele w Gnieźnie, głowę świętego przywieziono osobno; 1000 r. - Zjazd Gnieźnieński, Chrobry ofiarowuje Ottonowi III relikwię ramienia św. Wojciecha; 1039 r. - najazd Brzetysława, Czesi łupią katedrę i zabierają do Pragi relikwie św. Wojciecha; 1127 r. - odnalezienie relikwii głowy św. Wojciecha a następnie innych części relikwii, prawdopodobnie ukrytych przed Czechami w 1039 r.; 1627 r. - pierwsza wzmianka źródłowa o badaniu relikwii św. Wojciecha; 1738 r. - protokół zawartości trumny relikwiarzowej stwierdza istnienie: kości biodrowej, kości ręki, zbacznej części kości, małej części kości, prochu w urnie, prochu poza urną; 1810, 1855, 1897, 1959 r. - badania autentyczności relikwii (w 1855 r. wydzielono części relikwii dla katedry w Ostrzychomiu; 1897 r. - abp Florian Stablewski uszeregował relikwie w 5 pozycjach: kość udowa prawa, piszczel lewa, nasada prawej piszczeli, kość łokciowa prawa, prochy z kości; 1959 r. - kard. Stefan Wyszyński stwierdziwszy nienaruszalność pieczęci polecił nie otwierać relikwiarza); 1923 r. - relikwia głowy wraz z relikwiarzem została skradziona i nigdy jej nie odzyskano; 1928 r. - kard. August Hlond uzyskawszy zgodę Piusa XI sprowadza z Rzymu relikwię przedramienia znajdującą się w kościele św. Bartłomieja na Wyspie Tybrowej, gdzie umieścił ją cesarz Otton III; 1986 r. - w nocy z 19/20 marca relikwiarz trumienny został sprofanowany przez grabieżców, którzy zniszczyli części relikwiarza, m.in. głowę i ręce świętego, pastorał, anioły na wieku i skrzyni, prace nad rekonstrukcją relikwiarza trwały do marca 1989 r.; relikwie św. Wojciecha spoczywają w srebrnym relikwiarzu trumiennym, relikwia przedramienia w srebrnym relikwiarzu w kształcie ręki ufundowanym przez kard. Stefana Wyszyńskiego.

Białystok, ul. Warszawska 6a (archidiecezja białostocka), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1997 r., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem Prymasa Polski w 1997 r.,

Bieliny (diecezja sandomierska), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1998 r., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem biskupa sandomierskiego w 1997 r. Wg tradycji w Bielinach w 997 r. zatrzymał się św. Wojciech w drodze z Czech do Polski.

Cieszęcin (diecezja kaliska), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1995 r., w ołtarzu głównym kultowy obraz św. Wojciecha z ok. 1790 r., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem biskupa kaliskiego w 1998 r.; wg tradycji ustnej w Cieszęcinie ewangelizował św. Wojciech, gdzie zatrzymał się w trakcie podróży do Prus.

Gdańsk-Święty Wojciech, Trakt św. Wojciecha 440 (archidiecezja gdańska), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1994 r., w ołtarzu kultowy obraz św. Wojciecha z pocz. XVIII w., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem arcybiskupa gdańskiego w 1997 r. nosi tytuł Milenijne Sanktuarium Chrzciciela Gdańska; wg tradycji św. Wojciech w drodze do Prus zatrzymał się w Gdańsku, gdzie nauczał i chrzcił miejscowych pogan.

Gorzędziej (diecezja pelplińska), parafia i kościół św. Wojciecha, relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1995 r., w ołtarzu głównym kultowy obraz św. Wojciecha z XVII w., diecezjalne sanktuarium ustanowione dekretem biskupa pelplińskiego w 1995 r.; wg niektórych przekazów zatrzymał się tu w 997 r. św. Wojciech podczas podróży misyjnej do Prus

Święty Gaj (diecezja elbląska), kościół filialny św. Wojciecha, sanktuarium ustanowione dekretem Prymasa Polski w 1986 r., relikwie św. Wojciecha wprowadzone w 1986 r., przy ołtarzu kultowy obraz św. Wojciecha; Święty Gaj wskazany jest jako najbardziej prawdopodobne miejsce męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Na skraju wsi w miejscu symbolizującym miejsce męczeńskiej śmierci św. Wojciecha znajduje się ołtarz polowy otoczony Drogą Krzyżową, tablice na poszczególnych stacjach przedstawiają swobodne interpretacje scen z kwater Drzwi Gnieźnieńskich obrazujących życie i śmierć św. Wojciecha. Odprawiane są tam msze św. dla pielgrzymów.

Należy dodać, że we wszystkich diecezjach w Polsce znajduje się 234 parafii, kościołów pomocniczych i filialnych i kaplic pw. św. Wojciecha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Brat ks. Popiełuszki i jego małżonka z medalem od Prezydenta RP

2018-04-24 19:04

Łukasz Krzysztofka

Prezydent Andrzej Duda wręczył w Pałacu Prezydenckim Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie Józefowi i Alfredzie Popiełuszkom, starszemu bratu i bratowej bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Jakub Szymczuk/KPRP

Odznaczeni są małżeństwem od pięćdziesięciu lat. - Dostojni Jubilaci, cieszę się z Waszego święta. To ogromny zaszczyt, że mogę Państwu osobiście wręczyć odznaczenie. Z wielką radością przyjmujemy Państwa w Pałacu Prezydenckim. Życzę Państwu kolejnych pięćdziesięciu lat razem w zdrowiu i spokoju. Życzę, by w rodzinie Państwa układało się wszystko jak najlepiej – mówił po wręczeniu odznaczeń Prezydent Andrzej Duda.

Zobacz zdjęcia: Medal prezydencki dla państwa Popiełuszków

W uroczystości uczestniczyła rodzina i przyjaciele państwa Popiełuszków. Prezydent po wręczeniu odznaczeń żartował, że państwo Popiełuszkowie mają ponad dwa razy większy staż małżeński od niego i żony Agaty.

- Fundamentem naszego małżeństwa jest wiara w Boga oraz wzajemne zrozumienie, miłość, przebaczanie sobie wzajemnie – powiedzieli „Niedzieli” państwo Popiełuszkowie. W swoim życiu przeżyli wiele doświadczeń. - Kogo Bóg miłuje, temu daje krzyże. Pochowaliśmy syna, miał niecałe 18 lat. Ale czujemy, że Bóg się nami opiekuje i pomaga nam w życiu. Przez męki i cierpienia bł. ks. Jerzego otrzymujemy wiele łask od Boga – podkreślali Złoci Jubilaci.

Uroczystość zakończyło wspólne „Sto lat”, zaintonowane przez Pierwszą Damę Agatę Kornhauser-Dudę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem