Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

„Zatrzymaj aborcję”, to milowy krok ku pełnej ochronie życia – wywiad z Magdaleną Korzekwą-Kaliszuk

2017-08-17 14:20

mp / Warszawa / KAI

Artur Stelmasiak

- 96% aborcji w Polsce dokonywana jest ze względu na podejrzenie choroby lub niepełnosprawności u dziecka - mówi KAI Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, zastępca pełnomocnika komitetu inicjatywy ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", dyrektor CitizenGO Polska. Dziś jej przedstawiciele złożyli na ręce Marszałka Sejmu projekt ustawy, która eliminuje taką możliwość. „Wybraliśmy rozwiązanie, które jest w stanie ocalić życie zdecydowanej większości tych dzieci, które zabijane są przed narodzeniem” – wyjaśnia.

Marcin Przeciszewski, KAI: Dziś na ręce Marszałka Sejmu został złożony projekt inicjatywy ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", zakładający likwidację przesłanki eugenicznej z ustawy aborcyjnej. Jak konkretnie projekt ten wygląda?

Magdalena Korzekwa-Kaliszuk: Projekt jest bardzo krotki, bo dotyka tylko jednego, poważnego problemu, mianowicie aborcji ze względu na podejrzenie choroby lub niepełnosprawności. Wycofanie z ustawy aborcyjnej tego zapisu może w Polsce uratować około tysiąca dzieci rocznie i stać się milowym krokiem ku pełnej ochronie życia.
Projekt składają obywatele. Inicjatywę wspierają w pierwszej kolejności wolontariusze Fundacji "Życie i rodzina", jak i subskrybenci CitizenGO Polska, którzy od kilku lat masowo angażują się w działania online w obronie życia.

- Dlaczego Państwo koncentrujecie się na wycofaniu wyłącznie tzw. przesłanki eugenicznej, pozostawiając możliwość dokonywania aborcji w przypadku czynu zabronionego oraz zagrożenia życia bądź zdrowia kobiety?

- To wyraz realizmu. Jeśli istniałaby wola polityczna, aby wprowadzić pełną ochronę życia, nie ma przeszkód, by posłowie wprowadzili poprawkę do tego projektu. Tym bardziej, że Prawo i Sprawiedliwość dysponuje odpowiednią większością. Jednak w ubiegłym roku odrzucony został projekt, który przewidywał pełną ochronę życia, włącznie z możliwością karania matek za przestępstwo umyślnego spowodowania śmierci dziecka poczętego. W Sejmie ciągle jest drugi projekt złożony w formie petycji przez Polską Federację Ruchów Obrony Życia, który zakłada także pełna ochronę dziecka poczętego, ale bez karalności matek winnych spowodowania śmierci swojego dziecka. Mimo, że od wielu miesięcy jest on w Sejmie, to nie widać woli, aby kontynuować jego procedowanie.
W związku z tym wybraliśmy rozwiązanie, jest w stanie ocalić życie zdecydowanej większości dzieci, które obecnie poddawane są aborcji. Projekt jest także zgodny z deklaracjami liderów PiS, wyrażających się krytycznie o zabijaniu dzieci nienarodzonych z powodu podejrzenia choroby lub niepełnosprawności. Przypomnę, że projekt inicjatywy ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję”, jest to projekt zbieżny z tym, który obywatele przynieśli do Sejmu w 2013 r., a wtedy PiS jednogłośnie go poparło. Niedawne deklaracje liderów PiS, a także pana prezydenta Andrzeja Dudy, pokazują, że istnieje silne przekonanie, aby takiej formy aborcji zakazać. Jeśli jej zakażemy, to uratujemy największą liczbę dzieci, spośród tych, które są poddawane aborcji. Ponadto aborcja z przyczyn eugenicznych jest to ten rodzaj aborcji, któremu Polacy od lat sprzeciwiają się najbardziej spośród wszystkich aborcyjnych przesłanek.

- Jaki procent dzieci nienarodzonych zabijanych jest z tego właśnie powodu?

- Na podstawie danych z 2015 r., 1000 aborcji spośród 1044 wykonanych w Polsce, czyli 96%, zostało przeprowadzonych ze względu na podejrzenie choroby bądź niepełnosprawności. Podobne liczby występowały we wcześniejszych latach. W 2013 – 718 dzieci poddanych zostało aborcji z powodu choroby lub niepełnosprawności, w 2014 r. - 921. Te dane pokazują też niepokojącą tendencję, że aborcji wykonuje się coraz więcej.

- A co konkretnie kwalifikuje do dokonania aborcji z przyczyn eugenicznych, czyli – jak stwierdza ustawa - z powodu „ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby”? Jakie przypadki podpadają pod tę kategorię?

- Bardzo często Polacy wyobrażają sobie, że te dzieci, które są poddawane aborcji eugenicznej, są to dzieci, które w większości umarłyby zaraz po urodzeniu - gdyż mają niewykształcony mózg czy inne ważne organy. Tym też należy się prawo do życia, a w dobie zaawansowanej medycyny i metod łagodzenia bólu istnieją sposoby, aby cierpienie tych dzieci niemal całkowicie wyeliminować. Co jednak najważniejsze, ogromną grupę dzieci zabijanych w wyniku aborcji eugenicznej, stanowią dzieci z zespołem Downa bądź z zespołem Turnera. Są to wady genetyczne, które wcale nie oznaczają śmierci tuż po urodzeniu. Nie uniemożliwiają także wartościowego i szczęśliwego życia danej osoby i jej bliskich oraz możliwości wypełniania różnych ról w społeczeństwie. Np. osoby z Zespołem Turnera, który dotyka głównie dziewczynek, mogą normalnie funkcjonować, nie są dotknięte niepełnosprawnością intelektualną. Mogą cierpieć na problemy z płodnością oraz charakteryzuje je niski wzrost. Przykładem takiej osoby jest jedna z lekarek pracujących w Warszawie, która jest osobą z Zespołem Turnera. Bez trudności skończyła studia medyczne a teraz specjalizuje się i pracuje w szpitalu.
Z kolei osoby z zespołem Downa są co prawda dotknięte pewną niepełnosprawnością intelektualną, ale za to cechują je rozwinięte zdolności społeczne, są pełne ekspresji i pozytywnych uczuć. W przyjaznym środowisku świetnie sobie radzą. Tymczasem – a potwierdził to dyrektor jednego ze szpitali warszawskich - większość kobiet, u których dzieci podejrzewa się choroby genetyczne, w tym zespół Downa, poddawanych jest aborcji. Biorąc pod uwagę, że dzieci z zespołem Downa rodzi się średnio kilkaset rocznie (1:600-1:1000 urodzeń), oznacza to, że co najmniej tyle jest też rocznie uśmiercanych.
Znamy też świadectwa osób, którym lekarze sugerowali aborcję na podstawie podejrzenia wad genetycznych u dziecka. Wiemy, że często dzieci te rodziły się zdrowe. A to dlatego, że w badaniach prenatalnych nie można stwierdzić Zespołu Downa czy innej choroby, lecz można ją tylko podejrzewać. Lekarze radzą wówczas dokonać aborcji mówiąc: "z tego dziecka nic nie będzie", a dziecko rodzi się albo zdrowe albo w dużo lepszym stanie niż przewidywano. Daje to nam bardzo mocny argument, że nie jest to diagnoza stwierdzająca istnienie choroby, lecz tylko jej podejrzenie.

- To bardzo ważna konstatacja!

- Tak. Faktem jest, że w czasie badań prenatalnych analizuje się obecnie głównie DNA dziecka występujące u matki. Diagnostyka nieinwazyjna oparta na ocenie kwasów nukleinowych dziecka poczętego pozwala głównie na ocenę funkcji łożyska, które jest głównym źródłem wolnych kwasów nukleinowych. Ostatecznie genotyp łożyska nie musi być w pełni zgodny z genotypem dziecka w fazie rozwoju prenatalnego. Ponadto komórki ciała dziecka z nieprawidłowym kariotypem mogą być częściowo wyeliminowane w okresie rozwoju prenatalnego. To rodzi naturalną możliwość błędu diagnostycznego.

- Do jakiego momentu ciąży dziecko, u którego podejrzewa się chorobę lub niepełnosprawność, może zostać zabite drogą aborcji?

- Aby zdiagnozować możliwość choroby, dziecko musi być już odpowiednio wykształcone, czyli duże. Ustawa mówi, że można dokonać aborcji na dziecku podejrzewanym o niepełnosprawność lub chorobę do momentu uzyskania zdolności samodzielnego życia poza organizmem matki. Przyjmuje się, że jest to 24 tydzień życia, czyli 6 miesiąc ciąży. Gdyby Polacy uświadomili sobie jak duże dzieci są zabijane drogą aborcji, z pewnością by się temu sprzeciwili.

- Dzieci w tym wieku odczuwają już ból?

- Naukowcy w Harvard Medical School już w 1987 r. zakwestionowali popularne wówczas przekonanie, jakoby ani noworodek, ani dziecko w łonie matki, nie odczuwało bólu. Pierwsze receptory bólu wykształcają się już w 7 tygodniu, a w całym ciele są już w 20 tygodniu. Istnieją również badania brytyjskie dotyczące możliwości odczuwania bólu już przez bardzo małe dziecko w łonie matki. Nawet w rekomendacjach dotyczących aborcji przewrotnie zaleca się podawanie znieczulenia. Aborcje w Polsce są makabryczne nie tylko ze względu, że zabija się człowieka, ale także dlatego, że zabija się na tyle duże dzieci, które odczuwają ból i umierają w męczarniach.

- Zwolennicy aborcji powiedzą jednak, że w przypadku takich dzieci trzeba jej dokonać, gdyż od matki nie możemy wymagać heroizmu związanego z zajmowaniem się dzieckiem obciążonym chorobą bądź upośledzeniem. Co Pani na to?

- Gdyby pójść tym tokiem myślenia, to nie można by również wymagać heroizmu od tych rodziców, których dzieci po urodzeniu doznały poważnych urazów i są niepełnosprawne. Gdyby pójść tą drogą, to powinniśmy dać prawo zabijania dzieci już urodzonych, tym rodzicom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. A na to nie ma przyzwolenia i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.

- A czy aborcja dzieci chorych bądź niepełnosprawnych nie jest rodzajem współczesnej Sparty?

- Odwołania do historii są trafne, bo znamy czasy, w których dokonywano eliminacji ludzi słabszych i chorych. Bliższy współczesności jest przykład nazizmu, postulującego eugenikę. Wiemy, jakim okrucieństwem kończy się taka filozofia. Teraz nadszedł czas, aby to powstrzymać. Tak też widzę rolę Polski.
Dowodem tego jest, że od bardzo wielu osób z zagranicy otrzymujemy wyrazy ogromnego wsparcia, głównie od środowisk, które działają w różnych krajach na rzecz obrony życia, a wśród nich od Europejskiej Federacji dla Życia i Godności Człowieka „One of Us”, która zrzesza organizacje z niemal 20 krajów. „Zakaz eugenicznej aborcji w Polsce byłby wielkim zwycięstwem w obronie życia i człowieka w Europie. Ta inicjatywa może wyznaczyć standard dla nowej cywilizacji, która oparta jest na szacunku dla ludzkiego życia i może stanowić przykład dla innych krajów, które za tym pójdą” – napisał prezes Federacji, Jaime Mayor Oreja.

- Dziś został złożony projekt inicjatywy ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję". Jakie będą dalsze kroki?

- Zostało złożone zawiadomienie o utworzeniu komitetu inicjatywy ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję", zawierające też projekt ustawy, pod którym podpisało się ponad tysiąc osób. Wśród nich jest grupa ok. 100 osób niepełnosprawnych. Sami niepełnosprawni zadeklarowali chęć zaangażowania i pomocy. I te ich podpisy złożyliśmy jako symboliczny wkład osób, których ten problem dotyka w szczególności. Przecież można by je legalnie zabić, gdyby zdiagnozowano niepełnosprawność zanim się urodziły.
Zgodnie z prawem marszałek Sejmu w ciągu 14 dni podejmuje decyzję o przyjęciu zawiadomienia komitetu inicjatywy ustawodawczej. W ciągu dwóch tygodni, na przełomie sierpnia i września, powinniśmy otrzymać zgodę na rozpoczęcie zbiórki podpisów - właściwej zbiorki, a nie tego pierwszego tysiąca koniecznego do rejestracji. Następnie, zgodnie z ustawą, przez 3 miesiące będziemy mieć czas na zebranie minimum 100 tys. podpisów. Liczymy, że uda się zebrać wielokrotnie więcej. Przed upływem tych 3 miesięcy, czyli do końca listopada, złożymy wszystkie podpisy u marszałka Sejmu. Następnie marszałek będzie miał 3 miesiące, aby zarządzić pierwsze czytanie projektu ustawy w Sejmie. Nastąpi to najprawdopodobniej w styczniu bądź w lutym.

- Jak będzie zorganizowana zbiórka podpisów?

- Poruszenie społeczne jest już na tyle duże, że nie mam wątpliwości, że uda się zdobyć o wiele więcej podpisów niż ustawowe 100 tys. Otrzymaliśmy już prawie 9 tys. zgłoszeń od wolontariuszy, chętnych do tej pracy. Warto dodać, że większość chętnych zgłosiła się przez platformę CitizenGO. Wolontariusze chcą poświęcać swój wolny czas. Będą organizować zbiórki na ulicach, w różnych środowiskach, parafiach i wśród znajomych. Nigdy nie zgłosiło się aż tyle osób, co bardzo dobrze prognozuje. Jest to z pewnością dowód na wzmocnienie ruchów obrony życia.

- Mówimy o środowiskach pro life. W zeszłym roku dał się zauważyć wśród nich silny podział wokół projektu „Stop aborcji”. Czy teraz środowiska te są gotowe mówić wspólnym głosem?

- Niezależnie od istniejącego pluralizmu wśród obrońców życia, który jest naturalny, bo to bardzo liczne środowiska i pracujące różnymi metodami, żadne ze środowisk nie zgłosiło zastrzeżeń do tej akcji. Bardzo cieszymy się z życzliwości płynącej z wielu środowisk, którym leży na sercu los życia dzieci.

- Wielu, nawet całkiem uczciwych ludzi, jest zdania, że nie należy naruszać istniejącego w Polsce „kompromisu aborcyjnego”. Ich zdaniem może to później rodzić tzw. efekt wahadła, czyli dążenia do gwałtownej liberalizacji ustawy po objęciu rządów przez inną opcję polityczną? Czy nie ma w tym pewnej logiki? Jaką macie na to odpowiedź?

- Po pierwsze, „kompromis aborcyjny” z 1993 r. już od dawna nie obowiązuje. A kto go złamał: lewica. Obecnie nie obowiązujące prawo z 1993 r., kiedy została przyjęta przez Sejm ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Zmieniona została ona głęboko przez SLD w 1996 r. W znowelizowanej wtedy ustawie nie ma już mowy o ochronie dziecka poczętego, a zaczęto mówić o ochronie płodu ludzkiego. Wprowadzono też zapis pozwalający na aborcję z przyczyn społecznych, a w praktyce na żądanie. Na szczęście zapis ten został skreślony, kiedy Trybunał Konstytucyjny uznał go za niekonstytucyjny. Ale inne zmiany pozostały. Próba złamania kompromisu aborcyjnego nastąpiła zresztą już w 1994 r., kiedy SLD wprowadził podobne zmiany, ale zawetował je Lech Wałęsa jako prezydent. A nawet ostatnio lewica, wysunęła projekt zmiany ustawy, wprowadzając możliwość zabijania dzieci na życzenie. Dowodem tego jest kolejna, tegoroczna inicjatywa lewicy postulująca aborcję na życzenie.

- A czy wykreślenia z ustawy zapisu o aborcji eugenicznej nie można załatwić za pomocą Trybunału Konstytucyjnego, o czym zresztą mówili niektórzy politycy PiS? Byłoby to o wiele prostsze niż batalia o kolejną ustawę.

- Ubolewam, że do tej pory żaden z podmiotów uprawnionych przez konstytucję do tego, aby składać wnioski do Trybunału Konstytucyjnego, nie poprosił go o zbadanie niekonstytucyjności wszystkich przesłanek aborcyjnych. Wiemy, że w ostatnich miesiącach został przygotowany wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności eugenicznej przesłanki aborcyjnej. Jego autorem jest poseł Bartłomiej Wróblewski z PiS, a podpisało się pod nim 100 innych posłów, co stanowi dobrą prognozę, gdyż wymagana liczba podpisów to 50. Niemniej, nie został on do tej pory złożony do Trybunału. Ponadto, nawet jeśli wniosek zostanie złożony do Trybunału Konstytucyjnego, to Trybunał nie ma żadnego terminu, który obligowałby go do zajęcia się sprawą.
Z tego powodu, dopóki nie dochodzi do zmiany prawa, czyli wykreślenia z ustawy możliwości zabijania dzieci z powodu choroby bądź niepełnosprawności - kontynuujemy inicjatywę obywatelską.

- Dziękuję za rozmowę.

- Rozmawiał Marcin Przeciszewski

Tagi:
aborcja rozmowa pro‑life

Japonia budzi się dla życia

2018-08-05 21:19

vaticannews.va / Tokio (KAI)

Japońskie społeczeństwo powoli budzi się dla cywilizacji życia. Coraz bardziej aktywne stają się, jak do tej pory mało popularne, ruchy pro-life.

fujikama/pixabay.com

Ostatni marsz dla życia, który odbył się w połowie lipca, zgromadził w stolicy około 250 osób. Dla porównania, cztery lata temu w pierwszym marszu wzięło udział około 30 osób. Nie są to może zawrotne liczby, ale dla metropolity Tokio jest to wyraźny sygnał, że społeczeństwo występuje przeciw kulturze odrzucenia. Dalej jednak „wielu Japończyków myśli, że wartość ludzkiego życia zależy od jego produktywności” – powiedział abp Tarcisio Kikuchi.

W Japonii aborcję zalegalizowano już w 1948 r. W przeciwieństwie do innych krajów proces jej wprowadzania w Kraju Kwitnącej Wiśni przebiegł bardzo szybko. Ponadto, poza pretekstami medycznymi, dopuszcza się zabójstwo dziecka do 22. tygodnia ciąży ze względu na sytuację społeczno-ekonomiczną matki. Statystki z 2005 r. podają, że jedna na sześć kobiet w wieku od 16 do 49 lat dokonała w swoim życiu jednej lub więcej aborcji. Ponad połowa z ankietowanych zaznaczyła, że opłakiwała śmierć dziecka.

Przez prawie 70 lat w Japonii zamordowano około 40 mln dzieci nienarodzonych. Jako podstawową przyczynę takiego zwrotu ku cywilizacji śmierci podaje się burzę jaką wywołał w Japonii przypadek Miyuki Ishikawy. Demoniczna położna – jak ją nazywano – w latach 30. i 40. ubiegłego wieku zabijała noworodki na życzenie ich rodziców. Kobiecie postawiono zarzut przestępstwa przez zaniechanie i spowodowania śmierci 103 nowo narodzonych, choć szacuje się, że mogło ich być znacznie więcej. Kobietę skazano na 8 lat pozbawienia wolności, ale po apelacji wyrok zmniejszono do 4 lat. Od pierwszego wyroku w 1948 r. rząd potrzebował kilku miesięcy na legalizację aborcji na skalę krajową.

Nic więc dziwnego, że najmniejsze przejawy ruchów za życiem budzą nadzieję na poprawę sytuacji. Dla abp. Kikuchiego organizowanie dorocznych marszy jest ważne choćby ze względu na zwrócenie uwagi społeczeństwa na kwestię świętości ludzkiego życia. Dla nas – podkreśla hierarcha – działania związane z promowaniem pokoju, rozwoju człowieka i pomocy tym, którzy jej potrzebują nie są umotywowane polityczną agendą, w przeciwieństwie do tego, co sugerują niektórzy. Te działania wynikają z pragnienia promowanie kultury życia – podkreśla metropolita Tokio.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Matka Boska Zielna

Krzysztof Szewczyk
Edycja legnicka 33/2004

15 sierpnia Kościół przypomina wiernym wielki dogmat wiary katolickiej, ogłoszony w 1950 r. przez papieża Piusa XII, mówiący o tym, że Maryja - Matka Chrystusa wraz z ciałem została wzięta do nieba.

Kult Pani Wniebowziętej żywy był w Kościele od czasów Apostołów, a jeszcze bardziej rozwinął się w V w., przychodząc stopniowo do narodów słowiańskich, w tym także do Polski, gdzie pierwsze świątynie nosiły wezwanie Wniebowzięcia Matki Bożej. Dzisiaj w Polsce na przeszło 3000 kościołów i kaplic wzniesionych ku czci Matki Bożej ponad 600 dedykowanych jest Maryi Wniebowziętej.
Święto to przypada w czasie późnego lata, kiedy ponownie kwitną łąki, mienią się różnobarwnymi kwiatami, dojrzewają jeżyny, owoce w sadach. W tym też czasie trwają prace żniwne, w myśl starego powiedzenia: „Na Wniebowzięcie pokończone żęcie”.
Wielki trud polskiego rolnika przynosi plon obfitości. Jarzębina stroi się w czerwone korale, grona dzikiego bzu są czarne, a w lasach pełno grzybów i radości, wszędzie sytość, nadzieja, bo stodoły pełne zboża. Babie lato omotuje poranki i zmierzchy, a drogami i polnymi ścieżkami zdążają w stronę licznych maryjnych sanktuariów pielgrzymi, bo to czas największego wędrowania do miejsc szczególnego kultu Maryi: do Częstochowy, Kalwarii Zebrzydowskiej, Kalwarii Pacławskiej, Świętej Lipki, Gietrzwałdu, Lichenia i wielu, wielu innych.
Już od końca X w. znany jest zwyczaj święcenia w tym dniu ziół polnych oraz owoców sadów i pól, wywodzący się ze starej chrześcijańskiej legendy, mówiącej o tym, jak apostołowie po otwarciu grobu Matki Bożej nie znaleźli tam Jej ciała, a jedynie same zioła i kwiaty. Nasz rodzimy poeta Wacław Rolicz-Lieder tak w swym wierszu odzwierciedla ludową pobożność związaną z tym świętem;

Kwiaty z pól okolicznych uszczknięte i zioła,
Przenajświętsze ofiary pracowitej wioski,
Przyniosły swe zapachy do wnętrza kościoła,
Przyniosły przed oblicze dobrej Matki Boskiej.
Przed ołtarzem ksiądz szepce łacińskie wyrazy,
Woń kwiatów coraz żywiej nad głowy się wznasza:
Ochraniaj nas od klęski, chorób i zarazy,
Królowo ziół przedziwna, pól Rządczyni nasza!
Rozśpiewały się usta, organ wciąż przewodzi,
Ten w piersi się uderza, ten znak krzyża czyni:
Ochraniaj nas od wojny, ognia i powodzi,
O ziół Królowo można, naszych pól Rządczyni!
W górze, jak głos starczy, organ przepowiada,
A w dole, z piersi ludu płynie pieśń kościelna,
U stóp Twych, jasna Pani, wieś swe dary składa,
O pól Rządczyni mądra, o Królowo Zielna!

Wykonane z ziół, zbóż, kwiatów i owoców wianki niesione są do kościoła po dzień dzisiejszy, w myśl starego powiedzenia: „Każdy kwiatek w ten dzień woła: weź mnie do kościoła, a ja cię tam przywołam”. Wianki w każdym regionie kraju zwano inaczej, jak choćby równianki, prozanki, a u prawosławnych - kwietki. Po poświęceniu zanosi się je do domów, gdzie wraz z palmą wielkanocną i wiankami z oktawy Bożego Ciała używane są do rozmaitych celów: przy zabiegach w hodowli i rolnictwie, chronią przed burzą, gradobiciem, powodzią, szkodnikami itp. Przy różnych niedomaganiach z poświęconego wianka wybiera się właściwe gatunki ziół, przygotowując z nich lek. Często cały wianek bywa uważany za środek uniwersalny na różne choroby, niezależnie od składu roślin. Wiele nazw ziół, zbieranych do wianków na Matkę Boską Zielną, wiąże się z Rodziną Świętą, Panem Bogiem czy postaciami świętych. Z gwary ludowej niektóre weszły do nazewnictwa oficjalnego, jak np. bylica - Boże drzewo, czy świętojańskie ziele, inaczej dziurawiec zwyczajny, w gwarach ludowych nazywany też krzyżowym zielem, dzwonkami Panny Maryi, krwią Matki Boskiej czy krwią Pana Jezusa, wreszcie zielem św. Jana. Jednak najwięcej nazw roślin łączy się z osobą Matki Bożej: np. szczoteczki Najświętszej Panny (szczęć), osetek Najświętszej Panny (dziewięć sił), ziele Matki Bożej (wierzbnica), rękawki Matki Bożej lub sukienki Matki Bożej (goryczka wąskolistna), kądziołka Matki Bożej (koniczyna polna), łzy Matki Bożej (drżączka średnia), warkocze Matki Bożej (dziewanna drobnokwiatowa) i inne.
Seweryn Udziela w swej pracy pt. Rośliny w wierzeniach ludowych pisał, że np, w Krakowskiem wianki na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny przygotowywano często ze 100 gatunków ziół i innych roślin. Zygmunt Gloger zanotował, że wianki wije się z 12 rodzajów roślin, z poświęconych owoców pól, łąk i sadów: żółto kwitnącego trojestu, żabich skrzeków, Bożego drzewka, rotycia, lubczyku, leszczyny z orzechami, żyta, konopi, lnu, mięty i rumianku.
Pamiętała o tym wybitna nasza poetka Kazimiera Iłłakowiczówna, pisząc swoją wspaniałą Mszę Maryjną na Matkę Boską Zielną: „Po co te wiązki i wianki z mięty, wrotyczu, rumianku? Niesiemy je na znak hołdu Maryi Pannie przed ołtarz. A tę pszenicę i jęczmień, czy także mamy poświęcić? Proso też i mak, i żyto, i coraz większą obfitość. Niechaj je księża święcą dzisiaj w ten dzień Wniebowzięcia”.
Poświęcone owoce pól, łąk i sadów miały według wierzeń przynieść dostatek wszystkiego na przyszły rok, więc wykruszano poświęcane ziarno i mieszano je z tym, które miało iść na siew, a łupiny z poświęconych owoców zawieszano na drzewach, by przysporzyły owoców na przyszły rok.
Warto zacytować jeszcze fragment wiersza Jana Lechonia, który w Rymach częstochowskich tak pisał:

„O wy, kwiaty mej młodości, prosto z łąki zioła,
Co na Matkę Boską Zielną znoszą do kościoła,
I stawiają Częstochowskiej, by podniosła rączkę,
Nad firletkę, macierzankę i nad srebrną drżączkę,
Nad rozchodnik i lawendę, nad rutę i miętę,
Bo to wszystko przecież Boże, bo to wszystko święte,
Jak stajenka betlejemska z prostym polskim bydłem,
Tak zrównane są te zioła z mirrą i kadzidłem...”

Dziś ludzie mniej czasu i uwagi poświęcają otaczającej ich zieleni łąk i lasów, nie doceniają wartości ziół, a kiedy ze względów zdrowotnych muszą mieć z nimi kontakt, polegają na aptecznych mieszankach. Wielu młodych ludzi nie zna wcale ziół, których sporo wyginęło wraz ze zniszczeniem środowiska naturalnego. Na przekór wielkiemu pośpiechowi życia warto byłoby odnowić znajomość ze światem ziół, które tak wiele mogą pomóc człowiekowi w jego różnych dolegliwościach.
Połowa sierpnia, schyłek lata. Sady pachniały owocami, lasy były pełne jagód, w ogródkach obfitość warzyw. Polska wieś była syta: „Po Zielnej każdy chodzi jak cielny” - mawiano. Niewiele było takich tygodni w roku, ale za te, które były, dziękowano Bogu. Dziękowali także ci, którzy wyzłoceni piaszczystym pyłem dróg pielgrzymowali na odpust do najbliższego miasteczka. Wiele było miejsc w Polsce, gdzie 15 sierpnia schodziły się tłumy, a wraz z nimi płynęły starodawne maryjne pieśni. Schodzili się wszyscy do swojej Królowej, aby oddać Jej hołd.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: z udziałem „Mazowsza” trwają uroczystości odpustowe

2018-08-15 13:19

it / Jasna Góra (KAI)

Z udziałem Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca „Mazowsze” na Jasnej Górze trwają główne uroczystości odpustowe. Na szczycie odbyło się misterium: „Tu zawsze byliśmy wolni”, podczas którego Zespół wykonał specjalnie dobrane pieśni patriotyczne. Od 11.00 swym śpiewem ubogaca także główną sumę odpustową a po Eucharystii odbędzie się wspólne z pielgrzymami „radosne dziękczynienie za wolną Polskę”.

Mariusz Książek/Niedziela

- Nasz pobyt u Matki Bożej to wyraz wdzięczności za wolną Polskę i 70 lat działalności Zespołu, którego misją jest ukazywanie piękna ojczystej kultury - powiedział Jacek Boniecki, dyrektor zespołu. Podkreślił, że „Jasna Góra to miejsce wyjątkowe a Mazowsze przybywa, by pokłonić się Maryi, by modlić się i dziękować za ten fenomen, który zrodził się w 1948 r. z inicjatywy Tadeusza Sygietyńskiego i jego żony Miry Zimińskiej–Sygietyńskiej”.

Dyrektor zauważył, że „jesteśmy tu, by razem z Niepodległą wyśpiewać pieśni religijne, które tak łączą Polaków, ale by podzielić się także najnowszą płytą zawierającą patriotyczne utwory zaaranżowane specjalnie na ten rok jubileuszowy 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości”.

Jacek Boniecki stwierdził, że „to wielkie święto narodowe łączy Polaków a Mazowsze to symbol polskości, zwłaszcza dla ludzi, którzy musieli opuścić Polskę". - Mazowsze bywało tam, gdzie są dziesiątki Polaków były po opuszczeniu kraju, tak jest i dzisiaj. Byliśmy np. ostatnio w Wilnie i na Syberii – powiedział dyrektor. Dodał: „łączy nas wiara, nadzieja i miłość i ukochanie Polski”.


- Mazowsze słynęło zawsze z ruchu, ukazujemy piękno polskiej ludowej muzyki, tańca, zanosimy zawsze cząstkę Polski i przypominamy, że jest to dla nas ważne – podkreśla dyrektor. Z uśmiechem dodaje, że na Jasnej Górze tańców nie będzie, ale wspólne radowanie owszem.

- To miejsce, które łączy wszystkich Polaków, modlimy się, by Zespół mądrze zaskakiwał swoimi propozycjami repertuarowymi na przyszłość - powiedział dyrektor Mazowsza.

Mazowsze to nasza folklorystyczna duma narodowa. Utworzone przez kompozytora Tadeusza Sygietyńskiego i jego żonę Mirę Zimińską-Sygietyńską jest dziś uznaną marką, która rozreklamowała polską tradycję ludową na świecie. Zespół dał w sumie ponad 6,5 tys. koncertów, przemierzając prawie 2,3 mln kilometrów w 52 krajach. Ważną datą w historii Mazowsza jest 1 października 1954, wówczas władze po raz pierwszy zezwoliły na występy za żelazną kurtyną i tym sposobem rodzimy folklor doczekał się prezentacji przed paryską publicznością. A repertuar stopniowo się rozrastał. Sygietyńska wzbogaciła program o pieśni religijne i patriotyczne oraz o ludowe kompozycje sięgające korzeniami daleko poza centralną Polskę. „Kukułeczkę”, „Furmana” czy „Ej, przeleciał ptaszek” do dziś nuci starsze pokolenie i nie zapomina o wybitnych solistach wylansowanych na przestrzeni tych 70 lat. Tu rozpoczynała karierę np. piosenkarka Irena Santor.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem