Reklama

Kalendarze 2019

Za Kościół i Ojczyznę

Wojciech Świątkiewicz
Edycja warszawska (st.) 31/2004

Podczas Powstania warszawscy księża w miarę możliwości organizowali w świątyniach normalne duszpasterstwo, odprawiali Msze św., udzielali sakramentów, prowadzili pogrzeby. Wielu z nich za swą służbę Kościołowi i Ojczyźnie zapłaciło cenę najwyższą.

Ks. kan. Mieczysław Krygier w chwili wybuchu Powstania miał 56 lat. Był proboszczem parafii św. Wawrzyńca na Woli, kapelanem szpitala św. Jana Bożego, radnym m. Warszawy, znanym działaczem społecznym, prezesem Caritas. 6 sierpnia 1944 r. rano udał się na wieżę kościoła św. Wawrzyńca, aby znajdującym się tam powstańcom zanieść chleb i kawę. Następnie wrócił do zakrystii, założył czerwony ornat i przy głównym ołtarzu rozpoczął odprawiać Mszę św. Wkrótce wpadli do kościoła esesmani i zaczęli strzelać. Zabili kościelnego, a proboszcza ciężko ranili. Kapłan osunął się i upadł u stóp ołtarza. Zdążył jeszcze przyjąć Komunię św., po czym zmarł z odniesionych ran. Ks. Krygier wierzył w zwycięstwo powstańców i nawet kazał przygotować biało-czerwone flagi, którymi zamierzał udekorować swoją świątynię.
Zastępca proboszcza liczącej ok. 150 tys. mieszkańców parafii Wszystkich Świętych w Warszawie (jej 2/3 stanowili Żydzi) ks. Edward Gorczyca ciężko poparzony przez pocisk rakietowy umiera po straszliwych cierpieniach 20 września w szpitalu polowym. Ks. prał. Seweryn Popławski, proboszcz parafii św. Andrzeja Apostoła przy ul. Chłodnej i wiceoficjał Sądu Arcybiskupiego zginął pod gruzami stolicy w szesnastym dniu Powstania. Ks. kan. Stanisław Żelazowski, proboszcz parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus, odznaczony Krzyżem Niepodległości i Złotym Krzyżem Zasługi, ciężko ranny w Powstaniu (pocisk urwał mu prawą dłoń), znalazł się w szpitalu polowym mieszczącym się w kościele Franciszkanów przy ul. Zakroczymskiej. Po zdobyciu przez Niemców Starego Miasta został rozstrzelany przez hitlerowców. Śmierć przez rozstrzelanie poniósł także w ósmym dniu Powstania ks. dr Antoni Trzeciak, proboszcz parafii św. Antoniego.
Zginęli dwaj rektorzy kościołów. Ks. prał. Michał Rozwadowski, rektor kościoła Sióstr Sakramentek w Warszawie zginął pod jego gruzami 31 sierpnia 1944 r. wraz z 3 innymi kapłanami: ks. Józefem Archutowskim, profesorem biblistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, od 1943 r. proboszczem parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na Nowym Mieście, ks. Janem Mazerskim, salezjaninem, docentem Uniwersytetu Jagiellońskiego i o. Leonardem Hrynaszkiewiczem, jezuitą, wieloma siostrami zakonnymi oraz z ok. 1 tys. osób, które schroniły się w podziemiach świątyni. Pod gruzami kościoła św. Marcina przy ul. Piwnej śmierć poniósł 74-letni rektor świątyni, a zarazem znany literat i dziennikarz ks. dr Marcin Szkopowski.
Ginęli wikariusze warszawskich parafii. Już w drugim dniu Powstania zabity został ks. mgr Tadeusz Godziński, wikariusz parafii św. Jakuba. Zginęło dwóch wikariuszy z parafii św. Wojciecha na Woli. Księża Stanisław Kulesza i Stanisław Maczko (jedno ze źródeł podaje Mączka), którzy zostali zastrzeleni 8 sierpnia na podwórzu jednego z domów na Moczydle. Wraz z nimi zginął kapłan diecezji łódzkiej ks. Roman Ciesiołkiewicz oraz setki mieszkańców Woli. W 19 dniu walk ginie ks. Wojciech Kamiński, wikariusz parafii św. Józefa. W tym samym dniu śmierć ponosi ks. Piotr Kowalczyk, wikariusz z Wilanowa, kapelan Armii Krajowej.
Jedną z ofiar Powstania jest ks. Tadeusz Kozłowski, wikariusz z parafii św. Michała na Mokotowie i notariusz Kurii Metropolitalnej. Ten znany działacz harcerski zginął 30 sierpnia. (Jedno ze źródeł podaje inną wersję: zmarł na tyfus w szpitalu powstańczym). Inny wikariusz tej parafii, ks. Stanisław Piłatowicz zginął pod ruinami świątyni 24 września 1944 r.
Śmierć podczas Powstania ponieśli też wikariusze innych parafii. Ks. prof. dr Jan Salamucha, przed wojną profesor filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, był wikariuszem parafii św. Jakuba w Warszawie, a w konspiracji dziekanem Obwodu Ochota AK. Zamordowany został 11 lub 12 sierpnia przez Ukraińców w służbie niemieckiej. W Powstaniu zginął ks. Wacław Szelenbaum, wikariusz parafii Wszystkich Świętych w Warszawie, rozstrzelany 17 sierpnia 1944 r. Śmierć poniósł ks. mgr Stanisław Klimczak, notariusz Sądu Arcybiskupiego i kapelan Zakładu Wychowawczego im. Jachowicza w Warszawie, rozstrzelany 2 września 1944 r. Ofiarą Powstania był też ks. mgr Paweł Klinko, kapelan Zakładu Wychowawczego Sióstr Rodziny Maryi w Kostowcu.
Również wielką cenę zapłaciło podczas Powstania Warszawskiego duchowieństwo zakonne, zwłaszcza księża pallotyni, jezuici i redemptoryści.
Ks. Józef Stanek, pallotyn od 1 sierpnia 1944 r. był kapelanem w Zakładzie Sióstr Rodziny Maryi na Koszykach. W dwa tygodnie później zaczął też pełnić funkcję kapelana powstańców. Przybrał pseudonim „Rudy” i przeniósł się na Powiśle i Czerniaków, gdzie służył w zgrupowaniu Armii Krajowej „Kryska”. Z niezwykłą ofiarnością pełnił swoją służbę Bogu i Ojczyźnie. Odprawiał Msze św. dla powstańców i ludności cywilnej, słuchał spowiedzi, głosił kazania, przygotowywał rannych do spotkania z Panem Bogiem. Starał się być wszędzie tam, gdzie go najbardziej potrzebowano. Z narażeniem życia dźwigał chorych na własnych ramionach, odgrzebywał zasypanych pod gruzami, dawał nadzieję. Wiele osób zawdzięcza mu przeżycie. 23 września dostał się w ręce SS. Jeszcze dzień wcześniej mógł odpłynąć pontonem na drugi brzeg Wisły i ocalić życie. Nie chciał jednak pozostawić wiernych potrzebujących jego kapłańskiej posługi. Po aresztowaniu, potwornie torturowany, został natychmiast zaprowadzony pod szubienicę. Jeszcze spod miejsca swej kaźni błogosławił żołnierzom i ludności cywilnej prowadzonej do niewoli i obozów zagłady. Niemcy nazywali go „głównym bandytą powstania”. Dziś jest w gronie 108 błogosławionych, męczenników II wojny światowej.
Ks. Stanek nie był jedynym pallotynem, który zginął w Powstaniu Warszawskim. Jego współbrat zakonny ks. Ryszard Dardziński, niosąc posługę kapłańską zginął 20 sierpnia od pocisku artyleryjskiego. Pod gruzami Starówki zginęli bracia Ludwik Nowak i Stanisław Zieliński.
Wielką ofiarę zapłacili jezuici. Już w drugim dniu Powstania w ich domu zakonnym przy ul. Rakowieckiej doszło do straszliwej tragedii. Najpierw esesmani zastrzelili superiora o. Edwarda Kosibowicza oraz powracającego od chorego o. Franciszka Szymaniaka. Następnie w brutalny sposób spędzili wszystkich obecnych w piwnicy zakonników do jednego niewielkiego pomieszczenia i wrzucili w ich kierunku kilka granatów, powodując natychmiastową śmierć 4 ojców i 11 braci. 18 sierpnia zginął ratując płonący kościół Matki Bożej Łaskawej o. Henryk Mroczka. Na skutek ran odniesionych w Powstaniu zginął br. Feliks Klimkiewicz.
W szóstym dniu Powstania doszło do masakry redemptorystów na Woli. Zginęli wówczas wszyscy mieszkańcy domu zakonnego przy ul. Karolkowej - 15 ojców, 6 kleryków i 9 braci. Wywleczeni z klasztoru zostali zamordowani przy kościele św. Wojciecha. Ich ciała natychmiast spalono.
Wśród 108 męczenników wyniesionych na ołtarze jest bł. o. Michał Czartoryski, dominikanin. Wybuch Powstania zastał go na Powiślu, skąd nie mógł wrócić do swojego macierzystego klasztoru na Służewiu. Zatrzymał się w zaprzyjaźnionej rodzinie pp. Kaszniców. Wkrótce okazało się, że jest potrzebny jako kapelan III Zgrupowania Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej „Konrad”. Jego opiece podlegały też punkty szpitalne, z których największy znajdował się w piwnicach dawnej fabryki „Alfa-Laval”. Całe dnie spędzał wśród powstańców. Pocieszał ich na duchu, błogosławił, udzielał sakramentów. 6 września nie zgodził się opuścić jedenastu najciężej rannych chorych, którzy zostali w ewakuowanym wcześniej przez Niemców szpitalu „Alfa-Laval”. Miał możliwość ucieczki, ale postanowił być z chorymi do końca. Rozstrzelany został razem z nimi. Jego ciało oblano benzyną i spalono z ciałami 30 rozstrzelanych na ulicy zakładników.
Takich duchownych diecezjalnych i zakonnych było wielu.

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Matka Boża z Fatimy – u Matki Bożej z Lourdes

2019-01-22 19:26

pb (KAI Panama) / Panama

Figura Matki Bożej z sanktuarium w Fatimie, dotarła 21 stycznia wieczorem do Panamy, gdzie będzie towarzyszyć 34. Światowym Dniom Młodzieży. Pierwszą noc spędziła w kościele pw. Matki Bożej z Lourdes.

Graziako

Na lotnisku Tocumen figurę powitał arcybiskup Panamy José Domingo Ulloa, któremu towarzyszyli ambasadorowie: Portugalii w Panamie - Pedro Pessoa e Costa i Panamy w Portugalii - Ilka Varela de Barés.

Ta historyczna pierwsza pielgrzymująca figura Matki Bożej Fatimskiej, wykonana według wskazówek s. Łucji Dos Santos – jednej z trojga fatimskich wizjonerów z 1917 r. - nie opuszczała Portugalii od 2000 r.

Z lotniska figura została przewieziona do kościoła Matki Bożej z Lourdes w dzielnicy Carrasquilla, gdzie późnym wieczorem została odprawiona Msza św. „intronizacyjna”.

Dziś rano (czasu panamskiego) figura została procesjonalnie przeniesiona z kościoła Matki Bożej z Lourdes do „namiotu spotkania”, znajdującego się w parku Omara, gdzie urządzono Park Młodych. Odbywa się tam spowiedź, można uczestniczyć w forum powołaniowym, a także odwiedzić biblijny Park Chrystonautów.

„Namiot spotkania” jest miejscem adoracji eucharystycznej. Figura Matki Bożej z Lourdes została w nim ustawiona obok monstrancji z Najświętszym Sakramentem. Opiekunkami figury są siostry misjonarki miłości, założone przez św. Matkę Teresę z Kalkuty. Wieczorem odbędzie się – jak w Fatimie – procesja z zapalonymi świecami, w czasie której figura zostanie przeniesiona do położonej w tej samej dzielnicy kaplicy Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych, po czym powróci do „namiotu spotkania” w parku Omara.

Pierwsza pielgrzymująca figura Matki Bożej Fatimskiej została wykonana przez Josego Ferreirę Thedima na podstawie informacji przekazanych mu przez siostrę Łucję dos Santos, najstarszą z trójki uczestników objawień z 1917 r. Ten mierzący 110 cm wizerunek Maryi odwiedził podczas swoich podróży po wszystkich kontynentach 64 państwa świata. Władze portugalskiego sanktuarium szacują, że ta najstarsza z pielgrzymujących figur Matki Boskiej Fatimskiej podczas swoich licznych pielgrzymek okrążyła kulę ziemską piętnaście razy.

Po raz pierwszy udała się w zagraniczną podróż do Holandii w 1947 r. Obecnie wizerunek ten sporadycznie opuszcza sanktuarium fatimskie. W 2018 r. figura została poddana renowacji. Prace związane z odnowieniem wizerunku maryjnego prowadzone były przez specjalistów ze Szkoły Sztuk, wchodzącej w skład Portugalskiego Uniwersytetu Katolickiego.

Sanktuarium w Fatimie posiada kilkanaście figurek Matki Bożej podróżujących po świecie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem