Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Kard. Sarah: osobom homoseksualnym należy się prawda przekazana z miłością

2017-09-01 13:45

st (KAI) / Watykan

Magdalena Miła

- „Osobom LGTB należy się prawda przekazana z miłością, zwłaszcza ze strony duchowieństwa wypowiadającego się w imieniu Kościoła na temat tego złożonego i trudnego tematu” – napisał kardynał Robert Sarah. Artykuł prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów został opublikowany na łamach dzisiejszego wydania „The Wall Street Journal”. Kardynał przypomina zarazem osobom homoseksualnym, że "dla osób niezamężnych czy też nieżonatych - niezależnie od ich pociągu seksualnego - wierność czystości wymaga powstrzymania się od pożycia seksualnego".

Poniżej publikujemy treść artykułu w tłumaczeniu na język polski:

Kościół katolicki jest krytykowany z wielu stron, w tym przez pewnych jego członków za swoją reakcję duszpasterską względem wspólnoty LGBT. Ta krytyka zasługuje na odpowiedź nie po to, aby odruchowo bronić praktyk Kościoła, lecz ale by ustalić, czy my, jako uczniowie Pana, skutecznie docieramy do tej grupy znajdującej się w potrzebie. Chrześcijanie muszą zawsze dążyć do przestrzegania nowego przykazania, które Jezus dał podczas Ostatniej Wieczerzy: „Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem" (J 13,34).

Kochać kogoś, tak jak Chrystus nas umiłował, oznacza kochanie tej osoby w prawdzie. „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18,37) - powiedział Jezus do Poncjusza Piłata. Katechizm Kościoła Katolickiego odzwierciedla ten nacisk na uczciwość, stwierdzając, że przesłanie Kościoła do świata „powinno wyrażać w sposób bardzo jasny radość i wymagania drogi Chrystusa” (KKK 1697).

Reklama

Ci, którzy mówią w imieniu Kościoła, muszą być wierni niezmiennym naukom Chrystusa, ponieważ tylko poprzez życie zgodne z Bożym planem stwórczym ludzie odnajdują głębokie i trwałe spełnienie. Jezus opisał swoje orędzie w Ewangelii Jana w następujących słowach: „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,11). Katolicy wierzą, że Kościół prowadzony przez Ducha Świętego określa swoje nauczanie na podstawie prawdy orędzia Chrystusa.

Wśród księży katolickich jednym z najbardziej zagorzałych krytyków orędzia Kościoła w odniesieniu do seksualności jest amerykański jezuita, ojciec James Martin. W swojej opublikowanej na początku bieżącego roku książce „Building a Bridge", powtarza on częstą krytykę, że katolicy są bardzo krytyczni wobec homoseksualizmu, ignorując znaczenie uczciwości seksualnej pośród wszystkich swoich członków. Ojciec Martin ma rację, twierdząc, że nie powinno się stosować podwójnych standardów w odniesieniu do cnoty czystości, która, niezależnie od tego, że jest trudna, stanowi część dobrej nowiny Jezusa Chrystusa dla wszystkich chrześcijan. Dla osób niezamężnych czy też nieżonatych - niezależnie od ich pociągu seksualnego - wierność czystości wymaga powstrzymania się od pożycia seksualnego.

Może to wydawać się wzniosłym standardem, zwłaszcza dzisiaj. Jednakże sprzeczne z mądrością i dobrocią Chrystusa byłoby wymaganie czegoś, czego nie można osiągnąć. Jezus wzywa nas do tej cnoty, ponieważ uczynił nasze serca dla czystości, tak jak uczynił nasze umysły dla prawdy. Dzięki łasce Bożej i naszej wytrwałości czystość jest nie tylko możliwa, ale stanie się także źródłem prawdziwej wolności.

Nie trzeba daleko szukać, by zobaczyć smutne konsekwencje odrzucenia Bożego planu odnośnie ludzkiej intymności i miłości. Promowane przez świat wyzwolenie seksualne nie przynosi tego, co obiecuje. Przeciwnie rozwiązłość jest powodem wielu niepotrzebnych cierpień, złamanych serc, samotności i traktowania innych jako środków do osiągnięcia przyjemności seksualnej. Kościół jako matka stara się chronić swoje dzieci przed szkodami spowodowanymi przez grzech, co jest wyrazem jego miłości duszpasterskiej.

W swoim nauczaniu o homoseksualizmie Kościół prowadzi swoich wyznawców, odróżniając ich tożsamość od ich pociągu płciowego i działań. Po pierwsze są ludzie, którzy zawsze są dobrzy, ponieważ są dziećmi Boga. Następnie istnieje pociąg do tej samej płci, który nie jest grzeszny, jeśli nie jest chciany, czy też realizowany, ale jest jednak sprzeczny z naturą ludzką. I wreszcie są stosunki homoseksualne, które są poważnie grzeszne i szkodliwe dla dobra tych, którzy biorą w nich udział. Ludziom którzy utożsamiają się z członkami wspólnoty LGTB należy się prawda przekazana z miłością, zwłaszcza ze strony duchowieństwa wypowiadającego się w imieniu Kościoła na temat tego złożonego i trudnego tematu.

Modlę się, aby świat wreszcie usłyszał głos chrześcijan, którzy doświadczają pociągu homoseksualnego i odkrywają pokój i radość, żyjąc prawdą Ewangelii. Miałem szczęście spotkać się z nimi, a ich świadectwo poruszyło mnie głęboko. Napisałem wstęp do jednego z takich świadectw, do książki Daniela Mattsona: „Why I Don’t Call Myself Gay: How I Reclaimed My Sexual Reality and Found Peace”, mając nadzieję, że przyczynię się do lepszego wysłuchania jego głosu i innych podobnych.

Ci mężczyźni i kobiety są świadkami mocy łaski, szlachetności i wytrwałości ludzkiego serca oraz prawdy nauczania Kościoła dotyczącego homoseksualizmu. W wielu przypadkach przez pewien okres żyli oni z dala od Ewangelii, ale pojednali się z Chrystusem i Jego Kościołem. Ich życie nie jest łatwe ani wolne od poświęceń. Ich skłonności do tej samej płci nie zostały unicestwione. Ale odkryli piękno czystości i czystych przyjaźni. Ich przykład zasługuje na szacunek i uwagę, ponieważ mogą wiele nauczyć każdego z nas - jak lepiej przyjmować i towarzyszyć naszym braciom i siostrom w autentycznej miłości duszpasterskiej.

Tagi:
Watykan homoseksualizm

Samo nic się nie obroni

2018-06-19 11:34

Michał Karnowski
Niedziela Ogólnopolska 25/2018, str. 35

Wciąż mamy siostry, księży i biskupów, którym chce się walczyć o swój Kościół, świeckich, którzy nie chcą iść w paradach zniszczenia, media, które stawiają opór kłamstwu

pixabay.com

Za nami tzw. Parada Równości, której obsceniczność powoli zbliża się do scen znanych z zachodnich stolic.

Co jest istotą tego wydarzenia? Zmuszenie jednostek i społeczeństw, by porzuciły swoje przekonania, odrzuciły niesmak i estetyczną niechęć i przyłączyły się do wielkiej rewolucji kulturowej. Dlatego tak wielką wagę przywiązują organizatorzy tych marszów do oprawy medialnej, wsparcia ze strony wielkich koncernów, listów poparcia ze strony ambasadorów. To wszystko ma wskazywać ludziom, gdzie są siła, władza i wpływy. Przekaz jest prosty: jeśli pójdziesz z nami, wybierzesz przyszłość i wygodne życie – podobnie jak kiedyś wybierano pochody komunistyczne. Jeżeli staniesz z boku, możesz się zakwalifikować do „homofobów”. A wszystko pod sztandarem tego, co w człowieku było zawsze intymne, prywatne – seksualności. Gdy kiedyś świat jednak znormalnieje, nasi następcy ze zdziwieniem pokręcą głowami, jak nisko upadliśmy.

No właśnie, a jeśli jednak świat nie znormalnieje? Ile jeszcze Zachód może wytrzymać ciągłej destrukcji tradycyjnych wartości? Jego dobrobyt wziął się z siły rodziny, ciężkiej pracy, szacunku dla wartości. Dziś korzysta z tego, co wypracowały kolejne pokolenia. Można powiedzieć, że żyje z oszczędności, ze zgromadzonego przez przodków kapitału społecznego. Ale to się kiedyś skończy. W jaki sposób? Tak jak w starożytnym Rzymie czy w I Rzeczypospolitej – zabraknie woli walki, zabraknie gotowych do obrony starego świata. Bo w imię czego mieliby się bić? Tęczowej flagi? Wolności zabijania nienarodzonych? Żart.

Przy okazji parady promował się kandydat na prezydenta stolicy – pan Rafał Trzaskowski. Podzielił się z dziennikarzami taką myślą: „Silny naród nie powinien się bać ani swojej historii, ani swojej różnorodności. Nasza tradycja obroni się sama, bo jest silna. Tak samo rodzina”. Ładnie to dla wielu uszu brzmi, uspokajająco, zwalniająco, usypiająco, ale to wyjątkowo nieprawdziwa teza. Samo nic się nie obroni, a już na pewno nie tradycja, wiara i cywilizacja. Wystarczy spojrzeć na Zachód, przeanalizować tamtejsze doświadczenie. Pierwszym krokiem było to, co próbuje nam się dzisiaj narzucić: relatywizm, przyjęcie, że żadna postawa, żaden pogląd, żadna religia nie jest gorsza od innej, nic nie ma znaku dodatniego, wszystko przez sam fakt istnienia powinno być uznane za cenne – tak samo cenne. Wskutek takiej ideologii pustoszeją kościoły, najpierw duchowo, a następnie fizycznie. Ostatnim etapem jest przeróbka świątyń, już nikomu niepotrzebnych, na muzea, dyskoteki czy meczety.

Rozpodróżowani Polacy (jesteśmy w miłości do zwiedzania w czołówce Europy) mieli to szczęście, że mogli się o tym przekonać na własne oczy. Zadziałało trochę jak szczepionka: każdy mógł się przekonać, że wbrew temu, co twierdzi pan Trzaskowski, nie ma tradycji tak silnej, by nie dało jej się złamać od wewnątrz, uczynić wielkie katedry Francji i Niemiec martwymi, by nie można jej zalać milionową migracją np. islamskich grup.

Na jak długo tej szczepionki wystarczy? Wciąż mamy siostry, księży i biskupów, którym chce się walczyć o swój Kościół, świeckich, którzy nie chcą iść w paradach zniszczenia, media, które stawiają opór kłamstwu. Polska jest jak nigdy na rozdrożu, a presje są ogromne. Różnie może potoczyć się nasz los. Ale jednego musimy być świadomi: wciąż każdy z nas może działać, mówić, walczyć. Na Zachodzie w większości społeczeństw jest to już niemożliwe. Polityczna poprawność i terror parad paraliżują wszystkich. U nas wciąż jeszcze można stawiać opór. Ale właśnie po to, byśmy tego nie czynili, jeden czy drugi wmawia nam, że „tradycja obroni się sama”. Nie dajmy się nabrać.

Michał Karnowski
Publicysta tygodnika „Sieci” oraz portalu internetowego wPolityce.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Franciszek o nieustannej aktualności przykazania miłości nieprzyjaciół

2018-06-19 12:07

st (KAI) / Watykan

O stałej aktualności zawartych w dzisiejszej Ewangelii (Mt 5,43-48) słów Pana Jezusa „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” przypomniał papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Zaznaczył, że chodzi w nich o przebaczenie, modlitwę, i umiłowanie tych, którzy „chcą nas zniszczyć”. Są to słowa trudne, wzywające nas do naśladowania powszechnej miłości Ojca Niebieskiego. Są też wyzwaniem dla chrześcijanina, aby prosić Pana o łaskę umiejętności błogosławienia naszych wrogów i ich miłowania.

Greg Burke/Twitter.com

Ojciec Święty przypomniał, że codziennie w modlitwie „Ojcze nasz” prosimy o łaskę przebaczania naszym nieprzyjaciołom – „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. A jednak nie łatwo nam zrozumieć, jak można wybaczyć naszym wrogom.

„Pomyślmy o minionym wieku, o biednych chrześcijanach rosyjskich, którzy zostali zesłani na Syberię, jedynie z powodu swej wiary, by tam umrzeć z zimna: i musieli modlić się za kata, który ich tam posłał? Ale dlaczego? A wielu to czyniło: modlili się. Pomyślmy o Auschwitz i innych obozach koncentracyjnych: musieli modlić się za tego dyktatora, który pragnął czystej rasy i zabijał bez skrupułów, i modlić się, aby Bóg ich błogosławił! A wielu to czyniło” – stwierdził Franciszek.

Papież zaznaczył, że jest to „trudna logika" Jezusa, która w Ewangelii jest zawarta w modlitwie i usprawiedliwieniu tych, którzy zabili Go na krzyżu: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Jezus prosi dla nich o przebaczenie, podobnie jak to czyni w chwili męczeństwa także św. Szczepan. Dodał, że często w rodzinach nie potrafimy sobie nawzajem przebaczyć, a cóż dopiero w sytuacjach, kiedy ktoś chce nas zabić. Ojciec Święty podkreślił, że chodzi zatem o łaską, o którą winniśmy prosić, abyśmy byli doskonali, jak doskonały jest Ojciec niebieski, który obdarza swymi dobrami złych i dobrych.

Na zakończenie swej homilii Franciszek zachęcił, abyśmy pomyśleli o naszych nieprzyjaciołach, usiłujących wyrządzić nam zło i modlili się o łaskę ich miłowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tarnów: będzie lista „piosenek zakazanych” podczas udzielania sakramentu małżeństwa?

2018-06-20 16:00

eb / Tarnów (KAI)

W diecezji tarnowskiej ma się pojawić lista „piosenek zakazanych” podczas udzielania sakramentu małżeństwa. W specjalnym dokumencie chodzi głównie o ujednolicenie liturgii, podczas której małżonkowie wypowiadają sakramentalne „tak”. Będzie to jeden z efektów prac V Synodu Diecezji Tarnowskiej.

Bożena Sztajner/Niedziela

„Jest postulat przygotowania specjalnej instrukcji, bo obserwujemy wiele nadużyć” – mówi ks. Andrzej Turek, rzecznik V Synodu Diecezji Tarnowskiej, podsumowując obrady Komisji Głównej.

„Księża czasem muszą się mocować z różnymi opiniami, wizjami narzeczonych. Jest wiele nadużyć, wynikających niejednokrotnie z niewiedzy, czasem z postawy życzeniowej. Przede wszystkim chodzi o sam ryt sprawowania sakramentu, o całą ornamentykę, która mu towarzyszy. Jest chociażby kwestia pieśni. Trzeba może ustalić kanon piosenek zakazanych, które nie powinny być wykonywane w trakcie liturgii” – wyjaśnia ks. Andrzej Turek.

Jak dodaje ks. Andrzej Dudek, przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Życia Sakramentalnego jest palącą sprawą wypracowanie obligatoryjnego schematu celebracji sakramentu małżeństwa.

„Księża nierzadko stawiani się w bardzo niekomfortowej sytuacji. Synod musi wziąć ich w obronę, musi pomóc duszpasterzom, dając im do ręki zbiór stosownych przepisów Kościoła jako koronny argument, że powinno być właśnie tak, a nie jakkolwiek, jak sobie ktoś wymyśli” – dodaje ks. Dudek.

Podczas obrad dyskutowano, że taki schemat powinien zawierać listę „piosenek zakazanych”. „Byłby to czyli zbiór utworów wokalno-instrumentalnych, których pod żadnym pozorem nie wolno wykonywać w kościele podczas uroczystości zaślubin” – konkluduje liturgista ks. Dudek.

Komisja Główna uchwaliła, iż stosowny dokument pojawi się jako pierwszy owoc sesji plenarnej V Synodu Diecezji Tarnowskiej.

„Dni L. Cohena i jego „Hallelujah”, z którego uczyniono ślubny szlagier, choć utwór nie ma nic wspólnego z weselem, w kościołach diecezji tarnowskiej wydają się więc policzone” – podsumował ks. Andrzej Turek, rzecznik V Synodu Diecezji Tarnowskiej.

Dokument ma także dotyczyć przygotowania do sakramentu małżeństwa i życia rodzinnego a także towarzyszenia małżonkom w ich życiu.

Synod diecezjalny ma potrwać trzy lata. Pierwszy rok obrad, który rozpoczął się w kwietniu poświęcony jest rodzinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem