Reklama

Jestem od poczęcia

Diecezja zielonogórsko-gorzowska: peregrynacja figury Matki Bożej Fatimskiej

2017-09-05 14:17

wm / Gorzów Wielkopolski / KAI

Graziako/Niedziela

Przez miesiąc, od 8 września diecezję zielonogórsko-gorzowską, nawiedzi figura Matki Bożej Fatimskiej. Towarzyszyć jej będzie międzynarodowa ekipa misjonarzy. Figura przywieziona zostanie do wybranych parafii diecezji, a ostatniego dnia peregrynacji nawiedzi sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie.

Pielgrzymująca figura jest jedną z sześciu, które 11 stycznia tego roku pobłogosławił papież Franciszek i posłał je na sześć kontynentów z okazji 100-lecia objawień fatimskich. Jubileuszową peregrynację prowadzi Międzynarodowe Przymierze Świętej Rodziny (The Alliance of the Holy Family International – AHFI) z pomocą organizacji Human Life International, promującej ochronę życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci.

Celem peregrynacji jest przypomnienie światu naglącego wezwania Matki Bożej o modlitwę i wynagrodzenie za grzechy.

W każdej parafii nawiedzenie figury rozpoczynać się będzie o godz. 17.00. W programie nawiedzenia odbywać się będą modlitwy różańcowe, Msze św., adoracja Najświętszego Sakramentu lub procesja fatimska, będzie możliwość spowiedzi. W niektórych parafiach przewidziano całonocną adorację.

Reklama

Międzynarodowe Przymierze Świętej Rodziny jest światowym katolickim ruchem rodzinnym, który propaguje nabożeństwo ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny oraz praktykę zwaną Komunią wynagradzającą. Powstało w 1990 r. i ma swoje oddziały w 104 krajach.

Koordynatorem peregrynacji figury w diecezji zielonogórsko - gorzowskiej jest: ks. Andrzej Skoblicki, proboszcz z Maszewa.

Tagi:
peregrynacja Matka Boża Fatimska

Kopia Jasnogórskiego Obrazu Matki Bożej powróciła na szlak po zimowej renowacji

2018-02-17 09:55

it / Jasna Góra (KAI)

Peregrynująca po Polsce kopia Jasnogórskiego Wizerunku powróciła na szlak po dorocznej zimowej renowacji. Obecnie Matka Boża w tzw. Obrazie Nawiedzenia kontynuuje pielgrzymkę po diecezji warszawsko - praskiej. Idea peregrynacji narodziła się w trudnym dla Kościoła czasie. W latach 1953 - 56 kard. Stefan Wyszyński opracował program duchowego przygotowania narodu do jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski.

Bożena Sztajner/Niedziela

Istotną częścią tych przygotowań stała się peregrynacja rozumiana jako ingres Maryi w życie codzienne społeczeństwa.

Pielgrzymujący po polskich diecezjach Obraz przewożony jest w specjalnym samochodzie. Jego kustoszami na szlaku są specjalnie wyznaczeni ojcowie paulini. - Fenomen nawiedzenia polega na tym, że na 24 godziny parafia staje się Jasną Górą - zauważył o. Krzysztof Grzesica, który sam siebie nazywa „kierowcą Matki Bożej”.

Paulin podkreśla, że już same momenty przejazdu obrazu do kolejnych miejsc nawiedzenia, są okazją do wielkiej manifestacji wiary oczekujących na Matkę Bożą ludzi.

Pielgrzymująca po Polsce kopia Jasnogórskiej Ikony waży 90 kg. W przerwach na szlaku nawiedzenia jej renowacją zajmuje się Anna Torwirt, córka Leonarda Torwirta, artysty malarza, który w 1957 roku wykonał kopię na polecenie Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

Myśl o nawiedzaniu parafii przez Obraz Matki Bożej Częstochowskiej ówczesny Prymas Polski podjął jeszcze w Komańczy. Miało to być konsekwencją Wielkiej Nowenny i odnowionych Ślubów Jasnogórskich. Sam kard. Wyszyński tak tłumaczył sens Nawiedzenia: „W okresie Wielkiej Nowenny cały naród powinien nawiedzić swoją Królową na Jasnej Górze, ale to jest niewykonalne w stu procentach. Zawsze ktoś nie będzie mógł pojechać do Częstochowy. Dlatego poprosimy Matkę Bożą, aby niejako zeszła ze swego Jasnogórskiego Tronu i odwiedziła wszystkie swoje dzieci, tam gdzie żyją, w ich parafiach”.

W 1956 r. ks. Prymas powrócił z więzienia, a już w roku następnym zawiózł papieżowi Piusowi XII dwie kopie Cudownego Obrazu z Jasnej Góry. 14 maja 1957 r. Ojciec Święty w obecności biskupów poświęcił Obraz Nawiedzenia i pozwolił przywieźć go do Polski na świętą peregrynację po wszystkich parafiach.

Paulini podkreślają, że peregrynacja to wielki dar, ale i zadanie, byśmy ciągle ożywiali się w zawierzeniu Maryi. Wędrówka kopii Matki Bożej Jasnogórskiej jest przypomnieniem, że Jasna Góra była i jest duchową stolicą Polski, ostoją wiary i miejscem nieustannego oddawania się Matce Bożej.

Trasy przejazdu obrazu są specjalnie przystrajane, buduje się powitalne bramy, przyozdabia domy. Bogatej zewnętrznej oprawie towarzyszy wewnętrzne skupienie i modlitwa. Wszędzie jest podobnie: kolejki przed konfesjonałami, masowe przystępowanie do Komunii św., pary żyjące tylko w związku cywilnym zawierają ślub kościelny, pojednania zwaśnionych rodzin, deklaracje trzeźwościowe.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Misja ze Szczecina do Afryki

2018-02-19 12:51

pk / Szczecin (KAI)

Już około 360 dzieci jest objętych adopcją na odległość w Kenii i innych krajach Afryki. To efekt m.in. dwóch wyjazdów szczecińskich katechetów i księży do kenijskiego Kipsing. Druga misja wróciła z Afryki.

fotolia.com

Dzieci ze szkoły w Kipsing i Isiolo otrzymały piórniki z pełnym wyposażeniem, słodycze, ale także utrzymanie na dalszą edukację w przedszkolu i szkole w Kipsing. W nowo otwartym przedszkolu przebywa obecnie 80 dzieci w dwóch oddziałach. Placówka jest utrzymywana przez katechetów, szkoły, indywidualne osoby i sponsorów z Zachodniopomorskiego.

Adopcja na odległość to stypendium na sfinansowanie edukacji dziecka w Afryce. Roczne utrzymanie w zależności od tego czy jest to tylko edukacja, czy również internat, waha się od 30 do 150 dolarów.

Po lutowym wyjeździe do Kenii adopcją objęto 60 osób. Są to często sieroty będące ofiarami walk plemiennych w Afryce.

Dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej ks. dr Paweł Płaczek podczas pobytu w Kenii ochrzcił 19 dzieci objętych już adopcją na odległość. Tłumacząc ideę pomocy, przytaczał też myśl św. Jana Pawła II o tym, że lepiej zawsze być człowiekiem niż posiadać.

- To, co sobie uświadamiam coraz bardziej, to konkretna pomoc, jakiej możemy udzielać na miejscu. Oni tego potrzebują, są związani ze swoją kulturą, krajem, a nie są na pewno winni tak potwornej biedy, jaką mogliśmy zobaczyć. Pomagajmy, bo to nas na pewno uszlachetnia – dodaje ks. dr Płaczek.

Siostra Maria Wirginia to przełożona sióstr felicjanek w Kenii uważa, że podstawowa forma pomocy to modlitwa, która otwiera drogi i może otwierać też serca wielu osób żyjących w Afryce. - Można też wspierać działalność misjonarzy przekazując ofiary. W Kipsing jest problem braku wody, która nie jest powszechnie dostępna, a niezbędna do życia. Jest też problem z edukacją. Mamy wiele możliwości, żeby wpływać na zmianę codziennej sytuacji ludzi, którzy żyją w bardzo trudnych warunkach – uważa s. Maria Wirginia. Dziś wspólnota w Kenii to około 80 sióstr, na początku ich pracy 35 lat temu było ich jedynie pięć.

Z końcem stycznia dziewięć osób, w tym pięciu księży, wyleciało z Berlina do Kenii w ramach akcji "Piórnik i cukierek dla szkoły w Kipsing". Zabrali ze sobą ponad 700 piórników z pełnym wyposażeniem i ponad 21 tysięcy dolarów. Na miejscu uczestnicy misji zaopatrzyli też mieszkańców afrykańskiej miejscowości w 250 kilogramów fasoli oraz tonę kukurydzy. To wystarczy uczniom z miejscowej szkoły na trzy miesiące.

Celem wyprawy jest pomoc m.in. w edukacji uczniom szkoły w Kipsing. Akcji, którą organizuje Wydział Wychowania Katolickiego Kurii Metropolitalnej w Szczecinie, patronuje Radio Szczecin. W adopcję na odległość zaangażowało się też ponad 70 szkół Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. Uczniowie, sponsorzy, szkoły z Zachodniopomorskiego zebrali w sumie ponad sześć tysięcy piórników. Poza uczniami w kenijskich Kipsing i Isiolo, otrzymają je dzieci z innych afrykańskich krajów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Krzyże Miasta

2018-02-20 11:49

Maria Sołowiej, Ruda Śląska

Wskakuję do autobusu, który jedzie przez miasto. Opadam na siedzenie. Znużenie przydaje szarości twarzom wokół mnie, a pewnie mojej także. Pomodlę się. To jedyna szansa na przemienienie w coś dobrego tych chwil jednostajnych, wyrwanych z życiorysu. Słyszę przekleństwa, na które już nikt nie reaguje, choć pewnie trzeba by…

Karolina Pękala

Widzę głodne oczy młodych dziewcząt, ich palce stukające niecierpliwie po klawiaturach komórek. Za przybrudzoną szybą opuszczone, zniszczone domy. Rwą się myśli, rwie się modlitwa. Panie, wybacz, chciałam, ale nie mogę. Nie tutaj i nie teraz. Nie wśród „brzydoty spustoszenia”. A może jednak spróbuję… Najpierw to zuchwałe: Nie. Niezuchwałe przecież, skoro wszyscy jesteśmy ludem kapłańskim: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo…”. A potem: „Dla Jego bolesnej Męki…”.

Agresywna twarz matki, krzykiem próbującej wymusić spokój na dziecku, które wlecze gdzieś o tej porze. Obrzmiałe twarze mężczyzn stojących na chodniku pod sklepem. Opadający tynk – wszystko zlewa się w jedno z obliczem Chrystusa, Tego „najpiękniejszego spośród synów ludzkich”, który w rękach katów „stał się niepodobny do ludzi”. Wyzierający z każdego kąta grzech oddawany jest wprost w ręce Tego, który umarł za grzeszników. Powoli z ciemności wyłaniają się także krzyże tego miasta. Dawne i współczesne świadectwa wiary. Tej, która życie przenika i Bogu powierza.

Najpierw krzyż przydrożny, niepozorny, prawie ukryty. Potem ten na kościelnej wieży, pięknie podświetlony, widoczny z daleka. A potem krzyż niespodziewany. Autobus przystaje na chwilę. Ktoś z pasażerów najwyraźniej jest zbulwersowany: „Też sobie wymyślili! Dlaczego na ulicy? Od czego właściwie mają kościoły?”. To Droga Krzyżowa – śpiew, głośniki, świece. Dwie zbite belki kołyszą się na ramionach tłumu. Wierni wyszli od wilgotnego barokowego kościoła, od domów w ruinie, od pustych wieczorem szkół. Minęli odrestaurowane kamieniczki przy rynku, tam, gdzie przy fontannie przystają młodzi, gdzie już za parę tygodni wyrosną parasole ogródków piwnych. Potem przeszli obok opustoszałego o tej porze targowiska. A teraz przed nimi jeszcze krótki odcinek na wprost i w górę. Cel ich Drogi Krzyżowej. Druga świątynia. Piękna. Podobno zbudowana przez architekta, który zapatrzył się na kościoły w Ziemi Świętej. Dzisiaj miejsce Ukrzyżowania. „Dla Jego bolesnej Męki…”.

Jadę dalej autobusem w rytmie modlitwy. Zakołysało lekko. To szyny, po których w ciągu dnia jeździ archaiczny tramwaj. Wozi dzieciaki do szkoły. No i babcie, wybierające się, by podlać kwiaty na grobach, bo tam, na prawo, rozciąga się dzielnica cmentarzy. Nocą przy końcu torów z daleka widać świetlisty krzyż na domu żałoby. Byłam tu już na kilku pogrzebach, ale teraz pamiętam tylko jeden – ostry wiatr zacina w twarz, nad grobem stoją dzieci – zwolnione na ten czas z domu dziecka. Ojciec, chwiejąc się na nogach, powtarza, że chciałby umrzeć. Wzbudza zniecierpliwione politowanie, a przecież umrze niebawem… Księdzu płyną łzy z oczu – może to przez stłoczone nad grobem dzieci, a może przez wiatr? „Miej miłosierdzie nad nami”.

Na lewo kościół – jego gotycka wieża uparcie pnie się w niebo. Obok powstaje betonowy olbrzym – stropy, okna, filary, dźwigi. Do końca roku dźwigi znikną, a wnętrze betonowego kolosa zaleje światło. Centrum, nowoczesna „świątynia”, będzie miała atrakcje, kina, galerie z galeriankami, swoich użytkowników i zapewne także wyznawców. Rozrastający się betonowy blok coraz bardziej przysłania kościół, ale jeszcze można dostrzec wieżę pnącą się do nieba. Trzeba tylko spojrzeć z odpowiedniej perspektywy.

Kolejny krzyż przyklejony do ściany domu. Spokojnie odsunął się od drogi, by nie przeszkadzać potokom samochodów, które jednokierunkowymi ulicami objeżdżają centrum miasta. Daleko stąd, gdzieś na peryferiach, stoi stary krzyż pokutny, zgodnie z dawnym obyczajemu wyrzeźbiony przez zbrodniarza narzędziem zbrodni. Niema prośba o miłosierdzie.

Dworzec autobusowy. Wysiadam. Między przystankami, supermarketem, budką z hamburgerami i świetlistą reklamą mojej wyobraźni nagle narzuca się niepokojący obraz. Krzyże powoli znikają z przestrzeni miasta. Najpierw znika ten niesiony w Drodze Krzyżowej z jednego kościoła do drugiego – któż to zauważy, skoro zakłócał ruch uliczny tylko raz w roku? Potem krzyż pokutny odnajduje swoje miejsce gdzieś w bezpiecznym wnętrzu muzeum, tam, gdzie zaglądają tylko wycieczki szkolne. Ten zwykły, przydrożny, nie zdołał się oprzeć kolejnemu poszerzeniu drogi. Nie pomogło nawet rozpaczliwe przylgnięcie do ściany domu.

Krzyż na domu żałoby pozostaje – w końcu śmierć ma swoje nadzwyczajne prawa. Tylko nie świeci już nocą. Cóż za oszczędność energii! Betonowy kolos, podniesiony o kolejne dwa piętra, zasłania wieżę kościoła jeszcze szczelniej. Krzyż ustąpił już miejsca iglicy, a może blaszanej chorągiewce obracającej się z wiatrem albo blaszanemu kogutowi, który nie zapieje ani razu. Najdłużej trwa ciche odejście krzyży cmentarnych, powoli ustępujących miejsca gustownym tablicom z lekko zaznaczonymi symbolami nadziei. Takiej mizernej nadziei na śmierć nie do końca.

Co zrobić, żeby krzyże przetrwały w pejzażu miasta? Modlić się. Cicho rzucać w tę ziemię błaganie o Boże miłosierdzie – w domu, tramwaju, autobusie, na ulicy, na dworcu autobusowym. I powtarzając „Dla Jego bolesnej Męki”, nie zapomnieć, że On kona naprawdę na ołtarzach w naszych kościołach. W tym barokowym, w którym zakonnicy zawsze śpieszą się nieco, zapewne próbując uchronić parafian przed przenikającą do szpiku kości wilgocią. I w tym, którego architekt zapatrzył się na kościoły w Ziemi Świętej. W neogotyckim, uderzającym iglicą w niebo zza betonu nowoczesnego centrum. W tym najsędziwszym, z obrazem Maryi. W najnowszym. I w szpitalnych kaplicach. Pamiętać. Nie czekać, aż gazety doniosą o kolejnym cudzie, w którym materia Hostii splotła się z tkanką konającego Serca. Wierzyć.

Maria Sołowiej, Ruda Śląska

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem