Reklama

Wiara, która góry przenosi, czyli co łączyło św. Jacka i bł. Bronisławę?


Edycja legnicka 33/2004

Jeszcze do dzisiaj w świadomości wielu ludzi funkcjonuje pogląd, traktujący Średniowiecze jako tzw. „ciemny wiek” - „seculum obscurum”. Gdy jednak popatrzymy bardziej obiektywnie na ten okres historii, na żyjących wówczas ludzi i na dzieła, które tworzyli, okazuje się, że pod wieloma względami może on konkurować z każdym innym okresem historycznym, nie wyłączając wieku XXI. To właśnie Średniowiecze, a zwłaszcza XIII w., mimo zmagań z różnego rodzaju zagrożeniami (najazdy tatarskie, epidemie „czarnej śmierci”, niepokoje społeczno-polityczne), wydało wiele znakomitych postaci, których życie i działalność przyczyniły się do rozkwitu dzisiejszej cywilizacji europejskiej, opartej na korzeniach chrześcijańskich. Wystarczy wspomnieć, że w samej tylko Polsce XIII w. był świadkiem świętego życia takich wielkich postaci, jak: św. Jadwiga Śląska z jej pobożnym synem Henrykiem, św. Kinga, bł. Salomea, bł. Jolanta, bł. Wincenty Kadłubek, bł. Czesław oraz św. Jacek i bł. Bronisława czy wielu innych.

Co łączyło Jacka i Bronisławę?

... na pewno więzy rodzinne, ten sam czas narodzin (przełom XII i XIII w.), to samo miejsce urodzenia (miejscowość Kamień na Śląsku), a także Kraków, z którym związali większość swego życia. Wydaje się jednak, że najbardziej wiązała ich mocna, niezachwiana wiara, którą wynieśli z rodzinnego domu, która rzeczywiście potrafiła góry przenosić, czyli czynić cuda.
Od śmierci obojga świętych minęło blisko 750 lat i wiele faktów z ich życia mogło przerodzić się w pobożne legendy lub po prostu „utonąć” w prawie ośmiowiecznej historii, ale są i takie, które skrupulatnie udokumentowano i spisano, oraz takie, które zanotowano współcześnie.
Bronisława, przeczuwając swoją śmierć, poprosiła, aby przeniesiono ją ze zwierzynieckiego klasztoru na jej ulubione miejsce modlitwy - wzgórze Sikornik. Lud krakowski, obawiając się kolejnego najazdu Tatarów, zaczął tłumnie podążać do swojej ukochanej opiekunki, która niejednokrotnie okazywała mu tyle serca i usłyszał od niej słowa: „Bóg czuwa nad wami. Ten, który o wróblu pamięta i lilie polne przyodziewa, nie opuści was! Ufajcie Opatrzności Bożej! Wnet pobudujecie domy, chleba wam nie zbraknie, a już więcej Tatar nie spali Krakowa ani Zwierzyńca. Ja o was zawsze będę pamiętać w modlitwach”. I rzeczywiście Bronisława troszczy się o swój lud do dziś. Świadczą o tym cuda i łaski otrzymane za wstawiennictwem bł. Bronisławy, skrupulatnie zapisywane przez siostry norbertanki z klasztoru na krakowskim Zwierzyńcu, gdzie do dziś spoczywają doczesne szczątki Błogosławionej. - Jej wstawiennictwo w ostatnich latach jakby się wzmogło - zauważają siostry norbertanki. Być może związane jest to z przygotowywanym procesem kanonizacyjnym.
Warto wspomnieć choćby niedawne wydarzenia z pamiętnej powodzi w 1997 r. Wezbrane wody Wisły i Rudawy dotarły pod klasztor zwierzyniecki. Podczas akcji ratunkowej ks. Krzysztof Strzelichowski przypomniał sobie o opiekunce Krakowa i Zwierzyńca, przyniósł z kościoła jej relikwie i pobłogosławił nimi Wisłę. Na oczach obecnych fale, które wdarły się już do piwnic parafialnych na wysokość 120 cm, powoli zaczęły się uspokajać. Podczas uroczystego triduum celebrowanego przez kard. Franciszka Macharskiego, ks. inf. Jerzy Bryła, proboszcz parafii ogłosił publicznie wiernym cud przypisywany wstawiennictwu bł. Bronisławy.
Do jej doczesnych szczątków, przechowywanych dziś w niewielkim sarkofagu, umieszczonym w bocznym ołtarzu zwierzynieckiego kościoła, przybywają dziś tłumnie mieszkańcy Krakowa, zyskując za jej wstawiennictwem potrzebne łaski. Warto przypomnieć, że przez pewien okres nieznane było miejsce doczesnego spoczynku Bronisławy. Po przeniesieniu jej ciała ze wzgórza Sikornik, gdzie umarła, do kościoła na Zwierzyńcu, zamurowano trumnę w jednej ze ścian świątyni bez żadnego napisu z obawy przed profanacją, bo czasy były ciągle niespokojne, grożące kolejnymi najazdami wrogów. Z upływem wieków zapomniano, gdzie złożono doczesne szczątki sławnej norbertanki. Odkryto je dopiero w XVII w. podczas remontu kościoła. Robotnicy nie mogli podjąć prac przy fragmencie murów, którego zawzięcie bronił... rój pszczół. Gdy owady odegnano, okazało się, że w ścianie znajduje się trumna z relikwiami Bronisławy.
Cuda w życiu świętych nie były tylko nadprzyrodzonym dodatkiem do ich życia, ale prostą konsekwencją mocnej wiary.
15 sierpnia 1257r. Bronisława modliła się w intencji swojego kuzyna Jacka, którego choroba złożyła w krakowskim klasztorze. Wtedy miała widzenie: nad klasztorem Dominikanów przy kościele Świętej Trójcy pojawiła się jasność, a w niej, w towarzystwie orszaku aniołów Matka Najświętsza, prowadząca za rękę zakonnika w dominikańskim habicie. Bronisława miała zapytać: „Pani, kim jesteś?” I usłyszała odpowiedź: „Jam jest Matka Miłosierdzia, a to brat Jacek. Prowadzę go do wiecznej chwały” (podobne widzenia miał w tym samym czasie pobożny biskup Jan Prandota). Rzeczywiście, w Wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wyczerpany wcześniejszymi niezliczonymi podróżami misyjnymi i niestrudzonym posługiwaniem wiernym w krakowskim klasztorze, Jacek wezwał do siebie braci zakonnych, powiedział im, że jutro umrze i nakazał, „... by zawsze się miłowali i lękali się Boga”. Następnego dnia, po przyjęciu świętych sakramentów, wypowiadając słowa: „W ręce Twoje, Panie, powierzam ducha mojego”, św. Jacek Ordowąż zasnął w Panu.
Po swojej śmierci Święty stał się jeszcze gorliwszym orędownikiem ludu. Już w dniu jego przejścia do chwały niebieskiej, tuż po jego śmierci, zdarzył się cud wskrzeszenia za jego wstawiennictwem niejakiego Żegoty, który spadł z konia na krakowskim Kleparzu i zginął na miejscu. Gdy rodzice przynieśli ciało zmarłego do Jacka, młodzieniec ożył.
Wiele cudów jest zapisanych w oficjalnych dokumentach klasztoru Dominikanów w Krakowie, które zaczęto gromadzić w 11 lat po śmierci Świętego. W dokumentach tych zapisano m. in.: „w klasztorze krakowskim leży brat Jacek, mocen wskrzeszać umarłych.”
Jacek ma szczególną łaskę czynienia cudów za wstawiennictwem Świętej Bożej Rodzicielki, którą ukochał nad życie i którą rozsławiał, m.in. przez rozpowszechnianie modlitwy różańcowej, podczas swoich misyjnych podróży. W Wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w 1223 r., podczas modlitwy w krakowskim kościele miała się mu ukazać Matka Boża, mówiąc do niego: „Ciesz się synu mój, Jacku, gdyż modlitwy twoje są miłe Mojemu Synowi, Zbawcy. O cokolwiek w moim imieniu będziesz prosił, otrzymasz od Niego”.
Biograf św. Jacka, lektor Stanisław, podaje, że tę moc czynienia cudów Jacek traktował zupełnie naturalnie, jako moc wiary. Po prostu modlił się, prosząc Boga o łaskę i czynił znak krzyża. Według jednego z podań, spowodował, że zniszczone gradem kłosy zboża we wsi Kościelec pod Krakowem, w 1238 r., podniosły się, co uchroniło mieszkańców wsi od głodu. Prawdopodobnie też żeglował na płaszczu zakonnym przez wody Wisły, zbliżając się do Wyszogrodu na Mazowszu, czy uciekając przed Tatarami przez Dniepr.
Szczególne, cudowne interwencje św. Jacka przyczyniły się do szybkiego rozwoju jego kultu, zwłaszcza po kanonizacji, która miała miejsce 17 kwietnia 1594 r. Święty czczony jest nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie jako patron chroniący przed powodzą i innymi klęskami żywiołowymi, przed utonięciem, przed bezpłodnością, pomaga przy porodach i w różnych trudnych sprawach, wsparty szczególnymi modlitwami Matki Najświętszej.
Szczególny kult św. Jacka rozwija się także w Ameryce, a nawet w Azji. Ciekawe, że wśród figur świętych umieszczonych na kolumnadzie Berniniego, otaczającej Plac św. Piotra w Rzymie, jako jedyny święty polski przedstawiony jest właśnie św. Jacek. Podobnie i w Lourdes we Francji, wśród francuskich świętych umieszczono figurę tego świętego Polaka.
Jego kult rozwijał się także na terenach dawnych ziem polskich na Wschodzie i na Ukrainie, gdzie Jacek prowadził szeroką działalność misyjną. Pamięć o nim przetrwała tam do dzisiaj.

Reklama

Posty nakazane zachowywać

Z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czary mary czy ciary bez miary?

2019-03-22 22:23

Agata Pieszko

Od 22-24 marca u Paulinów na ul. św. Antoniego będzie trwało Triuduum Maryjne z okazji 5. rocznicy ustanowienia Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Kościoła. W tym czasie w sanktuarium odbędzie się cykl konferencji pt. "Zrujnowana czy odbudowana świątynia?", które poprowadzą Ojciec Paulin Adam Czuszel oraz Debora Sianożęcką-psycholog.

Agata Pieszko
Debora Sianożęcka podczas konferencji Triduum Maryjnego

Dzisiejsze wydarzenia Triduum Maryjnego rozpoczęły się Drogą Krzyżową. Piękny początek-bo któż, jak nie Maryja najbardziej rozumiał miłość ukrzyżowaną? Następnie wierni mogli uczestniczyć we Mszy Świętej z homilią opartą na rozważaniach 1. Listu do Koryntian. Ten list uświadomił i utwierdził nas w tym, że żyjemy w świecie ludzi cielesnych, a nie duchowych. Trawi nas więc grzech i podziały, a przecież Jezus mówi: "Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, się nie ostoi".(Mt 12,25). Niestety wiele między nami sporów. Ojciec Adam zwracał uwagę na to, jak próbujemy zagłuszyć je dobrami tego świata, uprawiając "jakieś czary mary" i zaklinając rzeczywistość, a tak naprawdę w zamian otrzymujemy "ciary bez miary" widząc, w jakim świecie żyjemy. Pozornie powinno nam się żyć lepiej-przecież medycyna rozwija się błyskawicznie, a na wyciągnięcie ręki mamy wszelkie dobra! Jednak w Warszawie przyjmuje się standardy dezawuujące rodzinę, ludzie nie potrafią się zatrzymać, goniąc za zyskiem, a w miastach burzy się domy z fundamentami, żeby stawiać nowe drapacze chmur. "Czym się karmisz?"-pytała Debora Sianożęcka podczas konferencji po Mszy Św-"Bo jeżeli karmisz tylko ciało, to Twoja dusza bez swojego pokarmu obumrze".

"Kościół, który przestaje się budować, zanim zostanie ukończony, zamienia się w ruinę. To samo dzieje się z ludźmi, którzy myślą, że osiągnęli pewien pułap życia chrześcijańskiego i już nad sobą nie pracują"-mówił o. Adam. W poniedziałek (25.03) w Sanktuarium wrocławskich Paulinów o godz. 17:30 odbędą się Klęczki Jasnogórskie, a po nich Msza Św., której będzie przewodniczył abp Józef Kupny.

Zapraszamy do uczestnictwa w Triduum Maryjnym oraz wieńczącej je Mszy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem