Reklama

Papieska konferencja w samolocie

2017-09-12 09:36

RV

RV

W samolocie Franciszek spotkał się z towarzyszącymi mu dziennikarzami i odpowiadał na ich pytania. Tym razem konferencja prasowa trwała zaledwie 40 minut. Papież zapewnił, że czuje się dobrze po wczorajszym upadku w papamoblie. Doszło do niego, bo, jak podkreślił, chciał pozdrowić dzieci.

Franciszek mówił też o procesie pokojowym w Kolumbii. Podkreślił, że jego przyszłość zależy od zaangażowania całego społeczeństwa i na tym najbardziej mu w tej podróży zależało. Papież podziękował też Kolumbijczykom za okazaną mu gościnę.


Reklama


„Nadal jestem wzruszony radością, czułością, młodzieńczym duchem i szlachetnością kolumbijskiego ludu. Jest to naprawdę szlachetny naród, który nie boi się zabierać głosu, mówić tego, co czuje. Nie boi się słuchać i ukazywać tego, co sam odczuwa. Tak ja to postrzegam. Byłem tam już wcześniej trzy albo cztery razy ze względu na jakieś posiedzenia, ale nie znałem tej Kolumbii, którą widać na ulicy. Dziękuję za to świadectwo radości, nadziei i cierpliwości w cierpieniu tego ludu. Wiele na tym skorzystałem”.

Odpowiadając na inne pytanie dziennikarzy Franciszek mówił m.in. o odpowiedzialności za zmiany klimatyczne, napływie migrantów do Europy i sytuacji w Wenezueli.

Tagi:
Franciszek w Kolumbii

Papież odwiódł od eutanazji Kolumbijkę podczas spotkania w Bogocie

2017-09-13 20:13

mz (KAI/El Mundo) / Bogota / KAI

Franciszek podczas swojej wizyty w Kolumbii odwiódł od eutanazji kobietę cierpiącą na depresję i toksoplazmozę. Po rozmowie z papieżem na dziedzińcu nuncjatury w Bogocie 56-letnia Consuelo Córdoba zrezygnowała z zaplanowanego na koniec września br. poddania się tzw. śmierci asystowanej. Ojciec Święty wysłuchał jej tragicznej historii i wzruszony przytulił ją.

elpapacol/instagram

Córdoba popadła w depresję w wyniku ataku ze strony swojego męża, który 16 lat temu oblał ją kwasem. Na skutek tego Kolumbijka odniosła poważne obrażenia twarzy i straciła dłoń. Po tym tragicznym wydarzeniu musiała poddać się ponad 80 operacjom. Kobieta, którą w ostatnich latach opuścili także najbliżsi, kilkakrotnie próbowała odebrać sobie życie.

Chora potwierdziła, że zrezygnowała z eutanazji po spotkaniu z papieżem w czasie jego pielgrzymki do Kolumbii. Poddanie się tzw. śmierci asystowanej miało nastąpić 29 września br. "To dzięki tobie żyję. Teraz chcę dożyć starości" – powiedziała, zwracając się do Franciszka w jednym z telewizyjnych wywiadów, 56-letnia kobieta.

Papież powrócił z Kolumbii do Rzymu 11 września po południu. W czasie swojej pięciodniowej wizyty odwiedził cztery miasta tego południowoamerykańskiego kraju: Bogotę, Villavicencio, Medellin i Cartagenę. Miejscowe media oceniają, że w mszach, którym przewodniczył, mogło uczestniczyć nawet ponad 1 mln Kolumbijczyków.

W ostatnim dniu swego pobytu w tym kraju Ojciec Święty odprawił w Cartagenie Mszę św., podczas której zwrócił się ponownie z apelem o pojednanie narodowe. Powiedział, że trwały pokój wymaga dążenia do dobra wspólnego, równości i sprawiedliwości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świadectwo: Lekarz rozpłakał się ze wzruszenia

2018-02-16 11:47

Fragment książki „Cuda dzieją się po cichu. O jasnogórskich cudach i łaskach”

„Amputacja” – krótko powiedział doktor. Kazimiera Wiącek z Lublina podniosła wzrok. „Nie rozumiem. Jak to…”

Piotr Drzewiecki

„Jest porażenie nerwu w lewej nodze, a teraz jeszcze ten zator tętniczy. Tu już nie ma czego leczyć. Amputacja jest konieczna” – powtórzył medyk. Kobieta wróciła do domu, bijąc się z myślami. Jak to, odetną jej nogę?! Co prawda chodzi o kulach, ale wciąż chodzi i ma dwie nogi! Kiedy zadzwonił dzwonek i otworzyła drzwi, odetchnęła z ulgą.

W odwiedziny wpadł zaprzyjaźniony lekarz. On na pewno coś wymyśli. Chciał jej dodać odwagi, ulżyć w cierpieniu. Ale niczego nie wymyślił. „Chyba bez amputacji się nie obejdzie” – powiedział smutno. „Jeśli tak, to ja chcę jechać na Jasną Górę!” – oznajmiła twardo.

Cała rodzina zaoponowała przeciwko takiemu pomysłowi. Śmierć jej grozi w każdej chwili, a ona chce sobie podróże urządzać? Kazimiera postawiła na swoim. W przekonaniu rodziny dopomógł lekarz, który miał nadzieję, że pielgrzymka do Częstochowy przynajmniej doda otuchy jego cierpiącej pacjentce. Nie puścili jej samej. Razem z Kazimierą pojechała jej siostra, siostrzenica i bliska sąsiadka. Od rannego odsłonięcia – w niedzielę 22 czerwca 1980 roku – do zasłonięcia Cudownego Obrazu o godzinie 13 Kazimiera Wiącek bez chwili przerwy modliła się w Kaplicy Matki Bożej razem z towarzyszącymi jej kobietami. Kiedy rozległy się bębny zwiastujące zasłonięcie Obrazu, z twarzą zalaną łzami zwróciła się do siostry: „Popatrz, zasłonili Matkę

Bożą i Ona pozostawiła mnie z kulami!”. Chwilę później poczuła niezwyczajny przypływ siły. Podkurczona, zagrożona amputacją noga rozluźniła się, wyprostowała, a Kazimiera Wiącek odstawiła kule, oparła je o filar i wyprostowana przyłączyła się do kolejki „Na ofiarę”. Tam zdjęła swoje korale i położyła je na ołtarzu.

Przeżycie było tak silne, a wydarzenie tak nieprawdopodobne, że nie przyszło jej do głowy, aby komukolwiek zgłosić swoje uzdrowienia. Na Jasnej Górze pojawiła się dopiero dwa tygodnie później. A wraz z nią znów siostra, siostrzenica i sąsiadka. Złożyły zeznania przed kronikarzem jasnogórskim; Kazimiera do akt dołączyła zaświadczenie od lekarza, który – gdy ją zobaczył bez kul, ze zdrową nogą – zwyczajnie rozpłakał się ze wzruszenia.

Zaświadczenie lekarskie brzmiało: „Od dnia 23 maja 1979 roku wystąpiło porażenie zupełne kończyny dolnej lewej. 9 maja 1979 roku wystąpił zator tętnicy podudzia lewego, co groziło amputacją kończyny. 22 czerwca 1980 roku ustąpiło porażenie”. Kazimiera Wiącek nie miała wątpliwości, za czyją sprawą to porażenie ustąpiło. Zdrowa i ogromnie szczęśliwa przez szereg lat w rocznicę swojego uzdrowienia pielgrzymowała na Jasną Górę do Matki Bożej, by Jej ze wszystkich sił dziękować za tę niezwykłą łaskę, jakiej doznała. A jej kule? Wiszą obok kul Janiny Lach, wskazując przybywającym pielgrzymom, czym jest nagrodzona ufność.

„CUDA DZIEJĄ SIĘ PO CICHU.


O JASNOGÓRSKICH CUDACH I ŁASKACH.”
Autor: Anita Czupryn
Premiera: 26 lutego 2018 r.
Wydawnictwo: Fronda PL. Sp. z o.o.

Przeczytaj także: Cuda dzieją się po cichu. O Jasnogórskich cudach i łaskach

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Muzeum w Markowej apeluje o rzetelny przekaz o rodzinie Ulmów

2018-02-20 12:25

pab / Markowa (KAI)

W dyskusji nad tekstem nowelizacji ustawy o IPN powielane są błędne informacje o rodzinie Ulmów i ekspozycji muzealnej – podało w specjalnym oświadczeniu Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej.

Muzeum w Markowej
Wiktoria i Józef Ulmowie oraz ich dzieci zostali zamordowani 24 marca 1944 r. za pomoc Żydom

Przykład muzeum w Markowej w ostatnich tygodniach bardzo często przywoływany jest w dyskusji nad tekstem nowelizacji ustawy o IPN. Dyrekcja placówki zauważa, że w publikacjach często dochodzi do podawania nieprawdziwych informacji.

Jedną z nich jest ta, że rodzina Ulmów została sprzedana przez polskich sąsiadów. „Dziwi i smuci nierzetelność przekazu, bo przecież wystarczy zapoznać się z monografiami lub zwiedzić muzealną ekspozycję, by wiedzieć, że Ulmów zdradził najprawdopodobniej Włodzimierz Leś – granatowy policjant z Łańcuta. Cytowane błędy, pojawiające się wyjątkowo często w ostatnim czasie, zdarzały się i wcześniej” – czytamy w oświadczeniu.

Inną zdarzającą się pomyłką jest ta, że muzeum znajduje się na miejscu domu Ulmów, podczas gdy lokalizacja ta jest zupełnie inna.

„Jako Muzeum mieliśmy okazję przekonać się, zwłaszcza w ostatnich dniach, jak krzywdzące bywają nie tylko tego rodzaju błędy merytoryczne, ale też uogólnienia i uproszczenia formułowane – paradoksalnie – często przez tych, którzy przed nimi przestrzegają” – zauważa dyrekcja placówki.

Jak czytamy w oświadczeniu, w jednym z tekstów zarzuca się muzeum w Markowej, że dąży do prezentowania całej nacji jako „narodu ratujących”. „Statut Muzeum wyraźnie precyzuje zadanie Muzeum, którym jest „ukazanie historii ratowania Żydów przez Polaków podczas II wojny światowej, polsko-żydowskich relacji w czasach Holokaustu, oraz upowszechnianie wiedzy o losach Rodziny Ulmów z Markowej”. Realizujemy je nie pomijając bynajmniej wątków negatywnych, co widoczne jest i na ekspozycji, i w ofercie warsztatowej, i w organizowanych wydarzeniach” – podkreśla muzeum.

„Zarzut jednostronności równie dobrze można formułować wobec tych, którzy w dyskursie o pełnym spektrum postaw Polaków wobec Zagłady Żydów odmawiają zasadności akcentowaniu pozytywnych przykładów, a jednocześnie w pełni akceptują epatowanie przykładami negatywnymi. Sam pomysł upamiętnienia polskiej pomocy prześladowanej w czasie niemieckiej okupacji ludności żydowskiej ratujących Żydów w formie dedykowanego im muzeum też nie powinien nikogo bulwersować. Wszak analogiczne muzea poświęcone bohaterom łotewskim, francuskim, włoskim czy niemieckim powstają w całej Europie (Rydze, Le Chambon-sur-Lignon, Nonantola, czy Berlinie) i nie wywołują takiej lawiny krytyki. Tam również ekspozycje poświęcone są bohaterom, bo z zasady to im, a nie złoczyńcom, stawia się pomniki” – czytamy w oświadczeniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem