Reklama

Cuda dzieją się po cichu

Pogłębić wiedzę o bierzmowaniu – wkrótce prezentacja programu KEP

2017-09-18 16:33

Łukasz Kasper / Warszawa / KAI

Episkopat.pl

Pogłębienie wiedzy o bierzmowaniu, nie tylko wśród kandydatów do tego sakramentu, ale u wszystkich ochrzczonych oraz przybliżanie wiernym Kościoła jako wspólnoty, którą kieruje i umacnia Duch Święty – to najważniejsze cele nowego, dwuletniego programu duszpasterskiego, który wejdzie w życie w pierwszą niedzielę Adwentu. Założenia programu opublikowano w pięciu zeszytach tematycznych. Jego oficjalna prezentacja nastąpi na przełomie września i października.

Komisja Duszpasterstwa KEP opracowała dwuletni program (2017-2019), który będzie kontynuacją refleksji kończącego się czteroletniego programu duszpasterskiego, realizowanego w myśl hasła „Przez Chrystusa, z Chrystusem, w Chrystusie. Przez wiarę i chrzest do świadectwa”.

Celem nowego programu, wchodzącego w życie w pierwszą niedzielę Adwentu, jest odkrycie Osoby Ducha Świętego, otwarcie się na Jego działanie oraz refleksja nad sakramentem bierzmowania i jego skutkami. Temat ilustrują słowa „Duch, który umacnia miłość”, zaczerpnięte z Drugiej Modlitwy Eucharystycznej o Tajemnicy Pojednania.

Wierni nie rozumieją sakramentu bierzmowania

Reklama

Zdaniem przewodniczącego Komisji Duszpasterstwa KEP abp. Wiktora Skworca, wciąż wielu osobom ochrzczonym brakuje głębszej świadomości przyjętego sakramentu bierzmowania i obowiązku chrześcijańskiego świadectwa na miarę udzielonego im daru Bożego Ducha.

„W kategoriach sporego deficytu działań duszpasterskich należy odczytać dość powszechny fakt nieznajomości Osoby Ducha Świętego oraz Jego darów. Bardzo często nie potrafimy również zauważyć Jego obecności i działania w Eucharystii. Tymczasem bez obecności i mocy Ducha Świętego nie mogłoby zaistnieć zgromadzenie liturgiczne; bezowocne pozostałyby również wypowiadane przez kapłana podczas każdej Mszy św. słowa konsekracji” – tłumaczy abp Skworc we wprowadzeniu do nowego programu duszpasterskiego.

Abp Skworc podkreśla, że duszpasterze nie zawsze potrafią zachęcić nie tylko ludzi młodych do refleksji nad relacją z Duchem Świętym i Jego darami, czy do odkrywania charyzmatów i zdolności, które pozwalają umiejętnie budować wspólnotę.

Jego zdaniem, być może właśnie w braku budzenia i wzmacniania świadomości bierzmowania należy widzieć przyczyny spadku powołań do kapłaństwa i życia zakonnego oraz „kwestionowania przez niektóre osoby sakramentu małżeństwa jako fundamentu życia rodzinnego”.

„Ciągle musimy szukać nowy sposobów dotarcia z Dobrą Nowiną o Chrystusie do młodego pokolenia” – wyrażając nadzieję, że jednym ze skutków realizacji programu duszpasterskiego będzie przyjęcie przez wiernych postawy ucznia-misjonarza, działającego w mocy Ducha Świętego.

Program duszpasterski uwzględni przypadające w przyszłym roku rocznice ważnych wydarzeń historycznych, w tym 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości (11 listopada) i 450. rocznicę śmierci św. Stanisława Kostki (15 sierpnia).

Nowością w programie duszpasterskim jest forma jego publikacji. Przyjął on postać nie – jak dotychczas – jednego tomu, ale pięciu zeszytów tematycznych: teologiczno-pastoralnego, homiletycznego, liturgicznego, katechetycznego i maryjnego.

Bierzmowanie – darem i zadaniem

Główne założenia programu duszpasterskiego przedstawiono w zeszycie pastoralnym. Ks. dr Krystian Piechaczek z sekretariatu Komisji Duszpasterstwa podkreśla, że kontynuując metodologię mijającego programu czteroletniego (2013-2017) o chrzcie świętym, poświęcony bierzmowaniu nowy program zyskuje walor ciągłości. Wskazuje na jedność sakramentów chrześcijańskiego wtajemniczenia oraz na Eucharystię jako źródło ich ożywiania.

Bierzmowanie jest dla każdego chrześcijanina darem i zadaniem. Pierwszy rok realizacji programu upłynie zatem na odkrywaniu Osoby i darów Ducha Świętego, zrozumieniu skutków bierzmowania i sposobów ich zastosowania w dochodzeniu do dojrzałości chrześcijańskiej.

Natomiast drugi rok programu będzie poświęcony misji, czyli pokazywaniu, jak realizowane jest powołanie ucznia-misjonarza, który przyjmuje od Chrystusa wezwanie do chrześcijańskiego świadectwa.

Program nie może się ograniczać wyłącznie do ludzi młodych, którzy przygotowują się w parafiach do przyjęcia sakramentu bierzmowania. Jego adresatami są wszyscy ochrzczeni – zarówno ci, którzy zostali już bierzmowani, jak i ci, którzy ten sakrament dopiero otrzymają. W tym kontekście szansą duszpasterską będzie towarzyszenie wiernym w odkrywaniu darów Ducha Świętego, które „zostały im wprawdzie udzielone, jednak bardzo często pozostają niezauważone lub niewykorzystane.

Cztery główne cele programu duszpasterskiego

Cel ewangelizacyjny z jednej strony akcentuje różne formy przepowiadania: głoszenie Słowa Bożego, katecheza, czy rekolekcje ewangelizacyjne lub kerygmatyczne. Z drugiej strony zauważono pilną potrzebę towarzyszenia wierzącym w ich odkrywaniu i rozwijaniu darów Ducha Świętego, wysiłki formacyjne na różnych poziomach życia parafialnego oraz „promowanie środowisk wzrostu i dojrzewania wiary”.

Cel inicjacyjny programu polegać ma m.in. na ukazywaniu związku miedzy chrztem, bierzmowaniem i Eucharystią, podkreśleniu znaczenia osobistego wyboru Jezusa Chrystusa i odkrywaniu przynależności do Kościoła. Istotne w tym kontekście ma być wskazywanie na rolę świadectwa osób świeckich jako przykładów osobistego przeżywania relacji z Bogiem.

Cel formacyjny ma być realizowany przede wszystkim przez podejmowanie duszpasterskich wysiłków w parafii na rzecz dalszej formacji osób bierzmowanych oraz przybliżanie wiernym Kościoła jako wspólnoty, którą kieruje i umacnia Duch Święty.

Cel społeczny nowego programu duszpasterskiego ma być widoczny poprzez ukazywanie wiernym darów Ducha Świętego w różnych dziedzinach troski o dobro wspólne: od pracy charytatywnej po życie polityczne, a także w ramach służby na rzecz wspólnoty parafialnej.

Ks. dr Jan Bartoszek z sekretariatu Komisji Duszpasterstwa przedstawia z kolei tematykę programu duszpasterskiego na rok 2017-2018. Będą mu towarzyszyć słowa „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym”. Jego zdaniem, refleksja nad sakramentem Ducha Świętego wydaje się być potrzebą chwili, zważywszy na fakt, że coraz więcej młodzieży rezygnuje z przyjęcia tego sakramentu, a znaczna jej część przyjmuje go z bardzo małą świadomością.

Intencją programu nie jest jednak tylko „zainteresowanie” młodzieży tematem bierzmowania. Jest to bowiem sakrament, który „zamarł” w wielu osobach dorosłych. Dlatego cały wysiłek duszpasterski w nadchodzącym roku winien być skoncentrowany na tym, aby pomóc osobom ochrzczonym odkryć dar Ducha Świętego, udzielony im przez samego Jezusa w sakramencie bierzmowania oraz ukazać fakt, że Duch Święty, sam będąc darem Zmartwychwstałego, również przynosi z sobą dary. Dzięki pieczęci Ducha, otrzymywaną w sakramencie bierzmowania, chrześcijanin osiąga pełnię swej tożsamości i staje się świadomy swego posłannictwa w Kościele i świecie.

Propozycje liturgiczno-homiletyczne

W zeszycie homiletycznym przedstawiona została krótka charakterystyka danego okresu liturgicznego, a także zarys treści homilii na każdą celebrację eucharystyczną niedziel oraz ważniejszych świąt i uroczystości. W wielu miejscach przepowiadania homiletycznego przytoczono ponadto myśli ojców Kościoła lub stwierdzenia Katechizmu Kościoła Katolickiego, które współbrzmią z tekstami danej celebracji.

Propozycje przedstawione w tymże zeszycie nie są jednak gotowymi homiliami, a jedynie zarysami ich treści. Tę zaś kapłani powinni samodzielnie rozwinąć, zaktualizować i uwzględnić potrzeby danej wspólnoty wierzących, do której będą przemawiać.

Niejako kontynuacją zeszytu homiletycznego są wskazówki dotyczące celebracji liturgicznych. Zawierają one propozycje tekstów przydatnych podczas celebrowania okolicznościowych Mszy św. i nabożeństw, a przy tym uwzględniających problematykę aktualnego programu duszpasterskiego.

Wśród proponowanych znalazły się rozważania (myśli) do homilii, liturgia słowa i śpiew na dany dzień, przykłady modlitwy wiernych, czy scenariusze procesji z darami. Wybrane propozycje dotyczą Eucharystii na rozpoczęcie roku szkolno-katechetycznego i duszpasterskiego, nabożeństw za Ojczyznę z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości, rozważania na Małżeńską Drogę Krzyżową, czy wigilię uroczystości Zesłania Ducha Świętego.

Rozwijać katechezę dorosłych

W zeszycie katechetycznym zamieszczono szkice i rozważania pomocne w prowadzeniu katechezy dla osób dorosłych, członków parafialnych rad duszpasterskich oraz dla rodziców kandydatów do bierzmowania.

Zdaniem ks. Romana Buchty z Wydziału Katechetycznego Archidiecezji Katowickiej, katecheza dorosłych uznawana jest w dokumentach katechetycznych za najznakomitszą formę katechezy i ma szczególnie znaczenie, bowiem zwraca się ona – jak podkreślał Jan Paweł II – do osób wykonujących największe zadania i zdolnych do życia w pełni według wskazań Chrystusa.

Tym boleśniejszy jest jednak fakt, że wiele osób dorosłych nie uczestniczy w żadnej formie katechezy. Przyczyną tego stanu rzeczy jest „słabość ducha misyjnego naszych wspólnot parafialnych”, ale także m.in. „brak osobistego przekonania duszpasterzy” o konieczności prowadzenia takiej katechezy, a nawet po prostu słabe przygotowanie formalne.

Rozwijanie katechezy dorosłych, zdaniem autora wstępu do tego zeszytu, należy zatem do najważniejszych zadań duszpasterskich Kościoła, zwłaszcza w kontekście ról społecznych, jakie podejmują osoby dorosłe. Ks. Buchta przypomina o rodzicach jako pierwszych katechetach w środowisku rodzinnym oraz o konieczności wspierania rodziny w tej roli przez wspólnotę parafialną.

Wsparcie takie powinno się dokonywać poprzez stały patronat modlitewny całej wspólnoty, osobiste kontakty duszpasterzy i katechetów z rodzicami oraz poprzez katechezę dorosłych skierowaną do samych rodziców, zwłaszcza w ramach bezpośredniego przygotowania do sakramentów, o które proszą dla dzieci.

Zeszyt maryjny przygotowali członkowie Polskiego Towarzystwa Mariologicznego. Zawiera on osobno homilie na uroczystości i święta maryjne, dziewięć konferencji tematycznych przeznaczonych zwłaszcza na pielgrzymki do sanktuariów maryjnych lub na nowenny przed odpustami i innymi uroczystościami poświęconymi Matce Bożej. Do zeszytu dołączono też pięć wersji rozważań różańcowych.

Zaangażowanie wspólnot i parafii

Abp Wiktor Skworc uważa, że realizacja ogólnych założeń programu duszpasterskiego wymaga wysiłków zarówno na poziomie diecezjalnym, jak i parafialnym. Szczególne znaczenie mają tu takie gremia jak wydział duszpasterski kurii biskupiej, diecezjalna rada duszpasterska, rada kapłańska, dziekani i proboszczowie wraz z zaangażowanymi osobami świeckimi. Ci ostatni tworzą parafialne rady duszpasterskie i angażują się w działalność ruchów, wspólnot i stowarzyszeń katolickich.

Nieoceniony wkład w przygotowanie i realizację tego programu wnoszą ponadto żeńskie i męskie zgromadzenia zakonne, osoby życia konsekrowanego oraz wszyscy ludzie dobrej woli. Zdaniem abp. Skworca, tylko pełne zaangażowanie tych gremiów i osób może przynieść owoce na polu duszpasterskim.

Oficjalna prezentacja nowego programu duszpasterskiego nastąpi na przełomie września i października w w Warszawie.

Tagi:
bierzmowanie

Obfitość radości

2018-07-10 14:48

Henryk Kyc
Edycja przemyska 28/2018, str. IV

Uroczystości odpustowe połączone z jubileuszem kapłańskim, otwarciem Parafialnej Izby Muzealnej oraz 20-leciem gazety parafialnej „Powołanie” oraz udzieleniem sakramentu bierzmowania odbyły się w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Łękach Dukielskich

Zdjęcia: Mateusz Więcek
W rozmowie z organizatorami wystawy

Wspólnota parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa 8 czerwca przeżywała niecodzienne wydarzenie. Tego dnia we wspólnocie gościł abp Józef Michalik, który poświęcił świątynię w 1999 r. i konsekrował ją w 2004 r. W tym roku poświęcił Parafialną Izbę Muzealną w dolnym kościele. Najpierw z wielkim zainteresowaniem dokonał rekonesansu po sektorach związanych tematycznie z wydarzeniami parafialnymi, żywo interesując się różnymi zagadnieniami związanymi z zebranymi przedmiotami i pamiątkami życia religijnego oraz biblioteki parafialnej, która utworzona nieco wcześniej w przedsionku zakrystii, teraz znalazła swoje stałe miejsce i jest zorganizowana przez Jolantę Czaję. Na koniec pobytu w tym miejscu Ksiądz Arcybiskup otrzymał archiwalne numery gazety parafialnej wydawanej już 21. rok.

Były to egzemplarze bogato ilustrowane z poświęcenia świątyni, konsekracji, wywiadu z abp. Michalikiem w 1999 r. oraz numer bieżący. Gość wpisał się do księgi pamiątkowej, zostawiając tym samym kolejny ślad swoich stóp na naszej łęckiej ziemi.

Dary Ducha Świętego

Przed Mszą św. kandydaci do bierzmowania odmówili Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Przed rozpoczęciem Mszy św. abp. Józefa Michalika powitali i poprosili o udzielenie sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej rodzice kandydatów do bierzmowania Magdalena Krukar i Jacek Koszela oraz proboszcz ks. Marek Danak, który powitał także kanclerza kurii, dostojnego Jubilata ks. Jana Wilusza i wszystkich kapłanów. Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył abp Michalik, a współkoncelebransami byli: ks. Marek Danak, dziekan dukielski ks. Stanisław Siuzdak, jubilat i rodak ks. Jan Wilusz, gwardian klasztoru Ojców Bernardynów o. Tacjan Mróz oraz proboszcz parafii Bóbrka ks. Stanisław Babiarz. Po czytaniach, które wykonała młodzież przyjmująca sakrament bierzmowania, psalmach wykonanych przez chór szkolny oraz odczytaniu Ewangelii ks. Marek poprosił o udzielenie młodzieży z Łęk Dukielskich i Bóbrki sakramentu bierzmowania. Ksiądz Arcybiskup w asyście dziekana oraz księży proboszczów z Łęk Dukielskich i Bóbrki udzielił młodzieży sakramentu bierzmowania.

W kazaniu abp Michalik podkreślił wyjątkowość parafii poświęconej Bożemu Sercu, mówiąc: – Piękny tytuł wybraliście dla naszej parafii, bo Serce Jezusowe to symbol miłości, to lekcja miłości, którą Pan Jezus daje nam wszystkim. Parafia Serca Jezusowego powinna zdawać sobie sprawę o tym przesłaniu, że Pan Jezus nie tylko umiera na krzyżu aby uwielbić Ojca, przeprosić Boga za grzechy, zadość czynić, zbawić nas, ale żeby nauczyć nas miłości. To jest właśnie Serce Jezusa. Ono uczy nas miłości swoim przykładem. Ono do końca nas umiłowało aż do pozostania z nami w Najświętszym Sakramencie. Eucharystia jest tym przykładem miłości Boga do człowieka.

Jubileusz kapłaństwa

Nawiązując do jubileuszu kapłaństwa ks. Jana Wilusza, kaznodzieja nie omieszkał użyć porównania miłości Serca Jezusowego do ludzi: – Kapłaństwo to jest właśnie ten dar Serca Jezusowego dla ludzi. Żebyśmy przejęli się tą miłością miłosierną. Bo właśnie to swoje miłosierdzie Bóg przekazuje przez kapłana w konfesjonale, odpuszczając grzechy, przygotowując człowieka na spotkanie z Bogiem. W tym miejscu przypomniał drogę kapłańską ks. Jana, a następnie przywołał czas obecny, gdy został rezydentem w parafii pw. św. Piotra i Jana z Dukli, stwierdzając, że „Pan Bóg upodobał go sobie, aby miał jeszcze ten czas na to codzienne spotkanie z Panem Jezusem, żeby wzrastał w wierze i miłości, żeby wypraszał łaski ludziom, żeby nawet cierpienia i dolegliwości dołączył do swojej służby kapłańskiej”.

Kaznodzieja przestrzegł przed relatywizowaniem zła, co obecnie ma miejsce choćby w uroczystych obchodach urodzin ideologa najbardziej zbrodniczego systemu totalitarnego Karola Marksa. W związku z tym podkreślił, że „jak świat błądzi, jak świat ginie w tych kłamstwach” i jak musimy nieustannie uważać i powracać do naszych korzeni, z których wyrastamy i które nas ukształtowały. „Dlatego dzisiaj musimy wracać do tej Bożej prawdy, którą Chrystus nauczał, za którą oddał życie i której kapłani nauczają. Pięknym symbolem jest to, że dzisiaj poświęciliśmy tę salę pamiątek pod kościołem. Obrazy. Ile modlitw przed tymi obrazami w rodzinach zanoszono, ile łask ludzie uzyskali. Trzeba z szacunkiem to przechować! Niech to będzie świadectwem, że my wyrastamy z tej tradycji” – mówił Ksiądz Arcybiskup. Na zakończenie życzył młodzieży: – Żebyście byli wierni Chrystusowi, żebyście byli przykładem dla koleżanek i kolegów wierności Panu Jezusowi, uczciwości, piękna duchowego i dobroci.

W procesji z darami młodzież i rodzice przynieśli m.in. chleb i winogrona, kwiaty, świece, hostię, wodę i wino, oprawione w książkę wydania gazety parafialnej z ostatnich pięciu lat oraz figurę św. Stanisława Kostki ufundowaną przez rodziców, a poświęconą już wcześniej w czasie nabożeństwa fatimskiego.

Życzenia i podziękowania

Po Komunii św. nastąpił uroczysty moment złożenia życzeń jubilatowi przez przedstawicieli parafii: dzieci pierwszokomunijne Szymona Głoda i Julię Bryś oraz małżeństwo Józefę i Stanisława Węgrzynów. W życzeniach padły m.in. następujące słowa: – Dzisiaj, w tym podniosłym dniu, najważniejszym dla naszej wspólnoty, w obecności abp. Józefa Michalika, który także z naszą parafią jest nierozerwalnie związany, składamy Ci za wszystko serdeczne Bóg zapłać! Życzymy Ci wielu Bożych łask, opieki Najświętszej Maryi Panny i św. Jana z Dukli oraz długiego życia w zdrowiu i sile. Mamy nadzieję, że będziesz nas nadal odwiedzał i umacniał Słowem Bożym. Bo tutaj, dostojny Księże Jubilacie, jest Twój dom!

Na zakończenie głos zabrał ks. Jan Wilusz, który powiedział: – Czcigodny Księże Arcybiskupie, bardzo dziękuję za Twoje słowa, za przedstawienie mojego życiorysu, pracy, warunków i trudności, które w mojej pracy duszpasterskiej mi towarzyszyły. W czasach bardzo trudnych ze względu na ideologię komunistyczną, która z nami walczyła. Nie wiem, jakimi słowami podziękować, brak mi słów. Ale to, co mi serce mówi, to serdeczne Bóg zapłać za każde dobre słowo, za życzliwość, za uprzejmość. Dziękuję kapłanom tu obecnym za naszą wspólną modlitwę i Eucharystię. I wam wszystkim, tutaj zebranym, za wspólną modlitwę, za tę piosenkę religijną. Ktoś mi powiedział, że w czasie ofiarowania darów będzie dla mnie piosenka religijna. Wsłuchałem się w nią, była wspaniała, dziękuję. Za te kwiaty, za życzenia, za dobre słowo. Dziękuję Księdzu Proboszczowi, że zostałem zaproszony na odpust tutaj, w mojej rodzinnej miejscowości, gdzie chodziłem do szkoły, stąd chodziłem do kościoła do Kobylan, bo to była wtedy nasza parafia, w której zostałem ochrzczony i bierzmowany. Niech wam za wszystko Pan Jezus wynagrodzi i obdarzy łaskami potrzebnymi do życia duchowego i doczesnego.

Wystawienie Najświętszego Sakramentu i procesja wokół świątyni były ostatnim aktem podniosłej uroczystości, którą zakończyło błogosławieństwo oraz odśpiewanie hymnu „Boże, coś Polskę”. Pamiątkowe zdjęcie i zwiedzanie Parafialnej Izby Muzealnej były zwieńczeniem świętowania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Niemcy: meczet w byłym kościele w Hamburgu

2018-09-21 23:10

ts (KAI/KNA) / Hamburg

W Hamburgu, w przebudowanym kościele, zostanie w najbliższych dniach otwarty meczet. Będzie to pierwszy przypadek, kiedy była świątynia ewangelicka Niemiec zmieni swoją funkcję na dom modlitwy muzułmanów. Projekt, o którym informowano już w 2013 roku, wywołał w Niemczech poruszenie.

BOŻENA SZTAJNER

Zbudowany w 1961 roku w dzielnicy Horn luterański kościół Kapernaumkirche był do niedawna drugim największym tego typu obiektem w mieście. W 2002 został zdesakralizowany i sprzedany prywatnemu przedsiębiorcy. W 2012 wykupiła go uważana za umiarkowaną wspólnota islamska Al-Nour.

Przebudowa trwała niemal sześć lat, a termin otwarcia, przewidywany początkowo na październik 2013, wielokrotnie przesuwano, podała niemiecka agencja katolicka KNA. Wspólnota twierdzi, że koszt przebudowy w wysokości ok. 5 mln dolarów sfinansowano ze składek, natomiast 1,1 mln euro podarował rząd Kuwejtu. Krzyż na wieży kościelnej zastąpił napis „Allah”.

Oczekuje się, że w oficjalnym otwarciu 26 września wezmą udział liczni przedstawiciele życia politycznego i wspólnot religijnych. Ze względu na naprawę szkód wyrządzonych przez wodę wspólnota wprowadzi się do obiektu prawdopodobnie pod koniec roku. Na piątkowe modlitwy w meczecie Al-Nour przybywa regularnie ok. 2,5 tys. muzułmanów. Modły odbywają się w garażach podziemnych w dzielnicy Sankt Georg. Miejsce to pozostanie nadal ośrodkiem modlitewnych spotkań, zapowiedział przewodniczący wspólnoty Daniel Abdin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś 65. rocznica uwięzienia Prymasa Wyszyńskiego

2018-09-25 07:42

Bernadeta Kruszyk / Gniezno (KAI)

„Człowiek bezprawny” - tak kard. Stefan Wyszyński nazywał sam siebie w czasie trzyletniego internowania. 25 września mija 65 lat od jego aresztowania. Komuniści więzili go w Rywałdzie, Stoczku Warmińskim, Prudniku na Śląsku Opolskim i Komańczy w Bieszczadach.

ARCHIWUM

Był późny piątkowy wieczór 25 września 1953 roku. Zmęczony prymas wrócił do rezydencji na ul. Miodowej po uroczystościach ku czci bł. Władysława z Gielniowa i od razu udał się na spoczynek. Pół godziny później do jego pokoju zapukał kapelan ks. Hieronim Goździewicz z informacją, że „jacyś panowie” dobijają się do bramy. – O tej porze? – zdziwił się prymas i tknięty przeczuciem, a może już pewnością wstał, ubrał się i kazał wpuścić „gości”. Schodząc z piętra na parter zapalił wszystkie światła – niech Warszawa wie, co dzieje się w domu prymasa. W tym samym czasie inna grupa „gości” przeskoczyła przez mur okalający pałac i natknęła się na sekretarza prymasa bp. Antoniego Baraniaka. – Ci panowie chcieli strzelać – relacjonował później kard. Wyszyńskiemu. – Szkoda, że nie strzelali, wiedzielibyśmy, że to napad, a tak to nie wiemy, co sądzić o tym nocnym najściu – odpowiedział prymas.

W ciągu następnych kilkunastu minut cel wizyty się wyjaśnił. Jeden z oficerów wyciągnął z teczki dokument Rady Ministrów, który nakazywał prymasowi opuścić miasto i zamieszkać w wyznaczonym miejscu oraz zakazywał mu wszelkich czynności związanych z piastowanym urzędem. „Czytałem – napisał później – by nie zaogniać napiętej sytuacji”. Po północy z różańcem i brewiarzem w ręku siedział już w samochodzie, który eskortowało sześć innych aut. „Po drodze nie mogłem odczytać żadnych drogowskazów”. Dniało, gdy konwój zatrzymał się na północnym przedmieściu Grudziądza, by chwilę później zawrócić w kierunku Jabłonowa. Ludzie szli do pracy. „Przyjechaliśmy do Rywałdu. Było to miejsce mojego przeznaczenia” – zapisał prymas.

Mówicie za mnie Różaniec

Czy kard. Wyszyński spodziewał się uwięzienia? Jego biograf Peter Raina uważa, że tak.

Za twierdzeniem tym przemawiają m.in. słowa, które wypowiedział w dniu aresztowania. Po południu prosił bliską współpracownicę Marię Okońską: „Gdyby ci mówili, że twój ojciec zdradził sprawę Bożą, nie wierz! Gdyby ci mówili, że twój ojciec ma nieczyste ręce, nie wierz! Gdyby ci mówili, że twój ojciec działa przeciwko narodowi we własnej ojczyźnie, nie wierz! Gdyby ci mówili, że twój ojciec stchórzył, nie wierz! Twój ojciec nigdy nie zdradził i nie zdradzi sprawy Kościoła, choćby miał za to zapłacić życiem i własną krwią”.

Kilka godzin później w domu rektora kościoła św. Anny pytał kapłanów: „Znacie obraz Michała Anioła Sąd Ostateczny? Anioł Boży wyciąga człowieka z przepaści na Różańcu. Mówcie za mnie Różaniec”. Wiedział więc i do tej chwili się przygotował nie tylko duchowo.

Choć w czasie aresztowania powiedział, że niczego nie potrzebuje i niczego własnego nie posiada, już wcześniej polecił zawiadującej prymasowskim gospodarstwem siostrze Maksencji, by skompletowała odpowiednie ubrania, bieliznę i kazała uszyć mocne buty. Te właśnie rzeczy zakonnica w pośpiechu spakowała do jednej walizki na polecenie oficera UB. Inny funkcjonariusz przyprowadził bp. Baraniaka, na którego ręce prymas złożył oświadczenie, że z pełnionych stanowisk nie rezygnuje. Kilka godzin później bp Baraniak również został aresztowany. Prymas wszedł jeszcze do kaplicy, a siostrze Maksencji powiedział, że gdyby został postawiony przed sądem, nie potrzebuje adwokatów, bo sam będzie się bronił. Rewizja w pałacu prymasowskim trwała do wieczora następnego dnia.

Nie wolno wyglądać oknem

W Rywałdzie nie od razu ich wpuszczono. Zakonnicy byli zaskoczeni i wystraszeni. Gdy o 5 rano jak zawsze otworzyli kościół i klasztorną bramę, funkcjonariusze zajęli całe pierwsze piętro. Tylko jeden z braci zauważył, że jest z nimi prymas. Cela, którą dostał, była niewielka i skromnie urządzona. Tak później o niej pisał:

„Rozejrzałem się w swoim pokoju, który nosi ślady niedawno zamieszkałego przez któregoś z ojców Kapucynów. Zostałem sam. Na ścianie, nad łóżkiem, wisi obraz z podpisem: Matko Boża Rywałdzka, pociesz strapionych. Był to pierwszy głos przyjazny, który wywołał wielka radość. (…) Wzrok mój zatrzymał się na biurku. Stoi tu Chrystus Miłosierny z podpisem: Jezu, ufam Tobie – fotografia znanego obrazu. Uznaję to za drugą łaskę dnia dzisiejszego. (…) Na biurku stoi jeszcze obrazek świętego Franciszka z Asyżu słuchającego muzyki anielskiej. (…) Pokój, do którego byłem wprowadzony, robi wrażenie mieszkania świeżo i pospiesznie opuszczonego. Łóżko nie jest zasłane, pozostawione osobiste rzeczy przez zakonnika, który tu mieszkał. Wśród tych rzeczy – walizka na wpół otwarta, z której wygląda najnowszy zeszyt pisma Kuźnica Kapłańska, z zaadresowaną obwolutą. Wszystkie meble są w stanie ruiny: biurko trzyma się ściany, podobnie szafka nocna, miednica z niewylaną wodą, w szafie osobista bielizna i ubranie. Na podłodze sterta książek przykrytych papierem. Podłoga brudna, po kątach pełno «kotów»”. Prymas sam musiał posprzątać.

Decyzja zapadła w Moskwie

Wiadomość o aresztowaniu kard. Wyszyńskiego szybko obiegła stolicę. W „Trybunie Ludu”, organie prasowym KC PZPR, już następnego dnia Edward Ochab ostro go atakował oskarżając o warcholstwo i politykę antypaństwową. Trzy dni później gazeta opublikowała komunikat: „Na skutek uporczywego, mimo wielokrotnych ostrzeżeń nadużywania przez ks. arcybiskupa Stefana Wyszyńskiego piastowanych przez niego funkcji kościelnych dla łamania zasad porozumienia, prowadzenia akcji podburzającej, wytwarzania atmosfery jątrzenia (…)” itd., itd.

Protestowała Stolica Apostolska. Oburzenie wyraził prezydent USA. Grzmiała angielska Izba Gmin i Izba Deputowanych we Francji. Sprzeciw wystosowali biskupi USA i Wielkiej Brytanii. Na próżno. Decyzja o aresztowaniu prymasa zapadła przecież nie w Warszawie, a w Moskwie. Jak później ujawnił na antenie Radia Wolna Europa zbiegły na Zachód wysoki funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ppłk. Józef Światło, projekt taki Bierut przedstawił Stalinowi już wcześniej. Ten jednak powiedział, że czas jeszcze nie nadszedł, dodając jednak, że dobrze byłoby mieć w Polsce „swojego” prymasa.

Po śmierci wodza Bierut otrzymał zgodę na przeprowadzenie operacji. „W ten sposób – mówił Światło – rozpoczęła się walka o posiadanie swojego prymasa w Polsce, jak chciał Stalin”. Ujawnił też, w jaki sposób przystosowano klasztor w Rywałdzie. Każde drzwi na piętrze zaopatrzone były w specjalne urządzenie. Gdy je otwierano, w pokoju wartowników zapalała się lampka. Na podłodze i do połowy wysokości ścian zamontowano mikrofony podsłuchowe. Także ogród odpowiednio „zabezpieczono”. Specjalne siatki nie pozwalały „kierownikowi Episkopatu” jak nazywała prymasa władza ludowa, zbliżać się do muru. Kardynał nie mógł też bez zgody strażnika iść do kaplicy. „Pan w ceracie” – tak pisał o nim prymas. Cała ta operacja – stwierdził jeszcze Światło – była tylko małą cząstką wielkiego planu walki z Kościołem, który sowieci przetestowali już w stosunku do Cerkwi prawosławnej, skutecznie łamiąc jej niezależność.

W imię Boże

Prymas Wyszyński przebywał w Rywałdzie niespełna trzy tygodnie. „Postanowiłem sobie tak urządzić czas, aby zostawić jak najmniej miejsca swobodnym dociekaniom” – zanotował w Zapiskach więziennych. Czytał kilka książek na zmianę, lekturę przerywał modlitwą, a brewiarz odmawiał, chodząc po pokoju, by – jak pisał – „brak powietrza uzupełnić ruchem”. Wieczorem, gdy brakowało światła, odmawiał Różaniec, wędrując po pokoju. Później na ścianach celi wypisał stację Drogi Krzyżowej, by móc odprawiać nabożeństwo Męki Pańskiej.

W październiku kard. Wyszyński – znów w największej tajemnicy – został przewieziony do Stoczka Warmińskiego. W zapisach relacjonował: „Zebrałem dość szybko swoje rzeczy do waliz przywiezionych z Miodowej. Po ciemnych schodach idziemy na dół, po raz pierwszy od dwóch tygodni. Wokół mnie nie ma żywej duszy. Nawet żołnierzy, którzy zazwyczaj wśród nocy czynili tyle hałasu na korytarzu, ani śladu. Zajmuję miejsce w aucie wraz z panem w ceracie. Stoi kilka innych wozów w dyskretnej odległości. Ruszamy. W imię Boże. Czuję się tak bardzo rzeczą, że nie pytam o nic”.

U celu znowu budynek poklasztorny – bardzo zniszczony i zaniedbany, nazywany przez komendanturę „obiektem 123”. Półtorametrowej grubości mury, słabo ogrzewane cele, ziąb i wilgoć. Wewnątrz zainstalowana aparatura podsłuchowa opatrzona przez „strażników” równie wdzięczną nazwą co zabudowania: „truteń1”,”truteń2” i „truteń3”. Pusto, zimo i mokro. Prymas domyślał się, że nowe miejsce odosobnienia to zabudowania klasztorne. Później potwierdziło się, że gdzieś w pobliżu znajduje się kościół. Słyszał daleki śpiew ludzi.

Codzienna dyscyplina

W Stoczku Warmińskim przydzielono prymasowi dwoje współwięźniów: ks. Stanisława Skorodeckiego i s. Marie Leonię Graczyk, oboje byli wyniszczeni więzieniem: „ksiądz przesadnie chudy, siostra skóra i kości” – ocenił w Zapiskach prymas. Pierwsze dni mijały na wzajemnym poznawaniu się i organizowaniu codziennego życia. Prymas miał do dyspozycji dwa pokoje, łazienkę, korytarz i ogród. Na tej powierzchni mógł się poruszać. Szybko ustalił ścisły porządek dnia, którego przestrzegał z żelazną dyscypliną. Pobudka o 5 rano. Po modlitwach i rozmyślaniu Msza św. Po śniadaniu spacer w ogrodzie. Znów modlitwa i do obiadu praca. Po posiłku drugi spacer w ogrodzie, modlitwa brewiarzowa i do kolacji praca. Wieczorem Różaniec odmawiany ze współwięźniami, a później lektura najczęściej w języku obcym.

„Nie mogę dziś Kościołowi i Ojczyźnie służyć pracą kapłańską w świątyniach, ale mogę im służyć modlitwą. I czynię to niemal przez cały dzień” – pisał w liście do ojca. Prosił również: „Pragnąłbym, by z ust moich najbliższych nikt nie słyszał ani w domu, ani poza domem najmniejszej nawet skargi. Potrzebna jest mi wasza pogoda, spokój i modlitwa. Nie traćcie ufności w dobroć Opatrzności Bożej, w potęgę, mądrość i miłosierdzie Najmilszej Matki Jasnogórskiej”.

Kard. Wyszyński się nie skarżył. Jego stanowisko odnośnie uwięzienia było jednak niezmienne – traktował decyzję rządu jako naruszenie podstawowych praw człowieka. Wielokrotnie prosił o wyjaśnienia i możliwość ustosunkowania się do stawianych mu zarzutów i za każdym razem otrzymywał odpowiedź odmowną. Więźniów pilnował sztab strażników.

Prymas traktował ich z szacunkiem, ale i dystansem, zalecając to samo ks. Skorodeckiemu i s. Leonii. Nie próbował wchodzić w jakiekolwiek relacje. Zanotował: „Wszyscy nasi dozorcy, chociaż są oficerami, chodzą po korytarzu powłócząc nogami. W języku, którym się posługują, zwłaszcza młodzi, najczęstszym słowem jest cholera”. Strażnicy z kolei – obojętni na jakiekolwiek przeżycia duchowe – nie rozumieli zachowania prymasa: „płakał w czasie modlitwy”, „w swym fanatyzmie leżał znowu krzyżem w kaplicy” – raportowali zdegustowani.

Soli Deo

Zima 1953–1954 była mroźna. Pierwsze mrozy chwyciły już w listopadzie, a pod koniec miesiąca spadł śnieg. W budynkach poklasztornych prawie nie działało ogrzewanie. Piece dymiły. Było tak zimno, że praca przy biurku stała się niemożliwa. W łazience nie było ciepłej wody. Przynoszono ją tylko raz w tygodniu, z kuchni.

„Od dnia przyjazdu do Stoczka, do końca pobytu ani w dzień, ani w nocy nie rozgrzałem stóp” – wyznał po latach prymas Wyszyński. W uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP oddał się Matce Bożej w macierzyńską niewolę. „Wszystko cokolwiek czynić będę, przez Twoje ręce Niepokalana Pośredniczko łask wszelkich, oddaję ku chwale Trójcy Świętej – Soli Deo”.

Nadeszły święta Bożego Narodzenia, które więźniowie spędzili przy małym żłóbku. W lutym przypadała 5. rocznica ingresu do katedry gnieźnieńskiej. Prymas robił rachunek sumienia i dziękował za ten „wielki niezasłużony zaszczyt”. Wreszcie po ciężkiej zimie nadeszła wiosna. W codziennym harmonogramie dnia znalazła się jeszcze jeden punkt – praca w ogrodzie. Na końcu jednej ze ścieżek więźniowie postawili krzyż zrobiony z dwóch kijów związanych drutem kolczastym – ostatnia stacja Kalwarii.

W Wielki Czwartek Prymas celebrował Mszę św.: „Sercem i myślą jestem w Archikatedrze wśród duchowieństwa i wiernych – pisał w więziennym dzienniku. – Modlę się o to, by mój zastępca przy ołtarzu, przy konsekracji olejów i przy mandatum czynił to lepiej niż ja; by obdzielał kapłanów Ciałem Chrystusa, wszczepiając w nich ducha jedności diecezjalnej; by całował nogi ubogich, jak to czyniłem, z całkowitym oddaniem się tej czynności, tak wspaniałej a tak trudnej do wykonania jej po chrześcijańsku. Bo całować ma serce, nie usta”.

Wielka Nowenna

Trudne warunki panujące w budynkach poklasztornych w Stoczku Warmińskim i ciężka zima odbiły się na zdrowiu prymasa. Skarżył się na bóle w okolicach nerek, puchły mu ręce i powieki, bolała głowa. Lekarze zbadali go jednak dopiero w maju. Stwierdzili m.in. powiększenie wątroby, drobne zmiany kostne i bóle mięśniowe, stan nerek nie budził jednak ich niepokoju. W czerwcu, a więc blisko 10 miesięcy po aresztowaniu, pozwolono prymasowi wystosować list do rządu. Ustosunkował się w nim do wszystkich stawianych mu zarzutów. Z wysłaniem jednak był pewien problem. Komendant, od którego otrzymał zezwolenie na napisanie pisma niespodziewanie wyjechał na urlop, a zastępca postawił warunki, na które kardynał nie mógł się zgodzić. Sprawę listu odłożono. Tymczasem w kraju trwała akcja usuwania z klasztorów sióstr i braci zakonnych. Stalinizm upadł, represje jednak nie ustały.

W sierpniu prymas Wyszyński rozpoczął pracę nad swoim wielkim dziełem Wielką Nowenną Tysiąclecia Chrztu Polski. Przedsięwzięcie pochłonęło go do tego stopnia, że nie odnotował przybycia nowego komendanta: „Nie mogę sobie przypomnieć dokładnie, kiedy na terenie Stoczka pojawił się nowy kierownik – zapisał prymas. – Ukazał się w ogrodzie któregoś sierpniowego dnia, zatrzymał się pod każdym drzewem, starannie oglądał okna, parkany, druty na drzewach (…) Później zaczął interesować się kuchnią i tam pytał o potrzeby (…) Dość wcześnie zauważyliśmy, że nowy kierownik lubi chodzić w nocnych pantoflach na naszym korytarzu i zatrzymywać się pod naszymi drzwiami. Raz został wyraźnie schwytany na gorącym posterunku. Wreszcie któregoś dnia zainteresował się mieszkaniem (…) Starał się być grzeczny i troskliwy (…) Dopytywał, jakich (książek) mi brakuje. Sięgnąłem do spisów. Kierownik z wprawą indyka wyciągnął szyję, aby zajrzeć przez ramię do moich notatek. Poznałem speca od śledztwa. Trzeba było być zwięzłym. Pożegnaliśmy się szybko”.

Na południowy zachód

Nowy kierownik zwiastował zmiany. W październiku w Stoczku ponownie zjawił się lekarz, który poinformował kard. Wyszyńskiego o zmianie miejsca odosobnienia. Miejscowy klimat – jak argumentował – miał prymasowi nie służyć, w trosce o zdrowie zdecydowano więc przenieść go w bardziej przyjazne miejsce. Gdzie? Tego powiedzieć nie mógł.

Wyjazd zaplanowano na następny dzień. Ks. Skorodecki i s. Graczyk również mieli zostać przeniesieni. Ostatnie wspólne godziny wszyscy troje spędzili, pakując i porządkując swoje rzeczy. Wieczorem kard. Wyszyński zapisał: „Największym brakiem apostoła jest lęk. Bo on budzi nieufność do potęgi Mistrza, ściska serce i kurczy gardło. Apostoł już nie wyznaje. Czyż jest jeszcze apostołem? (…) Lęk apostoła jest pierwszym sprzymierzeńcem nieprzyjaciół sprawy. Zmusić do milczenia przez lęk – to pierwsze zadanie strategii bezbożniczej. Terror, stosowany przez wszystkie dyktatury obliczony jest na lękliwość apostołów. Milczenie tylko wtedy ma swoją apostolską wymowę, gdy nie odwracam swego oblicza od bijących. Tak czynił milczący Chrystus. Ale w tym znaku okazał swoje męstwo”. Czy prymas myślał o sobie?

Następnego dnia na polu pod Kętrzynem na więźniów czekał samolot. Nie wiedzieli, dokąd lecą. Prymas zorientował się tylko, że na południowy zachód. Po dwóch godzinach wylądowali. Później okazało się, że w okolicach Nysy. Do zmroku przesiedzieli w maszynie. Nikt nie mógł zobaczyć prymasa i zorientować się, gdzie jest przetrzymywany. Późnym wieczorem więźniowie dotarli do celu – pofranciszkańskiego klasztoru w Prudniku Śląskim. Tym razem przygotowano się na ich przyjazd. Teren otaczał płot wysoki na trzy i pół metra, nad którym – na wszelki wypadek – rozciągnięto jeszcze drut kolczasty, oczywiście „dla bezpieczeństwa”.

Dwa pokoje na końcu świata

Klasztor pofranciszkański w Prudniku Śląskim był trzecim miejscem internowania kard. Stefana Wyszyńskiego. Zbudowany na wzgórzu i otoczony lasem wydawał się miejscem odciętym od świata. Przed przyjazdem więźniów przeprowadzono w nim pobieżne prace remontowe. Budynek został wybielony i otoczony trzymetrowym płotem.

Prymasa umieszczono na pierwszym piętrze. Miał do dyspozycji dwa pokoje; w jednym urządzono sypialnię w drugim pracownię. Łóżko zbite z surowych desek, stół, dwa krzesła i klęcznik, na ścianie duży drewniany krzyż. Ot całe wyposażenie. Tydzień po „zakwaterowaniu” w Prudniku prymas zapisał: „Lewa strona korytarza jest przeznaczona dla nas, prawa posiada słoneczne pokoje, zamknięte na klucze i zabite gwoździami. Całość ma charakter bardziej izolowany niż w Stoczku. Stąd nie można zobaczyć żywej normalnej duszy; wszystko, co nas otacza, albo chodzi skrycie pod parkanami zewnętrznymi, albo też wałęsa się po korytarzach (…)”

„W tym nowym miejscu – notował dalej prymas – jesteśmy jeszcze bardziej skazani na siebie, gdyż nikt tu nie zagląda, ani też nikt nie może kontrolować ruchu na korytarzu. Wszystko jest tandetnie, licho pomalowane. Wszędzie jeszcze znać ślady świeżej roboty. Tu i ówdzie leżą porzucone pędzle; stoją pudełka z farbą, sterty zardzewiałych gwoździ, piłki ręczne, młotki, o które nikt się nie troszczy. Naszym zwyczajem, pozbieraliśmy to wszystko na ogrodową werandę, skąd powoli wszystko zniknęło. Będziemy tu mieli trudną sprawę ze spacerem, gdyż chodzenie po pochyłym, oślizgłym terenie, będzie uciążliwe. Natomiast dom jest korzystniejszy, na naszym piętrze suchy, o widnych oknach, starannie poosłanianych storami i firankami. Wydano polecenie, że nie należy wyglądać oknami, że przed zapaleniem światła trzeba zasłonić story. Wprawdzie wokół nic i nikogo nie widać, ale my mamy obowiązek ukrywać się przed żołnierzami, wartującymi na zewnątrz. Oczywiście, o tym obowiązku wie tylko ksiądz i siostra. Ja jestem wolny od podobnych przypomnień”.

Chory, ale zdrowy

Mimo korzystniejszych – jak pisał prymas – warunków mieszkaniowych stan jego zdrowia nie uległ poprawie. Ciągle dokuczały mu nerki, bóle głowy i nóg, nadkwasota i ogólne osłabienie. W listopadzie ponownie zbadali go lekarze. „Ogólnym stanem zachwyceni nie jesteśmy” – oświadczyli i zlecili dokładniejsze badania kliniczne. Przeprowadzono je dopiero przed Bożym Narodzeniem. Prymas był dowożony – oczywiście po zmroku – do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Opolu, gdzie czekali specjaliści. Pobrano krew, zrobiono prześwietlenie płuc i brzucha, podleczono zęby. „Prymas jest człowiekiem zupełnie zdrowym” – brzmiała diagnoza. „Dotąd nigdy takiej opinii lekarzy o sobie nie słyszałem” – skomentował w Zapiskach prymas.

W czasie pobytu w Prudniku kard. Wyszyński mógł pisać i otrzymywać listy i paczki. Były czytane i cenzurowane przez strażników, mimo to stanowiły źródło pociechy i wiadomości o najbliższych. Z każdego słowa przebijała serdeczność i troska. W podobnym tonie odpisywał prymas. Troszczył się o zdrowie rodzeństwa, prosił, by nie wykosztowywali się na niego, pytał o dzieci i dziękował za każde napisane przez nie słowo. Najbardziej martwił się o dobiegającego osiemdziesiątki ojca, który nieustannie niepokoił się o zdrowie syna. Do siostry pisał:

„Pragnąłbym się odwołać do Twojej, Droga Stachno, roztropności i doświadczenia i prosić, byś wpłynęła na Ojca uspokajająco. Wiem, że doświadczenie, przez które przechodzi, jest zbyt ciężkie dla sędziwego wieku Ojca, ale Ty możesz wpłynąć na Ojca, by w pełni zaufał mądrości Bożej. Jestem sługą Kościoła i w mojej sprawie jest więcej dróg i planów Bożych niż woli ludzkiej. Nie trzeba na nikogo się skarżyć, ani też do nikogo mieć żalu, tylko cierpliwie i spokojnie się modlić o to, by Bóg pozwolił wypełnić zadanie chwili obecnej”.

W listach prosił też o książki i „drobiazgi gospodarcze”: grzebień, lusterko, wełniane skarpety, miód, cytryny, gorzką czekoladę i domowe suchary, które mu bardzo służyły. I jeszcze dwie koloratki – dla niego i ks. Stanisława Skorodeckiego.

Myślę zaledwie promykami świateł

W Prudniku Śląskim upłynęła druga „więzienna” Wigilia kard. Wyszyńskiego. Mimo zamknięcia, izolacji i skromnych warunków bytowych atmosfera była pogodna, a nawet radosna. Ks. Skorodecki sobie tylko znanymi sposobami zdobył i udekorował niewielkie drzewko. Na stole nie zabrakło wigilijnych potraw i tradycyjnego opłatka, który kard. Wyszyński posłał także gotującej dla nich gospodyni. Po wieczerzy trójka więźniów długo rozmawiała, a o północy udała się odprawić Msze św. – pierwszą śpiewaną, dwie następne ciche.

„Jest nam bardzo dobrze w tej ubożuchnej kapliczce, bez jednego kwiatka, z dymiącymi, lichymi świecami, wobec Chrystusa, który chciał być z nami w tym dniu” – zanotował później prymas. I reflektował: „Najskuteczniejszą drogą do zwalczenia w sobie smutku jest wspomnienie na mądrość, dobroć, miłość i doskonałość Boga, którego wszystkie dzieła są doskonałe. A więc i te, które mnie dotyczą. W każdym czynie Boga jest tylko mądrość, tylko dobroć, tylko miłość. Może nie rozumiem ich do końca, może myślę zaledwie promykami świateł. Ale pełna światłość objawia się, gdy rozumiem sens działania Bożego”.

Dwa miesiące później za „obozowe” mury dotarły pierwsze od czasu aresztowania wiadomości ze świata. Przez cały ten czas prymas nie miał dostępu do prasy, o radiu nie wspominając. Z listów od rodziny wycinano wszystko, co wydało się cenzorom podejrzane. Kardynał nie wiedział co dzieje się w Polsce, w Kościele, na świecie. We wspomnianym lutym ks. Skorodeckiemu pozwolono na widzenie z ojcem i to on przywiózł wiadomość o usuwaniu księży ze szkół, nękaniu zakonów, utrudnianiu obsadzania stanowisk kościelnych. „Nadzieja na to, że moje uwięzienie powstrzyma wyniszczanie Kościoła, zaczyna blednąć” – napisał gorzko kard. Wyszyński.

Wkrótce nadeszła kolejna zła wiadomość. Jego ojciec miał wylew. Prymas natychmiast poprosił o pozwolenie na widzenie. W odpowiedzi tydzień później usłyszał, że ojciec czuje się lepiej i wychodzi ze szpitala.

Wstań, dobrze ci to zrobi

Kard. Wyszyński był przetrzymywany w Prudniku do października 1955 roku. Pod koniec pobytu rygor znacznie zelżał. Więźniów nie pilnowano już tak starannie, a nawet zaczęto im dostarczać gazety. Odwilż była wyraźna, nie oznaczała jednak uwolnienia.

28 października kard. Wyszyński został poinformowany o zmianie miejsca pobytu. Miał zostać przeniesiony do klasztoru Sióstr Nazaretanek w Komańczy, gdzie mógł się swobodnie poruszać. Ks. Skorodecki i s. Leonia mieli zostać zwolnieni. „Taka jest obecnie linia postępowania” – oświadczył funkcjonariusz UB.

Z chwilą przywiezienia kard. Wyszyńskiego do Komańczy zmienił się status tego miejsca. Miejscowość została włączona do pasa przygranicznego, co oznaczało, że można się było do niej dostać jedynie po okazaniu przepustki. Sam prymas tak wspominał pierwsze chwile spędzone w nowym miejscu: „Na spotkanie wybiegła jakaś pani, która – jak się później okazało – przybyła tu dziś rano, aby uprzedzić siostry o moim przybyciu i przygotować mieszkanie (…) Tym razem klasztor jest z prawdziwego zdarzenia. Obszerny dom, prowadzący normalne, życie klasztorne, z prawdziwymi siostrami zakonnymi, które nie są więźniarkami, i z własnym, zakonnym trybem życia”.

Po dwóch miesiącach życia wśród sióstr kard. Wyszyński zanotował w swoim dzienniku ciekawą refleksję, której echa wielokrotnie pojawiały się w jego późniejszym życiu i posłudze: „Z woli Bożej jestem znowu wśród gromady kobiet. Zapamiętam sobie: ilekroć wchodzi do twego pokoju kobieta, zawsze wstań, chociaż byłbyś najbardziej zajęty. Wstań, bez względu na to, czy weszła matka przełożona, czy siostra Kleofasa, która pali w piecu. Pamiętaj, że przypomina ci ona zawsze Służebnicę Pańską, na imię której Kościół wstaje. Pamiętaj, że w ten sposób płacisz dług czci twojej Niepokalanej Matce, z którą ściślej jest związana ta niewiasta niż ty. W ten sposób płacisz dług wobec twej rodzonej Matki, która ci usłużyła własną krwią i ciałem... Wstań i nie ociągaj się, pokonaj twą męską wyniosłość i władztwo... Wstań nawet wtedy, gdyby weszła najbiedniejsza z Magdalen... Dopiero wtedy będziesz naśladować Twego Mistrza, który wstał z Tronu po prawicy Ojca, aby zstąpić do Służebnicy Pańskiej... Wtedy dopiero będziesz naśladował Ojca Stworzyciela, który Ewie na pomoc przysłał Maryję... Wstań, bez zwłoki, dobrze ci to zrobi”.

Śluby miliona

Pobyt w Komańczy znacznie różnił się od dotychczasowego „obozowego” życia w Stoczku i Prudniku. Prymas mógł przyjmować gości i prowadzić w miarę normalny tryb życia. Nie był już objęty dozorem Służby Bezpieczeństwa. W listopadzie odwiedzili go biskupi: Michał Klepacz pełniący od chwili aresztowania kard. Wyszyńskiego obowiązki przewodniczącego Episkopatu Polski oraz Zygmunt Choromański. Wraz z nimi przyjechał ojciec kardynała. Witali się na kolanach.

W marcu 1956 r. zmarł Bolesław Bierut. Nowy pierwszy sekretarz Edward Ochab ogłosił oczyszczenie z zarzutów członków partii prześladowanych w czasach stalinowskich m.in. Władysława Gomułki. W maju prymas skończył pracę nad tekstem Ślubów Narodu Polskiego przygotowywanych z okazji 300-lecia ślubów Jana Kazimierza. Miesiąc później wybuchł Poznański Czerwiec. Robotnicy wystąpili przeciwko władzy ludowej – dla komunistów był to szok, do którego oczywiście się nie przyznali. W sierpniu spadł na nich kolejny cios.

Na Jasnej Górze blisko milion Polaków odnowiło śluby króla Jana Kazimierza, deklarując w ten sposób przywiązanie do wiary i Kościoła. Fotel prymasa był wymownie pusty. W październiku do władzy doszedł Gomułka. Wśród Polaków zabłysła nadzieja na zmiany. Trzy dni po plenum, na którym wybrano nowego sekretarza PZPR, wiecujący na jego cześć tłum zaczął domagać się uwolnienia prymasa. Towarzysz Wiesław zadośćuczynił oczekiwaniom społeczeństwa. 26 października w Komańczy zjawili się przedstawiciele rządu, którzy oświadczyli, że konieczny jest jak najszybszy powrót prymasa do Warszawy. W czasie rozmowy ustalono konieczność zniesienia dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych oraz przestrzegania zasad Konkordatu w sprawie nominacji biskupich i innych urzędów kościelnych. Jak się później okazało, wszystkie składane wówczas obietnice swobód religijnych były pisane patykiem na wodzie. Pierwsze symptomy niesłowności nowych władz pojawiły się już wkrótce, podczas rzekomych wolnych wyborów.

Za paciorki szeptane

Kard. Stefan Wyszyński wrócił do domu 28 października 1956 roku. Pod rezydencją zebrały się tłumy wiernych. Mimo zmęczenia wyszedł na balkon, by im pobłogosławić. Tego samego dnia wysłał telegram do Piusa XII z wiadomością o objęciu na powrót obowiązków w archidiecezji gnieźnieńskiej i archidiecezji warszawskiej. Przygotował także krótki list do wiernych i duchowieństwa:

„Zaciągnąłem wielkie długi wobec was wszystkich, Dzieci Boże, gdyż wspierałyście mnie nadprzyrodzoną mocą waszej wiary, niezachwianą ufnością, miłością bezgraniczną, tragicznie wytrwałą modlitwą, wyrzeczeniami, a nawet gotowością do złożenia ofiary z życia za Kościół Boży – pisał.

„Pragnę spłacić mój dług wszystkim! Wam, małe dziateczki, dziękując za paciorki w mojej intencji szeptane. Wam, młodzieży polska, zwłaszcza spod znaków akademickich, która okazała mi tyle pamięci i serca. Wam, Robotnicy, którzy wołając o poszanowanie swoich praw z taką godnością i dojrzałym spokojem, nie zapomnieliście o tym, że nie samym chlebem żyje człowiek (…) Wam, Rodzice katoliccy, którzy wraz z dziatwą waszą każdego wieczoru na kolanach wołaliście do wspólnego Ojca naszego. I Wam najmilsi Bracia Kapłani, diecezjalni i zakonni oraz Siostry tylu rodzin zakonnych, których modlitwy i umartwienia tak zwycięskie są w obliczu Boga (…) A spłacić mogę dług jedynie gorętszą modlitwą ku wam, jeszcze gorliwszą służbą pasterską i oddaniem dziełu zjednoczenia wszystkich, których ożywia pragnienie miłości, sprawiedliwości i pokoju Bożego” – pisał prymas.

Kard. Stefan Wyszyński służył gorliwie Kościołowi i Ojczyźnie do chwili śmierci 28 maja 1981 roku. W grudniu 2017 roku Stolica Apostolska wydała dekret o heroiczności cnót prymasa. Dekret taki jest orzeczeniem Kościoła, że Sługa Boży cieszy się sławą świętości i heroiczności cnót. To oficjalny głos Kościoła, że dana postać jest w chwale błogosławionych i że może być beatyfikowana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem