Reklama

Odkryć Chrystusa w ubogich – odnowiona zawierciańska kuchnia św. Antoniego

2017-09-22 17:09

Ks. Adam Dróżdż

Weronika Jakubus

W miesiącu lipcu rozpoczął się generalny remont pomieszczeń kuchni dla ubogich przy parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Zawierciu, której patronuje św. Antoni. Te potrzebę zauważył jeszcze poprzedni proboszcz parafii – bp Andrzej Przybylski. Decyzja o rozpoczęciu remontu była jednym z pierwszych działań nowego pasterza parafii – ks. Jana Niziołka. Uroczystego otwarcia i poświęcenia kuchni dokonał bp Andrzej Przybylski w środę, 20 września 2017 roku.

Kuchnia św. Antoniego działa przy zawierciańskiej parafii nieprzerwanie już od blisko 30 lat. Jej pomysłodawcą i założycielem był wieloletni proboszcz kolegiaty – ks. prał. Piotr Miklasiński. Od samego początku to miejsce było utrzymywane z ofiar parafian i ludzi dobrej woli. Nieoceniona pozostaje pomoc wolontariuszy, którzy każdego dnia od samego rana przygotowują posiłek dla kilkudziesięciu osób, aby był on gotowy tradycyjnie już na godzinę 13:00. Niestety problemem pozostaje zawsze brak jakichkolwiek zewnętrznych dotacji, stąd też główny ciężar finansowy związany z utrzymaniem tego miejsca spoczywa na kasie parafialnej.

Bp Andrzej, przywołując postać św. Franciszka z Asyżu, w homilii przypomniał, że aby otworzyć się na ubogich trzeba najpierw otworzyć się na samego Boga, a wtedy dopiero to co gorzkie i brudne może stać się słodkie i piękne. Niedoścignionym wzorem w tej codziennej posłudze zawsze zaś pozostanie Matka Boża Nieustającej Pomocy.

Reklama

Ks. Jan Niziołek, proboszcz Bazyliki, zapewnił, że mimo trudności i różnych przeciwności kuchnia będzie spełniać nadal te albertyńską misję miłosierdzia i służyć biednym i potrzebującym – co warto podkreślić – nie tylko z terenu parafii św. Apostołów Piotra i Pawła, ale z całego Zawiercia.

Tagi:
Zawiercie bp Andrzej Przybylski

Zawiercie: Odbyła się niedziela z „Niedzielą”

2017-11-19 18:56

Marian Banasik

Z udziałem redaktorów i pracowników tygodnika katolickiego „Niedziela” 19 listopada w parafii pw. św. Stanisława Kostki w Zawierciu odbyła się tzw. „niedziela z „Niedzielą”. Spotkanie było okazją do przybliżenia roli ewangelizacyjnej „Niedzieli” w parafii i w duszpasterstwie, ale również do przypomnienia głównego przesłania obchodzonego w Kościele I Światowego Dnia Ubogich.

Ks. Mariusz Frukacz

M. in. podczas Mszy św. kazania wygłosili kapłani pracujący w „Niedzieli”: ks. Mariusz Frukacz i ks. Jacek Molka.

Ks. Frukacz odnosząc się do tekstu Ewangelii przypomniał, że „życie jest darem Boga” - Każdy z nas ma nie tylko rozporządzać tym darem, ale z tego daru musi się rozliczyć. Bóg jest Panem, który przekazuje swój majątek nam swoim sługom – mówił ks. Frukacz i pytał kto to jest sługa?

- Jako sługa nie mam żadnego wyboru. Jestem powołany, aby służyć, ale to nie ja tak naprawdę będę służył, bo sługa to ktoś kim inni się posługują. Jako sługa nie mogę robić żadnych własnych planów, bo jestem małym kamyczkiem w mozaice, która jest od dawna gotowa. Przeznaczenie sługi jest takie, że odchodzi w cień i nikt nie musi zwrócić uwagi na los sługi. – przypomniał ks. Frukacz słowa znanego teologa XX wieku Hansa Ursa von Balthasara.

- Pomnożenie darów nie jest tylko dla nas samych. Dar mamy pomnożyć dla Boga. Dla Boga żyjemy, od Niego wychodzimy i do Niego powracamy. Nie wolno nam popadać w lenistwo duchowe i zakopywać daru od Boga. Musimy być gotowi na powrót Pana, który będzie chciał się z nami rozliczyć z daru życia, który nam ofiarował – kontynuował kaznodzieja.

Redaktor „Niedzieli” podkreślił również, że „Bóg pomaga nam w rozmnożeniu darów i talentów”. - Dał nam wspólnotę Kościoła a w nim sakramenty. Bóg dał nam również takie narzędzie jak prasa katolicka. – podkreślił redaktor „Niedzieli” i dodał: „Tygodnik katolicki „Niedziela” od ponad 90 lat w swojej misji pomaga nam pomnażać dary duchowe. Dlatego „Niedziela” to nie tylko publicystyka religijna, społeczna. „Niedziela” to także katecheza. Z tym tygodnikiem możemy się również modlić. „Niedziela” służy dzieciom i młodzieży. Jest „Moje Pismo Tęcza”, są strony dla młodzieży. Bo od najmłodszych lat człowiek uczy się pomnażać dary pochodzące od Boga”.

Zobacz zdjęcia: Zawiercie: Odbyła się niedziela z „Niedzielą”

- Pamiętam, że kiedy miałem osiem lat moja mama wskazała mi na wydrukowany w „Niedzieli” tekst Ewangelii, który przeczytaliśmy razem. To było moje pierwsze spotkanie ze słowem Bożym. To był początek mojego osobistego pomnażania darów – wspominał ks. Frukacz.

- Bardzo ważne na łamach naszego tygodnika są strony liturgiczne, poprzez które w naszych rodzinach możemy przygotować się do niedzielnej Mszy św. – zaznaczył ks. Frukacz.

Odnosząc się do obchodzonego w Kościele I Światowego Dnia Ubogich duchowny wskazał, że „Niedziela” idzie do najbardziej potrzebujących z darem „Ewangelii”. - Chcemy w ten sposób dać tym biednym ludziom słowo Boga, Ewangelię, która jest pochyleniem się nad godnością i wielkością każdego człowieka – mówił ks. Frukacz.

- Nasz tygodnik zawsze był wrażliwy na biedę ludzką materialną i tę moralną. Kiedy w Polsce, w 1997 r. była wielka powódź, to „Niedziela” przygotowała „milion serdecznych zeszytów” dla dzieci powodzian. Również mieszkańcom dalekiego Kamerunu pomogła wybudować kościół. Bo pomnażać dary to widzieć także tego biednego i potrzebującego człowieka. – przypomniał redaktor „Niedzieli”.

Michał Janik

Natomiast ks. Jacek Molka podkreślił, że „trzeba darami i talentami dzielić się z innymi” - Stąd spotkanie „niedziela z „Niedzielą”. – zaznaczył ks. Molka.

- Chcemy jako ludzie „Niedzieli” dać świadectwo wiary, świadectwo obecności pośród was. Chcemy być świadkami Chrystusowej Ewangelii. Chcemy być świadkami polskości – mówił w czasie kazania ks. Molka i dodał: „Przychodzimy do Was nie jako jedna z instytucji, ale jako wspólnota ludzi i chcemy pomnażać z wami dary poprzez dzieła „Niedzieli”.

Również Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna tygodnika w słowie do parafian podkreśliła, że „Niedziela” w swoim rytmie życia jest blisko nas wszystkich. - Dlatego w I Światowy Dzień Ubogich przychodzimy z przesłaniem, że trzeba miłować czynem, a nie tylko słowem – mówiła Lidia Dudkiewicz.

- Pierwszy biskup częstochowski Teodor Kubina założyciel „Niedzieli” podkreślał, że nie zrobi ani kroku dalej bez gazety katolickiej. „Niedziela” jest katechizmem, poradnikiem duszpasterskim i modlitewnikiem. Każdy jej numer jest planowany zgodnie z rytmem Kościoła. Chcemy być bardzo blisko ludzi i stąd zrodziła się inicjatywa „Ewangelia z „Niedzielą” dla ubogich – kontynuowała redaktor naczelna „Niedzieli”.

Lidia Dudkiewicz przypomniała również słowa św. Maksymiliana Marii Kolbego: „Dokąd będą media katolickie dotąd ludzie będą przychodzić do kościoła”.

- Nawet najgorliwsi duszpasterze nie wystarczą. Trzeba iść z „Niedzielą” do naszych domów i czerpać z niej przez cały tydzień. – podkreśliła redaktor naczelna „Niedzieli”.

Z najmłodszymi parafianami spotkała się red. Karolina Mysłek, która przedstawiła m. in. główne przesłanie „Mojego Pisma Tęcza”.

W rozmowie z „Niedzielą” ks. prał. Kazimierz Bednarski, proboszcz parafii pw. św. Stanisława Kostki w Zawierciu podkreślił, że wielu parafian utożsamiających się z parafią bierze bardzo czynny udział w jej życiu. - Piękną rzeczą w naszej wspólnocie są grupy modlitewne, których jest kilka. Każdego dnia są w naszej parafii dyżury modlitewne, podczas których nasi wierni odmawiają koronkę do Bożego Miłosierdzia, różaniec święty, odprawiają drogę krzyżową. Codzienne modlą się za kapłanów – powiedział ks. Bednarski.

Ksiądz proboszcz wskazał również na duszpasterską i ewangelizacyjną rolę „Niedzieli” - Uważam, że jeśli ludzi ją czytają, to potrafią podjąć także refleksję nad swoim życiem. Dlatego staramy się jako duszpasterze, aby „Niedziela” była w rodzinach naszej parafii – dodał ks. Bednarski.

Po Mszy św. wierni mogli również zapoznać się z ofertą wydawniczą „Niedzieli”. Przy stoisku tygodnika parafianie mogli skosztować również krówki „Niedzieli” z tweetami papieża Franciszka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Miłość ludzka nie jest Bogiem

2018-06-27 09:37

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 26/2018, str. 22-23

Graziako

AGNIESZKA BUGAŁA: – Ojcze, Józef wiedział, że Maryja ślubowała dziewictwo. To jest małżeństwo od początku niewyrażające sobie miłości przez współżycie.

O. AUGUSTYN PELANOWSKI OSPPE: – Wszystko się zgadza, tak było.

– Czy dziś ktoś by Ich zrozumiał? Seksualność jest w związku dwojga ludzi lansowana jako główna podpora konstrukcyjna małżeństwa.

– Nie wyobrażają sobie tego tylko ci, którzy nie doświadczają życia w czystości. Jeśli ktoś doświadcza, potrafi to sobie wyobrazić. Powściągliwość, decyzja o powstrzymaniu się jest czymś innym – można postanowić i wytrzymać dwa, trzy lata, w zależności od tego, jaki powód warunkuje tę decyzję. Ale można po prostu trwać w czystości. Jest taka łaska! To nie jest powstrzymywanie się, uporczywe pilnowanie się – nie! To jest wolność od tej potrzeby, to jest tak, jakby coś spadło z człowieka i on już nie czuje ciężaru tego przynaglenia i zachęty.

– Napisał Ojciec w „Domu Józefa”, że nie adorujemy czegoś w sobie, nie ubóstwiamy tego w sobie, ale poza sobą, na zewnątrz...

– Czystość jest czymś takim, że człowiek, doznając Miłości nie z tego świata, nie potrafi znaleźć najmniejszej fascynacji miłością z tego świata. Wydaje mu się to mniej niż banalne, nawet nudne. Podam przykład z życia Mojżesza: stare midrasze żydowskie opowiadają, że Mojżesz po objawieniu Boga na Horebie nie potrafił współżyć z Seforą. I że Sefora też nie mogła. I od tej pory żyli w celibacie.

– Doświadczyli magis poza sobą...

– Tak, stało się coś więcej! Nie postrzegajmy tego w ten sposób: musieli się codziennie powstrzymywać i w ten sposób troszczyli się o życie w czystości. Nic podobnego! Skoro Maryja i Józef mieli przy sobie taki reaktor jądrowy miłości, jakim jest Serce Jezusa, to mieli zakładać dodatkowe kaloryfery? Czy mogłoby być coś jeszcze bardziej interesującego? Gdy jest Jezus, to jest taka Miłość, że już żadna inna nie pociąga!

– Czy na tym zasadza się też celibat?

– W istocie powinien. Na początku może zacząć się od powściągania, ale czystość jest łaską, nie efektem postanowień i karkołomnych wyrzeczeń. To jest dar – dostajesz go, a nie ćwiczysz się w osiągnięciu jakiegoś poziomu.

– Czyli czystość można sobie wyprosić?

– W jedną chwilę.

– Nie ma dwóch takich samych powołań?

– Nie – i to widać w projekcie powołania św. Józefa, który odkrywamy już w Księdze Rodzaju w osobie Józefa Egipskiego. On jest tu szkicem, który Duch Święty sobie nakreślił. Jeśli ktoś jest mądry, to domyśli się, o co tu chodzi: będzie kiedyś taki człowiek i też będzie miał na imię Józef, czyli „Jahwe wzbogacił”. A tylko Jahwe może wzbogacić. I musiał się urodzić taki człowiek, był przewidziany. Mówi się, że Maryja była przewidziana w Raju, więc jeśli tak, to i Józef.

– My też?

– Przecież byliśmy utkani we wnętrzu Ziemi, zanim żeśmy się urodzili! Jesteśmy przewidziani. Nikt z nas nie jest tu przypadkiem.

– Ojcze, ale choć każdy z nas był przewidziany, to jednak przybywamy i zawodzimy. Józef dał radę ze swoim powołaniem, a nam dość często nie wychodzi.

– Są różnice w przeznaczeniach. Wielu jest powołanych do królestwa Bożego, niewielu jest wybranych; wśród tych wybranych są i tacy, którzy wybierają po swojemu, i tacy, którzy choćby nie chcieli, to i tak pójdą do nieba, bo Bóg bardzo się na nich uparł.

– Och, jak ja bym chciała, żeby się na mnie uparł...

– (śmiech) Są między ludźmi różnice. Ale Józef był jedną jedyną, wyjątkową osobą i sam też potrzebował czasu, aby odkryć, że nie jest na świecie przypadkiem, jaka jest jego misja, co ma robić. Wreszcie odkrył i zdecydował: wchodzę w to. I wszedł na zawsze.

– Józef i Maryja stworzyli Świętą Rodzinę. Mówi Ojciec, że to było pierwsze sanktuarium, bo Oni pierwsi adorowali Jezusa. I to jest nasz ideał, wzór. Ale popatrzmy na rodziny dzisiaj. Ludzie decydują się na małżeństwo i zakładają z góry, że jeśli im się nie uda, to się rozejdą. Co się takiego wydarzyło po drodze dziejów, że my, ludzie, nie wierzymy, że to się da doprowadzić do końca?

– Doświadczenie tysięcy małżeństw, które się rozpadają. Lęk związany z trwałością związku. Ludzie się boją, że to nie wyjdzie. Ale za tym wszystkim stoi grzech, czyli zaprzeczenie czystości. Widzę, jako spowiednik, gdy słucham ludzi, że nadużycia w sferze seksualnej, np. seks przedmałżeński, powodują, że w ludziach zwiększa się lęk co do drugiej osoby. Obawa jest coraz większa, szansa na zdradę jest jeszcze większa, bo są otwarte drzwi do ciała. Niebezpieczeństwo zaniku uczuć wyższych jest jeszcze większe. Nie dlatego współżycie przed ślubem jest grzechem, że Bóg ma złośliwy charakter i chce odmówić ludziom przyjemności, tylko dlatego, że konsekwencje tych nadużyć przedmałżeńskich są tragiczne dla człowieka. Wszystko, co jest nieszczęściem dla człowieka, Bóg nazwał grzechem. Gdyby ktoś się nad tym uczciwie zastanowił, toby stwierdził, że to się w ogóle nie opłaca, bo jeśli ja będę współżył przed małżeństwem, to po pierwsze nigdy nie będę ufał drugiej stronie – bo jaką mam gwarancję, że skoro ona nie może się powstrzymać od współżycia ze mną teraz, to za pięć lat powstrzyma się od współżycia z kimś innym? Nie mam żadnej gwarancji, bo widzę, że ta osoba nie umie panować nad swoim ciałem, nie umie powiedzieć: nie. Więc co, gdy przestanie mnie tak bardzo kochać? A średnio człowiek dorosły może się zakochać nawet dziesięć razy, jeśli jest normalny – to może się zdarzyć. Tylko że zakochać się albo nawet pokochać nie oznacza od razu grzeszyć. A dla wielu ludzi to jest tożsame... i ci są już nieszczęśliwi. Bo co? Skoro dziesięć razy się zakochałem, to tyle razy mam wziąć ślub?

– A po drugie: Dlaczego współżycie przed ślubem, uczciwie patrząc, się nie opłaca?

– Bo oznacza nadużywanie antykoncepcji. I pojawia się asocjacja, proste skojarzenie: seks to jest lęk.

– Przed dzieckiem...

– I dalsze: dziecko równa się zagrożenie, mój chłopak równa się agresja, bo spotkanie z nim owocuje dzieckiem, a ja nie chcę dziecka. Po dwudziestu latach takiej antykoncepcji można patrzeć na męża tylko jak na wroga, na żonę – podobnie. Antykoncepcja prowadzi do rozbicia, bo skojarzenia są jednoznaczne: to jest mój wróg, zagraża mi, muszę się bronić przed tym mężczyzną, żeby nie zajść w ciążę.

– Antykoncepcję wymyśliliśmy my, ludzie. Co zawiodło, że sami wykreowaliśmy potwora, który nas zjada? Czy Kościół na tej drodze też zawiódł?

– Nie, Kościół od początku mówił prawdę, encyklika „Humanae vitae” mówiła prawdę, ale może zbyt teologicznym językiem. Może zabrakło przykładów, prostych wskazań akcji-reakcji, opisu decyzji i ich konsekwencji. Być może wielu uznało, że to za mało życiowe, takie mądre ex cathedra, i nie przyjęło się, nie miało związku z życiem.

– Czy możemy jeszcze ten proces zatrzymać, odwrócić?

– Tak, oczywiście, że tak, wszystko da się zrobić. Trzeba zacząć od przekonywania poszczególnego człowieka, a nie tłumów. Przecież kiedy ktoś przychodzi do mnie do spowiedzi i mówię mu o konsekwencjach jego działań, to ta osoba łatwiej daje się przekonać, niż gdyby stała na wielkim placu. Pozostaje jeszcze tylko kwestia słabości, przyzwyczajeń, grzesznych nawyków, ale od tego mamy środki sakramentalne, które służą pomocą tym, co chcą wychodzić na prostą. I wychodzą. Znam takich ludzi, którzy podjęli decyzję o zmianie życia i radzą sobie bardzo dobrze. Najważniejsze: nie żałują. Poza tym jeśli ktoś eksploatuje się seksualnie przed ślubem, to zanikają w nim uczucia wyższe – nie ma poświęcenia, empatii, miłosierdzia, jest wykorzystywanie. A gdy w małżeństwie nie ma uczuć wyższych, a pojawi się wykorzystywanie, to małżeństwo nie ma szans przetrwać. Eksploatowanie się seksualne przed ślubem, bez przysięgi, nie kontaktuje się z pełnią miłości Boga, czyli ciągle się wyczerpuje...

– Muszę zadać to pytanie: co zmienia przysięga?

– Wszystko, bo to nie jest zwykła przysięga. To jest uczestnictwo w życiu Chrystusa i Kościoła, bo sakrament to jest partycypacja w tym, co Chrystus robił z Kościołem. Sakrament małżeństwa jest na obraz miłości Chrystusa do Kościoła. A jaka to jest miłość? Przede wszystkim wierna, nigdy nas nie opuści. Żeby czerpać z tej wierności, żeby mieć gwarancję, że moja przysięga nie jest gołosłowiem, to ja, przez sakrament, podłączam się do tej miłości.

– Ale tyle osób się podłącza, staje przed ołtarzem, a jednak odsetek rozwodów rośnie. Nie mówiąc już o wydłużającej się liście tych, którzy mają potrzebę sprawdzić ważność zawartego przez siebie małżeństwa.

– Tak, nawet są już specjalne firmy, które w tym pomagają. Odpowiem na to pytanie, zadając inne: Ilu ludzi podchodzi do zawieranych sakramentów, nawet do samej spowiedzi, w sposób zupełnie szczery? Nie jest tajemnicą, że duży odsetek spowiedzi przedślubnych to są spowiedzi świętokradzkie. Więc jak Bóg może coś gwarantować...? Gdy taka sytuacja ma miejsce, już na starcie jest falstart. To widać czasem po twarzach młodych ludzi, którzy stają w ślubnych strojach przed ołtarzem, że oni przyszli do kościoła odegrać role, jest im potrzebny lokal dla ich przedstawienia. W ogóle nie ma żadnego Boga... A ja, jako kapłan, jestem tu tylko aktorem, który też ma odegrać jakąś rolę. I wtedy nie ma podłączenia pod Bożą miłość, mimo że przyszli.

– Czyli jesteśmy ochrzczonymi ateistami?

– W pewnym sensie tak jest. Być może stało się tak z powodu przesunięcia akcentów w nauczaniu, tak długo powtarzaliśmy „kochaj bliźniego samego”, że odeszliśmy od treści najważniejszej: kochaj Boga. Przecież gdy spytamy kogoś na ulicy o to, co jest dla niego najważniejsze, to odpowie, że rodzina. A rodzina nie jest najważniejsza. Rodzina nie jest Bogiem. Czy ktoś zwrócił na to uwagę? A jeśli rodzina nie jest Bogiem, to Bóg przestaje być rodziną... bo rodzina jest najważniejsza. I w ten sposób odcinamy się od Niego. To nie jest niuans, to jest rdzeń.

– Bóg jest miłością, ale miłość nie jest Bogiem...

– Tak! I wtedy można pytać: Kogo ty pragniesz? Żony, która stoi przed tobą? Czy Boga, który jest w niej, który ją stworzył, który ci ją dał? Kto jest dla ciebie ważniejszy?

– I pada odpowiedź: żona.

– Dobrze, to spotkamy się najdalej za pięć lat, żeby ratować małżeństwo. Twoja żona nie jest źródłem miłości. Ty, jako mąż, też nie jesteś źródłem miłości.

– Dlaczego nie wszyscy o tym wiemy?

– Jak to? Przecież wszyscy wiedzą, to jest proste!

– Chyba jednak nie jest, bo mamy lawinę rozwodów i długą listę zapytań o ważność zawartego małżeństwa…

– Jednym z grzechów jest też głupota, Jezus mówi o tym wyraźnie. Głupota to jest niechęć do zrozumienia. Gdy jest niemożliwość, to mamy do czynienia z niedorozwojem. Ale gdy jest niechęć, to mamy do czynienia z grzechem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

PKWP: 3,6 mln euro dla Syrii w I połowie 2018 roku

2018-07-17 19:31

PKWP / Warszawa (KAI)

Ponad 3,6 miliona euro trafiło na pomoc potrzebującym Syryjczykom tylko w I połowie tego roku. "Nie byłoby to możliwe, gdyby nie Państwa zaangażowanie i pomoc" - pisze na Twitterze Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

CharlesFred via Foter.com / CC BY-NC-SA

Pomoc Kościołowi w Potrzebie zajmuje się wspieraniem duszpasterskim i finansowym Kościoła prześladowanego, wspieraniem budowy kościołów, wydawania i kolportaż Biblii, pomocą siostrom klauzulowym oraz finansowaniem zakupu środków transportu potrzebnych do pełnienia służby duszpasterskiej.

Jak poinformowało na twitterze PKWP - tylko w I połowie 2018 roku przekazało na pomoc dla Syrii 3,6 mln zł.

Głównym hasłem Papieskiego Stowarzyszenia PKWP jest: pojednanie i solidarność na świecie. W ponad 50 krajach chrześcijanie są prześladowani i żyją w śmiertelnym zagrożeniu. W 70 krajach na świecie wiara jest ograniczana, a chrześcijanie dyskryminowani i przekonywani do odrzucenia Chrystusa.

Co roku PKWP realizuje ponad 7 tys. projektów o łącznej sumie 80 mln euro.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem