Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Abp Budzik: po raz pierwszy w historii Konferencja Episkopatu zbierze się w Lublinie

2017-10-03 10:51

mp / Lublin / KAI

episkopat.pl

- Okazją do spotkania Episkopatu w Lublinie od 13 do 15 października są obchody stulecia KUL, uczelni która wykształciła większość polskich biskupów - mówi abp Stanisław Budzik. Metropolita lubelski dodaje, że gdyby nie KUL, to „Kościół w Polsce byłby inny, nie miałby pewnie tak wielu tak wspaniałych ludzi jak np. kard. Stefan Wyszyński”.

KAI: Księże Arcybiskupie, jesteśmy w przededniu pierwszego w historii zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w Lublinie. Obrady biskupów będą tu miały miejsce od 13 do 15 października. Co jest ich specyfiką?

Abp Stanisław Budzik: Okazuje się, że jeszcze nigdy w historii w nie było zebrania plenarnego Episkopatu w Lublinie. W tym roku doskonałą okazją do spotkania całego Episkopatu w naszym mieście są obchody jubileuszu stulecia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, na którym wykształciła się bądź pracowała ponad połowa polskiego episkopatu.
Zebranie Episkopatu wiąże się z inauguracją 100-tego roku akademickiego na KUL, która przypada 15 października. Zostanie ona poprzedzona uroczystą celebrą w naszej archikatedrze z udziałem całego Episkopatu. Oprócz tego, biskupi modlić się będą kościele akademickim, w kaplicy zamkowej, a w historycznej sali malarstwa polskiego (obraz Unii Lubelskiej J. Matejki) uczestniczyć będą z koncercie. Nawiedzą też świeżo ustanowione lubelskie sanktuarium Matki Boskiej Latyczowskiej, patronki Nowej Ewangelizacji.
Inauguracja roku akademickiego otworzy rok jubileuszowy KUL, który zakończy się 8 grudnia 2018 r. Bo to właśnie w tym dniu, 8 grudnia 1918 r. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, miała miejsce inauguracja pierwszego roku akademickiego na KUL - w niecały miesiąc po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Pięknie mówił o tym prymas Wyszyński, podkreślając, że KUL był pierwszym owocem niepodległości: „Był to pierwszy śpiew wolnego narodu, który rozlegał się jeszcze niemal na gruzach, w ubóstwie i szatach podartych. Zwiotczałe członki narodu jeszcze nie rozprostowały się do nowego życia, a tutaj już budziło się życie zapowiadające służbę Deo et Patriae.”
Bardzo ważną rolę odegrał w tym dziele ks. prof. Idzi Radziszewski, założyciel KUL. W jego zamyśle Uniwersytet miał być uczelnią profesjonalną, prowadzącą obiektywne badania naukowe w duchu harmonii nauki i wiary. Miał to być pełny uniwersytet, obejmujący m.in. wydział medyczny, a jednocześnie dyscypliny mające odniesienia światopoglądowe.
Ówczesne realia pozwoliły na utworzenie tylko czterech wydziałów: teologii, prawa kanonicznego, nauk humanistycznych oraz prawa i nauk społeczno-ekonomicznych. Równie istotne były zadania wychowawcze katolickiego uniwersytetu: miał on nie tylko kształcić w zakresie wybranej dyscypliny naukowej, by przygotować do pracy zawodowej, ale i kształtować inteligencję katolicką, odznaczającą się pogłębioną kulturą intelektualną, w szczególności zreflektowanym światopoglądem chrześcijańskim, oraz wysoką kulturą religijno-moralną.
Całe dzieje KUL stanowią doskonałą ilustrację losów Polski. Uniwersytet przez prawie wiek swego istnienia dzielił trudne losy ojczyzny. Po II wojnie przez kilka dziesięcioleci był jedynym katolickim uniwersytetem w krajach bloku radzieckiego – od Łaby po Władywostok. Wyjątkowym, bo takim, gdzie spotykają się nauka i wiara. A pozostając wiernym swej dewizie: „Deo et Patriae – Bogu i Ojczyźnie”, wykształcił ponad 110 tysięcy absolwentów do aktywnej obecności w życiu społecznym, politycznym, gospodarczym, a także do służby Kościołowi. W kolejne stulecie uniwersytet wkracza z historią pełną pięknych kart i wspaniałych postaci.
Można przypuszczać, że gdyby nie KUL, to także Lublin byłby dziś zupełnie innym miastem. Bez KUL zapewne nie byłoby UMCS-u, utworzonego po II wojnie światowej jako przeciwwaga dla katolickiej uczelni, nie powstałyby też zapewne pozostałe uniwersytety, wywodzące się z UMCS-u. Dziś jest to zdrowa konkurencja i przyjazna współpraca, która czyni z Lublina miasto młode, dynamiczne, tętniące życiem i z ufnością spoglądające w przyszłość. Coraz więcej studentów z zagranicy, zwłaszcza z Ukrainy, ale nie tylko, wybiera Lublin jako miejsce swoich studiów.

- Nawiązując do tezy, że gdyby nie KUL, to Lublin byłby innym miastem, czy można powiedzieć, że gdyby nie KUL, to Kościół w Polsce byłby inny?

- Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie Katolicki Uniwersytet Lubelski, to Kościół w Polsce nie wydałby tak wspaniałych ludzi jak np. kard. Stefan Wyszyński, który tu zrobił doktorat. A może Jan Paweł II nie byłby tak wyjątkowym papieżem, gdyby nie 24 lata jego pracy naukowej na KUL? Jasne jest też, że bez obecności prof. Karola Wojtyły, KUL z pewnością nie byłby takim uniwersytetem, jakim się stał.
Faktem jest, że zwłaszcza po II wojnie większość polskich wybitnych kapłanów czy intelektualistów katolickich, skupiała się wokół KUL. KUL ich nie tylko przygarnął ale i ocalił dla polskiej kultury. W ten sposób Kościół w Polsce stawał się o wiele bogatszy intelektualnie i duchowo. Nie zapominajmy, że ponad osiemdziesięciu z żyjących polskich biskupów ma za sobą studia bądź pracę naukową na KUL.

- A jak Ksiądz Arcybiskup, jako Wielki Kanclerz Uniwersytetu, zdefiniowałby miejsce KUL dziś i jego zadania na przyszłość?

- Dziś, choć mamy w Polsce wiele wydziałów teologicznych na uniwersytetach, KUL nadal spełnia ważną i – powiedziałbym – wiodącą, niezastąpioną rolę. W tym roku wspominaliśmy 30 rocznicę wizyty św. Jana Pawła II w Lublinie i na KUL, podczas której Papież wypowiedział znamienne słowa: „Uniwersytecie, służ Prawdzie. Jeśli służysz Prawdzie – służysz wolności, wyzwalaniu człowieka i Narodu. Służysz życiu!” To zadanie katolickiego uniwersytetu zawsze pozostanie istotne i stanowić będzie niezbędną służbę dla Kościoła i Ojczyzny.
Miałem okazję być niedawno w Rzymie i uczestniczyć w audiencji środowej z papieżem Franciszkiem. Oczekując na przybycie papieża, przywitałem się z obecnymi tam kilkunastoma biskupami ze wszystkich stron świata. Słowo „Lublin” natychmiast kojarzyło wszystkim z naszym Katolickim Uniwersytetem. I to niezależnie od kontynentu, z którego się wywodzili.

- Wydaje się, że KUL jest jednym z kilku najsłynniejszych na świecie katolickich uniwersytetów: poza uniwersytetami rzymskimi oraz uniwersytetami w Louvain czy we Fryburgu Szwajcarskim.

- KUL ma wciąż wielką renomę, nie tylko na mapie Polski ale i na mapie uniwersytetów chrześcijańskich na świecie. Obecnie chcą z nim współpracować uniwersytety nawet z Chin. Cieszymy się, że w przyszłym roku po Wielkiej Nocy będziemy mogli odbyć pielgrzymkę pracowników i studentów KUL-u do Watykanu. W sercu Kościoła będziemy mówić o naszym jubileuszu. A w Rzymie KUL jest dobrze zakorzeniony, nie tylko poprzez osobę Jana Pawła II. Doktorem honorowym jest papież senior Benedykt XVI oraz siedmiu żyjących w Rzymie kardynałów (Zenon Kard. Grocholewski, Camillo Kard. Ruini, Gerhard Ludwig Kard. Müller, Paul Kard. Poupard, Tarcisio Kard. Bertone, Gianfranco Kard. Ravasi, Francesco Kard. Coccopalmerio) oraz trzy wybitne osobistości życia społecznego i politycznego Włoch: Rocco Buttiglione, Romano Prodi, Andrea Riccardi.

- Mówi Ksiądz Arcybiskup, że wszyscy z biskupów oczekujących na Papieża przed audiencją wiedzieli o KUL. A jaki stosunek do KUL ma Franciszek?

- Obecny papież nie ma takiego doświadczenia z KUL-em jak jego poprzednicy: Jan Paweł II i Benedykt XVI. Dziś KUL wydaje "Opera omnia" Josepha Ratzingera - wszystkie jego dzieła. A choć Franciszek nie ma osobistych doświadczeń z KUL, to już coś wie o Lublinie, bowiem jego najbliższy współpracownik, abp Konrad Krajewski, znany wszystkim papieski jałmużnik, prowadził przed kilkunastoma dniami rekolekcje dla księży z archidiecezji lubelskiej. Papież z tego faktu bardzo się ucieszył, pozdrowił naszych kapłanów i pobłogosławił całej archidiecezji. Ufamy, że w przyszłym roku jubileuszowym delegacja KUL spotka się z Ojcem świętym Franciszkiem.

- Jakie były główne wątki rekolekcji prowadzonych przez abp. Krajewskiego?

- Podczas tych wyjątkowych rekolekcji nasi księża mogli celebrować i modlić się w ważnych miejscach Stolicy Świętej: przy grobie św. Piotra, przy grobie św. Jana Pawła II, w kaplicy „Redmptoris Mater”, w Kaplicy Pielgrzyma, należącej do Gwardii Szwajcarskiej. Abp Krajewski dzielił się swoim niezwykłym doświadczeniem Kościoła. A złożyła się na to posługa u boku trzech papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i teraz Franciszka. Wcześniej jako ceremoniarz a obecnie jako jałmużnik papieski, czyli ten, który w imieniu Franciszka posługuje ubogim w Rzymie. Dlatego abp Krajewski nigdzie nie wyjeżdża, nie udziela wywiadów prasowych, nie uczestniczy w konferencjach czy sympozjach. Koncentruje się na tym, co zlecił mu bezpośrednio papież: na trosce o najbardziej potrzebujących.
Wielokrotnie zapraszaliśmy go do Lublina, ale nie było to możliwe. Dlatego przyjechaliśmy do niego, w grupie 30 księży. Abp Krajewski dzielił się z księżmi swoim bogatym , doświadczeniem, modlił się z nimi i głosił konferencje. Stawiał wysokie wymagania - radykalnej wierności Ewangelii, mówił o konieczności ewangelicznego świadectwa Nie ograniczał się do teorii, prowadził księży na ulice i na dworce kolejowe – tam, gdzie zbierają się bezdomni i najubożsi.

- I z jakim odzewem ze strony księży to się spotkało?

- Wszyscy byli zaskoczeni, ale pozytywnie, dynamiką i tempem tych rekolekcji. Trzeba było bardzo wcześnie wstawać, pojawiać się wielu miejscach w ciągu dnia, co kosztowało wiele wysiłku, aż do późnego wieczora, kiedy wracali ze spotkania z ubogimi, gdzie razem z księdzem arcybiskupem rozdawali potrzebującym środki żywności.

- W Polsce taki radykalizm ewangeliczny jest bardzo potrzebny?

- Zawsze jest potrzebny, ciągle musimy się otwierać na nowość Ewangelii i pytać o wierność słowu Jezusa. Nieustannie winniśmy zadawać sobie pytanie, czy to, co głosimy, ma odzwierciedlenie także w naszym życiu, w codziennym świadectwie. Jestem przekonany, że uczestnicy tych niezwykłych rekolekcji nieprędko o nich zapomną, że zostawią one trwały ślad ich kapłańskiej pracy.

- A na jakim etapie jest realizowany w archidiecezji lubelskiej ewangelizacyjny projekt „Źródło”, czyli misje ewangelizacyjne prowadzone tu od 4 lat, których celem jest przeoranie duchowe całej diecezji? O jakich owocach możemy mówić?

- Jesteśmy na półmetku, odbyły się one już w ponad połowie parafii. Nowością tych misji jest udział świeckich w głoszeniu Ewangelii. Razem z kapłanem udaje się do konkretnej parafii ekipa ludzi świeckich, którzy dają świadectwo, animują liturgię, prowadzą modlitwę. Treścią rekolekcji jest głoszenie kerygmatu, czyli podstawowych prawd Ewangelii. O tym, że Bóg nas kocha, że z miłości posłał na świat swojego Syna, że jesteśmy słabi, grzeszni, potrzebujący nawrócenia. Że Chrystus, jest naszym życiem i z martwych powstaniem. Rekolekcjom, trwającym od czwartku do niedzieli, towarzyszy peregrynacja Krzyża. Jest to kopia Krzyża Trybunalskiego z Katedry Lubelskiej, w której, jak w wielkim relikwiarzu, umieszczone są relikwie Krzyża Świętego, na którym umarł Chrystus.
Po rekolekcjach Krzyż pozostaje w parafii jeszcze przez tydzień. Wspólnota parafialna przez tydzień gromadzi się w „Wieczerniku” na modlitwie wraz Maryją, w oczekiwaniu na Zesłanie Ducha Świętego. Jest to okazja do dziękczynienia za bezcenne dary Wieczernika, którymi są Eucharystia, Kapłaństwo, Kościół posłany do wszystkich narodów, Maryja jako Matka Kościoła, przykazanie miłości oraz Duch Święty zesłany na odpuszczenie grzechów.
A na zakończenie tego 10-dniowego cyklu przyjeżdża do parafii biskup i udziela młodym sakramentu bierzmowania. Całej parafii przypomina o zobowiązaniu każdego chrześcijanina do tego, co Kościół w Polsce w tym roku szczególnie przypomina: „Idzie i głoście Ewangelię” w mocy Ducha Świętego, idźcie i dajcie świadectwo miłości.
Kiedy uczestniczę w zakończeniu rekolekcji w parafiach, widzę, jak bardzo ten Krzyż, który nawiedza parafie, jest „omodlony”, jak bardzo promieniuje łaską. Trudno wymierzyć owoce tych rekolekcji, gdyż mają one charakter głównie wewnętrzny. Ale sam widzę, i potwierdzają to księża proboszczowie, jak głęboko ludzie przeżywają misje ewangelizacyjne. Nie kładziemy nacisku na zewnętrzny splendor uroczystości, ale chcemy prowadzić na głębię. Naszym pragnieniem jest, aby w każdej parafii powstała jakaś grupa ewangelizacyjna. Może to być jeden ze znanych ruchów odnowy religijnej albo nowy ruch apostolski.

- Przed nami na stole leży album pt. „Arena Młodych, 23 lipca 2016, ŚDM Lublin”, wydany przez GAUDIUM, który znakomicie ukazuje duchową atmosferę tygodnia w Lublinie, poprzedzającego Światowe Dni Młodzieży. A przybyła tu młodzież z kilkudziesięciu krajów. Co ubiegłoroczne ŚDM przyniosły nowego i zmieniły w archidiecezji lubelskiej?

- Album ten wydajemy po roku od Światowych Dni Młodzieży, kiedy opadły już piękne emocje, ale wciąż żyją wspomnienia. Było to przeżycie niezwykłe w skali całego kraju, a także w skali diecezjalnej. Dni w diecezji były ważne zarówno dla tych, co przybyli i poznali naszą gościnność, kulturę, jak i dla tych, którzy ich przyjmowali. A sam album ukazuje radosne świętowanie młodego Kościoła na stadionie w Lublinie, gdzie zgromadziło się kilkanaście tysięcy młodych. Tchnie z niego entuzjazm wiary, młodość i bogactwo kultur. Stanowi unikalną pamiątkę przeżyć duchowych i nawiązanych relacji.

- A spójrzmy na lubelskie parafie. Czy w ich życiu po ŚDM coś się zmieniło, jest więcej młodych, są jakieś nowe impulsy?

- Podczas ostatniego Spotkania Młodych Archidiecezji Lubelskiej (SMAL) miałem wrażenie, że ŚDM 2016 zostawiło w wielu młodych sercach trwały ślad. Spotkanie w sierpniu w podlubelskim Garbowie odbyło się pod hasłem: „Dasz wiarę?” „Dać wiarę”, to uwierzyć w Ewangelię, ale nie zatrzymywać jej tylko dla siebie, ale przekazywać i dawać wiarę innym. Było to już piąte takie spotkanie, którego organizatorem jest Centrum Duszpasterstwa Młodzieży Archidiecezji Lubelskiej. Wzięło w nim udział ponad 500 młodych z terenu archidiecezji. Widzę też większe zaangażowanie młodych w parafiach czy w innych wspólnotach. W głowach młodych i duszpasterzy rodzą się nowe pomysły.

- A jeśli chodzi o ilość powołań kapłańskich, czy można już mówić o efekcie Światowych Dni Młodzieży?

- Kryzys powołań ciągle trwa, spowodowany między innymi demografią, ale nie tylko. Jeżeli chodzi o seminarium lubelskie to możemy jedynie powiedzieć, że spadek, widoczny w ostatnich latach, zatrzymał się. Ufamy, że będzie to początek wzrostu.

- Mówimy o młodych w Kościele. A jak wyglądają na terenie archidiecezji lubelskiej przygotowania do przyszłorocznego Synodu Biskupów który temu będzie poświęcony?

- Przedsynodalne ankiety już wypełniliśmy i wysłaliśmy do Rzymu. Najważniejsze jednak - jeśli chodzi o pracę z młodzieżą - jest to, że mamy dzielnych i dynamicznych duszpasterzy młodzieży. Ks. Adam Bab, który jako wikariusz biskupi koordynuje pracę Centrum Duszpasterstwa Młodzieży, ks. Tomasz Gap, który jest szefem KSM-u i ks. Marcin Grzesiak, prowadzący Liturgiczną Służbę Ołtarza. Pomagają im kapłani w dekanatach odpowiedzialni za poszczególne formy duszpasterstwa młodych. Dobrze funkcjonuje formacja lektorów i ceremoniarzy, dobre owoce przynosi budowanie wspólnoty poprzez zmagania sportowe. Istnieje także duszpasterstwo akademickie przy licznych uczelniach wyższych Lublina, które jednak obejmuje zbyt małą liczbę studentów. Szukamy nowych sposobów, liczymy na nowe tchnienie Ducha Świętego.
Rozmawiał Marcin Przeciszewski

Tagi:
abp Stanisław Budzik

Siódma rocznica śmierci abp. Józefa Życińskiego

2018-02-11 10:26

dab / Lublin (KAI)

„Budował mosty między ludźmi innych religii i kultu. Chciał wszystkich zjednoczyć, by przypomnieć im, że są dziećmi jednego Boga” - powiedział o swoim poprzedniku abp Stanisław Budzik, który przewodniczył Mszy św. w lubelskiej katedrze w 7. rocznicę śmierci abp. Józefa Życińskiego.

wikipedia.org

Witając zgromadzonych, metropolita lubelski nawiązał do słowa pontifex – łacińskiego terminu oznaczającego budowniczego mostów. Zauważył, że nazwa ta tradycyjnie przypisywana biskupom, idealnie oddaje charakter posługi jego poprzednika – abp. Józefa Życińskiego.

„Budował mosty między Bogiem i człowiekiem. Budował mosty między wiarą a nauką. Jako biskup i jako filozof i kosmolog. Budował mosty między ludźmi innych religii i kultur. Chciał wszystkich zjednoczyć, by przypomnieć im, że są dziećmi jednego Boga” – powiedział abp Budzik.

Kazanie tego dnia wygłosił ks. dr Krzysztof Kwiatkowski, kanclerz lubelskiej Kurii. Mówił w nim o duchowym trądzie, jakim jest grzech. „Grzech jest zakaźny. Jak dobro może się udzielać innym, tak złem możemy się zarazić. Ówczesny system odseparował trenowanych od reszty społeczeństwa” – powiedział kaznodzieja.

Zwrócił uwagę, że abp Życiński nigdy nie stygmatyzował ludzi. Powołał się na sytuację, gdy śp. metropolita lubelski uczestniczył w spotkaniu młodzieży na Woodstocku. „Możemy różnie myśleć o takim zachowaniu i zapytać się, czy nie ma w nas stygmatyzowania. Ale to abp Józef miał odwagę spotkać się z tymi młodymi ludźmi i odpowiedzieć na ich pytania” – tłumaczył ks. Kwiatkowski.

Józef Życiński urodził się 1 września 1948 roku w Nowej Wsi. Był wybitnym filozofem, teologiem, publicystą, wykładowcą i członkiem wielu międzynarodowych gremiów naukowych. W latach 1990-1997 był biskupem tarnowskim. 14 czerwca 1997 r. został mianowany arcybiskupem metropolitą lubelskim i Wielkim Kanclerzem KUL.

Od 1999 r. wykładał na Wydziale Filozofii KUL, gdzie kierował Katedrą Relacji między Nauką a Wiarą. Jego zainteresowania naukowe obejmowały m.in. naturalizm metodologiczny, teizm ewolucjonistyczny, filozofię procesu, pole racjonalności, matematyczność przyrody, emergencję, ewolucjonizm.

Napisał ponad 50 książek i około 350 artykułów poświęconych problematyce filozofii oraz dialogu chrześcijaństwa z myślą współczesną. Był inicjatorem, organizatorem i gospodarzem trzech Kongresów Kultury Chrześcijańskiej w Lublinie oraz przewodniczącym Rady Programowej KAI.

Zmarł nagle na zawał serca 10 lutego 2011 r. podczas pobytu w Rzymie. Został pochowany w kryptach lubelskiej archikatedry. W uroczystościach pogrzebowych obok kardynałów, biskupów i wielu kapłanów i wiernych, uczestniczył także Prezydent RP.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Świadectwo: Lekarz rozpłakał się ze wzruszenia

2018-02-16 11:47

Fragment książki „Cuda dzieją się po cichu. O jasnogórskich cudach i łaskach”

„Amputacja” – krótko powiedział doktor. Kazimiera Wiącek z Lublina podniosła wzrok. „Nie rozumiem. Jak to…”

Piotr Drzewiecki

„Jest porażenie nerwu w lewej nodze, a teraz jeszcze ten zator tętniczy. Tu już nie ma czego leczyć. Amputacja jest konieczna” – powtórzył medyk. Kobieta wróciła do domu, bijąc się z myślami. Jak to, odetną jej nogę?! Co prawda chodzi o kulach, ale wciąż chodzi i ma dwie nogi! Kiedy zadzwonił dzwonek i otworzyła drzwi, odetchnęła z ulgą.

W odwiedziny wpadł zaprzyjaźniony lekarz. On na pewno coś wymyśli. Chciał jej dodać odwagi, ulżyć w cierpieniu. Ale niczego nie wymyślił. „Chyba bez amputacji się nie obejdzie” – powiedział smutno. „Jeśli tak, to ja chcę jechać na Jasną Górę!” – oznajmiła twardo.

Cała rodzina zaoponowała przeciwko takiemu pomysłowi. Śmierć jej grozi w każdej chwili, a ona chce sobie podróże urządzać? Kazimiera postawiła na swoim. W przekonaniu rodziny dopomógł lekarz, który miał nadzieję, że pielgrzymka do Częstochowy przynajmniej doda otuchy jego cierpiącej pacjentce. Nie puścili jej samej. Razem z Kazimierą pojechała jej siostra, siostrzenica i bliska sąsiadka. Od rannego odsłonięcia – w niedzielę 22 czerwca 1980 roku – do zasłonięcia Cudownego Obrazu o godzinie 13 Kazimiera Wiącek bez chwili przerwy modliła się w Kaplicy Matki Bożej razem z towarzyszącymi jej kobietami. Kiedy rozległy się bębny zwiastujące zasłonięcie Obrazu, z twarzą zalaną łzami zwróciła się do siostry: „Popatrz, zasłonili Matkę

Bożą i Ona pozostawiła mnie z kulami!”. Chwilę później poczuła niezwyczajny przypływ siły. Podkurczona, zagrożona amputacją noga rozluźniła się, wyprostowała, a Kazimiera Wiącek odstawiła kule, oparła je o filar i wyprostowana przyłączyła się do kolejki „Na ofiarę”. Tam zdjęła swoje korale i położyła je na ołtarzu.

Przeżycie było tak silne, a wydarzenie tak nieprawdopodobne, że nie przyszło jej do głowy, aby komukolwiek zgłosić swoje uzdrowienia. Na Jasnej Górze pojawiła się dopiero dwa tygodnie później. A wraz z nią znów siostra, siostrzenica i sąsiadka. Złożyły zeznania przed kronikarzem jasnogórskim; Kazimiera do akt dołączyła zaświadczenie od lekarza, który – gdy ją zobaczył bez kul, ze zdrową nogą – zwyczajnie rozpłakał się ze wzruszenia.

Zaświadczenie lekarskie brzmiało: „Od dnia 23 maja 1979 roku wystąpiło porażenie zupełne kończyny dolnej lewej. 9 maja 1979 roku wystąpił zator tętnicy podudzia lewego, co groziło amputacją kończyny. 22 czerwca 1980 roku ustąpiło porażenie”. Kazimiera Wiącek nie miała wątpliwości, za czyją sprawą to porażenie ustąpiło. Zdrowa i ogromnie szczęśliwa przez szereg lat w rocznicę swojego uzdrowienia pielgrzymowała na Jasną Górę do Matki Bożej, by Jej ze wszystkich sił dziękować za tę niezwykłą łaskę, jakiej doznała. A jej kule? Wiszą obok kul Janiny Lach, wskazując przybywającym pielgrzymom, czym jest nagrodzona ufność.

„CUDA DZIEJĄ SIĘ PO CICHU.


O JASNOGÓRSKICH CUDACH I ŁASKACH.”
Autor: Anita Czupryn
Premiera: 26 lutego 2018 r.
Wydawnictwo: Fronda PL. Sp. z o.o.

Przeczytaj także: Cuda dzieją się po cichu. O Jasnogórskich cudach i łaskach

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Częstochowa: Zlot KSM na Jasnej Górze

2018-02-20 08:15

24 lutego 2018 r. – tę datę warto zapisać w kalendarzu! Historyczne wydarzenie, bowiem na Jasną Górę przyjadą osoby, które czują Boga i Ojczyznę - Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży! Nie tylko Księża Asystenci, Zarządy Diecezjalne czy Prezesi oddziałów, ale także ci najliczniejsi – członkowie, kandydaci, a nawet Seniorzy. Nasza ogólnopolska KSM-owa rodzina powierzy swoje życie Tej, bez której nic by się nie udało – Maryi.

Bożena Sztajner/Niedziela

Rozpoczynamy o godz. 14:00 w kaplicy św. Józefa. Kolejnym punktem jest uroczysta Msza Święta o godz. 17:30, pod przewodnictwem Metropolity Częstochowskiego Arcybiskupa Wacława Depo. Na Jasnej Górze nie może zabraknąć uroczystego Apelu, a ten standardowo, punktualnie o godz. 21:00. Poprowadzi go bp. Marek Solarczyk, a zawierzenie złożą nasi KSM-owicze. Tym akcentem zakończymy nasz Zlot.

W tę sobotę wszystkie drogi prowadzić będą do Częstochowy, więc jeśli czujesz się KSM-owiczem, chcesz spotkać swoich współbraci ze stowarzyszenia, którzy przyjadą nawet z najdalszych zakątków naszego kraju, przyjeżdżaj! Daj świadectwo swojej wiary, tożsamości i odpowiedzialności za to, co nosisz w sercu!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem