Reklama

SKOKI wchodzą na drogę prawną wobec pomówień i oszczerstw

2017-10-11 07:58

hr.icio / Foter.com / CC BY

Z rosnącym oburzeniem, w poczuciu krzywdy prawie 2 milionów członków Kas, obserwujemy potęgujący się proces nieustannego dyskredytowania i poniżania Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych (SKOK), obrażania ich członków i działaczy, przez polityków Platformy Obywatelskiej. Osoby pełniące różne funkcje w strukturach tej partii używają oszczerstw i kłamstw wobec SKOK, rzucają poważne oskarżenia nie poparte jakimikolwiek faktami. Wszystko to kierowane jest wobec instytucji działającej legalnie na rynku finansowym.

Między innymi, kilka dni temu, rzecznik prasowy PO p. Jan Grabiec podał na Twitterze fałszywą informację, jakoby pieniądze na Amber Gold pożyczyły SKOK-i. Właściwie nie bardzo wiadomo jak reagować na tego typu insynuacje pochodzące od osoby piastującej odpowiedzialną funkcję w partii politycznej, osoby, która z racji swojego stanowiska powinna być szczególnie wyczulona na znaczenie słów i odpowiedzialność za ich wypowiadanie. Czy określenie „fałszywa” wiadomość oddaje istotę tego pomówienia? Właściwszym chyba byłoby użycie słów „parszywa” „odrażająco nieuczciwa” lub „całkowicie nieodpowiedzialna i moralnie obrzydliwa”. Tu nie chodzi o interpretacje, inny punkt widzenia czy inne wnioski. Tu chodzi o bezczelne kłamstwo albo krańcową nieodpowiedzialność.

Krajowa Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w komunikacie z dnia 7 lipca tego roku, działając w imieniu wszystkich SKOK-ów i w celu ochrony ich dobrego imienia zapowiadała zdecydowane przeciwdziałania wobec tego typu oszczerstw, z wykorzystaniem drogi prawnej. W tym przypadku została ona podjęta. Nie jest naszym celem ograniczanie krytyki czy wpływanie na ocenę działalności SKOK-ów przez polityków i media. Z naszym sprzeciwem spotkać się jednak musi taka celowa i cyniczna dezinformacja na temat SKOK-ów, celów ich działalności, podejmowanych działań.

Reklama

Prawie dwa miliony członków spółdzielczych kas powierzyło im swoje oszczędności i zaciągnęło w nich kredyty. Są wśród nich ludzie o bardzo różnych poglądach politycznych, w różnym wieku i zróżnicowanym statusie społecznym. SKOK-i to ich Kasa. Uporczywe „upolitycznianie” SKOK-ów przez przedstawicieli niektórych środowisk politycznych jest dla wielu członków Kas obraźliwe, godzi w ich poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa.

Z poważaniem
Mariusz Wielebski
Rzecznik Prasowy Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej

Tagi:
SKOK

Reklama

W Polsce najbardziej uderza mnie umiłowanie wolności

2019-01-17 10:00

Rozmowa z Brianem Branchem, prezesem Światowej Rady Związków Kredytowych (WOCCU) przeprowadzona dla Tygodnika Katolickiego Niedziela w grudniu 2018 roku.

Archiwum

Czy pamięta Pan ile razy był w Polsce?

Wielokrotnie, trudno policzyć. Po raz pierwszy w roku 1994.

Co wywołało na Panu największe wrażenie? Może coś trafiło na stałe do pamięci lub serca?

Nasi polscy koledzy mają znakomitą znajomość historii Polski i świadomość miejsca swojego kraju na świecie. Nauczyłem się od nich bardzo wiele, bo oni tą wiedzą lubią się dzielić. W Polsce najbardziej uderza mnie umiłowanie wolności. Głęboko zapadło mi w serce to, że kiedy Polska walczyła o polityczną niezależność i osiągnęła ją, wybrała system unii kredytowych jako jeden ze środków zapewnienia sobie – obok wolności politycznej – także swobody gospodarczej.

Polska zapewne bardzo się zmieniła od Pana pierwszej wizyty. Co Pan spostrzega jako największą, najbardziej korzystną – a może negatywną - zmianę.

Polska wykazuje dzisiaj większą dbałość o dobrobyt swoich obywateli, niż wtedy gdy odwiedzałem ją po raz pierwszy. Gospodarka Polski tętni życiem. Tym, co uderzyło mnie nieprzyjemnie, było obserwowanie skutków działalności poprzedniego rządu, wrogiego wobec SKOK-ów. Jest to lekcja dla nas wszystkich. Kiedy tracimy wsparcie ze strony rządu, albo kiedy stajemy się przedmiotem ataków z jego strony, uderza to nie tylko w unie kredytowe. W rezultacie bowiem wielu Polaków zostało wydanych na pastwę lichwiarzy i utraciło posiadane środki.

Czy jest coś co zmianie nie uległo? Coś dobrego? Coś złego?

Tym, co się nie zmieniło, jest przywiązanie polskich SKOK-ów do idei służenia zwykłemu człowiekowi i oferowania mu usług na godziwych warunkach. Oznacza to stawianie dobra członka Kasy na pierwszym miejscu, przed korzyściami dla instytucji. Tym, co się zmienić musi, jest dostosowanie się polskich SKOK-ów do konieczności świadczenia usług drogą elektroniczną. Klienci oczekują dziś wygody – i to wygody zapewnianej natychmiast. Najszybciej rozwijają się te unie kredytowe, które są w stanie świadczyć członkom swoje główne usługi online i z wykorzystaniem kanałów mobilnych (telefonii komórkowej). Takie właśnie wyzwanie staje przed światowym ruchem unii kredytowych na rok 2020: digitalizacja globalnego systemu tych unii.

Szefuje pan ogromnej organizacji, która obejmuje swoim zasięgiem ponad sto państw. Czuje pan na co dzień ciężar związanej z tym odpowiedzialności?

Tak. Zrzeszamy ponad 80 tysięcy unii kredytowych, służących 260 milionom członków w 115 krajach. Kluczowe wyzwania, przed którymi stają dziś unie kredytowe, są wszędzie takie same. Są nimi obowiązki nakładane przez instytucje regulacyjne, problemy technologiczne i wzrost liczby członków. Unie kredytowe pragną wiedzieć, jakie strategie i rozwiązania owych wspólnych problemów znajdują koledzy z innych krajów. Oto dlaczego tak ważne dla nas, jako Światowej Rady, są partnerskie porozumienia zawierane z polską centralą SKOK-ów, Kasą Krajową. KSKOK ma za sobą doświadczenie przywództwa i rozwiązania, które służą jako wzór dla innych.

W Polsce niewiele o WOCCU wiadomo. Czym są w istocie unie kredytowe działające wśród ludzi tak różnych kultur, w państwach o tak różnych systemach politycznych i społecznych, znajdujących się na różnym poziomie rozwoju gospodarczego? Przede wszystkim spółdzielniami? Instytucjami finansowymi działającymi na innych zasadach niż banki? Co je od nich odróżnia?

Unie kredytowe są pośrednikami finansowymi, należącymi do swoich członków i pozostającymi pod ich kontrolą. Pośredniczą między tymi co chcą pożyczać a tymi, którzy chcą oszczędzać, lokować. Jako spółdzielnie stawiają sobie za cel służenie własnym członkom, ich równe traktowanie i stosowanie wobec nich godziwych stawek za usługi. Osiąganie korzyści nie jest pierwszoplanowym celem. Unie, w Polsce SKOK-i, nie mają prywatnych kapitałodawców, którym musiałyby wypłacać zysk z kapitału. To, co zarabiają na swojej działalności, przeznaczane jest na potrzeby zapewniania lepszych usług . Jak każda instytucja finansowa podlegają normom ostrożnościowym, dotyczącym właściwego zarządzania finansami, obowiązkowi tworzenia rezerw kapitałowych w celu ochrony oszczędności członkowskich, dyscyplinie związanej z zarządzaniem ryzykiem. Tym, co wyróżnia unie kredytowe jest fakt, iż stanowią one własność swoich członków, a jako twory spółdzielcze stawiają wzmacnianie finansowe swoich członków wyżej od korzyści, jakie może osiągać instytucja.

Czy unie kredytowe na całym świecie działają tak samo? Co je łączy – czy jest to jakaś idea? Jakiś wspólny fundament etyczny zgodny z jakimś zespołem wartości? Jak można go najkrócej określić?

Niezależnie od kultury, religii, historii, tradycji, kwestii narodowych, tym co łączy unie kredytowe są idee i wartości samopomocowe: dążenie do ekonomicznego wzmacniania własnych członków drogą zapewniania im równego dostępu do usług, opartego na możliwościach oszczędzania i regulowania zobowiązań.

W Polsce łączy się idee budujące tożsamość SKOK-ów ze społeczną nauką Kościoła katolickiego, z zasadami wynikającymi wprost z Ewangelii: nakazu miłości bliźniego, ulżenia bliźnim w dźwiganiu brzemion. Stąd biorą się między innymi przychylne spółdzielczości wypowiedzi ostatnich papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Poświęcone temu były też encykliki papieskie i to daleko wcześniej. Dochodzi jeszcze tradycja podobnych działań, zgodnych z nauczaniem chrześcijańskim, na przestrzeni kilkuset lat. W XIX i XX wieku, kiedy Polski nie było na mapach Europy, dla Kas Stefczyka takie działania miały dodatkowe, patriotyczne znaczenie. Co pan sądzi na ten temat?

Kościół katolicki był jednym z pionierów ruchu unii kredytowych w skali całego świata. Unie kredytowe, zakładane przez ludzi kierujących się nauką Kościoła, znajdujemy w Azji, Afryce, Ameryce Łacińskiej, Ameryce Północnej i na Karaibach. Kościół zawsze wstawiał się za „szarym człowiekiem” wspólnotami, lokalnymi społecznościami i pomagał w inicjatywach wspierających pomoc wzajemną i działania na rzecz dobra wspólnego. W Polsce osobą, która zapoczątkowała to, co nazywa się dziś „integracją finansową”, był Franciszek Stefczyk. Twierdził on, że unie kredytowe są w stanie odpowiedzieć na potrzeby biednej ludności wiejskiej „nie drogą filantropii” ani nie poprzez „uzależnienie od państwa”, ale „pozwalając ubogim rolnikom pomagać sobie nawzajem”. Pracował on nad tym, by edukować ich w kwestiach umiejętnego zarządzania pieniędzmi, wyzwalać ich z pęt lichwy, wspierać więzi w obrębie społeczności i propagować różne, korzystne aspekty samopomocy. Przywództwo Stefczyka i działalność Kościoła katolickiego doprowadziły do tego, że w roku 1939 na terytorium Polski działało 3.500 Kas, służących 1,5 mln Polaków. Siła, płynąca z historii, jest tym, co legło u podstaw dzisiejszego ruchu SKOK w Polsce i stanowi przykład dla innych krajów w Europie.

W związku z tym chcę zapytać o modlitwę świętego Franciszka, którą rozpoczynają się w Polsce doroczne obrady kolejnych Konferencji spółdzielczych kas. Czy to powszechny zwyczaj?

Tak, to zwyczaj powszechny. Tą modlitwą otwieramy doroczne zgromadzenie Rady Światowej. Przykładowo, unie kredytowe na Karaibach nadal rozpoczynają posiedzenia swoich organów od odmówienia tej modlitwy.

Spotyka się pan w różnych krajach z ludźmi, którzy sprawują rządy, pełnią odpowiedzialne funkcje w nadzorze finansowym, odpowiadają za bezpieczeństwo rynku finansowego, są odpowiedzialni za regulacje prawne odnoszące się bezpośrednio do unii, które w tych państwach działają. Czy jest coś, co może im pan wszystkim powiedzieć, niezależnie od tego gdzie działają. Przed czymś przestrzec? Coś polecić?

Unie kredytowe muszą rozmawiać z ciałami ustawodawczymi i regulatorami w swoich krajach z pozycji tego, kto rozporządza siłą. Muszą one mieć mocną pozycję kapitałową, rezerwy, rachunek zysków i strat oraz bilans świadczący o ich dobrej sytuacji - tak by cieszyły się zaufaniem i szacunkiem ze strony regulatorów. Muszą także dysponować masami członkowskimi i doświadczeniem rozwoju, tak by stała za nimi, gotowa je wspierać, rzesza wyborców. Inaczej mogą być zmuszone stwierdzić, że zmniejsza się ich zdolność służenia członkom. Tym, czym unie kredytowe muszą strzec się przed nadmiernymi obciążeniami, jakie często próbuje narzucać im władza regulacyjna, jest ich zdolność zapewniania integracji finansowej. Służy temu: komplet usług świadczonych po uczciwych cenach osobom o ograniczonych środkach, rachunki pozwalające gromadzić drobne oszczędności, odstępowanie od zasady żądania tradycyjnych zabezpieczeń i udzielanie niewielkich pożyczek.

Światowa Rada Unii Kredytowych (World Council of Credit Unions, Inc.) z siedzibą w Madison w USA to międzynarodowy związek unii kredytowych działający od 1 stycznia 1971 roku. Występuje w imieniu unii przed organizacjami międzynarodowymi i współpracuje z rządami krajowymi w celu udoskonalania prawodawstwa i ustalania zasad działania unii. W skali regionalnej WOCCU wspiera unie w działaniach na rzecz rozwoju tych instytucji, poszukiwania nowych rozwiązań oraz propagowania idei spółdzielczości. Unie kredytowe to spółdzielcze instytucje finansowe. Są własnością swoich członków, którzy kontrolują je i korzystają z ich usług, mogą gromadzić w nich oszczędności, otrzymywać pożyczki czy kredyty. Funkcjonowaniu tych instytucji przyświeca hasło: „Nie dla zysku, nie z filantropii, ale po to, żeby służyć”. Kasa Krajowa jest członkiem WOCCU od 2000 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dłonie, które uczą miłości

2019-04-22 18:04

Anna Skopińska

Blask i ciepło

Maria Niedziela
o. Anastazy Pankiewicz

I pokazuje mi siebie w ludziach i znakach, które – tak myślę – są znakami od niego. Więc najpierw siostry antonianki i klasztor przy ul. Janosika. Choć pierwszym i pamiętającym o. Anastazego Pankiewicza był ten przy Mariańskiej 3 – niedaleko miejsca, w którym wzniósł szkołę, klasztor i kościół. S. Agnieszka, z którą rozmawiam, pamięta jeszcze tamto miejsce i dom, bo tam właśnie zaczynała swoją zakonną drogę. W zakonie, który utworzył. Po to, by charyzmatem wspierały życie, dzieci poczęte, te już narodzone, by służyły tym najsłabszym. Ale spotykam też s. Zytę – ona wstąpiła do zgromadzenia dokładnie 60 lat temu – w roku, gdy zostało ono oficjalnie zatwierdzone. Starsza zakonnica, kobieta, ma niezwykły uśmiech i ciepło bijące z oczu. I jest tak po ludzku niezwykle piękna. Pytam, czy nie żałuje. „Nie” - odpowiada. I robi to z takim przekonaniem, że aż coś ściska za gardło. Bo już wiem, co daje jej ten blask.

W kaplicy sióstr jest płaskorzeźba o. Pankiewicza. A przy nim cierniowa korona, czyli Dachau. W klasztorze jest też jego portret. Od sióstr słyszę, że to jedno z wierniejszych odwzorowań. Siostry prowadzą w Łodzi Dom Samotnej Matki. I pewnie o to chodziło przyszłemu błogosławionemu. O tę służbę najmniejszym i najsłabszym. I choć to daleko od dawnej Mariańskiej – obecnie to skrawek zieleni pomiędzy ul. Wojska Polskiego a Akademią Sztuk Pięknych – to w klasztorze sióstr po raz pierwszy spotkałam o. Pankiewicza. Właśnie w tych kobietach, których powołaniem to, o co zabiegał.

Zawsze zostaje ślad

Na cmentarzu na Dołach było już trudniej. Ale to tam został ten mały ślad. Gdy 2 lutego 1940 r. o. Anastazy Pankiewicz został wyrzucony z budynku klasztoru, mógł wyjechać z Łodzi. Nie zrobił tego. Nie zabiegał o swoje życie. Zamieszkał w małym pokoju w domku Bronisława Gralińskiego – kierownika pobliskiego cmentarza. Naprzeciw była kaplica. W niej raz w tygodniu odprawiał Mszę św. - w niedzielę. Codzienne eucharystie sprawował w swoim pokoju. Dziś budynek kierownika cmentarza jeszcze stoi. Ale już nie jest ten sam. - wszystko wyremontowane, obłożone styropianem, otynkowane, w środku nie ma nawet skrawka starej ściany – słyszę od przebierających się tu grabarzy – gdyby przyszła pani kilka lat temu... – mówią. Ale nie przyszłam... Z roboczego podwórka dostrzegam jednak, że nie każdy ślad jest zatarty. Do malutkiego domku dobudowano niższą oficynę a gzyms pomiędzy starym i nowym dachem po prostu zamalowano białą farbą. Jako jedyny fragment nie został zaklejony, wyrównany. Pewnie trudno było tam dotrzeć. A może to uśmiech o. Anastazego? Do tego domku siostry przynosiły mu jedzenie. W 2007 roku w łódzkim klasztorze antonianek zmarła s. Bonawentura, która wędrowała z ul. Mariańskiej właśnie tu, by ich założyciel miał co jeść...

W kaplicy, choć wybudowanej w 1934 roku, nie ma za to nic z tamtego czasu. Na froncie są jednak tablice pamiątkowe. Z nadzieją podchodzę – jedna poświęcona harcerzom, którzy w latach 1942 - 1943 prowadzili tu tajną drukarnię, jest upamiętnienie angielskiego lotnika, niezłomnych.... A on? Od 2 lutego do 6 października odprawiał tu Msze św. Z tego cmentarza został zabrany do więzienia śledczego przy Sterlinga, stąd poszedł do Dachau... Nikt tego nie wie. Te tysiące ludzi przemierzających ścieżki, cmentarne alejki, przechodzących na drugą stronę ul. Smutnej, nie zdają sobie sprawy, że to była droga którą nie raz pokonał o. Pankiewicz. I że nie ukrywał się tutaj. Adres podawał jako oficjalny, miał pozwolenie na odprawianie niedzielnej Mszy św. Nie uciekał, nie drżał o swoje życie. Zaufał. - to taki człowiek? Nie wiedziałyśmy, że był tak blisko... - mówią trochę speszone panie z kwiaciarni.

Na górce

Najważniejsze jego dzieło. Klasztor, kościół św. Elżbiety Węgierskiej i szkoła. „Na górce”. Gimnazjum, które pracę zaczęło w 1937 roku dziś także tętni życiem. Przed placówką, która w części jest też klasztorem łódzkich bernardynów, stoi pomnik o. Pankiewicza. Błogosławionego. Musi mijać go każdy, kto tędy przechodzi. Idąc do szkoły, kościoła, czy skracając sobie drogę do szpitala. Tu tu objawił się cały talent, i całe powołanie bernardyna. Temu miejscu oddał całe serce. Doglądał tu każdej kładzionej cegły, każdego detalu. Był z ludźmi. Jego historię znają bardzo dobrze uczniowie szkoły., Jest przecież ich patronem. I pewnie to taki Boży palec, że naprzeciw kompleksu bernardynów powstał szpital dziecięcy, z onkologią i trudnymi oddziałami. Że nieopodal siostry salezjanki prowadzą ochronkę bałucką. On rzucił tu światło, zapalił iskrę. I ta po dziś dzień promieniuje.

Mam co jeść

Kolejne miejsce to kościół św. Piotra i Pawła. W tej świątyni poświęcił stacje drogi krzyżowej. Do starej, pamiętającej jeszcze czasy o. Anastazego, części wchodzą ludzie. Zwykły dzień. A ich jest coraz więcej. Jedna kobieta przystaje. - dzięki nim nie muszę martwić się o wiele rzeczy – mówi. Przyszła tu po paczkę. Robi to raz w miesiącu. - to dla mnie wielka ulga, bo niektórych produktów spożywczych czy chemii nie muszę już kupić – dodaje. Nie pytałam jej o nic. To ona wychodząc z parafialnego punktu caritas chciała podzielić się swoją małą radością. - bo wie pani, jest ciężko, ale muszę dać radę – stwierdza. Nie wiem ile ma lat. Może jest w wieku mojej mamy? A może młodsza? Wiem tylko, że to kolejna osoba „podstawiona” tu przez przyszłego świętego.

Męczeństwo...

Jest też wiezienie na Szterlinga w Łodzi, gdzie Niemcy przesłuchiwali przez 17 dni o. Anastazego. To miejsce straceń i męczeństwa tysięcy Polaków. W której sali był przetrzymywany? W którym miejscu? Obecnie znajdują się tam przychodnie lekarskie. Ale gdzieś tam w wyobraźni widzę przywiezionego tu zakonnika, w habicie, bo go nie zdjął. Prowadzonego i przetrzymywanego. To preludium do Konstantynowa Łódzkiego i do Dachau. Dostał numer 28176 i pasiak. „Niech się dzieje wola Boża. Jestem gotowy na śmierć.” - powiedział, gdy został wytypowany do transportu inwalidów i poprowadzony do ciężarówki jadącej do gazu. Zginął 20 maja 1942 roku. Czy go znamy? Czy pamiętamy? Tyle go w Łodzi a jakby nie był widoczny... Choć jego dłonie uczą miłości. Takiej do końca. 13 czerwca 1999 r. św. Jan Paweł II ogłosił błogosławionymi 108 męczenników. Wśród nich naszego o. Anastazego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gorzów: Wigilia Paschalna - fotogaleria

2019-04-22 20:42

Agata Zawadzka

Bp Paweł Socha przewodniczył liturgii Wigilii Paschalnej w parafii Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie.

Agata Zawadzka

Przytaczamy wybrane myśli z homilii Księdza Biskupa:

„Dzisiejsza liturgia zaczęła się od światła. (…) Światłem jest Bóg ze swoim boskim prawem”.

„Chrystus jest Źródłem życia. Zmartwychwstanie to przyjęcie śmierci, aby ją zwyciężyć. I przez to zwycięstwo nad śmiercią zasiadać po prawicy Ojca w człowieczeństwie. Życie wieczne przywraca nam Jezus Chrystus”.

„Jezus uobecnia swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie w Eucharystii. Dzieło zbawienia aktualizuje się w każdej Mszy świętej”.

„Życie wieczne w Bogu. To jest istota dzisiejszego święta. I dlatego taka wielka radość, że w Chrystusie mamy dar życia wiecznego”.

Zobacz zdjęcia: Gorzów - Wigilia Paschalna w parafii Pierwszych Męczenników Polski 2019
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem