Reklama

Abp Jędraszewski na konferencji poświęconej św. Edycie Stein

2017-10-14 18:37

Paulina Smoroń/Archidiecezja Krakowska

wikipedia.org
ŚW. Edyta Stein

W czwartek 12 października abp Marek Jędraszewski wziął udział w konferencji „Splendor personae" poświęconej św. Edycie Stein, która odbyła się na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Swój wykład metropolita krakowski zatytułował: „Św. Edyta Stein i jej przesłanie dla Europy". Już na wstępie zastanawiał się czy owo przesłanie jest nadal aktualne. Zauważył, że Edyta Stein dwukrotnie doświadczyła odrzucenia. Najpierw przez III Rzeszę, czyli swoje państwo, a następnie przez swoich najbliższych, kiedy przyjęła chrzest w Kościele Katolickim. - Ona była patriotką niemiecką. Naraz zostaje odrzucona przez III Rzeszę. Odmawiają jej prawa do kochania własnej ojczyzny i to ze względu na jej żydowskie korzenie. Co więcej, skazują ją na śmierć - tłumaczył.

Reklama

Jak zaznaczył, nawet jej rodzina stała się podzielona na wieść o jej przyłączeniu się do Kościoła, a następnie o wstąpieniu do klasztoru jesienią 1933 roku. W tym samym czasie zaczynały obowiązywać już ustawodawstwa hitlerowskie, pełne nienawiści dla Żydów. Dla wielu jej decyzja była znakiem zdrady, a z drugiej strony, ucieczki. Uważano, że szuka tam dla siebie schronienia. Abp Marek Jędraszewski przypomniał jednak, że 1 października 1999 roku Jan Paweł II z własnej inicjatywy opublikował list apostolski, w którym ogłosił św. Teresę Benedyktę od Krzyża patronką Europy, razem ze św. Katarzyną ze Sieny i św. Brygidą Szwedzką. Przywołując słowa tego listu, dotyczące św. Edyty Stein, zwrócił uwagę zwłaszcza na sformułowanie, że „kultura europejska" ma w sobie „zarodki nadziei i tragedii". - Jaki szczególny paradoks tkwi w istocie naszej europejskiej tożsamości. Właśnie pośród przestrzeni tego paradoksu Edyta Stein - według Jana Pawła II - jawi się jako szczególna rzeczniczka racji Boga i człowieka - wskazał. Zdaniem metropolity krakowskiego, Edyta Stein jest wspomnianą rzeczniczką praw Boga i człowieka nie tylko dla ludzi sobie współczesnych, ale również dla ludzi żyjących dzisiaj. Wymienił przy tym 5 wymiarów jej przesłania dla dzisiejszej Europy. Pierwszy z nich ma charakter teoriopoznawczy, który zawiera się w jej życiu dla prawdy i życiu prawdą. Zaznaczył jednak, że dzisiejszy świat za wszelką cenę chce określić się poprzez termin „postprawda", który nie ma żadnego odniesienia do prawdy. - Postprawda mówi, że nie ma obiektywnych faktów. Są tylko narracje i istotą tych, którzy rządzą narracjami jest to, żeby jak najbardziej skutecznie odwołać się do często nieuświadomionych lęków, obaw i emocji innych ludzi i zwłaszcza poprzez media sterować nastrojami społecznymi. Fakty się nie liczą. Liczą się emocje - mówił. Zwrócił również uwagę na to, że dziś często w rozmowach dotyczących bieżących wydarzeń, prowadzący nie pytają swoich rozmówców o ocenę, ale o emocje, które im w tym czasie towarzyszyły. - Wydawałoby się, że nie ma już miejsca dla rozsądku, a tym bardziej dla rozumu na tym odcinku życia kultury, w którym jesteśmy - ocenił metropolita krakowski. Uznał też, że żyjemy w epoce, którą Karol Wojtyła nazwał emocjonalizacją świadomości, lecz zauważył, że Edyta Stein pokazała się światu, jako świadek prawdy. Jak dodał, potrafiła wczuwać się w drugiego człowieka i przede wszystkim wsłuchiwać się w obiektywną prawdę. - Prawda nie miała dla niej wyłącznie charakteru pewnej postawy teoriopoznawczej, chociaż dochodzenie do istoty rzeczy niewątpliwie było najważniejsze w tym, czego się nauczyła u swojego mistrza Edmunda Husserla - podkreślał. Arcybiskup wskazał przy tym na moment, w którym święta dała szczególne świadectwo. Późnym latem 1921 roku u swojej przyjaciółki sięgnęła po przypadkową książkę, która okazała się biografią św. Teresy z Avila. Po całonocnej lekturze wypowiedziała tylko jedno zdanie: „To jest prawda" i tę prawdę sama przyjęła, kiedy postanowiła przyjąć chrzest w Kościele Katolickim, podczas gdy jej przyjaciele wybrali protestantyzm. Drugie z wymienionych przez abp. Jędraszewskiego przesłań św. Edyty Stein ma charakter bardziej antropologiczny, związany z koncepcją człowieka jako istoty biologiczno-duchowej. Porównał to z popularną dziś ideologią gender. Odnosząc się do słów Simone de Beauvoir, że „nikt nie rodzi się kobietą, tylko się nią staje", zauważył, że Edyta Stein podczas swojej działalności dla wielu stała się przykładem katolickiej feministki, ponieważ pokazała, na czym polega geniusz i powołanie kobiety. Według metropolity trzecie przesłanie świętej ma wymiar historyczno-kulturowy, w odniesieniu do pewnego napięcia między judaizmem a chrześcijaństwem. Przywołał tu homilię Jana Pawła II z Gniezna z 3 czerwca 1997 roku, w której papież mówił o tożsamości Europy związanej z chrześcijaństwem. Zwrócił szczególną uwagę na metaforę zastosowaną przez Ojca Świętego, która Europę ukazuje jako wielką rzekę, do której wpadają liczne dopływy i strumienie. - Na pewno takimi strumieniami były judaizm i kultura żydowska, ale zrębem jest chrześcijaństwo. Jeżeli się go lekceważy, to Europa zaczyna tracić poczucie tego, czym jest - wyjaśnił. Dodał, że właśnie na tym tle należy spojrzeć na decyzję świętej, wywodzącej się z narodu Żydowskiego, o tym, by stać się chrześcijanką. - Judaizm był dopływem do tego głównego nurtu europejskiego, jakim jest chrześcijaństwo, ale dopływ wzbogaca główny nurt. Ona też wyszła z judaizmu, znalazła się w żywiole chrześcijańskim, ciągle jednak pamiętając o swoich korzeniach - stwierdził. Czwartym wymiarem, w opinii arcybiskupa jest religia, w której krzyż Chrystusa jest fundamentalną prawdą i symbolem obecności chrześcijaństwa w świecie. Metropolita podkreślił, że dziś za wszelką cenę chce się usunąć ten znak z przestrzeni publicznej, tymczasem dla Edyty Stein chrześcijaństwo było bardzo konsekwentnym wchodzeniem w tajemnicę krzyża. Opowiedział też o tym jak w czasie Bożego Narodzenia 1932 roku napisała list, w którym wyznała, że istnieje powołanie do cierpienia z Chrystusem i przez nie - do współdziałania w Jego zbawczym dziele. Dodał, że ona sama, swoim życiem odpowiedziała na to powołanie. Jako piąty z wymiarów jej bycia „rzeczniczką praw Boga i człowieka" uznał głoszoną przez nią prawdę o Europie w aspekcie wolności. Wspomniał oczekiwania Polaków co do wolności po 1989 roku i nauczanie Jana Pawła II podczas pielgrzymki do Polski w 1991 roku, w którym papież przedstawił fundament Europy poprzez świadectwo męczenników. Przypomniał też, jak Ojciec Święty pisał, że krzyk Edyty Stein łączy się z krzykiem Chrystusa i wszystkich ofiar nazizmu. Na koniec powtórzył za Janem Pawłem II, że święci są po to, aby zawstydzać i pomagać odkrywać na nowo hierarchię wartości. - Św. Edyta Stein jest rzeczniczką praw Boga i człowieka, i my - ludzie 2017 roku - nie bójmy się powiedzieć, słuchając jej świadectwa, że jesteśmy nieraz bardzo zawstydzeni - zakończył. Z kolei ks. prof. Jerzy Machnacz z Papieskiego Wydziału Teologicznego mówił o Edycie Stein, jako fenomenologu, metafizyku, teologu mistyki i świadku. Podkreślał, że jej filozofia, jest filozofią osoby i filozofią osobistą, ponieważ Edyta Stein była zainteresowana tym, kim jest człowiek. Jak przyznał, to właśnie w sobie odkryła Boga. -Dla niej prawda, to prawda własnego istnienia. Szuka prawdy, która jest w niej. Wchodzi w siebie i odkrywa niespokojne serce, które szuka rzeczywistości, jaka je zaspokoi. Wchodzi na drogę, która musi prowadzić do Jezusa, bo On jest drogą i życiem - opisał świętą. Ks. dr Manfred Deselaers z Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, podobnie jak jego poprzednicy, zwrócił uwagę na znaczenie prawdy, krzyża i pojednania w życiu św. Edyty Stein. Natomiast ks. dr hab. Marek Tatar z UKSW skupił się na postrzeganiu krzyża, jako przyszłości Europy. - Możemy zauważyć, kiedy analizujemy pisma Edyty Stein w połączeniu z jej życiem, że droga, którą proponuje Europie to odzyskanie uchrystusowionej cywilizacji na drodze chrystoformizacji człowieka. To jest szansa do zbudowania cywilizacji miłości - mówił. W czasie konferencji wręczono również Nagrodę im. św. Edyty Stein. Spotkanie zakończyło się natomiast wspólną Eucharystią w kościele akademickim UKSW.

Tagi:
konferencja Edyta Stein abp Marek Jędraszewski

Czy Kościół w Polsce się „zieleni”?

2018-06-22 19:47

caritas.pl, nak / Warszawa (KAI)

Czym różni się chrześcijańska „ekologia integralna” od tego, co proponuje świecki ruch ekologiczny? Czy Kościół w Polsce się „zieleni”? – na te i inne pytania odpowiadano podczas zorganizowanej konferencji zorganizowanej dziś przez Caritas Polska i Globalny Ruch Katolików na Rzecz Środowiska. To element przygotowań Kościoła do światowego szczytu klimatycznego ONZ, który odbędzie się w grudniu w Katowicach.

Graziako

W programie wydarzenia znalazły się prelekcje i debaty na temat nauczania Franciszka nt. ekologii integralnej, chrześcijańskiego ruchu ekologicznego, wyzwań ekologicznych dla Polski i świata w 2018 r., a także przygotowań Kościoła w Polsce przed ONZ-owskim szczytem.

– Nasz dom się rozpada, a niszczymy go my, ludzie. Ofiarami tego kryzysu są najubożsi mieszkańcy naszej planety – powiedział gość specjalny, o. prof. Joshtrom Isaac Kureethadam, jeden z najbliższych współpracowników papieża Franciszka ds. ekologii, zwany watykańskim „ministrem środowiska”

Jednym z prelegentów był o. prof. Zdzisław Kijas, autor „Brewiarza ekologa”, współzałożyciel Ruchu Ekologicznego Św. Franciszka z Asyżu. – Każdy człowiek musi zaakceptować swoją godność – i godność wszystkiego, co nas otacza. Nasza wizja życia powinna być całościowa – powiedział duchowny.

Wskazywano, że zaangażowanie papieża Franciszka i Stolicy Apostolskiej w międzynarodowe negocjacje w sprawie polityki klimatycznej stawia przed Kościołem w Polsce poważne wyzwania. W tym roku będzie on współgospodarzem wydarzenia o globalnej skali i znaczeniu.

– Prowadzimy przygotowania zarówno w sferze intelektualnej jak i duchowej – zaznaczył ks. Witold Kania, przedstawiciel Archidiecezji Katowickiej. – Przygotowujemy się do szczytu poprzez m.in. współpracę z ośrodkami akademickimi zajmującymi się tematem ochrony środowiska czy opracowując specjalne katechezy inspirowane encykliką Franciszka „Laudato Si“, której głównym tematem jest właśnie jej ochrona ,- dodał ks. Kania.

Światowy Szczyt Klimatyczny ONZ odbędzie się w dn. 3-14 grudnia 2018 r. Ostatni taki szczyt w Polsce odbył się w 2008 r. w Poznaniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Tato - ten, który steruje łodzią

2018-06-23 22:25

Agnieszka Bugała

Jeśli rodzina jest wielkim statkiem płynącym po wzburzonym morzu - ojciec stoi na mostku i trzyma ster. Nie może z niego schodzić wtedy, gdy okręt wykonuje najtrudniejszy manewr, skręt w zupełnie nowym kierunku. To on, kapitan, zna współrzędne, zagrożenia i cel wyprawy. Jeśli nie zna - naraża rodzinę na to, że ta utknie na mieliźnie albo roztrzaska się o skały.

Marta Sadownik

Są sprawy ważniejsze niż Himalaje

Monika od pięciu lat jest żoną. Zaraz po studiach zaczęła pracę, nieźle zarabia. Jej mąż Jacek, uznany fotograf, wciąż w rozjazdach. Chcieliby mieć dziecko, ale przyznają, że to by mogło zmienić ich dotychczasowy tryb życia. Dlatego czekają. Może za dwa, trzy lata? Muszą to zaplanować. Tomek z Asią zdecydowali się na dziecko trzy lata po ślubie. Ona na jakiś czas zrezygnowała z pracy, jest w domu. Ponieważ mieszkają z rodzicami, jej mama aktywnie uczestniczy w zajmowaniu się dzieckiem. To sprawia, że Tomek przestał się angażować w pomoc przy córce. Wycofał się na bezpieczną, jak mówi, dla mężczyzny pozycję - fotel przed telewizorem. Pierwszy z nich nie chce zrezygnować z tego, co robi teraz ani podjąć wyzwania. Drugi podjął, ale szybko pozwolił, aby za sterem stanęła żona i teściowa. Obydwaj panowie nie słyszeli o wietrze w żaglach, który niesie statek, ani o smaku przygód, jakie wynikają z bycia tatą.

„Są sprawy ważniejsze niż Himalaje” - pisał w książce pt. „Mój pionowy świat” Jerzy Kukuczka. „15 grudnia odleciała pierwsza grupa. Beze mnie. Są sprawy ważniejsze niż Himalaje. Najważniejsze. W sylwestra urodził nam się syn. Daliśmy mu na imię Maciek”.

Smutny raport o współczesnych sternikach

Kobieta staje z drżeniem przed mężem, który boi się zostać tatą, i pokazuje ciążowy test. Dla młodych małżeństw to często trudna próba miłości. Dla kobiety reakcja męża decyduje o sposobie przeżywania ciąży. Mężczyzna, oświadczając się kobiecie, biorąc ślub, musi wiedzieć, czy chce mieć dziecko i co robić, gdy zostanie ono poczęte, a później narodzi się. To jest dowód na jego odpowiedzialność za okręt, którym wypłynął.

Ojcem nie jest mężczyzna tylko wtedy, gdy podejmuje inicjatywę powołania nowego życia. On musi kontynuować to dawanie życia swemu dziecku dzień po dniu. Gdy da życie ciału, musi potem obudzić inteligencję, serce i sumienie dziecka. To długi proces, a podtrzymując nasze obrazowanie o statku i kapitanie, to po prostu bardzo długi rejs. Ojciec, jako kapitan okrętu, musi sobie z tego zdawać sprawę.

Dwa marzenia przyszłych rodziców

Większość mężczyzn wyobraża sobie ojcostwo jako czas górskich wypraw, jazdy na rowerze, długich dystansów w basenie, meczów piłki nożnej, wędkowania. Wyobrażają sobie syna, którego będą mogli uczyć, któremu będą mogli przekazywać swoją wiedzę. Bo mężczyzna dojrzały chce dzielić z dziećmi swój męski świat - pasje, zadania, trudne do zdobycia szczyty, wiedzę. Kobieta, gdy myśli o dziecku, koncentruje się raczej na jego bezradności, maleńkości i swoją rolę widzi jako ta, która osłania, zabezpiecza, pomaga. Nie naraża na ryzyko i wyzwania. Chce ukryć, zatrzymać.

Chodź, zbudujemy most

Dojrzały mężczyzna, świadomy własnej tożsamości, będzie dążył do wyprowadzenia dziecka na zewnątrz domu, własnych słabości i wreszcie rodziny. Do pokonywania przeszkód i trudności. Poda rękę i pozwoli wyruszyć własną drogą. Przyjdzie przecież dzień, że dziecko zechce opuścić łódź i wsiąść na własną. Ojciec musi być tym, który pomaga dorastać do tej chwili. Więcej - on wie, że ta chwila jest już zaplanowana w przyszłości, a jego rola to uformowanie nowego sternika - jeśli to syn, albo towarzyszki sternika - jeśli to córka. Świadomość obojga - mamy i taty - musi być na tyle duża, aby matka nie zabraniała ojcu na męski sposób realizowania rodzicielstwa. Koniecznie muszą się uzupełniać, jednak nie mogą myśleć, że są w stanie zastąpić siebie w pełnieniu tych ról. Ojciec uczy dzieci świata mężczyzn - tych, którzy bronią słabszych i pokrzywdzonych, walczą o uczciwość i sprawiedliwość, dbają o ekonomiczne zaplecze rodziny. Kochają wiernie i decyzyjnie - bez odwołania miłości pod wpływem nabrzmiałych do granic emocji.

Sternik musi czasem zmienić kurs, aby ocalić okręt przed katastrofą, ale nie rezygnuje z celu wyprawy. Dla katolickich rodzin tym celem musi być życie wieczne, wszystko inne - zaszczyty, tytuły, pieniądze - nie ma sensu.

Nie mów, co robić, po prostu rób to, co dobre

Ale jak być ojcem, który wychowuje? Dzieci nie lubią długich kazań. Ani małe, ani starsze. Wyłączają swoją uwagę, a ojcowie często złoszczą się i skarżą, mówiąc: „Mój syn mnie nie słucha, córka ma mnie za nic”. Ważna informacja dla każdego taty: ojciec nie przekazuje systemu wartości, wygłaszając długie przemowy przy kuchennym stole lub w trakcie jazdy samochodem. On na co dzień stara się żyć w taki sposób, aby dzieci bez nudnych kazań wiedziały, co powinny robić. Jan Paweł II często w swych opowieściach wracał do obrazka zapamiętanego z dzieciństwa: tato, wdowiec, modlący się na kolanach przy łóżku. Nie musiał pan Wojtyła mówić potem: „Módl się, Karol, tak trzeba”. Syn widział i dowiadywał się w najlepszy ze sposobów: „Skoro mój tata tak robi, to widocznie jest to dobre”.

Jeśli tato krzyczy na mamę i mówi o niej, używając obraźliwych słów, na nic zdadzą się wzniosłe przemowy o szacunku dla kobiet. Jeśli tato jest właścicielem firmy i nie wynagradza uczciwie swych pracowników - na nic puste frazesy o uczciwości. Jeśli tato głosił szczytne, antykomunistyczne idee, a po latach okazało się, że jednak należał do PZPR, trudno, by dziecko nie poczuło się oszukane. Jeśli niedzielne przedpołudnie to dla ojca czas wypadu na ryby, nie można się dziwić, że dziecko nie chce chodzić do kościoła. Dziecko wie, czym i w jaki sposób żyją jego rodzice, szybko odkrywa podwójność.

Tato nie może karać milczeniem

To, co ważne dla ojców, gdy dzieci nie są posłuszne, to nie próbować się na nie obrażać. Manifestowanie swojej rodzicielskiej władzy, obnoszenie się ze zranioną dumą rodzica - ostentacyjne milczenie, które trwa czasem kilka dni, nie zmieniają naszych dzieci. Rodzą wyolbrzymione poczucie winy i nie uczą rozwiązywania konfliktów. Pokazują postawę egoisty: „Nie robisz, jak ja chcę, to się obrażam”. Jakie będzie małżeństwo dziecka, które wkroczy w dorosłość z takim bagażem doświadczeń? Już dziś rokuje ciche dni z żoną i dąsy, zamiast rzeczowej rozmowy. Tato musi nauczyć siebie, a potem swoje dziecko rozmawiać o sytuacjach trudnych, o rozczarowaniach. Męskim językiem, innym niż ten, którego w takich rozmowach używa mama, ale to jego obowiązek. Nie wystarczy, że nauczymy dziecko mówić „dzień dobry” niemiłym sąsiadom, ono musi przede wszystkim umieć stawić czoła trudnościom.

Tym, którzy czekają na dziecko

Jeśli przyjąć, że dzień narodzin dziecka jest linią startu dla rodzicielstwa, to kobieta bierze przed startem dłuższy rozbieg. Ma dziewięć miesięcy na to, aby w dniu przyjścia na świat dziecka być dobrze przygotowaną. Jest sam na sam z maleństwem. Dzielą tlen, pokarm, krew, przestrzeń. Nie ma fizycznego zespolenia większego niż to. Mężczyzna - mąż, ojciec dziecka - jest w innej sytuacji, ale powinien, podejmując świadomy wysiłek, wykorzystać czas ciąży najlepiej jak to możliwe. Nie może być zaskoczony.

Nasza miłość zaprasza tu dziecko...

Ktoś pięknie powiedział, że już w oczach żony wita się dziecko, które pocznie się z miłości. W to zdanie wpisuje się wdzięczność żonie za trud dziewięciu miesięcy, ale też świadoma zgoda na to, aby ta właśnie kobieta była matką moich dzieci. Nie inna, nie przypadkowa. Właśnie ta. Zresztą, choć innym językiem, ale taką właśnie zgodę wyrażają małżonkowie słowami przysięgi małżeńskiej: deklarują, że przyjmą potomstwo, jakim Bóg ich obdarzy. Ta przysięga zobowiązuje również do tego, aby od początku mężczyzna podejmował konkretne kroki w przygotowywaniu siebie do bycia ojcem. Jeśli rany wyniesione z domu w relacji z własnym ojcem są zbyt głębokie, jeśli nie ma wzorców - może się okazać, że trudno podjąć ten wysiłek. Ale nie trzeba się bać. Instynkt ojcowski budzi się powoli, a Bóg, którego małżonkowie zapraszają do swojej miłości przez sakrament, pomaga w stawaniu się tatą. On, który pierwszy jest Ojcem, może pomóc w tym trudnym rejsie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: każda rodzina powinna być sanktuarium życia

2018-06-24 12:34

st (KAI) / Watykan

Ludzkie życie jest i pozostaje tajemnicą, a rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia – powiedział Ojciec Święty w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”. Papież nawiązał do fragmentu Ewangelii (Łk 1,57-66.80), czytanego w dzisiejszą uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela.

Grzegorz Gałązka

Mówiąc o nieoczekiwanym już poczęciu św. Jana Chrzciciela Franciszek podkreślił, że napełniło ono radością i zdumieniem jego krewnych i osoby bliskie, przekraczało bowiem ludzką logikę i możliwości. „Musimy nauczyć się ufać i zamilczeć w obliczu tajemnicy Boga oraz kontemplować w pokorze i milczeniu Jego dzieło, które objawia się w historii i które często przekracza naszą wyobraźnię” – zauważył papież.

Zaznaczył, że całe wydarzenie narodzin Jana Chrzciciela otoczone jest "radosnym poczuciem zadziwienia, zaskoczenia i wdzięczności". Papież zachęcił do rachunku sumienia: jaka jest moja wiara, czy jest radosna, otwarta na zaskoczenia i czy w duszy pojawiła się wdzięczność.

„Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam zrozumieć, że w każdej osobie ludzkiej znajduje się ślad Boga, który jest źródłem życia. Niech Ona, Matka Boga i nasza Matka, uświadamia nam coraz bardziej, że rodząc dziecko rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia” – zakończył swoje rozważanie papież.


Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj liturgia zachęca nas do obchodzenia uroczystości Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Jego narodziny to wydarzenie, które rzuca światło na życie jego rodziców, Elżbiety i Zachariasza, ogarniając radością i zdumieniem jego krewnych i osoby bliskie. Ci podeszli wiekiem rodzice wymarzyli a także przygotowywali ten dzień, ale już się go nie spodziewali: czuli się wykluczeni, upokorzeni, rozczarowani: nie mieli dzieci. W obliczu zapowiedzi narodzin syna (por. Łk 1, 13), Zachariasz pozostał niedowiarkiem, bo prawa naturalne na to nie pozwalały: byli starzy, w podeszłym wieku. Zatem Pan sprawił, że był niemy przez cały okres ciąży (por. w. 20). To znak. Ale Bóg nie jest uzależniony od naszej logiki i naszych ograniczonych ludzkich możliwości. Musimy nauczyć się ufać i zamilczeć w obliczu tajemnicy Boga oraz kontemplować w pokorze i milczeniu Jego dzieło, które objawia się w historii i które często przekracza naszą wyobraźnię.

A teraz, gdy wydarzenie ma miejsce, gdy Elżbieta i Zachariasz doświadczają, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1, 37), ich radość jest wielka. Dzisiejszy fragment Ewangelii (Łk 1,57-66.80) ogłasza narodziny, a następnie koncentruje się na momencie nadania dziecku imienia. Elżbieta wybiera imię obce tradycji rodzinnej i mówi: „ma otrzymać imię Jan” (w. 60), co oznacza „Bóg okazał łaskę”. I rzeczywiście Jan, darmo dany i już nieoczekiwany dar, będzie świadkiem i zwiastunem Bożej łaski dla ubogich, którzy wyczekują z pokorną wiarą Jego zbawienia. Zachariasz niespodziewanie potwierdza wybór tego imienia, pisząc je na tabliczce – był bowiem niemy - i „natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga” (w. 64). Całe wydarzenie narodzin Jana Chrzciciela otoczone jest radosnym poczuciem zadziwienia, zaskoczenia i wdzięczności: ludzie ogarnięci są świętą bojaźnią Bożą i „w całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło” (w. 65). Bracia i siostry, wierny lud zdaje sobie sprawę, że stało się coś wielkiego, chociaż pokornego i ukrytego, i zastanawia się: „Kimże będzie to dziecię?” (w. 66).

Wierny lud Boży jest zdolny do przeżywania wiary z radością, z poczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Ale spójrzmy na tych ludzi, którzy dobrze mówili o tej cudownej rzeczy, o tym cudzie narodzin Jana, i czynili to z radością, byli szczęśliwi, z poczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Patrząc na to, zadajmy sobie pytanie: jaka jest moja wiara? Czy jest to wiara radosna, czy też wiara zawsze taka sama, wiara płaska? Czy mam poczucie zadziwienia, gdy widzę dzieła Pana, kiedy słyszę o ewangelizacji lub życiu jakiegoś świętego, lub kiedy widzę tak wielu ludzi dobrych: czy odczuwam w swoim wnętrzu łaskę, albo też nic w moim sercu się nie porusza? Czy potrafię odczuć pociechę Ducha Świętego, czy też jestem na to zamknięty? Niech każdy z nas postawi sobie pytanie w rachunku sumienia: „Jaka jest moja wiara? Czy jest radosna? Czy jest otwarta na niespodzianki Boga, bo Bóg jest Bogiem niespodzianek? Czy zakosztowałem w duszy poczucia zadziwienia jakie sprawia obecność Boga, tego poczucia wdzięczności?”. Pomyślmy o tych słowach, które są duszą wiary: radości, poczucia zadziwienia, poczucia niespodzianki i wdzięczności.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam zrozumieć, że w każdej osobie ludzkiej znajduje się ślad Boga, który jest źródłem życia. Niech Ona, Matka Boga i nasza Matka, uświadamia nam coraz bardziej, że rodząc dziecko rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia, a każde narodziny dziecka niech rozbudzają radość, zadziwienie i wdzięczność.



"Wczoraj w Asunción w Paragwaju została ogłoszona błogosławioną Maria Felicja od Jezusa Eucharystycznego, imię świeckie Maria Felicia Guggiari Echeverría, zakonnica zakonu karmelitanek bosych. Żyła w pierwszej połowie XX wieku, entuzjastycznie przyłączyła się do Akcji Katolickiej i opiekował się starszymi, chorymi i więźniami. To bogate doświadczenie apostolstwa, wspierane przez codzienną Eucharystię, doprowadziło ją do poświęcenia się Panu. Zmarła w wieku 34 lat, z pogodzona ze swoją chorobą. Świadectwo tej młodej błogosławionej jest zaproszeniem dla wszystkich młodych ludzi, zwłaszcza Paragwajczyków, do życia z hojnością, łagodnością i radością. Nazywano ją `Chiquitunga`, tzn. „Maleńka”" - powiedział Franciszek i poprosił aby osobę nowej błogosławionej uczcić brawami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem