Reklama

„Wrócę kiedyś z radością niosąc ze sobą swe snopy” (Ps 126, 6)

Bp Kazimierz Romaniuk
Edycja warszawska (st.) 36/2004

1. Snopy, nawet na polskich polach pojawiają się już coraz rzadziej, zawsze jednak kojarzą się jeszcze ze żniwami. Żniwa zaś sami rolnicy nazywają „dniami zapłaty za całoroczną pracę”. Nadzieja uzyskania tej zapłaty każe zdobywać się każdego dnia na nie lada wysiłek. W Biblii jest wręcz powiedziane, że im większy jest ten wysiłek przy zasiewie i pielęgnacji wzrastającego zboża, na tym większą nagrodę można liczyć. Paweł ostrzega: „Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie” (2 Kor 9, 6). Człowieka nazwał ktoś istotą ciągle rachującą. Gdyby można było, robilibyśmy to tylko, co się opłaca albo dokładniej: co się najbardziej opłaca. Ogromny, zadziwiający także w swych osiągnięciach proces doskonalenia działań przemysłowo-produkcyjnych chyba najdosadniej ukazuje, jak bardzo „istotą kalkulującą” jest człowiek.

2. Żniwa bywają lepsze i gorsze, jak wszystko, co nam się w życiu przydarza. Bywa, że dotkliwy brak opadów utrudnia nie tylko wzejście zasianego ziarna, lecz także całoroczny wzrost zboża i jego dojrzewania. I odwrotnie: długotrwałe ulewy mogą nie tylko poważnie opóźnić zasiewy, co powoduje ich gorszą jakość albo, gdy nawiedzą jakieś okolice tuż przed żniwami, mogą zniszczyć najbardziej dorodne zboża. Równie tragicznie mogą zmarnować owoce całorocznej pracy rolnika gradobicia i nawet krótkotrwałe, ale silne huragany. Oto dramaty żniw nieudanych.
Na szczęście do częstszych i jakby bardziej normalnych należą jednak te lepsze, udane. Głównie o takich mówi Biblia, opisując przy tym dokładnie atmosferę czasu żniwa. Jest to atmosfera wielkiej, radosnej wdzięczności. Do przysłowiowych wręcz należała radość czasu żniwa. Prorok Izajasz mówi: „Cieszą się wszyscy na twoich oczach jak zwykli cieszyć się ludzie czasu żniwa” (Iz 9, 2).

3. Szczęśliwym żniwiarzom Biblia każe pamiętać o tych, którzy nie posiadają własnego pola uprawnego i, co zatem idzie, nie mogą liczyć na zebranie plonów. Tym lepiej się mającym powinni zezwalać wspaniałomyślnie na chociażby zbieranie kłosów. Jest tej sprawie poświęcona cała jedna księga Pisma Świętego Starego Testamentu. To urocza w swej treści Księga Rut. Jeden z bohaterów tej księgi imieniem Booz, nie tylko pozwalał zbierać kłosy na swoim polu, ale wręcz powiedział do ubogiej Rut: „Nie musisz chodzić już po innych polach, żeby zbierać kłosy (…). Wydałem rozkaz moim sługom, żeby ci nie wyrządzali żadnej krzywdy. Kiedy będzie ci się chciało pić, podejdź śmiało do naczyń z wodą i napij się, ile chcesz” (Rt 2, 8n)). Co więcej, zacny Booz wydał swoim żniwiarzom takie oto polecenie: „Pozwólcie jej wybierać kłosy także spomiędzy garści; nie zabraniajcie jej tego (…) sami nawet wyrzućcie trochę kłosów, żeby sobie mogła je pozbierać” (2 15 n). Kojarzy się z taką postawą Booza następujące polecenie wydane przez Apostoła Pawła chrześcijanom Koryntu wtedy, kiedy głód nawiedził mieszkańców Judei, a zwłaszcza Jerozolimy: „Niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo [duchowe] było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo, nie miał za mało ten, kto miał niewiele” (2 Kor 8, 14 n).

Reklama

4. Jakość i rozmiary radości czasu żniwa sprawiają, że jest ona w stanie poważnie złagodzić skutki zmęczenia, wywołanego ciężką pracą przy zbiorach zboża. By dać owej radości jak najpełniejszy wyraz od czasów najdawniejszych obchodzono wielkie święto plonów, albo dokładniej, święto dziękczynienia za zebrane owoce ziemi. Prawo wyraźnie nakazywało obchody takiego święta. Czytamy w Księdze Wyjścia: „Będziesz obchodził święto żniw, czyli inaczej święto pierwszych owoców twojej pracy, to znaczy tego, co zasiałeś na swoim polu” (Wj 23, 16). Podobny nakaz znajduje się w Księdze Kapłańskiej: „Kiedy już wejdziecie do kraju, który wam daję (…) przyniesiecie kapłanowi snop zboża (… pierwociny waszego plonu” (23, 10). Izraelici usłyszeli to polecenie jeszcze podczas wędrówki do Ziemi Obiecanej. Zorganizowanie święta dożynek to będzie jedna z ich najważniejszych powinności, gdy tylko znajdą się u kresu swojej wędrówki.
Dziękczynieniu Święta plonów towarzyszyło z jednej strony uroczyste przyznanie Bogu prawa własności do wszystkiego, co stworzone, a z drugiej nadzieja, że ze złożonych Bogu w ofierze najdorodniejszych plonów - prawo również nakazywało: „Najlepsze pierwociny z plonów ziemi będziesz przynosił do domu Jahwe, twojego Boga” - będzie się otrzymywać dnia każdego to, co niezbędne do życia. Chyba w żadnym innym zawodzie nie żyje się tak bardzo nadzieją jak przy uprawie roli. Nadzieja to szczególna cnota właśnie rolników. Można się zawsze dopatrzeć i pewnych całkiem przyrodzonych racji, czyniących silniejszymi nadzieje pracujących na roli. Jeśli nie zbiorą tak dużo jakby pragnęli zboża, to może zdołają ten brak zastąpić jakoś warzywami i owocami itp.
I pomyśleć, że jest coraz więcej krajów, w których tak pojmowane żniwa stopniowo zanikają. Wielcy farmerzy z dzisiejszych Stanów Zjednoczonych czy Kanady do prac żniwnych wynajmują przedsiębiorstwa przemysłowe, których pracownicy udają się niekiedy na drugi koniec stanu, żeby przy pomocny kilkudziesięciu kombajnów skosić zboże, wymłócić je i oczyścić ziarno, a niekiedy zakupić je nawet lub sprzedać, powiadamiając właściciela jedynie o tym, o ile wzrosło jego bankowe konto. Sprawia to owemu makro-rolnikowi odpowiednia radość, zwłaszcza, gdy konto powiększyło się znacznie, ale jakaż to mizerna radość w porównaniu z tą, którą przeżywali kiedyś żniwiarze biblijni i która towarzyszy po dzień dzisiejszy pracy na polu niejednego ubogiego rolnika! Nie słyszy się też, żeby ci mieszkający w Nowym Jorku czy Montrealu farmerzy obchodzili swoje doroczne dożynki. A szkoda, bo to na pewno duchowo ich zubaża.

5. W naszych prawie cotygodniowych rozważaniach przypominamy odpowiednie teksty biblijne po to głównie, żeby ich treści wykorzystać do duchowych potrzeb. To przecież z myślą o nas powstała cała Biblia. Apostoł Paweł zapewnia: „Wszystko, co znajduje się w Piśmie Świętym, zostało napisane dla naszego pouczenia” (1 Kor 10, 11). Zdarza się niejednokrotnie, że już sami autorzy natchnieni opisywane przez siebie rzeczywistości ziemskie traktują jako przenośnie, przy pomocy których przekazują nam duchowe pouczenia. Jakże się tedy rzecz ma w przypadku tekstów biblijnych mówiących o żniwach.
Otóż żniwa kojarzą się przede wszystkim z ideą zapłaty, nagrody za ciężko wypracowane owoce ludzkiego życia. Ocena zaś rozmiaru i jakości tych owoców dokona się na Sądzie Ostatecznym. I dlatego żniwa bywają w Biblii symbolem Sądu Ostatecznego. Czytamy w Ewangelii Mateusza: „Ma On w ręku wiejadło, którym oczyści swe klepisko; ziarno zbierze do spichlerza, a plewy wrzuci do ognia, który nigdy nie gaśnie” (Mt 3, 12). Oczyszczanie zboża, czyli oddzielenie ziarna od plewy to nieodłączna cząstka prac żniwnych.
Nie to zresztą będzie najgorsze, że w czasie owego procesu oczyszczania odpadną plewy i bardzo poślednie ziarno. Dobrze, że przyniosło się coś do oczyszczenia. Biblia zdaje się bowiem przewidywać istnienie i takiej kategorii ludzi, którzy zjawią się na Sądzie Ostatecznym z pustymi rękami. Dlatego nakazuje w imieniu samego Boga: „Nie będziesz przychodził przed moje oblicze z pustymi rękami” (Wj 23, 15). O szczęśliwcach przynoszących swoje uczynki na spotkanie z Bogiem, mówi Psalmista: „Ci którzy sieja we łzach, żąć będą w radości. We łzach posuwają się naprzód dźwigając ziarno do siewu; wrócą tu kiedyś z radością, niosąc ze sobą swe snopy” (Ps 126, 5 n).
Metafora żniw została wykorzystana do bardzo szczególnego celu w nauczaniu Jezusa. Zbawiciel wypowiedział kiedyś, chyba z wyraźnym zatroskaniem, następujące słowa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Mt 9, 37). Żniwa to ciężka praca, znacznie cięższa i wymagająca zaangażowania więcej osób niż dokonywanie zasiewów. Przypadają ponadto zazwyczaj żniwa na dni, których aura też czyni pracę szczególnie uciążliwą. Nie da się żniw przeprowadzić dobrze i na czas przy zatrudnieniu tylko niewielkiej liczby robotników.
Żniwa w tej wypowiedzi Jezusa to dzieło głoszenia Dobrej Nowiny. Jest to Żniwo wielkie! Kolegium Dwunastu nie jest w stanie podołać wszystkiemu. Tymczasem od tego głoszenia tak wiele zależy. Przedstawił to Apostoł Paweł w następującej wypowiedzi: „Jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i całym sercem uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił, będziesz zbawiony (…). Ale jak będą wzywać Tego, którego nie uwierzyli? Albo jak uwierzą w tego, o którym nie usłyszeli? Lecz jak będą mogli usłyszeć, jeśli im nikt [Jego] nie głosił? (…) Jakże piękne są stopy tych, którzy zwiastują dobra nowinę!” (Rz 10, 9. 14 n).
W Markowym opisie powołania dwunastu jest powiedziane, że Jezus powołał tych, których chciał: „A potem wszedł na górę i wezwał do siebie tych, których chciał” (Mk 3, 13). Przy innej okazji Zbawiciel też mówi do tych, którzy już głoszą Ewangelię: „To nie wyście Mnie wybrali, to Ja was wybrałem i kazałem wam iść, by przynosić owoc i to owoc trwały” (J 15, 16).
Wszystko zatem zależy od woli Ojca, który się objawia w Jezusie Chrystusie. A jednak Jezus wydaje takie oto polecenie: „Proście Pana żniwa, aby posłał robotników na swoje żniwo” (Mt 9, 38). Nie ma żadnej wątpliwości, kim jest ów „Pan żniwa” tak jak wiadomo - była już o tym mowa - że żniwo oznacza tu dzieło głoszenia Ewangelii. Jezus najwyraźniej chce, żeby człowiek też miał swoją cząstkę w gotowości głoszenia Słowa Bożego, żeby to głoszenie dzieła zbawienia uczynił także swoją sprawą.
Biblijne metafory żniw ludziom pracującym na roli, choć nie tylko im, powinny przypominać główne potrzeby prawdziwie chrześcijańskiego życia. Jeśli chcemy stanąć kiedyś przed Bogiem z naręczami dobrych uczynków, powinniśmy podejmować ochoczo trudy codziennego życia.
Zakończmy te rozważania tak, jak to czyni zazwyczaj Ojciec Święty: akcentem maryjnym. Tym razem niech to będą słowa odmawiane przy poświęceniu wiązanek zboża w uroczystość Wniebowzięcia Bogurodzicy Maryi: „Gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas, niosących naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia”.

Reklama

Częstochowscy teologowie o duszpasterskiej odpowiedzialności proboszcza za katechizację

2019-02-19 20:57

Ks. Mariusz Frukacz

Zagadnienie obecności katechezy w szkole i konieczność katechezy parafialnej były przedmiotem naukowej refleksji członków Częstochowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Teologicznego. Teologowie spotkali się 19 lutego w siedzibie PTT przy Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

W spotkaniu wzięli udział członkowie Częstochowskiego Oddziału PTT na czele z Ks. dr hab. Pawłem Maciaszkiem, kierownikiem PTT Oddziału w Częstochowie. Punktem wyjścia do dyskusji był referat ks. mgr. lic. Bartłomieja Bardelskiego na temat: „Duszpasterska odpowiedzialność proboszcza za katechizację w świetle obowiązujących dokumentów Kościoła”.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

Prelegent mówiąc o duszpasterskiej odpowiedzialności proboszcza za katechizację przypomniał, że katecheza należy do posłannictwa i misji Kościoła – Zadaniem katechezy jest wprowadzenie człowieka w znajomość prawd wiary i w rzeczywistość Kościoła – mówił prelegent i dodał: „Proboszcz odpowiada za katechezę szkolną i parafialną”.

Ks. Bardelski dużo miejsca poświęcił katechezie młodzieży i podkreślił znaczenie „wspierania inicjatyw młodzieżowych”.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

- Ważne miejsce w misji Kościoła zajmuje również katecheza parafialna. Nauczanie wiary w parafii jest ściśle związane ze sprawowaniem sakramentów. Parafia jest właściwym i pierwszoplanową przestrzenią katechizacji. Szczególne znaczenie ma prowadzenie katechezy dorosłych – kontynuował ks. Bardelski.

- Bardzo ważna jest katecheza chrzcielna, katecheza przed pierwszą spowiedzią i komunią świętą. Ogromne znaczenie ma właściwie przeprowadzona katecheza przed bierzmowaniem i katecheza przedślubna. Tutaj również ważna jest troska o nowopowstające rodziny, a zwłaszcza doprowadzenie młodych ludzi do przekonania, że łaska sakramentalna nie jest chwilowa – podkreślił prelegent.

- Istotna w misji Kościoła i w dziele katechizacji jest jedność środowiska szkolnego, parafialnego i rodzinnego – zaznaczył ks. Bardelski.

W trakcie dyskusji członkowie PTT zwrócili uwagę m. in. na konkretne problemy w katechezie szkolnej, jak usytuowanie katechezy na ostatnich godzinach lekcyjnych, wypisywanie się młodzieży z katechezy, jak również wpływ kultury masowej i mody na to, że niewielki procent młodych ludzi podziela nauczanie moralne Kościoła, zwłaszcza w zakresie nierozerwalności małżeństwa.

Na zakończenie spotkania omówiono kwestie związane z przygotowaniem i przebiegiem Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej nt. „Aktualne wyzwania teologii”, która odbędzie się 9 maja 2019 r. w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Polskie Towarzystwo Teologiczne zostało założone przez profesorów Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie, w 1924 r. Ogromną rolę u jego początków odegrał ks. prof. Aleksy Klawek. Zadaniem PTT było ożywienie obumarłego w czasie zaborów ruchu naukowo-teologicznego i zainteresowanie nim najszerszych kręgów duchowieństwa.

Ks. Mariusz Frukacz/Niedziela

Oddział PTT w Częstochowie istnieje od 1997 roku. Skupia duchownych i świeckich, wykładowców Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej i Instytutu Teologicznego w Częstochowie, pracowników Kurii Metropolitalnej, duszpasterzy parafialnych, katechetów oraz inne osoby świeckie. W ramach swej działalności oddział organizuje okolicznościowe odczyty, sympozja i sesje naukowe. Specyficzną formą działalności częstochowskiego oddziału są organizowane co pewien czas Zaduszki Teologiczne poświęcone pamięci zmarłych członków PTT w Częstochowie.

Pierwszym kierownikiem Oddziału PTT w Częstochowie był ks. dr Teofil Siudy. Następnie funkcję tę pełnił ks. dr Jerzy Bielecki, a obecnie jest nim ks. dr hab. Paweł Maciaszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: jesteśmy umiłowanymi dziećmi Bożymi

2019-02-20 10:47

st (KAI) / Watykan

O wiernej i żarliwej miłości Boga do każdego z ludzi mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej. Kontynuując cykl katechez o modlitwie „Ojcze Nasz” papież skomentował wezwanie „Ojcze, który jesteś w niebie”. Jego słów wysłuchało w auli Pawła VI około 7 tys. osób. Wcześniej w bazylice watykańskiej spotkał się z 2,5 tys. wiernych z archidiecezji Benewentu we Włoszech.

Vatican Media

Na wstępie, celem lepszego zrozumienia ojcostwa Boga Franciszek zachęcił do oczyszczenia i przekroczenia naszych wyobrażeń miłości rodzicielskiej. Miłość Boga jest miłością całkowitą, jakiej my w tym życiu zasmakowujemy jedynie niedoskonale. „Mężczyźni i kobiety są wiecznie żebrakami miłości, szukają miejsca, w którym byliby ostatecznie kochani, ale go nie znajdują. Jak wiele w naszym świecie jest zawiedzionych miłości!” – zauważył papież.

Ojciec Święty podkreślił ulotny charakter ludzkiej miłości, będącej „obietnicą, którą trudno dotrzymać, usiłowaniem, które wkrótce wysycha i wyparowuje, trochę tak jak rano, gdy słońce wschodzi i usuwa nocną rosę”. Dlatego „jesteśmy żebrakami, którym w drodze grozi, że nigdy nie znajdą w pełni tego skarbu, którego szukają od pierwszego dnia życia: miłości”.

Franciszek wskazał, że jest także miłość Ojca „który jest w niebie”, adresowana do każdego człowieka, jedyna i wierna miłość Boga. Zaznaczył, że wyrażenie „w niebie” nie chce wyrażać dystansu, ale radykalną odmienność, inny wymiar.

„Nikt z nas nie jest sam. Jeśli nawet na nieszczęście twój ojciec ziemski zapomniał o tobie, a ty żywiłeś do niego urazę, nie odmówiono tobie podstawowego doświadczenia wiary chrześcijańskiej: poznania, że jesteś umiłowanym dzieckiem Bożym i że nie ma nic w życiu, co mogłoby ugasić Jego namiętną miłość do ciebie” – powiedział papież na zakończenie swej katechezy.


Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejsza audiencja odbywa się w dwóch miejscach - najpierw spotkałem się z wiernymi z Benewentu, którzy byli w bazylice św. Piotra. A teraz – z wami. Zawdzięczamy to delikatności Prefektury Domu Papieskiego, która nie chciała, byście się zaziębili. Trzeba im za to podziękować. Dziękuję!

Kontynuujemy katechezy na temat „Ojcze nasz”. Pierwszym krokiem każdej modlitwy chrześcijańskiej jest wejście w tajemnicę ojcostwa Boga. Nie można modlić się jak papugi. Albo wejdziesz w tajemnicę, będąc świadomy, że Bóg jest twoim ojcem, albo nie będziesz się modlił. Jeśli modlisz się z innym nastawieniem – to nie modlisz się. Jeśli chcę się modlić, to muszę uznać, że Bóg jest moim ojcem i zaczyna się tajemnica. Aby zrozumieć jak bardzo Bóg jest naszym ojcem, myślimy o postaciach naszych rodziców, ale zawsze musimy je „udoskonalić”, oczyścić. Mówi o tym również Katechizm Kościoła Katolickiego: „Oczyszczenie serca dotyczy powstałych w naszej historii osobistej i kulturowej wyobrażeń ojca lub matki, które wpływają na naszą relację do Boga” (nr 2779).

Nikt z nas nie miał doskonałych rodziców, podobnie jak my, z kolei nigdy nie będziemy doskonałymi rodzicami ani pasterzami. Wszyscy mamy wady. Nasze związki miłości zawsze przeżywamy pod znakiem naszych ograniczeń, a także naszego egoizmu, dlatego są one często skażone pragnieniami posiadania lub manipulowania innymi. Dlatego niekiedy deklaracje miłości przeradzają się w uczucia gniewu i wrogości. „Popatrz twych dwoje przed tygodniem tak bardzo się kochało, a dzisiaj śmiertelnie się nienawidzą”. To widzimy każdego dnia, z tego właśnie powodu, że wszyscy mamy w swoim wnętrzu przykre korzenie, które nie są dobre, i czasami wychodzą na wierzch, czyniąc zło.

Stąd, gdy mówimy o Bogu jako o „ojcu”, myśląc o obrazie naszych rodziców, szczególnie jeśli nas kochają, jednocześnie musimy iść dalej. Ponieważ miłość Boga pochodzi od Ojca „który jest w niebie”, zgodnie z wyrażeniem, do którego używania zaprasza nas Jezus: jest to miłość całkowita, jakiej my w tym życiu zasmakowujemy jedynie niedoskonale. Mężczyźni i kobiety są wiecznie żebrakami miłości, potrzebujemy miłości, szukają miejsca, w którym byliby ostatecznie kochani, ale go nie znajdują. Jak wiele w naszym świecie jest zawiedzionych miłości!

Grecki bóg miłości jest najbardziej tragiczny ze wszystkich: nie jest jasne, czy jest on istotą anielską, czy też demonem. Mitologia mówi, że jest on synem Porosa i Penii, czyli przebiegłości i ubóstwa, którego losem jest niesienie w sobie samym nieco rysów tych rodziców. Stąd możemy myśleć o ambiwalentnej naturze ludzkiej miłości: zdolnej do rozkwitania i agresywnego życia w pewnej godzinie dnia, a zaraz potem usychania i obumierania; to co pojmuje, zawsze jej umyka (por. PLATON, Uczta,). Istnieje pewne wyrażenie proroka Ozeasza, które bezlitośnie ukazuje wrodzoną słabość naszej miłości: „Wasza miłość jest jak poranny obłok, jak rosa, która wcześnie znika” (6, 4). Oto, czym jest często nasza miłość: obietnicą, którą trudno dotrzymać, usiłowaniem, które wkrótce wysycha i wyparowuje, trochę tak jak rano, gdy słońce wschodzi i usuwa nocną rosę.

Ileż razy my, ludzie kochaliśmy w taki sposób słaby i niestały - doświadczyliśmy tego, że kochaliśmy, ale ta miłość się rozpadła, lub stała się słabą – wszyscy tego doświadczyliśmy. Pragnąc miłości, zderzyliśmy się z naszymi ograniczeniami, z ubóstwem naszych sił: nie mogąc dotrzymać obietnicy, która w dniach szczęścia zdawała łatwa do realizacji. W końcu nawet apostoł Piotr się lękał i musiał uciekać, nie był wierny w umiłowaniu Jezusa. Zawsze istnieje ta słabość, która sprawia, że upadamy. Jesteśmy żebrakami, którym w drodze grozi, że nigdy nie znajdą w pełni tego skarbu, którego szukają od pierwszego dnia życia: miłości.

Jest jednak inna miłość, miłość Ojca „który jest w niebie”. Nikt nie powinien wątpić, że jest adresatem tej miłości. On nas kocha, mnie miłuje – możemy powiedzieć. Jeśli nawet nasz ojciec i matka nas nie kochali – hipoteza mająca potwierdzenie w dziejach - to jest Bóg w niebie, który kocha nas tak, jak nikt nigdy tego nie uczynił i nie może uczynić. Miłość Boga jest zawsze niezmienna. Prorok Izajasz mówi – posłuchajcie, jakie to piękne!: „Czy może kobieta zapomnieć o swym niemowlęciu? Czy może nie miłować dziecka swego łona? Lecz gdyby nawet ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie! Oto wyryłem cię na moich dłoniach” (49, 15-16). Dzisiaj tatuaż jest w modzie: „wyryłem cię na moich dłoniach”. Zrobiłem sobie twój tatuaż na moich dłoniach jestem na dłoniach Boga i nie mogę tego usunąć. Miłość Boga jest jak miłość matki, która nigdy nie może zapomnieć o swoim dziecku. „Lecz gdyby nawet ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie!”. To jest miłość doskonała! Tak bardzo jesteśmy miłowani przez Boga. Jeśli rozpadłyby się nawet wszystkie nasze ziemskie miłości, a nie zostało by nam w ręce nic innego jak tylko pył, to zawsze jest dla nas wszystkich płonąca, jedyna miłość Boga.

W głodzie miłości, który wszyscy odczuwamy, nie szukajmy czegoś, co nie istnieje: jest on natomiast zaproszeniem do poznania Boga, który jest ojcem. Taka była na przykład droga nawrócenia św. Augustyna: młody i błyskotliwy retor szukał po prostu wśród stworzeń czegoś, czego nie mogło mu dać żadne stworzenie, aż któregoś dnia miał odwagę wznieść spojrzenie. I tego dnia poznał Boga, Boga, który miłuje.

Wyrażenie „w niebie” nie chce wyrażać dystansu, ale radykalną odmienność, inny wymiar miłości, miłość niestrudzoną, która będzie trwała zawsze, która jest zawsze w zasięgu ręki. Wystarcza powiedzieć: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie…” – a ta miłość przychodzi.

Dlatego nie lękajcie się! Nikt z nas nie jest sam. Jeśli nawet na nieszczęście twój ojciec ziemski zapomniał o tobie, a ty żywiłeś do niego urazę, nie odmówiono tobie podstawowego doświadczenia wiary chrześcijańskiej: poznania, że jesteś umiłowanym dzieckiem Bożym i że nie ma nic w życiu, co mogłoby ugasić Jego namiętną miłość do ciebie. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem