Reklama

Biały Kruk 1

Abp Grzegorz Ryś podczas ingresu: Kościół Chrystusa zużywa się w miłosierdziu

2017-11-04 13:26

lk / Łódź / KAI

Piotr Drzewiecki

Kościół Chrystusa to taki, który zna autorytet płynący z ubóstwa, a nie z układów. Taki, który zużywa się w miłosierdziu, a nie zabezpiecza się ciasno i doraźnie skrojoną sprawiedliwością - powiedział abp Grzegorz Ryś w homilii wygłoszonej podczas swojego ingresu do łódzkiej bazyliki archikatedralnej.

W homilii abp Grzegorz Ryś porównał zarówno samą uroczystość ingresu, jak i szerzej wspólnotę Kościoła do uczty weselnej. Jest ona zwykłym posiłkiem, ale gdy przybywa na nią Jezus, staje się ona właśnie ucztą. – To On jest Oblubieńcem, a Oblubienicą jest zasiadająca z nim do stołu wspólnota – Kościół. Jesteśmy tu i teraz na uczcie weselnej Chrystusa i Kościoła. To Ich Dwoje chcemy uczcić, z racji na nich tu jesteśmy. Chcemy potwierdzić ich pierwszeństwo w naszym życiu – wyjaśnił abp Ryś.

Zobacz zdjęcia: Ingres abp. Grzegorza Rysia (I)

Przypomniał, że zaślubiny Baranka z Kościołem dokonały się na Golgocie, zatem „każda z potraw naszej uczty czerpie swój sens z krzyża”. – Ta wiedza i pamięć o Golgocie dyscyplinuje i powściąga nasze ambicje w naszych przepychankach do władzy, w naszym biegu do pierwszego miejsca. Stajemy zawstydzeni, jakby wryci w ziemię widokiem ukrzyżowanego Pana. Trudno nam się dobijać o najwyższe stołki, kiedy stajemy wobec Chrystusa-Sługi, który uniżył samego siebie aż do śmierci krzyżowej – wskazywał nowy metropolita łódzki.

Zobacz zdjęcia: Ingres abp. Grzegorza Rysia (II)

Taka sama zasada została zadana przez Chrystusa Kościołowi: „Każdy, to się wywyższa, będzie poniżony. A kto się uniża, będzie wywyższony” – wyjaśniał hierarcha.

Reklama

Jaki Kościół może być zatem w pełnej moralnej prawdzie nazwany Oblubienicą Chrystusa? – pytał w homilii abp Ryś. - Przecież nie ten, który się wywyższa; który skupia się na sobie, odnosi się tylko do samego siebie i dba wyłącznie o swoje interesy – odpowiedział.

„Nie ten, który szuka potwierdzenia swojej pozycji materialnej, politycznej czy prawnej. Z całą pewnością raczej ten, który służy, zapomina o sobie, wychodzi ku innym, sam nawracając się ku ciągłej ewangelizacji” – mówił arcybiskup.

Zobacz zdjęcia: Ingres abp. Grzegorza Rysia (III)

Jest to także „Kościół, który zna wolność i autorytet płynący z ubóstwa, a nie z układów. Kościół, który zużywa się w miłosierdziu, a nie zabezpiecza się ciasno i doraźnie skrojoną sprawiedliwością. Kościół, który świadom swojej niezwykłej roli w dziejach konkretnych ludzi i ich wspólnot w Polsce, Europie, świecie, nie obnosi się swoimi zasługami. Jest jak jego Pan, wybiera ostatnie miejsce”.

„Taki Kościół Pan wywyższa. Czyni to także w naszych sercach. Taki Kościół do nas przemawia i nas porywa, fascynuje. Do takiego Kościoła chcemy należeć i taki Kościół chcemy współtworzyć, nawet jeśli nasz grzech, pycha, chciwość raz po raz zniekształca taką jego postać” – dodał abp Ryś.

- Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę weselną, nie zajmuj pierwszego miejsca. Jesteśmy na uczcie, na której miejsca wyznacza Pan. Nie da się ogłupić żadną autopromocją. Żadnego miejsca w Kościele nikt nie bierze sobie sam - podkreślał w homilii arcybiskup.

W Kościele oczywiście nie brakuje przykładów autopromocji, która wywyższyła do godności wielu ludzi – zaznaczył kaznodzieja. Jednym z nich był wspominany 4 listopada św. Karol Boromeusz. Decyzją bogatej rodziny już w wieku 12 lat został duchownym, a 10 lat później już kardynałem i sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, czyli faktycznie drugą osobą po papieżu, który był jego wujem. A jednak przeżył głębokie nawrócenie, a historia zapamiętała św. Karola jako wielkiego reformatora Kościoła, jednego z największych ojców Soboru Trydenckiego, wielkiego jałmużnika.

„To jest życiorys świętego, prawdziwie ewangeliczna historia biskupa”, choć Karol Boromeusz „nie zasługiwał na miejsce, które otrzymał”. – A ktoś z nas, tu obecnych, zasłużył sobie na miejsce, które zajmuje? – pytał abp Ryś.

„Czy nie jest regułą, że każde miejsce przyznane i zadane nam w Kościele, jest nam ofiarowane z miłosierdzia? Pan nie dał się ogłupić ekspresową karierą Karola w Kościele, ścigał go swoją łaską” – wskazywał abp Ryś.

Podkreślił, że życie w Kościele nie sprowadza się tylko do aktów prawnych, one są ważne, ale nie są zleceniem pracy. To Duch Święty wprowadza człowieka na właściwe dla niego miejsce.

Zwracając się do wiernych archidiecezji łódzkiej powiedział: „zajmijcie swoje miejsca przy tym stole, zajmijcie je naprawdę, to znaczy poddając się przynagleniu Ducha Świętego, Jego mocy i twórczości”.

Zachęcał do rozpoznania w sobie ofiarowanych darów łaski. - Zdobądźcie się na trud rozeznania, co powinienem w moim Kościele podjąć, w jaki sposób mogę go współtworzyć? Nie tylko do kościoła chodzić, ale go w konkretny sposób budować, wziąć odpowiedzialność – apelował abp Ryś.

W tym zakresie jego zdaniem każdy jest potrzebny, „każdy ma swoje miejsce ucznia-misjonarza”. Potrzebne jest budowanie i podtrzymywanie wzajemnych więzi przez wszystkich współtworzących Kościół, wzajemna za siebie odpowiedzialność.

Kościół jest bowiem wspólnotą, ciałem, w którym ważne są wszystkie członki. - Kościół jest ucztą weselną i wspólnotą stołu, a nie potajemnym zajadaniem się swoją kanapką na boku – wskazywał abp Ryś, przestrzegając też przed uleganiem „pokusie samowystarczalności”, gdyż Kościół ewangelizuje zawsze jako wspólnota duchownych i świeckich. Towarzyszyć mu powinna triada: miłosierdzie, misja, jedność.

W homilii abp Grzegorz Ryś przypomniał też, że przychodzi jako nowy metropolita do Łodzi – miasta o międzyreligijnych tradycjach, ośrodka pokojowego współistnienia różnych wyznań. Podziękował z tej okazji wszystkim przedstawicielom różnych wspólnot religijnych, którzy przybyli na jego ingres.



Publikujemy tekst homilii:

Usłyszane dopiero co Słowo Boże - jak zawsze - objaśnia nam doskonale przeżywaną przez nas chwilę - moment (KAIROS) zbawczy: Oto jesteśmy na uczucie. Zostaliśmy zaproszeni do stołu. Nawet do dwóch stołów. Właśnie posilamy się przy stole Słowa; za chwilę zostanie obficie zastawiony stół Pańskiego Ciała i Krwi - stół ofiary.

Pierwszym kluczem, jakiego potrzebujemy, by się odnaleźć w tym wydarzeniu, jest uchwycenie charakteru tej uczty. Co to za uczta? W greckim tekście Ewangelii pada tu określenie gámos, co św. Hieronim oddał łacińskim słowem nuptiae - to znaczy „wesele”, „uczta weselna”. Nie zostaliśmy zaproszeni na jakąkolwiek ucztę. Oto jesteśmy na uczcie weselnej! Przedłużającej celebrację zawarcia małżeństwa!

Wtedy też od razu zrozumiałe staje się pouczenie Jezusa: nie zajmuj pierwszego miejsca! To oczywiste! Na uczcie weselnej pierwsze miejsca należą się młodej parze! Nikt z gości nie pcha się na te miejsca - zarezerwowane młodym. Nikt przecież nie przychodzi na wesele, by celebrować siebie samego. Na ucztę weselną idziemy wyłącznie po to, by się ucieszyć szczęściem Nowożeńców - by ich uszanować, by uczcić ich miłość! Tak jest i dzisiaj-tutaj: celebrujemy zaślubiny - nasza uwaga skupiona jest na Oblubieńcu i na jego Oblubienicy. To znaczy na kim?

Odpowiedź ukryta jest w tekście naszej Ewangelii. W jej pierwszym zdaniu nasza uczta opisana jest jeszcze prostym słowem: „posiłek” - oryginalny tekst mówi nawet jeszcze prościej: aby spożywać chleb… Dopiero wejście Jezusa zmieniło charakter uczty. To Jego obecność zmienia zwykłe „spożywanie chleba” w ucztę weselną. Bo to On jest Oblubieńcem! A Oblubienicą jest zasiadająca z Nim do stołu wspólnota - Kościół! Jesteśmy tu i teraz na uczcie weselnej Chrystusa i Kościoła. To ich dwoje chcemy uczcić. Z racji na nich tu jesteśmy. Chrystus i Kościół - chcemy potwierdzić ich pierwszeństwo w naszym życiu. Oto są gody Baranka. I Jego Małżonka się przystroiła.

Gody Baranka: to odkrycie prowadzi naszą refleksję dalej, i nadaje naszej weselnej radości szczególną wrażliwość - wiemy bowiem dobrze, jak i gdzie dokonały się zaślubiny Baranka z Kościołem. Wiemy, że na Golgocie! Wiemy, że Oblubienica Jezusa narodziła się z Jego przebitego na Krzyżu boku. I że wybieliła swoje piękne szaty we krwi Baranka. Wiemy, że każda z „potraw” naszej uczty czerpie swój sens z Krzyża: bierzcie i jedzcie… Ciało moje za Was wydane; bierzcie i pijcie! To jest Krew moja za Was wylana.

Ta wiedza, i pamięć o tym, dyscyplinuje i powściąga nasze ambicje - w naszych przepychankach do władzy i w naszym biegu do pierwszego miejsca stajemy zawstydzeni - jakby wryci w ziemię widokiem Ukrzyżowanego Pana. Trudno się nam dobijać o najwyższe stołki, kiedy stajemy wobec Chrystusa-Sługi: Tego, który uniżył samego siebie aż do śmierci krzyżowej - rzeczywiście On jeden przyszedł i zajął ostatnie miejsce - więc Ojciec - na oczach całego stworzenia - wywyższył Go ponad wszystko, i z ostatniego miejsca poprowadził Go na miejsce pierwsze! Tę samą logikę życia i owocowania zadając Jego Oblubienicy - Kościołowi: Każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.

Jaki Kościół może być w pełnej-moralnej prawdzie nazwany Oblubienicą Baranka? Jaki Kościół ma moralne prawo usiąść z Nim na pierwszym miejscu? Przecież nie ten, który się wywyższa. Który skupia się na sobie. Odnosi się tylko do samego siebie, i dba o swoje wyłącznie interesy. Nie ten, który szuka potwierdzenia własnej pozycji materialnej, politycznej czy prawnej. Z całą pewnością raczej ten, który służy - zapomina o sobie, wychodzi ku innym. Szuka innych - sam nawracając się ku ciągłej ewangelizacji! Nie chodzi mu o samego siebie, lecz - jak mówi Sobór - o cały rodzaj ludzki, dla którego chce być „skutecznym narzędziem jedności”.

Kościół, który zna wolność i autorytet płynące z ubóstwa, a nie z układów. Kościół, który zużywa się w miłosierdziu, a nie zabezpiecza się ciasno i doraźnie skrojoną sprawiedliwością. Kościół, który - świadom swojej niezwykłej roli w dziejach konkretnych ludzi i ich wspólnot (w Polsce, w Europie, w świecie) - nie obnosi się swoimi zasługami. Jak jego Pan wybiera ostatnie miejsce, i mówi: słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy tylko to, co powinniśmy byli wykonać. Taki Kościół Pan wywyższa. Czyni to również w naszych sercach. Bo taki właśnie Kościół do nas przemawia, i nas porywa - fascynuje. Do takiego Kościoła chcemy należeć. I taki Kościół chcemy współtworzyć. Nawet jeśli nasz grzech, nasza pycha i chciwość, raz po raz zniekształca taką jego postać… Dziś świętujemy, wywyższamy tu Chrystusa - i Kościół w oblubieńczej relacji z Nim.

Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca… - Jesteśmy na uczcie, na której miejsca wyznacza Pan! On zna miejsce przygotowane dla każdego z nas. I - jak można wyczytać w jednym ze współczesnych komentarzy do tej przypowieści - „nie da się ogłupić niczyją auto-promocją”! Żadnego miejsca w Kościele nikt nie bierze sobie sam.

Ktoś może powie w tym momencie: „Czyżby?!” Czy nie za prosto? Czy nie brakuje w Kościele przykładów „ auto-promocji”? Albo „promocji z układu”? Choćby sam przykład dzisiejszego Patrona! Św. Karol Boromeusz! Jakże się znalazł na kościelnych urzędach?! Mając dwanaście lat był już duchownym - z woli nie swojej, rzecz jasna, lecz decyzją bogatej rodziny - i opatem wielkiego benedyktyńskiego opactwa (w Aronie); dziesięć lat później był już administratorem Arcybiskupstwa w Mediolanie, Kardynałem i faktycznie Sekretarzem Stanu czyli drugą osobą w Rzymie po papieżu. A wszystko po prostu dlatego, że ten był jego wujem…

Czy tak ma wyglądać ewangeliczna droga awansu w Kościele? Czy to historia zapowiadająca świętego? I jednego z największych reformatorów Kościoła? A jednak!

Głębokie nawrócenie Karol przeżył w 25 roku życia, po śmierci swojego brata. Przyjął święcenia: prezbiterat i biskupstwo. Dwa lata później ostatecznie zostawił Rzym i przeniósł się do swojej diecezji. W Mediolanie poprowadził 13 synodów diecezjalnych (oraz 5 prowincjalnych) - a akta tych synodów stały się niemal matrycą reformy Kościoła w wielu krajach Europy; kilkakrotnie zwizytował całą diecezję (włącznie z jej szwajcarskimi kantonami), założył seminarium duchowne. Stał się jednym z najważniejszych ojców Soboru Trydenckiego. Historia zapamiętała go również jako wielkiego jałmużnika - tak w Rzymie, jak w Mediolanie. Umarł mając 46 lat. W powszechnej opinii świętości. Nie znaczy to, że zawsze był przez wszystkich popierany - w Mediolanie przeciwnicy reformy próbowali go nawet zastrzelić.

To jest życiorys świętego! To jest prawdziwie ewangeliczna historia biskupa!

To prawda, został duchownym z wątpliwych motywów, a metropolitą Mediolanu przez układy i nepotyzm. Nie zasługiwał na miejsce, które otrzymał. A ktoś z nas - tutaj obecnych - zasłużył sobie na miejsce, które dzisiaj zajmuje? Ktoś z nas jest bez grzechu?! Czy ktokolwiek z nas może podjąć swoją misję w Kościele bez nawrócenia? Czy nie jest regułą, że każde miejsce przyznane nam w Kościele, jest nam ofiarowane przez Pana z miłosierdzia? A nie po sprawiedliwości? Raczej „mimo wszystko”, niż na mocy naszych wątpliwych zasług.

Pan nie dał się „ogłupić” ekspresową „karierą” Karola w Kościele! Pan ścigał go swoją łaską, miłością wyposażającą w charyzmaty, uzdolnienie do posług i determinację do działań. Boże wezwanie/powołanie nie sprowadza się bowiem do samej nominacji - do aktu prawnego. Ono przychodzi - właśnie - jako łaska nawracająca. I uzdalniająca, przemieniająca, dysponująca.

Życie w Kościele nie sprowadza się do samych tylko aktów prawnych. One są ważne! Przychodzą jednak zawsze nie jako tylko zlecenie „roboty”, ale jako obietnica Bożej asystencji. Jako zapowiedź osobistej Pięćdziesiątnicy! Tak naprawdę, to dopiero Duch Święty wprowadza człowieka na przeznaczone mu w Kościele miejsce. Tylko w poddaniu się Duchowi można je zająć. I tylko w mocy Ducha przynieść na nim pożytek całej wspólnocie!

Tak właśnie chcę! A Wy?

Z miejsca, na które mnie dzisiaj zaprosił Pan chcę powiedzieć każdemu z Was - Wam wszystkim, którzy tworzycie Kościół Jezusa Chrystusa w Łodzi: zajmijcie swoje miejsca przy tym stole. Zajmijcie je naprawdę! To znaczy poddając się przynagleniu Ducha Świętego - Jego Mocy i Twórczości! Zajmijcie nie jakiekolwiek miejsca, ale te przyznane każdemu z Was przez Pana! Zobaczcie złożone w sobie dary łaski, I ucieszcie się nimi! Zdobądźcie się na trud rozeznania: co mogę i co powinienem w moim Kościele podjąć. W jaki sposób mogę Go współtworzyć! Nie tylko do Kościoła „chodzić”, ale Go w konkretny sposób budować! Wziąć odpowiedzialność. Tę, którą już mam. Tę, do której aspiruję. Tę, której się może sprzeniewierzyłem?

W tej łasce, w tym uposażeniu, w tym zakresie i możliwościach, jakie mi wyznaczył Pan. Każdy jest potrzebny! I każdy ma swoje miejsce „ ucznia-misjonarza” (jak mówi papież Franciszek). Potrzebne są także realne więzi między nami - wzajemna za siebie odpowiedzialność. Kościół jest wspólnotą. Jest Ciałem, w którym konieczny jest każdy z członków. Kościół jest ucztą weselną - wspólnotą stołu, a nie potajemnym zajadaniem się własną kanapką - osobno, na boku - tak, by nikt nie widział, i nie przeszkodził.

Proszę Was: nie ulegajmy pokusie sprywatyzowanej wiary. Nie uciekajmy w odosobnienie - także wtedy, gdy wygania nas tam jakieś zło doznane w Kościele. Nie poddajmy się także jeszcze groźniejszej pokusie - pokusie samowystarczalności w Kościele: przekonaniu, że poradzę sobie w ewangelizacji sam. I że sam wszystko zrobię najlepiej! Ewangelizuje zawsze Kosciół! Wspólnota zaangażowanych uczniów - duchownych i świeckich: wzajemnie na siebie otwartych, uzupełniających się w twórczy sposób, każdy na swoim miejscu - indywidualnie zleconym mu przez Pana!

Wróćmy jeszcze na moment - już ostatni - do motywu uczty. Jesteśmy na uczcie. To piękne, ale jednocześnie równie bolesne doświadczenie Kościoła! Piękne - bo jesteśmy razem. Bolesne - bo nic mocniej niż Eucharystia nie uświadamia nam podziałów między chrześcijanami. Modlimy się razem, ale ciągle nie „łamiemy” razem „Chleba”. W tej mierze Eucharystia jest nie tylko ucztą - jest też eucharystycznym postem - jest tęsknotą! I oczekiwaniem na moment wspólnej Komunii.

Jak dobrze, że jesteśmy tu razem: Katolicy i Prawosławni, Luteranie i Kalwini, Mariawici i Metodyści, i członkowie Kościoła Polsko-Katolickiego. Jestem bardzo wdzięczny wszystkim obecnym tu przedstawicielom Kościołów, na czele z księżmi biskupami: Atanazym, Janem, Markiem i Włodzimierzem, oraz z Przewodniczącym Łódzkiego Oddziału Polskiej Rady Ekumenicznej, Ks. Semko Korozą. Dziękuję za jedność w modlitwie, ale także za jedność w bólu i oczekiwaniu pełnej wspólnoty. Nie spożywamy razem Eucharystii. Ale spożywamy razem Słowo! Możemy razem to Słowo - przyjęte w tym samym Duchu, również w jednym Duchu przekazywać dalej - we wspólnym przepowiadaniu! We wspólnym urzeczywistnianiu - wcielaniu słowa w konkretnych formach i dziełach miłości i miłosierdzia w naszej „małej Ojczyźnie”.

Ekumenizm, będący wymianą darów Ducha pomiędzy nami, to nie jest w Kościele wybór opcjonalny - zależny od czyjejś większej czy mniejszej otwartości. To jeden z najważniejszych sprawdzianów naszego posłuszeństwa Duchowi Świętemu. Temu, który jest suwerenem w Kościele, i który właśnie z tej pozycji - i w tym Autorytecie! - definiuje z mocą nasze trzy zadania: miłosierdzie-misja-jednosć! One są ściśle ze sobą związane. Tak dalece, że albo będziemy realizować wszystkie trzy, albo żadnego z nich!

Jak dobrze również, że nasze pierwsze czytanie z Listu do Rzymian zamyka dziś zdanie: dary i wezwanie Boże są nieodwołalne! Najważniejsze ze zdań św. Pawła, przywoływane w po-soborowej refleksji Kościoła w odniesieniu do Żydów! Dary i wezwanie Boże są nieodwołalne! Zdanie, które tchnieniem i ogniem Ducha Świętego przepędza z naszego myślenia resztki tzw. „teologii zastępstwa”. Które każe nam szanować pierwsze i nieodwołalne wybranie Izraela - szanować i potwierdzać nie tylko w wymiarze naszego historycznego zakorzenienia, ale w dzisiejszej wspólnocie wiary i modlitwy. Zapewniam, że wiem, jak to zdanie brzmi w Łodzi. Sam wypowiadam je z wielkim wzruszeniem. I z jeszcze większą nadzieją.

Jak bardzo z tą Liturgią i z tym Słowem koresponduje opis przedwojennej Łodzi dokonany piórem współczesnego historyka: „Na ulicach mijali się luteranie i baptyści, Żydzi ortodoksyjni i postępowi. Mariawici pracowali w fabryce luteranina, a ten ostatni fundował ołtarze w kościele katolickim. Łacinnik projektował cerkiew prawosławną, a Żyd finansował wzniesienie świątyni katolickiej dla pracowników zatrudnionych w jego fabryce. Z kolei luteranie byli leczeni w szpitalu prowadzonym przez baptystów, a kalwiniści i mariawici rozdawali darmowe posiłki głodnym katolikom”. To nie tylko historia Łodzi; to także nasza o niej pamięć! To opis naszej tożsamości i dziedzictwa, które możemy i chcemy pomnożyć!

Siostry i Bracia, otwórzmy się na dzisiejsze Słowo Jezusa, skierowane do każdego z nas, zaproszonych na tę ucztę: Przyjacielu, posiądź się wyżej! Zajmij swoje miejsce! Nie pierwsze. SWOJE! To, do którego się przewidziałem i wybrałem. To, do którego Cię uzdolniłem i wyposażyłem. I stale wyposażam i uzdalniam. Zajmij je wreszcie. Odważ się, nawróć się i zajmij! Potrzebuję tego Ja - Twój Pan i Zbawiciel. Potrzebuje tego Kościół - Twoja Matka i Mistrzyni. Potrzebują tego Twoi Siostry i Bracia. Potrzebuje tego świat, do którego jesteśmy razem posłani. Amen.

Tagi:
ingres Abp Grzegorz Ryś

Abp Ryś: to w Nim jest taka pasja, aby każdy grzesznik był jednany z Bogiem

2018-02-14 22:09

xpk / Łódź (KAI)

Tym, któremu najbardziej zależy na naszym pojednaniu z Bogiem, jest Jezus Chrystus! To w Nim jest taka pasja, aby każdy grzesznik był jednany z Bogiem, to jemu zależy najbardziej! – mówił abp Grzegorz Ryś.

Archidiecezja.lodz.pl

Łódzkie pielgrzymowanie po wielkopostnych kościołach stacyjnych rozpoczęło się w Sanktuarium Matki Bożej Zwycięskiej, w którym od lat znajduje się mozaika z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, ofiarowana Archidiecezji Łódzkiej przez papieża Jana Pawła II. To tam pierwszej liturgii stacyjnej przewodniczył i kazanie wygłosił metropolita łódzki, arcybiskup Grzegorz Ryś.

- Wielki post jest czasem, kiedy na krzyż będziemy patrzeć uważniej – mówił w homilii metropolita łódzki. Widzimy na tym krzyżu Jezusa. Widzicie w tym swój grzech? On to grzechem uczynił tego, który nie znał grzechu! Tego który jest po trzykroć Święty, Ojciec uczynił moim grzechem. Tego, który jest pokorny, Ojciec uczynił moją pychą. Tego, który jest przeczysty, Ojciec uczynił moją nieczystością. Tego, który jest prawdziwy, Ojciec uczynił każdym moim kłamstwem. Tego, który jest ubogi, Ojciec uczynił moją chciwością. Jest grzech, który stoi pomiędzy mną, a Bogiem, który nie pozwala mi żyć przy Bogu. Jezus bierze ten mój grzech na siebie. On staje się moim grzechem. Po co? Po to, by gdy będzie umierał na krzyżu, mój grzech będzie umierał razem z Nim! – tłumaczył łódzki pasterz.

Odwołując się do czytań mszalnych zauważył, że nasze pojednanie z Bogiem, nie jest naszą inicjatywą. - To nie jest ta, że to my chcemy się pojednać z Bogiem. To nie jest tak, że od nas wychodzi ta inicjatywa! To jest tak, że to Bogu zależy na tym, by człowiek był z Nim pojednany. To jest Boża inicjatywa! – podkreślił. - Bogu zależy, aby między nami została przywrócona relacja! Post jest po to, abyśmy na nowo odkryli to, jak bardzo jesteśmy umiłowani przez Boga – dodał.

Nawiązując do popiołu, który powstał ze spalonych palm niedzieli palmowej, oraz do mozaik rzymskich kościołów stacyjnych arcybiskup tłumaczył, że właśnie tam, Pan Jezus jest przedstawiany jako Feniks – ptak, który się odradzał z popiołu – wielki symbol zmartwychwstania. Z popiołu odradza się życie, takie które otrzymujemy od Pana. Nie umiemy go wskrzesić sami z siebie, ale potrafimy jeszcze raz przyjąć życie, które pochodzi od Niego – zauważył metropolita.

Na zakończenie liturgii słowa odbył się obrzęd błogosławieństwa popiołu i posypania głów popiołem, który jest symbolem uniżenia i pokuty, a połączony jest z biblijnymi słowami: „nawracajcie się i wierzcie w ewangelię!” oraz „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz!”.

Liturgię Mszy świętej zakończyła modlitwa błogosławieństwa i posłanie na misję wielkopostną sześciu członków szkoły Kontemplacji i Ewangelizacji Młodych Dzieci Światłości. Młodzi ludzie w czasie okresu pasyjnego będą głosić rekolekcje w parafiach Archidiecezji Łódzkiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Posty nakazane zachowywać

Z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

KSM obraduje

2018-02-23 21:02

Agata Kowalska, KSM Częstochowa

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Częstochowskiej rozpoczęło dziś punktualnie o godz. 18.00 Sesję Zarządów.

Maciej Cupiał, KSM Częstochowa

Będzie to bardzo ważny, historyczny czas - wybory nowego składu osobowego Prezydium, obrady, ale przede wszystkim jednak - Zlot KSM. W sobotę u stóp Jasnej Góry swoje życie Matce Bożej zawierzy niemalże tysiąc młodych ludzi.

Zapraszamy od godz. 14.00 wszystkich tych, którzy czują się KSM-owiczami i chcą pokazać swoją przynależność do stowarzysznia. Mszę Świętą sprawować będzie Ksiądz Arcybiskup Metropolita Częstochowski Wacław Depo. Módlmy się o światło Ducha Świętego dla wszystkich biorących udział w tych wydarzeniach!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem