Reklama

Akademia Ignatianum w Krakowie

Dla dużych i małych

2017-11-07 07:24

Maria Fortuna- Sudor


Należę do osób niezmiennie powtarzających, że życie pisze najlepsze scenariusze. Chociaż, gdy idę do kina, lubię poznawać historie, które odnoszą się na różny sposób do życia, ale też stanowią od niego odskocznię.

Gdy wstępnie przeczytałam, że cieszący się dużą popularnością w wielu krajach film pt. „Sprawa Chrystusa”, w reżyserii Johna Gunna, opowiada autentyczną historię i jest ekranizacją książki (bestselleru pod tym samym tytułem) napisanej przez Lee Strobela, dziennikarza, laureata Nagrody Pulitzera, moje zainteresowanie dramatem nie było największe. Nadzieję na dobry, wartościowy film niosła natomiast informacja, że jest to dzieło twórców takich kultowych produkcji jak „Bóg nie umarł” oraz „Czy naprawdę wierzysz”. Z takim nastawieniem usiadłam przed ekranem, aby poznać losy śledczego dziennikarza, który stara się udowodnić, że fakty związane z wiarą chrześcijańską, w tym ten najistotniejszy, iż Jezus Chrystusa został ukrzyżowany, a po trzech dniach zmartwychwstał, to legendarne historie.

Co warto podkreślić, to poszukiwanie prawdy wynika z faktu, że spełniony, odnoszący sukcesy dziennikarz Lee Strobel ( w tej roli Mike Vogel) z chicagowskiej gazety obawia się drogi, na którą w pewnej chwili życia wchodzi ukochana żona, matka jego dzieci ( piękna rola Eriki Christensen). Jako głowa rodziny Lee czuje się zagrożony. Stąd śledztwo, stąd pytania, które profesjonalny dziennikarz stawia kompetentnym naukowcom, specjalistom w danej dziedzinie.

Reklama

Autor scenariusza Brian Bird uzupełnił główny wątek książki o historie pozwalające pełniej poznać przedstawione środowiska i ich bohaterów. Przyglądamy się więc rodzinie Lee i Leslie oraz problemom, które się pojawiają, gdy żona postanawia odnaleźć drogę do Boga. Dowiadujemy się też o trudnych relacjach dziennikarza z jego ojcem, a także widzimy redakcję gazety z lat 80 XX w. i aż trudno nam uwierzyć, że oni nie mają komputerów, dostępu do Internetu, a mimo to świetnie sobie radzą. Warto nadmienić, że przez cały czas prowadzenia prywatnego śledztwa Lee wykonuje obowiązki zawodowe, a efekty jego pracy mają wpływ na wyrok skazujący niewinnego człowieka…

Do jakich wniosków i jakimi drogami dojdzie uparty, pewnych swych przekonań dziennikarz – racjonalista? Jak poszukiwania prawdy o Chrystusie wpłyną na jego rodzinę? Czy droga ta jest usłana różami? Czy Lee pogodzi się z ojcem? Czy i jak Leslie udowodni swemu mężowi, że po przyjęciu do swego życia Jezusa jeszcze pełniej kocha ojca swych dzieci? Czy warto na własną rękę szukać prawdy? Odpowiedzi na te i inne, także istotne pytania, znajdują się w filmie, który od 17 listopada będzie można obejrzeć w polskich kinach. To dobry, familijny film dla dużych i małych. Dla każdego!

Tagi:
film

Niemiecki reżyser pod wielkim wrażeniem papieża Franciszka

2018-05-19 18:34

ts (KAI/KNA) / Berlin

Niemiecki reżyser Wim Wenders uważa papieża Franciszka za „wyjątkowy autorytet” o wysokiej wiarygodności. W rozmowie z niemiecką agencją katolicką KNA przyznał, że największe wrażenie robi na nim papieska „serdeczność i bezpośredni, całkowicie naturalny stosunek do wszystkich ludzi”. Na trwającym obecnie w Cannes festiwalu filmowym twórca pokazał swój najnowszy film „Pope Francis. A Man of his Word” (Franciszek – człowiek Słowa).

Radio Luz El Salvador/facebook

Reżyser wyznał, że nakręcenia takiego filmu „nie mógł sobie wymarzyć w najśmielszych snach – ani filmu o papieżu, ani o takim papieżu”. Stwierdził z podziwem, że dla Franciszka wszyscy ludzie mają tę samą godność, a „to odczuwa każdy, kto go spotyka”. Najbardziej zaimponowało mu to, że Ojciec Święty „żyje tak jak mówi”. Jest on kimś, kto „nie reprezentuje żadnych własnych interesów ani politycznych, ani gospodarczych, lecz naprawdę ma na względzie tylko dobro wspólne” – podkreślił niemiecki twórca. Dodał, że tym samym Franciszek jest „jedynym w swoim rodzaju komunikatorem i wyjątkową osobą, którą darzy się szczególnym zaufaniem”.

Wenders wyznał ponadto, że podobnie jak jego ojciec, w młodych latach pragnął zostać księdzem katolickim. „Wyrosłem w Kościele katolickim, znałem kilku duchownych, którzy wywarli na mnie wielkie wrażenie, dlatego Kościół i wiara stanowiły dla mnie zawsze poważną opcję” – stwierdził reżyser. Przyznał też, że pochodzenie z głęboko wierzącej rodziny katolickiej wpłynęło także na jego życie artystyczne. „Jeśli dla kogoś Bóg jest ważny w jego życiu, wówczas odbija się to na wszystkim, co robi. A jeśli się jest święcie przekonanym, że ciemność można zwalczyć nie inną ciemnością, lecz tylko światłem, ma to oczywiste skutki” – zauważył rozmówca agencji.

Według niego zadaniem artysty jest pokazywać człowieka w taki sposób, że za powierzchownym jego wizerunkiem może się kryć coś innego lub że na rzeczywistość można spojrzeć także innymi oczami. Twórca takich obrazów jak „Paryż, Teksas”, „Niebo nad Berlinem”, „Lisbon Story” czy „Buena Vista Social Club” podkreślił, że „filmami nie można radykalnie zmienić świata, ale można wpływać na wyobrażenie o nim”. Wenders wyraził nadzieję, że uda się to także filmowi o obecnym papieżu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Szykuje się rewolucja w prawie aborcyjnym w Irlandii?

2018-05-23 10:50

KAI

EPA

Biskupi ostrzegają, że usunięcie prawnej ochrony z konstytucji będzie dla Irlandii nieodwracalną zmianą. W obronie nienarodzonych łączą się ludzie różnych wyznań i poglądów.

Usunięcie z konstytucji prawa do ochrony życia nienarodzonych to nie tylko pozwolenie na ograniczony dostęp do aborcji pod pewnymi warunkami, lecz rezygnacja z kultury życia, radykalna zmiana w życiu naszego kraju - ostrzega arcybiskup Dublina Diarmuid Martin przed zapowiedzianym na piątek referendum.

Na jego prośbę w stołecznych parafiach zorganizowane zostały adoracje Najświętszego Sakramentu w intencji obrony życia. W ubiegłą niedzielę na wszystkich Mszach czytano jego apel o odrzucenie rządowego projektu legalizacji aborcji.Osobny apel wystosował też prymas Irlandii abp Eamon Martin. Prosi on, by przed oddaniem głosu pomyśleć zarówno o matce, jak i o dziecku, których chroni obecnie irlandzka konstytucja.

Życie każdego z nich jest cenne, zasługuje na miłość i ochronę przed tragedią nieodwracalnej decyzji o aborcji - napisał abp Martin.

Rozmawiając o piątkowym referendum z Radiem Watykańskim podkreślił on, że ochrona życia jednoczy w Irlandii ludzi ponad wyznaniami i światopoglądami.

Myślę, że ta sprawa zjednoczyła wiernych różnych tradycji chrześcijańskich w poczuciu, że każde ludzkie życie jest święte - powiedział prymas Irlandii.

Ale ciekawe jest również to, że ta konkretna kwestia nie ma charakteru czysto katolickiego czy chrześcijańskiego. Prawda, że każde ludzie życie jest ważne, a niewinne ludzkie życie zawsze powinno być chronione jest podzielana przez ludzi wszystkich religii, a także przez niewierzących. To wynika z naszej ludzkiej natury. Widzimy zatem, że ukształtowała się bardzo szeroka koalicja w obronie życia, łącząca ludzi, którzy są zaniepokojeni piątkowym referendum - dodał prymas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jubileusz w Sanktuarium Królowej Śląska

2018-05-23 19:31

Krystyna Wrodarczyk

„Maryo Piekarska góręś obrała, byś nam tu w Piekarach łask udzielała...” (ze zbioru pieśni maryjnych z 1896 roku)


Rok 2018 to szczególny moment w kalendarium Sanktuarium Królowej Śląska. To kolejny piękny jubileusz, a więc okazja do radości i wdzięczności Bogu za dar siedmiu wieków trwania kultu Bożego na tym terenie. Aby dobrze przeżyć ten czas, przez najbliższy rok przybliżać będziemy piękne historyczne karty z dziejów Piekarskiej Parafii, ukazując działanie Opatrzności, która prowadzi od tylu lat losy poszczególnych ludzi, rodzin i wspólnot związanych z tym duchowym centrum Górnego Śląska.

Kiedy ze łzą w oku patrzę na jaśniejącą nowym blaskiem po długotrwałej renowacji Piekarską Świątynię uświadamiam sobie, że z podobnym zachwytem od wieków w to miejsce patrzyli nasi pradziadowie. Z pewnością działo się tak od początku XIV wieku, bo według żywej, trwającej od wieków tradycji i historycznych opracowań 24 sierpnia 1303 roku poświęcono kamień węgielny i rozpoczęto budowę drewnianej świątyni na Górze św. Bartłomieja. Konsekracji tej świątyni dokonano w 1318 roku. Jakby nie liczyć, to już 700 lat! Ileż to pokoleń, ilu wiernych, ile modlitw i ile faktów historycznych! I chociaż trudno sobie to wyobrazić, to przecież także i tutaj przetaczała się bogata, nieraz bolesna historia.

Kiedy używamy wyrazu historia, często mamy wrażenie, że odnosi się on do zjawiska na pozór obcego, toczącego się gdzieś obok, nie dotykającego nas bezpośrednio. Często zapominamy, że miejsce, w którym mieszkamy, całe nasze otoczenie było świadkiem ważnych wydarzeń historycznych, a przed cudownym Wizerunkiem Piekarskiej Pani „monarchowie kornie schylali zbrojną skroń... rycerstwo, szlachta i wodzowie w hołdzie składali lśniącą broń”. Tak trudno w środku współczesnego miasta przywołać obrazy tamtych dawno minionych czasów, wyobrazić sobie to miejsce i tych, którzy przed nami przychodzili, aby w tym miejscu Bogu i Matce Bożej zawierzać swoje troski, prosić o błogosławieństwo i dziękować za łaski. To trudne w naszych zabieganych czasach, ale na szczęście są takie miejsca, gdzie zamykane przed gwarem świata drzwi, otwierają przed nami dawny świat, nieznane czasy.

W Piekarach tym miejscem jest Muzeum Sanktuaryjne – pamiątka innego ważnego jubileuszu, a mianowicie 350-lecia kultu Matki Bożej w Piekarach, jaki obchodzono w 2009 roku. Kiedy stajemy w głównej sali ekspozycyjnej, stąpając po czerwonym dywanie, spoglądamy w Oblicze Piekarskiej Pani, uświadamiając sobie, że właśnie tutaj przechowywana jest pamięć o przeszłości. To właśnie tutaj znajdujemy znaki widzialnej wiary i miłości człowieka do Boga, znaki mówiące o Jego obecności wśród swojego ludu przez wieki i pokolenia. A kiedy spojrzenie pada na replikę drewnianego kościółka nasza wyobraźnia przenosi nas w te dawne czasy. Opowieść o nich możnaby zacząć tak, jak głosi legenda: „Cicha była jeszcze wtedy wielka puszcza piekarsko – szarlejska, nieprzebyta, ciemna i głęboka. Tylko się zwierz dziki – drapieżny ryś czy ciężki, zwalisty niedźwiedź przez jej mroczne gąszcze przedzierał… Człowiek z rzadka tylko puszczę groźną nawiedzał...”

Zostawmy jednak legendy – i tę o Ziemomysławie, który w piekarskiej puszczy, w pobliżu Góry Bartłomieja osadę założył, i tę o Bartłomieju, który wypiekał niezwykle smaczne ciasta i pierniki aż osadę Piekarami zwać zaczęto, i spojrzyjmy na historię wydobytą z wykopalisk, z pożółkłych dokumentów, ze starych zapisków, kronik i roczników. Zainteresowanie historyków dotyczyło przede wszystkim przynależności tej ziemi i owianych tajemnicą dziejów kościoła i parafii.

A dzieje tej przynależności były bardzo złożone i burzliwe, na ten temat powstało już wiele opracowań historycznych, które nie sposób przytoczyć w tym krótkim artykule. Jednak warto w tym miejscu wspomnieć o kilku faktach dotyczących opisywanego okresu. I tak historia mówi o tym, że w latach 990 – 1039 Śląsk był w Państwie Polskim, a w 1039 roku książę czeski Brzetysław I uderzył na Śląsk, zniszczył okolice dzisiejszego Bytomia i przyłączył je do Czech.

Sytuacja ta trwała do 1050 roku kiedy to król polski Kazimierz I Odnowiciel, wspierany przez okoliczną ludność, w bitwie koło Bytomia zwyciężył wojska czeskie i odzyskał część ziem. Tak więc w latach 1054 – 1138 Śląsk znowu znalazł się w Państwie Polskim. Z tego okresu warto przypomnieć datę 7 lipca 1136, ponieważ wystawiona wtedy w Pizie dla arcybiskupstwa gnieźnieńskiego bulla protekcyjna papieża Innocentego II, podkreślająca niezależność (od Niemiec) i odrębność Kościoła polskiego, wymieniła m.in. osadę Zwerzow (lub Zwierszowiec). Niektórzy historycy uważają, że może chodzić o Piekary.

W późniejszych źródłach pisanych osadę nazywano Peccari. Potwierdza to dokument z dnia 4 października 1277 roku, w którym biskup krakowski Paweł z Przemankowa zapisał, że mieszkańcy osady Peccari zostali wydzieleni z kościoła p.w. św. Małgorzaty w Bytomiu i przydzieleni do kościoła w Kamieniu. Raz jeszcze w tych zamierzchłych czasach Piekary znalazły się pod panowaniem Czech, a stało się to wówczas, kiedy w roku 1289 książę Kazimierz II władający księstwem bytomskim złożył hołd władcy czeskiemu Wacławowi II z rodu Przemyślidów. Pomimo tych wszystkich zawirowań historycznych piekarska osada ciągle się rozwijała, a dzięki górnictwu i hutnictwu była coraz bardziej zasobna w dobra materialne, co wpłynęło na decyzję wybudowania kościoła.

Legenda głosi, że według pierwotnych planów kościół miał stanąć na wzgórzu Cerekwica. Tam zwieziono potrzebne do budowy drewno. Jednak jakaś tajemnicza siła w ciągu jednej nocy przeniosła zgromadzony budulec w miejsce, gdzie dzisiaj znajduje się piekarska świątynia. Uznano to za znak, że Bóg to właśnie miejsce wybrał na swój dom i tu właśnie nasi pradziadowie 24 sierpnia 1303 roku poświęcili kamień węgielny i rozpoczęli budowę drewnianego kościółka p.w. św. Bartłomieja Apostoła. Budowano go w stylu romańskim. Kościół mógł pomieścić około 200 osób. Nawa kościoła zbudowana została na planie prostokąta, którego ściany poskładanao na polską wieńcówkę z modrzewiowych bierwion poziomo leżących, łączonych „jaskółczym ogonem”, a nie na czopy lub fugi (jak to było niemieckim sposobem). Prezbiterium było węższe o połowę od nawy. Przed nawą usytuowana została czworokątna dzwonnica, której wnętrze było kruchtą. Ściany zewnętrzne obite były prostopadle dranicami, nieco dłuższymi niż szyndzioły, wyciętymi u dołu w zębatą koronkę. Dach został pokryty gontami. Wokół kościoła biegły soboty – krużganki nakryte daszkiem, które służyły wiernym za ochronę przed deszczem czy skwarem. Drzwi miały dębowe wągary, bogato okute, a na belce progu wyrzezano rok budowy i znamię cieśli.

W kościele znajdowały się trzy ołtarze. W ołtarzu głównym usytuowano figury św. Bartłomieja Apostoła i św. Mikołaja (zachowane do dziś). Po lewej stronie, w bocznym ołtarzu znajdował się wizerunek Matki Bożej – Bogurodzicy z Dzieciątkiem w typie Hodigitrii (Przewodniczki). Obraz o wymiarach 129 cm wysokości i 92 cm szerokości namalowany został na desce lipowej z kredowym podkładem, wg tradycji „spoczywał na czerwonych słupach”.

„Zaraz od samego początku lud pobożny w utrapieniu i troskach uciekał się do tego cudownego obrazu i wielką jest liczba tych, którzy przy tym obrazie cudownie wysłuchani zostali, tutaj znaleźli pociechę” – głosił przekaz ludowy. I taki właśnie – mały, skromny, drewniany kościółek stał w miejscu naszej dzisiejszej piekarskiej świątyni. I to właśnie w tym roku obchodzimy jubileusz świadczący o ciągłości naszych dziejów, jubileusz, który jak Arka Przymierza łączy dawne i obecne czasy. Konsekracja tego kościółka naszych przodków, kościółka p.w. św. Bartłomieja Apostoła i ołtarza ku czci Poczęcia Najświętszej Panny Maryi w Piekarach odbyła się w 1318 roku. W uroczystości udział wzięli arcybiskup gnieźnieński Janisław, generalny kolektor świętopietrza w Polsce oraz uznany jurysta i proboszcz kościoła Mariackiego w Krakowie – Jan z rycerskiego rodu Kołda, tj. późniejszy biskup Nanker z Kamienia.

Cytaty za: Ks. Janusz Wycisło „Kronika dziejów Sanktuarium Maryjnego i Piekar Śląskich do 1945r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem