Reklama

Biały Kruk 2

Ks. prof. Cisło: w XX i XXI wieku za wiarę zginęło ok. 45 mln chrześcijan

2017-11-09 13:09

pgo / Warszawa / KAI

Małgorzata Godzisz

- Pamiętajmy o tym, co pisali św. Jan Paweł II i Benedykt XVI, że wiek XX i XXI są wiekami męczenników chrześcijańskich. Instytuty monitorujące wolność religijną podają, że szacunkowo 45 mln chrześcijan zginęło w tym okresie tylko dlatego, że byli wyznawcami Chrystusa - powiedział w rozmowie z KAI ks. prof. dr hab. Waldemar Cisło, dyrektor polskiej sekcji Pomocy Kościołowi w Potrzebie. 12 listopada po raz dziewiąty w Polsce będzie obchodzony Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym.

Paulina Godlewska (KAI): Zbliża się Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Na pomocy którego rejonu będziemy się w tym roku skupiali?

Ks. prof.dr hab. Waldemar Cisło: W tym roku skupimy się na pomocy Kościołowi na Bliskim Wschodzie. Mieliśmy już i Irak, i mieliśmy dwa lata Syrię. Na Bliskim Wschodzie po referendum kurdyjskim mamy pogorszenie sytuacji w Kurdystanie, gdzie wydawało się, że po kilku latach będzie spokój. Przypomnijmy, w ostatnich 30 latach niemal 50 % chrześcijan z tamtego rejonu znikło. Ciągle mamy w uszach prośby Benedykta XVI, który przemawiał w Libanie do wszystkich przedstawicieli Kościołów Wschodnich, w którym mówił, że Bliski Wschód bez chrześcijan lub z ich dużo mniejszą liczbą, nie będzie Bliskim Wschodem, bo tylko chrześcijanie mogą pomóc w rozwoju tego regionu.
Syria uchodziła do tej pory za wzorcowy kraj, gdzie relacje z tym nie radykalnym islamem były poprawne, a duchowni katoliccy składali życzenia sąsiadom muzułmanom z okazji ich świąt, odwiedzali się. Wraz z terroryzmem islamskim sponsorowanym przez Arabię Saudyjską, Kuwejt i inne kraje Zatoki Perskiej, niestety doszło tam do tego, co mamy dzisiaj. Nikt nie mówi o tym, co spowodowało falę migracji, o tym, że piękny kraj który miał 9 % wzrost gospodarczy jest dzisiaj w ruinie. Byłem ostatnio na spotkaniu z prezydentem Iraku, który był z wizytą w Polsce. Podkreślił w swoim przemówieniu, że zależy mu na mniejszościach i chrześcijanach, co nas ucieszyło.

- Mówiąc o prześladowaniach chrześcijan często kojarzy nam się to z pierwszymi wiekami chrześcijaństwa, paleniem na stosach, mordowaniem wyznawców Chrystusa. Z jakimi formami prześladowania mamy obecnie do czynienia?

- Pamiętajmy o tym, co pisali św. Jan Paweł II i Benedykt XVI, że wiek XX i XXI są wiekami męczenników chrześcijańskich. Instytuty monitorujące wolność religijną podają, że szacunkowo 45 mln chrześcijan zginęło w tym okresie tylko dlatego, że byli wyznawcami Chrystusa. Jeśli chodzi o skalę prześladowań, to jest ona dosyć różna. W 2007 roku w Orisie w Azji były pogromy chrześcijan. Zaczęło się od świąt Bożego Narodzenia, kiedy to zrywano ozdoby świąteczne z domów chrześcijan, próbowano niszczyć kościoły. W 2008 roku podpalano kościoły, domy, szkoły, wszystko to, co należało do chrześcijan.
Wyróżniamy kilka typów jeśli chodzi o skalę prześladowań. Pierwsze typ to prześladowania krwawe. Tutaj można wymienić radykalny islam czyli to, z czym mamy do czynienia np. w Nigerii. Mamy też radykalną sytuację jeśli chodzi o tzw. Państwo Islamskie. Pakistan jest też krajem, w którym dość często dochodzi do ataków na kościoły. Są też sprawy dotyczące tzw. ustawy o bluźnierstwie. To prawo, które jest często wykorzystywane przeciwko chrześcijanom czy mniejszościom religijnym. Zanim dojedzie policja, czy służby porządkowe to często Immamowie wzywający z meczetu ludzi do pomszczenia proroka czy religii, która została w ich oczach sprofanowana dokonują samosądów.
Bardzo smutnym przykładam była sytuacja, kiedy małżeństwo chrześcijańskie zostało oskarżone o bluźnierstwo, kiedy wśród śmieci znalazło fragment Koranu. Spalono ich żywcem wrzucając do pieca. Kobieta była w szóstym miesiącu ciąży. Później okazało się, że byli niewinni. Kościół i inne organizacje czynią starania, aby to prawo zostało ograniczone. Wśród prześladowań mamy też reżimy komunistyczne np. w Chinach czy w Korei Północnej, gdzie Kościół nie ma pełnej wolności.

- Wspomina ksiądz przede wszystkim o prześladowaniu Kościoła przez inne religie. Kto jeszcze prześladuje chrześcijan?

- Wspomniałem o prześladowaniach krwawych. Mamy również inne formy represji np. w Egipcie, gdzie już po imieniu widać, czy ktoś jest chrześcijaninem czy nie, a podczas aplikowania do pracy wiadomo, że zawsze przyjęty będzie muzułmanin. W tym kraju niektóre miejsca pracy w ogóle są niedostępne dla chrześcijan katolików np. urzędy państwowe czy praca na uczelniach. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii. Tam też mamy zakaz do pewnych zawodów. Urzędu premiera nie może pełnić katolik. Podobnego rodzaju formy dyskryminacji mamy w całej Europie. To są te formy miękkie. W krajach, w których mieszkańcami w większości są muzułmanie chrześcijanom "utrudnia" się życie i traktuje jako obywateli drugiej kategorii. Nie jest to zapisane w prawie, ale w praktyce tak to wygląda.

- Egipt jest popularnym kierunkiem turystycznym wybieranym przez Polaków.

- Mamy bardzo dużo turystów, którzy mają bardzo małą świadomość ponieważ patrzymy na Egipt przez perspektywę pięknych hoteli. Nie widzimy tego Egiptu, tych dzielnic Kairu, gdzie jest bieda i bardzo trudne warunki. Nie widzimy dzielnicy śmieciarzy, głównie zamieszkanej przez chrześcijan. Tam partery domów to sortownie śmieci, a na pierwszych piętrach mieszkają ludzie. Matki noszą tam swoje dzieci na ramionach, bo śmieci z sortowni są często odpadami ze szpitali i matki boją się, że dziecko może się czymś zarazić. Egipt ma różne twarze. Prawdziwy Egipt to nie tylko piękne 5- gwiazdkowe hotele.

- W niedzielę Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym, a co dzieje się w ciągu roku?

- Warte podkreślenia jest to, o co nas proszą chrześcijanie. Chaldejski patriarcha Babilonu Louis Raphaël I Sako podkreśla, że ważna jest nasza pomoc materialna i jest ona bardzo doceniana, ale równie ważna jest nasza obecność. To, że jeździmy tam, mówimy o tym, co się z nimi dzieje. Tam jest bardzo trudna sytuacja. W 2003 roku w Iraku było 1,5 mln chrześcijan, a obecnie jest ich 250-300 tysięcy i ta liczba maleje. Widzimy więc, jaka jest skala zagrożenia. Stąd tak ważny jest dla nas Bliski Wschód. We wszystkich Kościołach będziemy się modlić za nich. Uświadamiamy naszym wiernym, że my jesteśmy mistycznym ciałem Chrystusa, więc "głowie" nie może być obojętne to, co się dzieje z innymi członkami tego Kościoła. My mamy tę łaskę życia już prawie 70 lat na kontynencie, gdzie nie było jakiejś powszechnej wojny, poza Bałkanami czy teraz konfliktem na Ukrainie, jednak nie jest powiedziane, że jest to nam dane raz na zawsze. Stąd ta nasza wrażliwość na tych, którzy dzisiaj cierpią skutki wojny.

- Jak konkretnie wygląda ta pomoc?

- Od samego początku wojny udzielana jest pomoc żywnościowa. Każda rodzina, w zależności od jej liczebności dostawała paczkę o wartości ok. 50 euro. To była m.in. kasza, mąka, olej. Pamiętajmy, że nie było tam wiele lat prądu, więc to można było kupować to, co było możliwe do przechowania bez lodówki. I ta pomoc nadal jest udzielana, bo wielu ludzi nie stać na jedzenie. Bezrobocie sięga nawet 70- 80 %. Jeśli ktoś ma prace, to i tak pensje wynoszą ok. 60-70 dolarów, a ceny są podobne do cen w Europie. Pomagamy im też w leczeniu dzieci. Prowadziliśmy np. projekt sfinansowany przez Polaków "mleko dla Aleppo", gdzie 3 tyś. dzieci dostało pokarm w postaci mleka w proszku, bo niedożywione matki nie miały czym karmić swoich pociech.

- Mówimy o Kościele prześladowanym przede wszystkim poza Europę. W ostatnich latach mamy duży napływ uchodźców. Czy to w jakiś sposób zagraża chrześcijanom? - Rok, czy dwa lata temu odnotowano 930 przypadków we Francji ataków na miejsca kultu. Ponad 600 dotyczyło miejsc kultu Kościoła katolickiego. Drugą mocno profanowaną religią były miejsca kultu Żydów. Były przypadki obrzucania kobiet kamieniami w kościele w Paryżu przez muzułmanów, którzy krzyczeli, że to ich ziemia. Był przypadek, gdzie został zamordowany ksiądz podczas odprawiania Mszy świętej. My musimy pomoc muzułmanom przejść przez taką swoistą rewolucję mentalną. Islam jest religią totalną. My w Europie, jesteśmy przyzwyczajeni do rozdziału Kościoła i państwa.

- Dla muzułmanina, który przyjeżdża np. z Egiptu czy bardziej radykalnego kraju nie ma rozdziału sfery świeckiej od duchowej. Są opracowania, które pokazują, jak roszczenia muzułmanów są mocne. Stąd też wypowiedzi papieża, wypowiedzi wielu przywódców państw, że muszą oni uszanować prawo gospodarza. Nie możemy akceptować takich wypowiedzi, jakie były w Norwegii po zgwałceniu 3-letniego chłopca w obozie dla uchodźców, że to jest inny kod kulturowy i musimy to przyjąć. Na to nie będzie nigdy akceptacji, tak jak nie będzie akceptacji na to, co się działo po zdobyciu Mosulu, kiedy 5-letnie dziewczynki były sprzedawane jako niewolnice seksualne na zbiorowe gwałty. Na to na pewno nie będzie nigdy akceptacji. A jeśli by była, to znaczy, że nie ma Europy i ja się do takiej Europy nie chcę przyznawać.
Wiemy też z drugiej strony, że przywódcy państwa Islamskiego zapowiedzieli, że zaleją Europę setkami tysięcy uchodźców pośród których będą ich żołnierze. I to jest prawda bo np. Niemcy nie byli w stanie sprawdzić uchodźców. Można wszystko wyśmiać tak jak wyśmiano jednego z polskich polityków, który powiedział, że są dzielnice w Szwecji, czy w innych krajach Europy, do których policja boi się wejść. Nie trzeba jechać do Szwecji, wystarczy jechać do Brukseli. Byłem tam niedawno i widziałem co się działo.
Musimy też się wystrzec takiego postrzegania, że każdy uchodźca to terrorysta, co się niestety w niektórych kręgach utożsamia. Ok. 30 procent muzułmanów to są ci radykalni wyznawcy, ci, którzy chcieliby wprowadzenia prawa szariatu i ograniczenia prawa innych religii. Te problemy będą i będą się powiększać. Musimy sobie powiedzieć, że jest to na własne życzenie Europy ponieważ m.in. dzietność na naszym kontynencie jest bardzo niska. Pamiętajmy, że największą bronią, o której często mówią przywódcy tzw. Państwa Islamskiego są łona naszych kobiet. Prognozuje się, że Wiedeń w 2030 roku będzie zdominowany przez religię islamu.

- Jakie projekty Pomoc Kościołowi w Potrzebie prowadzi w Polsce?

- W Polsce mamy jeden projekt. Nasz kraj od 1957 roku otrzymał najwięcej pomocy, więc trudno żeby była ona do nas ciągle kierowana. W ciągu dziesiątek lat wybudowano wiele seminariów i wiele kościołów. Teraz troszczymy się o zakony kontemplacyjne i to jedyny projekt który jeszcze trwa. Zwiększyliśmy nawet tzw. pomoc socjalną na każdą siostrę kontemplacyjną. Dostają one 250 euro na osobę rocznie. Wspomogliśmy również zakon w Dysie, gdzie potrzebna była winda. Teraz powstaje klasztor w Drohiczynie i jego budowę też udało się wesprzeć dzięki naszym dobrodziejom.

- A jakie projekty bieżące poza Polską prowadzi Pomoc Kościołowi w Potrzebie?

- Dzięki wsparciu rządu polskiego dysponujemy kwotą 5,5 miliona złotych na leczenie Syryjczyków. Tam są ludzie, nie tylko chrześcijanie, którzy potrzebują leczenia. Być może uda nam się przeprowadzić projekt doposażenia szpitali w potrzebny sprzęt. Statystyki międzynarodowych organizacji podają, że mamy ok. 400 tysięcy ofiar wojen, a nikt nie mówi, że drugie tyle zmarło z braku dostępu do leków, stąd tak ważna jest pomoc, którą rząd polski finansuje.
Bardzo ważna jest też rola mediów, które mogą nagłaśniać te problemy. Podkreślmy, my mówimy o pomocy na miejscu, o pomocy żywnościowej, teraz kiedy idzie zima a tam wbrew pozorom potrafi być naprawdę zimno i spaść śnieg. Za mało mówimy, natomiast przyczynach tych wojen. A ktoś te wojny wywołał, a nie wziął za nie odpowiedzialności.
Rozmawiała Paulina Godlewska

Tagi:
wywiad

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Czy to już koniec Lasów Państwowych w Polsce?

2017-11-22 10:55

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Puszcza Białowieska jest papierkiem lakmusowym dla lewicowych organizacji "ekologicznych". Jeżeli teraz rząd ulegnie pod lewacką presją, to niebawem kawałek po kawałku zniszczone zostaną Lasy Państwowe.

Sprawa przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej może się okazać o wiele ważniejsza, niż mogłoby się wydawać. Z politycznego punktu widzenia można dojść do wniosku, że lepiej zostawić ten kawałek Puszczy Białowieskiej na pastwę kornika drukarza i "ekologów". Przecież patrząc na wszystkie lasy w Polsce, Puszcza to tylko maleńki odsetek, do którego Lasy Państwowe dokładają i będą dokładać dużo pieniędzy. O co więc chodzi w tym sporze?

Batalia prawna, a raczej ideologiczna toczy się o to, czy Polska dobrze chroni obszary wyznaczone w sieci Natura 2000. Minister Środowiska prof. Jan Szyszko wielokrotnie pokazywał wyniki badań, z których wynika, że pozostawianie siedlisk w Puszczy Białowieskiej samym sobie prowadzi do zaniku gatunków, które on jako konstytucyjny minister powinien chronić. Jego poprzednik tez zdawał sobie z tego sprawę, ale dla "świętego" spokoju odpuścił sobie Puszczę i przystał na postulaty lewicowych "ekologów".

Patrząc na sprawę czysto politycznie, to przy tej międzynarodowej wrzawie o Puszczę należałoby zrobić podobnie. Jednak polityczna gra toczy się o znacznie więcej. Przecież unijny program sieci ochrony Natura 2000 obejmuje prawie połowę całej powierzchni zarządzanej przez Lasy Państwowe. Dziś toczy się sprawa Puszczy Białowieskiej, ale jutro organizacje takie jak Greenpeace sięgną po kolejne obszary Natura 2000 i znów będą oskarżać Polskę np. o nielegalną wycinkę. A przecież chodzi tu o 40 proc. wszystkich państwowych lasów w Polsce i to tych, które są najlepsze i najbogatsze przyrodniczo.

Warto o tym pamiętać w kontekście świetnie rozwijającego się polskiego przemysłu meblarskiego, budownictwa drewnianego, a zwłaszcza pochłaniania przez Lasy Państwowe dwutlenku węgla i naszej neutralności klimatycznej. Organizacje "ekologiczne" w swoich szufladach już mają kolejne projekty "ochrony" przyrody, z którymi czekają na wygraną w sprawie Puszczy Białowieskiej. Oczywiście nie przejmą 40 proc. lasów od razu, ale będą skubać Lasy Państwowe kawałek po kawałku.

"Ekolodzy" i Komisja Europejska nie są wstanie wygrać z ministrem środowiska na naukowe dowody. Prof. Jan Szyszko we współpracy z Lasami Państwowymi uzbroili się w jednoznaczne dowody, że brak ingerencji człowieka, nie oznacza lepszej ochrony cennych gatunków i różnorodności biologicznej. Dlatego celem "ekologów" jest odwołanie ministra środowiska. Mniej kompetentna osoba o mniejszej wiedzy i autorytecie naukowym będzie dla nich o wiele wygodniejszym, a pewnie także bardziej uległym przeciwnikiem. Im chodzi głównie o osiąganie celów politycznych, by w ten sposób zastraszać rząd, ministra środowiska i jego następców.

Polska jest idealnym celem dla międzynarodowych organizacji "ekologicznych". Po pierwsze ma przyrodę w bardzo dobrym stanie, a po drugie przyroda należy do Skarbu Państwa. Łatwiej jest wywrzeć presję na państwowych instytucjach, niż na prywatnych właścicielach. Jeżeli ich plan się powiedzie, to Lasy Państwowe podupadną, a wraz z nimi podupadną niezurbanizowane tereny. W dłuższej perspektywie będziemy musieli pozamykać polskie kopalnie, o wiele droższa będzie energia i mniej konkurencyjna gospodarka, a zamiast stołu z polskiego drewna będziemy mieli drewniane meble np. z Niemiec i Szwecji. Natomiast nieprzetworzone drewno będziemy sprowadzać np. z Białorusi, czyli tak jak robi to obecnie IKEA, której zakład został wybudowany nieopodal polskiej Puszczy Białowieskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ordo Iuris podsumowuje akcję "Chrońmy dzieci"

2018-02-21 21:08

Ordo Iuris / abd / Warszawa (KAI)

Kilka miesięcy akcji „Chrońmy Dzieci”, zainicjowanej przez Ordo Iuris, to ponad pół tysiąca zgłoszeń rodziców i ujawnienie 29 organizacji, których obecność w szkole budzi wątpliwości. Co najważniejsze, w wyniku akcji, prawo otwierające furtkę dla prowadzenia działań antydyskryminacyjnych w szkołach zostało zmienione - informuje Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Fotolia.com

Publikujemy treść komunikatu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, podsumowującego akcję "Chrońmy dzieci":

Akcja „Chrońmy Dzieci” uruchomiona została przez Ordo Iuris po szeregu zgłoszeń zaniepokojonych rodziców, którzy wskazywali na prowadzenie wymaganych prawem zajęć antydyskryminacyjnych przez niezweryfikowane organizacje bez zgody i wiedzy rodziców. W wielu szkołach z wymaganego przedmiotu zajęcia dodatkowe prowadziły organizacje promujące obyczaje subkultur LBGTQ (lesbian, bisexual, gay, transsexual, queer), utożsamiające się z ideologią gender, proponujące liberalną edukację seksualną czy nawet powiązane z przemysłem pornograficznym. Obowiązek działań antydyskryminacyjnych do polskich szkół wprowadziło rozporządzenie Minister Edukacji Narodowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej z 2015 r.

Rodzice, którzy próbowali zapobiec lub nagłośnić problem byli zastraszani albo zbywani przez władze szkół. Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza rozesłało do szkół list, w którym ostrzegało, że „pod szlachetnie brzmiącą nazwą edukacji antydyskryminacyjnej kryje się plan promowania w szkole zachowań i zwyczajów środowiska LGBTQ”. W odpowiedzi wymienieni w piśmie lewicowi aktywiści zagrozili procesem sądowym. Dzięki sprawnemu działaniu Instytutu Ordo Iuris na gruncie prawnym nie zdecydowali się na ten krok.

Kampania Chrońmy Dzieci Ordo Iuris skierowana była do rodziców dzieci i młodzieży ze szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. Uruchomiona akcja i nagłośnienie jej w mediach spowodowało dużą aktywność i zainteresowanie rodziców tym tematem. Rodzice za pośrednictwem Ordo Iuris kierowali do szkół pytania m.in. o rodzaj zajęć prowadzonych w szkołach oraz tym jakie podmioty je realizują. Łącznie na adres Instytutu wpłynęło ponad 500 zgłoszeń zaniepokojonych rodziców z całej Polski. Najwięcej z dużych miast – 89 wpłynęło z Warszawy, 27 z Krakowa, 26 z Poznania, 17 z Gdańska, 15 z Lublina, 12 z Wrocławia, 9 z Bydgoszczy i 5 z Torunia. Z małych miejscowości wpłynęło 173 zgłoszeń, a z obszarów wiejskich - 144. Najwięcej zgłoszeń dotyczyło szkół podstawowych – 294, zespołów szkół – 112, gimnazjów – 53 i liceów – 20 oraz 17 w stosunku do innych placówek.

Akcja „Chrońmy dzieci” pokazała wyraźnie deficyt informacji przekazywanych między szkołą a rodzicami. Prowadzi to w konsekwencji do ograniczenia prawa rodziców do wychowania dziecka w zgodzie z własnymi przekonaniami. Z kolei niska świadomość obowiązku uzyskania pozytywnej opinii rady rodziców przed podjęciem działań przez organizację społeczną może być wykorzystywane do działania z pominięciem opinii organu reprezentującego rodziców. Dlatego ważna jest praca nad poszerzaniem świadomości rodziców w zakresie przysługujących im praw – powiedział Olaf Szczypiński, koordynator akcji „Chrońmy Dzieci”.

Warto wspomnieć, że Konstytucja jako zasadę przyjmuje, że rodzice są pierwszymi wychowawcami swoich dzieci, a prawo to rozciąga się także na proces edukacji (art. 48, art. 53 ust. 3, art. 70 ust. 3 Konstytucji). Celem systemu oświaty jest pomocniczość, to znaczy wspomaganie wychowawczej roli rodziny (art. 1 pkt 2 Prawa oświatowego dalej: p.o.). Z tych ogólnych norm wynika szereg szczegółowych uprawnień, z których mogą korzystać rodzice w procesie edukacji swoich dzieci. Są to zarówno prawa indywidualne, to znaczy ograniczone z natury rzeczy do konkretnego dziecka, jak i prawa dotyczące całej społeczności szkolnej. Dlatego rodzice mają prawo do informacji jak i do decydowania jakie zajęcia mogą być w szkole realizowane.

Należy wspomnieć, że w blisko 57 proc. placówek analizowanych przez Ordo Iuris dyrektorzy nie mieli świadomości, na jakiej podstawie organizacje pozarządowe mogą działać na terenie szkoły, co było powodem niewystąpienia do rady rodziców z wnioskiem o wydanie opinii dotyczącej możliwości działalności organizacji zewnętrznych. W rezultacie rada rodziców nie miała możliwości ustosunkowania się do podejmowanych przez te organizacje działań. Tylko w 8 proc. szkół rodzice mieli możliwość wyrażenia odmowy w kwestii udziału dzieci w zajęciach dodatkowych prowadzonych przez organizacje pozarządowe. W 13 proc. szkół natomiast rada rodziców wydała pozytywną opinię o działalności organizacji, których działalność budzi wątpliwości pod względem celów systemu oświaty.

Co najistotniejsze, kampania „Chrońmy Dzieci” przyniosła znaczny sukces na gruncie prawnym. W lipcu 2017 r. Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska usunęła z rozporządzenia obowiązek przeprowadzania w szkołach „działań antydyskryminacyjnych”. Dzięki temu dyrektorzy szkół nie mają już obowiązku zapraszania do szkół organizacji, których program antydyskryminacyjny często opierał się na pro-homoseksualnej agendzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem