Reklama

Szkoła Wyższa Zarządzania i Ekonomii

Licheń: zebranie duszpasterzy służby liturgicznej

2017-11-09 13:31

ra / Licheń / KAI

Czechu81-Foter-CC-BY-SA

O propozycjach ubogacenia obecności Maryi i Świętych w formacji służby liturgicznej dyskutowali duszpasterze służby liturgicznej z całego kraju, którzy w dniach 8-9 listopada obradowali w Licheniu.

„W roku naznaczonym rocznicami objawień maryjnych w Fatimie i Gietrzwałdzie, a także rocznicami koronacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej oraz Matki Bożej Licheńskiej, chcemy spojrzeć, w jaki sposób Matka Boża i Święci są obecni w naszym życiu i w formacji służby liturgicznej. Pragniemy maryjność oraz obecność świętych jeszcze bardziej zaakcentować w formacji osób angażujących się w służbie Panu Bogu” – wyjaśnił ks. Stanisław Szczepaniec, członek podkomisji KEP ds. służby liturgicznej.

W trakcie dwudniowego spotkania uczestnicy zapoznali się z postępem prac związanych z tłumaczeniem nowego wydania Mszału Rzymskiego. Dyskutowano także nad bieżącymi sprawami, m.in. nad kwestią homiletyczną czy śpiewów liturgicznych. Jednym z tematów było również przygotowanie filmów instruktażowych, które mogłyby być wykorzystywane podczas spotkań formacyjnych służby liturgicznej. W kręgu zainteresowań członków zjazdu była także kwestia przygotowania logotypu oraz pracy nad ogólnopolską stroną internetową www.kdsl.pl Tematyka spotkań odnosiła się m.in. do różnych form nabożeństw, które służba liturgiczna powinna kultywować, jak choćby pierwszych piątków i sobót miesiąca oraz aktów zawierzenia Matce Bożej.

W spotkaniu wzięli udział przewodniczący Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP bp Adam Bałabuch, i przewodniczący Podkomisji ds. Służby Liturgicznej KEP abp Józef Górzyński, a także bp Rudolf Pierskała, członek Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP.

Reklama

Podczas uroczystej Mszy św. przed cudownym obrazem Matki Bożej Licheńskiej biskupi i kapłani obecni na spotkaniu odczytali akt zawierzenia członków służby liturgicznej Niepokalanemu Sercu Matki Bożej.

Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów jest jednostką Konferencji Episkopatu Polski odpowiedzialną za liturgię i duszpasterstwo liturgiczne. Pośród jej zadań wymienić należy min. opracowanie przekładów na język polski tekstów liturgicznych, korektę wydanych ksiąg liturgicznych pod względem merytorycznym, składniowym i językowym.

Tagi:
duszpasterz

Otwierał ludziom oczy

2018-04-04 10:33

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 14/2018, str. VII-VIII

Ks. Wacław Szuniewicz CM (1892 – 1963) to wybitny polski duszpasterz i okulista, o którym więcej wiedzą Chińczycy niż rodacy. Krakowska wystawa chce to zmienić!

Archiwum organizatorów wystawy
Ks. Wacław Szuniewicz CM przy pracy

Zwyglądu był podobny do ojca – komentuje jedna z pań. – O, a tu, pismo informujące, że otrzymał podwyżkę za podniesienie swych kwalifikacji – słychać z kolei męski głos. Uczestnicy wernisażu dzielili się swoimi spostrzeżeniami. Ich uwagę przyciągały zarówno dokumenty z młodości Szuniewicza, jego pracy lekarskiej zanim wstąpił do zgromadzenia Księży Misjonarzy, jak i działalności apostolskiej w Chinach.

Nieprzeciętnie zdolny

„Medycyna na usługach misji. Wacław Szuniewicz CM. Lekarz – kapłan – społecznik” tak zatytułowano ekspozycję, jaką można właśnie zwiedzać w Muzeum Historyczno-Misyjnym Zgromadzenia Księży Misjonarzy w Krakowie przy ul. Stradomskiej 4. Jej otwarcie poprzedziła prelekcja o życiu i działalności ks. dr. Wacława Szuniewicza CM, którą wygłosił prof. Edward Wylęgała, kierownik Kliniki Okulistyki w Okręgowym Szpitalu Kolejowym w Katowicach. To również profesor wizytujący szpital założony przez polskiego misjonarza w chińskim Xingtai. Podobnie jak „okulista w sutannie”, profesor ze Śląska jest specjalistą w zakresie leczenia rogówki oka. Przed tygodniem wrócił z Chin, dzięki czemu uczestnicy spotkania mogli pozyskać najnowsze informacje dotyczące śladów i owoców działalności polskiego misjonarza – prekursora chirurgii refrakcyjnej, zajmującej się leczeniem operacyjnym oczu – oraz wciąż żywej o nim pamięci.

Bohater krakowskiej ekspozycji urodził się na Wileńszczyźnie. Zanim został kapłanem, realizował się jako lekarz w Smoleńsku, Woroneżu i Wilnie. Osiągnął dwie specjalizacje: okulistykę i pediatrię, co – jak podkreśla prof. Edward Wylęgała – świadczy o jego niecodziennych zdolnościach. Ponadto władał sześcioma obcymi językami. W bardzo dobrze zorganizowanym przez siebie chińskim szpitalu (wraz z łańcuchem poradni) przeprowadzał 35 operacji okulistycznych dziennie, w tym 800 operacji zaćmy rocznie. W dowód uznania mianowano go dyrektorem generalnym wszystkich szpitali katolickich w północnych Chinach. Do Xingtai przybywali nie tylko chorzy z różnych stron kraju, ale także lekarze okuliści pragnący dokształcać się pod kierunkiem polskiego specjalisty.

Był wśród nas

Gdy w 1927 r. wstąpił do zgromadzenia założonego przez św. Wincentego á Paulo i studiował w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie, odbiegał wiekiem od pozostałych kleryków. Już wtedy jednak chciał wykorzystywać swoje zdolności i umiejętności w służbie ubogim. W kleryckim piśmie opublikował artykuł zatytułowany: „Medycyna na usługach misji”. – Można powiedzieć, że był to jego „tekst programowy” – zauważa ks. Wacław Umiński CM.

Kustosz Muzeum Historyczno-Misyjnego Księży Misjonarzy oprowadzając mnie po najnowszej wystawie, wyjaśnia, że ks. Szuniewicz udał się na misje tuż po święceniach kapłańskich. W latach 1931-1949 apostołował w Chinach (głównie w okręgu kościelnym Shunteh, ale też w Tientsin, Pekinie i Szanghaju). Po dojściu komunistów do władzy wyjechał na krótko do USA. Zauważalny tam konsumpcjonizm nie odpowiadał mu. Poprosił więc przełożonych o skierowanie go do uboższego kraju: 11 ostatnich lat życia służył jako kapłan i lekarz w Brazylii.

Czego, zwiedzając krakowską ekspozycję, nie powinno się przeoczyć? Ks. Wacław Umiński radzi: – Ze względu na to, że ks. Szuniewicz najdłużej posługiwał w Chinach, zachęcamy do przyjrzenia się pamiątkom dotyczącym tej pracy. Na uwagę zasługuje dyplom, który upoważniał go do wykonywania zawodu lekarza, choć, jeżeli ktoś nie zna chińskiego, pewnie niewiele będzie w stanie odczytać – uśmiecha się mój przewodnik i dodaje: – Na szczęście małą czcionką napisano po polsku imię i nazwisko misjonarza, dołączono także zdjęcie.

W pamięci Chińczyków

– Ciekawe są też fotografie pokazujące, w jak trudnych warunkach pracował ten kapłan i z jakimi skomplikowanymi medycznie przypadkami się spotykał – kontynuuje ks. Umiński. – Na zdjęciach widzimy zarówno dzieci, jak i dorosłych pacjentów. Są i te obrazujące pracę o charakterze edukacyjnym: wielu świadków podkreśla, że ks. Szuniewicz nie tylko leczył, ale także wykształcił kadrę, która uczyła następnych lekarzy. W obecnych Chinach ta postać wciąż inspiruje. Chińczycy wiedzą, że u początku dzisiejszej, nowoczesnej placówki jest polski kapłan, misjonarz i lekarz, a także jedna z sióstr miłosierdzia.

Na krakowskiej wystawie zgromadzono również eksponaty, które udostępnił prof. Edward Wylęgała. To stare narzędzia, takie lub podobne do tych, którymi posługiwał się ks. Szuniewicz, przeprowadzając operacje. – Wielu biografów podkreśla, że jego praca przynosiła zbawienne wyniki – opowiada kustosz Muzeum. – Chińscy lekarze mówili pacjentowi, że musi się już pogodzić z faktem, iż nie będzie widział. A jednak polski misjonarz nie tracił nadziei, przeprowadzał operacje i w wielu skrajnych przypadkach – pomagał. Nie chciał jednak sławy. Swoje osiągnięcia powierzał Panu Bogu. Można powiedzieć, że Opatrzność dobrze prowadziła jego rękę, ale trzeba też przyznać, iż był profesjonalnie wykształconym lekarzem i ta wiedza robiła swoje.

Narodziny powołania

Ciekawi mnie moment, gdy jako 35-latek, obdarzony wieloma talentami, u szczytu kariery, zdecydował, że zostanie księdzem. – By odkryć źródła tego powołania, warto cofnąć się do dzieciństwa ks. Szuniewicza. Był kolejnym chłopcem w rodzinie, ale wcześniejsi niestety zmarli. Mama ofiarowała go Bogu, w domyśle, że jeśli syn przeżyje, to zostanie księdzem – rozwija temat mój rozmówca. – Z przekazu rodzonych sióstr ks. Szuniewicza wiemy, że długo rozważał drogę swojego powołania. Pewnego razu wybiegł z domu i błąkał się tak przez kilka dni. Gdy wrócił, miał oświadczyć, że zostanie jednak lekarzem. Mama prawdopodobnie nie była do końca zadowolona. W jego życiu zdarzało się potem wiele dziwnych, z naszej już perspektywy, sytuacji – zaciekawia mnie ks. Wacław.

Kończąc opowieść o swym współbracie, dodaje: – Jako młody lekarz zachorował i był „jedną nogą na tamtym świecie”. Zachowały się zapiski mówiące, że miał wtedy widzenie, w czasie którego spotkał osoby ze swojej rodziny. Pojawili się w nim też Pan Jezus i Matka Boża, pytając: „Kto to jest? My go nie znamy...”. Było to komentowane tak, że Pan Bóg nie chciał młodego Szuniewicza jeszcze mieć u Siebie, lecz miał on coś dobrego zdziałać na ziemi. Doświadczenie posługi wśród dzieci, ale też spotkanie chorego księdza misjonarza czy sióstr miłosierdzia, spowodowało, że iskierka powołania, po dłuższej drodze, przebiła się do serca przyszłego apostoła Chin. Decyzję podjął – ku wielkiemu zdziwieniu swoich kolegów – będąc u progu sławy. Wszystko porzucił. Podkreślał, że chce pomagać innym, ale będąc kapłanem i lekarzem. Leczył ciało i duszę. Mając przed sobą osobę niewierzącą, przemawiał do niej przez wiedzę medyczną, lecz zdarzało się, że ktoś nie tylko przejrzał na oczy, ale i dochodził do wiary w Chrystusa.

Wystawę można oglądać do 30 września w poniedziałki, wtorki i środy w godz. 14-17, a w niedziele w godz. 15-17. Wejście przez furtę seminaryjną. W lipcu i sierpniu ekspozycja dostępna po wcześniejszym zgłoszeniu, e-mail: muzeum@misjonarze.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Św. Stanisław Kostka - patron dzieci i młodzieży

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 37/2002

Jastrow/pl.wikipedia.org



W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu,

na miejscu łoża jego stoi grób z marmuru.

Taki, że widz niechcący wstrzymuje się w progu,

myśląc, że Święty we śnie zwrócił twarz do muru

i rannych dzwonów echa w powietrzu dochodzi...

I wstać chce, i po pierwszy raz człowieka zwodzi.

Nad łożem tym i grobem świeci wizerunek

Królowej Nieba, która z Świętych chórem schodzi

i tron opuszcza, nędzy śpiesząc na ratunek.

Palm wiele, kwiatów wiele aniołowie niosą,

skrzydłami z ram lub nogą wstępując bosą.

Gdzie zaś od dołu obraz kończy się ku stronie,

w którą Stanisław Kostka blade zwracał skronie,

jeszcze na ram złoceniu róża jedna świeci:

niby że, po obrazu stoczywszy się płótnie,

upaść ma, jak ostatni dźwięk, gdy składasz lutnię.

I nie zleciała dotąd na ziemię - i leci...

(Cyprian Kamil Norwid)

Doroczną pamiątkę św. Stanisława Kostki kościół w Polsce obchodził wcześniej 13 listopada. Od 1974 r. święto to obchodzimy 18 września jako święto patronalne dzieci i młodzieży, by na progu nowego roku szkolnego prosić dla nich o błogosławieństwo i potrzebne łaski.

Stanisław Kostka urodził się w październiku 1550 r. w Rostkowie, w wiosce położonej około 4 kilometrów od Przasnysza, na Mazowszu, w diecezji płockiej. Ojcem Stanisława był Jan Kostka, od 1564 r. kasztelan zakroczymski, a jego matką była Małgorzata z domu Kryska z Drobnina. Obie rodziny Kostków i Kryskich były w XVI w. dobrze znane.

Stanisław Kostka miał trzech braci i dwie siostry. Oto co Stanisław powiedział o swojej rodzinie: "Rodzice chcieli, byśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali się rozkoszom. Co więcej postępowali z nami ostro i twardo, napędzali nas zawsze - sami jak i przez domowników - do wszelkiej pobożności, skromności, uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł się na nas skarżyć o rzecz najmniejszą" .

Św. Stanisław swoje pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym. Jego nauczycielem przez pewien czas był Jan Biliński. W domu rodzicielskim przebywał do 14. roku życia. Następnie Stanisław razem ze swym bratem Pawłem rozpoczęli studia u jezuitów we Wiedniu, lecz gdy nowy cesarz Maksymilian w 1565 r. zabrał jezuitom konwikt, musieli przenieść się na stancję. Do jezuickiej szkoły w Wiedniu uczęszczało wówczas około 400 uczniów, a regulamin tej szkoły streszczał się w jednym zdaniu: "Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech się uczniowie starają ozdobić swój umysł, aby się mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a w przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść także korzyść". Do pobożności miała zaprawiać studentów codzienna modlitwa przed lekcjami i po lekcjach, codzienna Msza św., miesięczna spowiedź i Komunia św. Początkowo Stanisławowi nauka szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał już do najlepszych. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim i łacińskim; uczył się też języka greckiego.

Trzy lata pobytu w Wiedniu to był dla Stanisława okres rozbudzonego życia wewnętrznego. Stanisław znał tylko drogę do kolegium, do kościoła i do domu. Swój wolny czas poświęcał na lekturę i modlitwę. Zadawał sobie pokuty i biczował się. Mimo sprzeciwu i próśb brata i kolegów nie zaprzestawał praktyk pokutnych. Intensywne życie wewnętrzne, nauka i praktyki pokutne tak bardzo osłabiły organizm chłopca, że bliski był śmierci. Zapadł w niemoc śmiertelną w grudniu 1565 r. Kiedy św. Stanisław był już pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. W tej również chorobie objawiła się Świętemu Matka Najświętsza i złożyła mu na ręce Boże Dzieciątko. Od Niej to doznał cudownego uleczenia z poleceniem by wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Nie było to rzeczą łatwą dla Stanisława, gdyż jezuici nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez woli rodziców, a on na nią nie mógł liczyć. Po wielu trudnościach i zmaganiach Stanisław został przyjęty do jezuitów najpierw na próbę, gdzie zadaniem jego było sprzątanie pokoi i pomaganie w kuchni, po pewnym jednak czasie, wraz z dwoma innymi kandydatami udał się Stanisław do Rzymu i na skutek polecenia prowincjała z Niemiec przełożony generalny przyjął go do nowicjatu. Rozkład zajęć nowicjuszów przedstawiał się następująco: modlitwa, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i o sprawach kościelnych, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości. Stanisław czuł się szczęśliwy, że wreszcie osiągnął swój życiowy cel.

Przełożeni pozwolili Stanisławowi w pierwszych miesiącach 1568 r. złożyć śluby zakonne. Wielkim wydarzeniem w życiu św. Stanisława było przybycie 1 sierpnia w uroczystość Matki Bożej Anielskiej (dziś tę uroczystość obchodzimy 2 sierpnia) św. Piotra Kanizjusza, który zatrzymał się w domu nowicjatu i wygłosił dla nich konferencję. Po tej konferencji Stanisław powiedział do kolegów: "Dla wszystkich ta nauka świętego męża jest przestrogą i zachętą, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu". Koledzy zlekceważyli sobie jego słowa. Jeszcze 5 sierpnia jeden z ojców zabrał Stanisława do bazyliki Najświętszej Maryi Panny Większej na doroczny odpust. Za kilka dni było święto Wniebowzięcia Matki Bożej. 10 sierpnia Stanisław napisał list do Matki Bożej i ukrył go na swojej piersi. Prosił by mógł odejść z tego świata w uroczystość Wniebowzięcia Maryi. Jego prośba została wysłuchana. W wigilię Wniebowzięcia Stanisław dostał silnych mdłości i zemdlał. Wystąpił na nim zimny pot i poczuł dreszcze, z ust zaczęła sączyć mu się krew. O północy zaopatrzono go Wiatykiem. Przeszedł do wieczności tuż po północy 15 sierpnia 1568 r., mając zaledwie siedemnaście lat.

Wieść o jego pięknej śmierci rozeszła się lotem błyskawicy po całym Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu jezuitów ciało Stanisława przyozdobiono kwiatami. W dwa lata potem, gdy otwarto grób św. Stanisława, znaleziono jego ciało nietknięte rozkładem. W 1605 r. papież Paweł V zezwolił na zawieszenie obrazu św. Stanisława w kościele św. Andrzeja w Rzymie i na zawieszenie przy nim lamp, jak też wotów. Papież Klemens X w 1670 r. zezwolił jezuitom na odprawianie Mszy św. i na odmawianie pacierzy kapłańskich ku czci św. Stanisława. W 1674 r. ten sam papież ogłosił św. Stanisława Kostkę jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Te wszystkie fakty Stolica Apostolska uznała jako akt beatyfikacji. Św. Stanisław Kostka jest pierwszym Polakiem, który dostąpił chwały ołtarzy w Towarzystwie Jezusowym. Rok 1714 był rokiem, w którym papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, ale samego aktu kanonizacji dokonał papież Benedykt XIII dopiero w 1726 r. wraz ze św. Alojzym Gonzagą. W 1926 r., w 200. rocznicę kanonizacji odbyła się uroczystość sprowadzenia do Polski małej części relikwii św. Stanisława. W tych jubileuszowych uroczystościach wziął udział sam prezydent państwa, Ignacy Mościcki. Ciało św. Stanisława spoczywa w kościele św. Andrzeja Boboli w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie.

Ku czci św. Stanisława Kostki wzniesiono w Polsce wiele świątyń, wśród nich piękną katedrę w Łodzi. Najpiękniejszy kościół pod wezwaniem św. Stanisława znajduje się w Nowym Jorku. Św. Stanisław Kostka należy do najpopularniejszych polskich świętych. Przed cudownym obrazem św. Stanisława w obecnej katedrze lubelskiej modlił się w 1651 r. król Jan II Kazimierz.

W naszej diecezji doroczną uroczystość odpustową ku czci św. Stanisława Kostki przeżywa wspólnota parafialna w Jerzyskach, gdzie proboszczem jest ks. Zenon Bobel.

U początku nowego roku szkolnego i akademickiego starajmy się prosić św. Stanisława Kostkę, który jest patronem dziatwy i młodzieży, aby wstawiał się on za nami i wypraszał potrzebne nam wszystkim łaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Magna Opera Sacra 2018 - zapowiedź

2018-09-25 13:34

Kamil Krasowski

Magna Opera Sacra 2018 - zapowiedź

baner

Lubuskie Towarzystwo Kulturalne, Uniwersytet Zielonogórski oraz Parafia pw. Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze zapraszają do wysłuchania kolejnego koncertu z cyklu Magna Opera Sacra. Koncert odbędzie się 7 października w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela o g. 19.00.

- Po wykonaniu oratorium Mesjasz J. F. Haendla, Pasji wg św. Jana i Wielkiej Mszy h-moll

J. S. Bacha, a więc wielkich dzieł, które w Zielonej Górze prawdopodobnie nigdy nie zabrzmiały na instrumentach z epoki, sięgamy po jeden z najsłynniejszych utworów kantarowo-oratoryjnych wszechczasów – Requiem d-moll KV 626 Wolfganga Amadeusza Mozarta – mówią organizatorzy.

7 października w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela usłyszymy wersję Richarda Maundera, współczesnego brytyjskiego muzykologa i matematyka, który po gruntownych studiach nad twórczością Mozarta dekomponował na nowo brakujące fragmenty dzieła. - Naszym zdaniem wersja R. Maundera jest szczególnie warta zainteresowania zarówno z uwagi na wykonaną przez jej autora ogromną pracę naukową jak i osiągnięty efekt artystyczny. Tę właśnie wersję dzieła zamierzamy przedstawić i pomimo, że mozartowskie Requiem było wykonywane w Zielonej Górze wielokrotnie, będzie to kolejna premiera, jaką przygotowaliśmy w ramach cyklu Magna Opera Sacra – zapewniają wykonawcy.

„Drugim ważnym elementem, który sprawia, że wydarzenie to będzie miało niezwykły charakter są instrumenty, które wezmą udział w koncercie. Nasze projekty realizujemy

z udziałem znakomitej orkiestry Arte dei Suonatori, grającej na kopiach instrumentów

z epoki. Mozart w składzie instrumentów do wykonania Requiem przewidział rożki basetowe, które popularne były w czasach kompozytora, od XIX wieku wyszły z użycia i były niemal całkowicie zapomniane, a współcześnie zastępowane są klarnetami. Rożki basetowe zobaczyć i usłyszeć na żywo można dziś niezwykle rzadko. Nasz koncert będzie taką wyjątkową okazją. Pragnąc zaprezentować słuchaczom niezwykłe instrumentarium postanowiliśmy rozszerzyć program koncertu jeszcze o dzieła z udziałem instrumentu, który także nieczęsto można spotkać na naszych estradach, a mianowicie pianoforte, przodka dzisiejszego fortepianu. Na kopii takiego właśnie instrumentu, na którym grano w czasach Mozarta, wykonany zostanie jego Kwartet g moll oraz niezwykle dramatyczna Fantazja c-moll. Tych utworów na kopiach instrumentów lubuska publiczność także jeszcze nie miała okazji wysłuchać” – czytamy w informacji o projekcie.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objął bp Tadeusz Lityński oraz nasza Redakcja Tygodnika Katolickiego Niedziela-Aspekty.

Program:

Wolfgang Amadeusz Mozart (1756-1791)

Fantazja c-moll KV 475

Kwartet fortepianowy g-moll KV 478

Requiem d-moll KV 626, edycja: Richard Maunder

Wykonawcy:

Marzena Michałowska – sopran

Bogumiła Tarasiewicz – mezzosopran

Karol Kozłowski – tenor

Maciej Straburzyński – bas

Katarzyna Drogosz – pianoforte

Ewa Golińska – skrzypce

Natalia Reichert – altówka

Maciej Łukaszuk – wiolonczela

Chór kameralny Uniwersytetu Zielonogórskiego „Cantus humanus”

Orkiestra barokowa „Arte dei Suonatori”

Bartłomiej Stankowiak – dyrygent

Bilety:

40 zł – normalny

30 zł – ulgowy

Sprzedaż: www.abilet.pl , w punktach sprzedaży Abilet oraz na godzinę przed koncertem.

Liczba miejsc dla publiczności: 1000

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem