Reklama

Rzecznik Episkopatu: patriotyzm to także otwartość na współpracę z innymi narodami

2017-11-10 09:59

xpr-a / Warszawa / KAI

Eliza Bartkiewicz/episkopat.pl
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Patriotyzm to także otwartość na solidarną współpracę z innymi narodami, opartą na szacunku dla innych kultur i języków. Młodzi ludzie chętnie manifestują przywiązanie do Polski, to pozytywne przesłanie – podkreśla rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Rzecznik Episkopatu wskazuje, że Święto Niepodległości, obchodzone 11 listopada, stanowi o naszej kulturze i tożsamości, która wyrasta z chrześcijańskich korzeni. Świętowanie odzyskania niepodległości jest znakiem patriotyzmu.

Ks. Rytel-Andrianik przytacza przesłanie biskupów wyrażone w dokumencie społecznym „Chrześcijański kształt patriotyzmu” – „Potrzebny jest w naszej ojczyźnie dobrze nam znany z historii patriotyzm otwarty na solidarną współpracę z innymi narodami i oparty na szacunku dla innych kultur i języków. Patriotyzm bez przemocy i pogardy. Patriotyzm wrażliwy także na cierpienie i krzywdę, która dotyka innych ludzi i inne narody” – napisali biskupi.

W dokumencie czytamy, że patriotyzm jest głęboko wpisany w uniwersalny nakaz miłości bliźniego. „Międzypokoleniowa solidarność, odpowiedzialność za los najsłabszych, codzienna obywatelska uczciwość, gotowość służby i poświęcenia na rzecz dobra wspólnego, które ściśle łączą się z patriotyzmem, są zarazem realizacją orędzia zawartego w Ewangelii” – głosi dokument.

Reklama

Rzecznik Episkopatu przypomniał także słowa św. Jana Pawła II, który wskazywał zasadniczą różnicę pomiędzy niezdrową formą nacjonalizmu, który uczy pogardy dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem. „Prawdziwy patriotyzm nigdy nie stara się dążyć do dobrobytu własnego narodu kosztem innych. Bowiem ostatecznie dotknęłoby to także jego własnego narodu, wyrządzenie krzywdy dotyka obu stron – i agresora, i ofiary. Nacjonalizm, szczególnie w swoich najskrajniejszych formach, jest więc antytezą prawdziwego patriotyzmu” – mówił papież z Polski w przemówieniu w siedzibie ONZ w Nowy Jorku (5 października 1995 r.).

Ks. Rytel-Andrianik zwraca uwagę na wiele inicjatyw społecznych, które są związane z obchodami kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości. „Msze Święte, wiece patriotyczne, koncerty, marsze i rekonstrukcje, to tylko niektóre z wydarzeń związanych z tym świętem. Warto wspomnieć, że w obchody 11 listopada angażuje się wielu młodych ludzi. To bardzo ważne, by młodzi pamiętali o swojej historii, to kształtuje ich tożsamość” – powiedział rzecznik Episkopatu Polski.

Tagi:
patriotyzm

Kolejna najdłuższa wojna współczesnej Europy

2018-02-14 10:25

Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 7/2018, str. 38-39

W czasach słusznie minionych Polacy byli pewni jednego – że to, co zagraniczne (czyli zachodnie), zawsze jest lepsze od polskiego. Lepsze samochody, lepsza czekolada, smaczniejsza margaryna, szykowniejsze ubrania, ciekawsze zabawki, gazety, czasopisma, piosenki, dosłownie niemal wszystko. Może z wyjątkiem polskiego chleba, wędlin, masła i kilku jeszcze innych produktów rodzimego rolnictwa. Wyrobami krajowymi, których nigdy nie było pod dostatkiem, co najwyżej tylko się zadowalano. Na zagraniczne odbywały się polowania

Posiadanie dóbr zagranicznego pochodzenia w PRL i potem długo jeszcze w III RP było wyznacznikiem wysokiego statusu społecznego. Szczęśliwcy przywozili z zagranicznych podróży, co tylko mogli, warszawskie elegantki ubierały się „na ciuchach” w Rembertowie. Tamtejszy bazar nie był bynajmniej odpowiednikiem dzisiejszych licznych ciucholandów, lecz miał renomę zachodniego butiku.

Dopiero w dekadzie Gierka Polskę wprost i całkiem już oficjalnie zalały rozmaite zachodnie towary. W przemyśle pojawiły się zachodnie linie technologiczne, z których naród miał być dumny i się cieszyć; polscy menadżerowie kupowali je na wyprzedażach – za te niezbyt korzystne dla Polski transakcje dostawali rozmaite zachodnie gadżety, z których cieszyli się jak dzieci – mimo że były przestarzałe, z brakami i licznymi defektami. U samego schyłku gospodarki komunistycznej, a także później, w okresie transformacji gospodarczej, obowiązywał wręcz propagandowy nakaz cieszenia się ze wszystkiego, co zagraniczne. Miało to świadczyć o otwieraniu się Polski na świat i o awansie gospodarczym.

Przez kilkadziesiąt powojennych lat – niemal do dziś – nikt nie apelował do Polaków o patriotyzm, nie zachęcał do kupowania polskich produktów, bo po prostu nie było ich wiele. Patriotyzm gospodarczy – jako cnota obywatelska tak bardzo rozwijana w II Rzeczypospolitej – na bez mała osiemdziesiąt lat został odłożony do lamusa.

Teraz Polska i co dalej

Z kurzu został otrzepany dopiero niedawno, ale wciąż chowa się gdzieś po kątach, bo współcześni Polacy, wychowywani w III RP w duchu tzw. pedagogiki wstydu, nawet mimo patriotycznych deklaracji raczej nie kwapili się do codziennego praktykowania patriotyzmu. Wprawdzie już w 1992 r. pojawił się wielce obiecujący znak promocyjny „Teraz Polska”, a wraz z nim doroczne konkursy dla polskich przedsiębiorców, jednakże do propagowania szeroko rozumianego patriotyzmu gospodarczego miała się ta akcja tak jak kwiatek do kożucha.

Celami programu „Teraz Polska” były przede wszystkim wspieranie polskich przedsiębiorców na coraz bardziej konkurencyjnym rynku oraz odrodzenie prestiżu polskiej marki. Na rynku wewnętrznym pojawiały się wprawdzie produkty opatrzone logo „Teraz Polska”, ale tak naprawdę nie wiadomo, czy cieszyły się większym powodzeniem niż inne. Z pewnością biało-czerwony znaczek i dumnie brzmiące hasło przynajmniej co nieco dawały do myślenia potencjalnym konsumentom tego, co na przekór okolicznościom było jednak polskie, bo – jak uzasadniali twórcy tej odgórnej akcji – „otwarcie granic na towary importowane pozwoliło społeczeństwu poznać nowe możliwości konsumpcji”.

A społeczeństwo w latach 90. ubiegłego wieku naprawdę zachłysnęło się obfitością dóbr wszelakich napływających z Zachodu na polski rynek. Rzecz jasna – ku ogromnej uciesze zachodnich producentów i ku utrapieniu ledwie co raczkujących rodzimych wytwórców. Jakiekolwiek – choćby najcichsze i zdroworozsądkowe – nawoływanie do patriotyzmu gospodarczego, czyli do popierania „swoich i swego”, w żadnym razie nie płynęło z góry, od władz państwowych III RP, bo kłóciło się z przyświecającą większości z jej rządów ideologią prowadzącą do zatraty suwerenności gospodarczej zgodnie z obowiązującym hasłem, że „kapitał nie ma narodowości” (mimo że uważało tak zaledwie ok. 20 proc.

Polaków). Następowały procesy wręcz zaprzeczające patriotyzmowi gospodarczemu rozumianemu jako odzyskiwanie, poszerzanie i utrwalanie polskiej własności. Za nic miano też zapis w konstytucji, że w Polsce obowiązuje model społecznej gospodarki rynkowej, który z natury rzeczy w dużej mierze musi się żywić właśnie patriotyzmem gospodarczym.

Teraz dobra zmiana

Fakt, że kapitalizm jednak ma narodowość, do społeczności świata dotarł wraz z falą kryzysu ekonomicznego pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, natomiast do Polski – jak to zawsze bywało – z opóźnieniem. Rząd PO-PSL z niezmiennym zapałem kontynuował swoją niepatriotyczną politykę gospodarczą, polegającą na wyprzedaży wszystkiego, co jeszcze miało jakąś wartość. Tak więc chcąc dziś przywrócić polskiej gospodarce pojęcie patriotyzmu, musimy się sporo nabiedzić, jako że niewiele w niej materialnej polskości.

Pojęcie patriotyzmu gospodarczego – przez całe lata funkcjonujące z rzadka, tylko prywatnie, nieformalnie, niemal w opozycyjnym podziemiu – do obiegu oficjalnego, też w niejakiej cichości, przedostało się dopiero wraz z Planem na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Mateusza Morawieckiego i polityczną deklaracją powrotu do społecznego i solidarnego wymiaru gospodarki rynkowej.

Prof. Eryk Łon z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu w niedawno wydanej przez wydawnictwo Zysk i S-ka książce pt. „Patriotyzm gospodarczy” stara się uporządkować pojęcia związane z ujawniającym się od niedawna także w Polsce – bo w wielu innych krajach jest to zjawisko znane i praktykowane od dawna – tym najbardziej chyba praktycznym wymiarem przywiązania do własnej ojczyzny. Pojawia się rozróżnienie na patriotyzm gospodarczy odgórny (inspirowany, a przede wszystkim wspierany na różne sposoby przez państwo i jego instytucje) i oddolny (obywatelsko-konsumencki). O ile ten pierwszy wydaje się łatwy do urzeczywistnienia przez świadomie przyjętą politykę gospodarczą, o tyle ten drugi wciąż pozostaje wielką niewiadomą. Prowadzi się co prawda przeróżne pomiary konsumenckich nastawień, jednak trudno powiedzieć, czy Polacy są dziś naprawdę gotowi wybierać to, co polskie – w imię patriotycznej solidarności – a nie to, co tańsze. Bardzo daleko nam jeszcze do wyraźnie obecnego w wielu dobrze rozwiniętych krajach tzw. etnocentryzmu konsumenckiego.

Praca organiczna i edukacja

Zarówno publikacja prof. Łona, jak i przeprowadzony przez niego na poznańskim Uniwersytecie Ekonomicznym cykl wykładów na temat patriotyzmu gospodarczego są przykładem solidnej pracy organicznej. Profesor nie boi się patosu, podkreśla na każdym kroku, że w dzisiejszym świecie właśnie patriotyzm gospodarczy jest warunkiem przetrwania narodów. Polska ma tu wiele do nadrobienia, dlatego także w tej dziedzinie – jak zresztą dosłownie w każdej innej, co pokazują choćby ostatnie wydarzenia związane z ułomnością polityki historycznej III RP – niezbędna jest szeroko zakrojona praca edukacyjna w celu objaśnienia obecnego zagmatwanego stanu rzeczy oraz zasad funkcjonowania gospodarki, wspólnoty państwowej, społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego, warunków dobrobytu itp.

Zazdrościmy innym krajom dobrobytu, a nie wiemy, że został on osiągnięty właśnie dzięki patriotyzmowi gospodarczemu. Tak było np. w Niemczech, Szwecji, Norwegii, Danii, Szwajcarii i wielu innych krajach (poza anglosaskimi). W niektórych krajach w przeszłości – a zdarza się to także w dzisiejszych czasach – w imię patriotyzmu i suwerenności gospodarczej prowadzono nawet bojkoty ekonomiczne „nie swoich” towarów. Warunkami wspierania „swoich” zawsze były natomiast zgoda społeczna, wzajemne zaufanie i lojalność. Te cnoty są szczególnie charakterystyczne dla narodów Azji Południowo-Wschodniej; rzeczą dla nas do dziś niepojętą jest np. to, że w latach 70. i 80. ubiegłego wieku odwoływano się tam – bardzo skutecznie! – do przedsiębiorców, by rezygnowali z maksymalizacji zysku na rzecz maksymalizacji eksportu dla dobra całego kraju. W Polsce właśnie tego typu postaw wciąż brakuje, aczkolwiek – jak mówią badacze opinii – sytuacja się poprawia: przybywa patriotycznie zorientowanych przedsiębiorców, a także konsumentów skłonnych do pewnego poświęcenia się na rzecz wyboru polskich produktów. Jednakże daleko nam do giganta – Korei Południowej, która od zarania swego ekonomicznego sukcesu nie stroni od apeli moralnych do narodu o działanie dla dobra wspólnego.

Dzisiejszy kłopot Polski i Polaków polega na olbrzymiej dezorientacji konsumentów; aby móc wybierać to, co polskie, trzeba wiedzieć, co jest polskie. Tymczasem struktura własnościowa działających na polskim rynku wytwórców nie jest dostatecznie jasna, trudne jest zwłaszcza zdefiniowanie tego – od zwykłych towarów po wielkie instytucje finansowe – co rzeczywiście można zakwalifikować jako polskie. Tak więc ci wszyscy, którzy zastanawiają się nad patriotyzmem gospodarczym i chcieliby go praktykować, stoją przed licznymi dylematami. Czy patriotycznie jest kupować w zagranicznej sieci handlowej, ponieważ reklamuje się ona kilkoma polskimi produktami? Czy raczej kupować w małym polskim sklepiku, który oferuje prawie wyłącznie zagraniczne produkty? A może bojkotować tych zagranicznych pracodawców, którzy źle traktują polskich pracowników? Może korzystać z usług polskich banków, których jest już nieco więcej? Te i podobne pytania pozostają jak dotąd bez klarownej odpowiedzi.

Najwyższy czas na przebudzenie

Mieliśmy w Polsce wspaniałe przykłady stosowania patriotyzmu gospodarczego z elementami bojkotu, zwłaszcza w okresie zaborów, co stworzyło żyzne podglebie dla niepodległości. Dziś o tym chętnie zapominamy. Z euforią, niczym stado baranów, przyjmujemy za swoje kolejne supermarkety, kolejne superpromocje, nawet gdy w małych miejscowościach – co każdy może zauważyć gołym okiem – prowadzi to do zamierania rodzimych sklepów i miejscowej produkcji.

Trudno dziś w Polsce marzyć o takiej konkretnej solidarności obywatelskiej, jaka od dawna ma miejsce w innych krajach i jest podstawą ich sukcesu. Gdy w pewnej niewielkiej miejscowości w Norwegii zainstalował się niemiecki hipermarket, tamtejsza społeczność pozostała wierna temu rodzimemu, choć był usytuowany dalej. W konsekwencji obcy przybysze musieli zrezygnować z handlowej ekspansji. Wydaje się, że w dzisiejszej Polsce byłoby to zupełnie niemożliwe, mimo że, jak wynika z badań opinii, Polacy zdecydowanie preferują produkty polskie, zwłaszcza żywność. W praktyce te deklaracje są raczej gołosłowne. Polacy chętnie kupują zagraniczne produkty, choć w wersji przeznaczonej na polski rynek są one znacznie gorsze od oryginałów (np. kawa, proszki do prania, ubrania). Polscy konsumenci nie protestują, pokornie lub z lenistwa godzą się na gorsze traktowanie. A z polskiej niemal nieograniczonej konsumpcji większe zyski czerpią zagraniczne gospodarki niż polska.

Polski patriotyzm gospodarczy bardzo powoli budzi się z głębokiego i długiego snu – powstają już powoli rozmaite inicjatywy i akcje społeczne promujące pożądane postawy konsumenckie. Jest nadzieja, że trafią na podatny grunt, ponieważ Polacy z natury są przecież dumnymi patriotami. Niełatwe jest popularyzowanie patriotyzmu gospodarczego w sytuacji, gdy gospodarka w ogromnej większości znajduje się w zagranicznych rękach, trzeba jednak podejmować wszelkie możliwe działania w tym kierunku, choćby to miała być najdłuższa wojna współczesnej Europy. Warto dziś naśladować twórców polskiej niepodległości sprzed stu lat. To wcale nie trąci myszką.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posty nakazane zachowywać

Z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

KSM obraduje

2018-02-23 21:02

Agata Kowalska, KSM Częstochowa

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Częstochowskiej rozpoczęło dziś punktualnie o godz. 18.00 Sesję Zarządów.

Maciej Cupiał, KSM Częstochowa

Będzie to bardzo ważny, historyczny czas - wybory nowego składu osobowego Prezydium, obrady, ale przede wszystkim jednak - Zlot KSM. W sobotę u stóp Jasnej Góry swoje życie Matce Bożej zawierzy niemalże tysiąc młodych ludzi.

Zapraszamy od godz. 14.00 wszystkich tych, którzy czują się KSM-owiczami i chcą pokazać swoją przynależność do stowarzysznia. Mszę Świętą sprawować będzie Ksiądz Arcybiskup Metropolita Częstochowski Wacław Depo. Módlmy się o światło Ducha Świętego dla wszystkich biorących udział w tych wydarzeniach!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem