Reklama

Bronić niepodległości trwając przy chrześcijańskich korzeniach

2017-11-11 16:41

Paulina Smoroń/Archidiecezja Krakowska

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

W Święto Niepodległości na Wawelu zgromadziły się setki wiernych, aby wraz z metropolitą krakowskim modlić się za ojczyznę.

Abp Marek Jędraszewski przewodniczył uroczystej Mszy św. w Katedrze Wawelskiej, podczas której mówił m.in. o wielkich Polakach, którzy prowadzili naród ku niepodległości. Na początku jednak odwołał się do Ewangelii św. Łukasza, w której Jezus przekonuje, że żaden sługa nie może dwom panom służyć.

- Wydawałoby się, że nie ma bardziej oczywistej zasady niż właśnie ta: „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie". Wydawałoby się, że w imię samego tylko zdrowego rozsądku nie można tej zasady zlekceważyć lub odrzucić. Tak właśnie wydawałoby się ludziom wewnętrznie prawym, dla których „tak" znaczy „tak", a „nie" znaczy „nie" - mówił metropolita.

Reklama

Jak zauważył, tych Jezusowych słów słuchali chciwi faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego, bo nie byli ludźmi prawymi, a raczej wewnętrznie złamanymi.- Z jednej strony byli głęboko przekonani co do swojej osobistej wartości. Więcej, uważali, że nikt nie jest w stanie ich przewyższyć w gorliwości o przestrzeganie Bożego prawa. A tymczasem byli wewnętrznie chwili na grosz, już wewnętrznie skorumpowani - wyjaśnił.

Przypomniał też, że kiedy Pan Jezus skierował do nich słowa upomnienia, zareagowali drwiną i szyderstwem, nie mając żadnych faktów, by się bronić. Pan Jezus jednak wzniósł się ponad tę drwinę i szyderstwo i nie wahał się ich jednoznacznie ocenić mówiąc: „Bóg zna wasze serca" i dlatego doskonale wie, że „wobec ludzi udajecie sprawiedliwych". - To jest pobożność udawana, a tam gdzie chodzi o rzeczy udawane wobec Boga i ludzi jednocześnie, to może i ludzie ulegną pozorom, ale dla Boga to wszystko stanowi obrzydliwość - nauczał.

Metropolita przypomniał, że trzeba umieć odważnie spojrzeć na siebie w prawdzie, bo tylko prawda wyzwala, a w konsekwencji - trzeba umieć wybrać tego, któremu chce się służyć, bo jest rzeczą niemożliwą służyć dwóm panom jednocześnie.

Następnie zwrócił uwagę wiernych na przeżywaną tego dnia 99. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Opowiadał o pokoleniach Polaków, którzy byli skazani na niewolę, na poczucie, że nie żyją u siebie i że nie mają własnego państwa. Zachęcił też, aby spojrzeć na te wydarzenia w perspektywie tego, co wydarzyło się 100 lat temu - w listopadzie 1917 roku. Jak mówił, nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że wystarczy jeszcze rok, a dojdzie do podpisania w wagonie kolejowym w lesie Compiègne układu rozejmowego pomiędzy Ententą i Cesarstwem Niemieckim, który zakończy I wojnę światową.

Przypomniał też, że 11 listopada 1918 roku doszło do masowych rozbrojeń Niemców w Warszawie i przekazania Józefowi Piłsudskiego zwierzchnictwa nad polskim wojskiem. - Nikt się tego nie mógł spodziewać, ale pewne znaki na niebie i ziemi wskazywały, że ta tragedia I wojny światowej wreszcie zaczyna dobiegać końca. Do tych znaków trzeba zaliczyć przede wszystkim to, co 13 lipca 1917 roku na krańcach Europy, w dalekiej Fatimie powiedziała Matka Najświętsza trójce dzieci, że wojna zbliża się do końca - ocenił.

Wspomniał też o wydarzeniu z 7 listopada, kiedy wybuchła tzw. rewolucja październikowa. Doprowadziła ona ostatecznie do upadku Rosji, ale pojawiło się też nowe niebezpieczeństwo. Mówiła o nim też Matka Boża 13 lipca 1917 roku, która ostrzegała, że jeżeli w tym decydującym dla Rosji momencie ona się nie nawróci, to na Europę i świat rozleje się fala przemocy ateistycznej, co doprowadzi do prześladowań, a nawet męczeństwa wielu chrześcijan.

- Dla Polaków tamtego czasu nastał moment jednoznacznego wyboru, po której stronie będą służyć, kto dalej będzie ich panem, czy jak przez minione dziesięciolecia - władcy zaborczych imperiów, czy będzie to służba już niepodległej Polsce. Swoiste albo-albo, przed którym stanęło tamto pokolenie. I to albo-albo odnosiło się do całego polskiego narodu, do ówczesnych polityków, żołnierzy będących w różnych armiach, niekiedy zmuszonych do tego, żeby walczyć ze sobą, nauczycieli, urzędników, robotników czy chłopów. Każdy z Polaków musiał wtedy wybrać, bo przecież nie można służyć dwóm panom jednocześnie - podkreślił.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Mówiąc z kolei o wielkich postaciach, które w 1917 roku były ważnym punktem odniesienia dla polskiego społeczeństwa wspomniał o księciu Zdzisławie Lubomirskim, który robił wszystko, aby wykorzystując słabość zaborców służyć przede wszystkim Polsce i przygotowywać już w czasie wojny kadry pod przyszłą polską administrację państwową. Opowiadał też o Józefie Piłsudskim, który osadzony w twierdzy w Magdeburgu wyczekiwał na cud Bożej opatrzności, a także o Romanie Dmowskim, który podjął wielki wysiłek dyplomatyczny, upominając się o Polskę i jej głos pośród innych wolnych narodów ówczesnego świata. Metropolita krakowski przypomniał też Ignacego Jana Paderewskiego, który korzystał ze swojej sławy, aby służyć sprawie polskiej. To on podczas swoich koncertów nawoływał Polaków żyjących na terenie Stanów Zjednoczonych, by udawali się do Francji i tam wstępowali do Błękitnej Armii, która miała wyzwolić Polskę.

Arcybiskup wskazał również na Urszulę Julię Ledóchowską, która symbolizowała postawę ludzi Kościoła, działających na obczyźnie. Przypomniał, jak w 1915 r. wstąpiła do Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce i działała w jego imieniu w całej Skandynawii.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

- Oni stali się przywódcami tych, którzy opowiedzieli się za niepodległą Polską. Oni inspirowali i pociągali za sobą naprawdę wielu. Oni wszyscy, a także tylu innych, wybrali wtedy Polskę. Pracowali dla niej w najrozmaitszy sposób jeszcze przed wybuchem Wielkiej Wojny. Niektórzy z nich na długo przed 1914 rokiem. W 1917 roku ich wysiłki zaczęły zmierzać ku szczęśliwemu dla Polski przesileniu. Ale o tym, co się ostatecznie miało wydarzyć 11 listopada 1918 roku, mogli tylko marzyć. O nadejście tego dnia mogli się jedynie żarliwie modlić. Wszakże wiedzieli jedno - każdego dnia tamtego czasu muszą wiernie trwać w służbie dla Ojczyzny, aby Polska była Polską - stwierdził abp Jędraszewski.

Na koniec dziękował Bogu za to wspaniałe pokolenie Polaków, a także za poprzednie pokolenia. - Dziękujemy Bogu za bohaterów Insurekcji Kościuszkowskiej, Księstwa Warszawskiego, Powstania Listopadowego, Wiosny Ludów, Powstania Styczniowego, a także za te wspaniałe postacie, nieznane nam z imienia i nazwiska, które w jakiejś mierze unieśmiertelnił Stefan Żeromski w noweli „Siłaczka" - wymieniał.

Zachęcił też wiernych obecnych na Wawelu, w miejscu „gdzie tak przejmująco mówią dla nas wieki", aby modlili się za Polskę, aby była w stanie obronić swoją polityczną i przede wszystkim duchową niepodległość i suwerenność poprzez nieugięte trwanie przy swoich chrześcijańskich korzeniach.

- Prosimy Boga, aby wszyscy nasi rodacy dzisiaj zrozumieli, że nie można służyć jednocześnie dwóm panom. Że dobre i dające nadzieje na przyszłość Polski myślenie zaczyna się od wsłuchiwania się w głos narodu, który jest najwyższym suwerenem tej ziemi. Że tak jak dzisiaj rano powiedziała premier polskiego rządu: „tutaj w Polsce, nad Wisłą, w Warszawie są dla Polaków ważne sprawy". W Warszawie, a nie w innych stolicach Europy i świata. Modlimy się, żeby Polska była Polską - zakończył.

Tagi:
abp Marek Jędraszewski

Abp Jędraszewski: usuwanie krzyży to cicha zgoda na panowanie pogan

2018-02-15 08:14

eko / Kraków (KAI)

W krajach Europy zachodniej mamy do czynienia z „oddawaniem dziedzictwa na pohańbienie” – powiedział w Środę Popielcową metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, który przewodniczył liturgii w katedrze wawelskiej. Jego zdaniem, pozwalanie na usuwanie krzyży z przestrzeni publicznej jest „cichą zgodą na to, żeby poganie zapanowali nad nami”.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

- W krajach Europy zachodniej (…) mamy do czynienia z tym, o czym mówił prorok Joel: „oddawaniem dziedzictwa na pohańbienie” - podkreślił abp Jędraszewski.

Zaznaczył, że w krajach, które „wciąż mają korzenie chrześcijańskie” dochodzi do niepokojących sytuacji. Wymienia fakt zamykania kościołów i przekształcania ich w bary oraz hotele, co jest „przekreśleniem świętego miejsca”. Nietolerancję wobec symboli religijnych i usuwanie krzyży z przestrzeni publicznej abp Jędraszewski nazwał „cichą zgodą na to, żeby poganie zapanowali nad nami”. - Można zapytać, gdzie są ci, którzy płaczą nad tym, co się dzieje? - mówił.

Kaznodzieja, odwołując się do Orędzia papieża Franciszka na tegoroczny Wielki Post, nazwał to zjawisko „stygnięciem w miłości”. Wymienił także powody, przez które „miłość w nas może wygasnąć”: chciwość pieniądza, odrzucenie Boga oraz przemoc wobec „nienarodzonego jeszcze dziecka, chorego starca, gościa będącego przejazdem, cudzoziemca, a także bliźniego, który nie odpowiada naszym oczekiwaniom”.

- Człowiek żyjący bez Boga przeżywa wewnątrz przygnębienie i smutek, i nie jest w stanie sam się od tego wyzwolić – zauważył arcybiskup i dodał, że „człowiek często woli to przygnębienie niż otwarcie się na Boże słowo, które niesie wolność oraz przyjęcie Bożych sakramentów w Kościele, które sprawiają, ze na nowo możemy poczuć radość Dzieci Bożych”.

Odwołując się dalej do papieskiego orędzia arcybiskup Jędraszewski mówi o gorzkiej prawdzie, iż ten „proces odbywa się także w naszych wspólnotach”. - Co zrobić, aby nasze serce nie zastygło jak lód? – pytał zebranych w katedrze arcybiskup i za papieżem Franciszkiem podał rozwiązania, które tradycja Kościoła ofiarowuje na czas Wielkiego Postu.

Metropolita radzi, by poświęcając czas na modlitwie „w Bogu odnajdywać ostateczną pociechę”; praktykując jałmużnę uwalniać się od chciwości i odkryć, „że drugi człowiek jest moim bratem”, a poszcząc „odbierać siłę naszej przemocy”, tworząc sobie „wielką okazję do wzrastania”.

- Nie ma nic wspanialszego dla człowieka niż mieć udział w świętości samego Boga i dlatego pochylmy nasze głowy przed Bogiem, wierzmy w Ewangelię i nawracajmy się! - zakończył arcybiskup krakowski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: w tym roku Paweł VI zostanie ogłoszony świętym

2018-02-17 17:29

st (KAI) / Rzym

W tym roku bł. Paweł VI zostanie ogłoszony świętym, a Benedykt XVI i ja jesteśmy na liście oczekujących – powiedział z pewną dozą humoru papież Franciszek podczas czwartkowego spotkania z duchowieństwem Wiecznego Miasta.

GRZEGORZ GAŁĄZKA
Paweł VI

W miniony czwartek na zakończenie zamkniętej sesji pytań i odpowiedzi z duchowieństwem Rzymu papież powiedział, że będzie to „święty rok” dla Pawła VI. Niedawno dwaj Biskupi Rzymu zostali świętymi: Jan XXIII i Jan Paweł II - powiedział Franciszek. „Paweł VI zostanie ogłoszony świętym w tym roku, a Benedykt i ja jesteśmy na liście oczekujących, módlcie się za nas” – powiedział żartując podczas spotkania w bazylice św. Jana na Laternie.

Na początku lutego kardynałowie i biskupi - członkowie Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych jednogłośnie uznali za cudowne uzdrowienie przypisywane papieżowi, ogłoszonemu błogosławionym w 2014 r. Papież Franciszek jeszcze nie udzielił formalnej zgody, która miałaby formę oficjalnego dekretu, po czym zostanie ogłoszona data jego kanonizacji w Rzymie. Niektórzy oczekują, że Paweł VI zostanie kanonizowany jesienią, prawdopodobnie w październiku, a może tuż przed wakacjami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

"Z Janem Pawłem II ku przyszłości"

2018-02-18 22:14

Ewa Oset

Podczas 72. spotkania z cyklu "Z Janem Pawłem II ku przyszłości", które odbywają się w Muzeum Monet i Medali im. Jana Pawła II w Częstochowie, 18 lutego miało miejsce spotkanie z rodzicami prezydenta RP Andrzeja Dudy - Janiną Milewską-Dudą - naukowcem, profesor nauk chemicznych związaną z krakowską Akademią Górniczo-Hutniczą oraz Janem Tadeuszem Dudą - inżynierem elektrotechnikiem, informatykiem i samorządowcem, profesorem nauk technicznych, profesorem zwyczajnym Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie.

Ewa Oset

Ewa Oset

Jan Tadeusz Duda na początku spotkania podkreślił, że każdy wyjazd do Częstochowy traktują z żoną jak pielgrzymkę, a zaproszenie dyrektora Muzeum Krzysztofa Witkowskiego do Muzeum, gdzie przekazuje się myśl i nauczenie św. Jana Pawła II, jako swój obowiązek.


Zobacz zdjęcia: Spotkanie z rodzicami prezydenta RP Andrzeja Dudy - Janiną Milewską-Dudą

Rodzice Prezydenta RP mówili o swojej wierze wyniesionej z domów rodzinnych, o małżeństwie jako sensownym trudzie, wychowaniu dzieci oraz o powinności każdego chrześcijanina - służbie drugiemu człowiekowi. Podkreślali, że patriotyzm wynosi się z domu rodzinnego, ale miłości do Ojczyzny uczy się również od innych ludzi, z którymi się przebywa. Wskazali, że prezydenta Andrzeja Dudę ukształtował nie tylko dom rodzinny, szkoła, ale także harcerstwo i ministrantura.

Janina Duda powiedziała, że odkąd jej syn został prezydentem, modli się codziennie za cały naród. Mówiła też o św. Janie Pawle II, którego postawa i słowa dotykały, umacniały i przemieniały serca wielu Polaków i ludzi na całym świecie.

Wśród zaproszonych gości spotkania był metropolita częstochowski abp Wacław Depo, który po spotkaniu w Muzeum udał się z Rodzicami prezydenta Andrzeja Dudy na Jasną Górę, a także przyjaciele państwa Dudów z Częstochowy - Hanna i Krzysztof Jeżowie oraz senator RP Artur Warzocha.

Po spotkaniu dla Rodziców Prezydenta RP i uczestników spotkania zaśpiewał chór Pochodnia z Częstochowy.

Ewa Oset
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem