Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Pierwsi męczennicy polscy wyniesieni na ołtarze

2017-11-13 08:32

brewiarz.pl

episkopat.pl
Pierwsi polscy męczennicy

W 1001 r. zaprzyjaźniony z księciem Bolesławem Chrobrym cesarz niemiecki Otton III zaproponował założenie na naszych ziemiach klasztoru, który głosiłby Słowianom Słowo Boże. Cesarz postanowił wykorzystać do zamierzonego dzieła swego krewniaka - biskupa Brunona z Kwerfurtu, wiernego towarzysza św. Wojciecha, znającego ziemie Słowian. Brunon wybrał do pomocy w przeprowadzeniu misji brata Benedykta.

Benedykt z Petreum (ur. 970) pochodził z zamożnej włoskiej rodziny z Benewentu. Rodzice przeznaczyli go do stanu duchownego już jako małego chłopca. Liczyli na to, że zostanie kapłanem diecezjalnym. Benedykt wybrał jednak życie pustelnicze. Po pewnym czasie przyłączył się do św. Romualda. Zaprzyjaźnił się z innym pustelnikiem - starszym od niego o 30 lat Janem, mieszkającym na zboczu Monte Cassino.

Jan z Wenecji (ur. 940) pochodził z rodziny patrycjuszów weneckich. Z dożą Piotrem I Orseolo potajemnie opuścił Wenecję, udając się do opactwa benedyktyńskiego w Cusan koło Perpignan. Ta decyzja stała się pewnego rodzaju sensacją. Obydwaj podjęli życie pustelnicze. Po pewnym czasie opuścili opactwo. Jan udał się do św. Romualda, tam zaprzyjaźnił się z Benedyktem. Odznaczał się stanowczością, skutecznością w działaniu i wysoką kulturą.

Benedykt i Jan, po przybyciu na dwór Bolesława Chrobrego w początkach 1002 r., założyli pustelnię na terenie, który im podarował król - we wsi Święty Wojciech (obecnie Wojciechowo) pod Międzyrzeczem. Wkrótce dołączyli do nich Polacy możnego rodu (może nawet książęcego): żarliwi religijnie rodzeni bracia Mateusz i Izaak - nowicjusze, oraz Krystyn - klasztorny sługa, pochodzący prawdopodobnie z pobliskiej wsi.

Reklama

W nocy z 10 na 11 listopada 1003 r. zostali napadnięci przez zbójców i wymordowani. Pierwsze ciosy mieczem otrzymał Jan, po nim zginął Benedykt. Izaaka zamordowano w celi obok. Mateusz zginął przeszyty oszczepami, gdy wybiegł z celi w stronę kościoła. Mieszkający oddzielnie Krystyn próbował jeszcze bronić klasztoru, ale i on podzielił los towarzyszy. Prawdopodobnie powód napadu był rabunkowy, ponieważ zakonnicy otrzymali od Chrobrego środki w srebrze na prowadzenie misji.

Kult męczenników zaczął się już od ich pogrzebu, na który przybył biskup poznański Unger. Wkrótce potem, w 1006 r., św. Brunon napisał "Żywot pięciu braci męczenników". Są to pierwsi męczennicy polscy wyniesieni na ołtarze.

Tagi:
męczennicy

Świadek z Pariacoto na Kruczej

2018-06-28 10:24

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 26/2018, str. IV

S. Berta Hernandez z Peru, świadek porwania i ostatnich chwil życia błogosławionych męczenników z Pariacoto Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka, odwiedziła Wrocław. S. Berta należy do Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Pana Jezusa w Peru, przyjechała do Polski po raz pierwszy na zaproszenie franciszkanów. Świadectwo wygłosiła w parafii franciszkańskiej pw. Karola Boromeusza przy ul. Kruczej we Wrocławiu

franciszkanie.pl
O. Michał Tomaszek i o. Zbigniew Strzałkowski

Spotkanie rozpoczęło się Mszą św., w której brała udział s. Berta. Po jej zakończeniu opowiedziała o tym, co wydarzyło się 9 sierpnia 1991 r. Mówiła o porwaniu, wywiezieniu i egzekucji pierwszych polskich błogosławionych misjonarzy-męczenników. Podkreślała spokój, który bił z ich twarzy, sposobu odpowiadania terrorystom w czasie przesłuchania po porwaniu. Mówiła o współudziale ojców w Męce Chrystusa. – Porwali ich tak, jak Pana, po Eucharystii. Związali, uprowadzili, lżyli i dręczyli, wreszcie zabrali na wzgórze – tak, jak Pana Jezusa na Golgotę – i tam zamordowali – mówiła s. Berta.

Po spotkaniu chętni mogli kupić książkę pt. „Pasja Michała i Zbigniewa. Ostatnie godziny życia męczenników w relacjach świadków” autorstwa dziennikarza pochodzącego z Pariacoto Alexa Cordero. Chętnym s. Berta wpisywała pamiątkową dedykację.

Świadectwo s. Berty: Pracowałyśmy w Peru, w Andach przez wiele lat samotnie, bez księży. Sytuacja się zmieniła, kiedy przybyli polscy franciszkanie. Geografia Peru nie pomaga misjonarzom, stawia im wysokie wymagania ze względu na górzysty region. Wioski ciągną się aż do 4 tys. m n.p.m., misjonarze docierają tam po trudnych drogach. Mają też problem z oddychaniem, bo powietrze jest ubogie w tlen. Naturalne na tych wysokościach są zawroty głowy. Człowiek męczy się dużo szybciej, zwłaszcza podczas chodzenia czy innego wysiłku fizycznego, który dużo kosztuje organizm.

O. Zbigniew i o. Michał pracowali w tych wioskach z całą prostotą i zaangażowaniem, widząc, że to jest ich zadanie do wypełnienia. Polscy franciszkanie jako ludzie młodzi byli pełni energii, z zapałem oddawali się innym. Ludzie to cenili. Ojcowie byli różni. O. Michał skłonny do żartów, do przekomarzania się z dziećmi i młodzieżą, do zabaw z nimi. O. Zbyszek należał do ludzi bardziej poważnych, systematycznych, wymagających dyscypliny, dbających o porządek w otoczeniu. Nasze życie toczyło się w prostym zwykłym kontakcie codziennym z ludźmi, którym posługiwaliśmy. Wspólnie planowaliśmy naszą pracę duszpasterską i wspólnie ją wykonywaliśmy. Aż przyszedł dzień 9 sierpnia 1991 r., kiedy w Pariacoto pojawił się liczny oddział terrorystów. Najpierw pojawili się w wiosce rano. Ludzie wiedzieli, że terroryści są obecni, wiec zdecydowali się przyjść na wieczorną Mszę św. Przyszłam do parafii i oznajmiłam ojcom tę złą nowinę o przybyciu terrorystów. Spotkałam o. Zbigniewa i przekazałam mu wieści. On miał wątpliwości, czy to aby nie są plotki. Spytał: „Przyszłaś na Mszę?”. Potwierdziłam. Odparł: „To chodźmy się modlić”. To samo powiedziałam o. Michałowi potem, ale zareagował tak samo. Podczas Mszy św. o. Michał przeczytał Ewangelię, o. Zbigniew powiedział homilię, ale było widać, że patrzyli z niepokojem w stronę otwartych drzwi do Kościoła, gdzie mieli widok na plac przed kościołem. Po Mszy św. ludzie potwierdzili, że terroryści stoją na zewnątrz. O. Michał powiedział wtedy: „Idziemy na zaplanowane spotkania z młodzieżą”. W tym momencie o. Zbigniew poszedł do postulantów i polecił im, żeby modlili się w kaplicy i stamtąd nie wychodzili. Niedługo potem usłyszeli pukanie do bram klasztoru. Ktoś otworzył i weszła grupa terrorystów. Nie można było ich rozpoznać, mieli odsłonięte jedynie oczy. Spytałam, po co przyszli. Odpowiedzieli, że po polskich franciszkanów. Pojawił się o. Zbigniew i zapytał: „Czy mnie szukacie?”. Potem przyszedł o. Michał. Ale terroryści odparli: to jeszcze nie wszyscy. O. Michał wyjaśnił, że pozostali są studentami, nie zakonnikami i zaproponował, żeby napastnicy wzięli jego, a nie ich. Wtedy terroryści brutalnie chwycili ojców i związali im ręce za plecami. Potem zażądali kluczy od samochodów parafialnych.

O. Michał miał je przy sobie, o. Zbigniew powiedział, że są w pokoju. Terrorysta zażądał, aby tam pójść. Poszłam tam razem z nimi, tłumaczyłam, że samochód należy do parafian i jest bardzo potrzebny, że wczoraj zawieźliśmy nim jednego z mieszkańców do szpitala, bo inaczej by umarł. Terrorysta był niewzruszony, odpowiedział, że on tylko wykonuje rozkazy towarzysza Jorge. Wepchnięto ojców do samochodu, ja weszłam również. Spytałam o. Michała, czy terroryści coś mu zrobili, ale on tylko kiwał głową i milczał. Wtedy wsiadł do samochodu dowódca towarzysz Jorge. Zaczął krzyczeć: „Wy oszukujecie lud! Głosicie, że pokój można osiągnąć przez modlitwę i Słowo Boże, a to jest oszustwo. Wszelki postęp można osiągnąć tylko przez rewolucję. Religia jest opium ludu. Wy go usypiacie i oszukujecie!”. O. Michał odpowiedział: „Jeżeli jesteśmy w błędzie, to powiedzcie nam, na czym ten błąd polega, jeżeli błądzimy, to czemu nie powiedzieliście nam tego wcześniej?”. Misjonarze zachowywali się spokojnie, z dużym szacunkiem dla rozmówcy. Ten czas przekleństw, wyzwisk i przesłuchania trwał ok. 40 min, a wydawało się, że to cała wieczność. Po drodze zatrzymali się i poszli do domu burmistrza. Ruszyliśmy dalej. Wreszcie auto zatrzymało się i jeden z nich spytał o mnie: „Co ta kobieta tu robi?”. Powiedziałam, że chcę towarzyszyć ojcom. W końcu o. Zbigniew spojrzał na mnie i powiedział: „Wyjdź”. Terrorysta wypchnął mnie z samochodu. Przejechali na drugą stronę mostu, wylali zbiornik benzyny na drewniany most i podpalili. Rzucili też granaty obok mostu, aby nikt nie mógł za nimi jechać. Auto jechało drogą na wzgórze, a ja pobiegłam do parafii, żeby opowiedzieć, co się stało i naradzić się z innymi. W czasie rozmowy z grupą młodzieży usłyszałam kilka strzałów. Zrozumiałam, choć nie mogłam uwierzyć w to, co się wydarzyło.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Dziś uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

2018-08-15 08:58

mp, ts / Warszawa (KAI)

W środę 15 sierpnia przypada uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Główne uroczystości, z udziałem polskich biskupów, będą miały miejsce tradycyjnie na Jasnej Górze.


Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest jednym z dogmatów Kościoła Katolickiego – ustanowił go papież Pius XII 1 listopada 1950 r. w konstytucji apostolskiej "Munificentissimus Deus" (łac. Najszczodrobliwszy Bóg), w odpowiedzi m.in. na prośbę polskich biskupów. Na Wschodzie Wniebowzięcie nazywane jest do dzisiaj "Zaśnięciem Matki Bożej".

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, obchodzona przez Kościół katolicki 15 sierpnia, sięga V wieku i jest rozpowszechniona w całym chrześcijaństwie. Jednocześnie należy zaznaczyć, że Nowy Testament nigdzie nie wspomina o ostatnich dniach życia, śmierci i o Wniebowzięciu Matki Bożej. Nie ma Jej grobu, ani Jej relikwii. Ale od początku dziejów Kościoła istniała żywa wiara, że Maryja "wraz z ciałem i duszą" została wzięta do nieba.

Uroczystość Matki Bożej Wniebowziętej ma swoje początki w Kościele wschodnim, który wprowadził ją w 431 roku. Kościół łaciński (rzymski) obchodzi Wniebowzięcie (Assumptio) Maryi od VII wieku. Pisma teologiczne potwierdzają, że liczni święci, m.in. Grzegorz z Tours, Albert Wielki, Tomasz z Akwinu i Bonawentura często rozważali wzięcie Maryi z duszą i ciałem do nieba.

Tradycja ikonograficzna przedstawia ciało Matki Bożej, unoszone w promienistym świetle przez aniołów do nieba. W taki sposób Wniebowzięcie ukazuje większość dzieł sztuki.

Do najpiękniejszych obrazów o tej tematyce zalicza się „Assunta” (Wniebowzięta) Tycjana w kościele Santa Maria Gloriosa (Matki Bożej Chwalebnej) w Wenecji. Ten wielki obraz w głównym ołtarzu, namalowany w latach 1516-18, należy do mistrzowskich dzieł wielkiego malarza, w późniejszym okresie również wziętego portrecisty papieskiego. Ukazuje on Maryję jako piękną, powabną kobietę – nawet zbyt piękną i zbyt zmysłową dla zamawiających go franciszkanów. Dopiero po długich targach i długotrwałym procesie przyzwyczajania się do obrazu, przywykli do ascetycznego życia zakonnicy weneccy zgodzili się przyjąć pracę i zapłacić za nią Tycjanowi.

W Niemczech tematyka ta pojawia się przede wszystkim na barokowych freskach kościołów Bawarii. Często w sklepieniach można zobaczyć freski ukazujące Maryję, otoczoną aniołami i unoszącą się na obłoku.

Hiszpański malarz okresu baroku, Bartolomé Esteban Murillo poświęcił temu tematowi w 1675 r. dzieło, którego oryginał znajduje się obecnie w petersburskim Ermitażu. „Wniebowzięcie Maryi” Petera Paula Rubensa z 1626 r. znajduje się w Narodowej Galerii Sztuki w Waszyngtonie.

Zwyczaje ludowe

W Polsce i wielu innych krajach europejskich dzień ten jest często nazywany także świętem Matki Bożej Zielnej lub Korzennej. W kościołach święci się wówczas zioła, kwiaty i snopy dożynkowe. W sanktuariach maryjnych gromadzą się wielkie rzesze pielgrzymów.

Z Wniebowzięciem NMP łączą się liczne zwyczaje ludowe. W południowych Niemczech, podobnie jak w Polsce, święci się w tym dniu zioła. Wierni przynoszą do kościołów artystycznie ułożone, barwne bukiety. Liczba ziół waha się w nich od siedmiu do 77. Najczęściej są wśród nich dziurawiec, rumianek, przywrotnik, oset, kozłek lekarski (waleriana) i lawenda, ale zdarzają się też koper, mięta i szałwia. W środku, niczym berło, umieszczana jest często dziewanna.

Podczas obrzędu poświęcenia śpiewane są pieśni, wychwalające Maryję jako „lilię dolin” i „kwiat pól”. Bukiety poświęconych roślin zanosi się do domów i zasusza. Mają one chronić przed chorobami i przynosić błogosławieństwo domostwu. Po poświęceniu ziół często rzuca się za siebie przez lewe ramię jabłka i gruszki, wyrażając w ten sposób nadzieję na dobre zbiory, zaczynające się właśnie wtedy; od niepamiętnych czasów również zbiorom owoców patronuje Matka Boża. 15 sierpnia jest dla rolników dniem szczególnym.

Niemieckie przysłowie mówi, że „gdy w dzień Wniebowstąpienia świeci słońce, można spodziewać się obfitego owocobrania i słodkich winogron”, co miało oznaczać, że Maryja błogosławi niebo i ziemię, faunę i florę.

Pielęgnowany jest też zwyczaj tzw. trzydziestki maryjnej, rozpoczynającej się 15 sierpnia. Od tego dnia przez 30 dni w kościołach, głównie z tytułami maryjnymi, wierni uczestniczą w nabożeństwach i procesjach ku czci Matki Bożej. W ciągu tych 30 dni przypadają także święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – 8 września i Imienia Maryi – 12 września.

Święcenie ziół ma podkreślać, że człowiekowi potrzebna jest ozdrowieńcza moc natury. Chrześcijaństwo ma tu bogatą tradycję, jeśli wspomnieć choćby bardzo dziś popularną św. Hildegardę z Bingen, żyjącą w latach 1098-1179 frankońską mniszkę, a także liczne klasztory, zajmujące się ziołolecznictwem.

W Sienie, we włoskiej Toskanii, 15 sierpnia odbywa się święto zwane palio – wyścigi zaprzęgów konnych wokół głównego rynku. Organizuje się je na pamiątkę 1260 roku, gdy miasto, przeżywające wielkie nieszczęścia, oddało się w opiekę Najświętszej Maryi Pannie i zwyciężyło w walce o uniezależnienie się od Florencji. Zwycięzca palio otrzymuje szarfę z wymalowanym wizerunkiem Matki Bożej.

W Polsce ta uroczystość maryjna wiązała się z zakończeniem zbioru plonów, toteż mówiono, że „na Wniebowzięcie zakończone żęcie”. Stało się więc zwyczajem święcenie plonów, przede wszystkim tego, co rosło na własnych polach i w przydomowych ogródkach. Owa „dożynkowa wiązanka” musiała zawierać pokruszone kłosy pszenicy, żyta, jęczmienia i owsa – tzw. próżankę. Obowiązkowe były też len i groch, bób i marchew z natką, gałązka z gruszką lub jabłko, makówka i orzechy. Ale razem z „wiązanką” święciło się także różne zioła lecznicze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki odpust krzeszowski w międzynarodowej oprawie

2018-08-15 19:08

ksww / Krzeszów (KAI)

Kilka tysięcy osób uczestniczyło w uroczystościach odpustowych ku czci Maryi Wniebowziętej w pocysterskim sanktuarium maryjnym w Krzeszowie. Sumie odpustowej przewodniczył biskup pomocniczy wrocławski Andrzej Siemieniewski. Przy ołtarzy stanęli również biskup senior Marian Buczek ze wschodniej Ukrainy oraz biskup Stanisław Dowlaszewicz z Boliwii, pochodzący z nieodległej Kamiennej Góry.

KS. WALDEMAR WESOŁOWSKI

Każdego roku odpust krzeszowski gromadzi tłumy wiernych i pielgrzymów, którzy za wstawiennictwem Matki Bożej Łaskawej wypraszają potrzebne łaski. Na uroczystości przybywają wierni nie tylko z diecezji legnickiej, ale i z całego Dolnego Śląska, również z wielu stron Polski i z zagranicy, zwłaszcza z sąsiednich Czech i Niemiec.

W homilii wygłoszonej podczas sumy odpustowej bp Siemieniewski skupił się na słowie „zwycięstwo”. – To słowo występuje w wielu odsłonach. Dziś trzeba sobie uświadomić, że źródłem prawdziwego zwycięstwa jest Zmartwychwstanie Chrystusa. Jego zwycięstwo jest udzielane ludziom w Kościele. Jako pierwsza z ludzi doświadczyła tego Maryja, wzięta do nieba z ciałem i duszą – mówił w homilii bp Siemieniewski.

- Również my oczekujemy chwały, radości i zwycięstwa. Dokonuje się to na drodze walki duchowej przeciw pierwiastkom zła, grzechu, tego, co pozbawia nas nadziei i radości. Nie jesteśmy w tym sami. Wspiera nas Chrystus i Maryja. Oni prowadzą nas do zwycięstwa – kontynuował bp Andrzej.

Zaznaczył też, że pojęcie zwycięstwa odnosi się również do naszej historii. – Wspominamy dziś wydarzenia sprzed 100 lat, ale także te, z 1920 roku, określane mianem „cudu nad Wisłą”. Tam, gdzie jest walka w słusznej sprawie, mamy prawo się modlić i oczekiwać pomocy Boga. Dlatego chcemy dziękować dziś za dar wolnej Ojczyzny – mówił biskup pomocniczy wrocławski.

Zachęcił też wiernych, by modlili się o to, by współczesny patriotyzm, przeżywanie Ojczyzny było zgodne z wolą Boga. Przypomniał wiernym, że drogowskazami dla nas są nadal trzy słowa: "Bóg, Honor, Ojczyzna".

- Dbajmy o naszą Ojczyznę, wpatrując się zwłaszcza w przykład życia naszych polskich świętych, szczególnie św. Jana Pawła II, który uczył nas i nadal uczy miłości do Ojczyzny i prawdziwego patriotyzmu – mówił.

- Niech współczesny patriotyzm będzie przeżywaniem piękna Polski, pokazywaniem tego skarbu i dzieleniem się nim z innymi narodami, zwłaszcza z naszymi sąsiadami – zakończył bp Siemieniewski.

Na zakończenie Eucharystii Ksiądz Biskup poświęcił przyniesione przez wiernych bukiety ziół i kwiatów, po czym z bazyliki wyruszyła procesja z ikoną Matki Bożej Łaskawej.

Po wspólnej modlitwie kustosz ks. Marian Kopko zaprosił wszystkich do wspólnego śpiewania pieśni patriotycznych wraz z Zespołem Artystycznym Żołnierzy Rezerwy Rota ze Złotoryi.

Warto też dodać, że uroczystości odpustowej w Krzeszowie towarzyszył festyn rękodzieła, podczas którego wolontariusze Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska zbierali datki na funkcjonowanie tej ważnej placówki wspierającej dzieci nieuleczalnie chore oraz ich rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem