Reklama

O. Maciej Zięba OP: Kościół przeżyje, ale Europa nie!

2017-11-18 14:23

Rozmawiali: Marcin Przeciszewski i Tomasz Królak / Warszawa

Tomasz Pluta

- Co do Europy jestem pesymistą. Europę zniszczy przede wszystkim demografia, brak tożsamości oraz przesuwanie się centrów gospodarczych w inne rejony świata - mówi w rozmowie z KAI dominikanin o. Maciej Zięba. Wyjaśnia, że fenomen Kościoła polega na tym, że mimo permanentnego, wewnętrznego kryzysu, wciąż się odnawia, rodzi nowych świętych i nowe pomysły ewangelizacyjne.

Tomasz Królak i Marcin Przeciszewski (KAI): Ojciec wydał właśnie audiobook o znamiennym tytule: „Po co Kościół?”. Skąd taki pomysł?

O. Maciej Zięba OP: Skoro tak popularne, wręcz modne bywa dziś stwierdzenie: "Bóg, Chrystus - tak, ale Kościół - nie", więc wybrałem tytuł: "Po co Kościół?" Jest to pytanie, które ludzie, szczególnie młodzi, stawiają coraz częściej. Kościół uważany jest przede wszystkim za instytucję i to instytucję anachroniczną, nierzadko wręcz skorumpowaną. Eklezjologię budują dziś media, szczególnie te „faktoidalne”, których jedynym celem jest sprzedawalność, czy też klikalność

Warto więc zastanowić się: po co istnieje Kościół, komu i czemu on służy? Już św. Augustyn zauważył, że łatwo jest uwierzyć w Boga, trudniej w Chrystusa, ale wiara w Kościół bywa wręcz „przeszkodą dla umysłu”. Odkrycie Kościoła nie jest więc proste ani łatwe.

Reklama

Największą przeszkodą, i od tego trzeba zacząć, jest ukazanie, że Kościół jest innego typu wspólnotą, niż wszystkie te wspólnoty, które znamy - wspólnotą bosko-ludzką, czasową i ponadczasową, materialną oraz duchową, lokalną i globalną zarazem.

I stale istnieją w niej duże napięcia, lecz jest jednocześnie wspólnotą, która potrafi utrzymywać swą jedność oraz ciągłość. To właśnie pokazuje jak wielka musi być w niej siła scalająca. Jest nią Chrystus - Jego miłość, sakramenty w których On działa. Jest to więc święta wspólnota, ale składająca się w 100 procentach z grzeszników; wspólnota uniwersalna – mówiąca do ludzi wszystkich epok i wszystkich kultur – ale zarazem wspólnota, w której każdy powinien się indywidualnie odnaleźć - mężczyzna i kobieta, człowiek niepiśmienny i noblista, dziecko i starzec, człowiek lewicy i człowiek prawicy, każdy.

KAI: A co by było, gdyby Kościół nie zaistniał?

- W pierwszym momencie myślimy: byłoby mniej kościołów i mniej księży, ale to naskórkowa odpowiedź. Bez Kościoła nie byłoby Europy i naszej cywilizacji. Co bowiem pomiędzy VIII a X wiekiem zszyło konglomerat wrogich plemion w jeden organizm? Kościół! Kto stworzył na tych terenach jednorodną sieć szkół parafialnych, katedralnych i uniwersytetów? Kościół. Wyjątkowość kultury europejskiej streszcza się w tym, że jest to kultura głęboko humanistyczna, personalistyczna, ale - jak to wyraził angielski historyk Christopher Dawson - „humanitaryzm jest szczególną własnością ludu, który przez wieki czcił Boże człowieczeństwo”.

KAI: Hasło, o którym Ojciec wspomniał: „Chrystus tak, Kościół nie!”, w naszych czasach robi ogromną furorę. Z czego to wynika?

- Najpierw uderzmy się w piersi. Zapewne za słabo ukazujemy święte, twórcze i fascynujące oblicze Kościoła. Ale też, jak wspomniałem, eklezjologię konstruują dziś głównie media, które pokazują, że Kościół to bezduszny urząd i jego funkcjonariusze: pazerni, zakłamani, agresywni, itd. Czasami napisze się o dobrej zakonnicy i o fajnym proboszczu, ale traktuje się to jako wyjątek od normy. I ludzie tym nasiąkają.

Sam także nasiąkam, ale jednocześnie – jako fizyk weryfikujący teorie - staram się badać medialne fakty. Czytam np. w pewnej gazecie, że w Polsce ludzie masowo przestają chrzcić dzieci i w ciągu ostatnich 20 lat nastąpił „ogromny spadek chrztów” - aż o 200 tys. Sięgam więc do Rocznika Statystycznego GUS, który podaje, że w tym samym czasie nastąpił spadek urodzeń właśnie o ok. 200 tys. Trudno chrzcić dzieci, których nie ma! A w innej gazecie czytam tytuł: „Dramatyczny wzrost wystąpień z Kościoła!” A potem w tekście o apostazjach znajduję dane, że w minionym roku było 12 takich wystąpień, a w tym aż 18. Owszem procentowy wzrost jest spory, ale – zgódźmy się - na ponad 30 mln katolików w Polsce nie jest to sytuacja dramatyczna. Ludzie jednak głównie czytają nagłówki. Dlatego gdy ich zapytamy ogólnie o Kościół w Polsce, to usłyszymy, że jest niedobrze. Ale gdy tych samych ludzi zapytamy o ich parafię oraz proboszcza, to zazwyczaj nie jest źle.

Na szczęście ludzi wciąż pociąga osoba Jezusa. Nikt – nawet w mediach – nie ośmiela się Go atakować frontalnie. Owszem, zdarzają się ekscesy na granicy bluźnierstwa, owszem troszkę się Go urabia na społecznika, ekologa czy pacyfistę i przeciwstawia instytucji Kościoła. Ale to absurd, gdyż to Chrystus założył Kościół. Chrystus żyje w Kościele i działa poprzez Kościół, On jest jego Głową.

A wielki fenomen Kościoła polega na tym, że - w odróżnieniu od innych czysto ludzkich środowisk - jest on w stanie wciąż się reformować. Jeśli spojrzymy np. na komunistów z końca XIX wieku, byli to ludzie nad wyraz gorliwi, gotowi iść do więzienia, rozdający swoje majątki, bezinteresownie i ofiarnie apostołujący wśród proletariatu. Ale gdy tylko doszli do władzy to zaledwie w parę lat stworzyli skorumpowany i najbardziej krwawy system w dziejach świata.

A tymczasem Kościół stale się odnawia. "Ecclesia semper reformanda!" Rodzi nowych świętych i nowe pomysły ewangelizacyjne.

KAI: To jest niezwykłe...

- Kościół jest wspólnotą, która potrafi radzić sobie z kryzysami, jakie ją ogarniają. Mówi się o współczesnym kryzysie Kościoła. A czy w XIX wieku nie było kryzysu Kościoła? Był ogromny, a w XVIII wieku jeszcze głębszy. Z kolei XVII i XVI wiek to tragiczny okres podziałów i wojen zapoczątkowanych reformacją. A reformacja była przecież skutkiem XV-wiecznego kryzysu. A wiek wcześniej to niewola awiniońska papieży… i tak dalej … i tak dalej. Można powiedzieć: historia Kościoła to 20 wieków kryzysu. A Kościół wciąż znajduje siły, aby ten kryzys pokonywać.

Przypomnę jak Grzegorz Wielki opisywał Kościół w liście do patriarchy Konstantynopola po swym wyborze na papieża. „Przejąłem – pisał - okręt stary i mocno rozbity, w którym belki są przegniłe, a ze wszystkich stron wdzierają się fale”. To był rok 590! I ta „stara łódź z przegniłymi deskami” płynie przez kolejne setki lat i dopłynie do Portu Niebieskiego.

Pamiętam jak kilkadziesiąt lat temu powszechnie głoszono, że niebawem w kościołach nie będzie już ludzi. Rozwijała się teologia „śmierci Boga” i głoszono teorie całkowitej sekularyzacji świata. A tymczasem Duch Święty wezwał do Rzymu pewnego człowieka z Krakowa, który zaczął szczepić swoje metody duszpasterskie w Kościele Powszechnym. Niektóre Episkopaty początkowo wręcz go wyśmiewały, że to i prowincjonalne i przestarzałe. A wymyślone przez niego Światowe Dni Młodzieży pokazały, że jest to znakomita, nowoczesna metoda duszpasterstwa młodych. Sam tego doświadczyłem, kiedy podczas ŚDM w Rzymie godzinami spowiadałem, kiedy w Circo Massimo oglądaliśmy wiele tysięcy Francuzów i Francuzek, z „postchrześcijańskiego” kraju, centrum „laïcité”, którzy stali w długich kolejkach do spowiedzi.

KAI: A jak widzi Ojciec przyszłość Kościoła w Polsce?

- W Polsce, dzięki odmiennej historii ostatnich paru stuleci, a także dzięki Prymasowi Tysiąclecia i pontyfikatowi Jana Pawła II, mamy sytuację specjalną. To dzięki niej Polska jest wciąż krajem katolickim i pewnie nim pozostanie. W odróżnieniu od Europy zachodniej nigdy nie było tu „sojuszu tronu z ołtarzem”. Taki sojusz zawsze jest szkodliwy dla Kościoła. Może przynosić pozytywne owoce przez krótki czas, ale potem obraca się przeciw Kościołowi. Tak było na przykład na początku rządów generała Franco w Hiszpanii. W dłuższej perspektywie jest to szkodliwe - zawsze i wszędzie. Trzeba o tym pamiętać w dzisiejszej Polsce.

Drugi specyficzny rys polskiej religijności, to zespolenie wiary z kulturą. W Polsce wiara i kultura nie są czymś tak silnie rozdzielonym jak np. we Francji. Witold Gombrowicz, choć był ateistą i wadził się z Panem Bogiem, w gruncie rzeczy budował pomosty miedzy wiarą a kulturą. Bezcenni są też tacy ludzie jak np. Leszek Kołakowski, pokazujący fundamentalną rolę chrześcijaństwa w historii ludzkości, czy zaprzyjaźniony z Janem Pawłem II metafizyczny poeta Czesław Miłosz, bądź Michał Lorenc, który tworzy muzykę sakralną, a zarazem jest artystą światowej rangi.

Nurt wzajemnego spotkania wiary z kulturą trzeba koniecznie kontynuować, jest on niezbędny dla przyszłości chrześcijaństwa w Polsce. Szkoda, że w ostatnich latach tracimy ten inkluzywny charakter Kościoła, gromadzącego ludzi różnych przekonań. To była świetna tradycja aż do lat osiemdziesiątych. Dzisiaj pozostały tylko jej przebłyski, m. in. Dziedziniec Dialogu. To o wiele za mało. Kościół nie może otaczać się murami i nie inspirować wielkich dzieł kultury, które potem silnie oddziaływają na świadomość.

KAI: Wielu katolików za tymi „murami” czuje się bezpieczniej?

- Mój dobry znajomy prof. Joseph Weiler, ortodoksyjny amerykański Żyd, twierdzi, że chrześcijanie w Europie żyją w podwójnym getcie. Z jednej strony jest to mur zewnętrzny, zbudowany przez postoświeceniową kulturę. Jest on oparty na paradygmacie, że to co religijne jest sprawą prywatną i religia nie powinna istnieć w przestrzeni publicznej. A drugi mur jest budowany przez samych chrześcijan. Polega na dobrowolnym odgradzaniu się od świata. Oba te mury trzeba skruszyć.

KAI: Wartością Kościoła w Polsce jest też chyba wewnętrzny pluralizm. Choć nie jest on łatwy, sprawia, że swe miejsce odnajdują w Kościele różni ludzie i różne środowiska. Jest tu miejsce i dla Radia Maryja i dla Tygodnika Powszechnego?

- Pluralizm w Kościele jest wielką wartością. „Prawda jest symfoniczna” - jak pisze wielki teolog Hans Urs von Balthasar - nie jest „kakofonią”, ale tym bardziej nie jest śpiewem „unisono”. Nikt nie może mieć monopolu na prawdziwy katolicyzm.

KAI: Mówi Ojciec o zewnętrznym murze, opartym na postoświeceniowych schematach? Jak go przełamać?

- Mur ten wynika z fałszywej przesłanki, że religia usiłuje narzucić wszystkim swój punkt widzenia, że nieuchronnie jest zarzewiem konfliktów. Stąd pojawił się postulat neutralności światopoglądowej państwa. Ale skrajny sposób rozumienia „neutralności światopoglądowej” oznacza ateizowanie społeczeństwa. Neutralność ma pomóc ludziom szanować się wzajemnie i żyć w różnorodności. A ateizowanie to rugowanie sacrum z życia publicznego. We współczesnej Europie przyjęto, że właśnie na tym polega neutralność. Symbolem może być Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej, z której projektu mówiącego o „moralnym, religijnym i duchowym dziedzictwie Europy” na żądanie premiera Francji Lionela Jospina wyrzucono słowo „religijny” (można go używać tylko w wersji polskiej i niemieckiej).

Rozumiem, że są ludzie niewierzący, także przekonani ateiści, i ich szanuję. Chodzi o to, abyśmy wszyscy potrafili żyć razem, praktykując swoje przekonania i poszukując sensownych kompromisów w sposobie ich publicznego wyrażania. Jest czymś normalnym, że chrześcijanie chcą uzewnętrznić swoją wiarę, bo wiara domaga się uzewnętrznienia. Nie można tego zabraniać. Usuwanie języka religijnego i symboli religijnych z przestrzeni publicznej „w imię tolerancji” jest nie mniej nietolerancyjne niż narzucanie takich symboli. Konfesjonalizacja państwa jest czymś bardzo niedobrym, ale ateizowanie państwa jest nic nie lepsze. Dlatego „kompromis” pomiędzy ateizmem a postawą wierzących chrześcijan ustalany na poziomie ateizmu nie jest żadnym kompromisem. Neutralność państwa nie może być tożsama z ateizacją.

Co więcej – argument podnoszony przez Michaela Sandela z Harvardu - kiedy z debaty publicznej wyrzuci się język religii i etyki, to pozostaje wyłącznie język ekonomii: język obliczalnej skuteczności i mierzalnej efektywności, który ogarnia coraz szersze życia społecznego. Taki język dehumanizuje debatę publiczną.

Do tego dochodzi wbijany od prawie 300 lat w europejskie głowy stereotyp o rzekomej sprzeczności religii z nauką. Te fałszywe klisze, jednostronne interpretacje i historyczna ignorancja również budują mentalne mury.

KAI: Krótko mówiąc, w tym że krzyż wisi w polskim Parlamencie, w urzędzie czy szkole, nie ma nic nagannego?

- Wycinanie symboli religijnych z przestrzeni publicznej jest bardzo złym procesem. Trzeba zgodzić się, że ludzie do symbolu krzyża są bardzo przywiązani i mają prawo chcieć, żeby wisiał on w miejscu publicznym. Źle jednak, gdy korzystają z tego prawa „par force”. Z tym, że jak zauważył wspomniany prof. Weiler: goła ściana z której zdjęto krzyż wcale nie jest ścianą „neutralną”, jest ścianą z której zabrano krzyż. Dlatego ten amerykański prawnik i ortodoksyjny żyd bronił w 2011 r. prawa do obecności krzyża na ścianie włoskiej szkoły i udało mu się to prawo obronić przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.

KAI: Problem w tym, że Europa coraz bardziej zapomina o swej tożsamości.

- Zacytuję Krzysztofa Pomiana, który mówił, że kto neguje prawdę, iż Europę stworzyło chrześcijaństwo, zasługuje na „pałę” z historii. To nie jest kwestia poglądów, tylko znajomości elementarnych faktów.

Ale, niestety, sama Europa wypiera to z powodów ideologicznych. Widać to również po błędnej polityce migracyjnej (inną sprawą są uchodźcy wojenni!). Gdyby Europa miała zbudowany jasny kanon wartości: europejskich i zarazem chrześcijańskich, to można by się nie obawiać kolejnych fal imigrantów. Moglibyśmy ze spokojem im powiedzieć: chcecie przyjechać i mieszkać tutaj, zapraszamy do naszego domu, ale takie oto są reguły, które trzeba w nim respektować. Macie prawo zachować swoją religię, ale naszych reguł musicie przestrzegać.

Natomiast gdy przyjmuje się zasadę, że wszystkie kultury i religie są równe, to nie ma mowy o integracji – nieuchronnie tworzą się i rozrastają subkulturowe getta źródła narastających podziałów i agresji. Europa wpada w tę pułapkę.

KAI: Czy można postawić tezę, że polski model obecności Kościoła w życiu publicznym - oparty o zasady autonomii Kościoła i państwa oraz bezstronności - jest jednym z najlepszych w Europie?

- Tak, acz nie można naszej sytuacji skopiować w innych krajach. W latach 90. trwała w Polsce „zimna wojna religijna” o miejsce Kościoła w przestrzeni publicznej. Toczyła się ona aż do 1997 r. kiedy został ratyfikowany konkordat. Stworzył on linię demarkacyjną, dał gwarancje zarówno tym, którzy obawiali się ekspansji katolicyzmu, jak i tym, którzy obawiali się państwowego laicyzmu. Radykalnie zmniejszył temperaturę sporu. Wtedy też powołano Komisję Wspólną Rządu i Episkopatu, która działa w tym duchu. Wiadomo przecież, że zawsze będzie mnóstwo konkretnych spraw do rozwiązania i trzeba je rozstrzygać w debacie. I temu winny służyć media, szczególnie publiczne. Nie powinny one "tłuc" inaczej myślących, ale starać się ich zrozumieć i szanować.

KAI: Wbrew różnym prognozom wiara Polaków w okresie wolności nie upadła, choć praktyki się nieco zmniejszyły. Czy możemy się spodziewać, że silna polska religijność przetrwa kolejne dziesięciolecia?

- Teza o nieuchronnej sekularyzacji – wciąż wyznawana w europejskich elitach - jest bzdurna, typowo ideologiczna. Tak się wydarzyło w zachodniej Europie, ale ta reguła nie musi dotyczyć innych regionów świata. Mnóstwo rzekomo obiektywnych ustaleń nauk społecznych – co coraz częściej jest analizowane - polega na tym, że bierze się próbkę, która podziela wyznawane przez mnie poglądy, a po jej „zbadaniu” ogłasza się, że jest to prawo uniwersalne, obiektywnie potwierdzone przez naukę. Wiele współczesnych dogmatów psychologii, socjologii, czy ekonomii zbudowano na takiej właśnie „naukowości”.

KAI: Potwierdzają to chyba również teorie, głoszące, że największym źródłem przemocy jest rodzina, w związku z czym należy ograniczyć jej kompetencje?

- To fakt, że – w dominującym na Zachodzie nurcie – rodzina jest postponowana. Jasne, że bywają rodziny patologiczne, ale wiemy też, że nic nie zastąpi dobrej rodziny. Państwo powinno wspierać rodzinę, a nie ją demontować. Istnienie dobrych rodzin leży w interesie każdego państwa i społeczeństwa. To w rodzinie młody człowiek uczy się zaufania, dobra wspólnego, solidarności, prawidłowych relacji z innymi i odpowiedzialności. Jan Paweł II w "Centesimus annus" pisał, że rodzina jest miejscem, gdzie człowiek „uczy się co znaczy kochać i być kochanym, a więc co konkretnie znaczy być osobą”. Rodzina jest pierwszym i niezastąpionym miejscem kształtowania naszego człowieczeństwa. Dobra rodzina jest potrzebna także z punktu widzenia sprawnej gospodarki. To w rodzinie człowiek nabiera podstawowych zdolności do współpracy, uczy się rzetelności i odpowiedzialności, budowania zaufania i wiarygodności. Powstaje w ten sposób - niezbędny i najważniejszy dla rozwoju wszystkich wspólnot ludzkich - kapitał społeczny.

Istnieją – używając języka wybitnego socjologa Ralfa Dahrendorfa – „wspólnoty zimne”, które tworzą demokracja, wolny rynek. Są one bardzo ważne, ale nie wystarczą do prawidłowego rozwoju jednostki. Człowiek potrzebuje również „wspólnot ciepłych” budujących poczucie wspólnoty, tworzących więzi ponadczasowe i niekoniunkturalne, budujące tożsamość i dające poczucie zakorzenienia. Są nimi rodzina, wspólnota sąsiedzka czy stowarzyszenie, Kościół i ojczyzna. KAI: Na łamach "Plusa Minusa" przeprowadził Ojciec niedawno krytykę europejskich, postoświeceniowych elit. Jak można tę ocenę odnieść do elit w naszym kraju?

- To była raczej analiza i opis tego, jak w wielu wymiarach paradygmat współczesnego myślenia zachodnich elit uwiązł w diagnozach wypracowanych w XVIII wieku, które są dziś anachroniczne - zwłaszcza zawarty w nich postulat osłabiania „wspólnot ciepłych”. My, niestety, w wielu dziedzinach przyjęliśmy je bezkrytycznie wraz z powiewem wolności w 1989 r. Wielu publicystów i polityków twierdziło na przykład, że model francuskiej „laïcité”, usuwający chrześcijaństwo z przestrzeni publicznej, jest jedynym modelem obecności religii w życiu społecznym, ignorując na przykład znacznie bardziej racjonalny i przyjazny religii model amerykański.

Kolejny absurd, reprezentowany przez niektóre polskie elity po 1989 r., to twierdzenie, że patriotyzm jako taki jest niebezpieczny, więc należy go osłabiać. Tak jak w pierwszym przypadku nie odróżniono chrześcijaństwa od ideologicznych form religii, tak i teraz do jednego worka włożono patriotyzm i nacjonalizm. Ten drugi jest niebezpieczną chorobą społeczną, na którą Europa zapadła w latach 30’ minionego wieku, ale ten pierwszy jest ważną i piękną formą miłości, fundamentem dla dobra wspólnego, solidarności i społeczeństwa obywatelskiego. Podobnie, o czym już mówiliśmy, uczyniono z rodziną, uznając ją za siedlisko przemocy (słynna kampania „bo zupa była zbyt słona”) i zamiast walki z patologiami zajęto się lansowaniem poglądu, że dowolna konfiguracja dorosłych osób jest równoważna rodzinie. KAI: A czy kolejnym błędem polskich elit nie było uleganie fetyszom neoliberalizmu gospodarczego? Wiara w "niewidzialną rękę rynku", która wszystko uporządkuje i zapewni dobrobyt? Tymczasem Niemcy budują u siebie społeczną gospodarkę rynkową?

- Absurdalna jest wiara w system ekonomiczny, który sam się automatycznie ureguluje. W realnym świecie nie istnieje „perpetuum mobile”. W "Centesimus annus" Jan Paweł II realistycznie pokazuje, że ekonomia jest ludzkim przedsięwzięciem i powinna mieć charakter personalistyczny. W Polsce nie było to łatwe, bo po komunizmie praktycznie nie istniała ekonomia, a państwo było zrujnowane. Sytuacja była taka, że z zupy rybnej trzeba było nagle odtworzyć akwarium. Należy więc oddać sprawiedliwość, żeśmy nie najgorzej odrobili tę lekcję. W 1989 r. Polska gospodarka była na poziomie Ukrainy, półki były puste, inflacja szalała, a dziś mamy ponad milion Ukraińców przyjeżdżających do nas za chlebem.

Ale faktem jest również, że nie to była lekcja odrobiona na ocenę bardzo dobrą. Jako dominikanin, przedstawiciel najstarszej demokracji świata, mającej 800 lat ciągłości, zawsze powtarzam: demokracja polega na gadaniu! Trzeba ze sobą rozmawiać i zderzać różne racje. W Polsce o wiele za mało docierano do zwykłych ludzi, za mało starano się ich zrozumieć, za mało myślano o wsparciu, szczególnie tych dotkniętych negatywnymi skutkami transformacji.

Pamiętam np. lęk przed chorymi na AIDS. Ludzie obawiali się tych ośrodków. W „postępowych” mediach z upodobaniem się gorszono jak bardzo w „katolickiej Polsce” brakuje miłosierdzia, w jak okrutny sposób katolickie społeczeństwo odnosi się do ludzi nieszczęśliwych i chorych. Problem jednak leżał gdzie indziej. W tym, że decyzje o lokalizacji ośrodków podejmowano bez dialogu, ponad głowami lokalnej społeczności. Gdy tym ludziom okazano szacunek, siadło się razem do stołu, wytłumaczyło na czym polega choroba, jakie zagrożenia ze sobą niesie i jak ich można uniknąć, to wyrażali zgodę na lokalizację ośrodka dla chorych na AIDS. Tu jest pies pogrzebany. Demokracja to rozmawianie, to wzajemne partnerstwo, a nie przyjmowanie założenia, że „oni” się nie nadają do rozmowy, bo są za głupi albo, że są ksenofobami.

KAI. Dlatego w 2015 r. naród wybrał PiS?

- Tak sądzę. Błąd elit, o których mówimy, polegał na zanegowaniu znaczenia „wspólnot ciepłych”: rodziny, Kościoła i ojczyzny. Owszem, może istnieć zdegenerowana forma miłości w rodzinie, bądź zdegenerowana forma patriotyzmu czy religijny fundamentalizm. Ale odpowiedzią nie może być zanegowanie tych wspólnot. Ogromna większość ludzi, w tym ludzi młodych, potrzebuje dobrych więzi rodzinnych, religijnych czy patriotycznych.

KAI: A inny problem w Polsce, problem jedności, także wewnątrzkościelnej?

- Kiedy człowiek idzie do Komunii św., to deklaruje, że chce być człowiekiem komunii. Nie musimy się wszyscy lubić, ale musimy wiedzieć, że najważniejszy jest Ten, który nas jednoczy.

W moim audiobooku przypominam dane z geografii: najwyższa na Ziemi góra Mont Everest ma wysokość 8848 m, a 11 tys. metrów w głąb liczy Rów Mariański – w sumie ok. 20 km różnicy poziomów. Ogrom! Kiedy jednak patrzy się z kosmosu na Ziemię, to widać prawie idealną kulę. My żyjąc na powierzchni często wyolbrzymiamy nasze różnice poglądów, różnice w wykształceniu, temperamencie, czy wyborach politycznych itd. Natomiast jedna jedyna Eucharystia jest ponadczasowa i duchowa - ma wymiar kosmiczny. Z tej perspektywy dzielące nas różnice wydają się nieważne, bo posiadamy wspólne człowieczeństwo i jednoczy nas sam Zbawiciel. Dlatego nie możemy nikogo wyłączać z Eucharystii i dawać publicystycznych cenzurek, że ten jest bardziej chrześcijaninem a ten mniej. Potrzeba więcej zachwytu nad dziełem Stworzenia i Odkupienia oraz więcej pokory.

KAI: Czego najbardziej potrzebuje dziś Kościół w Polsce?

- Dynamizmu, który płynie z modlitwy. Potrzebuje wyjścia na zewnątrz: na współczesne areopagi, wszędzie tam, gdzie tworzy się kulturę, ekonomię i politykę. Potrzebna jest więc modlitwa, sakramenty i płynący z nich dynamizm, potrzebni są rozmodleni i aktywni, twórczy chrześcijanie.

KAI: Co – zdaniem Ojca – stanie się z Europą w najbliższych dziesięcioleciach?

- Kościół przeżyje, ale Europa – taką jaką znamy - raczej nie! Co do Europy jestem pesymistą. Europę wykończy przede wszystkim demografia, brak jasnej tożsamości oraz przesuwanie się centrów gospodarczych w inne rejony świata. Obecny kryzys demograficzny, który dopiero się rozpoczyna - liczba dzieci do 15 lat jest mniejsza od liczby obywateli UE mających ponad 65 lat – będzie szybko narastał, bo żaden kraj UE nie posiada dziś zastępowalności pokoleń, a 17 z nich ma ujemny przyrost naturalny. Jest to prosta pochodna indywidualistycznej filozofii, którą nazwaliśmy „filozofią singli”, a więc skupienie na sobie i – jak to ujął Daniel Bell – pop-hedonizmu.

W efekcie Europa schodzi na coraz dalsze miejsca w światowej gospodarce. W 2007 r. suma PKB w Europie tworzyła 32 % (jedną trzecią) światowego PKB. Natomiast kilka lat później, w 2015 r., wartość europejskiego PKB stanowiła już tylko 21 % (jedną piątą) światowego produktu brutto. Świat idzie do przodu a Europa stoi w miejscu. Znajduje się ona nie tylko w kryzysie ekonomicznym, ale i politycznym, a przede wszystkim demograficznym i duchowym.

KAI: Czy jako chrześcijanie winniśmy pogodzić się z tym, że kulturę chrześcijańską w Europie może zastąpić kultura islamska?

- To futurologia i to kiepska. Za 30 lat znacznie bardziej od islamu będą w świecie widoczne Chiny oraz Indie, które mają i liczbę ludności i tempo wzrostu gospodarczego zbliżone do Chin. A jeśli, przykładowo, przejdziemy na samochody elektryczne – a wiele na to wskazuje - osłabi to znaczenie świata arabskiego, gdzie są główne złoża ropy.

Tagi:
wywiad Europa

Lenka potrzebuje naszej pomocy

2018-06-13 10:08

Alicja Magura
Edycja zamojsko-lubaczowska 24/2018, str. IV

Alicja Magura
Lenka z rodzicami Joanną i Bartłomiejem Medyńskimi

Siedmiomiesięczna Lenka Medyńska z Lubaczowa choruje na Zespół Pradera-Williego. Ta rzadka choroba dotyka 1 na 20 tys. noworodków. Lenka przez całe życie będzie musiała być pod kontrolą wielu specjalistów, m.in.: pediatry, genetyka, fizjoterapeutów, neurologopedy, neurologa, endokrynologa, dietetyka, psychologa, ortopedy, okulisty i wielu innych. Dziewczynka wymaga codziennej rehabilitacji, stałej specjalistycznej opieki oraz dożywotniej terapii hormonalnej. O symptomach tej choroby, skutkach i leczeniu Lenki z rodzicami dziewczynki – Joanną i Bartłomiejem Medyńskimi – rozmawia Alicja Magura.

Alicja Magura: – Lenka choruje na Zespół Pradera-Williego. Myślę, że większość ludzi w ogóle nie ma pojęcia, co to za choroba...

Joanna i Bartłomiej Medyńscy: – To bardzo rzadko spotykana choroba genetyczna. Wynika ona z poważnych zmian w układzie genów znajdujących się na 15 chromosomie. A czym się objawia? Niskorosłością, chorzy nie mają uczucia sytości i mogą jeść bez końca. Występuje spowolniony metabolizm, chorzy mają wysoki próg odczuwania bólu, opóźniony rozwój psycho-ruchowy i mowy. Mają wybuchy złości i agresji, zaburzenia obsesyjne i kompulsywne, są też możliwe depresje, zaburzenia autystyczne, skubanie skóry. W młodszym wieku objawia się to zmniejszonym napięciem mięśniowym, co teraz wiąże się głównie z tym, że musimy Lenkę rehabilitować. Jeździmy trzy razy w tygodniu do Jarosławia – jest to ok. 40 km od Lubaczowa. Kolejne dwa dni przeznaczone są na prywatną rehabilitację prowadzoną w Lubaczowie, czyli razem pięć razy w tygodniu. Zaburza to cały dzień i pracę w domu. Ciężko zorganizować się z tym wszystkim. Obiady w większości jemy na mieście albo kupione gdzieś w restauracji, ponieważ nie mamy czasu ich przygotować.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polak prezesem watykańskiej agencji ds. jakości kształcenia akademickiego

2018-06-19 18:09

o. Mariusz Mazurkiewicz CSsR, redemptor.pl / Rzym (KAI)

Polski redemptorysta, o. prof. Andrzej Wodka, został mianowany 19 czerwca prezesem AVEPRO - Agencji Stolicy Apostolskiej do Spraw Oceny i Promocji Jakości Kształcenia na Uniwersytetach i Wydziałach Kościelnych. O. Wodka jest także od 2013 r. prezesem Akademii Alfonsjańskiej, wyższego instytutu teologii moralnej Zgromadzenia Redemptorystów w Rzymie oraz pełni inne odpowiedzialne funkcje w życiu akademickim Wiecznego Miasta.

www.redemptor.pl
prof. Andrzej Wodka CSsR

AVEPRO to Agencja Stolicy Apostolskiej do Spraw Oceny i Promocji Jakości Kształcenia na Uniwersytetach i Wydziałach Kościelnych. Została erygowana przez papieża Benedykta w 2007 roku. Jej celem jest podjęcie ścisłej i harmonijnej współpracy z wydziałami i uniwersytetami kościelnymi w całej Europie, która ma pomóc w tworzeniu solidnych procedur sprzyjających zapewnieniu jakości kształcenia, zgodnych z wymaganiami Procesu Bolońskiego oraz Europejskimi Standardami i Wskazówkami dotyczącymi Zapewnienia Jakości w Europejskim Obszarze Szkolnictwa Wyższego (ESG).

O. Andrzej Wodka CSsR urodził się w 1959 r. w Borzęcinie. Święcenia kapłańskie przyjął jako redemptorysta w 1985 r. Ukończył studia specjalistyczne (licencjat z Pisma Świętego) w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie. W latach 1989-1992 pracował jako wykładowca, wychowawca i duszpasterz powołaniowy w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów (Tuchów i Kraków). Po uzyskaniu doktoratu z teologii biblijnej (Uniwersytet Gregoriański w Rzymie), w 1997 r. został zatrudniony w charakterze profesora zaproszonego w Akademii Alfonsjańskiej, rozpoczynając działalność dydaktyczną z zakresu teologii moralnej biblijnej. Od 2015 r. jest profesorem zwyczajnym Akademii Alfonsjańskiej, gdzie również należał do różnych komisji i gremiów. Od 2013 r. jest prezesem tejże uczelni.

O. prof. Andrzej Wodka jest nadto wykładowcą teologii życia konsekrowanego na Claretianum, wykładowcą antropologii biblijnej na Teresianum, wykładowcą corocznych letnich kursów biblijnych dla osób konsekrowanych przy „Seminario Romano” (CSSE) w Rzymie. W latach 2007-2015 uczestniczył w pracach Kongregacji ds. Duchowieństwa. Aktualnie jest również sekretarzem Konferencji Rektorów Papieskich Uniwersytetów Rzymu (CRUPR), przewodniczącym Komitetu Dziekanów i Prezesów Papieskich Uczelni w Rzymie, a także wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Bibliotek Papieskich Uczelni Rzymskich (URBE).

W Zgromadzeniu Redemptorystów o. Wodka od wielu lat żywo uczestniczy w kapitułach prowincjalnych i generalnych. Jest chętnie zapraszanym rekolekcjonistą i prelegentem w Polsce, we Włoszech, w USA, a także autorem wielu artykułów naukowych i popularnonaukowych z zakresu teologii biblijnej, moralnej i duchowości. W listopadzie 2015 r. prowadził doroczne rekolekcje dla Episkopatu Polski na Jasnej Górze.

Akademia Alfonsjańska, założona przez redemptorystów w 1949 roku, kontynuuje tradycję tak istotną dla charyzmatu Zgromadzenia, jaką jest prowadzenia badań naukowych, studium i refleksji w dziedzinie teologii moralnej, w kontekście zmian kulturowych i historycznych. Dla św. Alfonsa Marii de Liguori, studium i nauczanie teologii moralnej było istotną posługą dla Zgromadzenia, a zwłaszcza dla całego Kościoła.



Publikujemy rozmowę z o. Wodką, przekazaną KAI przez redakcję portalu redemptor.pl Prowincji Warszawskiej Redemptorystów.

O. Janusz Sok: – Komunikat mówi, że został Ojciec mianowany Prezydentem AVEPRO. Szybki komentarz głównego zainteresowanego?

O. prof. Andrzej Wodka: Tak, wiadomość jest dość zaskakująca. Dla mnie samego i może dla wielu innych. Jestem przecież w trakcie drugiej tury rektorowania na naszej Akademii teologii moralnej i pozostał mi jeszcze rok tej posługi. Minione pięć lat pracy w prowadzeniu istniejącej od 70 lat placówki naukowej (od 1949 r.), w zasadzie jedynej w swoim rodzaju na świecie, wprowadziło mnie w szerszy świat odpowiedzialności za papieską edukację wyższą w Rzymie. Być może dlatego skierowano na mnie oczy w szukaniu nowego odpowiedzialnego za AVEPRO – Agencji Stolicy Apostolskiej ds. Oceny i Promocji Jakości Uczelni Kościelnych.

o. JS: – AVEPRO: jak to się tłumaczy?

- Jest to agencja, podobna w swoich zadaniach do PAK - Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Można by więc oględnie mówić o „watykańskiej komisji akredytacyjnej”. Powstała w 2007 r. podczas pontyfikatu papieża Benedykta XVI. Agencja ta jest organem niezależnym Stolicy Świętej, odpowiedzialnym za weryfikację i promocję jakości nauki oferowanej i prowadzonej przez uczelnie papieskie i kościelne. Z natury rzeczy Agencja współpracuje więc z Kongregacją do spraw Wychowania Katolickiego. Powstała jako efekt włączenia się Stolicy Apostolskiej w tzw. proces boloński w 2003 r. Jest to temat sam w sobie. Najogólniej mówiąc, AVEPRO ma za zadanie harmonizować działalność dydaktyczną, badawczą, a także administracyjną uczelni kościelnych z przyjętymi standardami szkolnictwa w ramach Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego (EOSW), który obejmuje 48 państw.

o. JS: – Wygląda to na jakąś nowość…

- W pewnym sensie tak! Jak już wspomniałem, Agencja została powołana do istnienia odręcznym pismem Benedykta XVI, 11 lat temu, by promować i kształtować kulturę jakości w uczelniach podlegających Stolicy Apostolskiej. Ale kryteria tej „akademickiej doskonałości” zostały określone jeszcze przez naszego Świętego Rodaka, Jana Pawła II w jego konstytucji apostolskiej "Sapientia christiana" (Mądrość chrześcijańska) w 1979 r., a więc niemal 40 lat temu. Co nie znaczy, że przez wszystkie wieki, odkąd Kościół zajmuje się nauczaniem, nie starano się o jakość poznania i jego przekazu! Chodzi raczej o bardziej uwspółcześnione podejście do zagadnienia, zasugerowane już przez Sobór Watykański II, który „dla bardziej skutecznej misji w tym nowym okresie dziejów” zalecił – w Dekrecie o formacji kapłanów "Optatam totius" – „twórczą rewizję studiów kościelnych”. Najświeższa nowość jest zaś w tym, że w styczniu bieżącego roku została promulgowana nowa konstytucja apostolska, obecnego papieża Franciszka, pod nazwą Veritatis gaudium (Radość prawdy), która już w art. 1 § 2, poddaje formalnie i normatywnie uniwersytety i wydziały kościelne, a także inne instytucje szkolnictwa wyższego, pod ocenę właśnie naszej „Agencji Stolicy Apostolskiej do Spraw Oceny i Promocji Jakości Kształcenia na Uniwersytetach i Wydziałach Kościelnych (AVEPRO)”. W swoim działaniu, Agencja stosuje więc własne kryteria, ale także kieruje się m. in. Europejskimi Standardami i Wskazówkami (European Standards and Guidelines), przyjętymi na Konferencji Ministrów Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego w Erywaniu 2015 r., w której brałem udział z ramienia Stolicy świętej.

o. JS: – Skoro tak, to wygląda na to, że Ojciec Profesor został już do tego jakoś przygotowany…

- Bezwiednie, może troszkę tak. Pracując na Akademii od 21 lat (od 1997), zwłaszcza w ostatnim pięcioleciu, odkąd złożono na moich barkach odpowiedzialność za naszą Akademię Alfonsjańską, musiałem się obracać w kręgach osób spełniających podobną posługę. Tak się złożyło, że zostałem przysłowiowo „wciągnięty” w kilka gremiów na poziomie odpowiedzialności za nie. Byłem zatem szefem, a wcześniej wiceszefem, Komitetu Dziekanów i Prezesów Wydziałów Teologii na papieskich uniwersytetach i instytutach rzymskich (lata 2014-2018). Po dziś dzień, od 5 lat, jestem też sekretarzem Konferencji Rektorów Papieskich Uczelni Rzymskich (CRUPR). Ponadto, od półtora roku jestem ekspertem wizytacji akredytacyjnych w ramach AVEPRO, a ostatnio znów brałem udział w Konferencji Ministrów Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego, tym razem w Paryżu, w maju br., ponownie jako członek delegacji Stolicy Świętej. Widać więc, że Boża Opatrzność jakoś mnie wprowadzała w te „rewiry”, które w dużej mierze muszę jednak jeszcze poznać…

o. JS: – Nie obawia się Ociec Profesor ogromu nowych zadań?

- To jest szczere pytanie i trzeba dać szczerą odpowiedź. Liczby rzeczywiście sprawiają duże wrażenie. Już sam świat rzymskich uczelni papieskich (23 instytucji, w tym 7 uniwersytetów) jest ogromnie bogaty. Jeśli jednak spojrzeć na cały świat katolickiej edukacji, to trzeba mocno rozszerzyć duszę, aby objęła cyfry niepomiernie większe. Na całym obszarze uczelni katolickich mamy bowiem 289 wydziałów kościelnych oraz 503 instytucje naukowe połączone z innymi na zasadzie afiliowania, stowarzyszenia czy inkorporacji. W sumie więc muszę jakoś ogarnąć 792 instytuty kościelnych studiów wyższych. Katolickie uniwersytety i atenea stanowią razem liczbę 28 uczelni, które obejmują dużą ilość wydziałów. Te zaś dzielą się na 160 wydziałów teologii, 49 filozofii, 32 prawa kanonicznego i 40 wydziałów innych dyscyplin.

o. JS: – To praktycznie cały świat…

- Istotnie! Wszystkie te instytucje rozsiane są po wszystkich kontynentach. W Afryce mamy 17 wydziałów i 76 instytucji stowarzyszonych, w Azji zaś jest 25 wydziałów i 56 instytucji z nimi połączonych. Ameryka Północna cieszy się liczbą 19 wydziałów i 25 podpiętych pod nie instytucji naukowych, zaś Ameryka Południowa ma 22 wydziały i 56 zależnych od nich mniejszych uczelni. Oceania ma najmniej, bo tylko 1 wydział i 3 instytucje skoligacone, ale za to Europa bryluje 207 wydziałami i 287 instytucjami połączonymi. Wszystkie te uczelnie goszczą ok. 64.500 studentów, natomiast służy im 12.000 profesorów.

o. JS: – Z jaką „duszą” podejmie Ojciec Profesor nowe odpowiedzialności?

- Myślę najpierw poznać samą Agencję i wszystkich współpracowników, by skorzystać z ich doświadczeń, zwłaszcza mojego poprzednika na urzędzie, nieocenionego w swoim doświadczeniu o. Gianfranco Imody, SJ. Ton wszystkiemu nada jednak, tak myślę, sama konstytucja apostolska Veritatis gaudium i jej podstawowe kryteria „odnowienia i odrodzenia wkładu studiów kościelnych w Kościół wychodzący na misję”. Papież Franciszek na pierwszym miejscu stawia tu „wprowadzanie duchowe, intelektualne i egzystencjalne w serce kerygmatu”, czyli w „radosną nowinę Ewangelii Jezusa”. Tutaj dusza oddycha tlenem Łaski… Pozostałe kryteria to dialog „jako nieodłączny wymóg, by zyskać wspólnotowe doświadczenie radości prawdy”, potem interdyscyplinarność, a nawet transdyscyplinarność (!), które mają umiejscowić rozwój wszelkiej wiedzy „w obrębie Mądrości płynącej z Objawienia Boga”. Ostatnie zaś kryterium dotyczy pilnej potrzeby tworzenia „sieci pomiędzy różnymi instytucjami, które w każdej części świata uprawiają i krzewią studia kościelne”. Dodatkowym ubogaceniem ma być wymóg współdziałania z tymi instytucjami, które są inspirowane „różnymi tradycjami kulturowymi i religijnymi”.

o. JS: – Łaski Bożej nie może tu zabraknąć…

O tak! Studiowanie teologii, ale też zdobywanie wszelkiej wiedzy, jak napisał Papież Franciszek, „jest owocne tylko wtedy, gdy robi się to z otwartym umysłem i na kolanach”, więc musi opierać się zarówno na solidnym akademickim dociekaniu, jak i głębokiej wierze. Obok prawdziwej komunii międzyludzkiej, liczę zawsze i pierwotnie na nieustanną asystencję Ducha Zmartwychwstałego Pana, który wszystko ożywia i daje wzrost, ale też na „niezrównaną miłość macierzyńską” Matki Nieustającej Pomocy, pod której sercem już od 30 lat mieszkam w Rzymie, a której Niepokalane Poczęcie stało się datą podpisania nowej konstytucji apostolskiej Veritatis gaudium, to jest 8 grudnia 2017 r. Ona, Sedes Sapientiae, a zarazem Pierwsza Uczennica Syna Bożego, na pewno nauczy mnie stawiać pierwsze kroki w tej nowej posłudze, która na razie zapiera dech…

o. JS: – Tego więc wszyscy Ojcu życzymy i dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Polska przegrała z Senegalem

2018-06-19 19:02

wpolityce.pl

Niestety, gole padły po fatalnych błędach zawodników naszej reprezentacji. W 37. minucie bramkę samobójczą strzelił Thiago Cionek, a w 60. minucie kolejnego gola strzelił Mbaye Niang.

PolandMFA / Foter.com / CC BY-ND

Grzegorz Krychowiak w 86. minucie strzelił gola na 2:1.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem