Reklama

Franciszek jedzie do Azji gdzie Kościół dynamicznie się rozwija

2017-11-26 14:26

Krzysztof Tomasik / Warszawa / KAI

Ks. Zbigniew Chromy
Papież Franciszek – po liturgii – na Placu św. Piotra

Po raz trzeci w czasie swojego pontyfikatu papież Franciszek wyrusza do Azji. Po Korei Południowej w 2014 oraz Sri Lance i Filipinach w 2015 - w dniach 26 listopada - 2 grudnia odwiedzi Mjanmę i Bangladesz. We współczesnym świecie nigdzie Kościół katolicki nie rozwija się tak dynamicznie jak w Azji, choć jego wierni stanowią tam zaledwie ok. 3 procent ludności.

Dla papieża z Argentyny największy kontynent świata, na którym mieszka 60 proc. ludności świata znajduje się na samym szczycie zainteresowania, gdyż mimo wielu ograniczeń i prześladowań Kościoły lokalne tego kontynentu, z jego różnorodnymi kulturami i modelami społecznymi, prezentują się jako niezwykle żywotne oraz dynamiczne i tam kształtuje się przyszłe oblicze Kościoła katolickiego. To przede wszystkim wyjaśnia, dlaczego papież Franciszek uznał Azję za jeden z priorytetów swojego pontyfikatu.

Innym powodem wydaje się być jego sympatia do zakonnych współbraci jezuitów, ich dziejowej roli w ewangelizacji "peryferii" świata a szczególnie do ks. Matteo Ricci, który przybył do Pekinu 400 lat temu i zaczął głosić Ewangelię w Państwie Środka. Słowa świętego o "przybyciu z dalekiego kraju" papież Bergoglio sparafrazował 13 marca 2013 r. w dniu wyboru na papieża gdy powiedział, że "bracia kardynałowie poszli znaleźć go prawie na końcu świata".

Wreszcie za trzeci motyw papieskiej fascynacji Azją można by uznać pewnego rodzaju spełnienie marzeń młodego jezuity ks. Jorge Bergoglio, który pragnął zostać misjonarzem w Japonii. W ramach przygotowań do tej misji pochłaniał książki prowincjała jezuitów w Tokio, ks. Pedro Arrupe, późniejszego legendarnego przełożonego generalnego jezuitów.

Reklama

"Kapitał" wiernych Kościoła katolickiego w Azji jest stosunkowo skromny: należy do niego zaledwie 142 mln ludzi, czyli tylko ok. 3 proc. ludności największego kontynentu świata, gdy w Afryce jest to 20 proc., Europie 40 proc. i w obu Amerykach 60 proc.

Spośród nich większość wierzących mieszka na Filipinach i w małym Timorze Wschodnim. W innych azjatyckich krajach katolicy i w ogóle chrześcijanie są nie tylko niewielką mniejszością, kroplą w morzu wyznawców jednej lub kilku innych religii: islamu, hinduizmu, buddyzmu, szintoizmu, konfucjanizmu.

Często są przedmiotem prześladowań politycznych i religijnych oraz dyskryminacji. Fundamentalistyczne bojówki w islamie, na przykład w Malezji, Indonezji, Pakistanie lub w Bangladeszu najchętniej chciałyby się ich pozbyć. Państwowe represje spotykają chrześcijan nie tylko w komunistycznych Chinach i Wietnamie, ale także w demokracjach takich jak Indie, gdzie radykalna Indyjska Partia Ludowa (BJP) dominuje w parlamencie. Nawet ze strony pokojowego z istoty buddyzmu spotyka chrześcijan przemoc, czego przykładem są Sri Lanka i Mjanma.

Chociaż chrześcijaństwo zrodziło się w Azji, a konkretnie na Bliskim Wschodzie i było obecne np. w Indiach już w IV wieku, to kontynent ten pozostaje najmniej chrześcijański a Kościół katolicki często jest nadal postrzegany jako dziedzictwo białych władców kolonialnych, a nawet jako europejska sekta. Taka opinia powstała również w skutek błędów w pracy misjonarzy, którzy często nie umiejętnie kierowali procesem inkulturacji w społeczeństwach buddyjskich lub konfucjańskich.

Z drugiej strony nigdzie Kościół nie rozwija się tak dynamicznie jak w Azji. Do czołówki należy Korea Południowa, gdzie jeszcze 50 lat temu katolicy stanowili zaledwie 1 proc. społeczeństwa a dzisiaj już 10,4 proc. (5,5 mln), a ich liczba stale wzrasta. Pod względem liczby katolików na azjatyckim kontynencie kraj ten znajduje się na trzecim miejscu po tradycyjnie katolickich Filipinach i Timorze Wschodnim. Na Filipinach Kościół katolicki jest największą wspólnotą tego wyznania w Azji, liczącą ponad 76 mln wiernych (na 97 mln mieszkańców). Tylko między 2012 i 2013 r. przybyło ich 6 mln, co oznacza przyrost o 8 proc. Podobnie w Timorze Wschodnim na ponad 1,2 mln ludności katolicy stanowią 96 proc. społeczeństwa.

W ostatnich latach również w Indiach chrześcijaństwo, które według tradycji przyniósł św. Tomasz Apostoł, przeżywa dynamiczny rozwój. Obecnie 71 mln ludzi przyznaje się do wiary w Chrystusa, podczas gdy w 2001 roku było ich 24 miliony. W Indiach katolicy stanowią 1,6 proc. ponad miliardowego społeczeństwa, co stanowi 17 mln wiernych. Katolicy skupieni są w Kościele obrządku łacińskiego oraz w dwóch Kościołach obrządku wschodniego zjednoczonych z Rzymem: w Kościele syromalabarskim i syromalankarskim. Kościół łaciński jest najliczniejszy - należy do niego ok. 12 mln katolików podczas gdy Kościół syromalabarski liczy ok. 3,6 mln a Kościół syromalankarski ponad 500 tys.

Również w Chinach rośnie ich liczba i szacuje się, że obecnie w "Państwie Środka" żyje 15 mln katolików tak w kontrolowanym przez komunistyczne władze Kościele "patriotycznym" ja i w wiernym Rzymowi Kościele "podziemnym". Po zwycięstwie komunistów pod wodzą Mao Zedonga w 1949 r. chrześcijanie byli uważani za potencjalnych kontrrewolucjonistów. Podczas rewolucji kulturalnej w latach 1966-76 Kościół katolicki był ostro prześladowany. Od lat 90. XX w. relacje między Kościołem patriotycznym a podziemnym ulegają powoli normalizacji. Choć Chiny nie utrzymują stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską to od początku pontyfikatu Franciszka, co raz pojawiają się doniesienia o możliwym zbliżeniu i uregulowaniu wzajemnych relacji.

Za stabilną uznaje się sytuację Kościoła w Japonii. Po znacznym wzroście po zakończeniu II wojny światowej liczba wiernych wynosi obecnie ok. 550 tys., co stanowi 0,4% 127 mln mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni.

Ponadto do krajów Azji z ponad milionowa liczbą katolików należą: Indonezja (7 mln), Wietnam (6 mln) czy Liban (2 mln). Co najmniej milion wyznawców Kościół katolicki ma też w Sri Lance, Arabii Saudyjskiej, Pakistanie i Malezji.

Co ważne na kontynencie azjatyckim obok krajów, w których katolików można liczyć w milionach, są też inne, gdzie wspólnoty katolickie, choć zazwyczaj dynamiczne, są bardzo nieliczne. I tak sztandarowym przykładem tych ostatnich jest Mongolia, gdzie Kościół katolicki wznowił swą działalność ponad 20 lat temu i liczy obecnie 900 wiernych. Jednocześnie co roku chrzest przyjmuje tam kilkadziesiąt kolejnych osób, co statystycznie daje wzrost liczby wiernych niemal o 10 proc. rocznie. Jeszcze skromniejsza jest wspólnota katolicka w Turkmenistanie (ponad 100 osób), Afganistanie (200 osób), Tadżykistanie (ponad 300 osób) czy Kirgistanie (500 osób). Choćby najbardziej dynamiczny rozwój tych wspólnot nie wpływa jednak w sposób znaczący na statystyki dotyczące całego kontynentu.

Pomimo niewielkiej liczebności Kościół odgrywa w wielu krajach azjatyckich ważną rolę w dziedzinie edukacji i służby zdrowia. Fakt, że otwiera swoje szkoły i szpitale dla wszystkich bez względu na religię spotyka się z wielkim uznaniem. Ponadto w państwach autorytarnych stara się być rzecznikiem poszanowania demokracji i praw człowieka. Legendarną już inicjatywą Kościoła była pokojowa "rewolucja różańcowa" przeciwko dyktaturze Ferdinanda Marcosa na Filipinach w 1986 roku.

W większości lokalnych Kościołów w Azji posługują głównie rdzenni biskupi i kapłani, co już nie obciąża hipoteki Kościoła czasami kolonialnymi, co więcej, dawne Kościoły misyjne od dawna wysyłają duchownych do posługi w krajach cierpiących na brak kapłanów w Europie. W tym kontekście powołania kapłańskie i zakonne również świadczą o dynamizmie azjatyckiego Kościoła i tak liczba księży w Azji wzrosła w ostatnich latach o 32 proc. (wobec średniej światowej wynoszącej zaledwie 2,1 proc.). Seminarzystów przygotowujących się do kapłaństwa przybyło o 29,4 proc. (średnia światowa - 7,5 proc.). Liczba braci zakonnych (zakonników niemających święceń kapłańskich) zwiększyła się o rekordowe 44,9 proc., a zakonnic o 18 proc. (podczas gdy w skali świata świecie ubyło ich o 10 proc.).

Co ważne Kościół w Azji stoi przed wyzwaniami przed jakimi staje chrześcijaństwo na całym świecie: sekularyzmem i materializmem, osłabieniem więzów rodzinnych, zagrożeniami dla życia ludzkiego, narastającym indywidualizmem i dlatego w ewangelizacji kontynentu istotne jest znaczenie świadectwa męczenników oraz rola katolików świeckich.

Od wieków po raz pierwszy na czele Kościoła katolickiego stoi papież spoza Europy. Franciszek stale podkreśla, że Kościół nie chce się rozwijać poprzez prowadzenie prozelityzmu wśród innych religii, ale mocą samego orędzia i świadectwa. Spotykając się z Federacją Konferencji Biskupich Azji (FABC) w Korei w 2014 r. podkreślił, że dialog jest istotną częścią misji Kościoła na tym kontynencie, zaś punktem wyjścia do niego powinna być wyraźna tożsamość chrześcijańska i zdolność do empatii. „Jeśli mamy mówić swobodnie, otwarcie i owocnie z innymi, musimy jasno ukazywać kim jesteśmy, co Bóg dla nas uczynił i czego od nas żąda. A jeśli nasza komunikacja nie ma być monologiem, to musi być otwartość serca i umysłu, by akceptować poszczególne osoby i kultury” - powiedział papież.

W przyszłym tygodniu Franciszek odwiedzi buddyjską Mjanmę i muzułmański Bangladesz. W każdym z tych krajów żyją niewielkie liczące zaledwie kilkaset tysięcy wspólnoty katolików wywodzące się z mniejszościowych grup etnicznych. Oba Kościoły lokalne, których dzieje sięgają czasów działalności portugalskich misjonarzy w XVI w. są bardzo mocno zaangażowane w działalność charytatywną i edukacyjną. Niemniej jednak na codzień spotykają się z dyskryminacją i przemocą. Nadzieje katolików i innych chrześcijan są duże, przede wszystkim, że wizyta papieża przyczyni się do większej tolerancji i zaufania.

Krzysztof Tomasik

Tagi:
podróże Franciszek w Azji

Połąga – nadbałtyckie Zakopane

2018-09-04 13:45

Mirek i Magda Osip-Pokrywka
Edycja rzeszowska 36/2018, str. VII

Mirek i Magda Osip-Pokrywka
Pałac Tyszkiewiczów w Połądze

Na końcówkę lata zabieramy dziś Państwa nad Bałtyk. Połąga, zanim stała się nadmorskim kąpieliskiem, przez blisko 3 stulecia była jedynym portem morskim Wielkiego Księstwa Litewskiego, a wcześniej pogańskiej Żmudzi. Tutaj miała się urodzić słynna Biruta. Według legendy była ona córką żmudzkiego bojara poświęconą jako dziewica bogini Praurymie. Biruta miała na górze pod Połągą swoją świątynię. Pewnego razu gościł na Żmudzi powracający z wyprawy przeciw Krzyżakom książę Kiejstut, zakochał się w pięknej wajdelotce, a następnie porwał ją do swego zamku w Trokach. Z tego związku miał się urodzić dobrze znany Polakom bohater spod Grunwaldu – książę Witold. Po śmierci męża kapłanka nadal wierna swym pogańskim ślubom wróciła na górę, gdzie mieszkała do końca swych dni. Po śmierci usypano jej mogiłę i miejsce otoczono kultem. Biruta została opiekunką matek i płodności, a na pagórek pielgrzymowały kolejne pokolenia Żmudzinek z nadzieją na szczęśliwe macierzyństwo. W 1869 r. na tym miejscu wzniesiono kaplicę św. Jerzego, która przetrwała do dziś.

Największy rozwój Połągi nastąpił, gdy pobliskie dobra nabyli Tyszkiewiczowie. Początkowo posiadłość była traktowana jako typowe letnisko, gdzie rodzina przenosiła się na wakacje. Wybudowano długie molo i uruchomiono niewielki parostatek, który dwa razy w tygodniu kursował do Lipawy (obecnie na terenie Łotwy). Przełom w rozwoju kurortu nastąpił pod koniec XIX wieku, gdy Feliks Tyszkiewicz postanowił zbudować w Połądze rodzinną rezydencję. Równolegle nastąpił rozwój działalności uzdrowiskowej, zbudowano dom zdrojowy, łazienki, pierwsze wille dla gości i nowy kościół. Wówczas Połągę nazywano „nadbałtyckim Zakopanem”. Spotykała się tutaj polska elita intelektualna i artystyczna z trzech zaborów. Stanisław Witkiewicz malował tu swoje marynistyczne pejzaże i zaprojektował dom zdrojowy w tzw. stylu narodowym. Uczeń Jana Matejki, Leon Wyczółkowski, uwieczniał na swych obrazach i grafikach tamtejsze sosny. Władysław Reymont kończył tu swą ludową epopeję „Chłopów”. Połąga pełniła rolę duchowej stolicy Polski pod zaborami.

Dziś to największy litewski kurort nad Bałtykiem odwiedzany przez więcej niż pół miliona gości z całej Europy. Miejscowość zmieniła swój wizerunek: dominują centra rozrywki, bary i restauracje. Pod blichtrem masowej rozrywki nadal można odnaleźć ślady dawnej Połągi. Przypomina o nich dawny pałac Tyszkiewiczów, (obecnie wewnątrz mieści się interesująca ekspozycja Muzeum Bursztynu) i swojsko brzmiące nazwy niektórych pensjonatów, jak np. „Grażyna” i „Zofia”. W nienaruszonym stanie przetrwał neogotycki kościół parafialny Wniebowzięcia NMP, ufundowany przez hr. Feliksa Tyszkiewicza, gdzie można zobaczyć piękne witraże wykonane przez krakowski warsztat Stanisława Gabriela Żeleńskiego. Ulubionym miejscem spacerów letników jest wychodzące w morze półkilometrowe molo. Pierwotna drewniana konstrukcja wybudowana przez Tyszkiewiczów w 1892 r. nie przetrwała zbyt długo, wkrótce zasypał ją nanoszony przez morskie fale piasek. Dzisiejsza budowla oparta na masywnych żelbetonowych słupach, zabezpieczona kamiennym falochronem, znacznie lepiej broni się przed morskim żywiołem. Szukając nieco spokoju, warto wybrać się do oddalonej o 12 km Kretyngi, gdzie zachowała się kolejna rezydencja Tyszkiewiczów z pięknie wkomponowaną w bryłę budowli oranżerią.

Przewodniki po Kresach
Więcej o Połądze i Tyszkiewiczach oraz o innych słynnych rodach i rezydencjach zapisanych na kartach historii wschodnich kresowych ziem Rzeczpospolitej, znaleźć można w cyku przewodników historycznych autorów artykułu Magdy i Mirka Osip-Pokrywka „Polskie ślady na: Ukrainie, Białorusi oraz Litwie i Łotwie” wydanych nakładem Wydawnictwa BOSZ.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Patriarcha Bartłomiej potwierdził, że chce udzielić autokefalii Kościołowi prawosławnemu na Ukrainie

2018-09-24 19:39

kg (KAI/RISU) / Stambuł

Patriarcha konstantynopolski Bartłomiej na zakończenie liturgii w cerkwi św. Focjusza w Stambule oznajmił, że rozesłał wszystkim zawiadomienie, iż Ukraina niebawem otrzyma autokefalię, gdyż ma do tego prawo. Poinformował o tym 23 września portal fanarion.blogspot.com .

pl.wikipedia.org

Według tegoż źródła, honorowy zwierzchnik światowego prawosławia wspomniał o tym przy okazji obecności na liturgii teologa czeskiego. Przypomniał, że Kościół prawosławny Ziem Czeskich i Słowacji jest najmłodszym Kościołem lokalnym, jaki otrzymał autokefalię od Konstantynopola (w 1998) i "teraz przyszła kolej na Ukrainę". "Mam nadzieję, że otrzyma ona status autokefalii w najbliższym czasie, mimo istniejących przeszkód i stanie się to, ponieważ ma do tego prawo" - stwierdził z mocą Bartłomiej.

Wyjaśnił przy tym, że z jednej strony jest to jej (Ukrainy) wyłączne prawo do otrzymania takiego statusu, z drugiej zaś prawo do nadania go "należy wyłącznie do naszego Patriarchatu Ekumenicznego, jak to było ze wszystkimi nowymi Kościołami prawosławnymi, począwszy od Rosji w XVI wieku, a kończąc na Kościele Czech i Słowacji, o czym wspomniałem wcześniej".

Mówca zapewnił, że nie lęka się gróźb. Podkreślił, że w jednym z niedawnych swych przemówień zaznaczył, iż Patriarchat Konstantynopolski ani nie grozi, ani sam nie znajduje się pod zagrożeniem, jednakże wykonując święte kanony, konsekwentnie nadal udziela ze swej strony autokefalii oraz trzyma się poważnych przywilejów, jakie przyznały mu sobory powszechne. "Tych uprawnień i kanonów soborowych, przyznanych nam jako Prymasowskiemu Kościołowi Konstantynopolskiemu, nie zdradzimy. Przestrzegamy i trzymamy się tych kanonów i będziemy wcielać je w życie w przypadku zarówno Ukrainy, jak i w każdym innym, jeśli zajdzie taka konieczność" - zapewnił na zakończenie patriarcha Bartłomiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Czy Rzecznik Praw Dziecka będzie bronić wszystkich dzieci?

2018-09-24 21:15

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Z kandydatury dr Agnieszki Dudzińskiej na Rzecznika Praw Dziecka mogą się cieszyć rodziny i dzieci niepełnosprawne. Pytanie: Czy również te niepełnosprawne dzieci, które nie zdążyły się jeszcze narodzić?

Prawo i Sprawiedliwość na bardzo ważny urząd Rzecznika Praw Dziecka zgłosiło dr Agnieszkę Dudzińską. Kobieta jest socjologiem, działaczem społecznym na rzecz osób niepełnosprawnych, a prywatnie matką m. in. chłopca z Zespołem Downa. Od lat jest aktywna w różnych organizacjach i stowarzyszeniach rodzin dotkniętych niepełnosprawnością, co może być dla niej dobrą rekomendacją. Nie mam nic przeciwko temu, by przyszła Rzecznik z większą troską pochyliła się na losem dzieci niepełnosprawnych. Osobiście będę jej kibicował w tej trudnej, ale i jednocześnie bardzo ważnej misji. Niestety w tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu, a także zasadnicze pytanie do kandydatki.

Gdy pojawiły się pierwsze informacje o tym, że Dudzińska może być jedynym kandydatem na RPD, zajrzałem na jej profil w mediach społecznościowych. I zobaczyłem kilka wpisów, w których Dudzińska dość ostro krytykuje ludzi zaangażowanych w Duchową Adopcję dzieci nienarodzonych, a nawet użyła hasła pielgrzymki "podwyższenie Krzyża w rodzinie", by powiedzieć "rodzicom adopcyjnym", aby zamiast się modlić pomagali osobom niepełnosprawnym. "Kiedyś po akcji adopcjonistów podeszłam z dzieckiem do proboszcza z prośbą o prawdziwą pomoc tych osób" - napisała na Twiterze Dudzińska.

Takie słowa u osoby, która uważa się za wierzącą i troszczy się o ludzi niepełnosprawnych, muszą wywoływać zdumienie. Przecież modlitewna aktywność, nie wyklucza wolontariatu na rzecz niepełnosprawnych. Sam znam osoby zaangażowane w pro-life i jednocześnie działające w środowisku osób niepełnosprawnych. Przeciwstawianie tych grup jest sztuczne, destrukcyjne i krzywdzące. Dezawuowanie ludzi, którzy codziennie modlą się w intencji życia dzieci musi być odebrane jako brzydki gest ze strony kandydatki na Rzecznika Praw Dziecka. Przecież prawo o Rzeczniku Praw Dziecka nie pozostawia złudzeń. - W rozumieniu ustawy dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności - czytamy w ustawie o Rzeczniku Praw Dziecka.

Jako społecznik i naukowiec Agnieszka Dudzińska doskonale wie, że dziś masowo zabijane są niepełnosprawne dzieci. I troska o nie powinna stać na pierwszym miejscu, bo przecież prawo do życia, jest najbardziej podstawowym prawem człowieka i dziecka. Dlatego przed objęciem urzędu powinna jasno określić się, po której stoi stronie, ale także jasno powiedzieć, czy popiera obywatelski projekt #ZatrzymajAborcję, który staje w obronie właśnie niepełnosprawnych dzieci.

Rozumiem, że pani Agnieszka Dudzińska jest zaangażowana prywatnie i również zawodowo na rzecz osób niepełnosprawnych. Może ten niezbyt mądry wpis na twitterze powstał pod wpływem emocji. Jest jednak pewne, że jako Rzecznik Praw Dziecka nigdy nie powinna dzielić ludzi na tych, którzy pomagają i na tych, którzy modlą się przecież za te same dzieci niepełnosprawne, którym pani Dudzińska bardzo chce pomagać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem