Reklama

Prezydent powołał rząd Mateusza Morawieckiego

2017-12-11 19:00

wpolityce.pl / prezydent.pl

Jakub Szymczuk/KPRP

W Pałacu Prezydenckim odbyła się uroczystość powołania nowego rządu. Premierem został Mateusz Morawiecki. Zatrzymał on także swoje stanowiska jako minister finansów i gospodarki. Decyzją nowego premiera jest pozostawienie dotychczasowego rządu Beaty Szydło bez zmian. Była premier została wiceprezesem Rady Ministrów.

– Dla mnie to ogromny zaszczyt, że mogę stanąć na czele rządu. Traktuję tę służbę publiczną jako element odpowiedzialności i podejmowania decyzji w imieniu obywateli tak, by obywatelom żyło się jak najlepiej. Mogę obiecać, że będzie to rząd, który będzie czerpał najlepsze doświadczenia z dotychczasowych osiągnięć. Będzie to rząd kontynuacji. Naszą latarnią, naszym punktem odniesienia będzie rodzina, praca, godna praca, mieszkanie dla wszystkich, dostępne dla jak największej liczby osób – powiedział nowy premier Rzeczpospolitej, Mateusz Morawiecki.

– To bardzo ważny moment w historii Rzeczypospolitej, którego gratuluję. Pozostanie w pamięci Polaków, którzy oglądają tę uroczystość. (…) Chcę z całego serca pogratulować panu premierowi objęcia teki premiera. Ktoś może powiedzieć, że nie ma zmiany. Jest zmiana, jest nowy prezes Rady Ministrów, który podjął decyzję, że chce pracować z dotychczasową Radą Ministrów, zanim przeprowadzi w niej zmiany. (…) To dobra, koleżeńska decyzja, by z gabinetu premiera, własnymi oczami spojrzeć na pracę ministrów – mówił prezydent.

– Mam prośbę do pana premiera. (…) Były też mankamenty, które mam nadzieję jako prezydent RP, że znikną – stwierdził Andrzej Duda.

Reklama

– Życzę państwu byśmy wszyscy mieli taką energię, przekonanie i wolę realizacji tego co obiecaliśmy w 2015 roku. (…) Nie dla zaszczytów, ale by ciężko pracować, pokazać ludziom, że dobra zmiana w Polsce jest możliwa. Pokazaliście, że dało się zrobić wiele rzeczy, o których mówiono, że jest niewykonalne. (…) 500+ miało być niewykonalne, a budżet miał się nie zamknąć. Program się udał i budżet się zamknął – powiedział.

Dziękując państwu za pracę proszę o jeszcze więcej wysiłku i liczę na dobrą współpracę z prezydentem RP. Dla dobra RP, dla dobra naszych rodaków, którym obiecaliśmy znacznie więcej niż się do tej pory udało zrobić. Mam tę ogromną ambicję byśmy zrealizowali wszystkie obietnice – zakończył prezydent Andrzej Duda.


Prezydent RP powołał także w skład Rady Ministrów:

Mateusza MORAWIECKIEGO - na urząd Ministra Rozwoju i Finansów

Beatę SZYDŁO - na urząd Wiceprezesa Rady Ministrów

Piotra GLIŃSKIEGO - na urzędy Wiceprezesa Rady Ministrów i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Jarosława GOWINA - na urzędy Wiceprezesa Rady Ministrów i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Mariusza BŁASZCZAKA - na urząd Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji

Antoniego MACIEREWICZA - na urząd Ministra Obrony Narodowej

Witolda WASZCZYKOWSKIEGO - na urząd Ministra Spraw Zagranicznych

Krzysztofa TCHÓRZEWSKIEGO - na urząd Ministra Energii

Zbigniewa ZIOBRĘ - na urząd Ministra Sprawiedliwości

Annę ZALEWSKĄ - na urząd Ministra Edukacji Narodowej

Jana SZYSZKĘ - na urząd Ministra Środowiska

Elżbietę RAFALSKĄ - na urząd Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Krzysztofa JURGIELA - na urząd Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Andrzeja ADAMCZYKA - na urząd Ministra Infrastruktury i Budownictwa

Konstantego RADZIWIŁŁA - na urząd Ministra Zdrowia

Marka GRÓBARCZYKA - na urząd Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej

Annę STREŻYŃSKĄ - na urząd Ministra Cyfryzacji

Witolda BAŃKĘ - na urząd Ministra Sportu i Turystyki

Beatę KEMPĘ - na urząd Ministra - Członka Rady Ministrów

Elżbietę WITEK - na urząd Ministra - Członka Rady Ministrów

Mariusza KAMIŃSKIEGO - na urząd Ministra - Członka Rady Ministrów

Henryka KOWALCZYKA - na urząd Ministra - Członka Rady Ministrów


Nowi członkowie Rady Ministrów złożyli wobec Prezydenta RP przysięgę.

Tagi:
rząd

Co się dzieje w Trybunale Konstytucyjnym?

2018-07-16 14:40

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak

Trybunał Konstytucyjny proceduje nad aborcją eugeniczną od końca października 2017 roku, a prezes Julia Przyłębska nie wyznaczyła nawet terminu rozprawy. W 1997 prezes Andrzej Zoll był w o wiele trudniejszej sytuacji, a kwestię ochrony życia trybunał rozwiązał dokładnie w 162 dni. Obecnie wniosek ponad 100 posłów o stwierdzenie niekonstytucyjności aborcji eugenicznej, leży już w trybunale od 265 dni. A przecież przez ten czas statystycznie, co osiem godzin zabijane jest dziecko, czyli życie straciło ok. 800 dzieci.

Przypomnę, że skład orzekający pod przewodnictwem prof. Andrzeja Zolla miał o wiele trudniejsze zadanie. Miał przeciwników życia nienarodzonych w rządzie SLD i w Sejmie, którzy bombardowali trybunał proaborcyjnymi opiniami oraz stanowiskiem ówczesnego prokuratora generalnego. Mimo tak wielkiego sprzeciwu sędziowie w 1997 roku orzekli, że aborcja ze względów społecznych jest sprzeczna z ustawą zasadniczą, a życie ludzkie ma prawną ochronę od poczęcia.

Wyrok z 1997 roku jest przełomowy dla całego późniejszego orzecznictwa. Sędziowie dali też jednoznaczną wskazówkę, że również aborcja eugeniczna jest niekonstytucyjna. To bardzo logiczne. Skoro według konstytucji życie ludzkie jest prawem chronione od poczęcia, to tak jak nie zabijamy dorosłych niepełnosprawnych i chorych, tak samo nie można zabijać ich przed urodzeniem. Nie ma więc wątpliwości, że nienarodzone dzieci ze stygmatem prawdopodobieństwa choroby i niepełnosprawności, zasługują na taką samą ochronę, jak ich rówieśnicy bez tego wyroku.

Obecnie na biurkach sędziów trybunału konstytucyjnego leży wniosek doktora prawa i jednocześnie posła PiS Bartłomieja Wróblewskiego, stanowisko marszałka sejmu oraz prokuratora generalnego. Wszystkie te dokumenty jednoznacznie dowodzą, że aborcja eugeniczna jest sprzeczna z konstytucją oraz dotychczasowym orzecznictwem trybunału. Politycy PiS, którzy są słusznie naciskani przez środowiska prolife, a także katolicką opinię, tłumaczą się wnioskiem w trybunale.

Sędziowie mają dziś stosunkowo łatwe zadanie. Przyznanie konstytucyjnej ochrony prawnej dzieciom ze stygmatem prawdopodobieństwa choroby lub niepełnosprawności, jest jedynie postawieniem przysłowiowej kropki nad "i" do orzeczenia sprzed 21 laty. Dlatego trzeba zadać pytanie: Co dzieje się z trybunałem i dlaczego nadal na wokandzie nie ma wyznaczonego terminu rozprawy nad stwierdzeniem niekonstytucyjności aborcji eugenicznej? Czy prawdą jest, że wniosek w trybunale ma być tylko alibi dla partii rządzącej, aby politycy PiS mogli w nieskończoność tłumaczyć się dlaczego blokują obywatelski projekt #ZatrzymajAborcję?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Zenon Grocholewski o św. Janie Pawle II

2018-10-14 21:53

Joanna Adamik, Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

W wywiadzie dla biura prasowego archidiecezji krakowskiej kard. Zenon Grocholewski wspomina dzień wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową oraz opowiada o wieloletniej współpracy z papieżem, który zawsze był sobą.

Katarzyna Katarzyńska | Archidiecezja Krakowska

– Osobiście kard. Wojtyłę poznałem dopiero w Rzymie. Przyjechałem tu 1966 roku i kiedy on przyjeżdżał do Rzymu to zawsze zatrzymywał się w Kolegium Polskim, gdzie mieszkałem. Był tam jednym z nas. To nie był hierarcha, który przechodzi obok studentów i ich nie widzi, ale dostrzegał każdego. 16 października 1978 roku byłem wśród studentów w Kolegium Polskim w Rzymie. Wtedy tam nie mieszkałem, ale akurat przyjechałem. Trwała transmisja z wyboru papieża. Pamiętam, że jak wyszedł kard. Felici, który zresztą był wtedy moim szefem, od razu podzieliłem się ze wszystkimi obecnymi, że coś tu nie gra, bo kard. Felici był jowialny, zawsze wesoły, uśmiechnięty, a tu wyszedł poważny. Widać było, że on nie był z tych, którzy promowali Wojtyłę. On, który przecież pisał wiersze po łacinie, rzymianin z krwi i kości, nie był zadowolony, że teraz zostaje papieżem ktoś „z lasu”. Ale potem się przekonał. Pamiętam, że w całej jego wypowiedzi rozpoczynającej się od „Habemus papam…” Wojtyła było na końcu, ale jak powiedział „Carolum” to wszyscy od razu wykrzyknęliśmy „Wojtyła!” To była wielka radość i mocne przeżycie.

Kard. Zenon Grocholewski wyznaje dalej, że po wyborze polskiego papieża obok wielkiej radości towarzyszył mu strach.

– Myślałem sobie, że Wojtyła nigdy nie pracował w kurii rzymskiej, a tu jest mnóstwo „mózgów” z całego świata, bałem się, czy nie będzie się czuł trochę przygnieciony tym całym aparatem. Ale już po dwóch dniach wiedziałem – o nie, nikt go nie przygłuszy, on jest sobą, tak jakby był w swoim domu. Zaczyna żyć zupełnie inaczej, idzie do chorych, przemawia, zaprasza do siebie na śniadania, kolacje. Był zupełnie sobą i bardzo mi się to podobało.

Kardynał wspomina, że pracował wtedy w Najwyższym Sądzie Kościelnym, gdzie przychodziło wielu profesorów prawa, adwokatów i uderzyło go, że przyjęli tego papieża bardzo dobrze, nie było słowa krytyki, każdy gratulował i cieszył się. Podkreślił też, że Wojtyła był sympatyczny od samego początku i wszystkich ujął już podczas pierwszego przemówienia, kiedy wyznał, że jeszcze nie umie dobrze włoskiego i prosił, że jeśli zrobił jakiś błąd, to żeby go poprawić – przy czym właśnie w tym zdaniu błąd popełnił. To jeszcze bardziej zjednało mu ludzi.

Następnie kardynał odniósł się do homilii, którą Jan Paweł II wygłosił, inaugurując swój pontyfikat i kiedy wypowiedział słynne „otwórzcie drzwi Chrystusowi”.

– Pamiętam, że jak tego kazania słuchałem to byłem przekonany, że to jest Wojtyła. Normalnie jest tak, że nowemu papieżowi na początku pomagają i na pewno mu kazanie napisali. Jednym z autorów miał być kard. Felici. Potem Felici był niezadowolony, bo papież nawet tego nie przeczytał, tylko sam powiedział to, co mu leżało na sercu. Dla niego bardzo ważny był człowiek, którego chciał ubogacić Chrystusem. I wyraził to wobec całego świata. Zaraz widziało się, że w tym mu nikt nie pomagał, nikt mu tego nie pisał, że to jest on.

Kard. Grocholewski powiedział także, że do dzisiaj wszyscy to kazanie wspominają i cytują, co jest piękne, właśnie dlatego, że Wojtyła nigdy nikogo nie naśladował tylko był sobą, był autentyczny i dzięki temu zjednywał sobie bardzo wielu ludzi i to nie tylko katolików.

Kardynał wspomniał też sytuację, kiedy najwięksi amerykańscy adwokaci przybyli do Rzymu, by zobaczyć jak funkcjonuje Najwyższy Sąd Kościelny, w którym pracował wtedy kard. Grocholewski. W ramach tej wizyty zorganizował im również spotkanie z Ojcem św. Wspomina, że otrzymał potem od ich przewodniczącego – Żyda piękny list, w którym dziękował za wizytę, ale przede wszystkim za spotkanie z papieżem, które ogromnie go ujęło.

– Takie wrażenie zrobił ten człowiek przez kilka minut, bo przecież tyle trwa spotkanie z Ojcem św. To było piękne. Był to papież, który robił wrażenie, ale nie dlatego, że starał się komuś zaimponować, ale swoją osobowością. Zawsze mówię, że był prawdziwym człowiekiem. Był ilustracją tego, o czym nauczał.

Kard. Grocholewski podkreślił, że z pism Jana Pawła II jasno wyłania się fakt, że szczytem człowieczeństwa jest świętość.

– On właśnie był świętym. Jego świętość to jest bycie prawdziwie człowiekiem. Nikt nie miał wątpliwości, że on żyje tym co mówi i naprawdę w to wierzy.

Rozmówca przypomniał dalej, że Jan Paweł II wiele mówił o dialogu, a prawdziwym człowiekiem dialogu był tylko on – z kilku ważnych powodów, które bardzo konkretnie wskazał kard. Grocholewski. Po pierwsze dlatego, że rozmawiał ze wszystkimi bez wyjątku.

– Nie było kategorii ludzi, z którymi by nie rozmawiał: z katolikami, robotnikami, intelektualistami, studentami, muzułmanami, Żydami, buddystami, ze wszystkimi. Nawet rozmawiał z tym, który chciał go zabić.

Po drugie w rozmowie nikogo nie obrażał, bo miał szacunek dla każdego.

– Nigdy nie było tak, żeby do kogoś odzywał się z jakąś pogardą czy lekceważeniem. Wobec każdego miał szacunek.

Po trzecie Jan Paweł II wszędzie był sobą.

– On nie starał się żeby zaimponować, nie zmieniał swoich poglądów w zależności od tego z kim rozmawiał. Nie starał się przypodobać np. młodzieży, ale wszędzie i z każdym był sobą. Wobec każdego świadczył o swojej wierze.

Czwartym elementem była koherencja czyli spójność.

– Dla mnie był to papież, który odegrał wielką rolę w świecie. Szkoda tylko, że jego doktryna wciąż jest tak mało znana. (…) A niesie potężny potencjał świętości, wiedzy, nauki dla całego świata. Ja bardzo chętnie wracam do jego tekstów i czasem jestem naprawdę zachwycony, bo odkrywam na nowo jego myśl.

Kardynał podkreślił, że cieszy się, iż przez cały pontyfikat miał okazję współpracować z polskim papieżem, choć pracę w Najwyższym Sądzie Kościelnym rozpoczął już sześć lat przez wyborem Wojtyły. Wspomina Ojca św. jako człowieka niezwykle otwartego.

– Można mu było wszystko powiedzieć. Można było z niego pożartować, ale też można było powiedzieć, że coś się nam nie podoba, dyskutował wtedy i dawał szansę zmiany na lepsze.

Kard. Grocholewski mówił także o wielkim wpływie, jaki miał i ma na niego Jan Paweł II, wpływie, który jednocześnie jest rachunkiem sumienia. Podkreślił, że źródłem jego wielkości było życie duchowe. Wspomniał pierwszy, spontaniczny wyjazd papieża na Mentorellę, gdzie chodził jeszcze jako kardynał. Powiedział tam dwie fundamentalne rzeczy: pierwszym zadaniem papieża jest modlitwa, nie nauczanie, organizowanie, reformowanie, tylko modlitwa oraz, że to jest pierwszy warunek skuteczności jego pracy. Kardynał podkreślił, że właśnie dlatego on tak dobrze rozumiał Siostrę Faustynę, bo i on prowadził głębokie życie duchowe.

– Jego piękna osobowość znajduje swoje korzenie w jego łączności z Panem Bogiem. Nikt nie może w Kościele wiele zrobić jeżeli nie jest złączony z Panem Bogiem. Pan Jezus mówił jasno „beze mnie nic uczynić nie możecie”. Dlatego cała ta mozaika osobowości Jana Pawła II znajduje swoje korzenie w człowieku, który się naprawdę modlił. Papież kazał sobie kłaść na klęczniku kartki z intencjami tych, którzy prosili go o modlitwę i rzeczywiście się w tych intencjach modlił. Jego wiara i kontakt z Panem Bogiem dawały mu bardzo duży spokój duchowy. Widział problemy w świecie, kłopoty, trudności, ale był zawsze pogodny. On umiał na to wszystko patrzeć w świetle wiary i swojej łączności z Chrystusem, któremu zawierzył.

Kardynał wspomina, że tylko raz widział jak papież się zdenerwował.

– Byłem prawnikiem i poprosił mnie wraz z grupą siedmiu osób żebyśmy dyskutowali na temat kodeksu prawa kanonicznego, który potem w ’83 roku się ukazał. Ten kodeks był 20 lat opracowywany przez fachowców. W końcu powstał. Ostatni schemat niosłem do papieża i wszyscy byliśmy przekonani, że musi zaufać i podpisać, bo nie jest prawnikiem. A tak nie było. Dostałem telefon, żeby przyjść do papieża na obiad. Przyszedłem i okazało się, że było nas takich siedmiu, z różnych środowisk, i papież powiedział nam, że już dwa razy ten kodeks przeczytał, ale jeśli ma go podpisać to musi go jeszcze przestudiować i prosi nas o pomoc. Mieliśmy 14 spotkań z papieżem po 3 lub 4 godziny każde.

Kardynał opowiada dalej, że w pewnym momencie zasugerowali papieżowi, żeby przy tych obradach był obecny szef komisji, która zatwierdziła kodeks. Tak się stało. I raz, gdy wszyscy krytykowali jeden punkt, on nie wytrzymał i przy papieżu na nich nakrzyczał.

– Wtedy widziałem, że papież też się trochę uniósł i powiedział, że jest nieprawdą, że się za dużo mówi, bo jeśli ktoś stawia tezę to ma prawo ją uzasadnić. I zakończył bardzo mocno, że bardzo prosi, by tak było mówione jak dotychczas. Czyli naprawdę chciał słuchać różnych opinii. Tym bardziej, że on nas wybrał wiedząc, że się nie będziemy zgadzali.

Kard. Grocholewski wyznał także, że prace nad tym kodeksem były czymś, co go najbardziej uderzyło, wzruszyło i wydawało się nieprawdopodobne.

– Ja byłem wtedy najmłodszy, ale nikt z nas nie mógł pojąć, że papież chce z nami dyskutować. Dla nas wszystkich to było wielkie przeżycie.

Wspomina także poważny problem prawniczy, z którym mierzyli się w sądzie i trzeba było potwierdzenia papieża. Kardynał opowiada, że był zaniepokojony czy papież zrozumie zawiłości prawne, a on bez problemu je zrozumiał.

Z drugiej strony jednak uderzała jego prostota – zapraszał ich po kolacji na taras na różaniec. Można było z nim pożartować. Rozmówca podkreśla, że papież miał poczucie humoru również na własny temat.

– Myśmy się czasem z niego nabijali. Pamiętam jak były raz imieniny Stanisława Dziwisza i my z papieżem na te imieniny jechaliśmy. Wcześniej to było nie do pomyślenia! Albo na gwiazdkę ks. Dziwisz dzwoni, bo papież chce kolędy pośpiewać. On się wszędzie czuł sobą i ten kto do niego przychodził też się czuł dobrze. Wiedział, że papież nie patrzy na niego jakoś z góry tylko jako przyjaciel, ktoś kto go szanuje i dla kogo jest drogi.

Kardynał opowiedział także, że w prywatnej kaplicy bierzmował osobę, która przyjęła chrzest pod wpływem spotkania z papieżem i w książce pamiątkowej napisała „najpiękniejszą religią świata jest katolicyzm”.

Mówił również, że Jan Paweł II dał świadectwo jak można cierpienie uczynić apostolatem. Wspomniał Światowe Dni Młodzieży w Rzymie, gdzie przybyło 2,5 mln osób. Ojciec św. był starym człowiekiem, który ledwo mówił, a tyle młodzieży chciało się z nim spotkać. Kardynał podkreślił, że autentyzm jego życia pociągał i dawał entuzjazm Kościołowi.

Wspomina także czas, kiedy budowano salę audiencyjną Pawła VI i krytykowano, że jest zbyt duża na 7 tys. miejsc siedzących, że nigdy nie będzie pełna.

– Za Pawła VI nie była pełna. Przyszedł Jan Paweł II i sala za mała! Bo przychodzi nie 7 tys. ludzi ale 70 tys., 100 tys. i więcej. I zaczęły się audiencje na Placu św. Piotra. To nie skończyło się przez cały jego pontyfikat i trwa nadal.

Jeśli chodzi o krytykę papieża, to kardynał wskazał, że najpierw trzeba znaleźć źródło tej krytyki – o co tak naprawdę chodzi. Podkreślił, że człowiek, który oddala się od Chrystusa często krytykuje, by zagłuszyć swoje sumienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kraków: jutro otwarcie wystawy „Nasz Papież”

2018-10-15 16:38

md / Kraków (KAI)

Rekonstrukcja papieskiego pokoju z ul. Franciszkańskiej 3, rzeczy osobiste i dary, które otrzymywał Jan Paweł II podczas licznych podróży po świecie można zobaczyć na wystawie „Nasz Papież”, która jutro zostanie otwarta w Muzeum Archidiecezjalnym przy Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. Ekspozycja została przygotowana z okazji 40-lecia pontyfikatu.

Magdalena Kowalewska
Prezentacja szaty Jana Pawła II

Muzeum Archidiecezjalne w Krakowie ma największą na świecie kolekcję związaną ze św. Janem Pawłem II. Zbiory te liczą kilka tysięcy obiektów. Na wystawie „Nasz Papież” można obejrzeć ponad 350 eksponatów. Jej centralnym punktem jest biała sutanna umieszczona na papieskim tronie w taki sposób, że „wydaje się jakby Jan Paweł II był tam obecny”. Można też zobaczyć rekonstrukcję pokoju kard. Karola Wojtyły z krakowskiej kurii, w którym zatrzymywał się także jako papież, gdy odwiedzał Kraków. „Ta ekspozycja prowadzi nas do bardzo osobistego i intymnego spotkania z Janem Pawłem” – mówi kurator wystawy i dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego ks. prof. Andrzej Witko.

Kapłan podkreśla, że tytuł wystawy jest nieco przewrotny. „Wielu ludzi z Europy mówiło: to jest wasz papież. My też tak zwykliśmy o nim mówić, aby podkreślić naszą więź z nim. Chętnie przybywaliśmy na spotkania z papieżem, chętnie go słuchaliśmy, ale pozostaje pytanie, co nam zostało z tego wielkiego przekazu i dziedzictwa, co dzisiaj zwłaszcza młode pokolenie wie i kim dla nich jest Jan Paweł II” – zastanawiał się ks. prof. Witko.

Ekspozycja nie jest typową, biograficzną opowieścią o Karolu Wojtyle i Janie Pawle II, ale według organizatorów jest „zaproszeniem na katechezę”, na spotkanie z nim poprzez jego dzieła. „Dla nas kluczem są encykliki papieskie zilustrowane przez konkretne obiekty i dzieła sztuki” – wyjaśnia kurator wystawy. Jego zdaniem, ma ona inspirować do dalszych poszukiwań i poznawania nauczania Jana Pawła II.

Pierwsza część ukazuje młodość Karola Wojtyły, jego życiowe pasje: turystykę i literaturę oraz drogę w Kościele od momentu święceń kapłańskich po otrzymanie kapelusza kardynalskiego. Jest tu m. in. album z rodzinnymi zdjęciami, świadectwo dojrzałości młodego Karola Wojtyły, drewniaki, w których podczas II wojny światowej chodził do pracy w "Solvayu", sprzęt turystyczny, m.in. narty oraz kajak oraz sutanny i przedmioty liturgiczne. Uzupełnieniem są cytaty z utworów Karola Wojtyły i archiwalne zdjęcia.

Przechodząc przez symboliczną bramę zwiedzający usłyszą słowa „Habemus Papam”, ujrzą biały dym i fragment film dokumentalnego pokazujący Jana Pawła II tuż po wyborze, witającego się z wiernymi. Scenariusz drugiej części wystawy powstał w oparciu o tekst kard. Josepha Ratzingera z 2003 r. pt. „Czternaście encyklik Jana Pawła II”. Eksponaty w gablotach odnoszą się do papieskiego nauczania i podróży po świecie. Wiele z nich to dary od wiernych i przywódców państw.

Ostatni akcent wystawy to wydzielone miejsce do modlitwy lub medytacji, gdzie umieszczono wizerunek świętego papieża oraz jego sutannę, przekazaną Muzeum Archidiecezjalnemu przez Benedykta XVI.

Wystawie towarzyszy katalog. Dla dzieci i młodzieży planowane są lekcje muzealne. Ekspozycja "Nasz Papież" ma poprzedzać planowane wiosną 2020 r. otwarcie w Sanktuarium św. Jana Pawła II - Muzeum Jana Pawła II.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem