Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Bp Sobiło dla KAI: Kościół na Wschodzie się wyludnia, ale pozostaniemy tu do ostatniego wierzącego

2017-12-17 17:19

Dorota Abdelmoula / Zaporoże (KAI)

Małgorzata Soja
Bp Jan Sobiło

Widziałem statystyki ONZ: 10 najszybciej wymierających miast na świecie. W tej dziesiątce były cztery miasta naszej diecezji: Charków, Donieck, Dniepro i Zaporoże. Pan Bóg zna przyszłość, a my wiemy, że dopóki są tu ludzie, mamy tu być. Do ostatniego wierzącego - mówi w rozmowie z KAI biskup pomocniczy charkowsko-zaporoski Jan Sobiło, nawiązując do bieżącej sytuacji na wschodniej Ukrainie.

Dorota Abdelmoula (KAI): Księże Biskupie, w Adwencie Kościół w Polsce szczególnie pamięta o modlitwie i pomocy materialnej dla Kościoła na Wschodzie. Jakiego wsparcia ta wspólnota potrzebuje dziś najbardziej?

Bp Jan Sobiło: Przede wszystkim potrzeba pomocy duchowej, solidarności z nami, wyrażanej nawet poprzez ciepłe słowa, jakie padają w mediach. Jest to potrzebne także ze względu na trwającą fazę wyjaśnień historycznych między Polska a Ukrainą. Oczekujemy od Polski i polskiego Kościoła zrozumienia tej rzeczywistości i wyważonych wypowiedzi – bo każde zbyt odważne sformułowanie wprowadza niepokój. Czytając je, ludzie są zdruzgotani i bardzo boleśnie to przeżywają. Mówią wręcz: nie mamy już przyjaciół!

Potrzebujemy też modlitwy i tyle, ile płynie jej w Polsce,nie ma chyba nigdzie indziej na świecie. Trwający konflikt może się zakończyć tylko dzięki ingerencji Boga, a Bóg ingeruje wtedy, kiedy Go o to bardzo prosimy. Dlatego jeśli Polacy będą modlić się za Ukrainę, za Donbas, za te tereny objęte wojną, to wierzę, że Bóg odmieni losy, że doprowadzi do triumfu Niepokalanego Serca Maryi, że nawróci się Rosja, że będzie przebaczenie i prośba o nie, a ludzie zrozumieją bieg historii w kontekście wiary.

Polska jest jedynym krajem tak mocnego ducha, gdzie, pomimo wielu problemów, wiele osób się spowiada, przyjmuje Komunię świętą, modli się na różańcu. Na tę duchową armię liczy Ukraina, a szczególnie wschód kraju.

Reklama

- Ksiądz Biskup mówił o solidarności, a ta wyraża się także poprzez pomoc materialną płynącą z Polski.

- Dzięki tej pomocy, ludzie tutaj widzą, że nie są sami. Ta pomoc rozwiązuje pewne problemy materialne, ale przede wszystkim wyraża to, że nie jesteśmy sami, że świat jest zainteresowany naszym losem. Według propagandy sowieckiej, w ostatnich dziesięcioleciach wielkim przyjacielem Ukrainy była Moskwa. Jednak Ukraińcy zobaczyli, że ten, kogo propagowano jako przyjaciela i opiekuna stał się agresorem. To zmieniło sposób myślenia ludzi.
Dziś nasz naród potrzebuje pomocy tych, którzy zrozumieją, że sytuacja Ukrainy jest bardzo trudna, także w wymiarze materialnym, choć pomoc materialna jest zawsze symbolem tego, co dokonuje się w sercu: ktoś konkretny pamięta o mnie, troszczy się i chce się dowiedzieć, czego potrzebuję. To znaczy, że jestem dla kogoś ważny, że nie jestem sam. Tę sytuację, jak nikt inny, rozumieją Polacy.

- Spróbujmy zatem powiedzieć konkretnie, jakie są dziś potrzeby diecezji charkowsko-zaporoskiej?

- Przede wszystkim: wsparcia modlitewnego. Poza tym, potrzebuje kapłanów. Są miejsca, gdzie nawet księża emeryci mogliby przyjechać. W Polsce jest wielu takich, którzy znają język rosyjski, są rezydentami, a mogliby tutaj, w rosyjskojęzycznej części Ukrainy pięknie duszpasterzować i w misyjnym duchu poświęcić tutejszym ludziom ostatnie lata swojego kapłaństwa.
Zapraszam tu księży! Będą mieć garstkę ludzi, bo nasze parafie nie są liczne, ale są to ludzie niezwykle wdzięczni. Jest np. miasto Energodar, w którym jest wspólnota, która czeka na księdza. Mówią: byle by był, byle Mszę św. odprawił. My byśmy się nim zaopiekowali, miałby wszelką pomoc. Nie musiałby nigdzie dojeżdżać. Mieszkałby sobie na miejscu, odprawiał Mszę świętą, a ludzie by byli szczęśliwi. To garstka osób, które od dawna czekają na kapłana. Dzięki obecności tego księdza Pan Jezus mieszkałby między nimi. A my mamy braki, nie mamy kogo im dać.
Potrzebujemy też sióstr zakonnych, a wiele zakonów się stąd wycofało. Np. w województwie zaporoskim było kiedyś pięć zgromadzeń – i wszystkie wyjechały, ze względu na trudną sytuację materialną i nie tylko. Zdaję sobie sprawę, że w Polsce jest mniej powołań, a zgromadzenia liczą, że jeśli otwierają nową placówkę, to i stamtąd będą powołania. A tu wspólnoty są bardzo małe i nie brakuje trudności. Ale to jest właśnie prawdziwa misja: nawet ze względu na tę garstkę ludzi, którzy zostali tu w tych trudnych czasach, warto przyjechać i podtrzymać ich na duchu.
Potrzeba wreszcie wsparcia materialnego. Nasze kościoły i to, co się w nich znajduje – mamy dzięki Polsce. Polacy utrzymują ten Kościół, podobnie jak organizacje takie, jak m.in. Kirche in Not, czy Renovabis. Księża zbierają tacę w różnych parafiach w Polsce. Dzięki temu mogą tu opłacić np. gaz, elektryczność, kupić benzynę, by dojechać do chorych. Miejscowe ofiary pokrywają zaledwie 10 proc. potrzeb i żadna tutejsza parafia nie utrzymuje księdza. A to właśnie księża mogą najefektywniej pomagać swoim parafianom, bo znają ich potrzeby.

- Na przykład jakie?

- To np. realizacja recept. Mieliśmy w Zaporożu punkt wydawania leków. Hurtem kupowaliśmy lekarstwa w tutejszej aptece, dzięki czemu cena była niższa. To była wielka pomoc, ale był to tylko roczny projekt, który się zakończył. Szkoda, bo na tutejszych terenach przyfrontowych, możliwość zrealizowania recepty oznacza często: żyć, albo nie żyć.
Duchowieństwo jest dla tutejszych mieszkańców najbliższą rodziną. Tutaj kapłan jest całym oparciem dla ludzi: nie tylko tym, który przekazuje łaskę od Boga, sprawując sakramenty, ale też dając konkretną pomoc materialną. Od czasu rozpadu Związku Radzieckiego Kościół objął całkowitą opieką ludzi na całym Wschodzie, nie patrząc na to, czy osoba, która prosi o jedzenie, czy leki jest jest wierząca. Sprawdzamy, czy nie oszukuje, ale stajemy się „kupować” tych osób w zamian za dary.

Najważniejsze, to przywrócić człowiekowi jego godność, pokazać, czym jest solidarność. Powiedzieć, że gdzieś w Polsce jest konkretny człowiek, który dzieli się swoją niedużą rentą, czy emeryturą, po to, żeby ulżyć komuś na Wschodzie. Jestem bardzo wdzięczny Polsce za tę opiekę.

Tagi:
wywiad Wschód

Polska pamięta o swoich rodakach na Wschodzie

2018-03-07 07:55

wpolityce.pl

Rok akcji pomocowych dla Polaków na Wschodzie! Prezydent: "To drobne pokazanie, że Polska pamięta o swoich rodakach".

Jakubowski/KPRP
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda z Małżonką Agatą Kornhauser-Dudą wzięli udział w II edycji „Podsumowania Roku Akcji Pomocy Polakom na Wschodzie”

Polska pamięta o swoich rodakach na Wschodzie; wszyscy wyrośliśmy na jednym pniu i to jest wspaniałe i piękne - powiedział prezydent Andrzej Duda podsumowując rok akcji pomocowych dla Polaków na Wschodzie.

Jak zaznaczył prezydent, przedstawiciele Kancelarii Prezydenta odbyli w 2017 r. roku sześć wypraw na Ukrainę, do Mołdawii, do Rumunii i do Kazachstanu.

Dla nas, dla Kancelarii Prezydenta to duża akcja - podkreślił Duda.

Przypomniał, że projekt zainaugurowała grupa Polaków mieszkających w USA, którzy zaczęli pomagać swoim rodakom mieszkającym we Lwowie a następnie wystąpili do Kancelarii Prezydenta o pomoc instytucjonalną.

To jest coś, co ma w sobie taką niezwykłą moc, zwłaszcza w tym roku 100-lecia odzyskania niepodległości, to bardzo mocno chciałbym zaakcentować. (…) My to wyzwanie podjęliśmy, ja jako prezydent poprzez działalność biura ds. kontaktów z Polakami za granicą, poprzez działalność pana ministra Adama Kwiatkowskiego, to dzieło wsparcia realizujemy - zaznaczył prezydent.

Wyjaśnił, że wsparcie materialne, które jest przekazywane w ramach akcji, nie jest najważniejsze.

Dla mnie to jest przede wszystkim wsparcie polegające na tym, że jesteśmy razem. Bo to jest element najistotniejszy. No przecież te drobne prezenty, które są przywożone na te spotkania poza granicami Polski, dzisiaj, gdzie na ojcowiźnie swojej mieszkają Polacy, to nie jest żadna pomoc. To jest drobne pokazanie, że Polska pamięta o swoich rodakach - ocenił Duda.

Jak podkreślił, wszyscy Polacy wyrośli „na jednym pniu” i „to jest wspaniałe i piękne”.

Chciałem wam bardzo serdecznie za to podziękować, podziękować tym pokoleniom, których już nie ma, a przechowały tę polskość, tę tradycję, a przede wszystkim ją przekazały. Że dzieci wychodzą i pięknie mówią po polsku, śpiewają po polsku, tańczą tańce, które są elementem naszej wielkiej tradycji. To jest coś, co z punktu widzenia państwa polskiego i nas, jako polskiego społeczeństwa, polskiego narodu, jest elementem nieocenionym

- zaznaczył prezydent.

Dodał, że chciałby, by 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości Polacy przeżywali razem na całym świecie.

Dziękujemy wszystkim polskim nauczycielom, wszystkim organizatorom polskiego życia kulturalnego, wszystkim prowadzącym Polskie Domy. Dziękujemy z całego serca polskim księżom pracującym na tych terenach, którzy swoją posługą duszpasterską wzmacniają tego ducha, z jednej strony właśnie wiary, tradycji, polskiej kultury, ale przede wszystkim bardzo często także ducha przetrwania, żeby być, żeby być podtrzymanym na duchu - powiedział.

Prezydent podziękował także partnerom i sponsorom akcji.

Z całego serca zachęcamy do tego, aby dalej brać udział w tej akcji. Prosimy o dalsze wsparcie i dalszą współpracę. Bo nie ma żadnej wątpliwości, że warto. Warto dla Rzeczypospolitej, dla nas wszystkich - zaznaczył Duda.

Warto pomagać proszę państwa - dodała pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda, zwracając się do zgromadzonych na uroczystości. Zaznaczyła, że duża część przekazanych przez Kancelarię Prezydenta darów trafiła do szkół.

Jest to wyraz naszej wdzięczności dla wszystkich tych, którzy dbają o rozwój oświaty polskiej mniejszości narodowej za granicą. Wdzięczności również za upowszechnianie języka polskiego, wiedzy o naszym wspólnym dorobku kulturowym, o tradycji i kulturze. Te wszystkie starania są ogromnie ważne, ponieważ to one wzmacniają poczucie polskiej tożsamości narodowej wśród pokoleń, które urodziły się poza Polską - oceniła.

Dodała, że podczas zagranicznych podróży do krajów, w których jest Polonia, widzi „bardzo dobre owoce tych wysiłków, autentyczne przywiązanie młodych ludzi do kraju ich przodków”.

To, że język polski, polska kultura, polska tradycja, są wciąż żywe w państwa krajach, zawdzięczamy przede wszystkim zasłużonym osobom, które otrzymały od nas pomoc. To jest także rezultat wychowawczej pracy w polskich rodzinach, a także nauczania języka polskiego, polskiej historii, polskiej kultury przez nauczycieli i wychowawców. Za to właśnie chciałabym - również jako pedagog - bardzo serdecznie państwu podziękować - powiedziała pierwsza dama.

Uroczystość uświetniły występy artystyczne dzieci i młodzieży z Ukrainy, Rumunii i Kazachstanu.

Jak poinformowali organizatorzy, w 2017 r. KPRP zorganizowała sześć wyjazdów z darami pomocowymi. Dostarczono ponad osiem ton żywności, przekazano sprzęt AGD, laptopy, kołdry, koce, obuwie, gry, kołdry, koce, misie, książki materiały opatrunkowe i chemię gospodarczą. Pracownicy Kancelarii Prezydenta odwiedzili 35 rodzin.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Dziewczynka, która oddała się Bogu

2014-07-16 09:03

Marek P. Tomaszewski
Niedziela Ogólnopolska 29/2014, str. 18-19

ARCHIWUM AUTORA
María del Carmen z rodzicami

Był to poranek, dnia 6 kwietnia 1939 r. W hiszpańskim mieście San Sebastian dziewczynka o imieniu María del Carmen wraz ze swoją babcią i bratem zmierzała właśnie na nabożeństwo Wielkiego Czwartku do parafii Dobrego Pasterza. Rekolekcje wielkopostne, które dopiero co odprawiła w szkole, przygotowały ją do przeżycia obchodów Triduum Paschalnego w sposób szczególny. W jej sercu pulsowała miłość do Jezusa, który oddał swe życie dla naszego zbawienia, i czuła silne pragnienie odpowiedzenia na Jego miłość oddaniem samej siebie aż po całkowite poświęcenie swego życia.

W ten Wielki Czwartek dziewczynka szła bardzo zamyślona. Był to przecież dzień, w którym Pan Jezus, ustanawiając Eucharystię, oddał się nam całkowicie i nieodwołalnie. Zupełnie niespodziewanie, przed wejściem do kościoła, María del Carmen zapytała: „Babciu, mogę oddać się Bogu?”. Babcia odpowiedziała: „Tak, oddaj się”, po czym zapytała dziewczynkę i jej brata – Julia, czy chcą się wyspowiadać. Julio skorzystał z tej propozycji, a María del Carmen nie potrzebowała spowiedzi w tym momencie. W krótkim czasie w trójkę zbliżyli się do ołtarza, by uklęknąć i przyjąć Komunię św.

Następnie wrócili do ławki. Dziewczynka była tak niezwykle skupiona i uduchowiona, że jej babci wydawało się, iż niosą ją aniołowie. Już na miejscu włożyła głowę pomiędzy ręce i dłuższą chwilę klęczała, czyniąc dziękczynienie. Babcia pomyślała wtedy: „Ta dziewczynka mogłaby być drugą Małą Świętą Teresą”. Gdy wychodzili z kościoła, radosny wygląd małej zdradzał coś nadnaturalnego, jednak babcia nie odważyła się o nic zapytać, gdyż dziewczynka była tak bardzo zamknięta w sobie. María del Carmen natomiast spytała: „Babciu, co to znaczy oddać się?”. Babcia wytłumaczyła: „Oddać się to znaczy całkowicie powierzyć swoje życie Bogu i być całą Jego”. Później dziewczynka już nigdy z nikim nie rozmawiała o oddaniu się.

Tego samego dnia, po akcie nadzwyczajnej pobożności dziecka, nastąpił inny zaskakujący czyn, który zdawał się nie być zgodny z tą żarliwością. Dziewczynka radośnie i z prostotą powiedziała: „Babciu, kupmy ciastka dla wszystkich”. Właśnie przechodzili obok cukierni. Babcia pomyślała: „Ach, to tylko małe dziecko, nie jest aniołem ani świętą Teresą”.

Wkrótce María del Carmen zachorowała, bardzo cierpiała i niedługo potem zmarła z uśmiechem na ustach. Po śmierci dziewczynki wyjęto jej „rzeczy sumienia”, które miała schowane w swojej szkolnej torbie. Po złamaniu wielu laków, którymi zapieczętowała sprawy najbardziej prywatne, w dzienniczku – niemalże czystym – znaleziono tę jedną, wyjątkową stronę... Tam był jej najskrytszy sekret: „Oddałam się w parafii Dobrego Pasterza, 6 kwietnia 1939”. W hiszpańskim oryginale: „Me entregué”; w rzeczywistości napisała „Me entrege”, z dziecięcym błędem ortograficznym. Jest to świadectwo jedyne, jednakże o niezwykłym znaczeniu, w świetle którego należy odczytać całą tajemnicę pięknego i krótkiego życia Maríi del Carmen González-Valerio y Sáenz de Heredia, nazywanej w rodzinie zdrobniałym imieniem Mari Carmen.

Przed narodzinami...

Tak jak życie każdego człowieka, również życie Maríi del Carmen rozpoczęło się w momencie poczęcia. U tej dziewczynki jest to jednak widoczne w sposób szczególniejszy. Jej mama bowiem, będąc w stanie błogosławionym, od początku miała przeczucie, że jej poczęte dziecko jest dziewczynką. 16 lipca 1929 r., czyli osiem miesięcy przed narodzinami dziecka, u stóp ołtarza Matki Bożej z Góry Karmel w Palavea prosiła najlepszą z Matek, by opiekowała się jej maleńką dziewczynką zarówno teraz, przed narodzeniem, jak i podczas całego jej dalszego życia na ziemi. Zawierzając ją Królowej Nieba, błagała, by Ona udzieliła jej córeczce nie skarbów tego świata, lecz bogactw niebiańskich, nie powodzenia w tym życiu, talentów czy urody, lecz przede wszystkim łaski doskonałej czystości, by nigdy grzechem nie zabrudziła niewinności chrzcielnej.

Pełna Ducha Świętego

María del Carmen urodziła się 14 marca 1930 r. w Madrycie (Hiszpania), jako druga z pięciorga rodzeństwa. Z powodu zagrożenia utraty życia została ochrzczona kilka godzin po narodzinach. Otrzymała imiona María del Carmen del Sagrado Corazón de Jesús Sofía Matilde (Maria z Góry Karmel od Najświętszego Serca Jezusa Zofia Matylda). Poprzez chrzest Pan Jezus sam oddał się jej, pragnąc być dla niej i z nią. Udzielił jej po raz pierwszy Ducha Świętego, obdarzając tym samym bogactwem Jego darów –

choć na razie tylko w stopniu początkowym. Pełnię swych darów Duch Święty wylał na dziewczynkę dopiero w sakramencie bierzmowania, który przyjęła w wieku dwóch lat, dnia 16 kwietnia 1932 r. W sakramencie tym otrzymała łaskę Pięćdziesiątnicy – pełnię Ducha Świętego. Mógł więc po kilku latach pewien kapłan, po wyspowiadaniu wszystkich uczennic podczas rekolekcji szkolnych, powiedzieć o Maríi del Carmen: „Ta dziewczynka jest pełna Ducha Świętego”. W zdaniu tym zawarł uznanie nie tyle dla samej dziewczynki, ile dla cudownych dzieł zdziałanych przez Ducha Świętego w jej życiu.

Heroizm czystości

Wydaje się, zapewne słusznie, że te cudowne dzieła zdziałane przez Ducha Świętego w życiu Maríi del Carmen są pokłosiem modlitw jej mamy, która przed narodzeniem zawierzała ją Maryi. Wśród najszlachetniejszych cech, które wyróżniały dziewczynkę, było umiłowanie przez nią cnoty czystości i skromności w ubiorze. Warto tu zaznaczyć, że mama nie zawsze zgadzała się ze swoją córeczką, jeśli chodziło o skromność ubiorów. Po powrocie z jednej z podróży podarowała jej strój plażowy, który wydawał się wystarczająco skromny dla pięciolatki. Składał się z bluzki bez rękawów i luźnych, długich do kostek spodni. Mama ubrała córkę w ten strój i postawiła ją przed lustrem, mówiąc: „Widzisz, Marío Carmen, jesteś przepiękna!”. Ona jednak, patrząc na siebie, powiedziała: „Może, ale ja tak nie pójdę na plażę”. Zdziwiona mama spytała: „Dlaczego nie? W tym jest ci dobrze!”. Dziewczynka odparła stanowczo: „Mamusiu, spodnie są tylko dla chłopców, a dziewczynki nie powinny się w nie ubierać”. Trzeba było do spodni dodać spódniczkę zakrywającą kolana i kamizelkę z długimi rękawami. Nieważne było to, że tak ubrana nie będzie mogła bawić się na plaży. Ona, mała dziewczynka, chciała zachować skromność tam, gdzie wielu ją traci. Nawet na plażę poszła wtedy wbrew swej woli i nie przestawała popłakiwać. Cierpienie sprawiał jej widok półnagich ludzi. Dlatego babcia zdecydowała, że więcej nie pójdzie z nią nad wodę. Gdy rodzeństwo bawiło się na plaży, ona zostawała sama w domu i oglądała obrazki ze świętymi.

Miłujcie się wzajemnie!

Całe życie Maríi del Carmen można streścić tymi właśnie słowami, wypowiedzianymi przez nią tuż przed śmiercią do swoich bliskich: „!Amaos los unos a los otros!” – „Miłujcie się wzajemnie!”. Ostatnie niecałe trzy miesiące jej życia stały się szczególną pieśnią miłości – miłości zwłaszcza nieprzyjaciół. Miłość była bowiem drugą niezwykle ważną cechą charakteryzującą jej życie. Praktykowała ją nie tylko w stosunku do najbliższych, lecz także do obcych, a przede wszystkim oddając siebie samą w całkowitym darze Bogu za ocalenie tych, którzy zabili jej ojca podczas trwającej wówczas hiszpańskiej wojny domowej. Modliła się zwłaszcza za nawrócenie prezydenta Republiki – masona Manuela Azany, którego utożsamiała ze źródłem wszelkiego zła we współczesnej jej Hiszpanii. Wyprosiła mu powrót do wiary, jako że nawrócił się na łożu śmierci.

Jak to już było wspomniane, Pan Bóg przyjął ofiarę z jej życia w Wielki Czwartek 6 kwietnia 1939 r. W ogromnych cierpieniach, spowodowanych okrutną, śmiertelną chorobą, wykazywała wielką cierpliwość i wspaniałomyślność. Zmarła 17 lipca 1939 r., po kilku miesiącach największych cierpień. Miała 9 lat i już prowadziła wielkie życie nadprzyrodzone.

Ku chwale ołtarzy

Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w Madrycie 11 lipca 1961 r. Ojciec Święty Jan Paweł II w dniu 12 stycznia 1996 r. ogłosił Maríę del Carmen czcigodną służebnicą Bożą, aprobując kanonicznie heroiczność jej cnót. Teraz, by mogła zostać beatyfikowana, konieczny jest tylko ewidentny cud wyproszony za jej wstawiennictwem.

Za przyczyną służebnicy Bożej Maríi del Carmen González-Valerio y Sáenz de Heredia prośmy, aby dzieci wzrastające w naszych polskich rodzinach znajdowały dogodne warunki do postępowania w czystości, wierze i miłości aż do chrześcijańskiego heroizmu.

Kontakt z Biurem Postulacji Służebnicy Bożej Maríi del Carmen: Asociación de Amigos de la Causa de Beatificación de Maríi Carmen González-Valerio, Calle Sagasta 28-2 28004 Madrid, Hiszpania

Strona internetowa: http://www.maricarmengv.info

Modlitwa za wstawiennictwem sł. B. Maríi del Carmen (do prywatnego odmawiania):

Jezu, który powiedziałeś: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie”, który jesteś „Kwiatem polnym i Lilią dolin”, który zechciałeś natchnąć duszę Maríi del Carmen cnotą niewinności i pragnieniem pójścia do Nieba przed zabrudzeniem się grzechem; przez tę heroiczną miłość, z jaką pośród największych cierpień podtrzymała ofiarę ze swego życia, prosimy Cię, byś przez jej wstawiennictwo wzbudził w domach chrześcijańskich legion czystych dusz idących jej śladami i jeśli jest Twoją wolą uczcić ją na ziemi, udziel nam łask, o które Cię prosimy przez jej wstawiennictwo. Amen.

Czytelnikom polecamy wydaną w Bibliotece “Niedzieli”: książkę Marka Pawła Tomaszewskiego “Mari Carmen. W drodze ku chwale ołtarzy”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

PKWP: 3,6 mln euro dla Syrii w I połowie 2018 roku

2018-07-17 19:31

PKWP / Warszawa (KAI)

Ponad 3,6 miliona euro trafiło na pomoc potrzebującym Syryjczykom tylko w I połowie tego roku. "Nie byłoby to możliwe, gdyby nie Państwa zaangażowanie i pomoc" - pisze na Twitterze Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

CharlesFred via Foter.com / CC BY-NC-SA

Pomoc Kościołowi w Potrzebie zajmuje się wspieraniem duszpasterskim i finansowym Kościoła prześladowanego, wspieraniem budowy kościołów, wydawania i kolportaż Biblii, pomocą siostrom klauzulowym oraz finansowaniem zakupu środków transportu potrzebnych do pełnienia służby duszpasterskiej.

Jak poinformowało na twitterze PKWP - tylko w I połowie 2018 roku przekazało na pomoc dla Syrii 3,6 mln zł.

Głównym hasłem Papieskiego Stowarzyszenia PKWP jest: pojednanie i solidarność na świecie. W ponad 50 krajach chrześcijanie są prześladowani i żyją w śmiertelnym zagrożeniu. W 70 krajach na świecie wiara jest ograniczana, a chrześcijanie dyskryminowani i przekonywani do odrzucenia Chrystusa.

Co roku PKWP realizuje ponad 7 tys. projektów o łącznej sumie 80 mln euro.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem